Przejdź do treści

Historie z histeroskopią

histeroskopia
fot. Fotolia

Czym jest histeroskopia? Kiedy należy ją wykonać i jak można się do niej przygotować? No i najważniejsze – czy badanie ma wpływ na ciążę? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w rozmowie z dr n. med. Ewą Kurowską.

Na czym polega histeroskopia?

Jaka jest różnica między histerokopią diagnostyczną a histeroskopią operacyjną?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Histeroskopia to zabieg, który polega na tym, że do jamy macicy od strony pochwy przez szyjkę macicy wprowadza się histeroskop. Histeroskop  to długa rurka, na końcu której jest lampka oraz kamera, dzięki czemu na ekranie możemy oglądać to, co jest w środku – w jamie macicy, w kanale szyjki. Lekarz ogląda, jaki kształt ma jama macicy, jak wygląda endometrium, a także jaki jest przebieg kanału szyjki. Patrzy, czy nie znajdują się tam patologiczne skorupy – polipy, mięśniaki lub zrosty. W jamie macicy ogląda się ujścia maciczne jajowodu. Jeżeli one przepuszczają pęcherzyki powietrza jest to pośredni sygnał, że są one drożne. Dzięki temu można ocenić, czy jama macicy wygląda prawidłowo. I to właśnie jest histeroskopia diagnostyczna – wprowadza się jedynie histeroskop i sprawdza czy nie ma żadnych nieprawidłowości. Natomiast, jeżeli pacjentka zgłasza objawy plamienia czy krwawienia, robi się histeroskopię. Jeśli wtedy zostanie stwierdzona obecność polipa, mięśniaka, przegrody w jamie macicy czy zrostów, to wówczas należy je usunąć i wiąże się to już z operacją, a zatem jest to histeroskopia operacyjna.

Histeroskopia – kiedy jest wykonywana?

Histeroskopię diagnostyczną

najczęściej wykonuje się wówczas, gdy pacjentka zgłasza objawy nieprawidłowego plamienia lub krwawienia. Jego przyczyna nie jest znana nawet po badaniu dodatkowym, np. po badaniu ultrasonograficznym. Histeroskopię diagnostyczną można również wykonać, gdy pacjentka planuje poddać się in vitro (zapłodnieniu pozaustrojowemu). Zanim zacznie się narażać pacjentkę na koszty związane z takim zapłodnieniem, warto zweryfikować, czy na pewno jama macicy ma prawidłowy, anatomiczny kształt. Dzięki temu, pacjentka będzie miała większą szansę na skuteczność tej terapii wspomaganego rozrodu.

Histeroskopię operacyjną

wykonuje się wtedy, gdy już wiadomo, że w jamie macicy jest jakiś twór, który należy usunąć. Należy jednak zaznaczyć, że histeroskopia to jest taki zabieg, który w każdym momencie może się przerodzić z diagnostycznego w operacyjny lub odwrotnie.

CZYTAJ TAKŻE – Grunt to wierzyć, że się uda – historia z histeroskopią

Histeroskopia – jak się przygotować do tego zabiegu?

Do histeroskopii nie są wymagane żadne szczególne przygotowania. Większość lekarzy woli, by zabieg ten był wykonywany w pierwszej fazie cyklu. Czyli tuż po tym jak skończy się krwawienie, do 13-14 dnia cyklu. Jeżeli zabieg jest wykonywany w krótkim znieczuleniu dożylnym, w większości przypadków, pacjentka musi być na czczo, gdyż znieczulenie może spowodować odruch wymiotny i niepożądane komplikacje. Natomiast, coraz częściej histeroskopie diagnostyczne wykonuje się bez znieczulenia, bardzo cienkimi histeroskopami – w takim przypadku pacjentka nie musi być na czczo. W razie jakichkolwiek powikłań, takich jak uszkodzenie ciągłości ściany macicy, pacjentka jest przywożona do szpitala i musi być pod stałą obserwacją. W niektórych sytuacjach są wskazania, by zrobić operację w celu zaszycia otworu w jamie macicy – wtedy każdy posiłek, który pacjentka zjadła przed zabiegiem jest zagrożeniem.

Histeroskopia przed in vitro – czy zrobienie histeroskopii jest obowiązkowe?

Teoretycznie nie. Zależy to od lekarza, od badań dodatkowych oraz od historii choroby pacjentki. Natomiast, moze być sytuacja, że jest podejrzenie polipa lub pacjentka jest po dwóch poronieniach i nie wiadomo, jaka jest tego przyczyna – wówczas lekarz, który zajmuje się procedurami in vitro, kieruje pacjentkę do histeroskopii.

Histeroskopia – czy po kilku nieudanych próbach in vitro warto ją powtórzyć?

W zależności od tego, jakie były powody tych niepowodzeń. Jeżeli pacjentka miała histeroskopię i wszystko w jamie macicy wydaje się być w porządku, a mimo to nie udały jej się dwa lub trzy zapłodnienia pozaustrojowe, ale nie skończyły się zabiegiem wyłyżeczkowania jamy macicy – wówczas zakłada się, że w jamie macicy nic się nie zmieniło. Natomiast, gdy pacjentka nie miała nigdy histeroskopii i w procedurze in vitro lub samoistnie zachodzi w ciążę raz i ta ciąża sie roni, zachodzi drugi raz i ta ciąża rośnie do 10 czy 12 tygodni i dalej się nie rozwija, wtedy warto taką histeroskopię zrobić.

Histeroskopia – czy zbyt częste jej wykonywanie ma wpływ na kondycję szyjki macicy, a co za tym idzie – na donoszenie ciąży?

Oczywiście, że ma. Histeroskopia jest zabiegiem inwazyjnym i zależy też od tego, jakim sprzętem dysponuje dany lekarz. Istnieją bardzo cienkie histeroskopy, które są najmniej inwazyjne, ale niektórzy nie mają dostępu do najnowszego sprzętu. Ponadto, czasami wchodzi w grę nieumiejętność dokładnego poprowadzenia histeroskopu lub warunki anatomiczne pacjentki. Wpływa to na to, że nawet cienkim histeroskopem można uszkodzić ciągłość ścianki macicy czy szyjki macicy. Gruby histeroskop powoduje naruszenie mechanizmu zamykającego szyjkę macicy. Może mieć to wpływ na donoszenie ciąży oraz wydolność szyjki macicy w ciąży. Czasem wykonujemy histeroskopię i widzimy, że histeroskop średniej grubości, czyli 7mm przechodzi przez szyjkę bez żadnych problemów. To może świadczyć o tym, że w przyszłości ta szyjka będzie niewydolna.

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

Niewyraźne zdjęcie matki i dziecka /Ilustracja do tekstu: Dzień Matki a niepłodność
Fot.: Meghan Holmes/Unsplash.com

Kiedy Brytyjka Jody Day robiła prezentację na platformie TEDtalk, ścianę za sobą udekorowała nazwami, którymi bywa określana: szalona kociara, karierowiczka, czarownica, stara panna. Tak nazywana jest kobieta po 45. roku życia, która nie ma dzieci. To wystarczy, żeby zostać uznaną za niespełna rozumu miłośniczkę futrzaków. Tyle tylko, że Day jest bezdzietna na skutek okoliczności. Bezdzietność stała się dla niej bolesną rzeczywistością, opłakaną, przypłaconą depresją i rozczarowaniem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzięki spisowi powszechnemu wiemy, że jedna na cztery Irlandki urodzone w latach 60. ubiegłego wieku nie ma dzieci, to samo dotyczy jednej na trzy Niemki oraz jednej na pięć Brytyjek. Ile kobiet urodzonych w latach 70. i 80. pozostanie bezdzietnych, dowiemy się za kilka lat.

To sporo. To dwukrotnie więcej niż w poprzednim pokoleniu. Jednak mimo tych wskaźników jest coś wstydliwego w bezdzietności. Samotna kobieta w okolicach 50-tki budzi niepokój, bezdzietna tym bardziej. Coś z nią musi być nie tak, coś się w jej życiu potoczyło nie tak, jak powinno. Może rzucił ją mąż, może nie była dobrą żoną, może za bardzo skupiała się na sobie. Dlatego też doświadczeniem wielu bezdzietnych kobiet w średnim wieku jest ogromna samotność.

Dopiero od bardzo niedawna w internecie pojawiają się grupy, do których można zapukać, w których można spotkać osobę o podobnych przeżyciach.

CZYTAJ TEŻ: Ludzie tacy jak my. Sławy o bezdzietności

Bezdzietność nie z wyboru. Pustka nie do zastąpienia

Nie bez powodu internet stał się platformą, na której bezdzietne kobiety mogą się spotkać. W internecie można się nie wstydzić, można być sobą, można płakać, przeklinać i żalić się na swój los. Można wreszcie znaleźć wsparcie w przeżywaniu żałoby. Bo o ile kobiety bezdzietne z wyboru mogą czuć się dumne ze swojego życia i osiągnięć, do których doszły dzięki temu, że nie mają dzieci, kobiety bezdzietne z konieczności odczuwają porażkę. Bywa też tak, że niczym nie można wypełnić pustki, którą wywołuje brak dzieci. I nawet nie chodzi o to, że jest już za późno na karierę, że trudniej znaleźć partnera, kiedy ma się lat czterdzieści czy pięćdziesiąt – po prostu nic nie zastąpi dziecka. Osoby w podeszłym wieku rzadko trafiają na psychoterapię, ale zdarza się spotkać kobietę w siódmej dekadzie życia, która nadal cierpi z powodu swojej bezdzietności.

Podobnie jak w przypadku Jody Day, świadomość, że dzieci jednak się nie pojawią, przychodzi z czasem. I bardzo późno. Dopóki jest cień nadziei, dopóki kolejna klinika mówi, że jest jakiś procent szans na powodzenie, dopóty można się tego się trzymać. Ale przychodzi moment – 45. urodziny, dzieci koleżanki kończą szkołę średnią albo rozsypuje się związek – kiedy bezdzietność staje się faktem. Bezdzietność nie z wyboru. Jody Day na swoim blogu opisuje, w jaki sposób przechodziła kolejne etapy radzenia sobie z tą świadomością. Pisała między innymi, jak zmieniła się jej osobowość, z jak wielu relacji się wycofała i jak bardzo przytłoczyła ją codzienność.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Bezdzietność. Decyzja czy los?

W internecie do niedawna – jak zauważa Day – niezwykle łatwo było spotkać kobiety, które zdecydowały się na bezdzietność. Ich rzeczywistość jest jednak zasadniczo inna od tej, w której dzieci nie ma na skutek okoliczności. Problem dodatkowo się komplikuje, jeśli zastanowimy się, kim właściwie są bezdzietne kobiety i jak wiele z nich w rzeczywistości chciało zostać matkami.

Badania z 2010 roku pokazują, że jedynie 10% kobiet wybrało bezdzietność. Spośród pozostałych 90% zaledwie 9% kobiet pozostało bezdzietnych na skutek określonych problemów medycznych. To oznacza, że różne okoliczności życiowe, nie mniej ważne niż problemy medyczne, stanęły na drodze do macierzyństwa. Ograniczenia cielesne łatwiej zaakceptować niż fakt, że nie mamy kontroli również na wieloma innymi aspektami naszego życia.

Oprócz cierpiących w ciszy kobiet są też bezdzietni mężczyźni, jeszcze bardziej wycofani i zamknięci w sobie. Istnieją, choć niemal ich nie widać. Jedna z brytyjskich gazet zapytała 15 mężczyzn w wieku 49-82 lat o ich doświadczenie bezdzietności. Nie zostali ojcami z powodu problemów zdrowotnych, samotności lub rozpadających się związków albo po prostu dlatego, że sądzili, że mają jeszcze mnóstwo czasu na założenie rodziny. Jeden z mężczyzn nie został uznany na „materiał na ojca” przez swoją żonę, a partnerka innego panicznie bała się porodu. Powtarzające się w narracji wszystkich mężczyzn motywy wiązały się z brakiem zgody na żałobę. „Mężczyźni nie płaczą”. Nie skupiali się na swoich uczuciach, a bardziej na tym, czego nie udało im się osiągnąć.

Jak mówią mężczyźni, którzy nie doczekali się dzieci, pragnienie i żal przychodzą falami – często pod wpływem obserwacji innych mężczyzn. Działa to podobnie jak tykający zegar biologiczny kobiet. Jest wiele dróg, które prowadzą do bezdzietności. Nie ten czas, nie ten partner, nie ta praca, chemioterapia, która niszczy jajniki, nieznane przyczyny medyczne. Czasem nieśmiertelne hasło: „Nic nie dzieje się bez przyczyny” niczego nie tłumaczy i w niczym nie pomaga. Ale też nie ma nic w zamian. Czasem pozostaje zaakceptować to, co jest.


Bezdzietność nie z wyboru. Wasze historie

Ewa: Odpuściłam. Chcę spełnić marzenia niezwiązane z dzieckiem

Od ciągłego myślenia o staraniach można sfiksować. Jakiś czas temu odpuściłam. Żyję swoim życiem, robię to, co mnie nakręca. Cieszę się każdą chwilą, małymi rzeczami. Choć nadal jestem pod opieką lekarzy. Zdrowie jest najważniejsze. Chcę spełnić swoje marzenia niezwiązane z dzieckiem. Wszystkiego w życiu mieć nie można. Żyje się raz i trzeba brać życie garściami.

Monika: Wybraliśmy adopcję

Ja uważam, że życie bez dziecka nie ma sensu. Fakt, odpuściłam starania o biologiczne, ale podjęliśmy się adopcji. Nie żałuję, mam wspaniałego syna, a obecnie z wpadki jestem w 13. tygodniu ciąży. Kochaliśmy się, bo chcieliśmy, i samo wyszło, a syn się cieszy, że będzie braciszek.

Justyna: Mówię bezdzietności: „Nie”

Mówię bezdzietności: „Nie”. Mój mąż twierdzi, że nie musi [mieć dzieci – przyp. red.], ale ja na razie nie jestem na tym etapie i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Nie jest już tak, że całe życie podporządkowałam temu celowi, jeszcze rok temu tak było, a teraz nie, jestem pod opieką lekarza, ale już nie zgadzam się na żadne stymulacje, zostawiam to. Zaczynamy poważnie myśleć nad adopcją. Ale muszę do tego jeszcze dojrzeć…

Katarzyna: Bezdzietność nie z wyboru to scenariusz, który trzeba wziąć pod uwagę podczas starań

Uważam, że ten scenariusz bezdzietności dobrze brać pod uwagę od początku starań o dziecko. Wyznaczyć sobie drogę. Co się przechodzi najpierw, co, jeśli nie wyjdzie, itd.

Agnieszka: Doceniamy, że mamy siebie

Nie wszyscy mogą mieć wszystko… My nie będziemy dążyć za WSZELKĄ CENĘ. Doceniamy to, że mamy siebie, i staramy się nie stracić tej wartości z oczu.

Klaudia: Nie wyobrażam sobie nie być rodzicem

Z poprzednim partnerem miałam jasność, że jest bezpłodny. Dla mnie wtedy oczywiste były starania o adopcję w przyszłości. Z obecnym, już prawie mężem, wiemy, że starania mogą trwać, boleć, stresować. I wiemy, że nie zrezygnujemy z rodzicielstwa i w razie niepowodzeń nie będziemy załamywać rąk, jesteśmy bardzo otwarci na adopcję. Znam pary, które zdecydowały się na bezdzietność, i akurat te, których doświadczenia obserwuję, usiłują zatrzymać czas i być wiecznymi nastolatkami, beztrosko zakochanymi, a robią to ze strachu przed przemijaniem i bilansem. Może dlatego tak odczytuję życie tych par, bo sama nie wyobrażam sobie nie zostać rodzicem.

Joanna: Myśl, że może się nie uda, jest wciąż z tyłu głowy

Właściwie to przez kilka lat byłam pewna, że nigdy nie będziemy mieli dzieci. Moje problemy zdrowotne i leczenie (sterydy, immunosupresyjne leki) zaowocowały nastawieniem na nie. Tzn. skoro ja cierpię i jest ryzyko, że moje dziecko odziedziczy po mnie podobne problemy, to nie chcę. Czas mijał. Przyszedł jednak moment, w którym stwierdziłam, że tak naprawdę to oboje chcemy dzieci, poza tym nawet zdrowym rodzicom może się urodzić chore potomstwo. Od roku robimy zdrowotne „porządki” – ostatnie 2 miesiące bardzo intensywnie. Jednak myśl o tym, że może się nie uda, jest gdzieś z tyłu głowy.

Nie mamy żadnego planu, żadnej założonej liczby in vitro, po której przestaniemy próbować. Na razie w planie jest pierwsza inseminacja w maju. Widzę, jakim fajnym wujkiem jest mój mąż, i jestem przekonana, że będzie też fajnym tatą.

Sylwia: Myślę, że bezdzietność to scenariusz, które napisało życie

Tak, ostatnio coraz częściej myślę o bezdzietności, moja głowa ma po prostu dość ciągłych badań, wizyt w szpitalach, tabletek, pomiarów, wkłuć itd. Od niedawna, ale myślę, że życie napisało nam taki scenariusz.


Tekst ukazał się w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” 04/2018 (37). Wersję elektroniczną tego numeru możesz nabyć TUTAJ.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Celiakia a przedwczesna menopauza. Sprawdź, jak uchronić się przed ryzykiem!

Celiakia a przedwczesna menopauza /Na zdjęciu: Smutna kobieta siedzi na łóżku w zacienionym pokoju
Fot.: Xavier Sotomayor /Unsplash.com

Celiakia występuje u 1 proc. populacji na świecie, a w samej Polsce dotyka 380 tys. osób. Niezdiagnozowana i nieleczona powoduje szereg groźnych następstw zdrowotnych – także w obszarze płodności. Okazuje się, że może też przyspieszyć menopauzę. Jak to możliwe? Przeczytaj: celiakia a przedwczesna menopauza.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według danych Światowej Organizacji Gastroenterologicznej na celiakię choruje co setna osoba na świecie. Podobnie jest w Polsce, gdzie – zgodnie z szacunkami – na nietolerancję glutenu cierpi nawet 0,38 mln ludzi. To najpoważniejsza nietolerancja pokarmowa występująca u człowieka. Ignorowanie zaleceń dietetycznych lub zwykła niewiedza, że problem występuje także u nas, prowadzi nierzadko do poważnych zaburzeń pracy organizmu.

