Przejdź do treści

Gdyby nie ONE, nie podniosłaby się po stracie córeczki – ten list oddaje ogrom emocji!

Ostatnie zdjęcie, na którym Dorothy jeszcze żyła. | Foto: Facebook An Unexpected Family Outing

Gdy życie stawia przed nami wyzwania nie do uniesienia, ludzie będący dookoła potrafią zrobić więcej niż najlepszy anioł stróż. Taką ochroną, opieką, ratunkiem były dla Rachel pielęgniarki, które towarzyszyły jej w najgorszych dniach życia – dniach, które były wypełnione bólem spowodowanym urodzeniem martwej córeczki.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ludzie dla ludzi

Rachel, podobnie jak wiele przyszłych mam, zdążyła już wyobrazić sobie przyszłość swojej córeczki. Jako, że było coraz bliżej rozwiązania, to i plany stawały się realne, niemalże już namacalnie obecne w codzienności całej rodziny. Niestety niedługo przed terminem porodu okazało się, że serduszko małej Dorothy prawdopodobnie już nie bije.

Przyszła na świat 22-ego lutego 2016 roku i zanim rodzice zdążyli ją przywitać, wiedzieli, że tak naprawdę jest to jednocześnie pożegnanie. Cierpienia, jakie w tym czasie przeżywała Rachel, chyba nie da się opisać słowami. Świat się dla niej zatrzymał, a jednymi z nielicznych trzymających ją na powierzchni iskierkami nadziei i siły były otaczające ją pielęgniarki.

Empatia, mądrość, zrozumienie – nieraz możemy dostać je nie tylko od bliskich, ale też od ludzi, którzy zjawiają się w naszym życiu na chwilę. Bezinteresownie biorą nas wtedy za rękę i stawiają na nogi. Takim właśnie kobietom dziękuje w swoim poruszającym liście Rachel.

Do pielęgniarek,

dziękuję, że mnie ocaliłyście. Wasze umiejętności i wiedza uratowały mnie przed podążeniem wprost za moją córką w stronę śmierci, ale to wasze współczucie przywróciło mnie z powrotem do życia. (…)

Jestem wam za to winna miłość i najgłębszą wdzięczność.

Dziękuję pielęgniarkom, które zawsze upewniały się, że mój mąż ma wystarczającą ilość poduszek, kiedy zostawał razem ze mną w szpitalnej sali. Dziękuję też pielęgniarkom, które pozwoliły mu przemycić dla mnie lody na patyku prosto z zamrażarki. Zauważyłyście, że dla niego też jest to trudne doświadczenie i on także potrzebuje opieki.

Dziękuję pielęgniarce, która poszła razem ze mną na oddział intensywnej opieki, kiedy zabrali mnie tam wprost z porodówki. Dziękuje ci za bycie moją adwokatką, kiedy sama nie mogłam mówić, bo walczyłam właśnie o życie. Nie jestem pewna, czy przeżyłabym, by zobaczyć swoją córeczkę, gdybyś wtedy nie była tam ze mną.

Dziękuję pielęgniarce, która nauczyła mnie, jak wypełniać biustonosz okładami z lodu, gdy musiałam zatrzymać mleko po urodzeniu martwej córeczki. Chcę podziękować ci także za trzymanie mnie podczas płaczu nad ciężarem, od którego nie dałam rady się uwolnić. Twoja obecność nie ulżyła mi co prawda ciężaru znajdującego się w piersiach, ale wniosłaś promyk światła do mojego jakże ciemnego świata.

Dziękuję pielęgniarce z ostrego dyżuru, która przyszła umyć mnie po śmierci córki.

(…)

Dziękuję pielęgniarce, która usiadła na brzegu mojego łóżka i zapytała o Dorothy. Dziękuję ci za świadomość, jak ważne było dla niej bycie realną, nawet jeśli już odeszła. Nigdy nie zapomnę sposobu, w jaki się nachyliłaś – jak byśmy były przyjaciółkami – i zapytałaś: „Chcesz mi o niej opowiedzieć?„.

Dziękuję pielęgniarce, która ubrała moje dziecko i zrobiła jej zdjęcie.

Dziękuję, że upewniłaś się, aby czapeczka nie zakrywała oczu, a jej dłonie były tak wdzięcznie ułożone. Ta fotografia jest dla nas całym światem.

(…)

Na koniec chcę podziękować pielęgniarkom, które obserwowały mnie w czasie ciąży z młodszą siostrą Dorothy.

Nawet po tym, jak Frances przyszła na świat, nigdy nie zapomniałyście, że przed nią już ktoś być. Wiedziałyście, że narodziny Frances nie uczyniły mnie matką po raz pierwszy. Uczyniły mnie one matką dwojga dzieci.

Z wdzięcznością,

Ta, którą przywróciłyście z powrotem.

 

Zobacz też: „Rodzice wychodzą ze szpitala z dziećmi, my zostaliśmy z pudłami wspomnień”

Być, wpierać, trzymać za rękę

Szczere, proste słowa. Niby niewielkie gesty, drobne chwile, a jak niezwykle znaczące. To właśnie one potrafią bowiem krok po kroku sprowadzić na ziemię kogoś, kto swoim cierpieniem odsunął się już całkowicie od realności. Nic jednak dziwnego, tak ogromna strata może całkowicie zburzyć teraźniejszość i przyszłość. Jednak mimo wszystko siła współczucia, opieki i zrozumienia może skutecznie się przez to przebić. Dajmy ją sobie wzajemnie, bo każdy na to zasługuje – szczególnie w tych najtrudniejszych chwilach.

Rachel została ponownie matką, nie zapomina jednak o Dorothy, która pomimo nieobecności, tak bardzo wciąż wpływa na kształt świata swojej mamy. Podobnie świat Caitlin ukształtował synek Thaxton, który urodził się z wadą serca. I chociaż jego życie trwało tylko dwa dni, to dało wielką motywację rodzicom do obalania tabu, jakim jest właśnie śmierć dziecka.

Chcą pokazać, że świat wciąż dookoła istnieje i pomimo szalenie traumatycznych doświadczeń niezmiennie są oni jego częścią. „Skąd taki pomysł? Caitlin zauważyła bowiem, że nawet po jakimś czasie od tych przeżyć, wiele osób wciąż ma obawę przed rozmową z nią. Nie wiedzą co i jak mają mówić – a czasami wystarczy po prostu być i nie dystansować się od osoby przeżywającą tak ogromną stratę” – pisaliśmy [TUTAJ]. Tak, bycie i współodczuwanie z drugim człowiekiem zawsze pomaga powrócić. Nawet z najczarniejszych miejsc.

Zobacz też: Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

 

Źródło listu: unexpectedfamilyouting.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Gdy wygrała walkę z niepłodnością postanowiła zostać… dawczynią macicy!

Oddając swoją macicę, chce pomóc innej kobiecie spełnić marzenie o macierzyństwie.

Nieraz własne cierpienie potrafi bardzo uwrażliwić na ból innych. Tak też stało się z Aprill, która wie, czym są zmagania z niepłodnością. Dzięki adopcji i doświadczeniu licznych prób in vitro jest dziś matką pięciorga dzieci. Jej marzenia się spełniły, chciała jednak, aby spełniły się też pragnienia innej kobiety walczącej z niepłodnością – postanowiła więc zostać dawczynią. Oddała swoją macicę osobie, która dzięki narządowi będzie mogła zostać matką.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aprill zawsze wiedziała, że chce mieć dużą rodzinę. Szybko zaczęli więc wraz z mężem starania o dziecko. Niestety czas płynął, a spełnienie wciąż było bardzo odległe. Para adoptowała więc dopiero co urodzonego chłopca, a chwilę po tym okazało się, że Aprill… jest w ciąży! Tym oto sposobem braci dzieli zalewnie 13 miesięcy.

