Przejdź do treści

Endometrioza a seks. Co zrobić, by bolało mniej?

Endometrioza a seks
fot. Fotolia

Ból to nieodłączny towarzysz endometriozy. Niestety pojawia się również w chwilach intymnego zbliżenia. Endometrioza a seks – co zrobić, by bolało mniej?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Bayer Schering Polska, aż 75 proc. kobiet przyznaje, że seks jest dla nich bolesny. Co niepokojące, duża część z nich, bo aż 34 proc. nie przyznaje się do tego swojemu partnerowi.

Zobacz także: 3 najważniejsze pytania o endometriozę

Endometrioza a seks – dlaczego to tak boli?

Jeżeli chodzi o endometriozę, przyczyną bólu są guzki, które są drażnione podczas stosunku. U niektórych chorych dolegliwości występują podczas zbliżenia, a u innych ból może trwać jeszcze dzień lub dwa dni po seksie.

Stopień bólu może również różnić się w zależności od dnia cyklu – u części występuje tylko w dni przed i po miesiączką, u pozostałych natomiast cały czas.

Endometriozie często towarzyszy również suchość pochwy, co dodatkowo utrudnia czerpanie przyjemności z seksu.

Jak radzą seksuolodzy, najmniej bolesne stosunki będą przed owulacją. Wtedy właśnie ogniska endometriozy są mniejsze niż w innych dniach. Warto również wypróbować różne pozycje seksualne, aby upewnić się, z których możemy czerpać największą przyjemność i której towarzyszy najmniejszy ból.

Zobacz także: Dwieście razy lądowała w szpitalu. Lekarze nie rozpoznali endometriozy

Endometrioza a seks – co zrobić, by bolało mniej?

Oto kilka wskazówek, które pomogą ci złagodzić ból podczas stosunku:

  1. Obserwuj swój cykl i przekonaj się, w którym dniu seks okaże się najmniej bolesny. Do tego celu możesz użyć bezpłatnych aplikacji na smartfonach.
  2. Użyj lubrykantów. Towarzysząca endometriozie suchość pochwy może być zniwelowana właśnie dzięki wazelinie lub lubrykantom.
  3. Wypróbuj kilka pozycji seksualnych. Niektóre z nich wzmagają ból, inne z kolei okażą się niezwykle przyjemne.
  4. Znajdź swój rytm. Głęboka penetracja i gwałtowne ruchy mogą zaostrzyć dolegliwości bólowe. Zdarza się, że partner unika zbliżeń, ponieważ nie chce sprawiać bólu kobiecie. Z kolei panie czasem nie mówią o bólu, ponieważ starają się zaspokoić partnera. Kluczem jest tu komunikacja i szczera rozmowa na temat swoich potrzeb.
  5. Krwawienie po stosunku jest częstym zjawiskiem przy endometriozie. Warto zabezpieczyć się wcześniej – przed zbliżeniem przygotuj ręcznik lub chusteczki.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: endometriosisnews.com, www.healthline.com, kobieta.wp.pl

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Skuteczne leczenie endometriozy w zasięgu ręki? Ta terapia może zapewnić życie bez bólu tysiącom kobiet

skuteczne leczenie endometriozy
fot. Fotolia

Bioinżynierzy są coraz bliżej opracowania skutecznej terapii w leczeniu endometriozy. Amerykańscy eksperci twierdzą, że są w stanie zastąpić uszkodzone komórki endometrium zdrowymi komórkami pochodzącymi ze skóry bądź krwi pacjentki.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza to stan, w którym błona śluzowa macicy znajduje się poza jej naturalnym umiejscowieniem. Może występować np. w pęcherzu, miednicy, na jajowodach, a nawet w oczach czy mózgu, powodując przy tym zazwyczaj ogromny ból.

W przeszłości lekarze podejmowali próby przeszczepiania macic u pacjentek chorujących na endometriozę, jednak w wielu przypadkach operacje kończyły się odrzuceniem organu. Obecnie złotym standardem w leczeniu jest laparoskopia. Terapia ta nie gwarantuje jednak całkowitej ochrony przed ponownym powstaniem zrostów.

Zobacz także: Rewolucja w leczeniu endometriozy i raka szyjki macicy? Glistnik jaskółcze ziele pod lupą polskich naukowców

Skuteczne leczenie endometriozy na wyciągnięcie ręki?

