Przejdź do treści

Gwiazdy z endometriozą. Poznaj ich historie

gwiazdy z endometriozą
WIkipedia - domena publicza

Endometrioza to nie wyrok, można z nią żyć! O swoich zmaganiach i przemyśleniach na temat choroby opowiadają też gwiazdy. Głos w tej sprawie zdecydowały się zabrać między innymi Whoopi Goldberg, Lena Dunham i Susan Saradon.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza może dotknąć każdą kobietę, bez względu na pochodzenie, status czy objętość portfela. Z tym zaburzeniem miała do czynienia między innymi Hillary Clinton – 67. sekretarz stanu i główna konkurentka Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA w 2016 roku. Clinton miała problemy z zajściem w ciążę, swoją jedyną córkę Chelsea urodziła w wieku 33 lat.

Marilyn Monroe do dzisiaj dla wielu pozostaje symbolem seksu i kobiecości. Jednak mało kto wie, że prawdopodobnie przez większość swojego dorosłego życia cierpiała na endometriozę. Kilkakrotnie była w ciąży, nigdy jednak nie udało jej się urodzić dziecka. Wokół śmierci aktorki krąży wiele plotek, niektórzy uważają, że pośrednią przyczyną zgonu była właśnie endometrioza. Gwiazda była bowiem uzależniona od tabletek przeciwbólowych, które zażywała prawdopodobnie ze względu na silne bóle towarzyszące zaburzeniu.

Whoopi Goldberg

Do popularnych kobiet zmagających się z endometriozą zalicza się również aktorka komediowa i piosenkarka Whoopi Goldberg, laureatka Oscara za drugoplanową rolę w filmie „Uwierz w ducha”.

– Posłuchajcie, jest jedna rzecz, o której chciałabym dziś opowiedzieć. Endometriozę wyryto u mnie 30 lat temu. Miałam wiele szczęścia. Trafiłam na kompetentnego lekarza, który wiedział co się ze mną dzieje – ujawniła aktorka w 2009 roku podczas Blosson Ball.

 To wstrząsające, jak niewiele kobiet jest świadomych, czym jest endometrioza i jak negatywnie wpływa na życie seksualne czy stan psychiczny. To żaden wymysł, to choroba, która wymaga medycznego podejścia – apelowała Whoopi Goldberg.

Susan Sarandon

O ciężkich doświadczeniach z endometriozą zdecydowała się również głośno powiedzieć amerykańska aktorka, zdobywczyni Oscara i ambasadorka dobrej wolu UNICEF Susan Sarandon. Temat zaburzenia poruszyła podczas Blossom Night w 2011 roku – To nie jest w porządku, kiedy jesteś przykuta do łóżka 2-3 dni w miesiącu, odczuwanie bólu podczas seksu nie jest w porządku – mówiła wówczas. Gwiazda zdradziła, że była posądzana o zmyślanie dolegliwości.

Kilkakrotnie słyszałam, że symuluję chorobę, dopóki endometrioza nie została potwierdzona laparoskopią – powiedziała.

Lena Dunham

– Mój ból – fizyczny – odwracał uwagę od głębszego cierpienia – emocjonalnego, duchowego – i stał się ostatecznym usprawiedliwieniem. Miałam dwa tryby: pracy i cierpienia. Byłam przekonana, że jest w tym jakaś szlachetność. Z pewnością była to rutyna – tak o swoich doświadczeniach z endometriozą opowiada aktorka Lena Dunham. Jak przyznaje, na początku z chorobą walczyła za pomocą diety i jogi. W roku 2017 aktorka zdecydowała się na operację.

Emma Bunton

Inną popularną gwiazdą, która zmagała się z endometriozą była Emma Bunton, wokalistka popularnego w latach 90-tych zespołu Spice Girls. O chorobie dowiedziała się w wieku 25 lat. – Zawsze myślałam, że silny ból podczas krwawienia miesiączkowego jest normalny. Jednak ból zawsze ma swoją przyczynę – wyznała.

Zobacz także:

Lena Dunham o wygranej z endometriozą – uwolniła się od bólu!

Nieleczona endometrioza może doprowadzić do trwałej niepłodności

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Onet, Endometriosis Foundation Of AmerciaEndometriosis.orgMamaMia.co

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Skuteczne leczenie endometriozy w zasięgu ręki? Ta terapia może zapewnić życie bez bólu tysiącom kobiet

skuteczne leczenie endometriozy
fot. Fotolia

Bioinżynierzy są coraz bliżej opracowania skutecznej terapii w leczeniu endometriozy. Amerykańscy eksperci twierdzą, że są w stanie zastąpić uszkodzone komórki endometrium zdrowymi komórkami pochodzącymi ze skóry bądź krwi pacjentki.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza to stan, w którym błona śluzowa macicy znajduje się poza jej naturalnym umiejscowieniem. Może występować np. w pęcherzu, miednicy, na jajowodach, a nawet w oczach czy mózgu, powodując przy tym zazwyczaj ogromny ból.

W przeszłości lekarze podejmowali próby przeszczepiania macic u pacjentek chorujących na endometriozę, jednak w wielu przypadkach operacje kończyły się odrzuceniem organu. Obecnie złotym standardem w leczeniu jest laparoskopia. Terapia ta nie gwarantuje jednak całkowitej ochrony przed ponownym powstaniem zrostów.

Zobacz także: Rewolucja w leczeniu endometriozy i raka szyjki macicy? Glistnik jaskółcze ziele pod lupą polskich naukowców

Skuteczne leczenie endometriozy na wyciągnięcie ręki?

Naukowcy z Northwestern Medicine dowiedli, że niektóre komórki macierzyste można zaprogramować tak, aby przekształciły się w zdrowe jednostki zdolne do naprawiania komórek chorobotwórczych. Tak wyhodowane w warunkach laboratoryjnych komórki mogłyby być następnie umieszczone w macicy. Naukowcy twierdzą, że dzięki opracowanej przez nich metodzie odrzucenie tkanek będzie praktycznie niemożliwe, a kobiety będą mogły żyć bez bólu.

– To ogromne [odkrycie – red.]. Właśnie otworzyliśmy drzwi do leczenia endometriozy – powiedział autor badania, dr Serdar Bulun, który od 25 lat bada metody leczenia tej kobiecej choroby.

– Kobiety z endometriozą zaczynają cierpieć w bardzo młodym wieku. Dochodzi do tego, że licealistki uzależniają się od opioidów, co całkowicie niszczy ich perspektywy na przyszłość i życie towarzyskie – zauważa dr Bulun.

Naukowiec ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości lekarze będą w stanie tworzyć całe macice za pomocą terapii opartej na ludzkich komórkach pluripotencjalnych, a następnie umieszczać je w miejsce nieprawidłowo funkcjonujących organów.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail, Kopalnia Wiedzy, The Sun

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Ginekolodzy mówili, że ma boleć. Uwierzyłam, że nic mi nie jest”. Jak endometrioza zmieniła życie Joanny?

Endometrioza - historia Joanny
fot. Fotolia

Joanna przez lata była wprowadzana przez lekarzy w błąd. Ginekolodzy najpierw nie umieli zdiagnozować choroby, a później zapewniali, że wykryta u Joanny torbiel jest mała i niegroźna. W rzeczywistości kobieta miała już endometriozę IV stopnia. Jak to wpłynęło na jej życie i plany macierzyńskie?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

We wrześniu 2014 r. będąc w 6-tym tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z silnym bólem brzucha i dużym krwawieniem. Na miejscu okazało się, że poroniłam. Była to moja pierwsza i jedyna ciąża. To właśnie wtedy, choć nie od razu, okazało się, że mam endometriozę.

W szpitalu dowiedziałam się jedynie, że poroniłam, a lekarze muszą poczekać z przeprowadzeniem zabiegu łyżeczkowania, ponieważ mam coś w prawym jajniku. Nie wiedzieli jednak, co to.

Następnego dnia miałam wykonany zabieg i niczego więcej się wówczas nie dowiedziałam. Wiedziałam jedynie, że mam coś w prawym jajniku. Zostałam wypisana do domu, a przy najbliższej wizycie kontrolnej u lekarza ginekologa dowiedziałam się, że wszystko jest dobrze. Miałam torbiel na prawym jajniku, jednak jak mówiono, jest mała i nic nie należy z nią robić. Mimo wszystko lekarz przepisał mi jakieś tabletki na miesiąc, informując, że być może pomogą i że jest szansa na to, że torbiel się zmniejszy.

Na kolejnej wizycie okazało się, że torbiel nie tylko się nie zmniejszyła, ale na dodatek urosła! Lekarz nadal nie widział w tym niczego nadzwyczajnego, i zupełnie od niechcenia rzucił tylko, że jest to pewnie torbiel endometrialna. Wówczas nie wiedziałam czym jest endometrioza, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej chorobie.

Byłam zaniepokojona i chciałam się dowiedzieć od lekarza, czy powinnam być operowana. Dowiedziałam się wtedy, że nie ma takiej potrzeby, że jest to przecież nieduża torbiel, a więc nieoperowalna. Usłyszałam też, że staram się o dziecko, a ciąża przecież leczy takie torbiele. Wiedzę na temat endometriozy musiałam zdobywać samodzielnie. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu, wszystko zaczęło powoli składać się w jedną sensowną całość…

Zobacz także: Jak endometrioza zmienia życie? Opowiadają pacjentki Miracolo

Endometrioza – historia Joanny

Od zawsze miałam bardzo bolące i obfite miesiączki, w związku z czym przez kilka lat brałam różne tabletki antykoncepcyjne, które miały mi pomóc w zmniejszeniu bólu. Prawda jest jednak taka, że nie widziałam różnicy, dlatego też po kilu latach podjęłam decyzję o zaprzestaniu ich brania.

Ponadto próbowałam różnych innych metod, środków, ziół, jednak nic mi nie pomagało. Ginekolodzy najczęściej rozkładali ręce i mówili, że tak ma być, że ma boleć. Niektórzy dawali wprost do zrozumienia, że wymyślam, przesadzam, ponieważ każdą kobietę boli podczas miesiączki i nie ma w tym niczego dziwnego.

Niektórzy sugerowali, że przejdzie po urodzeniu dziecka, inni, że taka jest już natura kobiety. Przez lata spotkałam się z szeregiem mniej lub bardziej niekonstruktywnych, niemiłych i nieżyczliwych uwag ze strony lekarzy ginekologów. Żaden z nich nie był nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany, aby znaleźć źródło mojego bólu. Nigdy żaden z nich nie wspominał o endometriozie. Jedyną „pomoc”, jaką mogli mi zaoferować, to tabletki antykoncepcyjne i silne środki przeciwbólowe.

Ja sama także w to uwierzyłam. Uwierzyłam im, że nic nie można z tym zrobić i nic mi nie jest, poza tym, że nieludzko boli. Po tylu latach powtarzania przez lekarzy jednego i tego samego, wiedziałam już tylko jedno: boli, bo ma boleć, a to, że boli mnie bardziej niż innych – tak widocznie już mam.

Diagnoza, a raczej podejrzenie i pierwsza wzmianka na temat endometriozy padła dopiero w 2014 r. na wizycie kontrolnej u ginekologa (po poronieniu), gdy okazało się, że mam torbiel (najprawdopodobniej endometrialną). W tamtej chwili nie wiedziałam jeszcze czym jest endometrioza – z jednej strony czytałam, że to bardzo poważna choroba i nieleczona może prowadzić do niepłodności, a przecież staram się o dziecko, na dodatek dopiero co poroniłam. Z drugiej strony lekarz mówił, że wszytko jest dobrze, że to tylko mała torbiel, nieoperacyjna i niegroźna.

W tamtym czasie miałam absolutny mętlik w głowie i nie wiedziałam, co robić. Zastanawiałam się, czy faktycznie powinnam być spokojna i słuchać lekarza. Jednak torbiel rosła z miesiąca na miesiąc. Dopiero po dwóch latach (tj. pod koniec w 2016 r.) i odwiedzeniu kilku ginekologów natrafiłam na ginekologa, który stwierdził, że torbiel należy operować laparoskopowo w trybie pilnym, ponieważ jest bardzo duża, może pęknąć w każdej chwili, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia.

Zobacz także: „Kiedy kobieta słyszy diagnozę: endometrioza, wszystko się zmienia”. Historia Anny

Traumatyczna laparoskopia i usunięcie jajnika

W styczniu 2017 r. miałam przeprowadzoną laparoskopię. Wiedziałam już czym jest endometrioza. Zdawałam sobie sprawę, że to trudna i nieuleczalna choroba, jednak sama laparoskopia wydawała mi się prostym i nieskomplikowanym zabiegiem. Tak przynajmniej przedstawił mi to lekarz ginekolog, który miał przeprowadzić zabieg. Poinformował mnie, że to prosty i małoinwazyjny zabieg, polegający na usunięciu torbieli na jajniku.

Podeszłam więc do sprawy na spokojnie, nie zastanawiając się wiele i nie analizując niczego. Wiele kobiet dookoła miało tego typu zabiegi i nic im nie jest. Z takim właśnie podejściem, zupełnie nieprzygotowana emocjonalnie i wprowadzona w błąd przez lekarza, podeszłam do laparoskopii. Plan był prosty: usuną mi torbiel i po kłopocie.

Jakże wielkie było moje zdziwienie po przebudzeniu, kiedy od lekarza dowiedziałam się, że torbiel została usunięta, mam IV stopień endometriozy, wiele ognisk endometrialnych rozsianych po całej otrzewnej, w tym m.in. na jelitach i wyrostku robaczkowym.  Na domiar złego, lekarz, jakby od niechcenia poinformował, że usunął mi cały jajnik wraz z tą torbielą. Byłam w szoku. Nie byłam przygotowana na taki scenariusz. Przecież lekarz zapewniał, że to rutynowy i prosty zabieg. Jak to możliwe, że lekarze przez 2 lata zapewniali mnie, że w ogóle nie ma potrzeby operować, że to taka sobie nieistotna, mała i nieoperacyjna torbiel, z którą można sobie chodzić?

Podczas operacji usunięto mi jedynie torbiel (wraz z całym jajnikiem!), lekarz nie ruszył pozostałych ognisk endometrialnych, bo „bał się, że uszkodzi inne organy”.

Zobacz także: Endometrioza utrudnia Agnieszce zajście w ciążę. Po operacji odrodziła się w niej nadzieja

„Przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”

I tak oto po wielu latach dowiedziałam się, że mój stan jest na tyle poważny, że już nic więcej dla mnie nie mogą zrobić. Co gorsza – nikt nie może nic zrobić, bo przecież endometrioza jest nieuleczalna. Pewne było też, że zaczną powstawać kolejne torbiele i zmiany. I kolejny raz w życiu niczego nie rozumiałam.  Na moje zdziwienie lekarz odparł jedynie: „przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”.

Przez większość życia obserwowałam u ginekologów podobne podejście – „ma pani okres, to ma boleć”. Więc i stanowisko lekarza operującego mnie nie było dla mnie zaskoczeniem – bardzo wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie mogę niczego więcej oczekiwać.

Myślę, że podstawowym problemem jest brak wiedzy lekarzy na temat tej choroby, a co za tym idzie niemożność udzielenia pomocy.

Dlatego lekarz, na którego trafiłam, był absolutnie bezradny i zagubiony. I zupełnie nieodpowiedzialnie i mylnie założył, że skoro on nie może mi pomóc, to nikt inny nie może. Dał mi jasno do zrozumienia, że zrobił wszystko co mógł, a mógł przecież niewiele, bo to ja mam endometriozę IV stopnia, co oznacza, że sytuacja jest beznadziejna.

Na wizycie kontrolnej u lekarza, który mnie operował, dopytywałam, czy istnieją jakiekolwiek formy leczenia. Usłyszałam, że skoro staram się o dziecko, to nie ma żadnej opcji. Jeśli natomiast nie planuję dziecka, pan doktor zaproponował wypisanie Visanne. Na moje pytanie, czy w takim przypadku powinnam się zgłosić do kliniki leczenia niepłodności i podejść do in vitro – usłyszałam, że nie ma takiej potrzeby, że wiele kobiet po laparoskopii w krótkim czasie naturalnie zaszło w ciążę.

Obecnie już wiem, że nie jest to tak proste i w przypadku IV stopnia endomentriozy ze zmianami głębokonaciekającymi, licznymi ogniskami endometrialnymi, zrostami, jednym jajnikiem i przy tak niskiej rezerwie jajnikowej zapłodnienie naturalne jest praktycznie niemożliwe. Od kilku lekarzy usłyszałam, że nie mam najmniejszych szans na zajście w ciążę i jedynie in vitro daje niewielką szansę na powodzenie.

Stwierdziłam, że szczęściu trzeba trochę pomóc, a jedno drugiego nie wyklucza. Mogę starać się o ciążę w sposób naturalny i jednocześnie podejść jak najszybciej do in vitro, aby nie tracić już więcej czasu i możliwości.

Zobacz także: „Endometriozie zawdzięczam obecną siebie”. Historia Kasi

Podejście do in vitro i kolejne rozczarowania

W lutym 2017 r. zgłosiłam się do kliniki leczenia niepłodności w celu podejścia do zabiegu in vitro. Był to kolejny etap w moim życiu i kolejna lekcja, która pokazała mi, że nie da się niczego zaplanować, a tym bardziej nie można być niczego pewnym. I tym razem myślałam, że oddając się w ręce lekarzy, oddaję się w ręce specjalistów w danej dziedzinie. Niestety po raz kolejny się rozczarowałam.

Przez ponad rok lekarzowi prowadzącemu nie udało się skompletować badań wymaganych do in vitro. Przez ponad rok leczył mnie kilkukrotnie antybiotykami na różnego rodzaju stany zapalne. Wcześniej nie miałam tego typu problemów, ale lekarz zadecydował, że trzeba mnie przeleczyć. Taką taktykę przyjmował przez ponad rok (wszystkimi możliwymi antybiotykami!), aż w końcu stwierdził, że w sumie nie wie, co mi jest i że powinnam udać się do urologa. Urolog natomiast stwierdził, że zupełnie niepotrzebnie przyjmowałam te antybiotyki. Uznał, że to zapewne problemy ginekologiczne i odesłał mnie do ginekologa.

Stwierdziłam, że moja cierpliwość i kredyt zaufania zostały już dawno wyczerpane. Jednocześnie czułam się coraz gorzej, o ciąży nie było mowy, o podejściu do in vitro także – postanowiłam szukać zupełnie innych rozwiązań (na szczęście nadal wierzyłam, że jakieś są, wbrew temu, co mówili mi lekarze).

Zobacz także: „Moim marzeniem jest normalne życie”. Wesprzyj zbiórkę Ani na operację endometriozy

Zajęły się mną osoby, które wiedzą, o czym mówią

Laparoskopia miała mi pomóc, miała zmniejszyć bóle spowodowane przez endometriozę, ja jednak czułam się coraz gorzej. Zaczęłam szukać informacji na temat alternatywnych metod leczenia endometriozy i przypadkiem natrafiłam na facebooku na wykład dr Olka z Miracolo Clinic.

To było kolejne zaskoczenie i wielkie zdziwienie. Do tej pory słyszałam jedynie, że z endometriozy się „nie wychodzi”, że jest nieuleczalna i ma boleć. Krok po kroku dowiadywałam się z wykładów dr Olka o zupełnie innym podejściu do endometriozy.

Dowiedziałam się także, że ogniska endometrialne, które ja mam, a które według wielu lekarzy są nieoperowalne, są z powodzeniem operowane przez wskazanego doktora i jego zespół z Miracolo Clinic przy pomocy nowoczesnych narzędzi, w tym noża plazmowego. Była to dla mnie nie tylko nowość, ale i duże zaskoczenie. Dlaczego o tym nie wiedzą lekarze (a przynajmniej ci, u których ja się leczyłam)? Dlaczego ich to nie interesuje i dlaczego tak uparcie powtarzają, że nie da się z tym nic zrobić? Odpowiedzi do dnia dzisiejszego nie znam.

Bardzo szybko podjęłam decyzję o tym, aby poddać się kolejnej laparoskopii. Jednak tym razem była to decyzja świadoma i wiedziałam już czemu ma służyć operacja i jakie mogą być skutki uboczne, jak i korzyści takiej operacji.

Skontaktowałam się z Miracolo Clinic i w bardzo krótkim czasie udało się nam ustalić wszystkie szczegóły potrzebne do przeprowadzenia laparoskopii, która odbyła się niebawem w Warszawie. Wszystko poszło niezwykle sprawnie, a ja przez cały ten czas miałam poczucie, że zajmują się mną osoby, które naprawdę wiedzą, o czym mówią. Cały zespół zrobił na mnie wielkie wrażenie, ponieważ to nie tylko profesjonaliści, ale przede wszystkim osoby zainteresowane tym, co robią.

Teraz od laparoskopii upłynęło już 9 miesięcy. Zauważam duże zmiany. Zmniejszyły się dolegliwości bólowe, czuję się znacznie lepiej. Prócz tego zmieniłam także w swoim życiu sporo, w tym sposób żywienia.

W zmianie sposobu żywienia pomógł mi dietetyk z Miracolo Clinic, który po laparoskopii opracował dla mnie terapię żywieniową, trwającą 7 tygodni. Przez cały ten czas był w kontakcie ze mną. To bardzo pomogło mi w nauczeniu się i wdrożeniu nowego sposobu żywienia, który stał się moją codziennością. Uważam, że dieta przy endometriozie odgrywa kluczową rolę.

Zobacz także: „Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Jak endometrioza zmieniła moje życie

Z biegiem czasu zmieniło się moje podejście do endometriozy. Już z nią nie walczę, każdego dnia uczę się z nią żyć i coraz lepiej mi to wychodzi. Jestem spokojniejsza i nie obawiam się już o swoją przyszłość, ponieważ wiem, że są ludzie (lekarze), do których mogę zwrócić się o pomoc. A to właśnie w przypadku endometriozy jest najważniejsze: wsparcie otoczenia, nie tylko samej rodziny i najbliższych, ale przede wszystkim wsparcie ze strony lekarzy.

Endometrioza zmieniła w mim życiu wszystko, absolutnie wszystko. Zmieniła mnie, a co za tym idzie moje podejście do siebie, zdrowia, życia, otoczenia. Nauczyła mnie przede wszystkim cierpliwości, w tym do siebie samej.

Zrozumiałam, że brak akceptacji choroby i walka z nią do niczego nie prowadzi, niczego nie zmienia, nic nie daje. Choroba mnie uspokoiła i wyciszyła emocjonalnie, można powiedzieć, że dała mi czas, który był potrzebny do zastanowienia się nad sobą, celem i sensem życia. Kiedy przestałam narzekać na ból i pytać: „dlaczego”, zaczął się nowy etap w moim życiu. Poczułam spokój i zrozumienie.

Nie oznacza to jednak, że się poddałam. Wręcz przeciwnie, w chwili, gdy zrozumiałam, że choroba jest częścią mnie i nie zniknie – zadałam sobie pytanie, co to dla mnie oznacza i co ja sama mogę z tym zrobić. Czy aby na pewno nie ma rozwiązania, innej drogi?

Odpowiedzi same przyszły, nie musiałam na nie długo czekać. Wystarczy po prostu być dla siebie dobrym, dać sobie czas i przestrzeń, a rozwiązania same przyjdą.

Endometrioza wpłynęła też diametralnie na moje plany związane z macierzyństwem. Wraz z mężem od 2014 roku staramy się o dziecko. Jestem po dwóch laparoskopiach, które miały na celu usunięcie torbieli i ognisk endometrialnych, ponadto zmieniłam tryb życia i sposób żywienia. Obecnie po raz drugi podchodzę do in vitro. Po niepowodzeniach związanych z pierwszą próbą in vitro w końcu udało mi się trafić na bardzo dobrą klinikę, z której jestem bardzo zadowolona.

Wraz z mężem od dawna myślimy o adopcji dziecka. I być może przyszedł już na to czas. Dla mnie najważniejsze, zarówno w kwestii podejścia do zdrowia jak i bycia rodzicem, jest wolność, brak przymusu czy oczekiwań.

Ważne, aby dać sobie czas i szansę na odnalezienie własnej drogi do zdrowia i szczęścia. Myślę, że wszystko dookoła się samo układa, jeśli my sami wiemy, czego chcemy i mamy w sobie spokój oraz pogodę ducha. To jest m.in. to, czego nauczyła mnie endometrioza – nic nie należy robić na siłę ani wbrew sobie. Trzeba słuchać przede wszystkim siebie i swojego organizmu i być dla siebie bardziej łaskawym i wyrozumiałym. To takie proste, jednak mi zajęło to dobrych kilka lat.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Endometrioza – leczenie i uzyskanie ciąży

Endometrioza to złodziej płodności. O tym, jak wpływa na starania o dziecko oraz o skutecznych sposobach leczenia choroby opowiada ginekolog-położnik i endokrynolog – dr n. med. Monika Szymańska, ekspertka z Centrum Płodności FertiMedica w Warszawie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza może prowadzić do niepłodności na dwa sposoby. – Po pierwsze dochodzi do tworzenia się torbieli endometrialnych, które niszczą tkankę jajnikową – wyjaśnia dr Monika Szymańska. – Poza tym tworzą się zrosty wewnątrz jamy otrzewnej, które w sposób mechaniczny prowadzą do niedrożności jajowodów – dodaje ekspertka.

Drugi sposób jest nieco bardziej złożony. – Dochodzi do tworzenia się stanu zapalnego, który przewlekle istnieje w jamie otrzewnej i towarzyszy endometriozie – tłumaczy ginekolog. Komórki stanu zapalnego wytwarzają wówczas różne cytokiny (białka wpływające na wzrost, proliferację i pobudzenie komórek biorących udział w odpowiedzi odpornościowej oraz komórek hemopoetycznych), które toksycznie wpływają na komórkę jajową, plemniki i zarodek. Utrudniają też zapłodnienie i implantację zarodka w macicy.

Zobacz także: Badanie drożności jajowodów: jak wygląda krok po kroku i czy zwiększa szanse na ciążę? [WIDEO]

Endometrioza – leczenie i uzyskanie ciąży

– Endometriozę można leczyć za pomocą leków hormonalnych, jak również operacyjnie – mówi ekspertka. Terapia lekami hormonalnymi jest jednak jednoznaczna z działaniem antykoncepcyjnym i nie powinna być stosowane u kobiet, które starają się o dziecko.

– Błędem jest podawanie leków, które są stosowane przed terapią operacyjną lub po takiej terapii – zauważa dr Szymańska. – Powoduje to tylko stratę czasu, która dla pacjentki z endometriozą może mieć naprawdę duże znaczenie – dodaje.

Zobacz także: PCOS a ciąża. Właściwe leczenie zwiększa skuteczność starań [WIDEO]

Operacja endometriozy a obniżenie rezerwy jajnikowej

– Rezerwa jajnikowa to prekursory komórek jajowych, które występują w jajniku u każdej dziewczynki, od momentu życia płodowego – wyjaśnia dr Monika Szymańska. Przy okazji usunięcia torbieli endometrialnych, czyli również usunięcia kawałka jajnika, usuwane są także prekursory komórek jajowych. – Dodatkowo koagulacja, czyli działanie wysokiej temperatury na jajniki, uszkadza fragment jajnika – zwraca uwagę ekspertka.

Endometriozę można leczyć operacyjnie. – Leczenie operacyjne jest szczególnie korzystne dla pacjentek, które mają zmiany otrzewnowe i ich usunięcie, szczególnie w endnometriozie minimalnej lub łagodnej, powoduje zdecydowane zwiększenie płodności i szanse na ciążę spontaniczną – podkreśla ginekolog.

Jeżeli chodzi o pacjentki z torbielami endometrialnymi, decyzja o leczeniu operacyjnym powinna być przemyślana. Usunięcie zmian wiąże się bowiem ze zmniejszeniem rezerwy jajnikowej.

– Operacja usunięcia jednej torbieli endometrialnej z jajnika może powodować utratę rezerwy jajnikowej o 30 procent, z dwóch jajników o 60 procent – wyjaśnia dr Szymańska. U pacjentek, które wcześniej były leczone z powodu endometriozy jajników, ubytki mogą być jeszcze większe. – Tak naprawdę lecząc chorobę, powodujemy nasilenie niepłodności – zauważa.

Zobacz także: Czynniki, które wpływają na skuteczność in vitro. Opowiadają eksperci

Rekomendacje w leczeniu torbieli endometrialnych

– Europejskie towarzystwo, które zajmuje się leczeniem niepłodności, rekomenduje usuwanie zmian endometrialnych u pacjentek, które mają minimalną lub łagodną endometriozę – mówi dr Szymańska. Usunięcie nawet niewielkich ognisk endometriozy z jamy otrzewnej zwiększa szanse na ciążę spontaniczną.

Jeżeli u pacjentek występują większe zmiany i obserwowane są np. torbiele w jajnikach, decyzja o operacji powinna być dokładnie przemyślana. – Uważa się, że powinno się operować te pacjentki, które mają duże torbiele, które mają dużą rezerwę jajnikową, są młode i rokują zajściem w ciążę spontaniczną – wymienia ekspertka.

Kobiety, które mają wskazania do zapłodnienia pozaustrojowego, są powyżej 35. roku życia nie powinny być operowane z powodu endometriozy w celu zwiększenia prawdopodobieństwa uzyskania ciąży.

Zobacz także: Niedoczynność tarczycy a zajście w ciążę

Jak leczyć niepłodność spowodowaną endometriozą?

Pacjentkom z rozpoznaną endometriozą I i II stopnia zwykle udaje się zajść w ciążę spontaniczną. Często dzieje się tak po laparoskopii i usunięciu niewielkich ognisk endometrialnych z jamy otrzewnej.

– Jeżeli uzyskanie ciąży spontanicznej jest niemożliwe, po około sześciu miesiącach pacjentki są kierowane do zapłodnienia pozaustrojowego – mówi ginekolog. – Pacjentkom, które mają III lub IV stopień endometriozy i mają duże zmiany w jajnikach, zazwyczaj od razu proponuje się zapłodnienie pozaustrojowe – wyjaśnia dr Szymańska.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Logo FertiMedica

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Interpelacja ws. leczenia endometriozy trafiła do Sejmu. Czy to szansa na zmianę sytuacji milionów kobiet?

Zdjęcie lekarki trzymającej w ręku żółtą wstążkę - symbol walki z endometriozą. Ilustracja do tekstu: Interpelacja ws. leczenia endometriozy trafiła do Sejmu
Fot.: Fotolia.pl

19 listopada br. do marszałka Sejmu trafiła interpelacja poselska w sprawie opieki medycznej nad chorymi na endometriozę, której adresatem jest minister zdrowia Łukasz Szumowski. W dokumencie zawarto ważne pytania, na które odpowiedzi od lat oczekują pacjentki zmagające się z tą podstępną, obniżającą jakość życia chorobą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W interpelacji, będącej jedną z dozwolonych form kontroli parlamentarnej nad działaniami rządu, znalazło się 5 kluczowych pytań odnoszących się do opieki medycznej nad chorymi na endometriozę w Polsce. Autor dokumentu – Adam Korol, były minister sportu i turystyki, poseł na Sejm RP – pyta szefa resortu zdrowia m.in. o skalę zachorowalności na endometriozę, a także o założenia opieki medycznej nad osobami, które zmagają się z tym schorzeniem. Poseł oczekuje od ministra również informacji:

  • czy w Polsce prowadzony jest rejestr chorych na endometriozę i osób, u których zaistniało takie podejrzenie,
  • jaką kwotę zabezpieczono w koszyku świadczeń na leczenie jednej pacjentki,
  • dlaczego operacje laparoskopowe usunięcia zrostów i ognisk endometriozy nie są refundowane stosownie do ich wartości.

