Przejdź do treści

Jak wybrać klinikę leczenia niepłodności?

Każda para poszukująca pomocy w zakresie leczenia niepłodności ma prawo do wyboru miejsca leczenia i lekarza prowadzącego. Tyle teoria, jak jednak wygląda praktyka? Czym kierować się podczas wyboru właściwej kliniki, zwłaszcza że ich liczba stale wzrasta?

Według ankiety przeprowadzonej przez Ośrodek Studiów nad Płodnością Człowieka w 2013 roku najważniejszymi kryteriami, którymi kierują się pacjenci zmagający się z niepłodnością, są renoma placówki (74%) oraz podejście do chorego (59%). Ważne okazują się również autorytet lekarza oraz wstępne oszacowanie kosztów leczenia, przedstawione pacjentom na samym początku.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pacjenci chcą jak najdokładniej poznać swoją chorobę i możliwości terapeutyczne, dlatego najwięcej wagi przywiązują do personelu medycznego, który zapewni poczucie komfortu i bezpieczeństwa (80%), zależy im także na otrzymywaniu pełnej informacji dotyczącej zastosowanego leczenia (80%) oraz możliwości współdecydowania o przebiegu terapii (68%).

Blisko czy daleko

Argument odległości bywa ważny, ale nie powinien przesłonić tego, co najistotniejsze – rzetelności kliniki. Coraz częściej zdarza się, że duże ośrodki współpracują z mniejszymi gabinetami, co zdecydowanie ułatwia proces leczenia. Dowiedzcie się, czy Wasza klinika nie oferuje takiej możliwości.

Uwaga na reklamy

Statystyki i wyniki publikowane na stronach wielu ośrodków pochodzą z wewnętrznych danych ośrodka i nie są kontrolowane przez nikogo z zewnątrz. Dopóki nie zostanie opublikowany raport z funkcjonowania Narodowego Programu Leczenia Niepłodności 2013–2016, należy uważać na podawane nam informacje.

 Kilka niezbędnych elementów

Pewne elementy mogą wyróżnić klinikę na korzyść, dlatego warto zwrócić na nie uwagę już podczas pierwszej wizyty.

Całość tekstu przeczytasz w 8 numerze magazynu

Aleksandra Kiełczykowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Hipercholesterolemia rodzinna zagraża nawet małym dzieciom. Wie o niej tylko kilka procent chorych

Analityk laboratoryjny układa próbki krwi /Ilustracja do tektu: Hipercholesterolemia rodzinna: zagraża dorosłych, dzieciom i kobietom w ciąży
Fot.: Pixabay.com

Hipercholesterolemia rodzinna to jedna z najczęściej występujących chorób genetycznych – szacuje się, że w Polsce dotyka nawet 140 tys. osób. Aż 90% z nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Tymczasem schorzenie to niewykryte w porę prowadzi do poważnych chorób sercowo-naczyniowych, a nawet śmierci. Niekiedy niebezpieczeństwo zgonu dotyczy nawet małych dzieci. 24 września obchodzony jest Światowy Dzień Świadomości Hipercholesterolemii Rodzinnej, który ma na celu zwrócenie uwagi na skalę problemu i wagę wczesnej diagnozy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Hipercholesterolemia rodzinna to choroba o podłożu genetycznym spowodowana mutacjami genu LDLR. Jej skutkiem jest zwiększenie stężenia cholesterolu LDL we krwi, co prowadzi do rozwoju miażdżycy oraz zwiększenia ryzyka:

  • zawału serca,
  • udaru mózgu,
  • innych chorób sercowo-naczyniowych.

Hipercholesterolemia rodzinna a ciąża

Choć mało osób zdaje sobie sprawę z zagrożenia, hipercholesterolemia rodzinna atakuje ludzi w stosunkowo młodym wieku i powoduje istotne ryzyko dla ich życia i zdrowia. Zagrożenie dotyczy także kobiet w ciąży (u których fizjologicznie rośnie poziom cholesterolu) i małych dzieci.

Zgodnie z dostępnymi badaniami, blaszki miażdżycowe potomstwa kobiet z hipercholesterolemią rodzinną są znacznie większe niż u dzieci, których matki są zdrowe. W skrajnych przypadkach zawał serca dotyka nawet… kilkulatków z hipercholesterolemią rodzinną.

Hipercholesterolemia rodzinna: objawy

Czy istnieją objawy, które mogą świadczyć o tym, że jesteśmy w grupie ryzyka?

– Zaniepokoić i skłonić do wizyty u lekarza powinny nagłe zgony w rodzinie, zawały serca lub udary mózgu u krewnych występujące w młodym wieku – czyli u mężczyzn poniżej 50. roku życia, a u kobiet poniżej 60. roku życia. Konsultacji z lekarzem wymagają także tzw. żółtaki na ścięgnach i kolanach, czyli żółte znamiona cholesterolowe – tłumaczy prof. dr hab. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Jak dodaje, niepokojącym symptomem jest też występowanie specyficznej obwódki wokół tęczówki oka, która jest charakterystyczną cechą chorych na hipercholesterolemię rodzinną.

Leczenie hipercholesterolemii rodzinnej: statyny i LDL-aferaza

Choć hipercholesterolemii rodzinnej nie da się wyleczyć, można ją dość skutecznie kontrolować. Rekomendowane leczenie chorych polega na obniżaniu poziomu cholesterolu LDL we krwi. Stosuje się w tym celu terapię statynami, które ograniczają syntezę cholesterolu.

W przypadku pacjentów, którzy nie tolerują statyn, zaleca się LDL-aferezę, czyli mechaniczne oczyszczanie krwi z cholesterolu LDL. Ten dość uciążliwy zabieg wykonywany jest także u chorych, u których statyny wykazują zbyt słabe działanie – nawet w połączeniu z ezetymibem, który ogranicza wchłanianie cholesterolu. Ponadto stosuje się go u kobiet w ciąży (statyny są wówczas przeciwwskazane – należy odstawić je na trzy miesiące przed planowaną ciążą).

Niestety, LDL-afereza nie jest obojętna dla zdrowia pacjenta. Istotnie pogarsza jakość życia i może generować wiele skutków ubocznych, m.in. obrzęki, krwawienia i zakrzepy.

Warto wiedzieć, że istnieje też inna, znacznie bezpieczniejsza metoda terapii hipercholesterolemii rodzinnej. Wykorzystuje się w niej nowoczesne leki biologiczne: inhibitory PCSK9. Jak wyjaśnia prof. Witkowski, leki te znacząco obniżają stężenie cholesterolu LDL we krwi i mogą być stosowane przez pacjentów samodzielnie. Nie są jednak obecnie w Polsce refundowane.

Hipercholesterolemia rodzinna. Świadomość równa się życie

Kluczem do zdrowia (a nawet przeżycia) pacjenta jest wczesna diagnoza i wdrożenie leczenia. To zaś, jak podkreślają eksperci, powinno być kontynuowane przez całe życie chorego.

– Niestety, w Polsce ponad 90 proc. chorych nie jest świadomych swojej choroby. A przecież chorują na nią całe rodziny – tłumaczy prof. dr hab. Piotr Jankowski, sekretarz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

W Polsce wykrywaniem hipercholesterolemii rodzinnej zajmują się lipidolodzy, ale także kardiolodzy, pediatrzy, geriatrzy oraz lekarze POZ. Podstawą diagnozowania są kryteria holenderskie, które pozwalają ocenić ryzyko choroby na podstawie objawów klinicznych.

– Dzięki specjalnej skali lekarz może w 2-3 minuty zdiagnozować pacjenta, a następnie dobrać mu odpowiednie leczenie – mówi prof. dr hab. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Hipercholesterolemia rodzinna. Badania medycyny pracy pomogą wykryć chorobę?

Obecnie w Polsce średni wiek wykrywalności choroby przekracza 50 lat i jest zdecydowanie wyższy niż średnia światowa (43). O chorobie mówi się jednak coraz więcej; rośnie także świadomość lekarzy. Ale najpierw pacjent musi się do nich zgłosić.

Zdaniem ekspertów, wczesnej diagnozie sprzyjałoby wprowadzenie obowiązkowego lipidogramu do pakietu badań z zakresu medycyny pracy.

– Niewielkim nakładem kosztów można by przebadać wielu pracujących Polaków, którzy […] unikają okresowych badań. Pamiętajmy, że świadomość Polaków na temat hipercholesterolemii rodzinnej wciąż jest zbyt niska. Zdarza się też, że zdiagnozowani już chorzy przerywają leczenie lub w ogóle go nie podejmują, nie dopuszczając do siebie, że choroba będzie im towarzyszyć przez całe życie – podkreśla prof. Jankowski.

Aby zwiększyć świadomość społeczną dotyczącą hipercholesterolemii rodzinnej, eksperci Międzynarodowego Panelu Ekspertów Lipidowych rozpoczęli akcję społeczną opatrzoną hasztagiem #CheckLDLOnce. Jej celem jest promowanie wiedzy na temat choroby oraz okresowych badań lekarskich.

Źródło: Polska Unia Organizacji Pacjentów “Obywatele dla Zdrowia”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Po jakim czasie starań o dziecko warto udać się do specjalisty od niepłodności?

Lekarz rozmawia z parą podczas konsultacji /Ilustracja do tekstu: Po jakim czasie starań udać się do specjalisty od niepłodności?
Fot.: Fotolia.pl

Niestety dość często spotykam się z parami, które zbyt długo były prowadzone przez swojego lekarza ginekologa. Czasami jest to kilka lat niepotrzebnych badań i obserwacji kobiety bez wykonania podstawowego badania nasienia. Niejednokrotnie to pacjentka, nie lekarz, podejmuje decyzję, by zmienić klinikę i udać się do specjalisty od niepłodności. Jak długo czekać? Kiedy to już niepłodność?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność jest co prawda uznanym problemem społecznym, ale ginekolodzy to też ludzie. Mają swoje przekonania, różne doświadczenia. Nadal zdarzają się tacy, na szczęście bardzo rzadko, którzy uważają, że niepłodność to wymysły rozhisteryzowanych pacjentek. Spotykałam w swojej karierze kobiety, które z żalem opowiadały mi, że ich ginekolog wyśmiał je, tłumacząc, że są zbyt stare, by myśleć o macierzyństwie.

Leczyłam też kiedyś parę, która przez kilka lat systematycznie uczęszczała do swojego ginekologa. Pacjentka miała wykonane wszystkie możliwe badania. Przyjmowała leki na wywołanie owulacji, na wzmocnienie fazy lutealnej. Bez efektu. W końcu małżonkowie sami podjęli decyzję, by zgłosić się do mnie. Okazało się, że pacjent miał bardzo słabe parametry nasienia. Szansa na naturalną ciążę była bliska zeru, o czym lekarz prowadzący nie wspomniał, chociaż badanie nasienia wykonane było na początku ich kuracji.

CZYTAJ TEŻ: Między owulacją a okresem. Wszystko, co musisz wiedzieć o fazie lutealnej

Leczenie niepłodności. Poszukaj dobrego przewodnika

Na szczęście są to sytuacje marginalne. Większość lekarzy to ludzie o otwartych umysłach, doskonale wykształceni, z którymi można porozmawiać na każdy temat.

Każdy lekarz jest przewodnikiem, który powinien przeprowadzić pacjentów przez zawiłe ścieżki diagnostyki i leczenia. Zdarzają się lepsi i gorsi przewodnicy. Czasami para sama musi podjąć decyzję, że warto zrobić kolejny krok i udać się do specjalisty.

To, kiedy udać się do specjalisty zajmującego się niepłodnością, to zawsze sprawa indywidualna. Zależy głównie od czasu starania się o ciążę, wieku pacjentów i chorób, których doświadczają. Młodzi, zdrowi ludzie mogą starać się 2 lata bez konsultacji lekarskiej. Pacjenci po 35. roku życia powinni po pół roku starań zasięgnąć opinii lekarskiej. Dużo też zależy od temperamentu pacjentów. Jedni uznają, że pięć lat to niezbyt długo, inni już po 3 miesiącach zażądają pełnej diagnostyki.

PRZECZYTAJ TAKŻE: 5 mitów o niepłodności. Też to słyszysz?

Niepłodność to problem pary

Decyzja o udaniu się do specjalisty powinna być też obopólna. Niepłodność dotyka coraz większego odsetka par. Coraz częściej można przeczytać o tym problemie w kobiecych czasopismach. Kobiety mają olbrzymią świadomość i nie mają oporów, by zgłosić się do specjalisty po pomoc. Problem taki może się pojawić ze strony mężczyzny. Nieraz spotkałam się w swojej praktyce z lekceważeniem problemu przez partnerów, wręcz z delikatnym wyśmiewaniem partnerek, nietowarzyszeniem kobietom na wizytach u ginekologa, odmawianiem wykonania badań, a nawet z kłamstwami.

Tym bardziej cieszą mnie kolejne zdjęcia nowo narodzonych dzieci, których z każdym miesiącem przybywa w moim gabinecie. Wierzę, że każdy lekarz, kierując się głosem rozsądku i pragnieniem szczęścia ludzi, którzy chcą zostać rodzicami, skieruje ich do specjalistów mogących im pomóc urzeczywistnić marzenie o rodzicielstwie.


Logo: InviMed

POLECAMY RÓWNIEŻ: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

dr n. med. Beata Makowska

Specjalistka II stopnia, ginekolog-położnik. Z kliniką InviMed w Gdyni związana od 2011 r. Od początku swojej kariery zawodowej związana była z lecznictwem otwartym – Kliniką Położnictwa Akademii Medycznej w Gdyni oraz oddziałem ginekologii i położnictwa w szpitalu im. Wojciecha Adalberta w Gdańsku. Absolwentka Akademii Medycznej w Gdańsku. W 2005 r. uzyskała stopień doktora nauk medycznych. Członkini Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

Superstymulacja do in vitro. Na czym polega i jak wpływa na poprawę jakości komórek jajowych?

Stymulacja hormonalna, umożliwiająca wzrost wielu pęcherzyków jajnikowych, to jedna z procedur stosowanych w przygotowaniu do zapłodnienia pozaustrojowego. Jej przebieg – metoda i protokół – dostosowywany jest do indywidualnej sytuacji pacjentki. Jednym z dostępnych rozwiązań jest superstymulacja. Na czym polega, komu jest zalecana i jak wpływa na jakość komórek jajowych? Wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik klinik leczenia niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Superstymulacja do in vitro: na czym polega?

Superstymulacja to metoda, w której stymulacja hormonalna pacjentki rozpoczyna się w fazie folikularnej i przechodzi płynnie w fazę lutealną.

Komórki jajowe pobiera się wówczas dwukrotnie. W pierwszym etapie stymulacji pobierane są oocyty gorszej jakości. Dalsza stymulacja pozwala na wzrost nowych pęcherzyków jajnikowych, które pojawiły się w pierwszym etapie stymulacji i uzyskały gotowość do zareagowania na gonadotropiny. Gdy zawarte w nich komórki osiągną już dojrzałość, wykonuje się drugie pobranie. Dzięki temu można uzyskać lepszą odpowiedź organizmu na stymulację hormonalną, a tym samym – lepszej jakości komórki jajowe.

Wskazania do superstymulacji: niska rezerwa jajnikowa

Wskazaniem do wykonania superstymulacji przed in vitro jest m.in. niska rezerwa jajnikowa u pacjentki, szacowana na podstawie wyniku badania AMH.

W takim przypadku uzyskanie jak największej liczby komórek jajowych jest niezwykle istotne – czas na podjęcie odpowiednich działań jest bowiem ograniczony.

ZOBACZ TAKŻE: W kolejce po rodzicielskie szczęście. Ogromne zainteresowanie programem dofinansowania in vitro

Wskazania do superstymulacji: słabej jakości zarodki po in vitro

Superstymulację wykonuje się również wtedy, gdy w poprzednich cyklach in vitro pozyskano słabej jakości zarodki, nierokujące prawidłowego rozwoju oraz powtarzające się niepowodzenia zapłodnienia pozaustrojowego. Przyczyną tej sytuacji mogła być słaba jakość komórek jajowych, które znajdowały się w pęcherzykach gotowych do stymulacji.

Ekspert INVICTA podkreśla, że oocyty, które odpowiadają na stymulację hormonalną, mogą czasem zalegać w jajnikach przez dłuższy czas, ponieważ nie uległy wcześniejszej atrezji (zniszczeniu). Mimo że na skutek podanych leków pęcherzyki wzrosną prawidłowo, uzyskuje się wówczas słabej jakości komórki jajowe – to zaś może zaważyć na wyniku procedury in vitro.

– Rozwiązaniem tego problemu może być właśnie superstymulacja, w której komórki gorszej jakości pobierane są w pierwszym etapie stymulacji. W następstwie dalszej stymulacji rosną zaś nowe pęcherzyki, które w trakcie pierwszej stymulacji pojawiły się w gotowości do zareagowania na gonadotropiny. Dzięki temu w jednym cyklu uzyskujemy większą liczbę komórek. Te drugie, świeże pęcherzyki dają nam zwykle lepszej jakości komórki jajowe, a w rezultacie – lepszej jakości zarodki – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik klinik leczenia niepłodności INVICTA.

Więcej na temat stymulacji hormonalnej do in vitro znajdziesz na stronie Kliniki INVICTA.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Mezoterapia, czyli „odmładzanie” jajników. Jak to działa?


 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Jesienne wewnętrzne ciemności – 5 rzeczy, które pomogą Ci poradzić sobie z jesiennym spadkiem nastroju

Jesień nadeszła. Dzień jest coraz krótszy, światła coraz mniej, robi się coraz zimniej, a garderoba powoli zapełnia się ciepłymi kurtkami. Nieraz z tą nową porą roku przychodzi też poczucie straty sił, smutek, przygnębienie. Znasz ten obrazek z filmów, gdy główna bohaterka patrzy w dal przez zalane kroplami deszczu okno? Z jednej strony piękny kadr, z drugiej zagrażający. Jak sprawić, by jesień kojarzyła nam się jednak z dobrym i spokojnym czasem?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Idziesz rano do pracy – ciemno. Wracasz – ciemno. Coraz mniej chce ci się wychodzić spod ciepłego koca, a parujący kubek herbaty wydaje się być bardziej kuszącą opcją ogrzania się, niż ciepło innych ludzi. Jeśli czujesz, że w tym momencie właśnie tego potrzebujesz, w porządku. Warto jest uszanować i zaakceptować w sobie tę potrzebę. Chociaż jednocześnie dobrze mieć jest na siebie uważność, czy też przypadkiem jesienne zwolnienie tempa i idące za tym myśli, emocje, nie stają się zbyt przytłaczające. Czy nagle w twojej głowie nie pojawi się zbyt dużo skupienia na trudnych sprawach. Czy nie zaczną one w związku z tym nadmiernie rosnąć w siłę. Być może będzie to przedłużający się czas starań o dziecko. Być może codzienny stres. Być może wzmocnią to opadające podczas psychoterapii zbroje, jeśli w takiej właśnie jesteś. Być może. Warto pamiętać jednak, że ten smutek jest naturalny i wcale nie musi oznaczać nic złego.

Obniżenie nastroju – nie bez przyczyny

Co stoi za jesiennym obniżeniem nastroju? Głównie jest to brak światła i współczesny pęd – jedno wiąże się z drugim. Pory roku od wieków były bowiem swego rodzaju kierunkowskazem dla naszego trybu funkcjonowania. Gdy dzień robił się krótszy, a słońce szybciej zachodziło, ludzie wcześniej kończyli też swoją pracę, zwalniali, odpoczywali. I tak, w nich także pojawiała się wtedy nostalgia. Nie bez przyczyny to właśnie jesienią od wieków obchodzimy przeróżne obrządki związane ze śmiercią – i wcale nie dzieje się to w przerażającym kontekście końca. Raczej chodzi w tym czasie o akceptację naturalnej ludzkiej ścieżki. Jesienią był właśnie czas na takie przemyślenia. Zaciągano hamulec.

Jak jest dzisiaj? Dziś niezależnie od pory roku pędzimy. Nasz organizm stał się narzędziem, które bardzo odbiegło od natury. Wracając do początku: idziemy do pracy – ciemno, wracamy – ciemno. Wieczorem jeszcze aerobik, gotowanie obiadu dla całej rodziny, albo drugi etat, a następnego dnia kołowrotek nakręca się na nowo. A wszystko to dzieje się w większości przy sztucznym świetle, które wprowadza nasz mózg w stan całkowitej dezorientacji. Jak to?! Miała być jesień i czas odpoczynku, a tu ciągle dzień?! Mówiąc wprost – oszukujemy nasz naturalny rytm, także ten dobowy.

Nic zatem dziwnego, że zarówno ciało, jak i głowa mogą zacząć się buntować. Co zwiększa ryzyko jesiennych spadków nastroju? Mogą to być nasze indywidualne predyspozycje, wcześniejsze zmaganie się z problemami związanymi właśnie z nastrojem, czy też dziejące się na bieżąco stresujące wydarzenia. Tym bardziej jeśli trwają już one od dłuższego czasu.

Za daleko… jesienna depresja

Co ważne i na co szczególnie warto skierować swoją uwagę, to nasilenie stanu przygnębienia i idących za tym emocji. Depresja sezonowa nie jest bowiem wcale błahym zagadnieniem, czy też „wytłumaczeniem” dla tzw. jesiennych dołów. Smutek staje się zbyt przytłaczający, zmęczenie utrudnia wstanie z łóżka, być może pojawia się płacz i nie masz ochoty na przyjemności, które wiesz, że w normalnych warunkach poprawiają ci humor. Być może to sen i nadmierne objadanie stają się wtedy sposobem radzenia sobie, a być może jest to unikanie ludzi.

Warto poszukać wtedy pomocy specjalistów. Rozmowa, wsparcie w trudnym czasie, może rozwiązanie czających się w tobie konfliktów, czy też fototerapia wykorzystująca specjalnie przeznaczone do tego lampy, które pomagają organizmowi znaleźć równowagę. Dobrze jest znaleźć sposób dla siebie, bo nie musisz trwać w tym sama.

Czas na odkrycia

Z drugiej strony, jesienna nostalgia może być piękna. Może być czasem, który przeznaczymy właśnie na głębokie przemyślenia przynoszące nam dużo dobra. Co ciekawe,jedne z badań psychologicznychsprawdzały, czy zła pogoda może mieć na nas pozytywny wpływ. Okazało się, że jak najbardziej! Wywołuje ona bowiem w nas poczucie nostalgii, która to jest swego rodzaju pozytywnie nacechowaną tęsknotą za tym, co już było (pierwotnie określenie „nostalgia” używano tylko w odniesieniu do tęsknoty za ojczyzną).

Do badania wykorzystano dźwięk deszczu, wiatru i burzy, druga grupa słuchała zaś odgłosów pustej przestrzeni. Faktycznie, zarówno silny deszcz, wiatr, jak i grzmoty wywoływały w ludziach o wiele silniejsze uczucie nostalgii, niż u pozostałych. Idąc tym tropem i bazując na hipotezach badaczy zakładających, że nostalgia oddziałuje na nas pozytywnie, sprawdzono, czy rzeczywiście tak jest. Wynik wskazuje, że owszem!* Wyższy poziom odczuwanej nostalgii powiązany był też ze wzrostem poczucia własnej wartości, pozytywnym nastrojem, lepszym kontaktem z innymi ludźmi, czy po prostu optymizmem. Czyż nie jest to kolejny argument za tym, że jesień proponująca nam czas zatrzymania oraz przemyśleń jest niezwykle potrzebna i warto się w nią wsłuchać (także dosłownie)?