Naukowcy z Northwestern Medicine dowiedli, że niektóre komórki macierzyste można zaprogramować tak, aby przekształciły się w zdrowe jednostki zdolne do naprawiania komórek chorobotwórczych. Tak wyhodowane w warunkach laboratoryjnych komórki mogłyby być następnie umieszczone w macicy. Naukowcy twierdzą, że dzięki opracowanej przez nich metodzie odrzucenie tkanek będzie praktycznie niemożliwe, a kobiety będą mogły żyć bez bólu.

– To ogromne [odkrycie – red.]. Właśnie otworzyliśmy drzwi do leczenia endometriozy – powiedział autor badania, dr Serdar Bulun, który od 25 lat bada metody leczenia tej kobiecej choroby.

– Kobiety z endometriozą zaczynają cierpieć w bardzo młodym wieku. Dochodzi do tego, że licealistki uzależniają się od opioidów, co całkowicie niszczy ich perspektywy na przyszłość i życie towarzyskie – zauważa dr Bulun.

Naukowiec ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości lekarze będą w stanie tworzyć całe macice za pomocą terapii opartej na ludzkich komórkach pluripotencjalnych, a następnie umieszczać je w miejsce nieprawidłowo funkcjonujących organów.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail, Kopalnia Wiedzy, The Sun

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Dziś przykre słowo na »E«”. Hanna Lis szczerze o zmaganiach z endometriozą

Hanna Lis zmagała się z endometriozą
fot. Instagram @hanna_lis

Hanna Lis podzieliła się w sieci osobistym wyznaniem na temat choroby, z którą zmagała się przez wiele lat.  „Ta choroba to żaden wstyd” zaznacza dziennikarka i apeluje do kobiet, by nie dawały się zbyć lekarzom.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

7 listopada na Instagramie Hanny Lis pojawił się wpis w obronie in vitro. Była to odpowiedź dziennikarki na zaproponowany przez posłów Kukiz15 i PiS projekt uchwały dotyczący radykalnego ograniczenia metody zapłodnienia pozaustrojowego.  „Dlaczego się ograniczać? Niech zakażą chemioterapii, wszak ona też niezgodna z prawem naturalnym” krytykowała ostro Lis.

Zobacz także: In vitro tylko dla małżeństw? Kontrowersyjny projekt ustawy trafił do Sejmu

Hanna Lis zmagała się z endometriozą

Po tym wpisie prezenterka otrzymała mnóstwo prywatnych wiadomości od kobiet, w tym również od pań chorujących na endometriozę. W związku z tym Lis zdecydowała się na umieszczenie wpisu, w którym szczerze opowiedziała o swoich zmaganiach z tą chorobą.

Endometrioza jest chorobą przewlekłą, definiowaną jako występowanie komórek błony śluzowej jamy macicy poza jej naturalnym umiejscowieniem.

Choć występuje głównie w wieku rozrodczym, to zdarza się również u młodych dziewczyn, jak również u pań po menopauzie. Endometrioza dotyka nawet 10 proc. kobiet. Towarzyszy jej ogromny ból, zmęczenie, napięcie, ale i niepłodność.

Zobacz także: Gwiazdy z endometriozą. Poznaj ich historie

„Pytajcie, naciskajcie, nalegajcie na badania”

W takich słowach Hanna Lis opisała swoje zmagania z endometriozą:

Dziś przykre słowo na „E”. ENDOMETRIOZA. Przy okazji mojego postu o in vitro, dostałam od Was mnóstwo wiadomości. Od Was, wspaniałych dziewczyn toczących nierówną walkę z ENDO. Gdy kilka lat temu wzięłam udział w programie, w którym opowiedziałam o swojej blisko 20-letniej walce z chorobą, gratulowano mi, że „przyznałam się” do ENDO. Jakby to było coś wstydliwego? 🙄 Do niczego się nie „przyznałam”, bo choroba to żaden wstyd. Na ENDO cierpi około 10 procent populacji kobiet. Czyli mniej więcej 300 milionów (!) na świecie.

A jednak pozostaje jedną z najrzadziej diagnozowanych i leczonych. Ja miałam oczywiste symptomy odkąd skończyłam 16 lat, ale lekarze koncertowo je bagatelizowali. Bywało, że „leczyli” zastrzykami z opioidów, żebym mogła przetrwać „te dni”. Wybitny ginekolog nie zareagował, gdy kolejna, ciąża, okazała się nierówną walką z własnym organizmem. Dopiero, gdy po drugim cesarskim cięciu pojawiły się, trzymając się terminologii lekarskiej, „zmiany lite”, ktoś wreszcie wpadł na to, że to może być endometrioza. I dalej nic. „Nie będziemy oszpecać pięknego brzuszka, to nic groźnego”, powiedział lekarz zapytany, czy nie można tego po prostu wyciąć. Wiec męczyłam się przez kolejnych kilka lat. Ból rano, ból wieczorem, ból w nocy. Kiedy wreszcie wzięto mnie na stół, było już za późno na laparoskopię. Operacja, w pełnej narkozie, trwała blisko 3 godziny. A rekonwalescencja po niej 2 miesiące. Bo ktoś kiedyś pokpił sprawę.

Dziś jestem zdrowa. Od 10 lat żyje bez bólu. Miałam też fenomenalne szczęście, że choroba nie odebrała mi szansy na macierzyństwo. Dziewczyny: świadomość ENDO, nawet wśród lekarzy jest żenująco niska. Nie dajcie się zbyć. Pytajcie, naciskajcie, nalegajcie na badania. Mamy: nie dajcie sobie wmówić, że to normalne, kiedy Wasza nastoletnia córka wyje z bólu! Że „tak ma być” i że „to minie” z wiekiem. Walczmy o swoje zdrowie! Ściskam Was czule i trzymam za Was kciuki!

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Instagram 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Ginekolodzy mówili, że ma boleć. Uwierzyłam, że nic mi nie jest”. Jak endometrioza zmieniła życie Joanny?

Endometrioza - historia Joanny
fot. Fotolia

Joanna przez lata była wprowadzana przez lekarzy w błąd. Ginekolodzy najpierw nie umieli zdiagnozować choroby, a później zapewniali, że wykryta u Joanny torbiel jest mała i niegroźna. W rzeczywistości kobieta miała już endometriozę IV stopnia. Jak to wpłynęło na jej życie i plany macierzyńskie?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

We wrześniu 2014 r. będąc w 6-tym tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z silnym bólem brzucha i dużym krwawieniem. Na miejscu okazało się, że poroniłam. Była to moja pierwsza i jedyna ciąża. To właśnie wtedy, choć nie od razu, okazało się, że mam endometriozę.

W szpitalu dowiedziałam się jedynie, że poroniłam, a lekarze muszą poczekać z przeprowadzeniem zabiegu łyżeczkowania, ponieważ mam coś w prawym jajniku. Nie wiedzieli jednak, co to.

Następnego dnia miałam wykonany zabieg i niczego więcej się wówczas nie dowiedziałam. Wiedziałam jedynie, że mam coś w prawym jajniku. Zostałam wypisana do domu, a przy najbliższej wizycie kontrolnej u lekarza ginekologa dowiedziałam się, że wszystko jest dobrze. Miałam torbiel na prawym jajniku, jednak jak mówiono, jest mała i nic nie należy z nią robić. Mimo wszystko lekarz przepisał mi jakieś tabletki na miesiąc, informując, że być może pomogą i że jest szansa na to, że torbiel się zmniejszy.

Na kolejnej wizycie okazało się, że torbiel nie tylko się nie zmniejszyła, ale na dodatek urosła! Lekarz nadal nie widział w tym niczego nadzwyczajnego, i zupełnie od niechcenia rzucił tylko, że jest to pewnie torbiel endometrialna. Wówczas nie wiedziałam czym jest endometrioza, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej chorobie.

Byłam zaniepokojona i chciałam się dowiedzieć od lekarza, czy powinnam być operowana. Dowiedziałam się wtedy, że nie ma takiej potrzeby, że jest to przecież nieduża torbiel, a więc nieoperowalna. Usłyszałam też, że staram się o dziecko, a ciąża przecież leczy takie torbiele. Wiedzę na temat endometriozy musiałam zdobywać samodzielnie. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu, wszystko zaczęło powoli składać się w jedną sensowną całość…

Zobacz także: Jak endometrioza zmienia życie? Opowiadają pacjentki Miracolo

Endometrioza – historia Joanny

Od zawsze miałam bardzo bolące i obfite miesiączki, w związku z czym przez kilka lat brałam różne tabletki antykoncepcyjne, które miały mi pomóc w zmniejszeniu bólu. Prawda jest jednak taka, że nie widziałam różnicy, dlatego też po kilu latach podjęłam decyzję o zaprzestaniu ich brania.

Ponadto próbowałam różnych innych metod, środków, ziół, jednak nic mi nie pomagało. Ginekolodzy najczęściej rozkładali ręce i mówili, że tak ma być, że ma boleć. Niektórzy dawali wprost do zrozumienia, że wymyślam, przesadzam, ponieważ każdą kobietę boli podczas miesiączki i nie ma w tym niczego dziwnego.

