Przejdź do treści

Dwie strony barykady

Ośrodki wykonujące przeszczepy macicy powstają na całym świecie jak grzyby po deszczu. Oczywiście wszędzie poza Polską. Można się zastanawiać, co z naszym krajem jest nie tak, skoro pod względem opieki zdrowotnej jesteśmy najbardziej zacofanym krajem w Unii Europejskiej.

Z jakiejkolwiek strony by nie spojrzeć, jest źle: dostępność do POZ – kiepsko, oczekiwanie na leczenie specjalistyczne – porażka, leczenie niepłodności – zaprzestano finansowania IVF, liczba lekarzy na milion obywateli – mniej się chyba nie da, wydatki na opiekę zdrowotną – niższe niż w Brunei, innowacyjne metody leczenia dla chorób rzadkich – brak.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Choroby rzadkie to wg definicji Unii Europejskiej takie choroby, które występują nie częściej niż u 1 na 2 000 osób. Jedną z nich jest zespół MRKH, czyli wrodzony brak pochwy i macicy powodujący bezpłodność. Występuje on u średnio 1 na 5 tys. nowonarodzonych dziewczynek, czyli w Polsce rocznie rodzi się nawet 40 dziewczynek z taką wadą. O ile agenezja pochwy jest relatywnie łatwo i z dobrymi efektami leczona chirurgicznie, o tyle bezpłodność wynikająca z braku macicy była do 2014 r. uważana za nieuleczalną. Przełomowy okazał się pierwszy udany przeszczep macicy dokonany przez prof. Matsa Brannstroma ze Szpitala Uniwersyteckiego Sahlgrenska w Goteborgu (Szwecja). Obecnie już kilkanaście ośrodków z całego świata prowadzi badania nad tą przełomową metodą leczenia, by jak najszybciej została ona wdrożona do praktyki klinicznej.

Do tej pory polski establishment ginekologiczny nie wykazywał zainteresowania zespołem MRKH. Jedynie zespół dr Kariny Kapczuk z Poznania oferuje kompleksowe podejście do diagnostyki i leczenia. Można domniemywać, iż wynikało to z braku możliwości leczenia towarzyszącej mu bezpłodności, złożoności i kompleksowości diagnostyki, wysokiego stopnia trudności operacji rekonstrukcyjnych oraz konieczności wielodyscyplinarnej współpracy z innymi specjalistami, szczególnie z doświadczonym psychologiem.
Medycyna perinatalna, szczególnie operacje w łonie matki, kardiologia inwazyjna czy chirurgia rekonstrukcyjna są na poziomie wyższym niż w wielu krajach tzw. „starej Unii”. Śmiertelność okołoporodowa matek jest u nas jedną z najniższych w Europie (prawie trzykrotnie niższa niż w Wielkiej Brytanii i nawet sześciokrotnie niższa niż w USA). Medycyna rozrodu również jest na wysokim poziomie, większość klinik leczenia niepłodności oferuje najnowocześniejsze metody diagnostyki i leczenia, m.in. PGS-NGS, czyli sekwencjonowanie całego genomu zarodka w ramach screeningu preimplantacyjnego, różnorodne metody zachowania płodności (witryfikacja oocytów, fragmentu jajnika itp.) czy najnowocześniejsze metody embriologiczne. Skoro mamy ośrodek specjalizujący się w diagnostyce i leczeniu zespołu MRKH, światowej sławy transplantologów, wybitnych specjalistów od medycyny rozrodu i położnictwa, to dlaczego nikt nie prowadzi badań nad przeszczepem macicy? Wydawałoby się oczywiste, że jak zawsze z powodu braku pieniędzy. Oczywiście środki na badania naukowe są niezbędne, ale nic nie wskazuje na to, by była to główna przyczyna. Dominującym czynnikiem wydaje się brak współpracy i koordynacji pomiędzy poszczególnymi ekspertami i ośrodkami. W Goteborgu cały zespół pracuje pod jednym dachem, co znacznie ułatwia wspólne prowadzenie badań i późniejszą opiekę nad pacjentkami. Oczywiście osiągnięcie tak idealnego modelu jest w Polsce niemożliwe, gdyż wiodące zespoły chirurgii ginekologicznej czy medycyny perinatalnej są częścią szpitali akademickich, a większość klinik leczenia niepłodności to placówki niepubliczne. Jednakże przy dobrych chęciach, zaangażowaniu i odpowiednio dobranym zespole wszystko jest łatwiejsze. Gdyby tylko znalazł się odpowiedni lider, już za kilka miesięcy mógłby odbyć się pierwszy w Polsce przeszczep macicy. Tak, to jest możliwe tak samo jak przeszczep twarzy, rozdzielenie bliźniąt syjamskich czy operacja przepukliny przeponowej jeszcze w łonie matki.

