Przejdź do treści

Czy in vitro jest bezpieczne? Wyjaśnia ekspert [WIDEO]

Zapłodnienie pozaustrojowe jest dla wielu par jedyną szansą na posiadanie biologicznego potomstwa. Procedura ta, mimo wysokiej skuteczności, nie zawsze kończy się sukcesem za pierwszym podejściem. Kolejne próby rodzą wśród pacjentek obawy o skutki uboczne tej formy leczenia. Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową, może powodować ryzyko nowotworów i wpływać negatywnie na rozwój dzieci – jak donoszą niektóre pozamedyczne źródła? Wątpliwości pacjentek rozwiewa prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową?

Od wielu lat prowadzone są badania, których celem jest wykazanie, czy procedury medyczne towarzyszące zapłodnieniu pozaustrojowemu są szkodliwe dla zdrowia kobiety. Choć część pozamedycznych źródeł sugeruje, że metoda ta może obniżać rezerwę jajnikową i prowadzić do przedwczesnej menopauzy, w żadnej z dotychczasowych analiz naukowych nie wykazano takich powiązań.

Prof. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA, podkreśla, że stymulacja hormonalna z użyciem gonadotropin jest bezpieczna zarówno dla naszego zdrowia ogólnego, jak i dla funkcji jajników. Podawane pacjentce leki wpływają wyłącznie na aktualnie wzrastające pęcherzyki jajnikowe, nie tworząc zagrożenia dla pozostałej puli oocytów.

– Stymulacja działa tylko i wyłącznie na te komórki, które w danym momencie są gotowe do wzrostu i które za chwilę będą obumierać – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

CZYTAJ TEŻ: Genetyczne badania zarodków INVICTA z międzynarodowym certyfikatem jakości

Czy in vitro zwiększa ryzyko raka?

Pacjentki, które korzystają z pomocy klinik leczenia niepłodności, niejednokrotnie szukają też odpowiedzi na pytanie, czy in vitro zwiększa ryzyko raka (m.in. piersi i jajnika). Obawy związane są z wysokim poziomem estrogenów, który występuje w wyniku stymulacji hormonalnej do zapłodnienia pozaustrojowego. Stężenie tych hormonów jest wówczas od kilku do kilkunastu razy wyższe od poziomu fizjologicznego. Czy rzeczywiście może to prowadzić do wzrostu ryzyka raka?

Ekspert INVICTA uspokaja, że wzrost poziomu estrogenów towarzyszący kilkudniowej stymulacji hormonalnej nie wiąże się z zagrożeniem dla zdrowia.

– Musimy zrozumieć, że poziomy estrogenów, które uzyskujemy w trakcie stymulacji […], są niczym w porównaniu do poziomu, który występują w czasie ciąży. Poziom estrogenów w drugim, a szczególnie w trzecim trymestrze ciąży jest 10-, a czasami 100-krotnie wyższy niż w trakcie stymulacji. Gdybyśmy założyli, że wysoki poziom estrogenów jest szkodliwy i powoduje proces onkogenezy (tworzenia się nowotworu), to ciąża dla każdej kobiety byłaby zabójcza – zauważa prof. Łukaszuk.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Stymulacja owulacji do in vitro. Na czym polega?

Czy in vitro powoduje gorszy rozwój dziecka?

Inną kwestią, która niepokoi kobiety przystępujące do procedury in vitro, jest wpływ tej metody na przyszły rozwój dzieci. Jednak – jak podkreśla ekspert – dotychczasowe analizy nie wykazały znaczących różnic pomiędzy rozwojem dzieci poczętych dzięki in vitro i tych, które pojawiły się na świecie w wyniku starań naturalnych.

Z badań wynika, że zaburzenia rozwojowe i genetyczne dotyczą 3% dzieci poczętych w wyniku starań naturalnych. Odsetek ten w w odniesieniu do dzieci, które pojawiły się na świecie dzięki in vitro oraz po długim czasie starań, wynosi zaś 3,6%. Statystycznie istotny wzrost ryzyka wad ma jednak inne przyczyny, niż może się wydawać.

– Ryzyko wad i chorób dla dziecka oraz matki jest związane z długością trwania leczenia niepłodności; nie ma związku z zapłodnieniem pozaustrojowym i – w efekcie – jest porównywane z innymi sposobami starań o ciążę, w tym długotrwałym leczeniem za pomocą naprotechnologii. To niepłodność jest czynnikiem ryzyka onkologicznego oraz problemów z rozwojem ciąży i powikłań okołoporodowych, a nie zapłodnienie pozaustrojowe – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

Należy przy tym pamiętać, że ryzyko wystąpienia wad u dziecka wzrasta wraz z wiekiem kobiety.

– W przypadku starań bez zastosowania zapłodnienia pozaustrojowego, gdy okres starań jest wielokrotnie dłuższy i przechodzi w lata, wyższy będzie też wiek pacjentki, kiedy zajdzie ona w ciążę. W tej grupie ryzyko wystąpienia chorób u dziecka i matki po leczeniu naprotechnologicznym będzie wyższe – podkreśla ekspert INVICTA.

POLECAMY: Brak zapłodnienia komórek jajowych przy in vitro. Jak wyeliminować przyczyny i zwiększyć szansę na ciążę?


Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Marita i Adam zbierają na in vitro. Wzruszająca historia niezwykłego małżeństwa

Marita i Adam zbierają na in vitro
Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie – fot. archiwum prywatne

Adam i Marita to wyjątkowe małżeństwo. Choć wiele w życiu przeszli, wiele też osiągnęli. Mają domek na wsi, ogród i dwa koty.  „Jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi taki moment w życiu, kiedy zaczynasz pragnąć dziecka”. Aby spełnić swoje marzenie, założyli internetową zbiórkę pieniędzy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nasi bohaterowie poznali się w ośrodku rehabilitacyjnym. „By zrozumieć, dlaczego spotkaliśmy się w takim miejscu, muszę zacząć »z grubej rury«. Obydwoje poruszamy się na wózkach inwalidzkich. Adam w wieku 15 lat miał wypadek samochodowy, co poskutkowało uszkodzeniem kręgosłupa na odcinku Th12” – opowiada Marita, która sama od 13 roku życia porusza się na wózku. W jej przypadku sprawcą niepełnosprawności był guz, który zagnieździł się na odcinku L4/L5 kręgosłupa. „Na szczęście była to łagodna narośl, która zostało wycięta, ale niestety pozostawiła po sobie niedowład kończyn dolnych” wyjaśnia bohaterka.

Zobacz też: Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

Rozłąka, która była początkiem nowego

Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie.  „Szczerze mówiąc, myślałam, że to znajomość tylko na czas pobytu w ośrodku. Okazało się jednak, że nie. Adam co jakiś czas przyjeżdżał do mnie do domu, po prostu się zakochał” – opowiada kobieta. „Naprawdę bardzo się starał. Problem w tym, że ja wtedy nie bardzo wiedziałam, czego chcę. Choć Adam jest ode mnie młodszy o trzy lata, dojrzałością z pewnością mnie przerasta” – śmieje się.

Życie potoczyło się jednak tak, że przyszli małżonkowie stracili kontakt aż na pięć lat. „Przez ten czas każdy miał swoje życie, związki. Aż pewnego dnia przyśnił mi się sen, który przyśnił się również Adamowi w okresie naszego związku. Poczułam, że muszę upewnić się, czy u niego wszystko w porządku. Zdobyłam numer telefonu i napisałam” – opowiada Marita. Zaczęły się SMS-y, rozmowy i nadrabianie straconego czasu. Już wtedy obydwoje czuli, że na zwykłych rozmowach się nie skończy. Spotkali się w lipcu, we wrześniu byli już parą, a w grudniu Adam oświadczył się Maricie.

