Przejdź do treści

Jak liczyć tydzień ciąży po transferze?

Kobieta ciężarna układa ręce w kształt serca na wysokości brzucha /Ilustracja do tekstu: Dolegliwości, badania w 6. miesiącu ciąży

Jak liczyć wiek ciąży po transferze zarodka? – wiele z was zadaje nam to pytanie.  Czy od dnia transferu, czy od ostatniej miesiączki? Zapytaliśmy o to eksperta.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Jak liczyć kolejne tygodnie ciąży po transferze, ponieważ przy naturalnym zapłodnieniu liczy się je poczynając od pierwszego dnia ostatniej miesiączki, a jak wygląda w przypadku zapłodnienia metodą in vitro„?

Jak liczyć tydzień ciąży po transferze?

Podobnie, jak w przypadku naturalnego poczęcia, wiek ciąży po zabiegu in vitro oblicza się, przyjmując za pierwszy dzień cyklu pierwszy dzień ostatniej miesiączki.

Wiek ciąży zawsze liczy się od pierwszego dnia ostatniej miesiączki – wyjaśnia dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni. – Transfery zwykle wykonywane są w 15 – 18 dniu cyklu, więc do transplantacji dochodzi mniej więcej w tym samym czasie, jak w naturalnym cyklu.

Zobacz także: Seks a in vitro

Jeśli miesiączka była z powodu stymulacji przesunięta, tak jak to się często dzieje w protokole długim, wtedy za dzień owulacji przyjmuje się dzień punkcji jajników i moment zapłodnienia pobranych w czasie zabiegu komórek jajowych.
– Od tej daty odlicza się wstecz 14 dni – tyle dni średnio upływa od pierwszego dnia  miesiączki do owulacji – i tę datę przyjmuje się za pierwszy dzień hipotetycznej miesiączki, od której liczy się wiek ciąży   – wyjaśnia dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog

Konsultacja: dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni.

POLECAMY: Współżycie przed i po transferze zarodków 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Jesienne wewnętrzne ciemności – 5 rzeczy, które pomogą Ci poradzić sobie z jesiennym spadkiem nastroju

Jesień nadeszła. Dzień jest coraz krótszy, światła coraz mniej, robi się coraz zimniej, a garderoba powoli zapełnia się ciepłymi kurtkami. Nieraz z tą nową porą roku przychodzi też poczucie straty sił, smutek, przygnębienie. Znasz ten obrazek z filmów, gdy główna bohaterka patrzy w dal przez zalane kroplami deszczu okno? Z jednej strony piękny kadr, z drugiej zagrażający. Jak sprawić, by jesień kojarzyła nam się jednak z dobrym i spokojnym czasem?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Idziesz rano do pracy – ciemno. Wracasz – ciemno. Coraz mniej chce ci się wychodzić spod ciepłego koca, a parujący kubek herbaty wydaje się być bardziej kuszącą opcją ogrzania się, niż ciepło innych ludzi. Jeśli czujesz, że w tym momencie właśnie tego potrzebujesz, w porządku. Warto jest uszanować i zaakceptować w sobie tę potrzebę. Chociaż jednocześnie dobrze mieć jest na siebie uważność, czy też przypadkiem jesienne zwolnienie tempa i idące za tym myśli, emocje, nie stają się zbyt przytłaczające. Czy nagle w twojej głowie nie pojawi się zbyt dużo skupienia na trudnych sprawach. Czy nie zaczną one w związku z tym nadmiernie rosnąć w siłę. Być może będzie to przedłużający się czas starań o dziecko. Być może codzienny stres. Być może wzmocnią to opadające podczas psychoterapii zbroje, jeśli w takiej właśnie jesteś. Być może. Warto pamiętać jednak, że ten smutek jest naturalny i wcale nie musi oznaczać nic złego.

Obniżenie nastroju – nie bez przyczyny

Co stoi za jesiennym obniżeniem nastroju? Głównie jest to brak światła i współczesny pęd – jedno wiąże się z drugim. Pory roku od wieków były bowiem swego rodzaju kierunkowskazem dla naszego trybu funkcjonowania. Gdy dzień robił się krótszy, a słońce szybciej zachodziło, ludzie wcześniej kończyli też swoją pracę, zwalniali, odpoczywali. I tak, w nich także pojawiała się wtedy nostalgia. Nie bez przyczyny to właśnie jesienią od wieków obchodzimy przeróżne obrządki związane ze śmiercią – i wcale nie dzieje się to w przerażającym kontekście końca. Raczej chodzi w tym czasie o akceptację naturalnej ludzkiej ścieżki. Jesienią był właśnie czas na takie przemyślenia. Zaciągano hamulec.

Jak jest dzisiaj? Dziś niezależnie od pory roku pędzimy. Nasz organizm stał się narzędziem, które bardzo odbiegło od natury. Wracając do początku: idziemy do pracy – ciemno, wracamy – ciemno. Wieczorem jeszcze aerobik, gotowanie obiadu dla całej rodziny, albo drugi etat, a następnego dnia kołowrotek nakręca się na nowo. A wszystko to dzieje się w większości przy sztucznym świetle, które wprowadza nasz mózg w stan całkowitej dezorientacji. Jak to?! Miała być jesień i czas odpoczynku, a tu ciągle dzień?! Mówiąc wprost – oszukujemy nasz naturalny rytm, także ten dobowy.

Nic zatem dziwnego, że zarówno ciało, jak i głowa mogą zacząć się buntować. Co zwiększa ryzyko jesiennych spadków nastroju? Mogą to być nasze indywidualne predyspozycje, wcześniejsze zmaganie się z problemami związanymi właśnie z nastrojem, czy też dziejące się na bieżąco stresujące wydarzenia. Tym bardziej jeśli trwają już one od dłuższego czasu.

Za daleko… jesienna depresja

Co ważne i na co szczególnie warto skierować swoją uwagę, to nasilenie stanu przygnębienia i idących za tym emocji. Depresja sezonowa nie jest bowiem wcale błahym zagadnieniem, czy też „wytłumaczeniem” dla tzw. jesiennych dołów. Smutek staje się zbyt przytłaczający, zmęczenie utrudnia wstanie z łóżka, być może pojawia się płacz i nie masz ochoty na przyjemności, które wiesz, że w normalnych warunkach poprawiają ci humor. Być może to sen i nadmierne objadanie stają się wtedy sposobem radzenia sobie, a być może jest to unikanie ludzi.

Warto poszukać wtedy pomocy specjalistów. Rozmowa, wsparcie w trudnym czasie, może rozwiązanie czających się w tobie konfliktów, czy też fototerapia wykorzystująca specjalnie przeznaczone do tego lampy, które pomagają organizmowi znaleźć równowagę. Dobrze jest znaleźć sposób dla siebie, bo nie musisz trwać w tym sama.

Czas na odkrycia

Z drugiej strony, jesienna nostalgia może być piękna. Może być czasem, który przeznaczymy właśnie na głębokie przemyślenia przynoszące nam dużo dobra. Co ciekawe,jedne z badań psychologicznychsprawdzały, czy zła pogoda może mieć na nas pozytywny wpływ. Okazało się, że jak najbardziej! Wywołuje ona bowiem w nas poczucie nostalgii, która to jest swego rodzaju pozytywnie nacechowaną tęsknotą za tym, co już było (pierwotnie określenie „nostalgia” używano tylko w odniesieniu do tęsknoty za ojczyzną).

Do badania wykorzystano dźwięk deszczu, wiatru i burzy, druga grupa słuchała zaś odgłosów pustej przestrzeni. Faktycznie, zarówno silny deszcz, wiatr, jak i grzmoty wywoływały w ludziach o wiele silniejsze uczucie nostalgii, niż u pozostałych. Idąc tym tropem i bazując na hipotezach badaczy zakładających, że nostalgia oddziałuje na nas pozytywnie, sprawdzono, czy rzeczywiście tak jest. Wynik wskazuje, że owszem!* Wyższy poziom odczuwanej nostalgii powiązany był też ze wzrostem poczucia własnej wartości, pozytywnym nastrojem, lepszym kontaktem z innymi ludźmi, czy po prostu optymizmem. Czyż nie jest to kolejny argument za tym, że jesień proponująca nam czas zatrzymania oraz przemyśleń jest niezwykle potrzebna i warto się w nią wsłuchać (także dosłownie)?

Co za bzdury! Nie mam na nic sił, starania o dziecko mnie dobijają, partner się odsuwa, a ja mam cieszyć się z jesieni?!” – jasne, możesz właśnie coś takiego sobie pomyśleć. I masz do tego pełne prawo. Jak najbardziej rozumiem, że teoria potrafi odbiegać od tego, co się naprawdę dzieje, o niezliczone kilometry. Na szczęście mamy duży wpływ na to, jak myślimy i co robimy, a emocje są do tego znakomitym drogowskazem. Co zatem warto wprowadzić do swojej jesiennej rzeczywistości, żeby lepiej poradzić sobie z tym „ciemnym” czasem?

1. Zapełnij kalendarz

Jest to jedna ze wskazówek, które być może kłócą się z tak pochwalnie opisywanym przeze mnie „zatrzymaniem”. Jeśli jednak czujemy, że pomoże nam to w danym momencie uporać się ze smutkiem, to także jest metoda jak najbardziej w porządku. Przede wszystkim, obserwuj siebie. Czy tobie to pomaga? Czy duża liczba zajęć i spotkań z innymi, bliskimi ludźmi da ci teraz więcej energii i pozytywne odczucia? Co ważne, taki mechanizm sprawdza się w wielu trudnych momentach, ale jak już pisałam w innym artykule w naszym portalu:

Nie chodzi o to, by unikać przeżywania emocji, które się w tobie pojawią. Sednem jest raczej wsparcie, jakie niosą ze sobą bliscy.