Niektórzy sugerowali, że przejdzie po urodzeniu dziecka, inni, że taka jest już natura kobiety. Przez lata spotkałam się z szeregiem mniej lub bardziej niekonstruktywnych, niemiłych i nieżyczliwych uwag ze strony lekarzy ginekologów. Żaden z nich nie był nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany, aby znaleźć źródło mojego bólu. Nigdy żaden z nich nie wspominał o endometriozie. Jedyną „pomoc”, jaką mogli mi zaoferować, to tabletki antykoncepcyjne i silne środki przeciwbólowe.

Ja sama także w to uwierzyłam. Uwierzyłam im, że nic nie można z tym zrobić i nic mi nie jest, poza tym, że nieludzko boli. Po tylu latach powtarzania przez lekarzy jednego i tego samego, wiedziałam już tylko jedno: boli, bo ma boleć, a to, że boli mnie bardziej niż innych – tak widocznie już mam.

Diagnoza, a raczej podejrzenie i pierwsza wzmianka na temat endometriozy padła dopiero w 2014 r. na wizycie kontrolnej u ginekologa (po poronieniu), gdy okazało się, że mam torbiel (najprawdopodobniej endometrialną). W tamtej chwili nie wiedziałam jeszcze czym jest endometrioza – z jednej strony czytałam, że to bardzo poważna choroba i nieleczona może prowadzić do niepłodności, a przecież staram się o dziecko, na dodatek dopiero co poroniłam. Z drugiej strony lekarz mówił, że wszytko jest dobrze, że to tylko mała torbiel, nieoperacyjna i niegroźna.

W tamtym czasie miałam absolutny mętlik w głowie i nie wiedziałam, co robić. Zastanawiałam się, czy faktycznie powinnam być spokojna i słuchać lekarza. Jednak torbiel rosła z miesiąca na miesiąc. Dopiero po dwóch latach (tj. pod koniec w 2016 r.) i odwiedzeniu kilku ginekologów natrafiłam na ginekologa, który stwierdził, że torbiel należy operować laparoskopowo w trybie pilnym, ponieważ jest bardzo duża, może pęknąć w każdej chwili, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia.

Zobacz także: „Kiedy kobieta słyszy diagnozę: endometrioza, wszystko się zmienia”. Historia Anny

Traumatyczna laparoskopia i usunięcie jajnika

W styczniu 2017 r. miałam przeprowadzoną laparoskopię. Wiedziałam już czym jest endometrioza. Zdawałam sobie sprawę, że to trudna i nieuleczalna choroba, jednak sama laparoskopia wydawała mi się prostym i nieskomplikowanym zabiegiem. Tak przynajmniej przedstawił mi to lekarz ginekolog, który miał przeprowadzić zabieg. Poinformował mnie, że to prosty i małoinwazyjny zabieg, polegający na usunięciu torbieli na jajniku.

Podeszłam więc do sprawy na spokojnie, nie zastanawiając się wiele i nie analizując niczego. Wiele kobiet dookoła miało tego typu zabiegi i nic im nie jest. Z takim właśnie podejściem, zupełnie nieprzygotowana emocjonalnie i wprowadzona w błąd przez lekarza, podeszłam do laparoskopii. Plan był prosty: usuną mi torbiel i po kłopocie.

Jakże wielkie było moje zdziwienie po przebudzeniu, kiedy od lekarza dowiedziałam się, że torbiel została usunięta, mam IV stopień endometriozy, wiele ognisk endometrialnych rozsianych po całej otrzewnej, w tym m.in. na jelitach i wyrostku robaczkowym.  Na domiar złego, lekarz, jakby od niechcenia poinformował, że usunął mi cały jajnik wraz z tą torbielą. Byłam w szoku. Nie byłam przygotowana na taki scenariusz. Przecież lekarz zapewniał, że to rutynowy i prosty zabieg. Jak to możliwe, że lekarze przez 2 lata zapewniali mnie, że w ogóle nie ma potrzeby operować, że to taka sobie nieistotna, mała i nieoperacyjna torbiel, z którą można sobie chodzić?

Podczas operacji usunięto mi jedynie torbiel (wraz z całym jajnikiem!), lekarz nie ruszył pozostałych ognisk endometrialnych, bo „bał się, że uszkodzi inne organy”.