Co za bzdury! Nie mam na nic sił, starania o dziecko mnie dobijają, partner się odsuwa, a ja mam cieszyć się z jesieni?!” – jasne, możesz właśnie coś takiego sobie pomyśleć. I masz do tego pełne prawo. Jak najbardziej rozumiem, że teoria potrafi odbiegać od tego, co się naprawdę dzieje, o niezliczone kilometry. Na szczęście mamy duży wpływ na to, jak myślimy i co robimy, a emocje są do tego znakomitym drogowskazem. Co zatem warto wprowadzić do swojej jesiennej rzeczywistości, żeby lepiej poradzić sobie z tym „ciemnym” czasem?

1. Zapełnij kalendarz

Jest to jedna ze wskazówek, które być może kłócą się z tak pochwalnie opisywanym przeze mnie „zatrzymaniem”. Jeśli jednak czujemy, że pomoże nam to w danym momencie uporać się ze smutkiem, to także jest metoda jak najbardziej w porządku. Przede wszystkim, obserwuj siebie. Czy tobie to pomaga? Czy duża liczba zajęć i spotkań z innymi, bliskimi ludźmi da ci teraz więcej energii i pozytywne odczucia? Co ważne, taki mechanizm sprawdza się w wielu trudnych momentach, ale jak już pisałam w innym artykule w naszym portalu:

Nie chodzi o to, by unikać przeżywania emocji, które się w tobie pojawią. Sednem jest raczej wsparcie, jakie niosą ze sobą bliscy.

2. Ucieknij

Znów wrócę do „ucieczkowych” klimatów, które na dłuższą metę mogą przynieść nam niestety dużo szkody – wracam tu do unikania przeżywania emocji, które to mają tendencję do narastania… Warto jednak pamiętać, że to elastyczność i różne rodzaje radzenia sobie z trudniejszymi momentami są bazą do zadbania o siebie w zdrowy sposób.Unikanie, ucieczka też są jednymi ze strategii działania i stosowane w zrównoważonych ilościach, mogą nam znakomicie służyć.

Co zatem może być potrzebną ci teraz ucieczką? Może to być zajęcie głowy światem innych ludzi. Także tych z książek i seriali. Pozwoli ci to odłączyć się od rzeczywistości i zanurzyć w przestrzeń, gdzie być może nie ma tylu problemów. Czasami warto dać sobie czas na dojrzenie do gotowości „przepracowania” niełatwych stanów. Nie czujesz się teraz na siłach, by konfrontować się z kolejnym i kolejnym negatywnym testem ciążowym? Wcale nie musisz robić tego od razu. Daj sobie oddech.

3. Napisz to!

Twoich słów nikt nie musi czytać. Nie muszą być składne, nie musisz przestrzegać reguł gramatyki, czy stylu wypowiedzi.Pisz, bo pomoże ci to wyrazić ból, z którym się mierzysz. Zrzucisz z siebie dzięki temu chociaż odrobinę trudu” – to także już na naszym portalu padło [TUTAJ] i wciąż jest niezmiernie aktualne. Jesienny czas przemyśleń daje do tego silną podstawę. Gdy tak wiele myśli się w nas pojawia, gdy tak wiele wspomnień wraca, gdy uruchamia się tak wiele lęków – nazwij to i wyraź słowami.