2. Ucieknij

Znów wrócę do „ucieczkowych” klimatów, które na dłuższą metę mogą przynieść nam niestety dużo szkody – wracam tu do unikania przeżywania emocji, które to mają tendencję do narastania… Warto jednak pamiętać, że to elastyczność i różne rodzaje radzenia sobie z trudniejszymi momentami są bazą do zadbania o siebie w zdrowy sposób.Unikanie, ucieczka też są jednymi ze strategii działania i stosowane w zrównoważonych ilościach, mogą nam znakomicie służyć.

Co zatem może być potrzebną ci teraz ucieczką? Może to być zajęcie głowy światem innych ludzi. Także tych z książek i seriali. Pozwoli ci to odłączyć się od rzeczywistości i zanurzyć w przestrzeń, gdzie być może nie ma tylu problemów. Czasami warto dać sobie czas na dojrzenie do gotowości „przepracowania” niełatwych stanów. Nie czujesz się teraz na siłach, by konfrontować się z kolejnym i kolejnym negatywnym testem ciążowym? Wcale nie musisz robić tego od razu. Daj sobie oddech.

3. Napisz to!

Twoich słów nikt nie musi czytać. Nie muszą być składne, nie musisz przestrzegać reguł gramatyki, czy stylu wypowiedzi.Pisz, bo pomoże ci to wyrazić ból, z którym się mierzysz. Zrzucisz z siebie dzięki temu chociaż odrobinę trudu” – to także już na naszym portalu padło [TUTAJ] i wciąż jest niezmiernie aktualne. Jesienny czas przemyśleń daje do tego silną podstawę. Gdy tak wiele myśli się w nas pojawia, gdy tak wiele wspomnień wraca, gdy uruchamia się tak wiele lęków – nazwij to i wyraź słowami.

4. Słowa, słowa, słowa

Idąc tropem nazywania emocji, zdecydowanie warto jest się nad tym pochylić. Już bowiem samo formułowanie tego, co się z nami dzieje i nadanie konkretnych określeń, może pomóc osłabić siłę tychże stanów. Pozwala też złapać szerszą perspektywę i uchwycić kontekst, w którym te wszystkie emocje i przekonania się w nas pojawiają. Ułatwia to zbudowanie ciągu przyczynowo skutkowego, wyciąganie wniosków, ale przede wszystkim poznanie siebie i swoich potrzeb. Jeśli bowiem emocje są dla nas drogowskazem, to np. zauważenie, że „czuję złość” może dać nam do myślenia. Niewykluczone, że właśnie ktoś przekroczył nasze granice, albo nie udało się coś, co tak naprawdę było dla nas super ważne. Nazwanie pomaga szukać, przyglądać się sobie i konstruktywnie rozwiązywać trudne sytuacje.

Nic dziwnego, jest to bowiem znakomita forma regulacji emocji. Powstało wiele badań na ten temat, które wskazują, że werbalizacja (zarówno wypowiadanie, jak i pisanie) dziejących się w nas doświadczeń emocjonalnych zmniejsza szkodliwy stres. Jest to lepsza forma niż np. odwracanie uwagi, czy chociażby nazywanie słowami innych obszarów, które nie są związane właśnie z emocjami.

Co ciekawe, badania mózgu sugerują, że nawet on reaguje na nazywanie emocji! Ma ono zmniejszać pobudzenie ciała migdałowatego, które to odpowiedzialne jest właśnie za emocje. Gdy zdają się one nas zalewać, to dokładnie ono wykonuje wtedy zdecydowanie nadmierną robotę… Z drugiej zaś strony, nazywanie tego, co czujemy, wzmacnia aktywność kory mózgowej odpowiadającej m.in. za świadome reagowanie, także na zmysłowe bodźce zewnętrzne, czy też podejmowanie decyzji. Nadmierne emocje mogą wtedy opaść, a nam łatwiej jest „wrócić na ziemię” i dać się pokierować swojej zdrowej, dorosłej części, którą każdy z nas w sobie ma. *

5. Wdzięczność

Mówi się o niej coraz częściej – i nic dziwnego. Odczuwanie i okazywanie wdzięczności może przynieść nam wiele korzyści. Owszem, nie jest to łatwe. Zdarza się bowiem, że nie potrafimy jej dawać, czasami nie umiem jej przyjmować. Mieści ona jednak w sobie tak wiele wspierających nasz pozytywny nastrój stanów – takich jak np. poczucie szczęścia, ulgę, docenienie, zachwyt, szacunek – że szkoda byłoby przekreślać ją w swoim życiu.

Badania wskazują, że praktykowanie wdzięczności wpływa na lepszą jego jakość [red. życia]. Co ciekawe, nie tylko psychiczną, ale i fizyczną. Jeden z eksperymentów opierał się na tym, że uczestnicy każdego dnia w swoim dzienniku wyrażali wdzięczność do trzech osób lub rzeczy. Okazało się, że wpłynęło to na redukcję odczuwanego przez nich stresu, a także wzrost optymizmu i odczuwanych pozytywnych emocji. Skutkiem była też lepsza jakość snu, a co za tym idzie, organizm zaczął inaczej funkcjonować również na poziomie somatycznym. Obniżyło się m.in. ciśnienie krwi. Jest to znakomity przykład na to, jak silnie myślenie i psychika powiązane są z ciałem. Co więcej, mamy na to ogromny wpływ!

