Przejdź do treści

Dlaczego nie dotrzymujemy obietnic

Bycie wiernym danemu słowu jest w naszej kulturze istotnym wskaźnikiem uczciwości i prawdomówności. Obiecujemy w różnych formach i sytuacjach, składamy przyrzeczenia formalne i drobne obietnice. Różną mają dla nas wartość i nie zawsze podchodzimy do nich z tą samą rzetelnością. Jednak niedotrzymania słowa zwykle skutkuje poczuciem porażki lub nieuczciwości. Czasem tak dotkliwym, że bywa przykrywane żartem lub próbą trywializacji: „Przecież to nie było na poważnie. Nie sądziłeś chyba, że to było na serio?”.

Dlaczego tak trudno dotrzymać danego słowa?
Obietnica jest świadomą formą zobowiązania dotyczącą zarówno życia osobistego jak i zawodowego. Obiecujemy współmałżonkowi, że zostaniemy z nim na resztę życia, obiecujemy również wywiązywać się z obowiązków w pracy. Obiecujemy wreszcie sobie, zwłaszcza na początku roku, zrzucić zbędne kilogramy, zacząć biegać czy rzucić palenie. Obietnica jest więc deklaracją opartą na świadomych planach i pragnieniach. Składając przysięgę małżeńską zwykle szczerze wierzymy, że zostaniemy w wierności i uczciwości z dana osobą do końca życia. A mimo to wielu z nas się to nie udaje.
W powszechnym odczuciu obietnice można złamać z wielu przyczyn. Jednym z częstszych „powodów” jest zmiana okoliczności zewnętrznych – choroba, utrata pracy, przeprowadzka, narodziny dziecka; można sobie wyobrazić, że w nieprzewidzianej, stresującej sytuacji, nawet mając bardzo silne postanowienie, trudno nie zapalić papierosa. Jeżeli mamy poczucie, że szef nas źle traktuje, znajdujemy wytłumaczenie dla złamania obietnicy o dobrym wykonywaniu obowiązków zawodowych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Może się więc wydawać, że obietnice są kruche z natury, skoro w tak dużym stopniu podlegają wpływom okoliczności zewnętrznych. Jednak za ich niedotrzymywaniem stoją inne, znacznie mniej oczywiste przyczyny.

 

Wewnętrzny konflikt
 
Nasza psychika skonstruowana jest tak, żeby w naturalny sposób bronić się przed przeciążeniem oraz napięciem. Dwa wykluczające się pragnienia lub uczucia wywołują w nas tak zwany dysonans poznawczy, czyli właśnie wrażenie zagubienia oraz rozdrażnienia. Najprostszym sposobem pozbycia się tego uczucia jest skupienie na jednym bodźcu i zlekceważenie drugiego. Jeden z elementów rzeczywistości zostaje więc wzmocniony, a drugi usunięty do nieświadomości.

Bardzo podobne zjawisko zachodzi, kiedy składamy obietnicę – wybieramy pewien fragment rzeczywistości, dostępny naszym świadomym pragnieniom lub potrzebom i na nim się skupiamy. Jednocześnie jednak inny fragment naszego świata zostaje nierozpoznany. W psychoanalizie mówi się o konflikcie wewnętrznym, a więc doświadczeniu kiedy dwa sprzeczne pragnienia, często nawet niedostępne świadomości, stają naprzeciw siebie.

Wróćmy do sytuacji małżeństwa, jednej z najważniejszych obietnic, jaką dajemy drugiemu człowiekowi. Nie chcemy doświadczać nieprzyjemnych lub bolesnych emocji; to kolejny mechanizm obronny. Na początku związku może więc rozegrać się sytuacja, w której skupimy się na „dobrych” stronach partnera, wady uznając za urocze przywary, które pewnie znikną z czasem.

