fbpx
Przejdź do treści

„Gdybym poczekała pół roku dłużej, straciłabym nerkę”. Opowieść Marty o endometriozie

Problemy zdrowotne Marty zaczęły się jeszcze przed okresem dojrzewania – fot. Canva

– Wiele z nas, kobiet z endometriozą, zna uczucie osamotnienia, bezradności. Nieobce nam też są problemy z seksualnością, poczucie niezrozumienia, lista problemów ciągnie się bez końca. Jeszcze cztery lata temu sama byłam taką kobietą – opowiada 37-letnia Marta Szynkiewicz, która na endometriozę choruje od ok. 25 lat.

Co Marta pamięta z tamtego czasu?

– Nie mogłam zbudować żadnych relacji, oddalałam się od przyjaciół, bo nie mogłam zjawić się na czas, byłam wiecznie zmęczona. Gdy już wyszłam z łóżka, musiałam się znowu na dziesięć godzin położyć – wyjaśnia. Bohaterka studiowała wówczas za granicą i jak wspomina – ten okres był dla niej bardzo ciężki.   

Jednak problemy zdrowotne Marty zaczęły się jeszcze przed okresem dojrzewania.  

– Już w dzieciństwie zauważałam pewne symptomy. Pamiętam, że mama ciągała mnie od lekarza do lekarza – opowiada.

Przełomowy moment

Luty 2016 r. okazał się być kluczowym momentem w życiu bohaterki.

– Zauważyłam krew w swoim kale. Pojawiła się już 3-4 miesiące wcześniej, ale zmęczona wszystkimi sprawami związanymi ze studiami, zignorowałam trochę ten fakt. Jednak w tym momencie krwi było tak dużo, że nie mogłam dłużej udawać, że nic się nie dzieje – zdradza.

Marta była bardzo regularną pacjentką w swojej przychodni. Lekarze mieli wiele pomysłów na diagnozę: od problemów z jelitami po chroniczne bóle aż do depresji.

– Tym razem usłyszałam diagnozę: hemoroidy – wspomina.

Po powrocie do domu Marta zaczęła szukać informacji na temat choroby. Poszukiwania pochłonęły całą noc.

– Nagle wyskoczyło mi hasło „endometrioza”, którego nawet do końca nie umiałam wymówić. Potem przyszedł strach, gdy zaczęłam czytać na forach o tej tajemniczej chorobie. Dziewczyny pisały o osamotnieniu, niezrozumieniu ze strony otoczenia, bardzo długim czasie diagnozy, braku lekarstwa i jednolitego systemu leczenia –mówi.

„Gdybym poczekała jeszcze pół roku, straciłabym nerkę”

Pomimo mało optymistycznych prognoz, Marta nie załamała się. Po całonocnym researchu wydrukowała najważniejsze informacje o chorobie. Znalazła również lekarza, który problematyką endometriozy zajmuje się od 30 lat.

– Nie była to tania wizyta. Trochę ryzykowałam, bo nie byłam zdiagnozowana przez żadnego lekarza. Ale wzięłam ze sobą wydrukowane kartki, wyniki badań, USG i poszłam na wizytę. Doktor nawet na nie nie spojrzał, tylko po 10-minutowym wywiadzie stwierdził z pewnością, że mam zaawansowaną endometriozę – wspomina bohaterka.

Potem sprawy potoczyły się szybko. Pierwsza operacja diagnostyczna Marty odbyła się we wrześniu 2016 roku. Trwała aż 7 godzin i polegała na odseparowaniu siedmiu organów zajętych endometriozą. Pięć miesięcy później Marta przeszła kolejną operację, która tym razem trwała 10,5 godziny.

– Czas pomiędzy operacjami poświęciłam na edukację. Chciałam wiedzieć więcej o chorobie. Czytałam o medycynie alternatywnej, medycynie holistycznej – opowiada kobieta.

Druga operacja była traumatycznym przeżyciem dla Marty.

– Zajęte siedem organów, walka o jelita, lewą nerkę, usunięcie jajnika. Usłyszałam, że gdybym poczekała jeszcze pół roku, to straciłabym nerkę – mówi poruszona.

„Coś we mnie pękło”

Dla Marty rozpoczął się długi proces rekonwalescencji.

Nie było wesoło. Dochodziłam do siebie sześć tygodni, ale po tej operacji mogłam funkcjonować normalnie, wychodzić z psem na spacer i wrócić do pisania pracy magisterskiej. To był fajny czas, w którym odkryłam jeszcze więcej rzeczy związanych z medycyną alternatywną i dużo rzeczy przetestowałam. Ale najlepsze było to, że coś we mnie pękło. Poczułam wtedy, że chcę się zaprzyjaźnić z moją endometriozą, zrozumiałam, że można z nią żyć i nie mam tak naprawdę wyjścia – tłumaczy Marta.

Postanowiła, że codziennie po przebudzeniu będzie myśleć, co jeszcze dobrego może zrobić dla swojego organizmu.

– Dzisiaj podróżuję z plecakiem, chodzę z moimi dwoma psami, mam partnera, fajny seks – mówi bohaterka.

Marta napisała również książkę o endometriozie.

– Chciałam podzielić się z innymi moimi przeżyciami i doświadczeniem. To książka o tym, jak odnalazłam siebie jako kobieta – zdradza. Publikacja dostępna jest narazie wyłącznie w języku angielskim, a jej tytuł brzmi: „A Journey to My Womanhood Through Endometriosis”. W niedalekiej przyszłości książka ukaże się również na polskim rynku.

Książka Marty Szynkiewicz wkrótce będzie dostępna również w języku polskim.

Historii Marty wysłuchałyśmy podczas meetup’u „Holistyczne leczenie endometriozy” zorganizowanego przez Miracolo Clinic. Patronem medialnym wydarzenia był magazyn i serwis internetowy Chcemy Być Rodzicami.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Anna Wencławska

Redaktorka serwisu Chcemy Być Rodzicami. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.