 

ZOBACZ też:  „Chcemy Być Rodzicami”

Może warto zastanowić się nad takim ćwiczeniem w ciemny, jesienny dzień, gdy wydaje nam się, że dookoła panuje samo „zło” i nic dobrego nam się nie zdarza?

Czy spróbujesz ułatwić sobie jesień zwalniając tempo, dając sobie przestrzeń na zastanowienie, czucie także tych trudnych emocji i poszukiwanie bliskości ze sobą oraz innymi? Niech to będzie piękny, nostalgiczny czas – masz na to ogromny wpływ.

 

*Źródło: „Psychology Today”

 

Zobacz też:

Nadzieja – w jakich barwach widzisz swoją przyszłość? – PODCAST psychologiczny

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Środowisko anti-choice znów manipuluje ws. in vitro. „To gwałt na naturze”

programów in vitro

„Można postrzegać metodę in vitro jako swoisty gwałt na naturze, na organizmie kobiety, a także na dziecku. […] Nie jest też tajemnicą, że w całym procesie realizacji metody in vitro wiele zarodków ludzkich ginie lub jest niszczonych jako nieprzydatnych” – napisały środowiska anti-choice w kontrowersyjnym liście udostępnionym mediom. Wystąpienie jest kolejną próbą wpłynięcia na wynik głosowania nad dofinansowaniem in vitro – tym razem w Szczecinie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W liście z 26 września br., podobnie jak w dotychczasowych wystąpieniach organizacji anti-choice, zabrakło rzetelnych i merytorycznych informacji. Ich miejsce zajęły stanowiska odwołujące się do emocji i moralności oraz szereg manipulacji.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Kilkadziesiąt zarodków z in vitro i dziecko jako „materiał biologiczny”. Manipulacje organizacji anti-choice

Z treści pisma dowiadujemy się m.in. że w wyniku procedury in vitro może powstać kilkadziesiąt zarodków, zaś te, które nie zostają wykorzystane, są „zamrażane i przechowywane przez pewien czas, a następnie praktycznie niszczone, czyli zabijane”. Dodatkowo metoda ta – wedle sygnatariuszy listu otwartego – jest „swoistym gwałtem na naturze”. Nie leczy też niepłodności, uniemożliwia bowiem naturalne poczęcie – „właściwe dla istot ludzkich”.

Przedstawione w liście tezy są, oczywiście, niezgodne z wiedzą naukową oraz polskim prawem, które szczegółowo reguluje kwestie związane z tworzeniem i przechowywaniem zarodków.

Jako przeciwieństwo in vitro, które rzekomo niesie „pogardę dla ludzkiego życia” i sprowadza „poczęte dziecko tylko i wyłącznie do materiału biologicznego”, przedstawiono natomiast naprotechnologię. Autorzy listu twierdzą, że metoda ta „przywraca prawidłowe funkcjonowanie organizmu” oraz „nie eksperymentuje na ludzkim życiu ani nie dokonuje selekcji”. Nie wspomnieli jednak, że w przypadku wielu zaburzeń płodności nie ma medycznego zastosowania.

CZYTAJ TEŻ: Naprotechnologia. Co to jest  i czy może zastąpić in vitro?

Kontrowersyjne wystąpienie kończy się apelem do przedstawicieli samorządów. Sygnatariusze domagają się od nich, by „dogłębnie przemyśleli wprowadzenie metody in vitro oraz jej odgórnego, usankcjonowanego prawnie i materialnie, wspomagania i propagowania w naszym społeczeństwie”.

Przypomnijmy, że mieszkańcy Szczecina od kilku lat walczą o dofinansowanie in vitro z budżetu miasta. Obecnie w samorządzie trwają prace nad projektem w tej sprawie, który przygotowały PO, Nowoczesna, działacze miejscy i organizacje kobiece.

Zgodnie ze statystykami, z niepłodnością zmaga się ponad 13 tys. szczecińskich par. Dla wielu z nich in vitro jest jedyną szansą na biologiczne potomstwo.


Poniżej pełna treść listu organizacji anti-choice w sprawie głosowania nad dofinansowaniem in vitro w Szczecinie [pisownia oryginalna]

List otwarty do Samorządowców, Rodziców, Matek i Ojców oraz wszystkich ludzi dobrej woli w sprawie głosowania nad finansowaniem ze środków publicznych metody zapłodnienia in vitro w Szczecinie

Wśród wielu cierpień dotykających nasze społeczeństwo, jednym z najbardziej bolesnych, jest trudność z poczęciem potomstwa. Problemy zdrowotne, ciągły pośpiech, kłopoty i troski wywierają negatywny wpływ na kondycję psycho-somatyczną człowieka, doprowadzając w wielu przypadkach do poważnych problemów prokreacyjnych. Nierzadko wręcz uniemożliwiają przekazanie życia. Powoduje to w wielu małżonkach ból, zniechęcenie i tęsknotę za dzieckiem – owocem ludzkiej miłości. Często też są one powodem oddalenia się małżonków od siebie, wzajemnych pretensji i oskarżeń. Bywa także, że osoby borykające się z niepłodnością nie znajdują wsparcia i zrozumienia wśród innych ludzi. Nie jest to niechęć do niesienia im pomocy, lecz bezsilność wobec cierpienia i łez. Jednocześnie nasze społeczeństwo nie ustaje w poszukiwaniu dróg rozwiązywania trudności w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego.