4. Słowa, słowa, słowa

Idąc tropem nazywania emocji, zdecydowanie warto jest się nad tym pochylić. Już bowiem samo formułowanie tego, co się z nami dzieje i nadanie konkretnych określeń, może pomóc osłabić siłę tychże stanów. Pozwala też złapać szerszą perspektywę i uchwycić kontekst, w którym te wszystkie emocje i przekonania się w nas pojawiają. Ułatwia to zbudowanie ciągu przyczynowo skutkowego, wyciąganie wniosków, ale przede wszystkim poznanie siebie i swoich potrzeb. Jeśli bowiem emocje są dla nas drogowskazem, to np. zauważenie, że „czuję złość” może dać nam do myślenia. Niewykluczone, że właśnie ktoś przekroczył nasze granice, albo nie udało się coś, co tak naprawdę było dla nas super ważne. Nazwanie pomaga szukać, przyglądać się sobie i konstruktywnie rozwiązywać trudne sytuacje.

Nic dziwnego, jest to bowiem znakomita forma regulacji emocji. Powstało wiele badań na ten temat, które wskazują, że werbalizacja (zarówno wypowiadanie, jak i pisanie) dziejących się w nas doświadczeń emocjonalnych zmniejsza szkodliwy stres. Jest to lepsza forma niż np. odwracanie uwagi, czy chociażby nazywanie słowami innych obszarów, które nie są związane właśnie z emocjami.

Co ciekawe, badania mózgu sugerują, że nawet on reaguje na nazywanie emocji! Ma ono zmniejszać pobudzenie ciała migdałowatego, które to odpowiedzialne jest właśnie za emocje. Gdy zdają się one nas zalewać, to dokładnie ono wykonuje wtedy zdecydowanie nadmierną robotę… Z drugiej zaś strony, nazywanie tego, co czujemy, wzmacnia aktywność kory mózgowej odpowiadającej m.in. za świadome reagowanie, także na zmysłowe bodźce zewnętrzne, czy też podejmowanie decyzji. Nadmierne emocje mogą wtedy opaść, a nam łatwiej jest „wrócić na ziemię” i dać się pokierować swojej zdrowej, dorosłej części, którą każdy z nas w sobie ma. *

5. Wdzięczność

Mówi się o niej coraz częściej – i nic dziwnego. Odczuwanie i okazywanie wdzięczności może przynieść nam wiele korzyści. Owszem, nie jest to łatwe. Zdarza się bowiem, że nie potrafimy jej dawać, czasami nie umiem jej przyjmować. Mieści ona jednak w sobie tak wiele wspierających nasz pozytywny nastrój stanów – takich jak np. poczucie szczęścia, ulgę, docenienie, zachwyt, szacunek – że szkoda byłoby przekreślać ją w swoim życiu.

Badania wskazują, że praktykowanie wdzięczności wpływa na lepszą jego jakość [red. życia]. Co ciekawe, nie tylko psychiczną, ale i fizyczną. Jeden z eksperymentów opierał się na tym, że uczestnicy każdego dnia w swoim dzienniku wyrażali wdzięczność do trzech osób lub rzeczy. Okazało się, że wpłynęło to na redukcję odczuwanego przez nich stresu, a także wzrost optymizmu i odczuwanych pozytywnych emocji. Skutkiem była też lepsza jakość snu, a co za tym idzie, organizm zaczął inaczej funkcjonować również na poziomie somatycznym. Obniżyło się m.in. ciśnienie krwi. Jest to znakomity przykład na to, jak silnie myślenie i psychika powiązane są z ciałem. Co więcej, mamy na to ogromny wpływ!

 

ZOBACZ też:  „Chcemy Być Rodzicami”

Może warto zastanowić się nad takim ćwiczeniem w ciemny, jesienny dzień, gdy wydaje nam się, że dookoła panuje samo „zło” i nic dobrego nam się nie zdarza?

Czy spróbujesz ułatwić sobie jesień zwalniając tempo, dając sobie przestrzeń na zastanowienie, czucie także tych trudnych emocji i poszukiwanie bliskości ze sobą oraz innymi? Niech to będzie piękny, nostalgiczny czas – masz na to ogromny wpływ.

 

*Źródło: „Psychology Today”

 

Zobacz też:

Nadzieja – w jakich barwach widzisz swoją przyszłość? – PODCAST psychologiczny

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.