W niektórych środowiskach obietnica małżeńska jest traktowana nadzwyczaj poważnie. Może więc zdarzyć się, że pragnąc jej dochować i nie narażać się na ostracyzm ze strony swojego środowiska, przymykamy oko na coraz poważniejsze trudności w związku.

Dotrzymywanie obietnicy za wszelką cenę znajduje się na przeciwległym biegunie tego samego problemu. W tym jednak przypadku ignorowane są uczucia związane z niezadowoleniem, samotnością, nadużyciem ze strony współmałżonka. Te uczucia mogą realnie zagrażać innym naszym potrzebom – przynależności, bezpieczeństwa i wsparcia rozumianych w określony sposób, wygody wspólnego życia. Ignorujemy więc to, co boli i skupiamy się na „pozytywach”.

Podobnie można myśleć o obietnicach związanych z pracą zawodową. Deadline należy do rzeczywistości pracowniczej wielu z nas. Świadomie deklarujemy, że dany projekt będzie gotowy na określony dzień. W momencie składania tej deklaracji nie mamy wątpliwości, że tak właśnie się stanie, a jednak dotrzymanie terminu często okazuje się niemożliwe. Można ten stan rzeczy tłumaczyć nadmiarem obowiązków, nierealistycznymi oczekiwaniami szefostwa, poziomem skomplikowania zadania. Może być jednak również tak, że na nieświadomym poziomie wcale nie mamy ochoty dokończyć zadania; dzieje się tak, ponieważ nie lubimy swojej pracy lub szefa lub zadanie jest ponad nasze siły, do czego nie można się było przyznać nawet sobą samym. Zadanie nie zostaje ukończone zgodnie z umową, ponieważ część nas samych na to nie pozwala.
 
Czy warto składać obietnice?
 

Składanie obietnic jest procesem złożonym i trudnym, tak jak złożona jest psychika każdego z nas. Świadome nieustannie mierzy się z nieświadomym, jedno pragnienie bierze priorytet nad innym. Składamy obietnice – sobie i innym – a potem często się z nich nie wywiązujemy.

Mimo wszystko jednak warto przykładać starań, żeby dotrzymać danego słowa. Obietnice pełnią ważną rolę w relacjach społecznych, są niezwykle istotne również na gruncie doświadczeń rodzinnych. Rzecz nie w tym, żeby być doskonałym, ale żeby próbować i poprawiać się. Możemy nie być w stanie zawsze wywiązać się z obietnicy, ale możemy postarać się dowiedzieć, jakie motywy nami rządzą, również te nieświadome. Mając tę wiedzę oraz pokorę wobec złożoności psychiki, łatwiej będzie składać mądre obietnice.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

————————————————————
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Kobiecość i niepłodność – czy rzeczywiście się wykluczają?

Czy niepłodność odbiera kobiecość
Kobiecość to m.in. geny i biologia, rozumiana jako zdolność wykonywania pewnych działań – fot. Fotolia

Kobiecość zawsze była definiowana poprzez możliwość dawania życia. Macierzyństwo jest zrośnięte z kobiecością, nawet wówczas, kiedy kobieta matką nie chce być. Czy niepłodność odbiera kobiecość?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jakąkolwiek drogą nie idzie kobieta, jakiekolwiek byłyby jej plany, pragnienia i możliwości, niemal na pewno zetknie się z tematem macierzyństwa. Może je wówczas przyjąć lub odrzucić.

Ta możliwość wyboru to w zasadzie nowość, zaledwie jedno, może dwa pokolenia kobiet mogą (niemal) swobodnie decydować o tym, czy chcą mieć dzieci. Nowością są również dostępne sposoby leczenia niepłodności.

Dlatego też możemy się zastanawiać, czym w obliczu tak poważnych zmian jest kobiecość? Czy jej definicja zmieniła się w ostatnich dziesięcioleciach? I jak bardzo kobiecość zależna jest od aktualnego „klimatu” społecznego. 

Zobacz też: Czy niepłodność jest karą?

