Przejdź do treści

In vitro cofnięte. Nic nie jest jasne

Wtorkowe posiedzenie Senatu rozpoczęło się o 11 rano. Zakładało rozpatrzenie trzech punktów. Pierwszym i najważniejszym z nich była ustawa o in vitro. Dyskusja na nią trwała 11 godzin, obrady zostały zakończone o 1 w nocy. Senatorowie zgłosili wiele poprawek, ustawa z powrotem trafiła do prac komisji zdrowia.

Posłowie są mocno podzieleni w sprawie ustawy o leczeniu niepłodności. Wątpliwości zostały zgłaszane z każdej strony sceny politycznej. Nawet lewicujący posłowie mieli  obiekcje. Włodzimierz Cimoszewicz (niezrzeszony) mówił o szkodach, jakie dla kobiety może wywołać in vitro i zaznaczał, że ustawa powinna być rozpatrzona pod względem medycznym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prawdziwy rozłam nastąpił w szeregach Platformy Obywatelskiej. Premier Ewa Kopacz zapewniała, że jest optymistką, co do losów ustawy i przekonywała senatorów do głosowania za jej przyjęciem. Pomimo to wielu senatorów PO zgłaszało swoje zastrzeżenia. Stanisław Hodorowicz zapowiedział, że nie poprze ustawy, bo jak twierdzi – jest to metoda inżynieryjna, a nie medyczna, sprowadza człowieka do roli produktu i pozbawia go „atrybutu cudu natury”. W podobnym tonie wypowiadał się Filip Libicki – Uważam, że ta metoda nie powinna być u nas prawnie dopuszczalna – mówił. Szereg poprawek zgłosiła także Helena Hatka.

Na początku lipca senacka komisja zdrowia opowiedziała się odrzuceniem w całości ustawy. Jednak przewodniczący komisji, Rafał Muchnacki (PO) zapewniał wtedy, że wynik głosowania nie ma większego znaczenia. Jak się okazuje był w błędzie. Bogdan Klich (PO) z ławy w sali plenarnej zwracając się do komisji powiedział – sparatczyliście prace! – Wiele z pytań odnośnie pracy komisji spotykało się z enigmatyczną odpowiedzią sprawozdawcy, Tadeusza Kopcia (niezrzeszony) – Nie, nie analizowaliśmy tej kwestii – i dodał – Koalicja rządząca przejeżdża ustawę, jak walec. Kopeć zapowiedział zgłoszenie 48 poparwek.

Platformie Obywatelskiej zależy, na jak najszybszym przyjęciu ustawy przez Senat, aby urzędujący prezydent mógł ją podpisać. Czasu jest niewiele, niespełna miesiąc. Bronisław Komorowski zapowiedział, że zaakceptuje ustawę, jeśli będzie ona zgodna z Konstytucją. Wysłał w tej sprawie list do marszałka Senatu Bogdana Borusewicza.

Ten optymizm ugasił senator Jan Maria Jackowski (PiS), który stwierdził, że jeśli ustawa wejdzie w życie to z pewnością szybko zostanie uchylona, ponieważ budzi wątpliwości konstytucyjne. Według niego przejawia ona dyskryminację życia ludzkiego ze względu na sposób poczęcia.

W związku z dużą ilością zgłoszonych poprawek ustawa ponownie została cofnięta do prac senackiej komisji zdrowia. Jej obrady odbędą się dzisiaj (w czwartek). Natomiast na piątek planowane jest głosowanie nad ustawą o in vitro.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro

Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro
Przy niektórych schorzeniach, takich jak endometrioza, in vitro często pozostaje jedyną opcją leczenia – fot. Pixabay

Warszawa zwiększa środki na dofinansowanie in vitro. Jak podkreśla wiceprezydent miasta Paweł Rabiej, chodzi o umożliwienie mniej zamożnym osobom skorzystanie z programu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W czwartek podczas sesji Rady Warszawy politycy dyskutowali na temat zwiększenia dofinansowania na zabiegi zapłodnienia pozaustrojowego. Do tej pory Warszawiacy mogli liczyć na dopłatę w kwocie 5 tys. zł – od teraz dofinansowanie do procedury będzie wynosić 5,6 tys. zł. Jeżeli pierwsza próba zakończy się niepowodzeniem, pary będą mogły skorzystać z dopłaty do dwóch następnych zabiegów. Program zostanie wydłużony do 2023 r.

Mamy to! @warszawa przeznaczy dodatkowe środki na stołeczny program #invitro, uchwałę w tej sprawie przegłosowali właśnie radni. Większe środki na program to jego większa dostępność dla par zmagających się z problemem niepłodności. #WarszawaDlaWszystkich #SpełniamyObietnice – poinformował internautów za pośrednictwem Twittera Rafał Trzaskowski.

Zobacz też: Co to jest naprotechnologia i czy może zastąpić in vitro?

Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro, radni PiS-u niezadowoleni

Radni Prawa i Sprawiedliwości nie kryli oburzenia pomysłem zwiększenia dopłat do in vitro. – A jaką ofertę mamy dla tych, którym sumienie nie pozwala na skorzystanie z in vitro? – dopytywał radny Cezary Jurkiewicz.

Polecam modlitwę – odpowiedział Sławomir Potapowicz z Nowoczesnej. Podkreślił jednocześnie, że przy schorzeniach, takich jak endometrioza czy niedrożność jajowodów, jedyną skuteczną metodą leczenia jest in vitro. – Naprotechnologia nie jest odpowiedzią – podkreślił radny.

Z kolei Paweł Lech z Platformy Obywatelskiej zwrócił uwagę na niską skuteczność naprotechnologii.

– Jeśli ktoś nie chce skorzystać z in vitro, może skorzystać z programu naprotechnologii, uchwalonej z inicjatywy radnych PiS przez Sejmik Mazowsza. Zaowocował on jak dotąd trzema porodami. Cieszmy się z tego, ale nasz program in vitro przyniósł 154 porody – mówił.

Tu kupisz e-magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Wyborcza, Do Rzeczy

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Transkrypcja aktu urodzenia dziecka – jakie jest postępowanie w przypadku surogacji?

Transkrypcja aktu urodzenia dziecka - jakie jest postępowanie w przypadku surogacji?
Surogatka - czyli matka zastępcza, zawiera umowę z parą i godzi się na zapłodnienie in vitro oraz urodzenie dziecka tej pary. – Fot.Pixabay

Francuski sąd kasacyjny wystąpił  do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z prośbą o opinię na temat transkrypcji aktu urodzenia dzieci urodzonych przez surogatki w krajach, w których jest to legalne. Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła swoją opinię prawną na ten temat, ponieważ sprawa potencjalnie dotyczy także Polski.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest surogacja?

Surogatka – czyli matka zastępcza, zawiera umowę z parą i godzi się na zapłodnienie in vitro oraz urodzenie dziecka tej pary. W zamian otrzymuje określone świadczenia finansowe w przypadku surogacji komercyjnej, albo bez wynagrodzenia, jedynie za środki na utrzymanie w przypadku surogacji altruistycznej. Najwięcej kontrowersji rodzi surogacja komercyjna, stąd też wiele krajów na świecie jej zakazuje i utożsamia prawnie “matkę” z “osobą, która urodziła dziecko”. Tak właśnie wygląda prawo we Francji i w Polsce.

Wątpliwości kogo nazwać matką dziecka pojawiają się, kiedy rodzice przyjmujący dziecko chcą dokonać transkrypcji aktu urodzenia dziecka w kraju, którego są obywatelami. Założenie jest takie, że dziecko zostało urodzone przez surogatkę w kraju, w którym jest to legalne, umowa podpisana przez rodziców przyjmujących i matkę zastępczą jest wiążąca prawnie a matka zastępcza przyjęła za noszenie ciąży wynagrodzenie.

Zobacz też: Zabieg AH na zarodkach: wskazania, skuteczność, ryzyko

Francuski Sąd Kasacyjny prosi o opinię ETPC

Zapytanie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka to pierwszy przypadek skorzystania z protokołu 16 wprowadzonego do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka 1 sierpnia 2018 roku, który umożliwia Państwom – członkom wspólnoty zasięgnięcie opinii na temat interpretacji i wprowadzenia w życie praw i wolności określonych w Konwencji. Opinie mogą dotyczyć konkretnych spraw, które zawisły przed sądami i trybunałami państw ratyfikujących Konwencję.

Francuski sąd nie miał jasności, czy może odmówić transkrypcji aktu urodzenia i zdecydować się na wpisanie do aktu urodzenia jedynie nazwiska ojca przyjmującego dziecko, który jest jednocześnie dawcą nasienia, czyli biologicznym rodzicem. Nie jest jasne, czy ma znaczenie pochodzenie komórki jajowej, z której rozwinęło się dziecko – prawo opisuje matkę jako osobę, która dziecko urodziła, nie wspominając o DNA komórki jajowej.

Jeśli chodzi o komórkę jajową w surogacji, możliwości są trzy: w zapłodnieniu in vitro surogatki mogła być użyta jej własna komórka jajowa, komórka jajowa matki przyjmującej, albo komórka anonimowej dawczyni. Francuscy prawnicy zastanawiali się, czy matce przyjmującej należy udzielić prawa do adopcji dziecka, jeśli nie może zostać wpisana w akt urodzenia jako matka.

Wprowadzenie rozróżnienia na ciążę powstałą z wykorzystaniem komórki jajowej surogatki i komórki matki przyjmującej, oraz nadawanie  na tej podstawie praw rodzicielskich właścicielce komórki jest niebezpieczne. Potencjalnie daje możliwość ubiegania się o prawa rodzicielskie trzeciej kobiecie, która jako anonimowa dawczyni wsparła starającą się o dziecko parę i noszącą ciążę surogatkę własnym materiałem genetycznym.

Zobacz też: Bliźnięta poczęte dzięki in vitro mają dwóch ojców. Niesamowita historia niezwykłego rodzeństwa

Opinia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Z opinii Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka na temat Polski, która wydana została po zgłoszeniu Francji do ETPC, dowiadujemy się, że:

  • Dziecko ma swoje prawa, nie może być traktowane przedmiotowo i karane za to, że jego rodzice podjęli taką, a nie inną decyzję dotyczącą sposobu wydania go na świat. Pytanie o legalność surogacji należy zdecydowanie oddzielić od problemu statusu dziecka, która przyszła na świat w takich okolicznościach. Prawne i etyczne wątpliwości odnośnie surogacji nie mogą szkodzić interesom dziecka.
  • Należy doprecyzować w polskim prawie kwestię surogacji, ponieważ nie jest ona nigdzie omówiona wprost, a jedynie wynika z interpretacji prawnej definicji “matki”.
  • W kwestii transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci, które wydała na świat matka zastępcza, należy odwoływać się do precedensowego wyroku NSA, który zapadł ostatnio w Warszawie*.
  • Implementacja orzeczenia NSA jest niejasna w stosunku wszystkich par, a w szczególności w przypadku par jednopłciowych, które skorzystały z surogacji. W świetle polskiego prawa jedyną możliwą drogą jest rejestracja w akcie urodzenia ojca – dawcy nasienia, jako jedynego rodzica. Nie wiadomo jak miałaby przebiegać ta procedura w przypadku dwóch kobiet, z których żadna nie urodziła dziecka, natomiast jedna była dawczynią komórki jajowej.
  • Częściowa transkrypcja aktu urodzenia (kiedy tylko ojciec jest rodzicem, a przyjmująca matka uwzględniona w umowie z surogatką nie figuruje w akcie urodzenia) pozbawia dziecko części jego/ jej tożsamości i nie realizuje prawa dziecka do ochrony więzi rodzinnych i życia rodzinnego. Takie rozwiązanie stawia dziecko w gorszej pozycji w obliczu prawa cywilnego (dziedziczenie po matce przyjmującej) i publicznego (np. Nabycie obywatelstwa) . HFPC zwraca uwagę na to, że matka przyjmująca dziecko jest jedyną, które to dziecko pozna i w jego/jej ocenie będzie jedyną, prawdziwą matką, z którą będzie połączone silną więzią emocjonalną. Zdaniem Fundacji w Polsce potrzebne jest rozszerzenie pojęcia rodziny w taki sposób, by nie ograniczało się do biologicznego pokrewieństwa.

Zobacz też: Techniki wspomagania rozrodu na świecie – jak wygląda Polska na tle innych państw?

Precedensowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego – transkrypcja aktu urodzenia*

Sądy niższych instancji nie wyraziły zgody na transkrypcję hinduskiego aktu urodzenia dziecka, który zawierał dane tylko polskiego ojca. Matką biologiczną dziecka jest surogatka, która po urodzeniu dziecka, zgodnie z zawartą umową, zrzekła się do niego praw. Podstawą odmowy, w opinii sądów, było to, że akt urodzenia dziecka bez nazwiska matki nie jest zgodny z polskim prawem. Wyroki zostały uchylone przez Naczelny Sąd Administracyjny, który uzasadnił wyrok odwołując się do konwencji o prawach dziecka i konwencji o prawach człowieka. Według NSA naczelną zasadą polskiego prawa rodzinnego jest ochrona dobra dziecka oraz, że przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w Polsce regulują zarówno stan prawny dziecka, które posiada jedno z rodziców jak i dziecka, które pochodzi ze wspomaganej prokreacji.

Zobacz opinię Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Nowy numer e-magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

„To jest jak hazard”. Rozmowa o in vitro, adopcji i macierzyństwie z Izą, autorką „Krótkiego Bloga”

Blog o niepłodności
Iza zaczęła prowadzić bloga w najtrudniejszym dla niej okresie niepłodności – fot. Pixabay

Z Izą, autorką krótkiblog.pl, najbardziej poruszającego bloga o niepłodności, o jej drodze do macierzyństwa, rozmawiała Jolanta Drzewakowska.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Izo, poznałyśmy się osobiście kilka lat temu. Miałam wrażenie, że jesteś zmęczona, zrozpaczona i nierozumiana. Zmieniałaś pracę. Jak się wtedy czułaś, pamiętasz?

Byłam wtedy w samym środku czarnej dziury. Bez skutku robiłam monitoring za monitoringiem, transfer za transferem, całe życie podporządkowałam leczeniu. Co miesiąc wielka nadzieja zmieniała się w wielką rozpacz.

W pracy nikomu nie mówiłam o swoich problemach, ale co chwilę brałam zwolnienie, patrzyli na mnie podejrzanie. Nic się wtedy nie układało dobrze. Byłam chomikiem biegnącym w kole i nie widziałam wyjścia z tego koła. Dziś jestem daleko od tamtego miejsca.

Prowadzisz swój blog anonimowo – dlaczego? Czy w staraniach o dziecko jest coś tak intymnego? Czy dlatego, że można być całkowicie szczerym? Czy chodziło o jeszcze coś innego?

Odwracam drugie pytanie – a co nie jest intymne w staraniach o dziecko? Przecież to się jednak dzieje między rozłożonymi nogami… Nie jestem pruderyjna, ale in vitro zastąpiło nam kolację przy świecach i łóżko. Nasze starania o dziecko działy się na oczach i z pomocą personelu kliniki. To wystarczająco odebrało nam intymność.

Blog zaczęłam prowadzić jako pamiętnik w najtrudniejszym okresie niepłodności, na samym początku, gdy cała się temu sprzeciwiałam. Byłam rozżalona, nie chciałam o blogu powiedzieć nawet mężowi, żeby się nie martwił, w jak złym stanie jestem. Musiał być anonimowy i takim pozostał.

Pytasz, czy można być całkowicie szczerym. A jak piszesz swój pamiętnik, to jesteś w nim nieszczera? Zawsze bez cenzury rozgrzebywałam dobre i złe uczucia, anonimowość mi w tym pomagała, bo tych złych uczuć pod nazwiskiem zwyczajnie się wstydziłam. To było proste, póki nikt bloga nie czytał. Z czasem musiałam wziąć odpowiedzialność za swoje słowa, aby nikogo nie zranić, ale szczerości nie ubyło. Może delikatniej się wyrażałam.

Zobacz też: Blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Czy ktos kiedyś rozpoznał, że Iza z bloga to Ty?

Pewnie niejedna osoba, bo w pewnym momencie przestałam tak chorobliwie chronić anonimowość i na blogu zostawały drobne ślady, które pozwalały mnie namierzyć. Ale czytelniczki bloga to wyjątkowa społeczność, bardzo lojalna i empatyczna, nikt nigdy nie wykorzystał tego przeciwko mnie.

Raz zdarzyła się dziewczyna, która mnie zidentyfikowała i zaczęła w komentarzach podawać moje dane. Zmieniała co chwilę adres e-mail, nie byłam w stanie założyć filtra, aby system sam usuwał jej wypowiedzi. Wiesz, jak to się skończyło? Dziewczyny ją „zjadły”. Czekała na oklaski za swoje śledztwo, a dostała za swoje wypowiedzi po głowie od innych komentujących. W końcu odpuściła.

Ile lat staraliście się o dziecko?

Od momentu, kiedy padło naiwne hasło „zróbmy sobie dziecko”, do jego pojawienia się w domu minęło osiem lat.

Co było w tych staraniach najtrudniejsze?

Najtrudniejsze było nie samo in vitro, a początek leczenia. Wymówienie słowa „niepłodność” na głos. Decyzja o wizycie w klinice. Pierwsza inseminacja i pierwsza porażka. Byłam wtedy bardzo niepogodzona z moją historią.

Nie lubiłam przez to siebie, nie akceptowałam tego, co się dzieje, kim jestem. Na widok matki z dzieckiem potrafiłam rozpłakać się w autobusie pełnym ludzi. Myślę, że do leczenia trzeba się przygotować nie tylko fizycznie, ale także psychicznie, a na to prawie nikt nie ma pieniędzy i czasu. W tej kolejności właśnie: pieniędzy i czasu.

Bardzo trudne były też straty. Comiesięczna strata nadziei, utrata jednej ciąży, potem drugiej. Ale te utraty nie czekają na każdą niepłodną parę. A początek leczenia czeka na każdą z nich.

Zobacz też: Czy niepłodność może mieć dobre strony? Odpowiadają blogerki

Rozmowa z Tobą ukaże się w walentynkowym numerze magazynu. Muszę więc zapytać o Ciebie i Twojego męża. W jaki sposób przeszliście przez tak długi czas niepłodności, a w końcu bezpłodności?

Właśnie wtedy, gdy działo się to „najtrudniejsze w staraniach”, na początku leczenia, mogło się zdarzyć to najstraszniejsze. Rozżalenie i koncentracja na własnym nieszczęściu – w takich chwilach na próbę wystawione jest małżeństwo.

