Przejdź do treści

Czytanka, która rani adopcyjne rodziny

czytanka adopcyjna

Przygotowuję się do wystąpienia w radio z okazji Dnia Matki. To dla mnie oczywiste Święto, bo przecież jestem matką – potrójną. Nagle, późnym wieczorem dostaję mail od znajomej mamy, ona też adoptowała. Jak bumerang wraca sprawa czytanki „Portret mamy” z obowiązkowego elementarza szkolnego. Co pisze mama?

Jestem mamą od pięciu lat. Pięć lat temu, po długim okresie oczekiwania, przygotowania, łez, niepokoju, zniecierpliwienia i cierpienia rodzica czekającego na dziecko wzięłam w ramiona mojego Syna. Miał 1,5 roku. Ale jedynie jego smutne oczy mogły zdradzić jego wiek. Jego ciałko było kruche, malutkie. Był przestraszony, wyciszony. NIEKOCHANY do tamtej chwili.
Uczyliśmy się siebie nawzajem. Uczył się pewności siebie przez całe ostatnie 5 lat. To była trudna droga. Dla niego. Przywiązanie i pewność otaczającego Go świata nie było dla Niego tak oczywiste jak dla dzieci, które rodzą się w naturalny sposób z tymi właśnie uczuciami. I udało się. Syn rośnie. Wie, że ma mamę i tatę. Chłopiec, któremu wróżono więcej złego niż dobrego rozkwita niczym łąka na wiosnę. Wie, że mama ma niewygodny brzuszek, że nie był w jej brzuszku. Wie, że musieliśmy się odnaleźć. Wie, że czekaliśmy n Niego. Wie, że czekała cała rodzina, cały nasz świat. Wie, że ma jedną mamę i jednego tatę.  Wie, że jest kochany. I sam kocha rodziców także.

Syn idzie do szkoły. Z łatwością uczy się pisać, czytać. Uwielbia szkołę. Jest radosny, wesoły , psoci, figluje. Żyje swoim radosnym i prostym życiem sześciolatka. Ma mamę, tatę, siostrę psa. Dom. To oczywiste. Nie zastanawia się nad tym.

I trzy dni temu syn gaśnie. Radość w jego oczach zastępuje niepokój. Staje się nieobecny, krnąbrny. Nie chce pójść do szkoły. Padają oskarżenia: „Co – jak będę niegrzeczny to nie będę już Twoim synem?!”. Nie chce się przytulić. Ucieka wzrokiem. Ucieka w głąb siebie. Ale nie chce mówić co jest przyczyną. Nie chce rozmawiać w ogóle. Daję mu czas
.

Aż dziś koleżanka, znająca historię naszej rodziny zadała mi pytanie: „Jak Twój syn zareagował na czytankę  – PORTRET MAMY – ?”. Nie zrozumiałam pytania. Jaki portret mamy, portret mamy. Jaki on może być? POZYTYWNY. I znalazłam czytankę. Czytankę w podręczniku dla pierwszoklasistów, w której padają słowa NIBY MAMA – TO NIE JEST TWOJA MAMA TYLKO MOJA BO ONA MNIE   U R O D Z I  Ł A. I wszystko stało się jasne
.

Nie rozumiem dlaczego w ten akurat sposób dzieciom przedstawia się temat adopcji i odrzucenia. Nie rozumiem dlaczego robi się to w tak BRUTALNY  sposób zaprzeczając wszystkiemu o czym mówi się na kursach adopcyjnych, zaprzeczając temu, co rodzice adopcyjni powtarzają swoim dzieciom: jestem Twoją mamą/tatą BO CIEBIE KOCHAM, bo na Ciebie czekałam całe życie. Na Ciebie właśnie. Syn nie jest już teraz tego pewny.

