Przejdź do treści

Interwencja kryzysowa – pomoc i wsparcie dla rodziców po stracie.

interwencja kryzysowa po poronieniu

Pomoc osobie, która doświadczyła utraty bliskiej osoby, powinna przede wszystkim koncentrować się na tym, jak z bólu utraty powrócić do wewnętrznej równowagi, mądrego smutku, wyrażającego się w pogodzie ducha. Wszyscy żyjemy wśród ludzi, dlatego kiedy cierpimy, w szczególny sposób potrzebujemy obecności innych. Ważna jest świadomość, że otaczają nas troskliwi, godni zaufania ludzie, dla których jesteśmy ważni. Mogą to być osoby z najbliższego otoczenia: rodzina, przyjaciele lub profesjonalnie przygotowani specjaliści, niosący psychologiczną pomoc.

Podstawą wczesnej interwencji jest nawiązanie kontaktu z osobą osieroconą tak szybko, jak to możliwe – oraz stworzenie warunków i atmosfery do rozmowy i wyrażania uczuć związanych ze zmarłym. Na tym etapie interwencji emocjonalne wsparcie odgrywa zasadniczą rolę. Nieskuteczne jest uspakajanie i dawanie rad w rodzaju „ weź się w garść, masz, dla kogo żyć ”. Decydujące jest pierwsze zdanie rozpoczynające rozmowę, które rzutuje na dalszy przebieg terapii. Nie ma jednego najlepszego sposobu jak zacząć rozmowę. W każdej sytuacji trzeba się maksymalnie nastawić na empatyczne odczytanie atmosfery i potrzeb osoby, z którą się rozmawia. Dlatego umiejętnością, jakiej wymaga się od osoby pomagającej, jest umiejętność współczującego słuchania, która zaczyna się od autentycznego współczucia w obliczu żałoby i pozostania milczącym, kiedy osierocony mówi.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Słuchanie jest trudne. Mogą się pojawić uczucia znudzenia lub zmęczenia, będące obrona słuchającego przed bolesnymi emocjami innych. Nawiązanie kontaktu utrudniają pytania; „ jak się Pani czuje? ”, „ czego Pani oczekuje ode mnie? ”, „ co mogę zrobić dla Pani? ”, Ułatwiają natomiast wypowiedzi, w których nazywa się wprost to, co się wydarzyło: „ wiem, że Pani syn nie żyje, czy możemy o tym porozmawiać? ” Lub wyjaśnienie, jak ludzie przeżywają utratę: „ dobrze, że przyszliście Państwo do ośrodka ”. Zwykle atmosfera jest przytłaczająca, przychodzące osoby wnoszą poprzez swoje zachowanie, ubiór, mimikę cały dramatyzm sytuacji. Problem polega, na tym, jak się do nich „ przyłączyć ”, jak z nimi współbrzmieć emocjonalnie. Osoby po śmierci kogoś bliskiego odczuwają nierzadko niechęć do kontynuowania kontaktu z profesjonalistą, który jest przecież, po to by pomóc. Ważne jest, aby traktować to jako naturalną trudność na tym etapie żałoby. Istotne jest, by osieroceni czuli, że są oczekiwani i mogą przyjść nawet po dłuższym okresie braku kontaktu.

W kolejnych rozmowach terapeuta przekazuje osieroconym – poza emocjonalnym wsparciem – wiedzę o żałobie jako naturalnym procesie, a także o tym, że każda osoba w sposób względnie zróżnicowany przechodzi kolejne etapy tego procesu. Zachęca i przyzwala na wyrażanie uczucia osamotnienia, na płacz, narzekanie, gniew i ujawnianie wszystkich doznań po stracie bliskiego. Pozwala na jego idealizację, podejmuje egzystencjalne tematy sensu i wartości życia. W rozmowie można oprzeć się na pamiątkach po zmarłym, co daje osieroconemu namiastkę bliskości. Terapeuta pomaga w rozróżnieniu realnego i wyimaginowanego poczucia winy. Ustala, kto stanowi wsparcie dla osieroconej osoby.

