Przejdź do treści

Czy potrafimy rozmawiać o niepłodności?

Smutna kobieta siedząca na łóżku /Ilustracja do tekstu: Przedwczesna niewydolność jajników

Dane wskazują na to, że wiele milionów osób cierpi z powodu niepłodności i że coraz więcej z nich potrzebuje pomocy medycyny w zostaniu rodzicami . Temat staje się coraz mniej osobisty, coraz mniej intymny, a coraz bardziej wspólny. Może nawet powszechny. Czy jednak za tymi zmiana idzie poszerzenie świadomości społecznej? Czy osoby, które niepłodności doświadczają potrafią mówić o swoich doświadczeniach? Czy mają z kim? Czy jako obserwatorzy nierzadko dramatów innych ludzi wiemy, jak z nimi rozmawiać?

Niepłodności nie trzeba się wstydzić. Jest chorobą, która się zdarza. Nie jest wywołana błędnymi decyzjami, nie jest skutkiem ryzykownych zachowań. Dotyka każdego. Nie jest śmiertelna, ale znacznie wpływa na komfort i ogólne zadowolenie z życia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Słowa jednak więzną w gardle. Nie ma słów na opisanie tego, co się czuje. A czuje się przecież wiele. Im mniej mówimy, im bliżej siebie trzymamy swoje sekrety, tym silniejsze jest poczucie, że jednak niepłodność jest jakiegoś rodzaju porażką.

Skoro niepłodność jest tak powszechna, skoro już jedna na pięć par jej doświadcza, co nas powstrzymuje przed mówieniem? Wydaje się, że najbardziej oczywistym powodem jest wstyd.

Osoby, które otrzymujące diagnozę niepłodności często doświadczają również kryzysu życiowego. Pojawia się w nich poczucie porażki, nieadekwatności, odmienności, bycia gorszym wreszcie. Intymne sfery życia, jeśli ma pojawić się dziecko, zostają odsłonięte, są omawiane, analizowane i poprawiane. To może budzić poczucie wstydu. Ale jest też wstyd inny, być może jeszcze boleśniejszy, bo związany z zazdrością o ciąże, które dzieją się wokół.

Uczucie znane

Jest to uczucie dość powszechne i dobrze znane wielu kobietom. Ale jednocześnie bardzo niewygodne, krępujące i wywołujące nierzadko głębokie poczucie winy. Z jednej strony można życzyć się innej kobiecie ciąży, można się z nią nawet cieszyć, zwłaszcza jeśli jest to bliska osoba. Ale jednocześnie obserwowanie cudzej ciąży może przywoływać wspomnienia, wzbudzać emocje i wyobrażenia. Niezależnie od tego, jak bliska jest nam osoba, która jest w ciąży.

Nie ma w tym nic dziwnego czy nienormalnego. Nie ma też powodu, żeby unikać tych emocji czy też odpychać je od siebie. Ponieważ jednak odczuwanie zazdrości jest, oczywiście, trudne i wstydliwe, toteż rozmowa o własnej niepłodności jest coraz mniej możliwa.

Nie mówimy też niepłodności z obawy, że ktoś nieuprawniony i pozbawiony wyobraźni będzie próbował dociec jej przyczyny. Można więc dowiedzieć się, że nadmierny stres spowodowany przesadną ambicją i zbyt dużym zaangażowaniem w robienie kariery najpewniej doprowadził do aktualnych trudności w poczęciu dziecka.

Fakty są jednak takie, że choć stres wpływa na nasze zdrowie, to jednak nie ma dowodów na to,  że bezpośrednio prowadzi do niepłodności. Tym bardziej nieuzasadnionym jest pogląd, że niepłodność jest chorobą ambitnych kobiet.

Nie mówimy o niepłodności również dlatego, że bywa ona łączona z wiekiem kobiet. Decyzja o założeniu rodziny jest osobistą sprawą każdej osoby, osadzoną w jej realiach finansowych, zawodowych oraz osobistych. Dla większości przyszłych rodziców bycie w parze jest warunkiem sine qua non istnienia rodziny. Wówczas wiek, nawet jeśli jest biologiczną koniecznością, staje się sprawą drugorzędną.

Skutki leczenia

Kolejnym powodem, który może wiązać usta i uniemożliwiać rozmowę o niepłodności jest społeczny odbiór leczenia. A w zasadzie jego „skutków”, czyli dzieci rodzących się dzięki sztucznemu zapłodnieniu. Dla osób, które niewiele wiedzą o leczeniu niepłodności, są to w najlepszym razie „dzieci w próbówki”. Ale bywa też gorzej. Rodzice więc często ukrywają przed światem, że ich dzieci pojawiły dzięki ingerencji medycyny obawiając się, że będą wyśmiewane, szykanowane czy po prostu uważane za dziwne. Brak wiedzy powoduje również, że nieumocowane w rzeczywistości informacji jakoby dzieci poczęte dzięki metodzie in vitro były bardziej narażone na różnorodne choroby trafiają na podatny grunt. Kiedy więc in vitro przynosi upragniony efekt, można mimo wszystko mieć trudności w pełnym cieszeniu się tym faktem. Można się obawiać. Można się też wstydzić.
Gdyby chcieć podzielić się z drugim człowiekiem  tym, jak to jest nie móc mieć dzieci, leczyć się, czekać, często trzeba by też wspomnieć o stratach, które się w drodze do rodzicielstwa zdarzają. O tych regularnych, cyklicznych i o tych najbardziej dramatycznych, związanych z poronieniem. Bo niepłodność to też liczne i różnorodne straty.

Niepłodność nie jest produktem współczesności z jej zabieganiem stresem i rozluźnionymi relacjami międzyludzkimi. Historia zna wiele przykładów mężczyzn, którzy zmieniali żony w nadziei, że następna da im dziecko i równie wiele bezdzietnych kobiet.

 

Zyski i straty

Teraz jednak mamy sposoby na skuteczne leczenie. Miliony dzieci urodziły się na świecie dzięki różnych formom leczenia. Niepłodność została też uznana przez Światową Organizację Zdrowia za chorobę. Ale czy jest łatwiej o niej mówić? Co tracimy milcząc, co zyskujemy? Wydaje się, że milczenie na chwilę odsuwa nieuniknioną konfrontację z rzeczywistością. Dłużej można mieć nadzieję, że „nie jest tak źle”, że może jednak wszystko się ułoży. Ale też skazuje na samotność, izolację, paradoksalnie pogłębia też poczucie wstydu. Odbiera wreszcie szansę na uzyskanie pomocy i skazuje na samotność. A w chorowaniu właśnie samotność jest szczególnie dokuczliwa.

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami