Przejdź do treści

Czy dobrze zrobiłam? Czyli o tym, że można żałować decyzji o macierzyństwie

Wraz z pojawieniem się dziecka pojawiają się ograniczenia, niewygoda, niepewność, a wraz z nimi pytanie, czy „decyzja o dziecku była słuszna”. – fot. 123rf

Jakiś czas temu magazyn Time przeprowadził badania ankietowe na próbie 913 matek. Pokazały one, że aż połowa matek doświadczała uczuć takich jak żal, wstyd, poczucie winy, czy złość. Czy to znaczy, że żałują macierzyństwa? Niekoniecznie!

Szczególnie powszechne, bo dotyczące 70% pytanych, było poczucie, że pewne rzeczy związane z dzieckiem trzeba zrobić w określony sposób. Dla ponad połowy kobiet poród całkowicie  naturalny był bardzo ważny, a mimo to większość z nich musiała skorzystać ze znieczulenia. Poczuciem ogromnej porażki dla 22% pytanych skończyło się cesarskie cięcie. Jednym z najgorętszych tematów dla matek niemowląt jest karmienie piersią. Badanie pokazało, że spośród 20% kobiet, które zamierzały karmić dzieci piersią przez co najmniej rok, udało się to jedynie połowie z nich.

Wraz z pojawieniem się dziecka, a może jeszcze wcześniej, na etapie ciąży, pojawiają się ograniczenia, niewygoda, niepewność, a wraz z nimi pytanie, czy „decyzja o dziecku była słuszna”. Bo skoro trudno ciąża nie jest stanem jedynie przyjemnym, skoro „plan porodu” bywa co najwyżej pomysłem, skoro rodzicielstwo jest początkowo doświadczeniem przede wszystkim chaotycznym, wymagającym aktywizacji wszystkich sił adaptacyjnych- można mieć wątpliwości. Zwłaszcza że to decyzja na całe życie.

A jednak z jakiegoś powodu wiele matek ma poczucie, że nikt inny nie czuje tego, co one. Nikt inny nie doświadczył zwątpień, nie zdenerwował się na dzieci, nie żałował swoich decyzji. Najłatwiej o tym mówić w Internecie. Ukryte za pseudonimami, kobiety opowiadają o tym, jak rozczarowuje je macierzyństwo, jak trudno im pogodzić się z tym, że urodziły dziewczynki, a czekały na chłopców, jak trudno im nawiązać więź z ciągle płaczącym niemowlęciem. Czego tak naprawdę żałują? Czy matka mająca wątpliwości jest złą matką i czy wątpliwości równają się brakowi miłości do dziecka?

Wyobrażenia a rzeczywistość

Tak długo się przygotowywałam do tej ciąży. Tyle czytałam. Bardzo zależało mi na porodzie naturalnym. Myślałam nawet o tym, żeby urodzić w domu, tak byłoby idealnie, ale nie znalazłam położnej gotowej przeprowadzić mnie przez taki poród. Po 25 godzinach porodu poddałam się. Było już jasne, że nie urodzę naturalnie, w grę wchodziło jedynie cesarskie cięcie. Zresztą, sama o nie błagałam. Po porodzie byłam skrajnie zmęczona i obolała. Z zazdrością patrzyłam na kobietę z sąsiedniego łóżka, która swobodnie wstawała do swojego dziecka. Moje płakało. Karmienie piersią okazało się koszmarem. Brodawki krwawiły, mała ssała niemal cały czas, nie miałam pokarmu. Jeszcze w szpitalu musiałam małą dokarmiać sztucznym mlekiem. Ostatecznie przeszłyśmy na mieszankę, kiedy córka miała 6 tygodni. Nie poradziłam sobie. Cały czas myślę o tym, że ją zawiodłam. Nie poradziłam sobie tak, jak inne kobiety. Jestem kiepską matką.

To kompilacja wypowiedzi kilku młodych matek. Okres okołoporodowy jest czasem, kiedy wiele rzeczy może pójść inaczej niż by się chciało. Niezgodnie z planem. To jest też chyba jedna z największych trudności rodzicielstwa w ogóle – dzieje się ono po swojemu. Rodzice mogą mieć plan, mogą wkładać wiele wysiłku w przygotowanie się, próbować dowiedzieć się jak najwięcej o przebiegu porodu, mieć przekonanie, że będzie się karmiło piersią. Rzeczywistość jednak okazuje się zupełnie inna. Jednak zamiast się do niej dostosować, rodzice, a zwłaszcza matki uderzają w siebie.

Można więc zastanawiać się, jaką rolę pojawieniu się rozczarowania macierzyństwem odgrywa fakt, że jest ono doświadczeniem pozostającym poza kontrolą? Na ile rozczarowuje właśnie to, że nie udaje się realizować własnych pomysłów i potrzeb?

Mit idealnej matki

Dotyka wszystkich kobiet. Część kobiet identyfikuje się z idealnym modelem macierzyństwa, według karmi się piersią, rodzi naturalnie, samodzielnie zajmuje dzieckiem, nie odczuwa się zmęczenia. Dodatkowo mit ten jest wspierany zewnętrznie. Lekarze, pielęgniarki, położne, sąsiadki, czy nawet pani w sklepie- niemal każdy, ma ku temu kompetencje czy nie, ma własne zdanie na temat tego, jak matka powinna zajmować się dzieckiem.

Im silniejsza presja, zewnętrzna czy wewnętrzna, tym większe starania i w konsekwencji większe straty i rozczarowania. Bo prędzej czy później rzeczywistość z dzieckiem musi się urealnić. Wtedy właśnie kobieta może poczuć, że rozbieżność pomiędzy rzeczywistością a wyobrażeniami jest zbyt trudna. Może też pojawiać się uczucie, że z tej sytuacji nie ma wyjścia, a sama sytuacja nigdy się nie zmieni. W jakimś sensie, że dziecko zawsze będzie małe, zależne, że matka będzie zależna od niego i jego potrzeb, że zawsze będzie musiała swoje potrzeby wycofywać.

Rodzicielstwo jest stanem, który konfrontuje z rzeczywistością i zmusza do jej akceptacji. Nie można się nim cieszyć, trudno budować satysfakcjonującą relację z dzieckiem, za to nietrudno o poczucie żalu i rozgoryczenie, jeśli walczy się o podtrzymywanie fantazji. A najtrudniej jest wówczas, kiedy próbuje się osadzić w rodzicielstwie samotnie, bez możliwości wymiany z innymi dorosłymi osobami wyobrażeń, bez możliwości dzielenia się trudnościami. 

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami