Przejdź do treści

Mądre wsparcie. 14 porad, jak pomóc bliskiej osobie po poronieniu

jak pomóc po poronieniu?

Kobiety po poronieniu często są w szoku, który utrudnia im zebranie myśli. Jeśli chcesz być dla nich wsparciem, przeczytaj nasze sugestie, dowiedz się, jak możesz pomóc.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przeczytaj, jak rozmawiać z bliską osobą, by jej pomóc po poronieniu:
  • Kontakt jest bardzo ważny. Jeśli to możliwe, to bądź razem z nią. Jednak jeśli sama nie zadzwoni to wyślij sms’a lub napisz maila. Pokaż, że się troszczysz.
  • Teraz to jej uczucia są najważniejsze, a pozostali muszą się dopasować.
  • Zwykłe przytulenie może pocieszyć.
  • Płacz jest zdrową reakcją, nie odradzaj go. Na wszelki wypadek miej przy sobie paczkę chusteczek.
  • Nic nie mów, bądź biernym słuchaczem, który tylko zadaje pytania i pomaga skupić się na poszczególnych punktach. Dzięki temu będzie jej łatwiej opowiedzieć o swoich uczuciach. Wystarczy tylko słuchać.
  • Powiedz jej, że jest Ci przykro.
  • Zaoferuj pomoc w codziennych czynnościach: pranie, sprzątanie, zakupy czy gotowanie.
  • Postaraj się ją uspokoić, powiedz, że zrobiła wszystko, co mogła i to nie jej wina.
  • Zachęć ją do bycia cierpliwym, niech nie nakłada na siebie żadnych „powinności”, żałoba wymaga czasu.
  • Spytaj o jej partnera, jak on się ma.
  • Potwierdź jej prawo do odczuwania bólu, powiedz, że ma do niego prawo.
  • Poronienie jest bardzo męczące fizycznie. Kobiety potrzebują snu i odpoczynku również w ciągu dnia. Postaraj się sprawić, aby jej spokój był niezakłócony.
  •  Bądź gotowy na wahania nastrojów, zrozum je. Milcz, ggy ona płacze, śmiej się, gdy ona się śmieje.
  • Jeśli jesteś poważnie zaniepokojony jej zachowaniem, postaraj się namówić ją na wizytę u specjalisty. Jednak, dopóki jej zachowanie nie szkodzi jej samej lub innym osobom to prawdopodobnie nie masz się o co martwić.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Straciła pięcioro dzieci. Dziś pani Jolanta chce pomagać innym rodzicom po stracie

Terapia po stracie dziecka
fot. Fotolia

Pani Jolanta długo starała się o dziecko. Trzy razy poroniła, przy czwartej ledwo uszła z życiem. Za piątym razem w końcu się udało. Szczęście trwało osiemnaście lat.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pani Jolanta od zawsze marzyła o wielopokoleniowej rodzinie, bardzo chciała być mamą, a potem niańczyć gromadkę wnuków. Niestety, marzenie o macierzyństwie okazało się trudne do spełnienia.

Trzy razy poroniła, przy czwartej, pozamacicznej ciąży, ledwo uszła z życiem. Pani Jola w ostatniej chwili trafiła na stół operacyjny, gdzie lekarz zszył pęknięty jajowód. Nigdy nie mówiła, że straciła ciążę czy płód. Ona straciła dziecko. Bo przez ten czas, gdy nosiła pod sercem nowe życie, zdążyła zbudować już wokół niego całą przyszłość.

Zobacz także: Kobiety szczerze o poronieniu. Zobacz kulisy kampanii „Project Benjamin”

Może to moja wina…?

Po każdej stracie czuła się winna. „Może coś zrobiłam nie tak? Może nie odpoczywałam wystarczająco dużo?” zastanawiała się pani Jola. Poczucie winy potęgowały nieprzychylne komentarze ze strony starszych kobiet. Pani Jola słyszała, że gdyby nie była taka miastowa, delikatna i wrażliwa, rodziłaby jak niegdyś nasze matki i babcie.