Podstawową zasadą pracy z osobami po śmierci bliskiego jest koncentracja na ich uczuciach, związanych z utraconą osobą i normalizacja doznań, oznaczającą ciągłe wyjaśnienie, że to, co czują jest jak najbardziej naturalne. Ważne jest empatyczne podążanie za nastrojami, zindywidualizowanie podejścia i dostosowanie go do potrzeb osieroconego, cierpliwość do wielokrotnego omawiania i powracania do jego emocji i wątpliwości. Nie odbyta żałoba bądź inne formy nietypowej żałoby stanowią o większej podatności na kryzys, a także na zaburzenia relacji z innymi. Dlatego też osobie w kryzysie trzeba zadać również pytania o aktualne straty, doświadczane przez nią bądź członków najbliższej rodziny, oraz znaczące straty w przeszłości. Trzeba pamiętać, ze reakcje na utraty w przeszłości mogą mieć wpływać teraźniejszość. Wówczas, działania terapeutyczne planuje się tak, żeby osierocona osoba w przeszłości mogła doświadczyć uczuć związanych z żałobą w sposób kreatywny (W. Badura – Madej, 1999)

Pierwszy warunek, jaki musi być spełniony w udzielaniu pomocy, to obecność, która prowadzi do wytworzenia atmosfery wzajemnej otwartości i zaufania. Trzeba umieć słuchać o bezgranicznej samotności, braku nadziei  i utraty wiary w przyszłość. Trzeba razem trwać, aby znaleźć drogę, która wyprowadzi cierpiącego z labiryntu rozpaczy.

M. Keirse uważa, że  istnieją cztery podstawowe zadania, jakie powinna podjąć osoba pomagająca. Należą do nich:

1. Pomoc w akceptacji rzeczywistości po utracie.

Polega na pomocy w przejściu od negacji do uznania faktów.  Próbie zrozumienia okoliczności i przyczyn wydarzenia. Osoba pomagająca powinna się głównie skupić na empatycznym słuchaniu. Początkowa niechęć do zaakceptowania  faktów powoduje, że człowiek zachowuje się tak, jakby nic się nie zmieniło, jakby nie musiał się rozstać z osobą, która odeszła. Trzeba jednak zaakceptować zaistniałą sytuację, bo tylko ona pozwoli na stawienie czoła bólowi i cierpieniu.

2. Pomoc w odreagowaniu emocjonalnym.

Polega na pomocy w nawiązaniu kontaktu z własnym wnętrzem. To faza chaosu i silnych emocji. Zadaniem pomagającego jest doprowadzenie osoby cierpiącej do sytuacji, w której pozwoli sobie ona na wyrażenie bolesnych, skrywanych dotąd emocji. Kiedy zaczyna docierać do niej co straciła, wybuchają głębokie i różnorodne uczucia. Pomagający musi być otwarty na kontakt z uwolnionym cierpieniem osoby w żałobie i przygotowany na  różnorodność jego wyrażania np. płacz, agresja, depresja, poczucie winy. Należy również pamiętać o tym, aby słuchać jak się dana osoba czuje, a nie mówić jej, jak się czuć powinna.

3. Przystosowanie się do rzeczywistości bez osoby, którą utracili.

Na tym etapie osoba powinna nauczyć się nowych umiejętności i sposobów wypełniania ról osoby zmarłej. Dla osoby pomagającej powinno to być wskazówką, w czym należy jej pomóc, co sprawia  jej trudność i z czym jeszcze sobie nie radzi.

4. Odnowienie sił i zainwestowanie ich w nowe układy i sytuacje.

Na koniec, osoba przeżywająca żal po stracie, musi znaleźć dla zmarłej osoby nowe miejsce w swoim życiu. Stosunek do takiej osoby ciągle ewoluuje, chociaż nadal zajmuje ona ważne miejsce w sercu i pamięci, to jednak należy znaleźć siłę i motywację do dalszego życia bez niej. Uwaga zostaje przekierowana od tego co utracone, na to, co czeka w przyszłości. Rola pomagającego ponownie sprowadza się do słuchania. Jego zadaniem jest wyrażenie akceptacji i poparcia dotyczących nowo podjętych kroków i działań.

Inną formą pomocy dla osób w żałobie są grupy wsparcia, które zmniejszają poczucie opuszczenia i samotności. W Stanach Zjednoczonych istnieją stowarzyszenia i kluby dla rożnych osób przeżywających utraty swoich bliskich – w Polsce, takich grup jest jeszcze wciąż za mało – pytać o nie, można przy Ośrodkach Interwencji Kryzysowej w swojej miejscowości. Z doświadczeń amerykańskich, wynika, że grupy wsparcia są źródłem oparcia dla osób i rodzin, dotkniętych stratą bliskich, nie raz skuteczniejszym od profesjonalnej pomocy, jest pomoc ze strony osób doświadczonych w podobny sposób. Dzielenie się uczuciami, nazywanie problemów, empatyczne słuchanie innych dostarcza wsparcia. Grupa akceptuje i rozumie formy, w jakich wyraża się rozpacz jej uczestników. Sposób rozmawiania w grupie jest otwarty, co pozwala na otwarte mówienie o swoim cierpieniu, bólu i lęku, bez uników i niedomówień. Informacje o własnych emocjach są często zatrzymywane w kontakcie z najbliższymi z obawy przed zranieniem ich uczuć.

Z czasem, grupa wsparcia zaczyna pełnić także rolę grupy towarzyskiej, nasyconej silnymi więzami bliskości. Nawiązują się nowe przyjaźnie, można omawiać również życiowe problemy, konflikty w małżeństwie, pracy, z dziećmi. Niewątpliwie grupa wsparcia, daje możliwość otwartego wyrażania uczuć związanych z utraconą osobą, a także dzielenie się nimi, co pozwala na przejście od szoku – przez zaprzeczenie, rozpacz, poczucie krzywdy i agresję – do fazy reorganizacji własnego życia i życia rodziny, próby nadania sensu traumatycznemu wydarzeniu.

______________

Olga Komarnicka-Jędrzejewska magister pedagogiki o specjalności pracownik socjalny, a obecnie studentka Psychologii dla magistrów na Szkole Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu (II-gi fakultet) oraz doktorantka SWPS na kierunku Psychologia pisząca rozprawę doktorską nt Doświadczania śmierci dziecka do 1 roku życia. Od 2011 roku pracuje w Fundacji „By Dalej Iść” jako moderator (czyli rodzic po stracie) do prowadzenia grup wsparcia na terenie woj. śląskiego i dolnośląskiego.
Dodatkowo jest szkoleniowcem na terenie całej Polski z zakresu tematyki żałoby i procesów żałoby. Ukończyła szereg szkoleń psychologiczno-pedagogicznych z zakresu tematyki żałoby, interwencji kryzysowej, prowadzenia grup wsparcia i pierwszego kontaktu. Była  prelegentką na XXI Piekarskim Sympozjum Naukowym poświęconym zagadnieniu: DOM, W KTÓRYM RODZI SIĘ WSPÓLNOTA – RODZINA, SPOŁECZEŃSTWO, KOŚCIÓŁ. Jest autorką artykułu naukowego „Rodzina po stracie” Studia i Materiały Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach „Jaka rodzina takie społeczeństwo – Wspólnotwórczy wymiar wychowania integralnego”, str. 203-224, Księgarnia św. Jacka. Jest też ambasadorką Fundacji „Dr Clown” oraz laureatką statuetki „Łabędzia” 2012 jako Przyjaciel Rodziny zorganizowanego przez Fundację „Razem Lepiej” w  kategorii: „Przekaz medialny/edukacyjny”. Jej głównym zainteresowaniem jest psychologia żałoby.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Poronienie zatrzymane. Przyczyny, objawy i postępowanie

poronienie zatrzymane
fot. Fotolia

Zgodnie z badaniami, nawet 10 do 15 proc. ciąż kończy się poronieniem. Jednym z jego rodzajów jest poronienie zatrzymane. Jak je rozpoznać?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poronienie to przedwczesne zakończenie ciąży trwającej krócej niż 22 tygodnie. Do obumarcia płodu najczęściej dochodzi do 8. tygodnia ciąży (50 proc.), natomiast po 13. tygodniu ryzyko poronienia wynosi 1-2 proc.

Zobacz także: Wczesna strata ciąży. Rodzaje poronień, objawy i postępowanie

Poronienie zatrzymane – co to takiego?

Poronienie zatrzymane (missed abortion) to obumarcie jaja płodowego, po którym nie nastąpiło wydalenie obumarłego płodu w okresie ośmiu tygodni. Ten rodzaj przedwczesnego zakończenia ciąży nie daje charakterystycznych objawów, takich jak obfite krwawienie, bóle czy mocne skurcze.

Jedynym objawem jest brak powiększania się macicy przez kilka tygodni. Poronienie zatrzymane można wykryć na podstawie badania USG, podczas którego lekarz stwierdza brak czynności serca płodu. U kobiety dochodzi również do spadku stężenia hormonu hCG we krwi.

Do tego typu poronienia najczęściej dochodzi w pierwszych 12 tygodniach ciąży.

Zobacz także: Większość ciąż kończy się poronieniem. „To nie anomalia. To norma”

Przyczyny poronień

Przyczyn poronień jest wiele i nierzadko nakładają się one na siebie. Najczęstszym problemem (od 50 po 60 proc. w pierwszym trymestrze ciąży) są aberracje chromosomowe, czyli zmiany w liczbie lub strukturze chromosomów.

Innym powodem mogą być zaburzenia hormonalne, czyli niski poziom progesteronu lub wysoki poziom hormonu luteinizującego. Do tego mogą dojść również wady anatomiczne macicy, np. mięśniaki macicy, endometrioza, macica z przegrodą, macica dwurożna czy niewydolność szyjki macicy.

Poronienie zatrzymane może być konsekwencją poważnych infekcji. Do najgroźniejszych zaliczamy opryszczkę, cytomegalię i różyczkę. Nie bez znaczenia są też tutaj choroby przewlekłe, PCOS, nadużywanie alkoholu i kofeiny, zła dieta oraz wysoki poziom stresu.

Zobacz także: 8 najczęstszych przyczyn utraty ciąży

Lekarz stwierdził poronienie zatrzymane – i co dalej?

Postępowanie po poronieniu zatrzymanym może być dwojakie. Pierwszą opcją jest postępowanie farmakologiczne, które polega na podaniu pacjentce prostaglandyn. Powodują skurcze macicy, wydalenie obumarłego płodu i opróżnienie jamy macicy.

Drugą opcją jest łyżeczkowanie macicy. Zabieg ten przeprowadzany jest w znieczuleniu, a głównym wskazaniem do jego wykonania jest obfite krwawienie lub zaleganie krwi w macicy.

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: badaniaprenatalne.pl, mamazone.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Progesteron w leczeniu poronień nawracających. Poznaj wyniki badań nad skutecznością terapii

progesteron w leczeniu poronień nawracających
fot. Fotolia

Czy leczenie progesteronem jest skuteczną kuracją dla kobiet z nawracającymi poronieniami? Naukowcy wciąż badają tę kwestię. Do jakich wniosków do tej pory doszli?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poronienia nawracające to strata trzech lub więcej następujących po sobie ciąż. Zjawisko to dotyczy 1% ciąż. Wśród przyczyn poronień nawracających wymienia się:

  • przyczyny idiopatyczne
  • przyczyny genetyczne i chromosomalne
  • przyczyny hormonalne
  • nieprawidłowości szyjki lub macicy
  • infekcje
  • trombofilię, zaburzenia krzepnięcia krwi

Zobacz także: Poronienia nawracające – co jest ich przyczyną?

Progesteron w leczeniu poronień nawracających

Bardzo często nawet po przeprowadzeniu szczegółowej diagnostyki nie udaje się wskazać powodu strat ciąż. Od dziesięcioleci lekarze uważają rolę progesteronu za kluczową w utrzymaniu wczesnej ciąży, co stanowiło do tej pory argument przemawiający za koniecznością jego stosowania w leczeniu nawracających poronień. Uważa się, że ma wyraźny wpływ na błonę śluzową macicy, wywiera relaksujący wpływ na mięsień macicy i moduluje odpowiedź immunologiczną u matki.

Skuteczności terapii progesteronem u kobiet z poronieniami nawracającymi przyjrzeli się bliżej naukowcy z Wielkiej Brytanii. Wnioski badania zatytułowanego „A Randomized Trial of Progesterone in Women with Recurrent Misciarriages” zostały opublikowane w „New England Journal of Medicine”. Celem badania było sprawdzenie, czy podawanie progesteronu w I trymestrze ciąży w grupie pacjentek, u których występowały poronienia powracające, zwiększa odsetek urodzeń żywych dzieci.

W badaniu wzięło udział 836 kobiet w wieku od 18 do 39 lat, które zaszły w ciążę naturalnie w ciągu roku i które przeszły co najmniej cztery poronienia o nieustalonej przyczynie.