Mamy za sobą kryzys. Byliśmy o krok od rozstania, ale jedno nie wyobraża sobie życia bez drugiego i za wszelką cenę postanowiliśmy uratować to małżeństwo. Milion godzin rozmów oraz świadomość, że nic nie jest dane raz na zawsze sprawiły, że jesteśmy znacznie silniejsi jako para.

Finalnie lata starań o dziecko bardzo nas do siebie zbliżyły.

Co z jego strony było dla Ciebie najważniejsze, co najbardziej doceniałaś w jego zachowaniu?

Przez cały okres starań byliśmy w tym razem po uszy. Mąż był bardzo aktywnym pacjentem kliniki, choć problem tkwił po mojej stronie i w zasadzie nie musiałby się angażować. Poza tym, przez lata starań, był i nadal pozostał moim najlepszym przyjacielem.

Jak nikt inny rozumiał, co się dzieje, co czuję. Zawsze był tak blisko mnie, że potrafił czuć to samo. Gdy zdarzały nam się te niemieszczące się w sercach straty, nikt nie potrafił znaleźć lepszych słów niż mąż. Nie zastąpiłby go żaden psycholog.

Poza tym nasze życie nie było usłane przecież samymi smutkami. To bardzo pogodny człowiek, który potrafi cieszyć się drobiazgami. Mam dzięki niemu dobre życie, nauczył mnie dostrzegać dobre rzeczy w nawet w trudnych chwilach.

Z tego co pamiętam, nie wszystkim znajomym mówiłaś o swoich staraniach. Czy to później się zmieniło?

O staraniach wiedziało trochę znajomych i rodzina, ale całe środowisko współpracowników, z którym de facto spędzasz najwięcej czasu, nie miało pojęcia o niczym.

To się długo nie zmieniało z prostego względu – ludzie zwykle nie wiedzą, co powiedzieć, kiedy słyszą o in vitro, o poronieniach. Współczują, ale są skrępowani i nie są w stanie tego zrozumieć, jeśli sami przez to nie przeszli.

Nie widziałam powodu, aby o tym rozmawiać, aby być postrzegana przez pryzmat niepłodności i aby zapadała krępująca cisza. Nie chciałam ani współczucia, ani braku zrozumienia. Jednocześnie było to trudne – przez lata starania o dziecko zdominowały moje życie i to był dla mnie najważniejszy temat, w pracy zaczęłam uchodzić za milczka, ponuraka.

Zobacz też: Jak zachować optymizm w staraniach o dziecko? Radzą blogerki piszące o niepłodności

Kiedy zdałaś sobie sprawę: „biologicznego dziecka nie będę miała”?

Nigdy. Niestety taka pełna świadomość nie pojawia się nagle, a może nawet nie pojawia się nigdy. Robisz to in vitro, transfer za transferem, bo w końcu musi się udać, innym się przecież udaje.

Teraz wiem, że to jest jak hazard, grasz do ostatniej monety, a potem na kredyt, grasz póki nie wygrasz. Nie możesz przestać, cały czas dajesz sobie szansę. Gdybyśmy pewnego dnia doznali olśnienia, że nigdy nie będziemy biologicznego dziecka, wszystko byłoby łatwiejsze, a proces adopcyjny na pewno zaczęlibyśmy dużo wcześniej.

Tak się nie stało. Po dziewięciu transferach wcale nie przestaliśmy wierzyć, że kolejnym razem nie zajdę w ciążę. Zaczęliśmy jednak myśleć, że to nie jest nasza droga, tak się nie da żyć, trzeba wysiąść z tego koła dla chomików.

Czy wtedy zaczęliście myśleć o adopcji? Które z Was zaczęło ten temat?

O adopcji myśleliśmy już kilka lat wcześniej. Od zawsze była to dla nas alternatywa tak samo akceptowalna jak in vitro, nikt nie musiał nikogo przekonywać.

Pamiętam Twój tekst, w którym zastanawiałaś się, czy konieczne jest zakończenie leczenia, aby rozpocząć proces adopcyjny. Wydawało Ci się wtedy, że adopcja nie musi wykluczać leczenia. Jak na to patrzysz z obecnej perspektywy?

Wtedy myślałam o sobie i o własnym interesie. Czułam, jak ucieka mi czas i chciałam zwiększyć swoje szanse. Swoje, nie dziecka. Proces adopcyjny całkowicie zmienił moje myślenie.

Podczas wielu godzin rozmów z psychologami z ośrodka adopcyjnego zrozumiałam, że chodzi o dobro tego małego człowieka, a nie o własne szanse.

Dziś nie napisałabym takiego tekstu. Rozumiem jednak pary, które startują do ośrodków adopcyjnych, nie mając uregulowanych spraw z leczeniem. Na szczęście zwykle ich nieprzepracowana żałoba wychodzi podczas rozmów i są odpowiednio prowadzeni przez adopcyjnych psychologów.