Zobacz także: Endometrioza utrudnia Agnieszce zajście w ciążę. Po operacji odrodziła się w niej nadzieja

„Przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”

I tak oto po wielu latach dowiedziałam się, że mój stan jest na tyle poważny, że już nic więcej dla mnie nie mogą zrobić. Co gorsza – nikt nie może nic zrobić, bo przecież endometrioza jest nieuleczalna. Pewne było też, że zaczną powstawać kolejne torbiele i zmiany. I kolejny raz w życiu niczego nie rozumiałam.  Na moje zdziwienie lekarz odparł jedynie: „przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”.

Przez większość życia obserwowałam u ginekologów podobne podejście – „ma pani okres, to ma boleć”. Więc i stanowisko lekarza operującego mnie nie było dla mnie zaskoczeniem – bardzo wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie mogę niczego więcej oczekiwać.

Myślę, że podstawowym problemem jest brak wiedzy lekarzy na temat tej choroby, a co za tym idzie niemożność udzielenia pomocy.

Dlatego lekarz, na którego trafiłam, był absolutnie bezradny i zagubiony. I zupełnie nieodpowiedzialnie i mylnie założył, że skoro on nie może mi pomóc, to nikt inny nie może. Dał mi jasno do zrozumienia, że zrobił wszystko co mógł, a mógł przecież niewiele, bo to ja mam endometriozę IV stopnia, co oznacza, że sytuacja jest beznadziejna.

Na wizycie kontrolnej u lekarza, który mnie operował, dopytywałam, czy istnieją jakiekolwiek formy leczenia. Usłyszałam, że skoro staram się o dziecko, to nie ma żadnej opcji. Jeśli natomiast nie planuję dziecka, pan doktor zaproponował wypisanie Visanne. Na moje pytanie, czy w takim przypadku powinnam się zgłosić do kliniki leczenia niepłodności i podejść do in vitro – usłyszałam, że nie ma takiej potrzeby, że wiele kobiet po laparoskopii w krótkim czasie naturalnie zaszło w ciążę.

Obecnie już wiem, że nie jest to tak proste i w przypadku IV stopnia endomentriozy ze zmianami głębokonaciekającymi, licznymi ogniskami endometrialnymi, zrostami, jednym jajnikiem i przy tak niskiej rezerwie jajnikowej zapłodnienie naturalne jest praktycznie niemożliwe. Od kilku lekarzy usłyszałam, że nie mam najmniejszych szans na zajście w ciążę i jedynie in vitro daje niewielką szansę na powodzenie.

Stwierdziłam, że szczęściu trzeba trochę pomóc, a jedno drugiego nie wyklucza. Mogę starać się o ciążę w sposób naturalny i jednocześnie podejść jak najszybciej do in vitro, aby nie tracić już więcej czasu i możliwości.

Zobacz także: „Endometriozie zawdzięczam obecną siebie”. Historia Kasi

Podejście do in vitro i kolejne rozczarowania

W lutym 2017 r. zgłosiłam się do kliniki leczenia niepłodności w celu podejścia do zabiegu in vitro. Był to kolejny etap w moim życiu i kolejna lekcja, która pokazała mi, że nie da się niczego zaplanować, a tym bardziej nie można być niczego pewnym. I tym razem myślałam, że oddając się w ręce lekarzy, oddaję się w ręce specjalistów w danej dziedzinie. Niestety po raz kolejny się rozczarowałam.

Przez ponad rok lekarzowi prowadzącemu nie udało się skompletować badań wymaganych do in vitro. Przez ponad rok leczył mnie kilkukrotnie antybiotykami na różnego rodzaju stany zapalne. Wcześniej nie miałam tego typu problemów, ale lekarz zadecydował, że trzeba mnie przeleczyć. Taką taktykę przyjmował przez ponad rok (wszystkimi możliwymi antybiotykami!), aż w końcu stwierdził, że w sumie nie wie, co mi jest i że powinnam udać się do urologa. Urolog natomiast stwierdził, że zupełnie niepotrzebnie przyjmowałam te antybiotyki. Uznał, że to zapewne problemy ginekologiczne i odesłał mnie do ginekologa.

Stwierdziłam, że moja cierpliwość i kredyt zaufania zostały już dawno wyczerpane. Jednocześnie czułam się coraz gorzej, o ciąży nie było mowy, o podejściu do in vitro także – postanowiłam szukać zupełnie innych rozwiązań (na szczęście nadal wierzyłam, że jakieś są, wbrew temu, co mówili mi lekarze).