Wtedy zaszła w piątą ciążę. Była przerażona, że skończy się jak zawsze. Strach wzbudzał każdy najdrobniejszy objaw somatyczny. Lekarz zalecił oszczędny tryb życia, pani Jola postanowiła więc położyć się do łóżka na dziewięć miesięcy. Śmieje się, że zrobiła z siebie inkubator, gdy wstała do porodu, jej ciało było wiotkie. Jednak widok córeczki – Ady wynagrodził pani Joli wszystkie ciężkie chwile.

Cztery wcześniejsze straty sprawiły jednak, że kobiecie już na zawsze towarzyszyło poczucie strachu.

I pewnie dlatego byłam matką nadopiekuńczą, roztoczyłam nad Adą parasol ochronny. Rano piekłam jej ciepłe ciasteczka na śniadanie… Dla mnie pachniała małym dzieckiem, nawet gdy miała naście lat. Starałam się być rozsądną matką, nie trzymać jej w klatce, puszczałam ją na osiemnastki wszystkich przyjaciół. Sama kupowałam jej szampana na nie. Ale to mnie wiele kosztowało. Zawsze czułam lęk, że ją stracę. Po czterech wcześniejszych stratach, ten lęk mi już zawsze towarzyszył – cytuje słowa pani Joli „Gazeta Wyborcza”.

Zobacz także: Tęczowi ojcowie: „Bycie rodzicem po stracie to obciążenie, zwłaszcza jeśli temat został zduszony i ukryty”

Najgorszy dzień w życiu rodzica

Rok 2012 na zawsze pozostanie w pamięci pani Joli, jako najgorszy rok w jej życiu. Ada właśnie skończyła 18 lat, wyjechała na obóz do Hiszpanii. Bardzo cieszyła się na tę wycieczkę. Po przyjeździe źle się poczuła. Okazało się, że to sepsa meningokokowa. Zachorowała we wtorek a zmarła w czwartek.

Ciężko opisać słowami to, co czuła pani Jola. Pierwszych trzech dni po śmierci córki nie pamięta. Wie, że koleżanki zabrały ją do szpitala, dostała leki, załatwiła formalności. Zna to jednak tylko z opowieści, niewiele pamięta z tragicznego okresu.

Z perspektywy czasu pani Jolanta uważa, że żadne słowa nie mogą przynieść otuchy w takiej chwili. Liczy się natomiast obecność drugiego człowieka i świadomość, że można razem przejść przez koszmar.

Zobacz także: Poronienie – one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

Terapia po stracie dziecka

Po śmierci Ady pani Jolanta rzuciła się w wir pracy. Jest terapeutką, pomaga ludziom. Wie, jak bardzo samotny czuje się rodzic po stracie dziecka.

Po kilku latach w jej głowie zrodziła się myśl, by z bólu i cierpienia zrobić jakiś pożytek. Pani Jola chce stworzyć grupę wsparcia dla rodziców, którzy tak jak ona, stracili dziecko.

Byłoby to miejsce dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy: dla kobiet, dla mężczyzn, rodziców, których dzieci urodziły się martwe i tych, których dzieci umarły jako dorośli ludzie. Spotkania odbywałyby się raz lub dwa razy w miesiącu. Gdyby z tej grupy wyłoniły się osoby potrzebujące terapii, pani Jola mogłaby się nimi zaopiekować profesjonalnie.

Na takiej grupie można przeżywać. Podzielić się emocjami. Wszystkim, co w rodzicu jest. Jeśli będą na różnych etapach żałoby, można się zainspirować. Zobaczyć, że czas, w którym się jest, zmieni się wkrótce w inny czas. Gdy na Facebooku zdradziłam się z pomysłem utworzenia grupy, odezwało się do mnie kilka osób. Wiem, że jest taka potrzeba. Czekam na kolejne zgłoszenia. Ludzie, którzy doświadczają takiej straty, czują się samotni. Często latami. Wcześniej straciłam czwórkę innych dzieci, wiem, o czym mówię – mówi pani Jolanta w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

———————————————————————————————————————————–

Mgr Jolanta Garbaczewska – terapeuta, logopeda

Specjalistka z ponad 30-letnim doświadczeniem. Pracuje w Klinice Psychiatrii w Bydgoszczy na Oddziale Zaburzeń Lękowych i Afektywnych oraz na Oddziale Rehabilitacji Neurologicznej w Smukale.