Dlaczego tak trudny dla dorosłych temat przedstawia się dzieciom w sposób tak nieprawdziwy, krzywdzący? Dlaczego ten temat w tak brutalny sposób porusza się przy okazji Dnia Matki. Dlaczego ta czytanka uczy podziału na dzieci dobre i gorsze? DLACZEGO TEN TEKST W OGÓLE ZOSTAŁ UMIESZCZONY W PODRĘCZNIKU DLA SZEŚCIOLATKÓW?
Przed nami długa droga. Na naszą łąkę spadł grad. Musimy znów pozbierać w całość rozsypany obraz rodziny. Jedynej jaką wszyscy przecież mamy. Ale mój syn jest już świadom otaczającego Go świata. I o ile ja zastanawiam się nad przyczyną powstania nibyczytanki, mój syn zastanawia się czy pewno ma rodzinę, czy jest to może niby rodzina, bo tak napisano w ELEMENTARZU.
Ten mail mówi wszystko.
Oczywiście to dobrze, ze sam temat rodzicielstwa innego niz biologiczne wypływa na światło dzienne. Do tej pory można było odnieść wrażenie, że dzieci nie wychowywane przez rodziców biologicznych ale w rodzinach zastępczych czy adopcyjnych po prostu nie istnieją. To ważny krok w stronę odczarowywania adopcji, który powinien wreszcie zostać postawiony. Jednak nieudolność i ignoranctwo tematu przez tych, którzy ten krok postawili przyprawiają o zawrót głowy i trzeba to powiedzieć wprost, unieszczęśliwiają wiele rodzin, bo niestety ten mail jest tylko częścią ogromnej fali odzewu mam adopcyjnych jakie odpowiedziały na moja audycje radiowa. (Do odsłuchania tutaj)

Kto tak bardzo rani i dlaczego?

Ten kto tworzył, a potem akceptował wprowadzenie do szkół tego tekstu najwyraźniej nigdy nie pozwolił sobie na solidne poznanie tematu i sprawdzeniu z grupą praktyków jaki może być odbiór tej czytniki przez dzieci. A właściwie jak ta czytanka może odebrać dzieciom ich poczucie własnej wartości. Jak czytamy w cytowanym mailu i co potwierdza większość matek adopcyjnych czy zastępczych, poczucia wartości które jest bardzo trudno zbudować u dziecka doświadczajacego odrzucenia w tak pierwotnej relacji jak ta z matką biologiczną.
Zdanie psychologów i pedagogów jest jednoznaczne, poruszaniu tego tematu, w taki sposób jest niewłaściwie. Tekst stygmatyzuje i ocenia dzieci, nie odnosi się do emocji, ale do ich zachowań. Wprowadzenie czytanki do programu dla dzieci w takim wieku (elementarz jest dla pierwszoklasistów) jest pochopnym ruchem, bo jest po prostu zbyt trudna dla nich. Nie wnosi niczego dobrego dla dzieci wychowywanych przez mamy, które ich nie urodziły, ani nie wyjaśnia takiej sytuacji rówieśnikom. Dodatkowym obciążeniem tej i tak już skomplikowanej sytuacji jest fakt, że dziecko zderza się z tematem w miejscu, w którym jest pozbawione wsparcia kochających i dających poczucie bezpieczeństwa rodziców. Pozostawione z tematem samo sobie, nie jest w stanie udźwignąć swoich emocji z tym związanych, i dodatkowo wziąć na siebie reakcje otoczenia! Nie wiem czy wśród nauczycieli jest chociaż garstka takich, którzy temat znają na tyle dobrze, że są w stanie zapewnić dziecku w trakcie prowadzania lekcji z ta czytanką jakiekolwiek wsparcie. De facto nikt nie przygotował nauczycieli teoretycznie do pracy z klasą na ten temat.
Przykre, trudne i niepotrzebne. Trzymam kciuki z całych sił za mamę i jej syna, bo doskonale wiem jak trudno jest raz zranione dziecko ponownie wprowadzić na właściwe tory poczucia wartości.

Drogie mamy, czytelniczki, jakie macie propozycje jak dalej można ugryźć ten temat? Czy mamy pozwolić, aby ten elementarz w kolejnych latach łamał elementarną potrzebę kolejnych dzieci? Potrzebę bycia kochanym… Wspólnie mamy większą siłę, i nasz głos będzie brzmiał donośniej. Piszcie swoje propozycje na mój adres: redakcja@chbr.pl

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Magdalena Modlibowska

Autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, a także wielu artykułów dot. adopcji, , prezeska Fundacji „Po adopcji”, wiceprezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.