Pacjentki podzielono na dwie grupy. W pierwszej kobietom podawano dopochwowo mikronizowany progesteron w dawce 400 mg dwa razy na dobę. W grupie kontrolnej panie otrzymywały placebo. Zarówno progesteron jak i placebo podawano od momentu uzyskania dodatniego wyniku testu ciążowego (ale nie później niż od 6 tygodnia ciąży) aż do 12 tygodnia ciąży.

Jak się okazało, u kobiet, u których występowały poronienia nawracające o nieustalonej przyczynie, stosowanie progesteronu w I trymestrze ciąży nie zwiększyło, w porównaniu do placebo, szansy na urodzenie żywego dziecka po 24 tygodniu ciąży.

Zobacz także: Strata po stracie – poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Niejednoznaczne wnioski

Do innych wniosków doszli jednak naukowcy z Yale School of Medicine we współpracy z naukowcami z University of Illinois. Eksperci również zbadali wpływ progesteronu na utrzymanie ciąży u kobiet, które co najmniej dwukrotnie poroniły przed 10. tygodniem ciąży z niewyjaśnionych przyczyn.

U pacjentek przeprowadzono testy oceniające zdolność endometrium do utrzymania zagnieżdżonego zarodka. Markerem wskaźnikowym było białko cyklina nCyclinE, którego podwyższony poziom wskazuje na wyższe ryzyko utraty ciąży.

Kobietom z podwyższonym poziomem wspomnianego białka podawano od 4 dnia fazy lutealnej co 12 godzin dopochwowo progesteron w dawce 100-200 mg.

Okazało się, że po podaniu hormonu znacząco spadła liczba poronień, a 69 proc. kobiet otrzymujących progesteron w grupie pań z podwyższonym nCyclinE przekroczyło z pozytywnym efektem 10 tydzień ciąży. Przed leczeniem liczba ta wynosiła 6 proc.

Leczenie progesteronem w przypadku poronień jest niezwykle powszechnie, jednak na wyniki badań w zakresie skuteczności tej terapii trzeba było długo czekać. Zapewne należy wykonać jeszcze wiele testów, aby ostatecznie rozstrzygnąć kwestię o skuteczności tego sposobu leczenia.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: FIGO, Medycyna Praktyczna Dla Lekarzy, poronienia-nawracajace.ump.edu.pl, Meavita

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Miałem być ojcem…”. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Zmartwiony mężczyzna na kanapie. Zakrywa twarz dłonią /Ilustracja do tekstu: Depresja a niepłodność męska /Żałoba mężczyzny po poronieniu
Fot.: Nik Shuliahin /Unsplash.com

Gdy na drodze pary staje poronienie, mężczyzna stara się być silny. Jest podporą dla swojej partnerki, której stan zdrowia i emocje zdają się być w tej chwili najważniejsze. Jednak on też może być w środku zdruzgotany. Tak, on też stracił właśnie swoje marzenia i plany. Przecież za chwilę miał być ojcem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Zarówno moja żona, jak i ja, byliśmy podekscytowani, wchodząc do szpitala na USG w trzecim miesiącu ciąży” – mówi Russell. „Po dwóch latach małżeństwa i dwóch latań starań o pierwsze dziecko, nasze marzenie o byciu rodzicem stawało się rzeczywistością” – dodaje.

Mężczyzna – wciąż będąc w dużych emocjach – pamięta, jak ściskał dłoń żony, gdy oboje wpatrywali się w ziarnisty obraz ukazujący się na ekranie. W chwili, kiedy nagle specjalista przestał mówić i postanowił zawołać lekarza, dezorientacja i przerażenie wyszły na pierwszy plan. Dziecko na ekranie nie poruszało się. Serce Russella znalazło się wtedy gdzieś w okolicach żołądka, ale zachowywał swój strach dla siebie. Żona była wtedy na pierwszym miejscu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wzięła wolne, by uporać się z bólem po poronieniu, pracodawca ją zwolnił. Teraz za to zapłaci

Jego świat

„Pojawiły się medyczne przyczyny i teorie, dlaczego nasze dziecko umarło, ale wszystko, na czym mogłem się wtedy skupić, to Sara, która w zupełnie niekontrolowany sposób szlochała. Desperacko chciałem zatrzymać jej ból. W tym momencie jej psychiczne cierpienie było wszystkim, o co się troszczyłem” – opowiada mężczyzna.