Zastanawiające jest, dlaczego większość krajów Unii podjęła już zaawansowane badania nad przeszczepem macicy, by móc go zaoferować swoim obywatelkom, a tylko Polska jest znów pośród najbardziej zacofanych państw?

W czym polskie pacjentki są gorsze od pacjentek z Czech czy Węgier (przecież Węgry to nasz największy partner, sojusznik, sprzymierzeniec!), nie wspominając o Szwedkach, Niemkach, Brytyjkach czy Francuzkach? Może trzeba zorganizować protest przed Ministerstwem Zdrowia tak jak górnicy, spalić kilka opon, obrzucić ministra jajkami (nomen omen symbol płodności!), krajowego konsultanta ds. położnictwa i ginekologii zasypać mailami, pokazać w mediach społecznościowych kompromitujące zdjęcia prezesa NFZ, a niechętnym do współpracy przypomnieć o powszechnym obowiązku obrony? Jak nie prośbą, to groźbą, czyli metoda kija i marchewki.

Wyrażam głęboką nadzieję, że środowisko polskich ginekologów pójdzie w ślady swoich kolegów zza południowej, północnej i zachodniej granicy, gdzie przeprowadzane są już przeszczepy macicy, a Polska dołączy do zaszczytnego grona krajów dbających o zdrowie reprodukcyjne. Oczywiście brak dobrej woli politycznej jest dużym problemem, ale jeśli środowiska eksperckie połączą siły z organizacjami pacjenckimi, to nawet ministerialni biurokraci w swoich okopach na Miodowej nie dadzą rady takim oddziałom partyzanckim! Zjednoczenie w walce o wspólne dobro i interesy powinno być dla obu grup wystarczająco ważne, by zjednoczyć siły.

My, Polki, Europejki, Obywatelki Świata zasłużyłyśmy sobie na przestrzeganie naszego konstytucyjnego prawa do opieki zdrowotnej i posiadania rodziny!

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Karina Sasin

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Rak szyjki macicy – nowa metoda operacyjna pierwszy raz w Polsce

Rak szyjki macicy - nowa metoda operacyjna pierwszy raz w Polsce
fot.Pixabay

Zespół lekarzy kierowany przez prof. dr hab. Jacka Sznurkowskiego wykonał innowacyjną operację usunięcia raka szyjki macicy. Zabieg przeprowadzono w szpitalu im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Pamiętasz o cytologii? Profilaktyka HPV i raka szyjki macicy

Jajniki całe i zdrowe

Zespół profesora Sznurowskiego wykonał operację usunięcia zaawansowanego stadium raka szyjki macicy u 30-letniej pacjentki. Po usunięciu zaatakowanych nowotworem narządów, często konieczne jest zastosowanie radioterapii, która uszkadza jajniki i pozbawia kobietę naturalnych estrogenów, które są w nich wytwarzane.

Lekarze z Gdańskiego szpitala usunęli szyjkę i trzon macicy wraz z ich wspólnym więzadłem, okoliczne węzły i naczynia chłonne. Nie naruszyli natomiast nerwu wegetatywnego, a jajniki przeszczepili w okolice wątroby i śledziony.

Dzięki temu, jeśli zajdzie potrzeba naświetlania obszaru operacyjnego, jajniki nie zostaną objęte działaniem radioterapii i będą dalej pełnić swoją funkcję.

Zastosowana metoda operacyjna jest bardzo skomplikowana. Stosowana jest tylko w kilku klinikach na świecie, między innymi w USA.

Zobacz też: W Europie śmiertelność raka piersi spada – a w Polsce? Przewidywania nie pozostawiają złudzeń

Bez hormonalnej terapii zastępczej

W związku z tym, że jajniki są w stanie nienaruszonym, a tylko zostały przemieszczone, pacjentka nie będzie musiała stosować hormonalnej terapii zastępczej. Oznacza to, że nie przejdzie przedwczesnej menopauzy, bo będzie dalej produkować hormony płciowe.

Kobieta była operowana w połowie marca, obecnie jest już w domu i czuje się dobrze. Blizna pooperacyjna – zabieg został przeprowadzony laparoskopowo – jest niewielka i daje się ukryć pod bielizną.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Kobieca niepłodność wtórna – jakie mogą być jej przyczyny?

kobieca niepłodność wtórna
Leczenie niepłodności wtórnej nie różni się od leczenia niepłodności pierwotnej – fot. Fotolia

Zajście w pierwszą ciążę poszło gładko, natomiast starania o drugie dziecko się przedłużają. Ostatecznie para ląduje w klinice leczenia niepłodności. Dlaczego tak się dzieje?  

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobieca niepłodność wtórna – jakie mogą być jej przyczyny?

– Jeśli pierwsza ciąża była powikłana, na przykład pojawił się stan zapalny błon płodowych lub łożyska, w następstwie mogą pojawić się zrosty wewnątrzmaciczne. Czasem zrosty mogą występować po łyżeczkowaniu jamy macicy, które wykonuje się na przykład po poronieniu lub po urodzeniu niekompletnego łożyska czy krwotokach poporodowych – mówi lek.med. Robert Gizler, specjalista ginekolog-położnik z Kliniki InviMed.

U niektórych kobiet problemy z zajściem w ciążę lub donoszeniem kolejnej mogą być związane z występowaniem mięśniaków macicy. Są one względnie częstym  zjawiskiem, pojawiają się i narastają z wiekiem. Jednak jeśli mięśniaki są większych rozmiarów lub zlokalizowane są w jamie macicy, mogą uniemożliwiać zagnieżdżenie zarodka lub zakłócać przebieg ciąży i powodować powikłania, na przykład wczesne poronienia. Mięśniaki macicy mogą być usuwane operacyjnie.

Zdarza się, że niepłodność wtórna ma podłoże psychologiczne, wynika ze strachu przed kolejną ciążą i traumatycznym porodem, wstydu związanego z wyglądem ciała i narządów rodnych po poprzedniej ciąży. Zdaniem lek.med. Roberta Gizlera, blizny po urazach okołoporodowych krocza mogą powodować dysfunkcje seksualne, na przykład ból w trakcie stosunku, który uniemożliwia współżycie, powoduje strach i niechęć do seksu i ciąży.

Zobacz też: Hiperprolaktynemia – czym jest i jak wpływa na płodność?

Jakie powikłania ciąży i porodu mogą prowadzić do wtórnej niepłodności?

Przede wszystkim powikłania infekcyjne, takie jak poronienia septyczne, infekcje wewnątrzmaciczne prowadzące wtórnie do zapalenia macicy i przydatków. To często skutkuje zrostami w jamie macicy i niedrożnością jajowodów. Kolejna sprawa to ciąże pozamaciczne, związane z uszkodzeniami jajowodów lub koniecznością ich operacyjnego usunięcia. Przyczyną wtórnej niepłodności u kobiet może być także ciężki krwotok poporodowy prowadzący do uszkodzenia przysadki mózgowej czyli tzw. zespołu Sheehanaj –  mówi lek. med. Robert Gizler.

Zdarza się, że ciąża zakończona cesarskim cięciem prowadzi do powikłań pooperacyjnych, które w około 4% przypadków kończą się jedno- lub obustronną niedrożnością jajowodów.

Jakie leczenie należy podjąć, by ponownie zajść w ciążę?

Leczenie niepłodności wtórnej nie różni się od leczenia niepłodności pierwotnej. W obu przypadkach najpierw należy zdiagnozować przyczynę. Niepłodność wtórną tak jak pierwotną leczy się przyczynowo –  w zależności od tego, jaki jest powód niepłodności, dobiera się odpowiednią terapię.

– Zawsze w niepłodności wtórnej należy brać pod uwagę wiek pacjentów. Czynnik czasu jest głównym elementem ograniczającym płodność, zwłaszcza po 34 roku życia kobiety – mówi lekarz.

Zobacz też: Niepłodność wtórna u mężczyzn. Gdy jedno dziecko to nie wybór

Co możemy zrobić samodzielnie, by poprawić swoje szanse na kolejne dziecko?

– Zbilansowana dieta, aktywność fizyczna, unikanie szkodliwości środowiskowych czyli zdrowy tryb życia to czynniki, które mają pozytywny wpływ na płodność. Nie należy odkładać decyzji o kolejnej ciąży. W przypadku niepłodności czas nigdy nie działa na korzyść pacjentek i pacjentów – przypomina lek. med. Robert Gizler.

Logo: InviMed

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj

Ekspert

Lek. med. Robert Gizler

specjalista ginekolog-położnik, dyrektor medyczny w Klinice leczenia niepłodności InviMed.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?

Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?
fot.Pixabay

Dzieci pytają o to, skąd się wzięły. Raczej prędzej niż później. Rozmowy o seksie z dziećmi są trudne, jeszcze trudniejsze są rozmowy o in vitro i niepłodności. Bo nie dość, że trzeba porozmawiać o seksie, to jeszcze trzeba umiejętnie przekazać dziecku informację, że ono zostało poczęte inaczej. Jak sobie z tym poradzić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bociany i pszczółki

Rzadko który rodzic ze spokojem i pewnością siebie oczekuje momentu, w którym dziecko zapyta go, skąd się wzięło. Rodzic, którego dziecko poczęło się dzięki pomocy medycyny jest w trudniejszej sytuacji. Musi się nie tylko zmierzyć z tematem seksualności (własnej i dziecka), ale również własnym zawstydzeniem, niepewnością, ambiwalencją, czyli tym wszystkim, co obudziła w nim niepłodność.

Dlatego też zanim rodzic podejmie decyzję czy, jak i kiedy mówić dzieciom o tym, skąd się wzięły, musi mieć w sobie wystarczające zrozumienie sytuacji. Żeby w zrównoważony i odpowiedni dla dziecka sposób przekazać informacje, trzeba najpierw samemu mieć przepracowane uczucia związane z trudnościami z zajściem w ciążę. Jeśli mamie i tacie uda się uporać z tymi wątpliwościami, rozmowa z dzieckiem powinna być znacznie łatwiejsza.

Zobacz też: Rozwój wcześniaka. Wszystko, co musisz wiedzieć, gdy istnieje ryzyko porodu przedwczesnego

Czym dla rodzica jest leczenie niepłodności?

Decyzja o rozpoczęciu leczenia niepłodności jest z całą pewnością trudna. Zanim człowiek trafi do specjalistycznej kliniki, przejdzie przez gabinety „zwykłych” ginekologów, specjalistów medycyny naturalnej, akupunktury… Możliwości jest wiele. Tym, co utrudnia decyzję o leczeniu lub spycha ją na poboczne tory jest na przykład ambiwalencja, obawy przed reakcją bliskich, czy nawet ostracyzmem społecznym, . Nierzadko też w głowie rodziców rozgrywa się konflikt w obszarze pragnień i uczuć religijnych. Leczenie niepłodności to również zgoda na ingerencję kogoś trzeciego w bardzo intymne sprawy pary.

Szczególnie trudne psychologicznie są sytuacje, kiedy trzeba skorzystać z komórki dawcy czy pomocy surogatki. Niezależnie od tego, jak bardzo byśmy tego chcieli, nie da się komórki jajowej czy cudzej macicy zredukować jedynie do biologii. Za decyzją, by komuś oddać komórkę lub użyczyć swojego ciała stoją określone motywacje. Dziecko urodzone tą drogą może pragnąć poznać biologiczną lub zastępczą matkę. Wreszcie biorczyni komórki jajowej czy nasienia musi uporać się z uczuciem żalu, że sama nie była sobie w stanie poradzić, że ktoś inny miał większe od niej możliwości. Uświadomienie sobie tego faktu może prowadzić do takich uczuć jak zawiść, gniew, złość. Żeby było ciekawiej, te uczucia najczęściej występują w mieszance wybuchowej z wdzięcznością, miłością, radością.

Zobacz też: Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Zanim zaczniesz rozmowę z dzieckiem

Dlatego też, zanim powiesz dziecku, że pochodzi z in vitro lub, że urodziła je inna pani, przypomnij sobie swoje uczucia i zagubienie z czasów diagnozy i leczenia niepłodności. Jest prawdopodobne, że dziecko również doświadczy tych uczuć. Tyle tylko, że może nie umieć o nich mówić, może też nie mieć świadomego do nich dostępu, nie potrafić ich rozpoznać i nazwać.