Wraz z rozwojem medycyny coraz bardziej poznajemy prawidła rządzące ludzkim organizmem, a z rozwojem techniki możemy ją stosować w sposób coraz bardziej wyspecjalizowany. To połączenie jednak musi uwzględniać godność osoby ludzkiej i najwyższą wartość – ludzie życie, zwłaszcza w obszarze prokreacji. Z tego powodu nie wszystkie metody stosowane w medycynie są moralnie dopuszczalne (Zob. Papieska Rada ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, Nowa Karta Pracowników Służby Zdrowia, Katowice 2017).

„W procesie in vitro dochodzi do zapłodnienia od kilku do kilkudziesięciu komórek jajowych”

W naszych czasach, ku zaradzeniu trudnościom z poczęciem dziecka, w sposób szczególny propagowana jest metoda in vitro. Opiera się ona na dokonaniu w warunkach laboratoryjnych (in vitro czyli na szkle) zapłodnienia komórki jajowej i wprowadzeniu jej do ciała kobiety. W procesie in vitro dochodzi do zapłodnienia od kilku do kilkudziesięciu komórek jajowych. Niewykorzystane są zamrażane i przechowywane przez pewien czas, a następnie praktycznie niszczone, czyli zabijane. Metoda ta jest moralnie niedopuszczalna, gdyż od momentu połączenia komórki jajowej i plemnika powstaje ludzkie życie (zob. Katechizm Kościoła Katolickiego 2258).

Nie jest też tajemnicą, że w całym procesie realizacji metody in vitro, wiele zarodków ludzkich ginie lub jest niszczonych, jako nieprzydatnych. Takie postępowanie jest niedopuszczalne, gdyż stanowi pogardę dla ludzkiego życia i sprowadza poczęte dziecko tylko i wyłącznie do materiału biologicznego, który jest wartościowy na tyle, na ile jest użyteczny. Jeśli więc u samych początków istnienia ludzkiego życia kierujemy się jedynie jego użytecznością i przydatnością, to żadne argumenty nie powstrzymają nas przed ujmowaniem w taki sposób wartości ludzkiego życia po urodzinach, w wieku średnim, a zwłaszcza w wieku starczym.

„Każdy człowiek […] powinien być poczęty w miłosnym zjednoczeniu”

Mając świadomość ogromnego cierpienia z powodu braku potomstwa oraz głębokiej tęsknoty małżonków za dzieckiem, należy powiedzieć, że pragnienie posiadania potomstwa nie może być racją usprawiedliwiającą dla zastosowania metody in vitro, gdyż każdy człowiek z racji swej niepowtarzalności i indywidualności ma prawo i powinien być poczęty w naturalnym, miłosnym zjednoczeniu kobiety i mężczyzny. Dlatego można postrzegać metodę in vitro jako swoisty gwałt na naturze, na organizmie kobiety, a także na dziecku.

Ponadto rodzice nie „posiadają” dziecka, jak posiada się rzecz, ale poczynają i rodzą człowieka, wprowadzając je przez miłość i wychowanie do swojej rodziny i społeczeństwa – nie tylko i wyłącznie dla własnej radości i spełnienia, ale dla rozwoju ludzkości. Poszanowanie godności i wartości każdego człowieka wyraża się w jego personalistycznym ujęciu i traktowaniu nie jako rzeczy, nie jako dodatku do życia, ale istoty ludzkiej i osoby, która musi zostać uszanowana od poczęcia do naturalnej śmierci; nawet jeśli wiąże się to koniecznością poniesienia ofiary i rezygnacji z własnych pragnień (zob. Jan Paweł II, Evangelium vitae 81).

„In vitro nie jest metodą leczenia niepłodności”

Należy także jasno powiedzieć, że metoda in vitro nie jest metodą leczenia niepłodności, gdyż po narodzinach dziecka, rodzice nadal pozostają bez możliwości poczęcia kolejnego dziecka. Czynniki biologiczne, schorzenia i nieprawidłowości w funkcjonowaniu organizmu, które utrudniają poczęcie dziecka, w dalszym stopniu dotykają tych rodziców. Leczenie niepłodności nie polega zaś na ominięciu nieprawidłowości zdrowotnych, lecz ich zdiagnozowaniu i odpowiednim uzdrowieniu oraz przywróceniu organizmowi zdolności do naturalnego, prawidłowego funkcjonowania. Wtedy, zdrowi rodzice, będą w stanie począć i zrodzić w sposób naturalny – właściwy dla istot ludzkich, z poszanowaniem prawideł biologicznych i moralnych – swoje potomstwo.