Jeżeli jesteś zainteresowana/y dołączeniem do grupy wsparcia dla rodzin, które straciły dziecko, napisz: garbaczewskajolanta@poczta.onet.pl

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: „Gazeta Wyborcza”, Znany Lekarz

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Straciła dziecko. Z traumą pomogły jej się uporać pielęgniarki

Straciła dziecko. Z traumą pomogły jej się uporać pielęgniarki
fot. Fotolia

Śmierć dziecka to jedno z najgorszych doświadczeń, jakie może spotkać rodzica. Traumę może dodatkowo pogłębić niezrozumienie ze strony otoczenia. O tym, jak ważne jest wsparcie bliskich w tak tragicznym momencie, przekonała się ta kobieta. Napisała wzruszający list do pielęgniarek, które okazały jej niezwykłą troskę i pomoc w najtragiczniejszym momencie jej życia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ciąża Rachel Whalen rozwijała się prawidłowo i nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Kobieta planowała więc przyszłość, urządzała dziecięcy pokój, kupiła ubranka i akcesoria dla malucha.

Tuż przed porodem ciężarna dowiedziała się jednak, że jej córeczka nie żyje. Jak można opisać to, co czuła Rachel? Szok, niedowierzanie i ogromny ból. Jak wspomina, ogromne wsparcie okazała jej wówczas rodzina i przyjaciele, co pomogło jej się uporać ze stratą.

Zobacz także: Kobiety szczerze o poronieniu. Zobacz kulisy kampanii „Project Benjamin”

Straciła dziecko. Z traumą pomogły jej się uporać pielęgniarki

Rachel jest wdzięczna jeszcze kilku innym osobom, bez pomocy których z pewnością nie byłaby w stanie przetrwać najcięższych momentów tuż po śmierci dziecka. Do tych wyjątkowych osób zdecydowała się napisać szczery list, w którym wymienia rzeczy, za które jest im szczególnie wdzięczna.

Do pielęgniarek

Dziękuję za uratowanie mnie. Wasze umiejętności i wiedza ocaliły mnie przed podzieleniem losu mojej córki. Wasze współczucie i ludzkie podejście przywróciły mnie do życia. Sprawiłyście, że uwierzyłam w życie po śmierci.

Dziękuję pielęgniarkom, które zawsze pilnowały, aby mój mąż miał wystarczająco dużo poduszek, kiedy zostawał ze mną w szpitalnej Sali. Dziękuję pielęgniarkom, które pozwalały przemycać mężowi smakołyki dla mnie. Wiedziałyście, że to było duże przeżycie również dla niego i zdawałyście sobie sprawę, że on również potrzebuje troski.

Dziękuję pielęgniarce, która z sali porodowej poszła ze mną na oddział intensywnej terapii. Dziękuję za to, że stałaś się moim adwokatem, kiedy nie byłam w stanie mówić, bo byłam zbyt zajęta walką o własne życie. Nie jestem pewna, czy bez Ciebie byłabym w stanie zobaczyć moją córkę.

Dziękuję pielęgniarkom, które nauczyły mnie, jak wypełnić biustonosz lodem, aby stłumić laktację. Chciałaby też Wam podziękować za podtrzymywanie mnie na duchu, kiedy płakałam nad ciężarem, którego nie byłam w stanie udźwignąć. Wasze uściski nie zmniejszyły ciężaru, ale wprowadziły promyk słońca do mojego ponurego świata.