„Trochę baliśmy się, co ludzie powiedzą. My jednak wiedzieliśmy, czego chcemy. Zdawaliśmy sobie sprawę, kim dla siebie jesteśmy i jak bardzo dojrzała jest nasza decyzja. Nie musieliśmy poznawać się na nowo, po prostu musieliśmy spotkać się w odpowiednim czasie. Trwało to długo, ale było warto” – zaznacza bohaterka. „Adam twierdzi, że od początku wiedział, że prędzej czy później będziemy razem. Po prostu czekał” – dodaje z uśmiechem. W październiku następnego roku byli już małżeństwem.

Zobacz też: Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Do pełni szczęścia brakuje małego cudu

Teraz Marita i Adam mieszkają w domu na wsi. „Sami, samodzielni, z dużym ogrodem i dwoma kotami” – podkreśla bohaterka. Obydwoje pracują, dojeżdżają własnym autem, ale do szczęścia brakuje im jednego. „To wszystko brzmi niby cudownie i jak w bajce. Faktycznie, jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi moment w życiu pary czy małżeństwa, że zaczynasz pragnąć potomstwa, które dopełni szczęścia i domowego ciepła” – wyznaje. „Odkąd ze sobą jesteśmy, to nie chroniliśmy się przed powiększeniem rodziny. Dlatego po pewnym czasie zaczęło nas zastanawiać, dlaczego nie udaje mi się zajść w ciążę?” – opowiada Marita.

Rozpoczęły się konsultacje, wizyty lekarskie i czas niepewności. „Niestety, na początku trafialiśmy na lekarzy, którzy nie wychodzili poza ramy książkowych przypadków. Reakcja ginekologów na wieść o staraniach o dziecko wyglądała zazwyczaj tak: »proszę zmienić lekarza, bo ja nie mam pojęcia, jak w takich przypadkach prowadzić ciążę«” – opowiada kobieta.

Po pewnym czasie parze udało się jednak trafić na specjalistów, którzy z pełnym zrozumieniem i zaangażowaniem podeszli do sprawy. „Potraktowano nas profesjonalnie, a co najważniejsze – normalnie, jak młodych, kochających się ludzi, którzy pragną mieć dzidziusia” – mówi Marita. „Tak naprawdę jesteśmy zdrowymi, samodzielnymi ludźmi, którzy po prostu prowadzą siedzący tryb życia.  Tak, w pełni świadomie mówimy, że jesteśmy zdrowi, dlatego że po zleconych i wykonanych badaniach wiemy, że pod względem płciowym, rozrodczym, jesteśmy pełnosprawną kobietą i pełnosprawnym mężczyzną”.

Dlaczego zatem in vitro? „W naszym przypadku jest to metoda, która jest jedynym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o sam etap zapłodnienia. Z racji uszkodzenia naszych kręgosłupów droga, jaką musi pokonać nasienie, jest po prostu za trudna i za długa. Dlatego trzeba temu procesowi pomóc” – wyjaśnia.

Zobacz też: Dzięki Facebookowi zebrali pieniądze na in vitro. „Nie sądziliśmy, że kiedykolwiek nas to spotka”

Marita i Adam zbierają na in vitro

Małżonkowie nigdy głośno nie poruszali tematu potomstwa z rodziną i znajomymi. Po prostu nie czuli takiej potrzeby. Sprawa ujrzała jednak światło dzienne, kiedy Adam i Marita założyli internetową zbiórkę. Pieniądze są im potrzebne na badania, dojazdy do kliniki, wizyty lekarskie i sam zabieg zapłodnienia pozaustrojowego.

„Szacowany koszt pierwszej próby zapłodnienia to około 15 tysięcy złotych. Kwotę tę musimy uzbierać do końca maja, ponieważ do tego czasu będą ważne nasze badania. Potem wszystko trzeba będzie zacząć od nowa, a to znowu czas, koszty…” – tłumaczy bohaterka. „To bardzo krótki czas na uzbieranie tak dużej kwoty. Stąd pomysł na zbiórkę na portalu pomagam.pl, a konkretny link do naszej zbiórki to pomagam.pl/szumskichcud.