Wiek wspomaganej rozrodczości

Jedna na pięć par ma kłopot z naturalnym zajściem w ciąże. Statystyki mówią również, że problem po stronie kobiety leży w co trzecim przypadku. Jednak wraz ze wzrostem liczby osób, które mają tego typu trudności, rośnie również dostępność różnych metod leczenia.

Co ważne – leczenia coraz bardziej skutecznego. Dla wielu kobiet problemy z zajściem w ciążę są więc czasowe i usuwalne, są fragmentem drogi do macierzyństwa. Inną szansę na macierzyństwo daje adopcja.

Możemy się więc zastanawiać, w jaki sposób niepłodność podważa poczucie kobiecości. Wydaje się, że zagrażająca jest sama myśl, że macierzyństwo może być niemożliwe. Ta myśl wiąże się z fantazją, że zaburzony zostaje naturalny, dany wszystkim jednakowo, porządek rzeczy.

Dzieci się pojawiają, kobiety zachodzą w ciążę, rodzą, karmią piersią – tak jest, nie zastanawiamy się nad tym, nie kwestionujemy tego. Nie zastanawiamy się więc również nad tym, czym jest kobiecość.

Możliwości leczenia czy też przysposobienia dziecka niezwiązanego z kobietą biologicznie otwiera nowe możliwości. A liczba kobiet, pochodzących przecież z każdego krańca społeczeństwa, korzystających z dobrodziejstw medycyny pokazuje, że kobiecość musi być czymś więcej niż prostą biologią. Jest wyborem. Nie tylko macierzyństwa, ale również drogi do niego.

Zobacz też: Kobiecość w niepłodności. Intymne wyznania kobiet

Czy niepłodność odbiera kobiecość?

Kobiecość to zapis norm i oczekiwań społecznych. Kobiecość to też wychowanie – oczekiwania wobec dziewczynek, żeby zachowywały się w określony sposób, pragnęły określonych rzeczy. Kobiecość to też nasze geny i biologia, rozumiana jako zdolność wykonywania pewnych działań.

Niepłodność na pewno zatrzymuje. To z kolei może budzić zaniepokojenie, zwłaszcza jeśli przywykłyśmy do działania, które ma zastępować lub odwracać uwagę od uczuć.

Niepłodność konfrontuje i urealnia. I zmusza samodzielnego zdefiniowania kobiecości. Bo czy nie jest „kobieca” kobieta, która idzie szczególnie wyboistą drogą do macierzyństwa, która poznaje funkcjonowanie swojego ciała w szczegółach i odważnie poddaje je kolejnym próbą? Lub ta, która uznaje swoje ograniczenia i decyduje się przyjąć dziecko urodzone przez inną kobietę? Lub też ta, która czuje, że na skutek różnych okoliczności nie może przyjąć dziecka?

Wydaje się, że poczucie kobiecości pochodzi raczej z wewnątrz niż jest definiowane przez czynniki zewnętrzne.

Tu kupisz e-magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Czy niepłodność jest karą?

Czy niepłodność jest karą
O niepłodności możemy myśleć również jak o pewnym etapie w życiu, który może zakończyć się na różne sposoby – fot. Fotolia

Czy niepłodność jest karą? Czy można ją rozpatrywać w takich kategoriach? Oczywiście, jest to pytanie prowokacyjne i prowokujące – do zastanowienia się, zatrzymania i przyjrzenia, jakie mamy wyobrażenia na swój temat. Nie trudno na którymś z przedłużających się etapów starań o dziecku uznać, że coś jest z nami nie tak.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Trudno zaakceptować jakiekolwiek „nie tak” w życiu, ponieważ skazuje ono człowieka na niewiedzę i niepewność. Konfrontuje z bezsilnością, a to jedna z najbardziej nieprzyjemnych sytuacji w życiu. Lepiej znać jakąkolwiek przyczynę, niż zmagać się z poczuciem, że nic od nas nie zależy.

