Przejdź do treści

Felieton: Ranking, ranking

Mija 27 lat od narodzin Magdy, pierwszej Polki urodzonej dzięki metodzie in vitro a w Polsce nadal nie ma regulacji prawnych dotyczących medycyny wspomaganego rozrodu, jest za to ponad 40 klinik, które oferują metodę in vitro.

Nie trzeba było długo czasu na pomysł zrobienia rankingu klinik. Przygotowała go jedna z ogólnopolskich gazet. Z rankingu dowiemy się na przykład, że prawie każda klinika w Polsce zatrudnia psychologa. To zdumiewająca wiadomość dla przeciętnego pacjenta, który tego psychologa nigdy nie widział. Jak więc wytłumaczyć tę tajemnicę? To jasne. Autorzy rankingu zapytali, czy w klinice jest psycholog? „Jest”, odpowiedziały kliniki, ponieważ na biurku recepcjonistki leży plik wizytówek pani Basi, psycholożki z sąsiedniego miasteczka. Próżno by szukać szerszych informacji o pani Basi, bo nikt ich nie zbierał i nie sprawdzał. Ale ranking powstał i został przedstawiony pacjentom: oto mapa, która pomoże przejść przez dżunglę niepłodności. Albo jeszcze bardziej zdezorientuje.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie dajcie się więc zwieść rankingom. W chwili obecnej nie ma żadnego obiektywnego systemu oceny ośrodków leczenia niepłodności, na podstawie którego można by orzec, że klinika X osiągnęła taką i taką skuteczność, a klinika Y – inną.

Pozostałą część tekstu przeczytasz w nowym numerze

Anna Krawczak

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Seks obowiązkowy

Jak czerpać radość z seksu podczas leczenia niepłodności?
Niepłodność głęboko dotyka sfery intymnej związku.

Seks daje radość, buduje intymność i więź między partnerami – to „idea”. Często jednak, w trakcie długotrwałych starań (zwłaszcza zmedykalizowanych) o potomstwo, traci swój urok i staje się obowiązkiem. Jak temu zapobiec i czerpać radość z seksu w trakcie leczenia niepłodności?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność głęboko dotyka sfery intymnej związku. Seks staje się sposobem uzyskania ciąży – nie celem, ale środkiem do celu. Wiele par, skarży się, że seks uprawiają tylko w określonym dniu cyklu.

Zwykle z zaplanowaną częstotliwością, czasem w określony sposób, ponieważ ktoś w Internecie rekomendował konkretną pozycję albo sposób zachowania po stosunku, rzekomo zwiększający szansę na poczęcie. Pary tworzą nawet rytuały: najlepszy moment na seks wyznaczają termometr, samoobserwacja i testy owulacyjne.

Znika romantyzm i spontaniczność, która wcześniej wydawała się naturalna i niezbędna do satysfakcjonującego współżycia. Życie seksualne zostaje całkowicie podporządkowane staraniom. Staje się zadaniowe i pozbawione atrakcyjności, zmienia się w pracę do wykonania w określonym dniu cyklu, która – po miesiącach starań – wydaje się być nieefektywna i nie daje satysfakcji.

Seks coraz bardziej kojarzy się z porażką i jest coraz dalszy od przyjemności. A w kolejnym cyklu znów trzeba znaleźć siłę, by tę pracę wykonać!

Za jaką cenę?

Przedłużające się starania o dziecko są kosztowne – także na poziomie życia seksualnego. Cena ta nie musi jednak być wysoka. Jeśli podczas starań doświadczamy trudności w sferze seksualnej, warto zastanowić się, czego one dotyczą. Problemy generowane przez przedłużające się starania to przede wszystkim poczucie zadaniowości seksu oraz towarzyszącej mu porażki. Jeśli partnerzy czują, że ich trudności dotyczą innych aspektów życia intymnego, to być może wcale nie wynikają z przedłużających się starań, ale z faktu bycia w trwałym, stabilnym związku, gdy po dłuższym czasie seks nie jest już tak satysfakcjonujący, partnerzy nie mają tak często orgazmu albo popadli w rutynę. Sfera intymna, tak jak wszystkie inne w związku, by dobrze funkcjonować, wymaga dbałości, zaangażowania, a czasem także pracy nad jej rozwijaniem i pogłębianiem. Bez tego gaśnie, czy para stara się o dziecko, czy nie. Dlatego warto uczynić z seksu priorytet, zainwestować czas i energię w ustalenie przyczyn trudności, a następnie w ich przezwyciężenie.

Zobacz też: Specjalistki InviMed podpowiedzą, jak zadbać o siebie i dziecko w czasie ciąży

A zaczęło się…

Warto poświęcić chwilę i wrócić pamięcią do momentu, kiedy pojawiły się pierwsze trudności w sferze seksualnej. Jeżeli występowały w czasie poprzedzającym intensywne starania o dziecko, najprawdopodobniej nie są związane z niepłodnością. Wówczas warto zasięgnąć porady seksuologa, który wspólnie z parą przeanalizuje sytuację i pomoże znaleźć najlepsze rozwiązanie. Jeżeli partnerzy czują, że ich problemy wynikają jednak z przedłużających się starań o potomstwo, warto przede wszystkim zrobić krok w kierunku ponownego otwarcia się na bliskość i swoje ciało.

Ciało, ciało, ciało…

Długie, bezskuteczne starania o dziecko powodują czasem, że trudno zaakceptować swoje ciało. I nie mówię jedynie o jego atrakcyjności. Gdy borykamy się z niepłodnością, ciało bywa postrzegane jako wróg, który utrudnia zajście w ciążę i nie spełnia naszych oczekiwań. Takim ciałem nie jest łatwo się cieszyć, czerpać z niego przyjemność, czy też podzielić się z partnerem. Dlatego warto rozpocząć od zastanowienia się nad naszym stosunkiem do siebie i swojej cielesności? Czy szanujemy swoje ciało i dbamy o nie? Czy staramy się widzieć w nim sprzymierzeńca, który robi wszystko, co w jego mocy, aby ułatwić nam zostanie rodzicami? Taka jest jego rola, niezależnie od emocji, jakie w danej chwili nam towarzyszą.

Zobacz też: Jak przekonać partnera lub partnerkę do leczenia niepłodności?

Rozmasuj swój pancerz

Na nasz stosunek do siebie i własnego ciała wpływ może mieć też wielokrotne naruszanie intymności, które jest nieuchronną częścią procesu leczenia. Człowiek poddawany wielu badaniom lekarskim, różnego typu zabiegom i interwencjom ingerującym w jego intymność, może, na poziomie emocjonalnym, zacząć odczuwać dystans wobec swojego ciała. Z jednej strony pozwala to łatwiej znieść trudne sytuacje, ale z drugiej powoduje, że przestaje się odczuwać swoje ciało tak, jak dotychczas. Lepiej znosimy wówczas badania i zabiegi medyczne, ale jednocześnie niezwykle trudno jest nam odczuwać satysfakcję.

W takiej sytuacji dobrze zacząć od przywrócenia zdolności odczuwania przyjemności płynącej z ciała poprzez masaż, wspólną kąpiel, przytulanie – niekoniecznie kończące się współżyciem. Warto być cierpliwym i spokojnie pomagać sobie nawzajem w odkrywaniu na nowo radości płynącej z bliskości i intymności, nie stawiając sobie przy tym zbyt ambitnych celów (np. orgazmu).

Bez zegarka w ręku

Jeżeli starania o dziecko wymagają współżycia w określonym dniu cyklu, dobrze planować kontakty intymne także wyłącznie dla przyjemności, by seks nie był zadaniowy i stał się źródłem przyjemności. Jeżeli lekarz pozwoli, można zrezygnować z – koncentrującej na prokreacji – ścisłej samoobserwacji. Warto też przyjrzeć się radom, do których wcześniej się stosowaliśmy: jeśli nie są to zalecenia lekarskie, a porady z Internetu, być może lepiej będzie nam bez nich.

Życie intymne to sfera ważna i delikatna, podatna na życiowe zawirowania. Powstały i utrwalony dystans nie zawsze można łatwo pokonać. Brak bliskości w sytuacji nieskutecznych starań o dziecko to dodatkowa strata, która pogłębia ból. Dlatego nie warto czekać na zakończenie starań i zmianę sytuacji, ale już dziś opiekować się swoją intymnością i ją chronić, by czerpać z niej siłę i wsparcie także w momentach trudnych dla siebie i związku.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

 

Logo: InviMed

Ekspert

Dorota Gawlikowska

Psycholożka i psychoterapeutka par w Klinice Leczenia Niepłodności InviMed Warszawa. Absolwentka Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego o specjalności psychologia kliniczna zdrowia. W pracy koncentruje się na psychologicznych aspektach leczenia niepłodności. Prowadzi warsztaty psychoedukacyjne, grupy wsparcia oraz spotkania indywidualne z pacjentami i parami leczącymi się z powodu niepłodności.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nowy standard opieki okołoporodowej ma zmniejszyć ilość cesarek.

Nowy standard opieki okołoporodowej ma zmniejszyć ilość cesarek.
Według nowych rekomendacji, to lekarz odpowiedzialny za poród decyduje o sposobie rozwiązania ciąży. – fot.Pixabay

W Polsce prawie połowa porodów kończy się cesarskim cięciem, jest to jeden z najwyższych wyników w Europie. Potrzeba zmniejszenia tej liczby, obok innych rekomendacji, znalazła się w obowiązującym od 1 stycznia 2019 Standardzie Organizacyjnym Opieki Okołoporodowej. Standard jest wiążący dla wszystkich placówek medycznych, konieczność jego przestrzegania zawarta jest w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z 16 sierpnia 2018 roku. Część zapisów budzi wątpliwości ekspertek z Fundacji Rodzić po Ludzku. Krytyka dotyczy również faktu, że po raz kolejny decyzje dotyczące zdrowia i życia matek i dzieci zostały podjęte bez ich głosu, dokładnego zbadania sytuacji oraz rzetelnej diagnozy występujących obecnie problemów.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zmiany na lepsze?

Założenie jest takie, by nowe standardy opieki okołoporodowej zapewniały dostęp do metod opartych na aktualnej wiedzy naukowej, przy zachowaniu zgodności z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia oraz najnowszymi trendami w opiece okołoporodowej. Standard ma zapewnić jak największe bezpieczeństwo i komfort rodzącej i dziecka. Fundacja Rodzić po Ludzku zwraca uwagę, że wśród postulatów zawartych w rekomendacji jest faktycznie kilka korzystnych rozwiązań. Jednym z nich jest przywrócenie trójstopniowej opieki i zalecenie kierowania kobiet po przebytym cesarskim cięciu do placówek o II stopniu referencyjności, czyli przede wszystkim szpitali wojewódzkich, w których są oddziały intensywnej terapii noworodkowej. Fundacja pozytywnie ocenia też zalecenie doprecyzowanie terminu opracowania planu porodu, który daje pacjentce możliwość określenia oczekiwań odnośnie łagodzenia bólu, pozycji w trakcie porodu, obecności bliskich osób. Korzystny zdaniem Fundacji jest też zapis o podejmowaniu próby porodu naturalnego u pacjentek po przebytym cesarskim cięciu, jednak to powinno być poprzedzone kampanią edukacyjną dla pacjentek i personelu medycznego.

Największe obawy budzi zapis o sukcesywnym zmniejszaniu liczby cesarskich cięć o 2% rocznie. Sztywne ustalenie ilości cesarek, które mają się nie odbyć zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia sytuacji zagrażających bezpieczeństwu rodzącej i dziecka. Niepokoi też wyrażona w rekomendacjach potrzeba edukacji pacjentek na temat zagrożeń związanych z cesarskim cięciem oraz korzyści płynących z naturalnego rozwiązania ciąży. Jest to niepokojące o tyle, że zrzuca na kobiety odpowiedzialność za wysoki odsetek cesarskich cięć, podczas gdy żadne cesarskie cięcie, również wykonane prywatnie, nie odbędzie się bez zgody lekarza i nie zależy od pacjentki.  

Cały tekst Standardu Organizacyjnego Opieki Okołoporodowej znajdziesz tutaj.

Kto decyduje o cesarce?

Według nowych rekomendacji, to lekarz odpowiedzialny za poród decyduje o sposobie rozwiązania ciąży, nie lekarz prowadzący ciążę. Problem polega na tym, że o sposobie rozwiązania ciąży decyduje lekarz przyjmujący poród, który pacjentki nie zna, nie ma czasu zapoznać się z całą dotyczącą jej przypadku dokumentacją, wziąć pod uwagę wszystkich zaleceń lekarza prowadzącego ciążę. Logiczne wydawałoby się poleganie na opinii lekarza prowadzącego, który miał sposobność pacjentkę poznać i wykonać szczegółowe rozpoznanie jej sytuacji. Działanie na rzecz zmniejszenia liczby cesarskich cięć poprzez oddanie decyzji o rozwiązaniu ciąży w ręce lekarza odbierającego poród, który ma w jednym momencie wiele rodzących pacjentek, z dużym prawdopodobieństwem odbije się na komforcie rodzących, ich zdrowiu i komforcie i zdrowiu rodzących się dzieci.

Zobacz też: Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach.

Znieczulenie w trakcie porodu

Standard organizacji opieki okołoporodowej w ustępie VII reguluje łagodzenie bólu porodowego w porodzie naturalnym. Łagodzenie bólu odbywać się może przy użyciu metod farmakologicznych, w tym  znieczulenie regionalne zewnątrzoponowe, podpajęczynówkowe, i łączone. Dostępne są także niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu porodowego, takie jak:  utrzymanie aktywności fizycznej rodzącej i przyjmowanie pozycji zmniejszających odczucia bólowe, techniki oddechowe i ćwiczenia relaksacyjne, metody fizjoterapeutyczne, immersję wodną, akupunkturę, akupresurę.

Zobacz też: 5 objawów, które świadczą o zbliżającym się porodzie.

Zgodnie z ptk. 3 ust. VII standardu organizacji opieki okołoporodowej: “Osoby sprawujące opiekę nad rodzącą uzgadniają z nią sposób postępowania mającego na celu łagodzenie bólu porodowego, z uwzględnieniem stanu klinicznego oraz gradacji metod dostępnych i stosowanych w podmiocie wykonującym działalność leczniczą, oraz zapewniają rodzącej wsparcie w ich zastosowaniu, uwzględniając jej zdanie w tym zakresie”. Standard nie precyzuje w jakiej sytuacji rodząca kobieta ma prawo do otrzymania znieczulenia, w ciągu jakiego czasu od prośby wyrażonej przez pacjentkę należy podać znieczulenie oraz czy kobieta może domagać się znieczulenia. Warto zwrócić uwagę, że NFZ finansuje znieczulenia do porodu od 2015 roku. Powinne być one przywilejem pacjentek, gdy nie ma przeciwwskazań medycznych dla zastosowania znieczulenia. Dotychczas obserwowano duże różnice w dostępie do znieczulenia między województwami. Według danych Rodzić po Ludzku aż 13% pacjentek, które domagały się znieczulenia, go nie otrzymało. Rekomendacje nie regulują też zgłaszanego przez pacjentki problemu z otrzymaniem znieczulenia z powodu nieobecności anestezjologa.

Jakie są Twoje prawa w świetle nowych przepisów? Zobacz infografikę Fundacji Rodzić po Ludzku! 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. Zawodowo interesuje się prawami człowieka i etyką medyczną. W czasie wolnym dużo czyta - najchętniej z jednym ze swoich trzech kotów na kolanach, trenuje roller derby i fotografuje.

„Uświadomiłam sobie, że data narodzin mojego dziecka może być też datą jego śmierci”. Dramatyczny list matki

„Długo wczytywałam się w interpretację skomplikowanych wyników. W końcu zrozumiałam – wada genetyczna, która nie dawała dziecku szans na przeżycie. Nie wiadomo, czy doczeka porodu, a jeśli tak, to czy go przeżyje. Nic nie wiadomo oprócz tego, że niedługo umrze”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To list mamy, która korzystała z pomocy Fundacji Gajusz. List czytają ochotnicy, którzy chcieli wesprzeć apel o przekazanie 1 procenta podatku na rzecz fundacji.

Ciąża przebiegała prawidłowo. Radość była tym większa, że długo na nią czekałam. Podczas USG widziałam, jak moje dziecko rusza rączkami i nóżkami. Mąż bardzo ucieszył się, gdy poczuł ruchy dziecka. Ten pierwszy, jeszcze delikatny kopniak, uświadomił mu więcej niż obrazy z USG.

Ucieszyłam się z możliwości przeprowadzenia badań prenatalnych. Chciałam mieć pewność, że maluch dobrze się rozwija. Zaproponowano mi wykonanie amniopunkcji. Na wynik czekałam ponad miesiąc.

Był maj, piękna wiosna, na zewnątrz ciepło, słonecznie. Czekałam w poradni na przyjazd kuriera – spóźniał się. Dłonie zdrętwiały mi ze stresu, ledwo oddychałam. Wreszcie zawołano mnie do pokoju, odebrałam wyniki.

Długo wczytywałam się w interpretację skomplikowanych wyników. W końcu zrozumiałam – wada genetyczna, która nie dawała dziecku szans na przeżycie. Nie wiadomo, czy doczeka porodu, a jeśli tak, to czy go przeżyje. Nic nie wiadomo oprócz tego, że niedługo umrze. Cierpiałam, gdy ludzie mi gratulowali, gdy pytali o płeć, termin porodu. Nie widzieli, że czekam na nieszczęśliwe rozwiązanie. Mimo to staraliśmy się cieszyć oczekiwaniem na synka, Bartusia.

