fbpx
Przejdź do treści

Gdyby nie ONE, nie podniosłaby się po stracie córeczki – ten list oddaje ogrom emocji!

Ostatnie zdjęcie, na którym Dorothy jeszcze żyła. | Foto: Facebook An Unexpected Family Outing

Gdy życie stawia przed nami wyzwania nie do uniesienia, ludzie będący dookoła potrafią zrobić więcej niż najlepszy anioł stróż. Taką ochroną, opieką, ratunkiem były dla Rachel pielęgniarki, które towarzyszyły jej w najgorszych dniach życia – dniach, które były wypełnione bólem spowodowanym urodzeniem martwej córeczki.

Ludzie dla ludzi

Rachel, podobnie jak wiele przyszłych mam, zdążyła już wyobrazić sobie przyszłość swojej córeczki. Jako, że było coraz bliżej rozwiązania, to i plany stawały się realne, niemalże już namacalnie obecne w codzienności całej rodziny. Niestety niedługo przed terminem porodu okazało się, że serduszko małej Dorothy prawdopodobnie już nie bije.

Przyszła na świat 22-ego lutego 2016 roku i zanim rodzice zdążyli ją przywitać, wiedzieli, że tak naprawdę jest to jednocześnie pożegnanie. Cierpienia, jakie w tym czasie przeżywała Rachel, chyba nie da się opisać słowami. Świat się dla niej zatrzymał, a jednymi z nielicznych trzymających ją na powierzchni iskierkami nadziei i siły były otaczające ją pielęgniarki.


Empatia, mądrość, zrozumienie – nieraz możemy dostać je nie tylko od bliskich, ale też od ludzi, którzy zjawiają się w naszym życiu na chwilę. Bezinteresownie biorą nas wtedy za rękę i stawiają na nogi. Takim właśnie kobietom dziękuje w swoim poruszającym liście Rachel.

Do pielęgniarek,

dziękuję, że mnie ocaliłyście. Wasze umiejętności i wiedza uratowały mnie przed podążeniem wprost za moją córką w stronę śmierci, ale to wasze współczucie przywróciło mnie z powrotem do życia. (…)

Jestem wam za to winna miłość i najgłębszą wdzięczność.

Dziękuję pielęgniarkom, które zawsze upewniały się, że mój mąż ma wystarczającą ilość poduszek, kiedy zostawał razem ze mną w szpitalnej sali. Dziękuję też pielęgniarkom, które pozwoliły mu przemycić dla mnie lody na patyku prosto z zamrażarki. Zauważyłyście, że dla niego też jest to trudne doświadczenie i on także potrzebuje opieki.

Dziękuję pielęgniarce, która poszła razem ze mną na oddział intensywnej opieki, kiedy zabrali mnie tam wprost z porodówki. Dziękuje ci za bycie moją adwokatką, kiedy sama nie mogłam mówić, bo walczyłam właśnie o życie. Nie jestem pewna, czy przeżyłabym, by zobaczyć swoją córeczkę, gdybyś wtedy nie była tam ze mną.

Dziękuję pielęgniarce, która nauczyła mnie, jak wypełniać biustonosz okładami z lodu, gdy musiałam zatrzymać mleko po urodzeniu martwej córeczki. Chcę podziękować ci także za trzymanie mnie podczas płaczu nad ciężarem, od którego nie dałam rady się uwolnić. Twoja obecność nie ulżyła mi co prawda ciężaru znajdującego się w piersiach, ale wniosłaś promyk światła do mojego jakże ciemnego świata.

Dziękuję pielęgniarce z ostrego dyżuru, która przyszła umyć mnie po śmierci córki.

(…)

Dziękuję pielęgniarce, która usiadła na brzegu mojego łóżka i zapytała o Dorothy. Dziękuję ci za świadomość, jak ważne było dla niej bycie realną, nawet jeśli już odeszła. Nigdy nie zapomnę sposobu, w jaki się nachyliłaś – jak byśmy były przyjaciółkami – i zapytałaś: „Chcesz mi o niej opowiedzieć?„.

Dziękuję pielęgniarce, która ubrała moje dziecko i zrobiła jej zdjęcie.

Dziękuję, że upewniłaś się, aby czapeczka nie zakrywała oczu, a jej dłonie były tak wdzięcznie ułożone. Ta fotografia jest dla nas całym światem.

(…)

Na koniec chcę podziękować pielęgniarkom, które obserwowały mnie w czasie ciąży z młodszą siostrą Dorothy.

Nawet po tym, jak Frances przyszła na świat, nigdy nie zapomniałyście, że przed nią już ktoś być. Wiedziałyście, że narodziny Frances nie uczyniły mnie matką po raz pierwszy. Uczyniły mnie one matką dwojga dzieci.

Z wdzięcznością,

Ta, którą przywróciłyście z powrotem.

Być, wpierać, trzymać za rękę

Szczere, proste słowa. Niby niewielkie gesty, drobne chwile, a jak niezwykle znaczące. To właśnie one potrafią bowiem krok po kroku sprowadzić na ziemię kogoś, kto swoim cierpieniem odsunął się już całkowicie od realności. Nic jednak dziwnego, tak ogromna strata może całkowicie zburzyć teraźniejszość i przyszłość. Jednak mimo wszystko siła współczucia, opieki i zrozumienia może skutecznie się przez to przebić. Dajmy ją sobie wzajemnie, bo każdy na to zasługuje – szczególnie w tych najtrudniejszych chwilach.

Rachel została ponownie matką, nie zapomina jednak o Dorothy, która pomimo nieobecności, tak bardzo wciąż wpływa na kształt świata swojej mamy. Podobnie świat Caitlin ukształtował synek Thaxton, który urodził się z wadą serca. I chociaż jego życie trwało tylko dwa dni, to dało wielką motywację rodzicom do obalania tabu, jakim jest właśnie śmierć dziecka.

Chcą pokazać, że świat wciąż dookoła istnieje i pomimo szalenie traumatycznych doświadczeń niezmiennie są oni jego częścią. „Skąd taki pomysł? Caitlin zauważyła bowiem, że nawet po jakimś czasie od tych przeżyć, wiele osób wciąż ma obawę przed rozmową z nią. Nie wiedzą co i jak mają mówić – a czasami wystarczy po prostu być i nie dystansować się od osoby przeżywającą tak ogromną stratę” – pisaliśmy [TUTAJ]. Tak, bycie i współodczuwanie z drugim człowiekiem zawsze pomaga powrócić. Nawet z najczarniejszych miejsc.


Źródło listu: unexpectedfamilyouting.com

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, redaktorka prowadząca e-magazyn oraz portal Chcemy Być Rodzicami, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz była słuchaczka studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".