Zbiórki na in vitro budzą wiele emocji, także tych negatywnych. „Ludzie reagowali różnie. Jedni, choć niezamożni, wpłacali, ile mogli, a drudzy silili się jedynie na niewybredne komentarze” – nie kryje Marita.  „Na tatuaż miała a teraz na dziecko zbiera”, „Nie chodzą, a dziecko chcą – brak odpowiedzialności”, „To bezczelność żebrać o in vitro, kiedy ludzie nie mają co jeść”, „Uda się urodzić dziecko to później zbiórka na samochód rodzinny albo nianię, bo stwierdzicie, że nie umiecie się zając dzieckiem?!”. To tylko niektóre z przykrych komentarzy, z jakimi spotkało się małżeństwo po założeniu zbiórki. „Zbieranie pieniędzy na in vitro już samo w sobie jest kontrowersyjne, a gdy jeszcze sprawa dotyczy osób niepełnosprawnych, ludzie nie wiedzą, jak się zachować i co powiedzieć.  To temat tabu, coś wstydliwego” – tłumaczy Marita.  „Prosimy, nie żądamy czy żebrzemy” – dodaje.

„Jesteśmy pełni nadziei i nastawieni na to, że się uda. Bo dlaczego miałoby się nie udać? Na ślubie ksiądz zinterpretował nasze inicjały (M. A. Sz.) jako: „Masz, bierz. Masz ode mnie miłość, zaufanie i opiekę”. Dlatego teraz chcemy sobie nawzajem dać piękny dar, jakim jest dziecko. Nasze motto to szukać możliwości w ograniczeniach, a nie ograniczeń w możliwościach”.

Pozdrawiamy

Marita i Adam Szumscy

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Położna i jej rola w leczeniu niepłodności – o swoim doświadczeniu opowiada Alina Jedlińska, ambasadorka kampanii „Położna na medal”

O tym, jaką rolę pełni położna w leczeniu niepłodności, opowiada Alina Jedlińska, położna i ambasadorka kampanii „Położna na medal”.
fot. "Położna na Medal"

Niepłodność to jednostka chorobowa, która powoduje niemożność zajścia w ciążę. W 35% przyczyna niepłodności leży po stronie zarówno kobiet jak i mężczyzn, pozostały procent przypadków nie jest jasno określony co do przyczyny. O niepłodności możemy mówić, kiedy przez rok regularnego współżycia tzn. 3 – 4 razy w tygodniu bez stosowania środków antykoncepcyjnych, kobieta nie może zajść w ciążę. O tym, jaką rolę pełni położna w leczeniu niepłodności, opowiada Alina Jedlińska, położna z Kliniki Angelius Provita w Katowicach i ambasadorka kampanii „Położna na medal”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rola położnej w leczeniu niepłodności

Rola położnej w leczeniu niepłodności małżeńskiej jest przede wszystkim edukacyjna. To do położnej należy wyedukowanie pary w rozpoznawaniu i scharakteryzowaniu cyklu miesiączkowego, rozpoznanie naturalnych metod płodności w organizmie kobiety.

Jednym z ważniejszych aspektów jest rozmowa z pacjentami borykającymi się z problemem niepłodności. Pacjenci powinni czuć się w obecności położnej bezpiecznie, aby móc otworzyć się przed osobą, której, tak naprawdę, jeszcze nie znają, której będą chcieli zaufać i opowiedzieć swoją historię, czasem jest bardzo długą i skomplikowaną.

Położna – powierniczka

Zdarza się tak, że pacjenci na wstępnej wizycie u specjalisty w dziedzinie niepłodności nie potrafią opowiedzieć o wszystkim, co spowodowane jest ogromnym stresem, nowym otoczeniem, nowymi ludźmi i wtedy to położna staje się powierniczką ich problemów.