Zdecydowałam się go urodzić, wydawało mi się, że jestem na tyle silna, że dam radę utrzymać go przy życiu. Delektowałam się każdym dniem, każdym jego ruchem. Uświadomiłam sobie, że data narodzin mojego dziecka może być też datą jego śmierci. Modliłam się, żeby urodził się żywy. Chciałam, żeby zobaczyli go dziadkowie, żeby poczuł miłość, jaką go obdarzamy, żeby nas poznał, żebyśmy się mogli pożegnać.

Nadszedł dzień porodu. Mój syn żył. Nie płakaliśmy. Po trzech godzinach poczułam jego ostatni oddech, Bartuś odszedł.

Jestem dumna, że miałam takiego synka. Nigdy nie dokonałabym innego wyboru, nie zrezygnowałabym z Ciebie Bartusiu. Kocham Cię!

Twoja na zawsze mama

Zobacz też: Tęczowy Kocyk: szyjemy dla Dzieci, które są tak małe, że nie można na nie zakupić żadnego ubranka ani okrycia

Jeden procent podatku dla Fundacji Gajusz

Hospicjum perinatalne Fundacji Gajusz opiekuje się dziećmi, które jeszcze przed urodzeniem zmagają się z nieuleczalnymi chorobami.

W tej dramatycznej i trudnej sytuacji hospicjum wspiera rocznie ponad 100 rodzin. Fundacja prowadzi trzy hospicja dziecięce: domowe, stacjnonarne oraz perinatalne.

Przekaż jeden procent podatku dla Fundacji Gajusz! Pomóż chorym dzieciom i ich rodzinom przejść przez zmierzch. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ.

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Paweł Adamowicz nie żyje. Prezydent Gdańska na in vitro chciał w tym roku przeznaczyć dodatkowe pół miliona złotych

Paweł Adamowicz nie żyje
Paweł Adamowicz był prezydentem Gdańska przez 21 lat – fot. Facebook - Paweł Adamowicz

Nie żyje prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Mężczyzna został zaatakowany przez nożownika podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.  

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tragedia rozegrała się 13 grudnia w Gdańsku tuż przed „Światełkiem do Nieba”. O godzinie 19:55 27-letni Stefan W. wtargnął na scenę i dźgnął Pawła Adamowicza nożem. Prezydent został ugodzony kilkakrotnie.

Po zadaniu ciosów sprawca podniósł ręce do góry w geście triumfu.

Halo, halo! Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz – krzyczał do mikrofonu.

Morderca wszedł na scenę posługując się plakietką z napisem „media”. Stefan W. był wcześniej karany za rozboje.

Po ataku Paweł Adamowicz trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie przez wiele godzin był operowany. Zmarł 14 stycznia.

Zobacz też: In vitro w Gdańsku. Są już pierwsze efekty miejskiego programu

Paweł Adamowicz nie żyje. Był zwolennikiem in vitro

Paweł Adamowicz był prawnikiem, współzałożycielem regionalnej Platformy Obywatelskiej, w latach 1998-2019 sprawował funkcję prezydenta Gdańska.

Był zwolennikiem in vitro – Gdańsk jako jedyne trójmiejskie miasto miało swój program dofinansowania in vitro. Podczas wyborów na następną kadencję w październiku 2018 r. Adamowicz zapowiedział zwiększenie środków na program zapłodnienia pozaustrojowego w ramach proponowanego pakietu społecznego Zdrowie i Szczęście Gdańskich Rodzin.

Gdański program in vitro wprowadziliśmy w zeszłym roku. Dzięki niemu na świat przyszło 39 dzieci, a obecnie 137 kobiet jest w ciąży. Uważamy, że ten lokalny, miejski, gdański program, zdaje egzamin. W tym samym czasie program rządowy ministra Radziwiłła nie przyniósł ani jednego poczętego i narodzonego dziecka. Dlatego chcemy w nowej kadencji, w nowym roku kalendarzowym 2019, uzupełnić wkład finansowy do programu in vitro o dodatkowe pół miliona złotych, bo wierzymy głęboko, że małżeństw, par, które chcą skorzystać w Gdańsku z programu in vitro jest bardzo wiele – mówił podczas październikowej konferencji prasowej Adamowicz.

Gdański program rozpoczął się 2017 roku i ma trwać do 2020 roku. Do tej pory na ten cel miasto przeznaczyło niemal dwa mln zł.

Źródło: Wirtualna Polska, Dziennik Bałtycki, gdansk.pl, portalsamorzadowy.pl Wikipedia

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.