Przejdź do treści

Dwie strony barykady

Ośrodki wykonujące przeszczepy macicy powstają na całym świecie jak grzyby po deszczu. Oczywiście wszędzie poza Polską. Można się zastanawiać, co z naszym krajem jest nie tak, skoro pod względem opieki zdrowotnej jesteśmy najbardziej zacofanym krajem w Unii Europejskiej.

Z jakiejkolwiek strony by nie spojrzeć, jest źle: dostępność do POZ – kiepsko, oczekiwanie na leczenie specjalistyczne – porażka, leczenie niepłodności – zaprzestano finansowania IVF, liczba lekarzy na milion obywateli – mniej się chyba nie da, wydatki na opiekę zdrowotną – niższe niż w Brunei, innowacyjne metody leczenia dla chorób rzadkich – brak.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Choroby rzadkie to wg definicji Unii Europejskiej takie choroby, które występują nie częściej niż u 1 na 2 000 osób. Jedną z nich jest zespół MRKH, czyli wrodzony brak pochwy i macicy powodujący bezpłodność. Występuje on u średnio 1 na 5 tys. nowonarodzonych dziewczynek, czyli w Polsce rocznie rodzi się nawet 40 dziewczynek z taką wadą. O ile agenezja pochwy jest relatywnie łatwo i z dobrymi efektami leczona chirurgicznie, o tyle bezpłodność wynikająca z braku macicy była do 2014 r. uważana za nieuleczalną. Przełomowy okazał się pierwszy udany przeszczep macicy dokonany przez prof. Matsa Brannstroma ze Szpitala Uniwersyteckiego Sahlgrenska w Goteborgu (Szwecja). Obecnie już kilkanaście ośrodków z całego świata prowadzi badania nad tą przełomową metodą leczenia, by jak najszybciej została ona wdrożona do praktyki klinicznej.

Do tej pory polski establishment ginekologiczny nie wykazywał zainteresowania zespołem MRKH. Jedynie zespół dr Kariny Kapczuk z Poznania oferuje kompleksowe podejście do diagnostyki i leczenia. Można domniemywać, iż wynikało to z braku możliwości leczenia towarzyszącej mu bezpłodności, złożoności i kompleksowości diagnostyki, wysokiego stopnia trudności operacji rekonstrukcyjnych oraz konieczności wielodyscyplinarnej współpracy z innymi specjalistami, szczególnie z doświadczonym psychologiem.
Medycyna perinatalna, szczególnie operacje w łonie matki, kardiologia inwazyjna czy chirurgia rekonstrukcyjna są na poziomie wyższym niż w wielu krajach tzw. „starej Unii”. Śmiertelność okołoporodowa matek jest u nas jedną z najniższych w Europie (prawie trzykrotnie niższa niż w Wielkiej Brytanii i nawet sześciokrotnie niższa niż w USA). Medycyna rozrodu również jest na wysokim poziomie, większość klinik leczenia niepłodności oferuje najnowocześniejsze metody diagnostyki i leczenia, m.in. PGS-NGS, czyli sekwencjonowanie całego genomu zarodka w ramach screeningu preimplantacyjnego, różnorodne metody zachowania płodności (witryfikacja oocytów, fragmentu jajnika itp.) czy najnowocześniejsze metody embriologiczne. Skoro mamy ośrodek specjalizujący się w diagnostyce i leczeniu zespołu MRKH, światowej sławy transplantologów, wybitnych specjalistów od medycyny rozrodu i położnictwa, to dlaczego nikt nie prowadzi badań nad przeszczepem macicy? Wydawałoby się oczywiste, że jak zawsze z powodu braku pieniędzy. Oczywiście środki na badania naukowe są niezbędne, ale nic nie wskazuje na to, by była to główna przyczyna. Dominującym czynnikiem wydaje się brak współpracy i koordynacji pomiędzy poszczególnymi ekspertami i ośrodkami. W Goteborgu cały zespół pracuje pod jednym dachem, co znacznie ułatwia wspólne prowadzenie badań i późniejszą opiekę nad pacjentkami. Oczywiście osiągnięcie tak idealnego modelu jest w Polsce niemożliwe, gdyż wiodące zespoły chirurgii ginekologicznej czy medycyny perinatalnej są częścią szpitali akademickich, a większość klinik leczenia niepłodności to placówki niepubliczne. Jednakże przy dobrych chęciach, zaangażowaniu i odpowiednio dobranym zespole wszystko jest łatwiejsze. Gdyby tylko znalazł się odpowiedni lider, już za kilka miesięcy mógłby odbyć się pierwszy w Polsce przeszczep macicy. Tak, to jest możliwe tak samo jak przeszczep twarzy, rozdzielenie bliźniąt syjamskich czy operacja przepukliny przeponowej jeszcze w łonie matki.

Zastanawiające jest, dlaczego większość krajów Unii podjęła już zaawansowane badania nad przeszczepem macicy, by móc go zaoferować swoim obywatelkom, a tylko Polska jest znów pośród najbardziej zacofanych państw?

W czym polskie pacjentki są gorsze od pacjentek z Czech czy Węgier (przecież Węgry to nasz największy partner, sojusznik, sprzymierzeniec!), nie wspominając o Szwedkach, Niemkach, Brytyjkach czy Francuzkach? Może trzeba zorganizować protest przed Ministerstwem Zdrowia tak jak górnicy, spalić kilka opon, obrzucić ministra jajkami (nomen omen symbol płodności!), krajowego konsultanta ds. położnictwa i ginekologii zasypać mailami, pokazać w mediach społecznościowych kompromitujące zdjęcia prezesa NFZ, a niechętnym do współpracy przypomnieć o powszechnym obowiązku obrony? Jak nie prośbą, to groźbą, czyli metoda kija i marchewki.

Wyrażam głęboką nadzieję, że środowisko polskich ginekologów pójdzie w ślady swoich kolegów zza południowej, północnej i zachodniej granicy, gdzie przeprowadzane są już przeszczepy macicy, a Polska dołączy do zaszczytnego grona krajów dbających o zdrowie reprodukcyjne. Oczywiście brak dobrej woli politycznej jest dużym problemem, ale jeśli środowiska eksperckie połączą siły z organizacjami pacjenckimi, to nawet ministerialni biurokraci w swoich okopach na Miodowej nie dadzą rady takim oddziałom partyzanckim! Zjednoczenie w walce o wspólne dobro i interesy powinno być dla obu grup wystarczająco ważne, by zjednoczyć siły.

My, Polki, Europejki, Obywatelki Świata zasłużyłyśmy sobie na przestrzeganie naszego konstytucyjnego prawa do opieki zdrowotnej i posiadania rodziny!

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Karina Sasin

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Zdarza mi się płakać z pacjentką”. Położna szczerze o swojej pracy

Pielęgniarka przy łóźku pacjentki - opieka okołoporodowa /Położna a poród

Poród to dla każdej kobiety wyjątkowo poruszające wydarzenie, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Ale emocje, które towarzyszą temu niezwykłemu momentowi, są silne nie tylko po stronie rodzącej – udzielają się także położnej. – W swojej pracy trudno mi zachować dystans do uczuć i wydarzeń. Zdarza mi się też płakać z pacjentką – wyznaje Elżbieta Wójtowicz, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobieta, która przygotowuje się do porodu, mierzy się niejednokrotnie z lękiem i wątpliwościami. Czy personel medyczny da jej oparcie, zapewni dobre warunki i wykaże się taktem? Czy w czasie porodu nie stanie się nic złego maleństwu?

Położna a poród. Najważniejsza jest empatia

Nad tym, by strach nie paraliżował rodzącej, by czuła się bezpieczna i znała odpowiedź na trapiące ją pytania, czuwa położna. Właśnie dlatego tak ważne jest, by potrafiła stworzyć w czasie porodu atmosferę życzliwości i zrozumienia. Niezbędna jest w tym empatia.

– W czasie porodu pojawia się lęk, strach, poczucie niepewności. Kobieta przychodzi do szpitala z „walizką” pełną obaw: o poród, o dziecko, które ma urodzić. Często czuje się zawstydzona, niepewna siebie. Przeprowadzenie kobiety przez poród tak, aby był pięknym doświadczeniem, a nie traumą, i opanowanie trudnych uczuć to wielkie wyzwanie dla położnej – wyjaśnia Elżbieta Wójtowicz, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

Empatia, która idzie w parze z profesjonalizmem i doświadczeniem, pomaga położnej zbliżyć się do pacjentki. Daje rodzącej komfort i poczucie bezpieczeństwa.

– Z mojego długoletniego doświadczenia wynika, że położna powinna mieć świadomość swojej emocjonalności i przekładać te uczucia na rodzącą: opanować stres w trudnych sytuacjach, wziąć sprawy w „swoje ręce”, aktywizować do działania.

CZYTAJ TEŻ: Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

Położna a poród. Wrażliwość, która pomaga w trudnych chwilach

Niezwykle ważne jest też, by położna pomogła kobiecie ograniczyć uczucie skrępowania związane z nagością i różnymi aspektami fizjologii, które towarzyszą tak intymnemu wydarzeniu jak poród.

– Delikatność, poszanowanie godności i zachowanie intymności to ważne umiejętności, które każda profesjonalna położna powinna posiadać – zaznacza położna.

Elżbieta Wójtowicz przyznaje jednak, że jej zawód nie jest łatwy. Czasem trudno zachować dystans do wydarzeń, które rozgrywają się na sali porodowej.

– Zdarza mi się też płakać z pacjentką – mówi położna.

Tej niezwykłej wrażliwości na uczucia rodzących nauczyła się, pracując właśnie na bloku porodowym.

– Tam zawsze towarzyszy mi myśl, która jest moim mottem zawodowym: „Wspaniałe są owoce dobrych wysiłków”.


POLECAMY RÓWNIEŻ: „Wygrana w konkursie otwiera drzwi do nowych działań”. O kulisach kampanii „Położna na medal”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.