Przejdź do treści

Endometrium przed transferem – porady eksperta

Za grube, za cienkie endometrium przed wykonaniem transferu – zobacz, co radzi lekarz.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bardzo często w komentarzach naszych czytelniczek pod tekstami związanymi z transferem pojawiają się zapytania o endometrium.

„Jestem przed transferem, który się opóźnia z powodu za dużego endometrium i lekarz nie wyjaśnił mi, co to oznacza i dlatego tak się dzieje. Czy można coś więcej na ten temat się dowiedzieć  o rozrastającym się endometrium w czasie cyklu i jego wpływie na transfer zarodka?

Endometrium przed transferem zarodka

Zapytaliśmy eksperta z kliniki InviMed, co oznacza za grube endometrium i jakie niesie za sobą następstwa.

– Do rozrostu endometrium zwykle dochodzi, gdy zachwiana jest równowaga pomiędzy stężeniem estradiolu i progesteronu – wyjaśnia dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik.

Czytaj też: Dieta przed i po transferze
W klinice InviMed w większości przypadków pacjentki do transferu podchodzą na cyklu stymulowanym hormonami.

– Jeżeli endometrium ma nieprawidłową grubość, zmiana dawki leków zazwyczaj eliminuje problem – dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni. – Jeżeli problem z grubością endometrium jest w cyklu naturalnym, wskazane byłoby wykonanie badania stężenia hormonów, progesteronu i estradiolu, a nawet rozważenie wykonania histeroskopii z pobraniem wycinków endometrium.

Co to jest endometrium?

Endometrium to śluzówka macicy. Zmienia się ono w trakcie cyklu miesiączkowego, co spowodowane jest hormonami kobiecymi. Ma dwie warstwy: podstawną i czynnościową. Do miesiączki dochodzi, gdy warstwa czynnościowa się złuszcza. Po menstruacji z warstwy podstawnej odbudowuje się następna warstwa czynnościowa.
Endometrium odbudowuje się od końca krwawienia do owulacji, jest to faza folikularna. Ma czas, żeby zwiększyć swoją grubość kilkakrotnie i przygotować się na ewentualne przyjęcie zarodka. Jeśli do zapłodnienia nie dochodzi, warstwa złuszcza się ponownie.

Endometrium i ciąża

Po zapłodnieniu endometrium już się nie złuszcza, lecz zaczyna się rozwijać pod wpływem progesteronu. Dzięki temu endometrium pełne substancji odżywczych może odżywiać zarodek przed jego całkowitym zagnieżdżeniem.

Normy endometrium

U dziewczynek, które nie wkroczyły jeszcze w okres dojrzewania, endometrium liczy od 0,3 do 0,5 mm grubości. Endometrium płodnych kobiet w I fazie cyklu to 8 mm, a II fazie nieco więcej. Grubość endometrium kobiet po menopauzie powinna wynosić nie więcej niż 5 mm.

Konsultacja: dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni

POLECAMY: Współżycie przed transferem

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

„Bezpestkowe”, czyli droga do akceptacji. Niezwykły projekt dla kobiet z diagnozą MRKH

Wyciągnięta dłoń; na niej napis: We help [Pomagamy] /Ilustracja do tekstu: Projekt „Bezpestkowe”, czyli wsparcie w drodze do akceptacji MRKH
Fot.: Fotolia.pl

Samotność, niepokój, wstyd, lęk – to uczucia towarzyszące wielu młodym kobietom z MRKH. Dobrze poznała je także Zuzanna, która przez długi czas poszukiwała odpowiedzi, dlaczego jej fizjologiczny rozwój nie przebiega tak, jak u rówieśniczek. Nim usłyszała diagnozę i rozpoczęła leczenie, musiała zmierzyć się z poczuciem izolacji i pustki. Dziś dzieli się swoją historią, by ułatwić tę trudną drogę innym kobietom i pokazać, że MRKH nie przekreśla planów i marzeń.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera (zwany zespołem Rokitansky’ego lub MRKH) to zespół wad rozwojowych, który występuje średnio u 1 na 4500 dziewczynek. Charakteryzuje się m.in. wrodzonym brakiem lub znacznym niedorozwojem pochwy i macicy, występującym często przy jednoczesnym funkcjonowaniu jajników i układu hormonalnego. Z tego powodu wada wykrywana jest dopiero w wieku nastoletnim – jedynym dostrzegalnym symptomem jest bowiem brak wystąpienia pierwszej miesiączki do 16. roku życia. To właśnie ten objaw zaniepokoił 16-letnią wówczas Zuzannę, dziś utalentowaną fotografkę.

– Pewnego ranka miałam WF, więc poszłam do szatni, żeby się przebrać. Jak zwykle rozmawiałam z koleżankami z klasy o bieżących sprawach związanych ze szkołą, dzieliłyśmy się nowymi plotkami, mówiłyśmy o chłopakach (przyszłych, obecnych i niedoszłych), o rozmiarze swoich piersi i nóg. Problem zaczynał się w momencie, w którym któraś z nich zaczynała mówić o tym, że jest dzisiaj niedysponowana. W takiej chwili nigdy nie wiedziałam, co powiedzieć – mówi na łamach girlsroom.pl o początku długiej drogi do diagnozy.

CZYTAJ TEŻ: Obywatelki 2. kategorii?

Diagnoza MRKH i wsparcie, które daje siłę do działania

Tydzień później zgłosiła się na pierwsza wizytę u ginekologa. Lekarz podczas badania USG wykrył u niej torbiel prawego jajowodu, która mogła być przyczyną pierwotnego braku miesiączki. Jednak po trzymiesięcznym leczeniu farmakologicznym cystę udało się zwalczyć, a pierwsze krwawienie miesiączkowe wciąż nie występowało. Wówczas diagnostyką problemu zajęli się kolejni lekarze.

– Zostałam skierowana do kolejnej lekarki, która zajęła się moją niedoczynnością tarczycy. Po kilku miesiącach poziom hormonów wrócił do normy, ale główny problem wciąż nie został rozwiązany. Po skończonej kuracji hormonalnej zostałam zbadana na fotelu ginekologicznym. Okazało się, że mam zespół MRKH. Zostałam odesłana do kolejnej lekarki, która leczy mnie do dziś – mówi Zuzanna.

Cały proces odnajdywania przyczyny braku miesiączki i szukania odpowiedniego lekarza zajął nastolatce 3 lata. Kolejnego roku potrzebowała, by przygotować się do leczenia.

– Dopiero po roku od postawienia diagnozy zdecydowałam się na leczenie. Moja lekarka prowadząca namówiła mnie na zastosowanie rozszerzadeł zamiast operacji, ponieważ w moim przypadku nie była ona konieczna. Stosowałam je przez pół roku, a w maju bieżącego roku skończyłam cały proces – mówi.

W międzyczasie poznała inne młode kobiety: Magdę Domagałę i Tashę Bishop, u których również rozpoznano MRKH.

Dziewczyny poprzez swoją odwagę dały mi ogromną siłę do działania, dzięki czemu postanowiłam podzielić się swoją historią i wesprzeć kobiety, które – tak jak ja – chorują na MRKH.

W ten sposób narodził się pomysł na projekt „Bezpestkowe”.

Projekt „Bezpestkowe”, czyli droga do akceptacji

Po latach niełatwych doświadczeń Zuzanna zrozumiała, że zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera – wbrew powszechnej opinii – nie jest ani chorobą, ani tragedią.

Dla mnie jest to swojego rodzaju uroda, która czyni nas wyjątkowymi. […] Na wielu forach internetowych można znaleźć artykuły, które opisują zespół MRKH jako „zespół kobiecej tragedii”, co – moim zdaniem – jest niezwykle krzywdzące. Choroba jest uleczalna; jeśli zachyłek pochwowy został zachowany, można go rozciągnąć i wydłużyć mechanicznie, a w przypadku niezachowanego szczątka pochwy – wytworzyć go operacyjnie, a tym samym umożliwić odbywanie stosunków płciowych pochwowych. Obecnie wykonuje się również przeszczepy macicy, tym samym dając szansę na macierzyństwo – podkreśla Zuzanna.

Ale uzyskanie tej świadomości nie zawsze jest łatwe. To proces, który wymaga cierpliwości i wsparcia otoczenia.

– Wiem, jak ciężko jest przechodzić przez MRKH bez wsparcia psychologicznego, które swoją drogą powinno być dostępne przez cały proces leczenia. Na początku sama nie wiedziałam, co mi jest. Kiedy już poznałam diagnozę, miałam wrażenie, że jestem jedyną dziewczyną chorującą na MRKH na świecie. Przez długi czas wstydziłam się mówić o chorobie i bałam się podjąć leczenia, które na początku wydawało mi się być koszmarem. Dlatego wychodzę z inicjatywą, której celem ma być wzajemne wsparcie oraz uświadomienie społeczeństwu, jak powszechnym schorzeniem jest MRKH – zaznacza Zuzanna.