Zobacz też: „Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Czy niepłodność jest karą? Czyli moja przeszłość mnie dogania

Kiedy zbyt długo staramy się o dziecko, szukamy przyczyn. Słusznych i prawdziwych lub nie, ważne by były. Dość łatwo wówczas wpaść w spiralę samooskarżeń. Szczególnie złą prasę, nadal, mają środki antykoncepcyjne.

Kobiety fantazjują więc, że ich aktualne problemy są wynikiem decyzji, które kiedyś podejmowały czy stylu życia, jaki prowadziły. Zastanawiają się, czy aktualne problemy z zajściem w ciążę wynikają z faktu, że przez lata farmakologicznie zabezpieczały się przed ciążą.

Czy może to wina papierosów, okazjonalnego alkoholu, zbyt małej ilości ćwiczeń, zaniedbania siebie. Powodów, w gruncie rzeczy rzekomych, może być  wiele. Wydaje się, że odzwierciedlają one bardziej trudności kobiety, jej osobowość, niż rzeczywistość.

Zobacz też: Wpływ antykoncepcji hormonalnej na płodność

Niepłodność, czyli właściwie co?

O dzieciach często myślimy (nawet jeśli trudno się do tego przyznać), że są naszą wizytówką. Im bardziej „udane”, tym silniejsze poczucie, że jednak coś robimy jak należy jako rodzice.

Dziecko nie sprawiające kłopotów, zdolne i ambitne to dowód na to, że rodzice wkładają w nie dużo pracy. A co, jeśli dziecka w ogóle nie ma? Czy nie obnaża nas to jakimś bardzo pierwotnym poziomie? Czy nie ujawnia jakichś niedoskonałości, słabości, braku?

Wydaje się, że brak dziecka, kiedy się go chce, jest kłopotem również na poziomie społecznym – wśród rodziny, bliższych i dalszych znajomych, współpracowników. Brak dziecka uwidacznia również parę, która okazuje się nie dość dobra, nie dość sprawna, by móc sprowadzić dziecko na świat. Są to, oczywiście, fantazje, o których mówią pacjenci.

Zobacz też: Czym zasłużyłam sobie na niepłodność?

O niepłodności możemy jednak myśleć również jak o pewnym etapie w życiu, który może zakończyć się na różne sposoby. Najczęściej jest właśnie etapem, który statystycznie ma zakończyć się pojawieniem dziecka – biologicznego lub adoptowanego.

O niepłodności, oczywiście, można myśleć jak o karze. Można myśleć o swojej sytuacji na każdy możliwy sposób. Jednak istotne jest to, jaki skutek dla kobiety i jej najbliższych mają te przekonania. Czy rzeczywiście zbliżają do dziecka, czy jest wręcz przeciwnie.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Ekstremalne zjawiska pogodowe w trakcie ciąży wpływają na zdrowie psychiczne dziecka

zmiany klimatu wpływają na płód
O wpływie zmian klimatycznych na zdrowie psychiczne człowieka wiemy obecnie niewiele. – fot.Pixabay

Wyniki badań opublikowane w Infant Mental Health wskazują na większe prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń psychicznych u dzieci, których matki doświadczyły stresu związanego z klęską żywiołową. Jak zmiany klimatu wpływają na płód?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Jesienne wewnętrzne ciemności – 5 rzeczy, które pomogą Ci poradzić sobie z jesiennym spadkiem nastroju

Zmiany klimatu wpływają na płód

Klimat się zmienia. Za całym świecie pojawiają się niespotykane dotąd w danej szerokości geograficznej zjawiska pogodowe. Ekstremalne zdarzenia pogodowe mają wpływ nie tylko na środowisko. Odbijają się też na zdrowiu psychicznym ludzi. Okazuje się, że stres, który powodują niespotykane, ekstremalne zjawiska pogodowe ma długofalowe konsekwencje.

Zmiana klimatu zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń psychicznych u dzieci, których matki doświadczyły depresji ciążowej i poporodowej oraz stresu związanego z klęskami żywiołowymi – informują naukowcy, którzy badali noworodki urodzone w Nowym Jorku po Huraganie Sandy. Mimo, że zmiana klimatu jest bardziej widoczna w USA niż w Polsce, nas też to dotyczy.

Doktor Yoko Naumrę, wraz z zespołem psychologów z The City University of New York, badała wpływ katastrofy naturalnej – Huraganu Sandy – na zdrowie psychiczne ciężarnych kobiet i temperament ich dzieci urodzonych po katastrofie.

Wyniki wskazują na to, że kobiety będące w ciąży w trakcie huraganu częściej zapadały na depresję poporodową, co odbijało się na zdrowiu psychicznym ich dzieci – w porównaniu z innymi niemowlętami częściej wykazywały niepokój, rzadziej poszukiwały przyjemności, miały zaburzone funkcjonowanie układu nagrody.

Zobacz też: Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Przebieg badania

W badaniu wzięło udział 310 par – dziecko i matka, grupa badanych rekrutowana była wśród pacjentek psychologów i psychiatrów w Nowym Jorku. Badacze oceniali objawy depresji matek na skali i zbierali od nich wywiad na temat temperamentu dzieci od urodzenia do szóstego roku życia.

Dzieci matek z depresją przejawiały wyższy poziom strachu, niepokoju, mniej się śmiały i uśmiechały oraz wykazywały mniejszą chęć przytulania się niż dzieci matek, które nie miały depresji. Dzieci, których matki miały depresję i przeżywały stres związany z huraganem przejawiały najwyższe natężenie wspomnianych symptomów.

Zespół doktor Naumy wyjaśnia to zjawisko podwyższonym poziomem krotyzolu – hormonu stresu u matek. Kortyzol odpowiada za reakcję walki lub ucieczki. Nadmierna ilość tego hormonu przekazywana była płodom w trakcie ciąży. Zdaniem badaczy może mieć wpływ na rozwój mózgu, ekspresję genów i długoterminowe wzorce zachowania dziecka.

Kombinacja czynników środowiskowych (zjawiska pogodowe, katastrofy naturalne – huragan, śnieżyca, pożar, powódź) i biologicznych (geny matki) może skutkować również słabszą regulacją emocji u dziecka oraz nieśmiałością i podwyższonym poziomem lęku.

Zobacz też: Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Profilaktyka?

Doktor Namura zwraca uwagę na to, że niespotykanych zjawisk pogodowych będzie coraz więcej, a o wpływie zmian klimatycznych na zdrowie (też psychiczne) człowieka wiemy obecnie niewiele, może okazać się, że konsekwencje nie będą przejściowe.

Badacze są zdania, że ciężarne kobiety obciążone ryzykiem depresji okołoporodowej powinny być objęte szczególną opieką psychologiczną w sytuacjach, w których pojawia się ryzyko wystąpienia nietypowych zjawisk pogodowych.

Dla rozwijającego się mózgu czynniki wpływające na ekspresję genów mogą być wyjątkowo niebezpieczne, powodować długofalowe konsekwencje w postaci większej podatności na choroby psychiatryczne.