Zobacz też: Jak przygotować się do leczenia niepłodności? Zobacz porady blogerek!

Czym zaskoczył Was proces adopcyjny? Przygotowania, formalności, czas trwania? Czy jeszcze coś innego?

Formalności oczywiście trochę było. W tym ciekawe, np. pierwszy raz w życiu siedziałam na kozetce u psychiatry, aby zdobyć zaświadczenie o braku przeciwwskazań do adopcji. Dla mnie problemem było także zdobycie opinii do adopcji od pracodawcy, bo nie znał on moich planów i nie zamierzałam się nimi dzielić.

W ośrodku adopcyjnym jednak pracują normalni ludzie i udało się to jakoś obejść. Poza tym papiery załatwiasz w biegu przez kilka tygodni i nie budzi to większych emocji. Po krótkim czasie już nie pamiętasz o takich drobiazgach.

Dla mnie największym i najmilszym zaskoczeniem było to, ile przyjemności sprawia mi ten proces. Myślałam, że do ośrodka trzeba (!) chodzić, a tymczasem do ośrodka chciałam (!) chodzić. W naszym ośrodku panuje wspaniała atmosfera. Między nami a prowadzącymi było dużo zaufania i życzliwości. Lubiłam te spotkania.

Jak emocjonalnie przechodzi się przez proces: już się nie leczę – adoptuję?

Duża ulga. Okazało się – sama byłam zaskoczona – że całkowicie odnajduję się w procesie adopcyjnym, mocno wczuwam w ten temat.

W trakcie przygotowań do adopcji przeżyłam wiele pięknych emocji, wiele razy popłakałam się ze wzruszenia. O ile idąc do ośrodka nie do końca wierzyłam w siebie jako matkę adopcyjną, o tyle proces adopcyjny obudził we mnie adopcyjną lwicę. 

I nagle styczeń 2018 roku, bardzo krótki wpis: „3-1miesięczny. Zdrowy. Piękny. Mamy synka. To już”. Jaki on jest? Ten syn. Długo czekaliście na ten telefon?

Od momentu pierwszego spotkania w ośrodku adopcyjnym – 3,5 roku. Od ukończenia szkolenia i zdobycia kwalifikacji – rok. Minęło jak z bicza strzelił.

Nasz syn jest – proszę inne mamy o wybaczenie – najwspanialszym chłopcem na świecie. Wyzwolił w nas uczucia, których nie znaliśmy. Jest bystrym i bardzo czułym maluszkiem. Zastanawiam się, co Ci powiedzieć, żeby nie spłycić tej laurki. To nie my go uczymy miłości, a on nas.

Zobacz też: „Dzięki temu, że jestem tak uparta i nie odpuszczam, mam synka”. Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko”

Jak rodzina i znajomi przyjęli decyzję o adopcji (reakcje na blogu widziałam, więc nie pytam:)? Kiedy im powiedzieliście?

Rodzina i bliscy znajomi należą do grona osób, które na bieżąco wiedziały o wszystkim, znali naszą decyzję chwilę po tym, jak podjęliśmy ją między sobą.

Dostaliśmy duże wsparcie, pełną akceptację. Zwłaszcza wsparcie rodziców jest ważne w procesie adopcyjnym, bo ich akceptacja to aprobata dziecka przez dziadków. My mamy to szczęście, że wnuk został powitany z olbrzymim entuzjazmem. Był długo oczekiwany. Wszyscy nasi bliscy podeszli do synka bez najmniejszych uprzedzeń.

Jak Ci jest z macierzyństwem? Czy spodziewałaś się właśnie tego, co się dzieje? Co jest najpiękniejsze?

Szczerze mówiąc, dawniej wyobrażałam sobie, że jak już będę miała ten rok macierzyńskiego, to nauczę się porządnie angielskiego i przeczytam stertę zaległych książek.

Na początku byłam znacznie bardziej nieporadna niż moje 3-miesięczne dziecko. Potrzebowałam trochę czasu, żeby poczuć się pewniej jako matka i co chwilę nie sprawdzać w Internecie rozmaitych głupot, np. „dlaczego dziecko ściąga kapcie?”. W końcu zaufałam swojej intuicji, i synkowi też, od tego momentu zaczęłam tak naprawdę cieszyć się tym macierzyństwem, a nie stresować wszystkim naokoło.

Co jest najpiękniejsze? Ile masz dla mnie miejsca w gazecie? Zmieszczą się te wielkie mokre pocałunki synka w mój wielki nos? Zmieszczą się jego paluszki zaciśnięte na moim palcu podczas zasypiania? Zmieści się maluch wtulający się z całych sił w ramiona? Jego bezgraniczne zaufanie, gdy zsuwa się z parapetu, bo wie, że go złapię? Jego całkowicie niewinna i bezinteresowna miłość?

A za co teraz cenisz swojego męża, już ojca?

Mojego męża poznałam z nowej strony. Ma genialny kontakt z synem, mimo że wraca późno z pracy i mają dla siebie mało czasu. Jeszcze nie zdąży zdjąć kurtki, a już bawi się z dzieckiem. Obaj lgną do siebie bardzo.

Mąż kompletnie oszalał na punkcie syna. To jest fascynujące, jak dorosły facet łatwo wchodzi w świat małego chłopca, jak sam zamienia się w małego chłopca. Cenię go bardzo za to, jaką bliskość potrafił stworzyć z dzieckiem.

Zobacz też: Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Jak przebiegły pierwsze święta z dzieckiem? Przyszedł przed Wielkanocą, ale czy odczułaś Boże Narodzenie z dzieckiem jako bardziej magiczne? Jeśli tak, to na czym ta magia polega?

Synek trafił do nas przed Wielkanocą. Mieszkamy daleko od rodziny i to właśnie na Wielkanoc pierwszy raz spotkaliśmy się wszyscy razem. Przeżyliśmy to wszyscy z dużym wzruszeniem. Wbrew moim obawom, w tłumnej rodzinie szybko odnalazło się też dziecko.

Do rodziny staramy się wyjeżdżać jak najczęściej, mały świetnie zna dziadków i przyjazd na Boże Narodzenie nie był już tak niezwykły jak ten na Wielkanoc.

Co do Bożego Narodzenia powinnam teraz powiedzieć, że to były najbardziej magiczne święta w moim życiu, ale kusi mnie, żeby powiedzieć prawdę. Synek był chory, do tego ząbkował i całe magiczne święta przepłakał nam na rękach…

Jak patrzysz na to z perspektywy kilku lat, to co Ci dało pisanie bloga?

Blog to jedna z najlepszych rzeczy, jaką dała mi niepłodność. Na początku miał być dla mnie wyłącznie autoterapią, ale nagle stał się miejscem spotkań świetnych ludzi, których może dużo dzieli, ale łączy wspólnota doświadczeń. Dzięki blogowi zrozumiałam, że nie jestem sama na świecie ze swoim cierpieniem i problemami. Potem dołączały kolejne kobiety, które dotąd także nie miały gdzie podzielić się swoją historią.

Kiedy tego najbardziej potrzebowałam, dostałam olbrzymie wsparcie od kobiet podobnych do mnie. Możliwe, że blog uchronił mnie przed depresją, a na pewno pomógł mi podnieść się z kolan, otrzepać z kurzu, wypiąć pierś do przodu i iść dalej. Co więcej, ta rzesza kobiet w ten sam sposób wspierała się nawzajem. Setki osób pocieszało tutaj setki innych osób, kibicowało, troszczyło się, trzymało kciuki za starania.

Już dawno przestałam cierpieć z powodu niepłodności, ale blog, mój nałóg, był jak regularne spotkania z gronem bliskich znajomych. Wiesz, co zrobiły dziewczyny z bloga? Jeszcze zanim zadzwonił ten telefon z ośrodka adopcyjnego, skrzyknęły się w sekrecie przede mną, zorganizowały wyprawkę i prezenty dla dziecka, jakich sama nigdy bym nie wymyśliła. Dostałam od nich rzeczy dla dziecka, jeszcze zanim ono się pojawiło. Popłakałam się wtedy, stałam nad kartonem z książeczkami, zabawkami, ubrankami i płakałam ze wzruszenia. Podobnie zachowały się, kiedy pojawił się w domu syn.

Dziewczyny z bloga są bardzo obecne w moim życiu każdego dnia, chociaż większości z nich nigdy nie spotkałam. Nigdy wystarczająco nie zdołałam im za to podziękować.

A co Ci daje teraz?

Na macierzyństwie blog ucierpiał chyba najbardziej, bo najzwyczajniej w świecie brakuje mi czasu, żeby z podobnym impetem pisać i uczestniczyć w życiu dziewczyn. Żałuję tego bardzo. Piszę mniej, raczej czytam rozmowy czytelniczek tuż przed zaśnięciem.

Ale spotkałam tam wspaniałe kobiety i znalazłam kilka bezcennych przyjaźni. Widujemy się, dzwonimy do siebie, planujemy razem wakacyjny urlop. Wirtualny blog niepostrzeżenie stał się realną częścią mojego życia.

Blog Izy znajdziesz TUTAJ

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawniczka i coach. Matka dwójki dzieci.

Dieta przy in vitro – czy sposób odżywiania ma znaczenie?