Zobacz także: „Moim marzeniem jest normalne życie”. Wesprzyj zbiórkę Ani na operację endometriozy

Zajęły się mną osoby, które wiedzą, o czym mówią

Laparoskopia miała mi pomóc, miała zmniejszyć bóle spowodowane przez endometriozę, ja jednak czułam się coraz gorzej. Zaczęłam szukać informacji na temat alternatywnych metod leczenia endometriozy i przypadkiem natrafiłam na facebooku na wykład dr Olka z Miracolo Clinic.

To było kolejne zaskoczenie i wielkie zdziwienie. Do tej pory słyszałam jedynie, że z endometriozy się „nie wychodzi”, że jest nieuleczalna i ma boleć. Krok po kroku dowiadywałam się z wykładów dr Olka o zupełnie innym podejściu do endometriozy.

Dowiedziałam się także, że ogniska endometrialne, które ja mam, a które według wielu lekarzy są nieoperowalne, są z powodzeniem operowane przez wskazanego doktora i jego zespół z Miracolo Clinic przy pomocy nowoczesnych narzędzi, w tym noża plazmowego. Była to dla mnie nie tylko nowość, ale i duże zaskoczenie. Dlaczego o tym nie wiedzą lekarze (a przynajmniej ci, u których ja się leczyłam)? Dlaczego ich to nie interesuje i dlaczego tak uparcie powtarzają, że nie da się z tym nic zrobić? Odpowiedzi do dnia dzisiejszego nie znam.

Bardzo szybko podjęłam decyzję o tym, aby poddać się kolejnej laparoskopii. Jednak tym razem była to decyzja świadoma i wiedziałam już czemu ma służyć operacja i jakie mogą być skutki uboczne, jak i korzyści takiej operacji.

Skontaktowałam się z Miracolo Clinic i w bardzo krótkim czasie udało się nam ustalić wszystkie szczegóły potrzebne do przeprowadzenia laparoskopii, która odbyła się niebawem w Warszawie. Wszystko poszło niezwykle sprawnie, a ja przez cały ten czas miałam poczucie, że zajmują się mną osoby, które naprawdę wiedzą, o czym mówią. Cały zespół zrobił na mnie wielkie wrażenie, ponieważ to nie tylko profesjonaliści, ale przede wszystkim osoby zainteresowane tym, co robią.

Teraz od laparoskopii upłynęło już 9 miesięcy. Zauważam duże zmiany. Zmniejszyły się dolegliwości bólowe, czuję się znacznie lepiej. Prócz tego zmieniłam także w swoim życiu sporo, w tym sposób żywienia.

W zmianie sposobu żywienia pomógł mi dietetyk z Miracolo Clinic, który po laparoskopii opracował dla mnie terapię żywieniową, trwającą 7 tygodni. Przez cały ten czas był w kontakcie ze mną. To bardzo pomogło mi w nauczeniu się i wdrożeniu nowego sposobu żywienia, który stał się moją codziennością. Uważam, że dieta przy endometriozie odgrywa kluczową rolę.

Zobacz także: „Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Jak endometrioza zmieniła moje życie

Z biegiem czasu zmieniło się moje podejście do endometriozy. Już z nią nie walczę, każdego dnia uczę się z nią żyć i coraz lepiej mi to wychodzi. Jestem spokojniejsza i nie obawiam się już o swoją przyszłość, ponieważ wiem, że są ludzie (lekarze), do których mogę zwrócić się o pomoc. A to właśnie w przypadku endometriozy jest najważniejsze: wsparcie otoczenia, nie tylko samej rodziny i najbliższych, ale przede wszystkim wsparcie ze strony lekarzy.

Endometrioza zmieniła w mim życiu wszystko, absolutnie wszystko. Zmieniła mnie, a co za tym idzie moje podejście do siebie, zdrowia, życia, otoczenia. Nauczyła mnie przede wszystkim cierpliwości, w tym do siebie samej.

Zrozumiałam, że brak akceptacji choroby i walka z nią do niczego nie prowadzi, niczego nie zmienia, nic nie daje. Choroba mnie uspokoiła i wyciszyła emocjonalnie, można powiedzieć, że dała mi czas, który był potrzebny do zastanowienia się nad sobą, celem i sensem życia. Kiedy przestałam narzekać na ból i pytać: „dlaczego”, zaczął się nowy etap w moim życiu. Poczułam spokój i zrozumienie.

Nie oznacza to jednak, że się poddałam. Wręcz przeciwnie, w chwili, gdy zrozumiałam, że choroba jest częścią mnie i nie zniknie – zadałam sobie pytanie, co to dla mnie oznacza i co ja sama mogę z tym zrobić. Czy aby na pewno nie ma rozwiązania, innej drogi?

Odpowiedzi same przyszły, nie musiałam na nie długo czekać. Wystarczy po prostu być dla siebie dobrym, dać sobie czas i przestrzeń, a rozwiązania same przyjdą.

Endometrioza wpłynęła też diametralnie na moje plany związane z macierzyństwem. Wraz z mężem od 2014 roku staramy się o dziecko. Jestem po dwóch laparoskopiach, które miały na celu usunięcie torbieli i ognisk endometrialnych, ponadto zmieniłam tryb życia i sposób żywienia. Obecnie po raz drugi podchodzę do in vitro. Po niepowodzeniach związanych z pierwszą próbą in vitro w końcu udało mi się trafić na bardzo dobrą klinikę, z której jestem bardzo zadowolona.

Wraz z mężem od dawna myślimy o adopcji dziecka. I być może przyszedł już na to czas. Dla mnie najważniejsze, zarówno w kwestii podejścia do zdrowia jak i bycia rodzicem, jest wolność, brak przymusu czy oczekiwań.

Ważne, aby dać sobie czas i szansę na odnalezienie własnej drogi do zdrowia i szczęścia. Myślę, że wszystko dookoła się samo układa, jeśli my sami wiemy, czego chcemy i mamy w sobie spokój oraz pogodę ducha. To jest m.in. to, czego nauczyła mnie endometrioza – nic nie należy robić na siłę ani wbrew sobie. Trzeba słuchać przede wszystkim siebie i swojego organizmu i być dla siebie bardziej łaskawym i wyrozumiałym. To takie proste, jednak mi zajęło to dobrych kilka lat.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zrosty przy endometriozie – jakie dają objawy? Jakie mają skutki?

fot. Fotolia

Zrosty – czym są, co je powoduje? Jakie dają objawy? Czy da się ich uniknąć? Czy przy endometriozie często występują? Wyjaśnia ekspert z Miracolo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zrosty są to zwłókniałe pasma, wiązki łącznotkankowe łączące narządy, które normalnie nie są ze sobą połączone. Innymi słowy są to blizny, które sklejają poszczególne narządy ze sobą. U kobiet z endometriozą objęte zrostami są najczęściej jajniki, jajowody, macica, jelito oraz ściana miednicy. Zaczyna się od pojedynczych pasm łącznotkankowych, a w ekstremalnych przypadkach może dojść do tzw. frozen pelvis, czyli „zamarzniętej” (niemal całkowicie zarośniętej) miednicy.

Co powoduje powstawanie zrostów?

Zrosty może powodować endometrioza sama z siebie lub ingerencja chirurgiczna. Najczęściej jednak jedno i drugie. Endometrioza prowadzi do krwawień w trakcie miesiączki, powstawania ran, które zabliźniają się w ramach normalnego procesu gojenia. Proces ten jest potęgowany przez dość duży stan zapalny towarzyszący chorobie.

Każda ingerencja chirurgiczna może również prowadzić do powstawania zrostów. Szczególnie użycie energii elektrycznej, które prowadzi do zniszczenia termicznego oraz niedotlenienia tkanek, co predysponuje do powstawania zrostów.

POLECAMY: Endometrioza utrudnia Agnieszce zajście w ciążę

Jakie są konsekwencje zrostów?

Wiele kobiet z endometriozą zrzuca winę dolegliwości bólowych na zrosty. Nie powinny! Jeśli się usunie schorzenie, najczęściej zniknie również ból. Jeśli usunie się tylko zrosty, ból najczęściej pozostanie.

Zrosty mogą jednak prowadzić do:

  • ograniczonej płodności (subfertility) lub niepłodności,
  • objawów jelitowych, takich jak wzdęcia, czy zaparcia,
  • mogą również potęgować bóle przy stosunku
  • oraz przyczyniać się do bólów przewlekłych niezależnych od krwawień miesiączkowych.

W większości przypadków zrosty (nawet frozen pelvis) jednak nie powodują żadnych dolegliwości bólowych między miesiączkami.