Źródło: ScienceDaily

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Cierpienie bliskiej nam osoby zawsze niezwykle boli. Być może właśnie jesteś w takiej sytuacji, bo twoja siostra, czy przyjaciółka zmaga się teraz z doświadczeniem poronienia. Tak bardzo chcesz wtedy pomóc, ulżyć w cierpieniu, ukoić. Tylko jak to zrobić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niestety bycie obok cierpiącej osoby nie jest proste. Widzimy, jak ważny dla nas człowiek zderza się z czymś szalenie trudnym. Wtedy i w nas pojawiają się niezwykle ciężkie do uniesienia emocje. Czasami nie radzimy sobie z tym, co dla nas samych oznacza ta konfrontacja, a co za tym idzie, jeszcze trudniej jest nam dać wsparcie przyjaciółce. Czasami nie wiemy co robić, co powiedzieć, jak się zachować i boimy się, że tylko dodatkowo zranimy ukochaną osobę. Wcale nie mając złych intencji odsuwamy się, unikamy trudnego tematu… Tak, bycie wspólnie z kimś w cierpieniu jest szalenie ciężkie, ale to właśnie doprowadzenie do głosu tych trudnych emocji, bycie ze sobą bez żadnych zbroi, których wymaga od nas codzienny świat, tworzy bliskości. A to bliskość potrafi „leczyć”.

Zobacz też: Tak, ojcowie też przeżywają poronienie – ten pomysł podkreśla ich ogromną rolę!

Po prostu bądź

Czasami wystarczy po prostu bycie obok. Trzymanie za rękę. Danie się wypłakać i pokazanie, że nie zostawimy bliskiej nam osoby z tym samej. Pomimo ogromnego bólu i ciężaru nie odchodzimy, a z tym dodatkowym bagażem kochamy ją tak samo mocno. Co więcej, pomożemy go jej nieść.

Nieraz żadne słowa nie muszą wtedy wcale paść i jeśli czujesz, że nie ma na nie przestrzeni, że na ich wypowiedzenie jest jeszcze za wcześnie, odpuść. Zaczekaj, nie naciskaj.

A jeśli czujesz, że na ten moment nawet trzymanie za rękę to za dużo, po prostu zadzwoń. Zapewnij, że jak tylko dostaniesz sygnał, będziesz. Nie stwarzaj jednak ciszy pomiędzy wami. Nie udawaj, że ciąży nie było. Nie uciekaj, nie bój się. Owszem, to nie jest łatwe, bo taki kontakt może budzić ogromny lęk. Kiedy jednak zaczniesz tego kontaktu w ogóle unikać, twoja przyjaciółka może czuć się „tą inną”, odsuniętą, odstraszającą swoim bólem. Zamiast troski dostanie wtedy tylko dodatkowy cios, a nikt tego nie chce.

Jeśli jednak masz poczucie, że ta cisza się przedłuża, a bliska ci osoba zaczęła się w tej ciszy zamykać, sprawdź co się dzieje. Daj co jakiś czas znak, że się martwisz. Staraj się być na bieżąco z tym, jak twoja przyjaciółka, czy siostra się czuje. Bądź czujna na sygnały, który ci wysyła – a długa, inna niż zwykle cisza, może być najgłośniejszym z nich.

Nie mów

Nie mów zdań, które mogą niezwykle mocno zaboleć.

Następnym razem się uda.

Nic nie dzieje się bez powodu.

Przynajmniej wiesz, że możesz zajść w ciążę.

Lepiej teraz, niż gdyby miało się to wydarzyć później.

Przecież to jeszcze nie było dziecko…

Co takie zdania mogą przynieść? Mogą minimalizować stratę, a przecież jest tak ważna, tak duża, tak warta szacunku. Mogą wprawić w poczucie winy, możesz nimi zabrać nadzieję, możesz zamknąć przestrzeń na rozmowę pomiędzy wami.

Powstrzymaj się też od udzielania rad. Nie jesteś w skórze swojej przyjaciółki, a twoje wyobrażenie o jej stanie może być odległe od tego, co ona czuje. Nawet jeśli kogoś bardzo dobrze znamy, nie oznacza to, że rozumiemy i odczuwamy dokładnie to samo, co właśnie teraz dzieje się w tej osobie.

To trochę tak, jak byśmy stali na brzegu i udzielali rad osobie, która właśnie tonie. Owszem, nasze słowa mogą być pomocne, ale mogą też zaszkodzić. Nie czujemy w końcu na swoim ciele siły fal, nie wiemy na ile dana osoba boi się wody, nie wiemy co ma pod stopami – czy jest to stabilny grunt, wciągający muł, a może ogromna pustka? Wyciągnięta dłoń potrafi wtedy zdziałać dużo więcej, niż nawet tysiąc słów. Szczególnie tych nietrafionych.