Ku rzeczywistemu wyeliminowaniu przeszkód stojących na drodze zrodzenia potomstwa, poprzedzonego naturalnym zapłodnieniem, dąży NaProtechnologia. Niestety w naszym społeczeństwie jest słabo poznana, niedostatecznie propagowana, a czasami ze względów ekonomicznych, deprecjonowania na rzecz metody in vitro. NaProtechnologia jest metodą, która nie tylko prowadzi do zrodzenia upragnionego dziecka, ale także do poprawy stanu zdrowia samych rodziców, troszcząc przy tym się o ich wzajemną relację. Przywraca naturalne funkcje organizmu, tak, aby w przyszłości małżonkowie bez zewnętrznej, medycznej pomocy mogli począć kolejne dziecko. Metoda ta nie eksperymentuje na ludzkim życiu, ani nie dokonuje selekcji, lecz szanuje godność i wartość rodziców, dziecka i ludzkiego życia.

Apel do samorządów

26 września w Szczecinie odbędzie się głosowanie przedstawicieli społeczności województwa zachodniopomorskiego nad finansowaniem metody in vitro ze środków publicznych. Nie ze względów materialnych, ale moralnych i etycznych, zwracamy się z apelem, w pierwszej kolejności do Samorządowców, aby jeszcze raz bardzo poważnie i dogłębnie przemyśleli wprowadzenie metody in vitro oraz jej odgórnego, usankcjonowanego prawnie i materialnie, wspomagania i propagowania w naszym społeczeństwie. Troską niech będzie przede wszystkim zdrowie publiczne, a więc profilaktyka i zwalczanie schorzeń oraz czynników powodujących niepłodność. Podjęte głosowanie polecamy sumieniu Szanownych Samorządowców i świadomości ciążącej odpowiedzialności przed ludźmi i Bogiem za zdrowie i naturalną zdolność prokreacyjną całego społeczeństwa oraz powszechne uznanie niezmiennej, najwyższej wartości ludzkiego życia i niezbywalnej godności każdego człowieka. Niech względy ekonomiczne nie zaciemnią szerokiego i zgodnego z faktami medycznymi spojrzenia na tylko pozornie godziwą i pomocną metodę in vitro.

Zwracamy się także do rodziców, którzy borykają się z problemem niepłodności, aby nie tracili nadziei i korzystali z metod wspomagania płodności, które nie naruszają godności i wartości ludzkiego życia, a także eliminują schorzenia i przeszkody w naturalnym dziele prokreacji.

Wszystkich ludzi dobrej woli, którzy spoglądają na dobro człowieka w szerszej perspektywie i dbają o poszanowanie natury i godności ludzkiej od naturalnego poczęcia aż do naturalnej śmierci oraz tych, którzy spieszą z pomocą medyczną i duchową małżonkom starającym się o potomstwo polecamy opiece Świętej Rodzinie z Nazaretu.

List, udostępniony w mediach, podpisały: Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” Szczecin, Fundacja „Donum Vitae”,Fundacja Małych Stópek, Wydział Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej Szczecińsko-Kamieńskiej.

POLECAMY RÓWNIEŻ: W sądzie za drastyczne billboardy. Organizatorka twierdzi, że była „motywowana głęboko moralnie”

Tu kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Wypadanie macicy a ciąża. Jakie są możliwości leczenia?

Smutna kobieta na brzegu łóżka; trzyma się za brzuch /Ilustracja do tekstu: Wypadanie macicy a kolejna ciąża
fot. Fotolia

Wypadanie macicy dotyczy wielu kobiet w okresie przekwitania. Zdarza się jednak, że dolegliwość tę wykrywa się u znacznie młodszych kobiet, które planują kolejną ciążę. Jakie zastosować wówczas leczenie i czy istnieją metody profilaktyki wypadania narządu rodnego? Przeczytaj!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Macica utrzymywana jest w prawidłowym położeniu dzięki prawidłowej pracy mięśni, powięzi i więzadeł. Gdy struktury te ulegną osłabieniu, dochodzi do obniżenia narządu rodnego, a w skrajnych przypadkach nawet do jego wypadania.

Obniżenie i wypadanie macicy: przyczyny

Problem ten dotyka najczęściej kobiety, które kilkakrotnie rodziły drogą naturalną, zwłaszcza gdy przy porodzie użyto z użyciem kleszczy lub próżniociągu. Zdarza się, że z problemem tym zmagają się kobiety, które mają za sobą tylko jeden ciężki poród, a nawet nigdy nie rodziły. W ostatnim z tych przypadków przyczyną wypadania macicy są zwykle predyspozycje genetyczne (występują one u ok. 2-4% nieródek).

Warto wiedzieć, że obniżenie i wypadanie macicy może wynikać też z innych czynników powodujących wzrost ciśnienia śródbrzusznego. To m.in.:

  • ciężka praca fizyczna,
  • otyłość,
  • częste zaparcia,
  • przewlekłe choroby układu oddechowego, które przebiegają z kaszlem.

Wypadanie macicy a kolejna ciąża: leczenie zachowawcze

Jeśli z problemem wypadania macicy mierzą się młode kobiety, które planują kolejną (lub pierwszą) ciążę, niezwykle ważna dla skutecznego leczenia jest odpowiednio wczesna diagnoza. Niestety, obniżenie macicy to problem, który trudno wykryć samodzielnie w początkowym stadium. W diagnozie pomocna bywa jednak obserwacja symptomów związanych z obniżeniem narządów rodnych:

  • występujący od czasu do czasu ból w dolnej części jamy brzusznej lub okolicy krzyża,
  • uczucie ucisku,
  • często występujące stany zapalne lub infekcje dróg moczowych.

Podstawą rozpoznania jest zawsze wynik badania ginekologicznego.

– W początkowych fazach obniżenia narządów często wystarczą odpowiednio dobrane leki zawierające żeńskie hormony czy też ćwiczenia wzmacniające mięśnie miednicowe, np. ćwiczenia mięśni Kegla – wyjaśnia lek. med. Jan Kupisz, specjalista ginekologii i położnictwa z Humana Medica Omeda w Białymstoku.

CZYTAJ TEŻ: Śmiało sięgnij do pochwy i zlokalizuj mięśnie Kegla. Poczuj je i wytrenuj [VIDEO]

Wypadanie macicy a kolejna ciąża: plastyka pochwy

Bardziej inwazyjnym sposobem leczenia jest wykonanie plastyki pochwy i krocza, zaliczanej do tzw. większych zabiegów ginekologicznych. Eksperci zaznaczają, że nie istnieje ściśle określona granica wiekowa dla wykonywania tego typu operacji. Najczęściej jednak poddawane są im kobiety pomiędzy 30. a 60. rokiem życia.

Zabieg plastyki pochwy i krocza składa się z trzech etapów: plastyki przedniej ściany pochwy, plastyki tylnej ściany oraz plastyki krocza z odtworzeniem środka ścięgnistego. Zależnie od rozległości zmian, wykonuje się wszystkie powyższe etapy lub tylko ich część. Po zabiegu plastyki pochwy i krocza możliwe jest zajście w ciążę i jej utrzymanie. Z uwagi na zmniejszoną rozciągliwość pochwy zalecany jest wówczas poród za pomocą planowego cięcia cesarskiego.

Jeśli rozpoznanie obniżenia narządu rodnego nastąpi w okresie ciąży, właściwą formę terapii należy wybrać wspólnie z lekarzem prowadzącym. W wielu przypadkach rekomenduje się poród siłami natury, a po nim – plastykę pochwy. Warto pamiętać, że cięcie cesarskie także może spowodować obniżenie macicy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jak wygląda cesarskie cięcie? Zobacz film!

Wypadanie macicy: leczenie operacyjne i zachowawcze

Lekarze zaznaczają, że wiele pacjentek zgłasza się do lekarza bardzo późno, gdy wypadanie macicy jest już w zaawansowanym stadium. Tymczasem długotrwałe ignorowanie problemu może z czasem doprowadzić do ostatniej fazy przesuwania się macicy, czyli wypadania macicy na zewnątrz. W większości przypadków jedynym zaleceniem pozostaje wówczas leczenie operacyjne polegające na usunięciu macicy. W trakcie takiego zabiegu macica przeważnie usuwana jest przez pochwę.

Niekiedy zdarza się, że z uwagi na różnego rodzaju przeciwwskazania niemożliwe jest przeprowadzenie zabiegu operacyjnego.

– Rozwiązaniem staje się wtedy zastosowanie specjalnych kuleczek, tamponów albo np. pessary ginekologiczno-położniczej. To mały, silikonowy krążek medyczny o pierścieniowym kształcie, który umieszczany jest w pochwie i utrzymywany na miejscu przez mięśnie miednicy – podpowiada lek. med. Jan Kupisz z Humana Medica Omeda.

Źródło: lineacorporis.pl, orthos.pl, omeda.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Kobieta po przeszczepie macicy urodziła dziecko. Pierwszy taki przypadek w USA

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

5 chorób, z którymi lekarze mylą endometriozę. Też się z tym spotkałaś?

10 najczęstszych pytań o endometriozę /Choroby mylone z endometriozą
Fotolia

Niespecyficzne objawy, skomplikowana diagnostyka, a także niedostateczna świadomość wielu lekarzy – to główne przyczyny, dla których rozpoznanie endometriozy zajmuje ginekologom wiele lat. Właściwą diagnozę często poprzedza jednak kilka innych, które prowadzą do nieskutecznego leczenia, a często wręcz zaostrzenia objawów choroby.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ze wszystkich poznanych chorób ginekologicznych endometrioza wydaje się jedną z najtrudniejszych do zdiagnozowania. Obecność ognisk choroby w wielu różnych miejscach, szereg dolegliwości towarzyszących, które nie zawsze łatwo powiązać ze schorzeniami ginekologicznymi, to tylko niektóre czynniki, które wydłużają diagnostykę. To zaś sprawia, że przytłaczająca większość kobiet nie otrzymuje na czas właściwego leczenia.