Warto również pamiętać, że rozmowa o in vitro to przede wszystkim rozmowa o intymności rodziców, to de facto rozmowa o seksie. Nie da się wprowadzić dziecka w świat zapłodnienia pozaustrojowego bez przejścia z nim kwestia zapłodnienia naturalnego. Dlatego też warto się dobrze zastanowić, zanim powie się: „wiesz synku, pojawiłeś się na świecie dzięki in vitro”, na ile dziecko jest w stanie taką wiedzę przyswoić. Czy będzie ona dla niego porządkująca, czy raczej przerażająca. Czy dziecko jest na tyle dojrzałe, że doceni wysiłki rodziców, czy raczej pojawi się w nim fantazja, że coś niepokojącego działo się z rodzicami, że czegoś im brakowało, czy też byli w jakiś sposób chorzy.

Zobacz też: Położna i jej rola w leczeniu niepłodności – o swoim doświadczeniu opowiada Alina Jedlińska, ambasadorka kampanii „Położna na medal”

Relacje rodzinne

Badania pokazują, że nawet połowa rodziców nie informuje swoich dzieci o tym, że korzystało z komórek dawców lub dawczyń. Tym samym, pozbawia dzieci informacji nie tylko o tym, że nie ma między nimi biologicznego pokrewieństwa, ale również potencjalnych informacji o ich historii medycznej, możliwych obciążeniach, chorobach.

Natomiast na poziomie emocjonalnym, ukrywając przed dzieckiem tego typu informację, zaprzeczamy faktom. Odbieramy w ten sposób dziecku możliwość zadania pytań na temat swojej tożsamości, pochodzenia, korzeni.

Rozmowa o tym, że dziecko pojawiło się na świecie dzięki in vitro może też wpłynąć na relacje rodzinne. Jeśli dziecko zdecyduje się na zadawanie pytań i poszukiwania, rodzic może poczuć zaniepokojenie, czy wręcz uznać, że jest odrzucany przez dziecko.

Dlatego, jak już wspomniałam – zanim zaczniemy rozmowę z dzieckiem, warto, żebyśmy tak dalece, jak jest to możliwe poukładali własne emocje związane z tematem leczenia niepłodności.

Zobacz też: “Położna na Medal” 2018 – znamy laureatki konkursu

A może nie mówić?

Wydaje się, że sekrety związane z leczeniem niepłodności mogą wyrządzić więcej szkody, niż pożytku. Trudno sobie wyobrazić, aby zatajanie przed dzieckiem informacji o tym, że biologicznie jest spokrewnione z kimś innym, miało na celu tylko i wyłącznie ochronę dziecka. Sekrety zwykle biorą się z lęków i niepewności osób, które jest utrzymują.

Ale też trzeba pamiętać, że rozmowa o in vitro to w gruncie rzeczy rozmowa o życiu seksualnym rodziców. To też rozmowa o określonym klimacie społecznym czy religijnym, w którym żyje rodzina. To wreszcie rozmowa o ich własnych lękach, ambiwalencji i stratach. Dlatego też być może ważniejsze od pytania, „jak powiedzieć”, jest pytanie „dlaczego”. Co chcemy dziecku powiedzieć? Czy jest gotowe na tę rozmowę i dlaczego ma się ona odbyć właśnie teraz?

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Ekspert

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

“Twoje dziecko będzie tym, co jesz” – wpływ stylu życia na dziedziczenie

“Twoje dziecko będzie tym, co jesz” - wpływ stylu życia na dziedziczenie
fot.Pixabay

Naukowcy zaczynają już rozumieć, jak to się dzieje, że czynniki środowiskowe np. dieta wpływają na dziedziczenie pozagenowe. W tym kontekście znane przysłowie “jesteś tym, co jesz” może zyskać nowe brzmienie: “Twoje dziecko będzie tym, co jesz”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dziedziczenie

Nośnikiem informacji genetycznej przekazywanej dzieciom przez rodziców jest DNA, które znajduje się w gametach, czyli w plemnikach i komórce jajowej. Dziedziczenie potocznie rozumiane jest następująco – to co zapisane w DNA obojga rodziców (a wczesniej ich rodziców) się miesza i przekazywane jest ich wspólnemu dziecku. Dzięki kolejnym badaniom i obserwacjom naukowym wiemy, że sprawa nie jest tak prosta i nowe pokolenia dziedziczą od rodziców nie tylko geny, ale i to, co zostało „nabyte” przez rodziców w związku z tym, gdzie i jak żyją. Jak to możliwe?