To pierwsza taka inicjatywa poselska, która ma na celu rozpoczęcie ogólnopolskiej debaty na temat endometriozy. Wcześniejsze interpelacje skupiały się na wybranych aspektach leczenia tej choroby.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Endometrioza – powszechna jak cukrzyca

Interpelacja ws. leczenia endometriozy, opatrzona numerem 27780, to odpowiedź na poważne trudności w dostępie do właściwego leczenia, jakich doświadczają polskie pacjentki.

– Szacuje się, że w Polsce od 10% do 30% kobiet cierpi na endometriozę, ale tylko część z nich trafia na specjalistę, który postawi poprawną diagnozę. Poza tym to tylko szacunki. W rzeczywistości nie wiemy, jaka jest skala zachorowalności na tę chorobę w naszym kraju – wyjaśnia autor dokumentu.

Z tą oceną sytuacji zgadza się Anna Janocha, inicjatorka społecznej kampanii na rzecz budowania świadomości endometriozy w Polsce i liderka polskiego zespołu EndoMarch 2019.

– Choć przyjmuje się, że na endometriozę cierpi 1 na 10 kobiet na świecie, wciąż nie wiemy, jaka jest jej epidemiologia w Polsce. A może być nas nawet 2-3 miliony! Mówi się, że ta choroba jest tak powszechna jak cukrzyca – podkreśla.

CZYTAJ TEŻ: Torbiele endometrialne: późny objaw endometriozy. Jak je leczyć i czy można uniknąć wznowy?

Leczenie endometriozy w Polsce na NFZ. Kropla w morzu potrzeb

Świadomość skali problemu to pierwszy krok do wprowadzenia odpowiednich regulacji, które zapewniłyby Polkom dostęp do skutecznych metod leczenia endometriozy. W tej kwestii bowiem wciąż mamy bardzo wiele do nadrobienia.

– Ze środowiska związanego z chorymi otrzymujemy tylko informacje, że laparoskopia – niezależnie od jej zakresu – jest refundowana przez NFZ do kwoty ok. 2,5 tys. zł. Z naszych ustaleń wynika, że koszt laparoskopii terapeutycznej to kwota od kilku do nawet ponad 16 tys. zł, która rośnie w przypadku ryzyka powikłań oraz konieczności zapewnienia obecności chirurga specjalisty w dziedzinie innej niż ginekologia – mówi poseł Adam Korol.

Jak dodaje, kwoty te nie są wyliczane na podstawie cenników prywatnych klinik; odnoszą się do kosztów komercyjnej operacji w publicznej placówce ochrony zdrowia.

Skuteczne leczenie endometriozy w Polsce to rzadkość. Czy jest szansa na zmiany?

Mimo tak wysokich cen i ryzyka konieczności powtarzania zabiegu, kolejki do nielicznych specjalistów zajmujących się leczeniem endometriozy są bardzo długie. Czas oczekiwania na konsultację czy operację wynosi od kilku tygodni do kilkunastu miesięcy. Ale znacznie dłużej trzeba czekać na samą diagnozę – czas ten wynosi na świecie średnio 7 lat. W międzyczasie pacjentka zmuszona jest żyć w nieustającym bólu, który odciska piętno na jej kondycji fizycznej i psychicznej oraz aktywności życiowej i zawodowej. Istotnie obniża też szanse na realizację planów macierzyńskich.

– W Polsce rekordzistki „tułały” się od lekarza do lekarza nawet dekadę! Ja sama zawyżam średnią, bo na diagnozę czekałam 17 długich lat. Za bardzo zaufałam ginekologowi, który na podstawie zgłaszanych objawów nie widział podstaw do pogłębienia diagnostyki i odmawiał dostępu do świadczeń. Gdy zaniepokojona pogarszającym się stanem zdrowia zmieniłam lekarza, ten rozpoznał objawy na pierwszej wizycie i skierował mnie na odpowiednie badania na cito. Ale taki „sukces” przy zmianie lekarza to wciąż rzadkość w diagnostyce endometriozy.

Czy wniesiona interpelacja poselska to szansa na nowe rozdanie w podejściu do terapii endometriozy w Polsce? O tym prawdopodobnie przekonamy się w najbliższym czasie. Resort zdrowia ma czas na odpowiedź do 14 grudnia br.

Źródło: sejm.gov.pl, endometriozapolska.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ:

„Ginekolodzy mówili, że ma boleć. Uwierzyłam, że nic mi nie jest”. Jak endometrioza zmieniła życie Joanny?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.