Projekt „Bezpestkowe” zyska formę zinu, w którym pojawią się zdjęcia oraz historie kobiet z zespołem Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera. Będzie swoistą instrukcją postępowania z MRKH, która ułatwi młodym kobietom pierwsze kroki po diagnozie.

– Chciałabym zaprosić dziewczyny z zespołem MRKH do zgłaszania się do mnie, żebyśmy wspólnie wykonały serię zdjęć i podzieliły się swoimi doświadczeniami – zachęca Zuzanna.

Osoby, które pragną wesprzeć projekt „Bezpestkowe”, mogą zgłaszać się mailowo do jego autorki: bezpestkowe@gmail.com.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Słowa, które leczą. Wirtualne wsparcie po diagnozie MRKH [LIST]

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

12 najczęstszych pytań o ciążę. Odpowiada ekspert

Para u specjalisty /Ilustracja do tekstu: 12 najczęstszych pytań o ciążę. Ciąża: pytania i odpowiedzi
Fot.: Fotolia.pl

Jak często należy zgłaszać się na konsultacje ginekologiczne w czasie ciąży? Które badania wykonać, by sprawdzić, czy płód rozwija się prawidłowo? Jak powinna wyglądać dieta ciężarnej? Na najczęstsze pytania o ciążę i jej przebieg odpowiada ekspert – dr n. med. Zbigniew Morawski, ginekolog z Centrum Medycznego Damiana.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak często zgłaszać się na konsultacje ginekologiczne w czasie ciąży?

W ciągu pierwszych dwóch trymestrów ciąży (1-27 tydzień) lekarz ginekolog najczęściej rekomenduje comiesięczne wizyty kontrolne.

– Następnie ich częstotliwość może zwiększyć się do dwóch wizyt w miesiącu. Kiedy minie ósmy miesiąc ciąży, przyszła mama powinna pojawiać się w gabinecie ginekologa częściej: raz w tygodniu. Nie powinna rezygnować z nich nawet wtedy, gdy czuje się doskonale. Tylko konsultacja z lekarzem daje bowiem pewność, że ciąża rozwija się prawidłowo, a zdrowiu matki i rozwijającego się płodu nic nie zagraża – mówi dr n. med. Zbigniew Morawski, ginekolog z Centrum Medycznego Damiana.

Jeżeli u przyszłej mamy wystąpią jakiekolwiek niepokojące objawy (np. nagły i intensywny ból brzucha, krwawienie z dróg rodnych), powinna natychmiast udać się do ginekologa.

– Pozwoli to ustalić źródło problemu i – w razie potrzeby – błyskawicznie wdrożyć pomoc medyczną – zaznacza ekspert.

Jakie badania wykonać w pierwszym trymestrze ciąży?

Zakres wymaganych badań, którym powinna być poddana każda kobieta w ciąży, ściśle określają przepisy Ministerstwa Zdrowia. Jak wskazuje dr Zbigniew Morawski, w pierwszym trymestrze ciąży specjalista wykona przede wszystkim:

  • morfologię krwi (wraz z określeniem grupy krwi – w kontekście ryzyka wystąpienia konfliktu serologicznego),
  • test na nosicielstwo kiły (WR),
  • badanie ogólne moczu,
  • cytologię,
  • kontrolę ciśnienia tętniczego krwi.

Jakie badania wykonać w drugim trymestrze ciąży?

W drugim trymestrze ciąży należy regularnie przeprowadzać:

  • badania ogólne moczu,
  • morfologię,
  • kontrolę ciśnienia krwi.

Ponadto ok. 25. tygodnia ciąży specjalista zleci wykonanie testu obciążenia glukozą (czyli krzywej cukrowej), który pozwala wykluczyć tzw. cukrzycę ciężarnych.

Jakie badania wykonać w trzecim trymestrze ciąży?

Jak wyjaśnia ekspert, w trzecim trymestrze ciąży poza standardowymi badaniami profilaktycznymi istotna jest również diagnostyka w kierunku wykrycia paciorkowców typu B.

– Do badań prenatalnych zaliczają się także przeprowadzane regularnie: USG i KTG oraz test PAPP-A (pozwalający określić ryzyko wystąpienia m.in. zespołu Downa) – mówi ginekolog z Centrum Medycznego Damiana.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Test PAPP-A. Kiedy należy zrobić badanie i o czym świadczy wynik?

Bunt organizmu w czasie ciąży. Czym się objawia?

Wiele słyszy się o tzw. buncie organizmu, który dotyka kobiety ciężarne. Co to takiego i na czym polega?

Jak wyjaśnia dr Morawski, bunt organizmu u kobiety w ciąży może objawiać się m.in. zmianami nastroju, częstszym oddawaniem moczu czy zwiększeniem apetytu.

– Dodatkowo pojawiają się: poczucie chronicznego zmęczenia, bóle piersi, podwyższona temperatura ciała, zawroty głowy, omdlenia i poranne mdłości. Ich występowanie nie jest regułą – u niektórych kobiet można zaobserwować ich nasilenie, a u niektórych ciężarnych nie występują one w ogóle – zaznacza ekspert.

Alkohol i papierosy w czasie ciąży. Czy rzeczywiście prowadzą do groźnych powikłań?

Wiele kobiet zastanawia się, jak powinna zmienić się ich dieta w okresie ciąży. Czy są produkty, których należy bezwzględnie unikać?

Ekspert z Centrum Medycznego Damiana wskazuje, że najważniejszym działaniem jest całkowite zrezygnowanie z alkoholu.

Nawet najmniejsza dawka alkoholu może doprowadzić do groźnych powikłań u płodu: uszkodzenia mózgu, serca czy wątroby, deformacji twarzy, opóźnionego przyrostu wagi, a także przedwczesnego porodu czy poronienia.

Jeszcze groźniejsze jest regularne spożywanie alkoholu w ciąży. Ginekolog wyjaśnia, że może wówczas dojść do wystąpienia tzw. alkoholowego zespołu płodowego.

Warto podkreślić, że w czasie ciąży zabronione jest również palenie papierosów. Zwiększa ono ryzyko wystąpienia wad rozwojowych i może doprowadzić do poronienia.

Dieta a ciąża. Produkty zakazane: co trzeba o nich wiedzieć?

Szkodliwe w okresie ciąży, a także po porodzie (aż do czasu zakończenia karmienia piersią) są jednak nie tylko używki.

– Istnieją takie grupy produktów, które mogą być szkodliwe dla dziecka, dlatego należy je wyeliminować. Należą do nich przede wszystkim: surowe mięso (ciężarna powinna spożywać gotowane potrawy), ryby i nabiał, nadmiar cukru, wątróbki zwierzęce, kawa (z uwagi na zawartą w niej kofeinę), orzechy ziemne (mogące doprowadzić do reakcji alergicznych) – wyjaśnia ekspert.

Jeśli nie mamy pewności, czy dany produkt można spożywać w okresie ciąży, czy jest on zakazany, należy zasięgnąć opinii lekarza specjalisty – dodaje dr Morawski.

Leki podczas ciąży. Które można przyjmować, z którym należy zrezygnować?

Już podczas pierwszej wizyty u ginekologa przyszła mama powinna poinformować o wszystkich środkach, które przyjmuje regularnie. Dotyczy to zarówno leków, jak i zwykłych suplementów diety.

Jak zauważa ekspert z Centrum Medycznego Damiana, niektóre produkty farmaceutyczne mogą być bardzo szkodliwe dla dziecka, dlatego kobieta nie powinna ich stosować w czasie ciąży ani po porodzie – aż do zakończenia karmienia piersią.

W czasie ciąży nie można przyjmować m.in.:

  • leków przeciwbólowych zawierających ibuprofen, naproksen, kodeinę czy aspirynę,
  • środków przeciwtrądzikowych z witaminą A,
  • doustnych leków na cukrzycę,
  • niektórych antybiotyków.

CZYTAJ TEŻ: Co do czego pasuje. Jak brać leki, żeby działały i żeby sobie nie szkodzić [EKSPERT]

Suplementacja w okresie ciąży: o które składniki należy zadbać?

Najczęstsze pytania o ciążę uwzględniają również kwestie związane ze zwiększonym zapotrzebowaniem na mikroelementy i witaminy w okresie rozwoju płodu. Które składniki są najważniejsze dla przyszłej mamy i rozwijającego się organizmu oraz w jaki sposób uzupełnić ewentualne niedobory?

– Najpotrzebniejszymi mikroelementami dla kobiet w ciąży są: kwas foliowy, żelazo, cynk, wapń i witamina D. Poziom mikroelementów i witamin można wyrównywać dietą lub odpowiednią suplementacją. Odpowiednią, czyli skonsultowaną z lekarzem specjalistą podczas wizyty  – mówi ginekolog.

Szkoła rodzenia: czy warto się do niej zapisać?

Wiele kobiet zastanawia się również, czy warto zapisać się do szkoły rodzenia. Ekspert wskazuje, że jest to korzystne zwłaszcza w przypadku pierwszej ciąży.

Szkoły rodzenia nie tylko przekazują teoretyczną wiedzę na temat porodu, sposobu pielęgnacji niemowląt, pokonywania obaw przed porodem, ale pozwalają również „przećwiczyć” wiele przyszłych aktywności: m.in. karmienie, przewijanie czy kąpanie noworodków – wyjaśnia .

W zajęciach szkoły rodzenia zazwyczaj uczestniczą również mężczyźni, którzy mogą tym samym przygotować się do nowej roli życiowej. Ciężarna zaś, spotykając się z innymi kobietami, które również spodziewają się dziecka, zyska szansę na wymianę doświadczeń, zdobycie wiedzy, a także nawiązanie nowych kontaktów.

Ciąża a wada wzroku. Czy przy wadzie wzroku zawsze wykonywane jest cesarskie cięcie?

Przede wszystkim wada wzroku obliguje ciężarne kobiety do częstszych kontroli u okulisty (zwłaszcza na kilka tygodni przed porodem, aby ustalić sposób rozwiązania ciąży). Niektóre wady wzroku (np. jaskra) wymagają zmiany leczenia, ponieważ większość leków nie może być stosowana przez ciężarne kobiety.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie wszystkie ciężarne z wadą wzroku zostają poddane cesarskiemu cięciu podczas porodu.

– Wskazaniem do tego zabiegu jest wada wzroku przekraczająca 6 dioptrii, ale istotniejszy niż sama wada jest stan siatkówki oczu. Jeżeli jest ona uszkodzona lub słaba, lekarz zaopiniuje przeprowadzenie cesarskiego cięcia ze względu na duże ryzyko rozwarstwienia siatkówki – mówi ekspert.

Zagrożenie to wynika ze znacznego wysiłku, który wiąże się z naturalnym porodem.

Czym jest karta ciąży i co się w niej znajduje?

Karta ciąży to bardzo ważny dokument wydawany przez ginekologa, który potwierdza, że kobieta spodziewa się dziecka. Znajdują się w niej wszystkie informacje dotyczące matki i rozwijającego się dziecka:

  • grupy krwi (ważne zwłaszcza w przypadku wystąpienia konfliktu serologicznego),
  • data ostatniej miesiączki, przewidywany termin porodu,
  • informacje nt. przebytych ciąż i porodów,
  • wyniki badań USG, krwi i moczu,
  • wyniki badań na obecność przeciwciał w kierunku różyczki, toksoplazmozy i cytomegalii.

Niezwykle istotna jest regularność wpisów w karcie ciąży.

– Dzięki temu w razie nagłej potrzeby inny specjalista będzie posiadał komplet danych o ciężarnej kobiecie i jej dziecku. Przyszła mama powinna zawsze posiadać przy sobie kartę zdrowia – mówi dr Morawski.

Źródło: Centrum Medyczne Damiana

POLECAMY RÓWNIEŻ:

6. miesiąc ciąży: jakie badania wykonać i jak rozwija się płód?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rak piersi atakuje coraz więcej młodych kobiet. Brakuje edukacji i nowoczesnych terapii

Młoda zmartwiona kobieta w bieliźnie siedzi na łóżku /Ilustracja do tekstu: Rak piersi atakuje coraz młodsze kobiety. Brakuje edukacji, nowoczesnych terapii i breast units

W ciągu ostatnich 30 lat w Polsce dwukrotnie wzrosła liczba zachorowań na raka piersi. Chorują coraz młodsze, aktywne zawodowo kobiety, co zaburza m.in. ekonomikę systemu opieki zdrowotnej i gospodarkę. Leczenie chorych wciąż nie jest jednak traktowane jako inwestycja. Brakuje kompleksowej opieki w wyspecjalizowanych ośrodkach (tzw. breast units), dostępu do nowoczesnych terapii oraz skutecznej rehabilitacji. W polskich szpitalach zbyt często wykonuje się ponadto całkowitą mastektomię zamiast operacji oszczędzających. Czy jest szansa, że się to zmieni?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak piersi to najczęściej diagnozowany nowotwór wśród kobiet w większości krajów Europy oraz w USA. W Polsce już dziś stanowi ponad 20 proc. wszystkich przypadków nowotworów złośliwych kobiet, a zachorowalność na niego stale rośnie.