Zobacz też: Odwagi Panowie! Wywiad z andrologiem Piotrem Dzigowskim

(nie)zmienne geny

Choć genom pozostaje niezmienny w ciągu naszego życia (nie licząc możliwych mutacji, ale to już całkowicie inna historia), znacznym zmianom może ulegać to, które geny z tej ogromnej biblioteki DNA organizm zdecyduje się „włączyć”, a które „pozostaną w ukryciu”. Opisując zjawisko “włączania” i “ukrywania” poszczególnych genów, mówimy o różnej ekspresji genetycznej. Z kolej to, które geny są “włączone” ma wpływ na tzw. fenotyp – to jak wyglądamy, jak funkcjonujemy, na nasze zachowania i stan zdrowia.

Na ekspresję genów wpływ mają czynniki środowiskowe, takie jak dieta, stres, przyjmowanie określonych leków lub substancji, zanieczyszczenie środowiska, otyłość i wiele innych. Należy przez to rozumieć, że określone geny mogą się uaktywnić lub zostać zahamowane, jeśli, na przykład, żyjemy wśród zanieczyszczeń lub źle się odżywiamy.

Zobacz też: Test na endometriozę – do diagnozy wystarczy próbka krwi

Co to jest epigenetyka i czym się zajmuje?

Epigenetyka to nauka zajmująca się badaniem ekspresji genów bez zmiany w samym DNA, co może zachodzić np. pod wpływem określonych czynników zewnętrznych. Epigenetycy wielokrotnie dowiedli, że jednakowa informacja genetyczna może zostać wykorzystana w różny sposób. Daje się to obserwować na przykładzie bliźniąt jednojajowych, które pomimo jednakowego DNA mogą się znacznie różnić pod wieloma względami.

Najlepiej opisanymi do tej pory biochemicznymi mechanizmami epigenetyki są zmiany chemiczne w DNA i białkach chromatyny (np. metylacje) i tworzenie w komórkach sRNA (smallRNA czyli maleńkich fragmentów RNA).

Zaobserwowano, że w zależności od warunków w jakich żyjemy w komórkach tworzą się stałe lub przejściowe wzorce epigenetyczne… na przykład, otyli panowie mają inną zawartość sRNA niż grupa pacjentów szczupłych. Co jeszcze ciekawsze, wykazano, że np. po operacji beriatrycznej składniki epigenetyczne plemników ulegają znacznym zmianom.

Zobacz też: Chemikalia zabijają płodność! Szczególnie narażeni są ludzie i… psy

Geny, czynniki środowiskowe a plemniki

Zobaczmy jak procesy epigenetyczne wpływają na plemniki. Plemniki są produkowane w jądrach, ale tam nie kończą się ich „przygotowania” do zapłodnienia. Po uwolnieniu z jąder, każdy plemnik pokonuje długą drogę przez najądrze. To z komórek najądrza pochodzą “wiadomości epigenetyczne” odzwierciedlające narażenie ojca na czynniki środowiskowe. W tym przypadku tymi wiadomościami są różne cząsteczki sRNA, wchłaniane do plemnika, a z nim przekazywane do komórki jajowej i tworzącego się zarodka.

Co ciekawe, w badaniach naukowych wykazano, że brak odpowiedniego ładunku epigenetycznego w plemniku (pomimo prawidłowości pod względem genetycznym) powoduje, że powstające w wyniku ICSI zarodki nie zagnieżdżają się w macicy nie dając końcowego rezultatu w postaci ciąży.

To, że coś poza genami jest przekazywane następnemu pokoleniu, jest obecnie faktem, choć do niedawna wydawało się niezgodne z zasadami genetyki. Kolejne odkrycia w dziedzinie epigenetyki zapewne już niedługo odsłonią kolejne elementy tej fascynującej układanki.

 

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Ekspert

Dr n. med. Eliza Filipiak

Biolog i diagnosta laboratoryjny specjalizująca się w diagnostyce niepłodności męskiej. Radaktor portalu specjalistycznego badanie-nasienia.pl.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.