– W przypadku celiakii należy rygorystycznie unikać glutenu, białka zbożowego, które znajduje się w pszenicy, życie, owsie i jęczmieniu – mówiła agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Hanna Stolińska, dietetyk z Instytutu Żywności i Żywienia.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Nie możesz zajść w ciążę? Sprawdź, czy to nie celiakia!

Na celiakię choruje się przez całe życie. Brak diagnozy ma poważne skutki

Choć obiegowa opinia głosi, że celiakia jest chorobą wieku dziecięcego, w rzeczywistości choruje się na nią przez całe życie. Współczesna medycyna nie opracowała jeszcze metod, które pozwoliłyby na jej skuteczne wyleczenie. To oznacza, że dietę bezglutenową przy celiakii musimy stosować każdego dnia.

– Jeżeli ktoś ma celiakię, koniecznie musi zwracać uwagę na skład produktów. Tak naprawdę gluten może się znajdować wszędzie. Nawet, jeżeli produkt zawiera śladowe ilości glutenu, bo był produkowany w tej samej fabryce, co produkty glutenowe, musi być to oznaczone na opakowaniu – tłumaczy Hanna Stolińska.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że zaburzenia pokarmowe (wzdęcia, bóle brzucha i biegunka) to niejedyne powikłania, które wiążą się ze spożyciem glutenu przy celiakii. Nierzadko objawy ze strony przewodu pokarmowego są na tyle mało nasilone, że można nie powiązać ich z tą chorobą. Tymczasem niezdiagnozowana celiakia może prowadzić m.in. do wczesnej osteoporozy, zaburzeń płodności i poronień oraz rozwoju niektórych nowotworów (chłoniaków przewodu pokarmowego i jelita grubego). Jest też przyczyną uporczywych bólów głowy, niepłodności męskiej, reumatoidalnego zapalenia stawów, a nawet depresji i przedwczesnej menopauzy.

CZYTAJ TEŻ: Czy powinnam zrezygnować z glutenu? Zobacz najpopularniejsze objawy celiakii

Nieleczona celiakia a przedwczesna menopauza. Niebezpieczne związki

Warto mieć świadomość, że u osób, które cierpią na celiakię, spożycie glutenu (nawet w minimalnej ilości) prowadzi do uszkodzenia kosmków jelitowych. To zaś upośledza wchłanianie składników odżywczych, prowadząc do niedoborów, które nie pozostają bez wpływu na gospodarkę hormonalną.

U kobiet nieleczona celiakia wywołuje zaburzenia produkcji hormonów, w tym obniżenie poziomu estrogenów, co wiąże się z ryzykiem przedwczesnego wygasania czynności jajników. Zaburzeniom gospodarki hormonalnej, które przyczyniają się do przyspieszenia menopauzy, sprzyja także przewlekły stan zapalny organizmu towarzyszący nieleczonej celiakii.

POLECAMY: Badania genetyczne przed in vitro – celiakia. Jak ją wykryć?

Celiakia a przedwczesna menopauza. Przejdź na dietę bezglutenową, by zmniejszyć ryzyko

Jak wykazały badania prowadzone naukowców z neapolitańskiego Uniwersytetu Federico II (Włochy) na grupie 100 kobiet, niedobory wynikające z nieleczonej celiakii wiązały się 2-3 letnim przyspieszeniem okresu menopauzy. Dodatkowo badane z niezdiagnozowaną celiakią skarżyły się na dokuczliwe objawy towarzyszące przekwitaniu. Uderzenia gorąca, drażliwość, bóle mięśni i stawów, których doświadczały, były intensywniejsze niż u pań, które miały rozpoznaną chorobę i wyłączyły gluten z diety.

Odwołując się do wyników badań, eksperci podkreślają, że odpowiednio wczesne wykrycie celiakii i wdrożenie diety bezglutenowej  pozwala zminimalizować ryzyko przedwczesnej menopauzy. Badacze zaznaczają, że u właściwie leczonych kobiet zagrożenie przedwczesnym wygasaniem czynności jajników nie jest większe niż w ogólnej populacji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Choruję na Hashimoto – czy muszę być na diecie bezglutenowej?

Celiakia a przedwczesna menopauza. Nie ryzykuj – wykonaj badania

Aby uniknąć niebezpiecznych powikłań celiakii, kluczowa jest zatem szybka diagnoza. Potwierdzenie lub wykluczenie choroby umożliwia nam badanie serologiczne. Pomocne bywają także biopsja jelita cienkiego i testy genetyczne. Pozwalają też odróżnić celiakię od innych zaburzeń przyswajania glutenu: nadwrażliwości i alergii.

Badaniom na celiakię powinny się poddać nie tylko osoby, u których występują objawy celiakii, ale również te, które zmagają się z:

  • chorobami tarczycy,
  • zespołem jelita drażliwego,
  • zapaleniem opryszczkowym skory,
  • cukrzycą typu 1.