Dziękuję pielęgniarce z oddziału intensywnej terapii, która przyszła mnie umyć po śmierci córki. Dziękuję, że pomogłaś mi umyć twarz i uczesać włosy. Wciąż pamiętam, jak je gładziłaś. To nie było wymuszone. To był z Twojej strony szczery gest.

Dziękuję pielęgniarce, która przykucnęła przy moim łóżku i zapytała o Dorothy. Nigdy nie zapomnę, gdy się nade mną pochyliłaś tak, jakbyśmy były przyjaciółkami i spytałaś: „czy chcesz mi o niej opowiedzieć?”

Dziękuję pielęgniarce, która ubrała moją córkę i zrobiła jej zdjęcie. Dziękuję, że upewniłaś się, że czapeczka nie zasłania jej oczu i że jej rączki były odpowiednio ułożone. To zdjęcie jest teraz dla nas najcenniejsze.

Dziękuję pielęgniarkom, które poświęciły czas na przeczytanie mojej karty przed swoją zmianą w pracy. Chcę Wam podziękować za to, że znałyście nasze imiona i imię córeczki. To wiele dla nas znaczyło i sprawiło, że poczuliśmy się niemal jak Wasza rodzina.

Dziękuję pielęgniarce, która wślizgnęła się cicho do mojego pokoju pierwszej nocy po stracie Dorothy i trzymała mnie za rękę. Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną historią o swoim dziecku, które również straciłaś. Dziękuję, że byłaś pierwszą osobą, która wyprowadziła mnie z izolacji. Twoja obecność była zbyt piękna, żeby być prawdziwa. Nadal nie jestem pewna, czy sobie Ciebie nie wyśniłam, żeby przetrwać tę pierwszą samotną noc.

W końcu, chciałabym podziękować pielęgniarkom, które doglądały mnie, gdy byłam w ciąży z młodszą siostrą Dorothy. Nawet po tym, gdy Frances przyszła na świat, nigdy nie zapomniałyście, że przed nią był ktoś jeszcze. Wiedziałyście, że narodziny Frances nie uczyniły mnie matką po raz pierwszy. To było moje drugie dziecko.

Z wdzięcznością,

Ta, której przywróciłyście wiarę

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.en.newser.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Poruszające wyznanie gwiazdy. Edyta Górniak: „Niestety straciłam tę ciążę”

Edyta Górniak na scenie podczas koncertu/Ilustracja do tekstu: Edyta Górniak o poronieniu: Straciłam ciążę
Fot.: Wikimedia Commons

Mijający rok był dla Edyty Górniak pełen przeżyć. Sukcesy zawodowe, zaszczytne propozycje i zmiany prywatne starły się jednak z dramatycznym doświadczeniem, które pozostawiło w gwieździe głęboki ślad. W listopadowym wywiadzie piosenkarka po raz pierwszy szczerze opowiedziała o poronieniu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W rozmowie, którą wyemitowano w programie „Dzień Dobry TVN”, polska diwa opowiedziała o swoich marzeniach, planach oraz sukcesach mijającego roku. Nie wszystkie wydarzenia w jej życiu były jednak spodziewane i oczekiwane.

CZYTAJ TEŻ: Gwiazda pop po raz pierwszy tak szczerze o poronieniu i endometriozie

Edyta Górniak o poronieniu. „Niestety straciłam tę ciążę”

Gwiazda przyznała, że wraz z obecnym partnerem od dwóch lat starała się o dziecko. Niestety, choć mijający rok przyniósł pozytywną nowinę o ciąży, los nie oszczędził parze dramatycznych wieści.

– Od dwóch lat bardzo marzyłam o tym, by być w ciąży. Los pokazywał jednak, że raczej się to nie uda. No i zaszłam w ciążę, ale… niestety ją straciłam – wyznała ze smutkiem Edyta Górniak. – To było jedno z najdziwniejszych, nieoczekiwanych doświadczeń – dodała szczerze piosenkarka.