Najpoważniejszymi konsekwencjami są potencjalne powikłania przy kolejnej operacji oraz negatywny wpływ na płodność. Zrosty odgrywają również rolę w tworzeniu torbieli enodmetrialnych, tzw. pseudotorbieli, bo nie powstają one w większości przypadków wewnątrz jajnika, tylko na zewnątrz. Prowadzą też do otorbienia pewnej przestrzeni, najczęściej między jajnikiem, ścianą miednicy i macicą. Otorbiona przestrzeń nie pozwala na krwawienie z ognisk endometrialnych do brzucha, tylko do zamkniętej przez zrosty przestrzeni, prowadząc do gromadzenia się krwi i powstania torbieli. Dlatego też tak często dochodzi do wczesnych wznów torbieli endometrialnych, nawet po ich kompletnym wyłuszczeniu.

Czytaj też: Torbiele endometrialne – późny objaw endometriozy

Czy da się uniknąć zrostów? Jak je leczyć?

Prewencja zrostów (zarówno ponownego ich powstania, jak i powstawania nowych zrostów) jest jednym z najważniejszych aspektów leczenia endometriozy oraz jednocześnie jednym z największych wyzwań. Wpływ na tworzenie zrostów mają odpowiednie techniki operacyjne, częste płukanie pola operacyjnego, użycie narzędzi takich jak laser czy nóż plazmowy, użycie odpowiedniego materiału szwów. Codzienna praktyka pokazuje jednak, że w większości przypadków (zaawansowanych) nie jest to wystarczające. Zawodzą nawet preparaty przeciwzrostowe, a wypróbowaliśmy większość dostępnych na rynku substancji. Ciekawym specyfikiem jest proszek 4DryField, który w badaniach klinicznych jest w czołówce, lecz w trudnych przypadkach nie gwarantuje całkowitej ochrony przed powstaniem zrostów. Są to hydrofilne mikrocząsteczki, które rozsypuje się po narządach miednicy. Tworzą tam z wodą roztwory koloidowe, które stanowią przejściową membranę między narządami na kilka dni po operacji, zabezpieczając przed powstaniem zrostów. Niestety, w zaawansowanych przypadkach i ta metoda często zawodzi.

Dla chirurga bardzo deprymujące są przypadki ponownego zarośnięcia miednicy po wielogodzinnej operacji, gdzie uwalnianie zrostów zajęło większa część czasu operacji…

macica i oba jajniki otoczone membranami

Fot. dr Jan Olek

Szukając dalej złotego środka natrafiliśmy w Stanach Zjednoczonych na kliniki, które używają specjalnych membran przeciwzrostowych, stosowanych przez kardiochirurgów już od 20 lat. Metoda okazała się bardzo obiecująca. Skoro serce nie przyrasta do worka osierdziowego, to i narządy miednicy nie powinny do siebie przyrastać. Działanie polega na obłożeniu narządów miednicy nierozpuszczalnymi membranami i pozostawienie ich na okres kilku miesięcy po operacji.Zrosty tworzą się generalnie w pierwszym tygodniu po operacji, a zatem wydaje się, że zdjęcie takich membran po ok. 2 miesiącach nie powinno prowadzić do tworzenia kolejnych zrostów po ich ściągnięciu. Są jednak dwa czynniki ograniczające użycie tej metody na szeroką skalę: konieczność kolejnej laparoskopii ze zdjęciem membran oraz cena. Koszt membran na jedna operacje to ok. 400–800 euro (w zależności od powierzchni rany oraz wielkości narządów miednicy mniejszej).

Podsumowując, zrosty wpisane są w jednostkę chorobową, jaką jest endometrioza. Sama choroba prowadzi do ich powstania, a każda ingerencja chirurgiczna (będąca metodą leczenia z wyboru) intensyfikuje i prowadzi do powstania kolejnych. Zrosty prowadzą do obniżonej płodności, częstych wznów torbieli endometrialnych oraz sprawiają, że każda kolejna operacja jest trudniejsza i obarczona wyższym ryzykiem. Profilaktyka przed zrostami to jeden z najtrudniejszych aspektów leczenia endometriozy. Wobec tego bardzo pragnę podkreślić, że najskuteczniejszą profilaktyką przeciwzrostową jest wczesne wykrycie endometriozy i leczenie operacyjne w jej jak najwczesniejszym stadium. Dlatego tak ważne jest też szerzenie świadomosci zarówno wśród młodych kobiet, jak i wśród lekarzy, szczególnie ginekologów.

Czytaj też: Nowe trendy w chirurgii endometriozy

Klinika Miracolo

Dr Jan Olek endometrioza

Ekspert

Dr Jak Olek

Zastępca ordynatora w szpitalu św. Józefa w Dortmundzie. Założyciel Centrum Endometriozy w Dortmundzie oraz współzałożyciel Kliniki Miracolo.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.