Grupą, która powinna rozważyć badania na celiakię, są także pacjenci, których krewni pierwszego stopnia mają diagnozę tego schorzenia (lub istnieje takie podejrzenie).

Źródło: newseria.pl, verywellhealth.com

POLECAMY RÓWNIEŻ: Płodność, ciąża a celiakia. Dieta bezglutenowa w staraniach o dziecko

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Niedoczynność tarczycy a zajście w ciążę

niedoczynność tarczycy a zajście w ciążę
fot. Fotolia

Niedoczynność tarczycy może nieść za sobą ryzyko wielu powikłań i utrudniać zajście w ciążę.  Co należy wiedzieć o tej chorobie tarczycy, gdy planujesz starania o dziecko?  

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tarczyca to nieparzysty gruczoł wydzielania wewnętrznego występujący u kręgowców. Wytwarza hormony (T3, T4 oraz kalcytoninę), wpływając na metabolizm i gospodarkę wapniowo-fosforową organizmu.

Niedoczynność tarczycy jest najczęstszą patologią tarczycy występującą u kobiet w wieku rozrodczym. Przyczyną może być autoimmunologiczne zapalenie tarczycy (m. in. choroba Hashimoto), nieprawidłowa budowa gruczołu, przyczyny jatrogenne (u pacjentek po operacji tarczycy) lub też działanie tzw. dysruptorów tarczycowych (substancji działających negatywnie na funkcję tarczycy – zawartych w roślinach kapustowatych, w zanieczyszczeniach powietrza, konserwantach żywności, kosmetykach itp.).

Zobacz także: Tarczyca a zajście w ciążę. Które choroby gruczołu zaburzają płodność?

Leczenie niedoczynności tarczycy

Obecnie Polska jest obszarem prawidłowego zaopatrzenia w jod i tylko wyjątkowo spotykana jest niedoczynność tarczycy wywołana niedoborem tego pierwiastka. Natomiast nadmiar jodu (u osób stosujących nieadekwatną suplementację jodem) może powodować powstanie lub narastanie stężenia przeciwciał przeciwtarczycowych.

Jawna (dająca objawy oraz obniżenie FT4) lub subkliniczna (brak objawów, FT4 w normie, jedynie podwyższenie TSH) niedoczynność tarczycy powinna być leczona przed zajściem w ciążę. Jedyną metodą leczenia jest podawanie preparatów lewotyroksyny (np. Euthyrox, Letrox). Leki zawierające połączenie lewotyroksyny i trijodotyroniny (w Polsce Novothyral) są przeciwwskazane w okresie ciąży, w zawiązku z tym powinno się je zmienić odpowiednio wcześniej.

Zobacz także: Szkodliwe związki w zdrowych warzywach. Jak goitrogeny wpływają na pracę tarczycy i płodność?

Wyrównanie czynności gruczołu tarczowego

W Polsce (zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego) uznawane jest, że pacjentka starająca się o ciążę powinna spełniać kryteria prawidłowego wyrównania czynności gruczołu tarczowego – TSH powinno wynosić poniżej 2,5mIU/l a FT4 mieścić się w górnej połowie normy.

Sporo zamieszania w tej problematyce wywołała aktualizacja rekomendacji amerykańskich ATA z 2016 roku. Na podstawie szeroko zakrojonych badań populacyjnych podniesiono górną granicę  normy TSH dla kobiet w ciąży do 4mIU/l. Za wskazanie do leczenia uznano TSH powyżej 4mIU/l lub 2,5 mIU/l przy rozpoznanej chorobie Hashimoto.

Zobacz także: TSH i zdrowa tarczyca – 5 faktów, które powinnaś znać

Niedoczynność tarczycy a zajście w ciążę

W Polsce stosowane są rekomendacje Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego, jednak zalecenia amerykańskie wskazują, że idealne (TSH < 2,5) wyrównanie funkcji tarczycy przed ciążą nie jest niezbędne do prawidłowego przebiegu ciąży i porodu. Dlatego też wydaje się, że długotrwałe zwlekanie z planowaniem ciąży do momentu osiągnięcia docelowych wyników TSH (oczywiście gdy TSH nie przekracza 4mlU/l), szczególnie u kobiet po 35r.ż. jest niepotrzebną stratą czasu reprodukcyjnego, a nie poprawia istotnie wyników położniczych.

Zupełnie inne jest podejście do pacjentek przystępujących do leczenia za pomocą technik wspomaganego rozrodu (inseminacja domaciczna, zapłodnienie pozaustrojowe). W takich sytuacjach bezwzględnie wymagane jest idealne wyrównanie czynności tarczycy z wartościami TSH<2,5mIU/l. Powoduje to zwiększenie odsetka uzyskanych ciąż nawet dwukrotnie (w stosunku do pacjentek z TSH>2,5mIU/l).