Nie wyciągaj na siłę i nie złość się, gdy po raz kolejny będziecie musiały przełożyć spotkanie

Czasami przełożenie spotkania, czy odwołanie planów, jest najlepszą formą troski o swoje dobro. Nie bierz więc tego do siebie, nie mów, że „trzeba” wyjść do ludzi, odwrócić uwagę etc. Każdy ma swój sposób na radzenie sobie z trudnymi dniami, a bycie samemu ze sobą jest potrzebne każdemu z nas. Uszanuj taką potrzebę i zapewnij, że jeśli przyjaciółka/koleżanka/siostra zmieni zdanie, może śmiało dać ci znać. Pokaż, że czekasz na nią i jak tylko będzie gotowa, może na ciebie liczyć.

Zobacz też: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

Masz tyle czasu, ile potrzebujesz i to jest okej

Cierpienie nie ma określonego czasu trwania. Nie ma ram, które powiedzą nam, że np. żałoba po poronieniu trwa 5 tygodni, a po tym czasie wszystko się już układa, rana zabliźnia i można wrócić do punktu wyjścia. Nie, to tak nie działa. Każdy z nas inaczej radzi sobie ze stratą, mamy różne sposoby, kierują nami różne schematy, mamy różne wartości. Jak zatem mielibyśmy określić coś tak bardzo skomplikowanego?

Zapewnij bliską ci osobę, że ma tyle czasu na przeżycie straty, ile potrzebuje. Nie pospieszaj, nie mów: „już wystarczy”, czy „ile można”. Można tyle, ile trzeba. Czasami może wymagać to od ciebie cierpliwości, poradzenia sobie z własną frustracją, ale wtedy powinna włączyć ci się czerwona lampka. Nie ma bowiem „złotego środka” na przeżywanie straty. „Niektóre osoby potrzebują wielu miesięcy, czasami lat, żeby ostatecznie pogodzić się ze stratą ciąży, rozumiejąc ją jako stratę globalną, koniec pewnego etapu życia. Inni potrzebują zatrzymać się na chwilę, zwolnić, odpocząć i wracają do poprzedniej aktywności” – mówiła w rozmowie z nami psychoterapeutka Katarzyna Mirecka [tutaj].

Żałoba nie jest linearna

Pamiętaj też, że żałoba nie jest tylko prostą linią w górę. Mogą zdarzyć się spadki, może dziać się ona zgodnie z zasadą „dwa kroki w przód, dwa w tył”. Nawet jeśli bliska ci osoba poczuje się już lepiej, będzie wydawało ci się, że udało jej się ułożyć ze stratą, to wcale nie musi oznaczać, że ból zniknął i nigdy nie wróci. Dołki znów mogą się pojawić, a cierpienie, poczucie straty i temat poronienia mogą wręcz znienacka ożywać nawet po długim już czasie. Nie bagatelizuj tego, nie mów, że nie ma już do czego wracać. Niezmiennie bądź.

Pamiętaj też, że sięgnięcie po profesjonalną pomoc nie jest ani wstydem, ani okazaniem słabości. Psychologowie, psychoterapeuci, psychiatrzy są przygotowani do udzielenia tego typu wsparcia. Wiedzą co robić. Jeśli widzisz, że taka pomoc może być potrzebne, że sama też nie jesteś w stanie jej wesprzeć (także ze względu na własne dobro), staraj się o tym porozmawiać. Może wspólnie uda wam się znaleźć specjalistę, którzy ułatwi ten trudny czas i pomoże pójść dalej. Bo „dalej” – nawet jeśli wydaje się nierealne – zawsze przed nami jest. Także po tak trudnych przeżyciach.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.