Rak piersi zbiera krwawe żniwo. Potrzebna edukacja młodych kobiet i… polityków

Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań w ciągu ostatnich 30 lat zwiększyła się blisko dwukrotnie. Rak piersi dotyka też coraz młodsze panie. Jednocześnie dzięki postępowi medycyny wzrasta przeżywalność. Mimo to rak piersi wciąż jest drugą przyczyną śmierci Polek na nowotwory – co roku z jego powodu umiera prawie 6 tys. kobiet.

– W tej chwili w Polsce żyje ok. 100 tys. kobiet, które kiedykolwiek zachorowały na raka piersi. Żeby zwiększyć ich przeżywalność, potrzebna jest edukacja dotycząca wszystkich grup społecznych. Najbardziej tych, które nie są beneficjentami programów przesiewowych – mówi prof. dr hab. Tadeusz Pieńkowski, kierownik Kliniki Onkologii Szpitala MSWiA w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Badania Raka Piersi, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jak dodaje ekspert, drugą grupą, która wymaga specyficznej edukacji, są… politycy.

– To od ich decyzji zależy jakość opieki onkologicznej, w tym dostęp do nowoczesnego leczenia – zauważa prof. Pieńkowski.

Profilaktyka raka piersi wymaga odpowiedniej komunikacji z kobietami

Istotną przyczyną wciąż wysokiej umieralności Polek na raka piersi jest zbyt późne wykrycie nowotworu. Zgodnie z informacjami zawartymi w raporcie „Rak piersi nie ma metryki”, u prawie 30 proc. pacjentek diagnoza stawiana jest już w czwartym stadium raka. Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, tylko 40 proc. kobiet korzysta z bezpłatnych badań przesiewowych oferowanych paniom w wieku 50-69 lat, a więc należących do grupy największego ryzyka.

Zdaniem ekspertów, dotychczasowy system wysyłania zaproszeń na badania nie zdał egzaminu; powinien zostać poszerzony o szeroką edukację polskich kobiet.

– Uważamy, że w profilaktyce raka piersi nadszedł czas na zmianę programów, na poszerzenie ich, na zmianę komunikacji z kobietami. Samo wysyłanie zaproszeń nie załatwia sprawy – mówi Aleksandra Rudnicka, rzecznik Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Rak piersi u młodych kobiet. Dlaczego nie mówi się o wpływie terapii na płodność?

Rak piersi. Nowoczesne terapie nie dla Polek?

Jednak nawet najlepiej rozwinięta diagnostyka i szeroka świadomość społeczna nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, jeśli pacjentki nie będą miały dostępu do nowoczesnego leczenia raka piersi.

Choć postęp w medycynie sprawił, że rak piersi stał się chorobą przewlekłą, Polki wciąż mają znacznie mniejsze szanse na przeżycie pierwszych pięciu lat od diagnozy niż pacjentki z większości krajów europejskich. Wynika to m.in. z braku dostępu do wielu leków nowej generacji, np. niektórych terapii celowanych, mimo że w większości krajów Europy i USA terapie te otrzymały status przełomowych.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się kobiety z hormonozależnym rakiem piersi HER2-ujemnym, który stanowi 70 proc. wszystkich przypadków zaawansowanego nowotworu piersi. Eksperci podkreślają, że pacjentki te powinny być leczone palbocyklibem i rybocyklibem, a więc lekami o udowodnionej skuteczności w wydłużaniu czasu przeżycia do kolejnego nawrotu choroby oraz przedłużaniu całkowitego przeżycia.

Pierwszy z tych leków od 2016 roku podawany jest w powyższej postaci choroby w większości krajów UE. Polska Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wydała jednak negatywną opinię co do jego zastosowania – ze względu na zbyt wysokie koszty terapii. Tymczasem w ubiegłym roku w UE zarejestrowano dodatkowo rybocyklib, który skojarzony z innym lekiem wydłuża czas przeżycia nawet o 20 miesięcy.

– Bardzo byśmy chcieli, żeby polskie pacjentki, które mają raka zlokalizowanego, zaawansowanego miejscowo, albo raka rozsianego, też otrzymywały te leki. To na pewno przedłużyłoby czas i jakość ich życia – mówi Aleksandra Rudnicka.