Autorka: dr n. med. Monika Szymańska, Centrum Płodności FertiMedica

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Logo FertiMedica

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Tokofobia, czyli lęk przed ciążą i porodem

Tokofobia, czyli lęk przed ciążą i porodem
fot. Materiały prasowe

Tokofobia, czyli lęk przed ciążą i porodem, bywa przyczynią bezdzietności. Poród u pacjentek z tą przypadłością kończy się zazwyczaj cesarskim cięciem. Czym dokładnie jest tokofobia i jakie jest jej podłoże?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Liczne badania, stan zdrowia dziecka i przyszły poród to naturalne przyczyny lęku przyszłej mamy. Kobieta, w której organizmie szaleją hormony, przejmuje się wszystkim – począwszy od wyboru ubranek dla malucha, a skończywszy na przebiegu porodu.

O ile niepokój jest integralną częścią ciąży, o tyle paniczny strach może świadczyć o poważnej chorobie zwanej tokofobią. O tym, jak radzić sobie ze strachem przed bólem porodowym opowiada Marzena Langner – Pawliczek, położna i ambasadorka Kampanii „Położna na medal”.

Zobacz także: Przeklinanie uśmierza ból

Różne oblicza bólu

Zgodnie z WHO ból to nieprzyjemne, zmysłowe i emocjonalne odczucie wywołane przez istniejące (lub emocjonalnie istniejące) zagrażające uszkodzenie tkanek lub narządów.

Chyba każdy człowiek, chociaż czasem zaprzecza, boi się bólu. Ze zjawiskiem bólu spotykamy się w różnych momentach życia. Zwykle występuje, gdy w naszym organizmie dzieje się coś złego. Jest sygnałem mobilizującym do szukania przyczyny naszych dolegliwości.

Ból jest nieodłącznym elementem porodu i w tym aspekcie ma on zupełnie inne znaczenie. W momencie, w którym kobieta zaczyna odczuwać regularne, narastające skurcze macicy, dziecko dostaje sygnał o zbliżającej się dla niego „podróży życia”.

Odczuwanie dolegliwości podczas porodu nie dotyczy tylko rodzącej kobiety, ale także rodzącego się dziecka. Ono także odczuwa stres związany z nową sytuacją oraz skurcze wypychającej go macicy. Na wizytach edukacyjnych, albo prowadząc poród, zawsze staram się uświadomić moim podopiecznym ten fakt. Dokładam wszelkich starań, aby ciężarne patrzyły na poród także – a może szczególnie – z perspektywy mającego się urodzić dziecka.

Ból postrzegany jest jako odczucie subiektywne. Każda osoba ma inny tzw. próg bólowy. Odczucia, w dużej mierze, zależą od indywidualnej wrażliwości, nastawienia psychicznego, długości oraz intensywności skurczu. Ważne jest także, czy poród rozpoczął się samoczynnie i przebiega bez stymulacji oksytocyną, czy jest mocno zmedykalizowany.

Medykalizacja, jako nienaturalny proces, może być przez rodzącą bardziej dotkliwie odczuwana. Z doświadczenia wiem, że wtedy pacjentki częściej domagają się łagodzenia dolegliwości, zwłaszcza środkami farmakologicznymi.

Zobacz także: Rola położnej jest nieoceniona – nie tylko podczas porodu!

Tokofobia, czyli lęk przed ciążą i porodem

Od kilkunastu lat w położnictwie funkcjonuje pojęcie TOKOFOBII.

Tokofobia, czyli lęk przed ciążą i porodem, znajduje się na liście fobii specyficznych (tzn. takich, w których lęk jest wywoływany przez jakiś konkretny czynnik czy sytuację).

Tokofobia może wpływać nie tylko na wybór sposobu urodzenia dziecka, ale i na całe życie doświadczającej jej pacjentki – w skrajnych przypadkach doświadczany przez kobietę lęk bywa tak silny, że aby tylko nie zostać ciężarną, całkowicie może ona unikać podejmowania kontaktów płciowych.

Tokofobią określa się niezwykle silny, niekontrolowany lęk dotyczący możliwości zajścia w ciążę oraz porodu dziecka. Pojęcie wywodzi się z greki (od słów tokos (poród) oraz phobos (silny lęk przed jakimś zjawiskiem). W terminologii psychiatryczno-psychologicznej termin pojawił się po raz pierwszy w 2000 roku w artykule w British Journal of Psychiatry. Szacunkowo od około 6 do 7% kobiet na świecie doświadcza tokofobii.