– Rozpoznanie endometriozy nie jest proste. Wiele pacjentek zmaga się z długim oczekiwaniem na diagnozę. Często zmuszone są odwiedzić wielu lekarzy, nim finalnie uzyskają właściwe rozpoznanie, a tym samym – skuteczną pomoc. To z kolei prowadzi do frustracji, wieloletniego stresu, a także potencjalnego zaostrzenia objawów choroby – mówi dr Eric Surrey, specjalista ds. płodności z amerykańskiego Provyny’s Provider Network.

Jednym z głównych wyzwań w diagnostyce endometriozy są nieswoiste objawy. Niejednokrotnie lekarze wiążą je z zaburzeniami zdrowotnymi o innym charakterze.

Poznaj 5 chorób, z którymi lekarze najczęściej mylą endometriozę.

Choroby mylone z endometriozą: nieswoiste zapalenie jelit

Choć endometrioza najczęściej zlokalizowana jest w otrzewnej miednicy, jajnikach oraz przegrodzie odbytniczo‑pochwowej, nierzadko ogniska tej choroby obejmują również przewód pokarmowy. Dostępne dane wskazują, że do zajęcia tego odcinka układu pokarmowego dochodzi u 15‑37% pacjentek zmagających się z endometriozą. Zmiany te nierzadko wywołują stany zapalne, które objawiają się bólami lędźwiowo-krzyżowymi, problemami jelitowymi, wzdęciami i uciążliwymi zaparciami.

Podobne symptomy wywołują również choroby zapalne jelit, m.in. zapalenie uchyłków jelita grubego, ale też wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniowskiego-Crohna. W wyniku tych podobieństw wiele kobiet uzyskuje niewłaściwą diagnozę i stosuje niewłaściwe leczenie.

Ale zbieżność objawów to niejedyny związek, jaki z tymi chorobami ma endometrioza. Badania sugerują, że u pacjentek z endometriozą nieswoiste schorzenia jelit rozwijają się o 50% częściej niż w ogólnej populacji kobiet.

CZYTAJ TEŻ: 10 przykazań dobrego specjalisty od endometriozy. Czy twój lekarz się nimi kieruje?

Choroby mylone z endometriozą: mięśniaki macicy

Mięśniaki macicy, zwane także włókniakami, to stosunkowo często występujące łagodne, niezłośliwe guzy umiejscowione w macicy. Gdy są duże lub mnogie, powodują naciski objawiające się obfitymi, bolesnymi i długimi miesiączkami, przewlekłymi bólami krzyża, zaparciami, a także częstym oddawaniem moczu. Tworzą się na powierzchni macicy, w jej ścianie, na szyjce lub pod śluzówką.

Ze względu na generowanie objawów zbliżonych do endometriozy, część lekarzy podejrzewa, że to one są źródłem dolegliwości zgłaszanych przez pacjentki. Tymczasem mięśniaki mogą współistnieć z endometriozą, ale nie stanowić jedynej przyczyny doświadczanych problemów zdrowotnych.

Choroby mylone z endometriozą: rwa kulszowa

Promieniujący ból w dolnej części kręgosłupa, który pojawia się niezależnie od fazy cyklu miesiączkowego i powoduje trudności w poruszaniu się, łączony jest przeważnie z rwą kulszową. Określenie to odnosi się do zespołu objawów związanych z uciskiem na nerwy rdzeniowe.

Tymczasem objawy rwy kulszowej może wywoływać także endometrioza, wszczepiając się w nerwy w obrębie miednicy mniejszej.

ZOBACZ TAKŻE: Nowe trendy w chirurgii endometriozy i niepłodności. Czym jest wodna laparoskopia przezpochwowa?

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie pęcherza moczowego

Endometrioza swoim naciekiem może obejmować również układ moczowy, czego symptomem jest m.in. częstomocz i dysuria (bolesność i pieczenie przy oddawaniu moczu). Objaw ten bywa jednak mylony z innymi chorobami występującymi w obrębie narządów moczowych, głównie z zapaleniem przewlekłym pęcherza i zapaleniem śródmiąższowym pęcherza.

Nierzadko lekarze, nie zleciwszy uprzedniego wykonania posiewu moczu ani badań obrazowych, ordynują antybiotyki, które nie przynoszą pacjentce żadnej ulgi.

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie narządów miednicy mniejszej

Zapalenie narządów miednicy mniejszej to grupa chorób charakteryzujących się rozwojem procesów infekcyjnych w górnych drogach rodnych. Może występować w postaci zapalenia: endometrium, jajowodów, przydatków lub otrzewnej miednicy mniejszej. Często powoduje odległe, poważne powikłania: niepłodność bądź występowanie ciąż ektopowych (pozamacicznych).

Podobnie jak endometrioza, wywołuje silny ból miednicy, który pojawia się nie tylko w czasie miesiączki.

Więcej na temat endometriozy i jej diagnostyki przeczytasz m.in. TUTAJ.

Źródło: gastoenterologia-praktyczna.pl, medicinenet.com, endometriosisnews.com, bustle.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.