Dieta przy in vitro
Pary starające się o dziecko powinny poważnie rozważyć zmianę nawyków żywieniowych, które skutecznie zwiększą ich szansę na poczęcia dziecka – fot. Fotolia

To, co jemy, ma wpływ nie tylko na nasz wygląd i masę ciała, ale jak potwierdzają badania, również na płodność. Szczególnie przy zabiegach in vitro dieta jest bardzo ważna. Poddanie się stymulacji hormonalnej i przygotowanie do procedury to obciążenie dla organizmu
i dlatego powinien on być w jak najlepszej kondycji, co może zapewnić odpowiednia dieta.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy dieta płodności działa?

Po poradę do dietetyka często zgłaszają się osoby pragnące osiągnąć właściwą dla nich masę ciała lub poprawić stan zdrowia stosując dietę specjalistyczną. Dziś wiadomo, że właściwe odżywianie jest w stanie poprawić również płodność, o czym świadczyć mogą najnowsze doniesienia naukowe i coraz większa świadomość żywieniowa lekarzy oraz par starających się o dziecko.

Jednym z czynników zwiększających szansę na zajście w ciążę jest optymalna masa ciała. Kobiety o prawidłowej masie ciała szybciej zajdą w ciążę niż te z nadwagą czy niedowagą. Dostarczenie organizmowi odpowiednich ilości składników odżywczych i witamin poprawia ogólny stan zdrowia, a więc i jakość komórek jajowych.

Odpowiednie przyrosty masy ciała są równie ważne w przypadku mężczyzn. Nieprawidłowa masa ciała u mężczyzn, podobnie jak i u kobiet, przyczynia się do zaburzeń hormonalnych, które mogą być jedną z przyczyn niepłodności.

Zobacz też: 1,5 mln par ma problem z płodnością, a Ty?

Kiedy zmienić nawyki żywieniowe?

Zdrowe odżywianie powinno towarzyszyć nam przez całe życie. Zbalansowana dieta dostarczająca niezbędnych składników odżywczych utrzymuje ciało w dobrej kondycji
i zapewnia równowagę hormonalną organizmu. Jej zaburzenie może skutkować nieprawidłowościami funkcjonowania narządów wewnętrznych, w tym także organów układu płciowego.

Dysfunkcje hormonalne, zaburzenia metaboliczne, niedobory składników odżywczych oraz niedobory energetyczne mogą przyczynić się do problemów z plodnością bądź je nasilić.

Pary starające się o dziecko powinny poważnie rozważyć zmianę nawyków żywieniowych, które skutecznie zwiększą ich szansę na poczęcia dziecka. Edukacja żywieniowa powinna zacząć się możliwe jak najszybciej. Czas oczekiwania na efekty wprowadzonych prozdrowotnych zmian w sposobie odżywiania i życia jest kwestią bardzo indywidualną i uzależnioną od wielu czynników, choćby od stanu odżywienia organizmu.

W wielu wypadkach, jeżeli odpowiednio wcześnie zostaną zmienione nawyki żywieniowe, zapłodnienie drogą in vitro może okazać się niepotrzebne.

Zobacz też: Czy obecnie problem niepłodności męskiej to fakt czy mit?

Czego unikać?

Złe odżywianie nie tylko doprowadza do pogarszania się ogólnego stanu zdrowia, ale może także skutkować niepowodzeniem przy zabiegach in vitro lub zagrozić zdrowiu nowo narodzonego dziecka. Z oczywistych względów para starająca się o dziecko niezależnie od sposobu poczęcia powinna w swojej diecie unikać:

  • alkoholu
  • papierosów
  • tłuszczy „trans”
  • węglowodanów prostych
  • wysokoprzetworzonej żywności

Zobacz też: Dieta na poprawę jakości komórek jajowych

Czy istnieje uniwersalna dieta płodności?

Każda para decydująca się na zapłodnienie metodą in vitro ma zdiagnozowany inny problem związany z płodnością. Dieta powinna być przypisana ich indywidualnym potrzebom i być poprzedzona badaniami.

Oczywiście można sugerować się ogólnymi wytycznymi jakie towarzyszą dietom płodności (tzn. zwiększyć spożywanie produktów bogatych w omega3, witaminę E, witaminę D, cynk, żelazo, kwas foliowy itd.), ale doświadczony dietetyk po przeanalizowaniu badań będzie mógł określić których składników odżywczych i w jakich ilościach brakuje w obecnej diecie.

Działanie na „własną rękę” i stosowanie diety wg. własnego uznania może okazać się niewystarczająco efektywne, by poprawić stan płodności i przygotować się do zabiegu in vitro. Dlatego zalecane jest wykonanie kompletu badań i współpraca z lekarzami przygotowującymi do in vitro jak i dietetykiem. Wiele klinik oferuje kompleksowe przygotowanie do zapłodnienia pozaustrojowego z uwzględnieniem porad dietetyka, z czego warto skorzystać.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Ekspert

Mgr Aleksandra Dobrzyńska

Dietetyk Salve Medica.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.