Niestety pierwsza udana ciąża nie oznaczała, że wszystko pójdzie już z górki. Dopiero po 10 próbie in vitro znów pojawiła się radość – tym razem podwójna! Na świat przyszły dwie dziewczynki, a po około roku dołączyła do nich najmłodsza z rodzeństwa. Ostatnia ciąża była naturalna i zupełnie przypadkowa – tym oto sposobem powstała niezła gromadka maluchów!

W szranki z niepłodnością

W ciągu tych wszystkich lat niepłodność dała się Aprill i jej mężowi we znaki. Kobieta czuła jednak, że jej ciało dałoby radę po raz kolejny zajść w ciążę. Jako że nie planowała powiększania już swojej rodziny, postanowiła pomóc innym. Zgłosiła więc swoją chęć bycia dawczynią macicy. Wiedziała, że jeśli się zakwalifikuje, to właśnie będzie TO!

Zobacz też: Urodziła dziecko po przeszczepie macicy. Organ pobrano od zmarłej dawczyni

Udało się! Aprill została zaakceptowana jako dawczyni i chociaż było związane z tym także wiele lęku, to mimo wszystko stało się to niesamowitym doświadczeniem: „Czułam dumę ze swojego ciała” – mówi Aprill i dodaje: „Przez tyle lat myślisz, że twoje ciało cię zawodzi, a teraz pojawiła się myśl, która brzmiała raczej: ‚Moje ciało jest niesamowite’!” – słowa kobiety cytuje „Daily Mail„.

Wielkie zdarzenia, wielka nadzieja

Nie było to łatwe przeżycie, bowiem rekonwalescencja po zabiegu była trudniejsza i dłuższa, niż Aprill się spodziewała. Pojawiło się też wiele przemyśleń i konfrontacji z jej własnym doświadczeniem niepłodności. Wspominała wiele doznanego bólu – zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego. Miała więc ogromną nadzieję, że dzięki oddaniu swojej macicy ukróci cierpienie innej kobiety.

Jest to niesamowity przykład na to, jak nauka i medycyna mogą zmieniać życie ludzi – w ogóle to życie dawać! O pierwszym przypadku w Stanach Zjednoczonych, kiedy kobieta urodziła po przeszczepie macicy synka, pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ]. Tego typu procedury medyczne są wydarzeniami przełomowymi. Znakomicie podkreślają to słowa lekarza, który witał chłopca na świecie:

Kiedy zacząłem karierę lekarską nie mieliśmy nawet USG, a teraz przeszczepiamy macice i przyjmujemy takie porody.

Wiedza, innowacyjność i odwaga – zarówno naukowców, lekarzy, jak i kobiet podobnych do Aprill – to wspaniała i pełna nadziei perspektywa dla milionów przyszłych mam na całym świecie.

Zobacz też: Histerektomia – co warto o niej wiedzieć? Oto 5 ważnych informacji!

Źródło:Daily Mail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Matka surogatka – kobieta urodziła swoją wnuczkę. To już kolejna taka historia

matka surogatka
fot. Elliot Dougherty

61-letnia kobieta, matka dwójki dorosłych dzieci, została surogatką. Urodziła własną wnuczkę – pomogła w ten sposób swojemu synowi i jego partnerowi. Nasienie pochodziło od jej syna, komórka jajowa od siostry jego partnera. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W poszukiwaniu surogatki

Matthew Eledge i Elliot Dougherty to para gejów z Nebraski, USA. Panowie wzięli ślub i marzyli o powiększeniu rodziny. W większości stanów, w tym w Nebrasce, surogacja jest legalna i jest jedną z metod, dzięki której pary niepłodne i jednopłciowe mogą doczekać się potomstwa. W Nebrasce legalne są również małżeństwa jednopłciowe oraz adopcja dzieci przez pary jednopłciowe. 

Matthew i Ellliot szukali surogatki wśród rodziny i znajomych, rozważali również skorzystanie z pomocy obcej osoby. Ostatecznie zdecydowali, że ich córkę urodzi matka Matthew – 61-letnia Cecila. Dawczynią komórki jajowej została siostra Elliota, natomiast dawcą nasienia był Matthew.

Początkowo panowie obawiali się, że 61-letnia kobieta po menopauzie nie może zostać matką zastępczą ich dziecka. Jednak konsultacja ze specjalistami rozwiała ich wątpliwości. Kobieta po menopauzie, jeśli komórka jajowa pochodzi od zdrowej, młodszej dawczyni, może z powodzeniem donosić ciążę i urodzić dziecko.

matka surogatka

fot. Elliot Dougherty

Zobacz też: Urodziła dziecko swojemu synowi. Udało się dzięki in vitro

Fanatycznie zdrowa Babcia

Dzieci Cecile zawsze nabijały się z jej obsesji na punkcie zdrowego trybu życia i ożywiania. Cecile przez całe życie dbała o dietę, regularne ćwiczenia, stroniła od używek. Dzięki temu w wieku 61 lat jest okazem zdrowia i ma masę niespożytej energii.  Matthew żartował, że mama ma najniższy poziom cholesterolu w całej rodzinie.

Lekarze z Reproductive Health Specialists at Methodist Women’s Hospital w Omaha w Nebrasce dokładnie przebadali Cecile i uznali, że kondycja fizyczna umożliwia jej donoszenie ciąży. Cecile udało się zajść w ciążę już przy pierwszym transferze zarodka.

Dziewczynka – Uma – przyszła na świat zdrowa i w terminie 25 marca 2019 roku. Cecile urodziła ją naturalnie, bez konieczności przeprowadzania cesarskiego cięcia.

matka surogatka

fot. Elliot Dougherty

Zobacz też: Istotne decyzje, czyli co warto przemyśleć rozpoczynając leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego

Science Fiction?

Rodzenie własnych wnuków może wydawać się pomysłem rodem z literatury fantastyczno naukowej. Wiele osób zastanawia się również nad psychologicznym wpływem takiej decyzji na całą rodzinę, w tym dziecko. Jednak, jak przekonują sami zainteresowani, była to przemyślana decyzja. Przeprowadzili wiele rozmów na ten temat, odbyli również konsultacje psychologiczne. W Stanach Zjednoczonych surogacja i wychowywanie dzieci przez pary jednopłciowe to na tyle powszechne zjawisko, że nie budzi już tak silnych społecznych emocji.

Niestety prawo nie reguluje surogacji w zadowalający sposób. Kobieta-surogatka, która urodzi dziecko jest wpisywana w akt urodzenia jako jego matka, również w sytuacji, gdy nie jest z dzieckiem spokrewniona (komórka i nasienie od dawczyni i dawcy). Partner Matthew, Elliot, będzie ubiegał się o adopcję Umy.

Cecile nie jest pierwszą, ani nawet najstarszą kobietą, która została surogatką i urodziła zdrowe dziecko, nie jest też pierwszą kobietą, która urodziła swoje wnuki.

E-wydanie Magazynu chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Źródło: www.buzzfeednews.com

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Wcześniaczki, które po urodzeniu nie widziały się 27 dni – oto ich pierwsze spotkanie!

Foto: Instagram The Momo Twin Experience

Ciąża bliźniacza zawsze obarczona jest większym ryzykiem ewentualnych powikłań. Tak też było i tym razem. Ann Lee dowiedziała się, że jej ciąża jest zagrożona, ponieważ dzieci dzielą nie tylko łożysko, ale też worek owodniowy. Oznaczało to realne niebezpieczeństwo dla ich życia. Dziewczynki przyszły na świat w 29. tygodniu ciąży. Rozdzielone na prawie miesiąc, kiedy spotkały się po raz pierwszy… to się nazywa miłość!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1 procent strachu

Ciąża, w której płody mają wspólne łożysko, nazywa się ciążą jednokosmówkową. Ciąża Ann Lee była też do tego także ciążą jednoowodniową. Jak wskazują dane, zaledwie około 1 proc. monozygotycznych ciąż bliźniaczych cechuje się właśnie zarówno jednym łożyskiem, jak i workiem owodniowym (nazywa się je w skrócie ciążami „momo”). Nie dość zatem, że są to bardzo rzadkie przypadki, to są one też bardzo niebezpieczne. Pojawia się bowiem ryzyko splątania pępowin, wystąpienia nieprawidłowego poziomu płynu owodniowego, czy nawet zespołu TTTS (może on prowadzić np. do zaburzeń w rozwoju jednego z płodów, albo wręcz do ich obumarcia).

Pamiętam, jak nasza lekarka wyjaśniła, że bliźnięta dzielą ze sobą zarówno jeden worek, jak i jedno łożysko, co oznacza, że walczą nie tylko o przestrzeń, ale także o pożywienie” – opowiada mama dziewczynek, której to słowa cytuje today.com.

Olivia i Zoe szczęśliwie pojawiły się na świecie, chociaż nie był to niestety od razu „happy end”. Wcześniaki urodziły się w 6. miesiącu ciąży i na kolejne dni musiały zostać rozdzielone. Walka o ich życie trwała. Kiedy jednak pierwszy raz zobaczyły się już w nowej dla nich rzeczywistości, stało się coś niezwykle wzruszającego. „27 dni po narodzinach dziewczynki mogły się w końcu spotkać. Zoe natychmiast podążyła w kierunku uścisku” – napisała wzruszona mama na swoim Instagramie. Zdjęcie jest niesamowite i pokazuje, jak silna więź łączy te małe siostrzyczki. Nic w końcu dziwnego, tak wiele razem przeszły!

Zobacz teżMamo, jestem za wcześnie

Ciąże pełne niepokoju

Podobne problemy przechodziła Christy, która dziś jest szczęśliwą mamą trojaczków. Początkowo myśleli z mężem, że urodzi się tylko dwójka dzieci, jednak w 12. tygodniu ciąży, w czasie badania USG, pokazało się też trzecie maleństwo. Szczęście szybko jednak zastąpił niepokój. Okazało się bowiem, że dwoje maluchów dzieli ze sobą właśnie łożysko: Dostałam wybór, by zakończyć ciążę jednego z dzieci, albo ryzykować życie obojga bliźniąt. To było istne szaleństwo, gdy przechodziliśmy od wiadomości o trzecim dziecku do myśli o zakończeniu ciąży jednego z nich– cytowaliśmy słowa Christy w naszym portalu [TUTAJ]. Cała trójka na szczęście jest dziś cała i zdrowa!

Oby Olivia i Zoe także doszły do pełni sił. Co prawda już wiadomo, że będą potrzebowały przejść operacje serca, ale rodzice mają nadzieję, że jak najszybciej uda im się zabrać dziewczynki do domu. Tam zapewne także będą chciały być jak najbliżej siebie!

Foto: Instagram The Momo Twin Experience

Zobacz też: Te wcześniaki to prawdziwi superbohaterowie – ZDJĘCIA, które dają siłę!

Źródło: today.com

Foto: Instagram The Momo Twin Experience

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

I chociaż jedno z dzieci nie przetrwało… Zobacz wzruszające zdjęcia bliźniaków! [FOTO]

Fot. Jessica Young Photography

Zdarza się, że upływający czas nie pozwala już dłużej czekać. Tak też było w przypadku Heather, która zbliżała się do 36. urodzin, a niestety nie miała partnera u boku. Wiedziała przy tym, że chce być matką i właśnie o to marzenie postanowiła zawalczyć na własną rękę. Jakże długa i trudna była to podróż!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwsza ciąża Heather zakończyła się poronieniem niemalże na samym początku. Druga to zaś strata bliźniąt, które odeszły w 16. tygodniu ciąży. Jak opowiada, było to dla niej doświadczenie przeżywane wręcz „poza ciałem”, w które w zasadzie nie mogła w ogóle uwierzyć: „Nigdy nie czułam takiego rodzaju bólu, cierpienia i dewastacji” – jej słowa cytuje CafeMom:

Ale nie poddawałam się. Tego samego wieczoru zapytałam, kiedy mogę znów spróbować.

Niestety okazało się to nie być wcale takie proste, lekarze odkryli bowiem, że Heather urodziła się z rzadką wadą macicy – malformacją. Miała tylko połowę narządu, jeden jajnik i jeden jajowód! I chociaż diagnoza brzmiała dla niej przerażająco, specjaliści zapewniali, że pomimo tego, może udać się jej zajść w ciążę. Kobieta walczyła więc dzielnie dalej. Przeszła cztery cykle inseminacji i serię in vitro. Jakaż była radość, gdy znów okazało się, że jest w ciąży… z bliźniakami!

Wcześniejsze przejścia niestety nie pozostały bez echa. Nieraz zdarza się bowiem, że doświadczenie poronienia powoduje w kobiecie jeszcze większy lęk: A co będzie, jeśli teraz znów się nie uda?. Tak też było w przypadku Heather, która mimo wszystko starała się myśleć pozytywnie. Niestety. W 17. tygodniu ciąży okazało się, że serce jej synka – James’a – przestało bić, co było kolejnym niesamowicie bolesnym przeżyciem. Wciąż jednak pozostawała mała Leti, która to dawała jej nadzieję i siłę.Usłyszenie jej płaczu było dla mnie największym uczuciem ulgi, jakiego doznałam w całym swoim życiu” – powiedziała Heather o narodzinach córeczki.

Wciąż tu jest

Dziewczynka ma na czole dwa znamiona, które jak mówi jej mama, przypominają malutkie stópki. „Dla mnie są one pieczątką jej brata, która pokazuje, że nad nią czuwa. Jego małe ślady stóp mówią, że zawsze z nią będzie” – opowiada.

To niesamowite, bowiem właśnie tatuażem przedstawiającym małe stópki, Heather uhonorowała stracone wcześniej bliźnięta. Ślad po James’ie także planuje do nich dodać, chciała jednak zrobić też coś więcej. Coś, co zostanie pamiątką zarówno dla niej, jaki dla małej Leti. Z pomocą przyszła jej fotografka, Jessica Young. To, w jaki sposób pokazała więź pomiędzy dziewczynką i jej bratem bliźniakiem, jest niesamowite. Wzrusza i niewątpliwie dodaje temu nieobecnemu chłopczykowi prawdziwie anielskich skrzydeł!

Fot. Jessica Young Photography

Moc płynąca z trudów

Fotografie potrafią dać ogromną siłę, bowiem obraz nieraz przemawia do nas o wiele mocniej, niż słowa. Jednym z takich projektów niewątpliwie jest sesja zdjęciowa jedenastu kobiet, które przeżyły poronienie. Wciąż jednak miały nadzieję i koniec końców udało im się ponownie zostać mamą: „Sfotografowałam je tworząc tęczę, by uczcić piękno, które może pochodzić z tak dewastującego przeżycia. Wszystkie te kobiety doświadczyły swoich własnych zmagań z płodnością, stratą i trudnościami, ale kończą w tym wszystkim z udaną ciążą i wkrótce poznają swoje tęczowe dzieci” – cytowaliśmy słowa autorki zdjęć, Blair Waite >>ZOBACZ TUTAJ<<.Bo nie zawsze słowa wystarczą.

Zobacz też: Tornado niepłodności! Mocne zdjęcia – czy twoje emocje też tak wyglądają? [FOTO]

Źródło historii: CafeMom

Źródło zdjęć: Jessica Young Photography Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.