I dodaje: „Od początku było dla mnie jasne, […] że moje emocje muszą być oddelegowane na drugi plan. Nikt nie pytał mnie, czy czegoś potrzebuję, i początkowo było to dla mnie jak najbardziej w porządku”.

On też jednak czuł. On też cierpiał. Jego świat także wywrócił się do góry nogami. I chociaż stereotypowo Mężczyzna nie płacze w trudnych chwilach, to wcale nie oznacza, że jego poronienie także nie dotyka. Owszem, często w trosce o najbliższych bierzemy na siebie ich ból, a własne emocje odkładamy na półkę. Wcale jednak nie równa się to temu, że one na tej półce giną. One ciągle są i niezmiennie czekają na swoją kolej do przeżycia.

„Kiedy pocieszałem zrozpaczoną żonę, świadomie zamykałem swoje własne potrzeby bycia pocieszonym i zaopiekowanym. Za stoicką fasadą pękało mi serce. Chociaż rzadko mówi się o żałobie mężczyzny po poronieniu, to jest ona tak samo odczuwalna jak u matki” – Russell opowiada o swoich doświadczeniach bardzo otwarcie.

I ma rację. Jest to właściwie temat, którego nikt nie porusza. On sam z nikim, oprócz żony, o tym nie mówił. Wracając jednak do dbania o nią, nie chciał dodatkowo „obciążać” Sary jeszcze i swoimi przeżyciami. Co jednak ważniejsze, nikt inny z otoczenia nawet nie zapytał go wtedy o to, co się z nim (i w nim) dzieje. Nikt nie pomyślał, że zatroszczyć się trzeba też i o niego. Nic więc dziwnego, że odczuwał ogromną samotność. Zakładał więc maskę i – udając, że wszystko jest w porządku – wychodził do pracy.

CZYTAJ TEŻ: Większość ciąż kończy się poronieniem.”To nie anomalia. To norma”

Zdjąć zbroję bohatera. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Można zastanawiać się, co jest powodem tego, że mężczyznom z założenia „nie wolno” w pełni okazywać bólu nawet po tak trudnym doświadczeniu jak poronienie. Czy to wymogi społeczeństwa mówiące o tym, że mężczyzna musi być twardy? Czy to przekazywany z pokolenia na pokolenie wzorzec męskości, w którym przestrzeni na dbanie o swoje zdrowie psychiczne nieraz nie ma?

Czy to blokady wewnętrzne i brak swego rodzaju umiejętności do mówienia o emocjach? Zapewne wszystko się tutaj zazębia i każe, już nawet małym chłopcom, zakładać na siebie zbroję superbohatera. Rzecz jasna, to bardzo ważne, że są oni w późniejszym życiu ogromnym oparciem dla swoich partnerek i owszem, to „odłożenie” emocji na bok w wielu momentach jest bardzo dobrym oraz chroniącym nas mechanizmem. Ważna jest jednak świadomość, co się właściwie dzieje. Russell wiedział, że przeżywa smutek, że potrzebuje wsparcia, że poronienie także i jego zdruzgotało, ale nie znalazł w tej sytuacji miejsca na swoje odczucia. Bo czy to miejsce tam w ogóle było?

Dziś Russell i jego żona są szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że lęk, żal, złość, bezradność, które czuli w sobie w czasie, gdy doświadczyli poronień (bo niestety nie było to tylko jedno), ciągle pamiętają. Tak, Russell też. Dzisiaj już jednak świadomie o tych wszystkich emocjach mówi. Rozejrzyjmy się więc dookoła. Może jakiś mężczyzna będzie w stanie zdjąć przy nas maskę twardziela. Bo nikt nie musi zmagać się ze swoim cierpieniem w samotności – nawet największy strongman świata.

Źródło historii: „Daily Mail”, artykuł: “I held my wife as she sobbed at our lost baby. I had to be brave, but inside I crumbled

E-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami” kupisz TUTAJ

Tagi:

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Michelle Obama o poronieniu, in vitro i niepłodności. Poruszające wyznanie pierwszej damy

Michelle Obama - zdjecie z okładki książki "Becoming". Ilustracja do tekstu: Michelle Obama o poronieniu i in vitro
mat. promujące książkę "Becoming"

Okazuje się, że nawet dwie najbardziej przebojowe i energiczne osoby, z głęboką miłością i solidnym etosem pracy, mogą mieć problemy z poczęciem dziecka pisze szczerze Michelle Obama, była pierwsza dama USA, w swojej biografii „Becoming”. Choć od lat aktywnie wspiera prawa reprodukcyjne kobiet, dopiero teraz zdecydowała się podzielić najbardziej prywatną, głęboko skrywaną sferą swojego życia. Michelle Obama o poronieniu, in vitro i niepłodności.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ekskluzywnym wywiadzie dla stacji ABC News, promującym autobiografię „Becoming” [z ang.: „Stając się”], Michelle Obama opowiedziała o nieznanych dotąd faktach ze swojej przeszłości oraz o blaskach i cieniach rodzinnego życia. W szczerej rozmowie z dziennikarką Robin Roberts była pierwsza dama USA wyjawiła, że macierzyństwo nie przyszło jej łatwo.

Michelle Obama o poronieniu, in vitro i niepłodności

Zanim na świecie pojawiła się pierwsza jej córka, Malia, prezydencka para przez długi czas bez skutku starała się o dziecko. Po długich miesiącach powtarzania testów ciążowych Michelle, wówczas 34-letnia, ujrzała w końcu wyczekane dwie kreski. Ale radość nie trwała długo; wkrótce przyszedł bowiem kolejny cios – poronienie. Tym potężniejszy, że doświadczamy w milczeniu i skrytości – strata ciąży nie była bowiem (i wciąż nie jest) tematem poruszanym publicznie.

Czułam się zagubiona, samotna; czułam, że zawiodłam. Nie wiedziałam wtedy, jak częste są poronienia, ponieważ nie mówimy o nich głośno – opowiedziała o doświadczeniu sprzed 20 lat. – Pogrążamy się w bólu, czując, że jesteśmy w pewnym sensie popsute. Właśnie dlatego tak ważne jest, by rozmawiać z młodymi matkami, że poronienia się zdarzają, a zegar biologiczny naprawdę tyka – mówiła Obama.

Z udostępnionych fragmentów autobiografii „Becoming”, której wczesną kopię otrzymała agencja prasowa Associated Press, wynika, że w obliczu powtarzających się niepowodzeń Michelle i Barack Obamowie zdecydowali się na leczenie w specjalistycznej klinice. Rozwiązaniem, które zarekomendowali im specjaliści, okazała się procedura in vitro. To właśnie dzięki niej przyszły na świat córki Obamów: Malia i Sasha.

Z książki dowiadujemy się także o cierpieniu i samotności, z którą musiała zmierzyć się Michelle Obama podczas przygotowań do in vitro. Jej mąż, sprawujący wówczas ważne funkcje państwowe, nie mógł towarzyszyć jej w przeważającej części procedury,

pozostawiając [ją] w dużej mierze samą w okresie manipulowania systemem reprodukcyjnym na rzecz jego szczytowej efektywności” pisze.

„Becoming”. Historia według własnego scenariusza

Tak odważne i głębokie wyznanie tylko pozornie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas Michelle Obama.

Pierwsza dama, choć ciepła, serdeczna i otwarta na drugiego człowieka, zawsze chroniła prywatność swoją i swojej rodziny. W mediach społecznościowych i wywiadach skrupulatnie dobiera słowa – znając ich siłę, wartość i znaczenie. Dzięki temu, mimo ogromnej popularności, do dziś nie utraciła kontroli nad historią, którą opowiada jej życie. I właśnie taki przekaz kieruje dziś do czytelników swojej książki.

– Wasza opowieść to coś, co należy i będzie należało tylko do was. To coś, co powinniście mieć na własność – pisze w zapowiedzi książki.

Autobiografia Michelle Obamy „Becoming” ukaże się na amerykańskim rynku księgarskim 13 listopada br. Choć nie jest jeszcze fizycznie dostępna dla czytelników, w przedsprzedaży na Amazon.com zdążyła już wspiąć się na szczytowe pozycje bestsellerów. Książka zostanie przetłumaczona na 45 języków, w tym polski.

Źródło: BBC, ABC News

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Młoda artystka o poronieniu. 22-letnia Halsey: Chciałam być mamą bardziej niż gwiazdą pop

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.