CZYTAJ TEŻ: Rak piersi w ciąży. Najnowsze rekomendacje ekspertów

Breast units, czyli kompleksowe opieka medyczna w raku piersi

Ale polskim pacjentkom brakuje również kompleksowej opieki medycznej.

– Kobieta powinna mieć opiekuna, nie lekarza chirurga onkologa, tylko lekarza onkologa, który będzie konsultować jej ciąg dalszy leczenia: czy to będzie chemioterapia, czy radioterapia, ciąg dalszy badań, również rehabilitację dotyczącą zarówno strony psychicznej, jak i fizycznej – mówi Lidia Sufinowicz, członek zarządu Amazonek Poznańskich.

W UE od kilku lat promowane są tzw. breasts units, czyli wysoko wyspecjalizowane ośrodki zapewniające kompleksową opiekę medyczną nad pacjentkami z rakiem piersi. Kobiety mają tam dostęp do nowoczesnego leczenia i najnowszych technologii medycznych, dobranych indywidualnie do ich potrzeb. Mogą także liczyć na opiekę psychologa i rehabilitanta.

W Polsce placówki typu breast units działają  już w kilku miastach, m.in. we Wrocławiu, Szczecinie, Białymstoku i Krakowie. Wciąż jest ich jednak zbyt mało.

ZOBACZ TAKŻE: Ciąża po raku piersi. Metody leczenia a płodność

Rośnie liczba zachorowań na raka piersi wśród kobiet młodych. To wymaga zdecydowanych działań ze strony państwa

Rosnąca liczba zachorowań na raka piersi to także istotny problem gospodarczy: chorują bowiem coraz młodsze kobiety, aktywne zawodowo. Eksperci nie mają wątpliwości, że na leczenie powiększającej się grupy pacjentek państwo powinno patrzeć nie jak na wydatek, lecz inwestycję. Niezbędne jest całościowe liczenie kosztów, związane nie tylko z szacowaniem cen poszczególnych terapii, lecz także uwzględniające całościowy bilans problemów ekonomicznych, w tym kosztów związanych z przedwczesną umieralnością osób w wieku zawodowym. Na problemy pacjentek z rakiem piersi zwraca uwagę Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych, która wystosowała petycję do ministra zdrowia.

– Przygotowaliśmy katalog problemów, z którymi stykają się polskie kobiety z rakiem piersi, od profilaktyki począwszy, a skończywszy na rehabilitacji. Chodzi nam również o jak najszerszy dostęp do nowoczesnego leczenia – mówi Aleksandra Rudnicka.

Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych walczy ponadto o zwiększenie skali operacji oszczędzających – obecnie lekarze przeprowadzają głównie całkowite mastektomie. Organizacja apeluje również o dostęp do warsztatów, podczas których pacjentki nauczyłyby się postępować z obrzękiem po operacji. Ponadto stara się o refundację specjalnych rękawków do stosowania w pierwszym stopniu zaawansowania obrzęku limfatycznego.

Powyższe postulaty znalazły się w petycji przygotowanej przez Polską Koalicję Pacjentów Onkologicznych, Stowarzyszenie Sanitas oraz Fundację OnkoCafe. Do końca października podpisało ją prawie 2 tys. osób. Teraz zostanie przekazana na ręce ministra zdrowia; pacjentki mają nadzieję, że ministerstwo podejdzie poważnie do jej zapisów.

Źródło: Newseria.pl

POLECAMY:

Agresywny rak piersi czy niegroźna zmiana? Polska mikrosonda sprawdzi to w kwadrans – bez biopsji!

 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Czy in vitro jest bezpieczne? Wyjaśnia ekspert [WIDEO]

Zapłodnienie pozaustrojowe jest dla wielu par jedyną szansą na posiadanie biologicznego potomstwa. Procedura ta, mimo wysokiej skuteczności, nie zawsze kończy się sukcesem za pierwszym podejściem. Kolejne próby rodzą wśród pacjentek obawy o skutki uboczne tej formy leczenia. Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową, może powodować ryzyko nowotworów i wpływać negatywnie na rozwój dzieci – jak donoszą niektóre pozamedyczne źródła? Wątpliwości pacjentek rozwiewa prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową?

Od wielu lat prowadzone są badania, których celem jest wykazanie, czy procedury medyczne towarzyszące zapłodnieniu pozaustrojowemu są szkodliwe dla zdrowia kobiety. Choć część pozamedycznych źródeł sugeruje, że metoda ta może obniżać rezerwę jajnikową i prowadzić do przedwczesnej menopauzy, w żadnej z dotychczasowych analiz naukowych nie wykazano takich powiązań.

Prof. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA, podkreśla, że stymulacja hormonalna z użyciem gonadotropin jest bezpieczna zarówno dla naszego zdrowia ogólnego, jak i dla funkcji jajników. Podawane pacjentce leki wpływają wyłącznie na aktualnie wzrastające pęcherzyki jajnikowe, nie tworząc zagrożenia dla pozostałej puli oocytów.

– Stymulacja działa tylko i wyłącznie na te komórki, które w danym momencie są gotowe do wzrostu i które za chwilę będą obumierać – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

CZYTAJ TEŻ: Genetyczne badania zarodków INVICTA z międzynarodowym certyfikatem jakości

Czy in vitro zwiększa ryzyko raka?

Pacjentki, które korzystają z pomocy klinik leczenia niepłodności, niejednokrotnie szukają też odpowiedzi na pytanie, czy in vitro zwiększa ryzyko raka (m.in. piersi i jajnika). Obawy związane są z wysokim poziomem estrogenów, który występuje w wyniku stymulacji hormonalnej do zapłodnienia pozaustrojowego. Stężenie tych hormonów jest wówczas od kilku do kilkunastu razy wyższe od poziomu fizjologicznego. Czy rzeczywiście może to prowadzić do wzrostu ryzyka raka?

Ekspert INVICTA uspokaja, że wzrost poziomu estrogenów towarzyszący kilkudniowej stymulacji hormonalnej nie wiąże się z zagrożeniem dla zdrowia.

– Musimy zrozumieć, że poziomy estrogenów, które uzyskujemy w trakcie stymulacji […], są niczym w porównaniu do poziomu, który występują w czasie ciąży. Poziom estrogenów w drugim, a szczególnie w trzecim trymestrze ciąży jest 10-, a czasami 100-krotnie wyższy niż w trakcie stymulacji. Gdybyśmy założyli, że wysoki poziom estrogenów jest szkodliwy i powoduje proces onkogenezy (tworzenia się nowotworu), to ciąża dla każdej kobiety byłaby zabójcza – zauważa prof. Łukaszuk.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Stymulacja owulacji do in vitro. Na czym polega?

Czy in vitro powoduje gorszy rozwój dziecka?

Inną kwestią, która niepokoi kobiety przystępujące do procedury in vitro, jest wpływ tej metody na przyszły rozwój dzieci. Jednak – jak podkreśla ekspert – dotychczasowe analizy nie wykazały znaczących różnic pomiędzy rozwojem dzieci poczętych dzięki in vitro i tych, które pojawiły się na świecie w wyniku starań naturalnych.

Z badań wynika, że zaburzenia rozwojowe i genetyczne dotyczą 3% dzieci poczętych w wyniku starań naturalnych. Odsetek ten w w odniesieniu do dzieci, które pojawiły się na świecie dzięki in vitro oraz po długim czasie starań, wynosi zaś 3,6%. Statystycznie istotny wzrost ryzyka wad ma jednak inne przyczyny, niż może się wydawać.

– Ryzyko wad i chorób dla dziecka oraz matki jest związane z długością trwania leczenia niepłodności; nie ma związku z zapłodnieniem pozaustrojowym i – w efekcie – jest porównywane z innymi sposobami starań o ciążę, w tym długotrwałym leczeniem za pomocą naprotechnologii. To niepłodność jest czynnikiem ryzyka onkologicznego oraz problemów z rozwojem ciąży i powikłań okołoporodowych, a nie zapłodnienie pozaustrojowe – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

Należy przy tym pamiętać, że ryzyko wystąpienia wad u dziecka wzrasta wraz z wiekiem kobiety.

– W przypadku starań bez zastosowania zapłodnienia pozaustrojowego, gdy okres starań jest wielokrotnie dłuższy i przechodzi w lata, wyższy będzie też wiek pacjentki, kiedy zajdzie ona w ciążę. W tej grupie ryzyko wystąpienia chorób u dziecka i matki po leczeniu naprotechnologicznym będzie wyższe – podkreśla ekspert INVICTA.

POLECAMY: Brak zapłodnienia komórek jajowych przy in vitro. Jak wyeliminować przyczyny i zwiększyć szansę na ciążę?


Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.