Zobacz także: Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach

Tokofobia pierwotna i wtórna

Pacjentki rodzące pierwszy raz nie mają doświadczenia dotyczącego bólu porodowego. Zwykle bazują na przekazach osób trzecich które, jak wspomniałam, mogą mieć zupełnie inne wrażenia z przebytego porodu. W takim przypadku pacjentka rodząca po raz pierwszy idzie do szpitala z jeszcze większym stresem i z  przekonaniem „nie dam rady”, „nie urodzę tego dziecka”.

Większe ryzyko wystąpienia problemu pojawia się u tych pacjentek, z którymi matki, siostry czy koleżanki dzieliły się negatywnymi wspomnieniami dotyczącymi czy to wyjątkowych trudności związanych z ciążą, czy też problemów okresu okołoporodowego, takich jak np. znaczne dolegliwości bólowe.

Inną postacią tokofobii jest wtórny lęk przed porodem, pojawiający się u kobiet, które już są matkami. Jego podłożem bywają zdarzenia doświadczone przez pacjentkę w przeszłości, takie jak trudny przebieg porodu (np. związany z silnym bólem), czy też znalezienie się pod opieką niedostatecznie troskliwego personelu medycznego. Ryzyko tokofobii wtórnej zwiększone jest też u pacjentek, które przebyły epizod depresji po porodzie lub poronieniu.

Zobacz także: Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Jak sobie radzić z tokofobią

Ważne jest, aby ciężarna w trakcie edukacji z położną rodzinną omówiła przebieg porodu oraz jego poszczególne fazy. Aby oswoiła się z faktem, że ból w trakcie porodu fizjologicznego jest czymś naturalnym. Aby uwierzyła w swoje siły i poprosiła o towarzystwo w tym ważnym dniu osobę, która będzie ją motywować, wspierać, a w razie potrzeby „postawi ją do pionu”. Gdy ciężarna osiągnie już pewien poziom wiedzy, można rozpocząć przygotowywać ją także fizycznie.

Ważne jest również nawiązanie dobrych relacji między rodzącą a personelem medycznym – zwłaszcza położną prowadzącą poród. Należy pamiętać, że nikomu z personelu nie zależy, aby poród trwał wieki. Wszystkim zależy przede wszystkim na tym, żeby był bezpieczny dla matki i dla dziecka, więc każdy będzie robić wszystko, aby tak było.

Położna na pewno poleci kilka sposobów łagodzenia dolegliwości bólowych. Gdy prowadzę poród, sama sugeruję, a czasem wręcz namawiam do szukania metody łagodzenia dolegliwości, aby przetrwać ten trudny i, mimo wszystko, piękny czas.

Zobacz także: Niepłodność wtórna. Czy komplikacje podczas porodu mogą uniemożliwić zajście w kolejną w ciążę?

Jak łagodzić ból porodowy?

Istnieją dwie grupy metod łagodzenia bólu: metody niefarmakologiczne i metody  farmakologiczne. Ćwiczenia, masaż, technika oddychania, relaksacja, chodzenie, zmiany pozycji ciała, immersja wodna, także korzystanie z piłek, worków sako doskonale wpływa na rozładowanie stresu porodowego. Jest to grupa niefarmakologiczna. Można jeszcze do tej grupy zaliczyć aromaterapię, akupunkturę, akupresurę (większość jest dostępna na blokach porodowych). Te metody praktycznie nie dają żadnych skutków ubocznych dla matki czy dziecka.

Do farmakologicznych metod należy znieczulenie zewnątrzoponowe, analgezja wziewna czyli popularny gaz rozweselający (entonox) oraz sporadycznie podawane opioidy.

Metody farmakologiczne są bardziej skuteczne, ale niosą za sobą zawsze ryzyko powikłań. Dlatego jako pierwsze powinny być proponowane naturalne metody walki z bólem.

Podsumowując, istotne jest dostosowanie metody do potrzeby rodzącej kobiety, do jej progu bólu, stanu fizycznego z zachowaniem bezpieczeństwa dla rodzącej oraz rodzącego się dziecka. Większość kobiet doskonale radzi sobie z bólem w trakcie porodu szczególnie, jeśli jest to poród, który rozpoczął się spontanicznie, a wspierająca ją osoba jest dostatecznie przygotowana i zmotywowana do pomocy. Osoba ta musi mieć świadomość, że poród może potrwać i trzeba wykazać się cierpliwością, aby nie dokładać stresu rodzącej swoim zachowaniem.

Wiem, że rodzące potrafią wiele. Dlatego trzeba do porodu iść z „amerykańskim” nastawieniem do życia i na pewno dacie radę. Powodzenia.

Zobacz także: Kto zostanie najlepszą położną w Polsce? Zadecyduj!

Położna na Medal

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, piątej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2018 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2018 roku. Oddawanie głosów odbywa się na stronie www.poloznanamedal2018.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

Tu kupisz najnowszą e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.