46-letnia Edyta Górniak przyznała, że poronienie pozostawiło w niej głęboki ślad. Mimo wsparcia, które otrzymała od swoich najbliższych, piosenkarka zmagała się w tym czasie z ogromnym smutkiem i samotnością.

– Wszyscy, którzy mieli takie doświadczenie, wiedzą, że tak naprawdę kobieta zostaje bardzo samotna z tym uczuciem. Nawet jak się ma wspaniałe wsparcie, to jednak jest uczucie ogromnego osamotnienia. Trzeba przejść trudną drogę: najpierw jest szok, potem nadzieja, badania, potem przedwczesna rozłąka… To jest bardzo trudne – wyznała Edyta Górniak.

Mimo tych trudnych doświadczeń, Edyta Górniak docenia wszystkie szanse, które dostała od losu. Gwiazda ma za sobą występy na szeregu prestiżowych scen, a już wkrótce zaśpiewa przed członkami rodziny królewskiej w Royal Albert Hall. Jak przyznaje, największym jej sukcesem jest jednak 14-letni syn Allan.

Źródło: „Dzień Dobry TVN”

POLECAMY RÓWNIEŻ: Gwiazda The Corrs zaśpiewała dla zarodków z in vitro. „To dla mnie zaszczyt”

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Smog zwiększa ryzyko poronienia

Smog zwiększa ryzyko poronienia
fot. Fotolia

Jakość powietrza ma związek z poronieniami – informuje magazyn „Fertility and Sterility”. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naukowcy z University of Utah Health wykazali, że u kobiet żyjących w Wasatch Front, czyli w najbardziej zanieczyszczonym regionie stanu Utah, istnieje aż o 16 proc. wyższe ryzyko utraty ciąży.

Autorami badań są profesor Mathew Fuller i analityczka Claire Leiser. Wyniki ich pracy ukazały się 5 grudnia na łamach magazynu „Fertility and Sterility”.

– Zauważyłem pewien związek pomiędzy jakością powietrza a poronieniami. Wiedziałem, że jest to obszar niezbadany, więc w wraz z moim zespołem zdecydowaliśmy się zagłębić temat – wyjaśnia autor badań Matthew Fuller.

Zobacz także: Co jeść, by smog nie zagrażał twojej płodności? Gotowe przepisy dietetyka!

Smog zwiększa ryzyko poronienia

W badaniu wzięło udział ponad 1300 kobiet z Utah. Średnia wieku wynosiła 28 lat.  Wszystkie panie objęte badaniem szukały w latach 2007 – 2015 pomocy na oddziale ratunkowym szpitala University of Utah po poronieniu (do 20 tygodnia ciąży).

Eksperci przeanalizowali ryzyko utraty ciąży w ciągu trzy- lub siedmiodniowego okresu po wzroście stężenia trzech zanieczyszczeń powietrza: małych cząstek stałych (PM 2,5), dwutlenek azotu i ozonu.

Naukowcy odkryli nieznacznie podwyższone ryzyko poronienia u kobiet narażonych na wyższe stężenie poziomu dwutlenku azotu (16 proc. dla wzrostu o 10 ppb w siedmiodniowym odstępie czasu). Poziom małych cząstek stałych nie wiązał się bezpośrednio ze zwiększonym ryzykiem poronienia.

Zobacz także: Smog zagraża płodności Polaków. Co jest w nim tak groźnego?

Rada dla przyszłych matek

Na tym etapie badań naukowcy nie byli w stanie określić dokładnego wieku płodu w chwili poronienia oraz okresu, w którym płód może być najbardziej wrażliwy na wpływ zanieczyszczeń.

Aby ograniczyć ryzyko utraty ciąży naukowcy zalecają kobietom używanie masek filtrujących do ochrony przed cząstkami, unikania spacerów i aktywności fizycznej na powietrzu w dni, w których stężenie trujących gazów jest wysokie.

O tym, jak się zabezpieczyć przed zanieczyszczeniami powietrza, warto porozmawiać z lekarzem.

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Eurek Alert

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.