Pacjenci często twierdzą, że jakieś pytanie, które powinni zadać lekarzowi na wizycie, jest „głupie”, nie na miejscu lub bez sensu dlatego zadają je właśnie położnej – wtedy czują się równorzędnymi partnerami w rozmowie i rozwiązaniu problemu z jakim się borykają.

Wsparcie położnej podczas badań

Para, u której lekarz wstępnie rozpoznał problem niepłodności, musi przejść szereg badań specjalistycznych, aby potwierdzić diagnozę. Często są to badania bardzo krępujące i wstydliwe dla pacjentów, wtedy położna pomaga przejść przez ten szereg skomplikowanych procedur.

Rola położnej podczas diagnozowania pacjentek polega na asystowaniu lekarzowi w badaniu, oraz w zabiegach takich jak: histeroskopia diagnostyczna, drożność jajowodów, biopsja endometrium. Wtedy położna jest niezastąpiona, zajmuje pacjentkę rozmową, opowiada o tym, co teraz lekarz będzie wykonywał (często pacjentki jednak nie chcą wiedzieć, wolą porozmawiać w tym czasie na inny temat, trzymając położną za rękę).

Wieź położnej i pacjentki

W takich momentach wytwarza się ogromna więź między pacjentką a położną.
Pacjentki w trakcie leczenia często wybierają sobie jedną położną, z którą chcą przejść przez wszystkie procedury, trochę tak jak położna na sali porodowej opiekująca się pacjentką rodzącą od samego początku do końca.

Położna staje się powiernicą wszystkich informacji, często bardzo intymnych. Należy pamiętać o tym, aby zachować zdrowy rozsądek w kontaktach pacjentka-położna, Zawsze należy mieć na uwadze to, aby nie przekroczyć pewnej granicy w relacji z pacjentami, gdyż często zdarza się tak, że przesiąkamy problemami i chcemy pomóc ze wszystkich sił bo pacjentka jest dla nas najważniejsza.

Jest to bardzo niekorzystne dla obu stron, gdyż doprowadzamy do sytuacji, kiedy pacjenci stają się uzależnieni od naszej pomocy. Zachowanie zdrowego rozsądku, profesjonalizmu, ogromnej empatii ze strony położnej doprowadzi do zachowania zdrowych relacji i zapewne do upragnionego celu jakim jest posiadanie dziecka.

Ekspert

Anna Jedlińska

Położna, ambasadorka kampanii "Położna na Medal", laureatka konkursu "Położna na Medal" 2018.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Istotne decyzje, czyli co warto przemyśleć rozpoczynając leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego

Istotne decyzje, czyli co warto przemyśleć rozpoczynając leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego
fot.Chbr

Dr Marta Sikora-Polaczek

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Postępowanie w trakcie leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego jest zawsze szczegółowo omawiane przez lekarza prowadzącego. W kontekście indywidualnej sytuacji pary, zgodnie z aktualnymi rekomendacjami i obowiązującym prawem, podejmowane są decyzje kliniczne. Jednakże, rozpoczynając tego typu leczenie, warto wiedzieć, gdzie znajdują się punkty wymagające wcześniejszego przemyślenia czy dodatkowych dyskusji. To momenty, gdzie – oprócz względów medycznych – liczą się poglądy pary, momenty często wymagające uwzględnienia dalekosiężnych planów rodzicielskich.

Ile komórek zapłodnić?

Zgodnie z obowiązującą „Ustawą o leczeniu niepłodności”, u kobiet do 35 roku życia zapłodnieniu poddaje się sześć dojrzałych komórek jajowych. U kobiet, które skończyły 35 lat, u par mających za sobą dwie nieudane próby zapłodnienia pozaustrojowego, lub w przypadku choroby współistniejącej, możliwe jest zapłodnienie większej liczby (czyli wszystkich uzyskanych) komórek jajowych.

Warto wiedzieć, że zapłodnienie sześciu komórek jajowych to, biorąc pod uwagę wskaźniki efektywności zapłodnienia i rozwoju, statystyczna szansa na dwa–trzy prawidłowo rozwijające się zarodki. Czyli zapładniając sześć komórek uzyskujemy realne szanse na zajście w ciąże, lub nawet perspektywę kolejnej ciąży w przyszłości.

Zobacz też: 9 ziół na kobiece dolegliwości. Masz je w swojej kuchni?

Ile dzieci planujemy?

Co, jeśli zdecydowanie nie planujemy więcej niż jednego dziecka, lub jeśli statystyki zadziałają na naszą korzyść, i ze wszystkich zapładnianych komórek rozwiną się prawidłowe zarodki? Zgodnie z prawem wszystkie prawidłowo rozwijające się zarodki muszą być podane lub bezpiecznie przechowywane. Na wykorzystanie zarodków na potrzeby własnego leczenia mamy 20 lat, potem zostaną przekazane do adopcji.

Można zarodki przekazać do adopcji również wcześniej, jednakże nie mogą one zostać zniszczone ani przekazane na cele naukowe. Jeżeli para przystępująca do leczenia nie dopuszcza przekazania zarodków do adopcji, warto rozważyć ograniczenie liczby zapładnianych komórek, ale wtedy trzeba się też liczyć z obniżeniem efektywności procedury.

Co zrobić z komórkami jajowymi niepoddawanymi zapłodnieniu?

Po ustaleniu maksymalnej liczby komórek przeznaczonych do zapłodnienia pozostaje decyzja co do losów pozostałych dojrzałych komórek jajowych. Decyzja dotycząca pozostałych komórek należy do kobiety, od której zostały one pobrane. Komórki jajowe można zniszczyć, zamrozić w celu wykorzystania w przyszłości lub (w części ośrodków) przekazać anonimowo do wykorzystania na potrzeby leczenia innej pary.

Liczbę komórek, które zostaną uzyskane w trakcie danej stymulacji może oszacować lekarz na podstawie wyjściowego poziomu AMH oraz przebiegu stymulacji. Jednakże warto przygotować się na różne scenariusze – czasem może okazać się, że prawidłowych komórek jest mniej (lub więcej) niż pierwotnie oczekiwaliśmy.

Zobacz też: Kobiecość i niepłodność – czy rzeczywiście się wykluczają?

Ile zarodków podać?

Obecnie w środowisku medycznym coraz silniej ugruntowuje się polityka embriotransferu jednego zarodka. Celem leczenia jest uzyskanie bezpiecznej, zdrowej ciąży, a ciąże mnogie uważane są za ciąże podwyższonego ryzyka. Dlatego też najprawdopodobniej lekarz zaproponuje transfer (podanie) jednego zarodka, nawet jeśli przyszli rodzice z radością powitaliby bliźniaki. Dwa zarodki podawane są w uzasadnionych klinicznie sytuacjach, takich jak niepowodzenia w dotychczasowym leczeniu czy bardziej zaawansowany wiek kobiety.

Wraz z wiekiem spada współczynnik implantacji (czyli procent zarodków, które zagnieżdżają się w macicy). Mając to na uwadze, oraz uwzględniając potencjalną konieczność przeprowadzenia kolejnej stymulacji jak najszybciej, lekarz może zaproponować podanie dwóch zarodków. Warto pamiętać, że nawet podanie jednego zarodka może zakończyć się ciążą mnogą – na wczesnych etapach może jeszcze dojść do podziału zarodka i rozwoju dwóch płodów. Zgodnie z „Ustawą o leczeniu niepłodności” i dobrą praktyką medyczną, każdorazowo na podanie zarodka/zarodków muszą wyrazić zgodę obydwoje rodzice.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

 

Ekspert

Dr Marta Sikora-Polaczek

Senior Clinical Embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej. Studia ukończyła na Wydziale Biologii UW, w Zakładzie Embriologii, rozprawę doktorską przygotowała w Zakładzie Genetyki UJ, przy współpracy z Instytutem Biologii Doświadczalnej im M. Nenckiego w Warszawie. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 roku kierownik laboratorium IVF.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro
Gwiazda podzieliła się informacją o publikacji książki za pośrednictwem social mediów – fot. Facebook Małgorzata Rozenek-Majdan

Małgorzata Rozenek jest zwolenniczką in vitro. Gwiazda ma dwóch synów i nigdy nie ukrywała, że w obie ciąże udało jej się zajść dzięki in vitro.  Małgosia właśnie podzieliła się ze swoimi fanami ekscytującą wiadomością i zdradziła kulisy projektu, nad którym pracowała od wielu miesięcy. Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informacja o publikacji ukazała się na Facabooku i Instagramie gwiazdy.

Dziś już mogę głośno podzielić się z Wami efektami mojej wielomiesięcznej pracy ❤ Długie poszukiwania bohaterów, kilkanaście spotkań, kilkadziesiąt godzin rozmów, wiele łez, radości, śmiechu oraz smutku… Jestem dumna z tego, że książka „In vitro. Rozmowy intymne” właśnie ujrzała światło dzienne. Jestem szczęśliwą mamą dwóch wspaniałych synów. Nie byłoby ich ze mną, gdyby nie pomoc lekarzy. Gdyby nie In vitro. Dyskusja wokół tego tematu wciąż rodzi niezdrowe emocje, powiela krzywdzące stereotypy, służy jako narzędzie walki politycznej. Dzięki ginekologom, seksuologom, embriologom oraz księdzu dominikanowi przedstawię Wam całą prawdę o tej procedurze. Kilkakrotnie przeszłam procedury In vitro, i tak jak tysiące kobiet, mających problem z zajściem w ciąże, znam radość sukcesu i smutek porażki. Nie mogę dłużej milczeć. Czuję, że razem z innymi rodzicami mam obowiązek zabrać głos.

Zobacz też: „Jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków?” Szczery wywiad o in vitro z Małgorzatą Rozenek

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

W rozmowie z „Plejadą” Małgorzata Rozenek wyznała, że spodziewa się różnych reakcji na książkę.

– Temat jest bardzo kontrowersyjny i od dawna polaryzuje nasze społeczeństwo. Razem z moimi rozmówcami, czyli rodzicami dzieci z in vitro oraz specjalistami, chcę zabrać głos w bardzo ważnej dla mnie sprawie. Liczę, że to choć odrobinę zmieni atmosferę wokół tematu i sprawi, że osoby, które głośno krzyczą nad tematem in vitro, zastanowią się przez chwilę, a może zmienia swój punkt widzenia – powiedziała gwiazda w rozmowie z serwisem „Plejada”.

Rozenek zaapelowała również do przeciwników in vitro, aby przestali swoimi osądami krzywdzić rodziców dzieci poczętych dzięki in vitro. Gwiazda zauważyła również, że wiele przeciwników tej metody nie posługuje się w dialogu merytorycznymi argumentami.  Nie brak za to jawnej agresji i wrogiego nastawienia.

– Mamy prawo wybierać i decydować o tym, czy chcemy poddać się takiej procedurze, jak in vitro, w momencie, kiedy pojawia się problem z zajściem w ciążę. Nikt nie ma prawa decydować tego za nas. Gdyby nie in vitro, nie byłabym matką dwójki wspaniałych chłopców, którzy są dla mnie wszystkim – powiedziała Małgorzata.

Premiera książki „In vitro. Rozmowy intymne” zaplanowana jest na maj tego roku. Publikację będzie można nabyć w przedsprzedaży w Empiku.

Źródło: Facebook, Plejada

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.