Przejdź do treści

Czy adopcja zawsze jest najlepszym rozwiązaniem dla dziecka?

Nadrzędnym, jedynym i niepodważalnym celem adopcji zapisanym w ustawie jest dobro dziecka. To oznacza, że każdorazowo sąd, orzekając adopcję, powinien kierować się aktualną sytuacją danego dziecka i z tej pozycji oceniać, gdzie to dobro będzie mu najlepiej zagwarantowane. Czy mogą być sytuacje, w których adopcja wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem?

Ostatnio internet obiegła sprawa 7 letniego Michałka. Od 3 lat chłopczyk przebywa w rodzinie zastępczej. Jego rodzice w końcu zostali pozbawieni praw rodzicielskich, a starsza, dorosła siostra nie jest zdolna do wychowywania brata. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, opiekunowie prawni, w tym wypadku są nimi rodzice zastępczy, są zobowiązani zgłosić uwolnione prawnie dziecko do ośrodka adopcyjnego. Tak też zrobili i chłopiec otrzymał kwalifikację do adopcji. Nikt jednak się nim nie zainteresował. Zgodnie z procedurą, po tym, gdy lokalny ośrodek nie znajduje rodziców gotowych adoptować dziecko, jego dane trafiają do Bazy Centralnej. Oznacza to, że rodzice powinni być poszukiwani wśród kandydatów w całej Polsce. Czy faktycznie tak jest? Czy dokumentacja trafiła do wszystkich ośrodków? Czy w każdym z nich ktoś pochylił się nad dokumentacją Michałka i zweryfikował swoich kandydatów na rodziców adopcyjnych pod kątem jego adopcji? Nie wiadomo. Ale nie to jest tutaj ważne. Dalej procedura mówi, że jeśli dziecko w okresie 55 dni nie zostaje adoptowane, ośrodek centralny dokonuje kwalifikacji do adopcji międzynarodowej.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wydaje się, że to idealny scenariusz. Nic nie stanie na przeszkodzie, żeby dziecko, nawet jeśli nie w Polsce, to jednak znalazło swoją nową rodzinę. Ale czy to jest zawsze dobre rozwiązanie? Wrócę do sytuacji Michałka. Polskie 7-letnie dziecko, rozumiejące bardzo dobrze swoją sytuację życiową, ze zdiagnozowanym zespołem FAS i opinią psychologa o konieczności zapewnienia stabilności emocjonalnej, zostaje przekazane do adopcji zagranicznej starszej rodzinie, która nie zna języka polskiego i nie potrafi porozumieć się z chłopcem. Chłopiec jest przez ośrodek adopcyjny skierowany na pobyt czasowy z kandydatami z zagranicy (na terenie Polski), początkowo na 2 tygodnie, potem na kolejne 2.

Michał wyraźnie mówi, że nie chce tej rodziny, nic nie rozumie z tego, co mówią, i nie czuje się z nimi bezpiecznie. Gdy przyjeżdżają po niego, Michał ma łzy w oczach. Czy w całej tej dramatycznej sytuacji nie chodzi o to, by nowi rodzice spodobali się Michałowi, by chciał z nimi być, by nie czuł się kolejny raz zdradzony? Moją wątpliwość budzi też, czy osoby mające ponad 50 lat, są w stanie zapewnić odpowiednie wychowanie dziecku, z którym dzieli je bariera językowa – to słowa pani Urszuli, aktualnej opiekunki prawnej, która od 3 lat jako rodzic zastępczy buduje więź z chłopcem i stara się stworzyć mu stabilne rodzinne środowisko.

W opinii Magdy Bodziony, terapeuty dziecięcego i doświadczonej mamy adopcyjnej „przygotowanie dziecka do adopcji to bardzo delikatny proces, w którym to przede wszystkim dziecko musi być gotowe do zmiany swojego otoczenia. Nie można tu mówić o ‚wygaszaniu więzi’ a raczej o przygotowaniu dziecka do zmiany. Trzeba pamiętać, że dziecko przechodząc do swojej nowej rodziny tak czy inaczej zabiera ze sobą bagaż. Bardzo ważna jest rola osób z otoczenia dziecka w procesie adopcyjnym i krąg ten nie ogranicza się jedynie do pracowników ośrodków, sądu oraz kandydatów na rodzinę adopcyjną – jest to również i jego dotychczasowa rodzina, obecni opiekunowie, nauczyciele, koledzy itd.” – zwraca uwagę Bodziony.

„Klimat w jakim przeprowadzana jest adopcja rzutuje potem na cale lata w nowej rodzinie, zaś bagaż, z którym wyrusza, stanie się jego ciężarem bądź zasobem, z którego zarówno samo dziecko jaki i jego rodzina będą mogli czerpać.

Warto poświęcić na ten proces sporo czasu, odpowiednio go zaplanować, tak by dziecko miało możliwość domknięcia swoich dotychczasowych doświadczeń i chociażby zwykłego pożegnania, by móc wyruszyć w nową podróż. Adopcja to bardzo ciężkie doświadczenie dla dziecka, czemu więc nie dać mu wsparcia na starcie tak, by w nieco łagodniejszy sposób mogło przejść traumę rozstania? Tu nic nie może dziać się nagle i bez uprzedzenia.” – podkreśla Bodziony.

Artykuł 21 Konwencji o prawach dziecka – „Strony uznające i/lub dopuszczające system adopcji zapewnią, aby dobro dziecka było celem najwyższym, i będą: […] traktować adopcję związaną z przeniesieniem dziecka do innego kraju jako zastępczy środek opieki nad dzieckiem, jeżeli nie może być ono umieszczone w rodzinie zastępczej lub adopcyjnej albo nie można mu zapewnić w żaden inny odpowiedni sposób opieki w kraju jego pochodzenia.” Zatem zgodnie z tym zapisem adopcja, szczególnie adopcja zagraniczna, nie powinna być traktowana z założenia jako lepsza forma opieki niż rodzina zastępcza.

Z osobistego doświadczenia znam dobrze siłę więzi dziecka z jego biologicznymi korzeniami, silną potrzebę odnalezienia swojej wartości poprzez źródła swojej tożsamości. Wiem, że idealizowanie rodzin adopcyjnych nie jest właściwe. Chociaż wydaje się, że rodzina adopcyjna jest wymarzona i może zapewnić dziecku największy dostatek, dziedziczenie, no i przede wszystkim kochających i będących na wyłączność mamę i tatę, to jednak warto pamiętać o innych sytuacjach. Adopcja w znakomitej większości jest zapewne najlepszą formą opieki, a adopcje zagraniczne często są jedyną szansą na normalne i godne życie dla najbardziej chorych dzieci. Jednak dla niektórych dzieci adopcja może być kolejnym traumatycznym przeżyciem, kolejnym zawodem jakiego doświadczają ze strony dorosłych, kolejnym opuszczeniem, stratą.

„Nasze prawo zauważyło, że najlepszą formą opieki jest taka forma, która jest najlepsza dla dziecka. Sytuacja każdego dziecka jest inna i przede wszystkim od tej strony powinno dobierać się dziecku formę opieki, jeśli już taka konieczność musi zajść. Dla dziecka, które ma trudności adaptacyjne, wykazuje trudności w nawiązywaniu relacji czy jest po aktach przemocy kolejna zmiana rodziny i formy opieki bez odpowiedniego przygotowania drugiej strony może wiązać się z załamaniem zasobów dziecka i odbijać się na jego psychice przez kolejne lata.” – wyjaśnia Magda Bodziony.

W Ośrodku Adopcyjnym TPD w Warszawie, jednym z trzech w Polsce, który prowadzi adopcje zagraniczne, wisi ogromna tablica ze zdjęciami udanych adopcji zagranicznych. Dowiaduję się, że zagraniczne ośrodki partnerskie, z którymi współpracuje polski ośrodek przy procedurze przysposobienia dziecka przez zagranicznych rodziców, mają obowiązek w ramach zawartej umowy raportować corocznie do ukończenia przez adoptowane dziecko 18 lat. Raport zawiera informacje, co się dzieje w rodzinie adopcyjnej, jak dziecko lub dzieci aklimatyzują się i jak rozwijają. Okazuje się, że polski ośrodek może zadecydować o rozwiązaniu takiej umowy, jeśli partner zagraniczny (czyli instytucja w danym kraju taka jak nasz ośrodek) nie wywiązuje się z zapisów umowy, np. z takiego raportowania. „Nasz ośrodek aktualnie nie współpracuje z Belgią.” – informuje mnie Izabela Rutkowksa, psycholog, wieloletni pracownik Ośrodka Adopcyjnego TPD. „To jest niesamowite wrażenie, gdy po jakimś czasie, mając kontakt z dziećmi przysposobionymi przez zagraniczne rodziny, widzę jak rozkwitły, jak nadrobiły swoje fizyczne i intelektualne dysfunkcje. A najciekawsze jest to, że bardzo często dzieci, które nie radziły sobie z językiem polskim, były słabe w nauce, po kilku miesiącach biegle mówią w języku swoich adopcyjnych rodziców.” – dodaje pani Iza.

Nie znam zakończenia historii 7-letniego Michała, jeszcze trwają rozprawy, zbierane są opinie. Nie wiem, czy adopcja zagraniczna w tym przypadku jest korzystna, czy nie. Wierzę, że dobro dziecka zostanie tutaj zabezpieczone w najlepszy możliwy sposób. Jednak ta historia pozwala w jeszcze szerszym świetle zobaczyć, jak ważna jest rola dorosłych, którzy odpowiadają za los dziecka; sędziów, pracowników ośrodków adopcyjnych, kuratorów, urzędników opieki społecznej, opiekunów prawnych, rodziców, krewnych. Każdy chce wykonać swoją pracę dobrze, każdy wie, że czas w przypadku dziecka jest nieubłagany i należy podejmować szybkie decyzje. Ale czy zawsze jest w tym wystarczająco dużo uwagi przeznaczonej na poznanie pełnej, autentycznej, indywidualnej sytuacji tego konkretnego dziecka? Rodzice zastępczy, którzy często przygotowują dzieci do adopcji, nawet te maleńkie, wiedzą jak bardzo delikatny i jednocześnie ważny jest to proces. Możecie o tym szczegółowo przeczytać w nr 13 naszego magazynu (do kupienia tutaj). Ostatnio rozmawiałam też na ten temat w dwugodzinnej audycji radiowej (do wysłuchania tutaj).

Nie jest łatwo być rodzicem. Bez względu na przymiotnik jaki do tego słowa dodamy. Ale szczególnie trudno jest być dorosłym, który musi decydować o dalszych losach dzieci, pozostających bez opieki biologicznych rodziców.

 

————————————————
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Moja mama mnie kocha..ła”. Historia 9-latka rozdziera serce – kto pokocha Kubę?

Szukamy domu dla Kuby z domu dziecka
Kuba wierzy, że znajdzie się rodzina, która go pokocha – fot. Pixabay

„Ja nie mam rodziny… Moja rodzina już do mnie nie przyjeżdża. Moja mama mnie kocha..ła”. 9-letni Kuba od dwóch lat przebywa w Domu Dziecka w Orzeszu. Jak każde dziecko pragnie mieć mamę, tatę i ciepły dom. O swoich marzeniach opowiedział w rozmowie z reporterką programu „Uwaga!” TVN.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kuba trafił do domu dziecka po tym, jak porzuciła go matka. Kierownik Wojewódzkiego Ośrodka Adopcyjnego w Sosnowcu Anna Wójcik wyjaśnia, że chłopiec od samego początku bardzo chciał mieć rodzinę i był świadomy swojej sytuacji. Na początku jeszcze wierzył, że jego mama wróci. Później stracił do niej zaufanie. Nadal ma jednak nadzieję, że znajdzie się rodzina, która go pokocha.

Rok temu u Kuby wystąpiły komplikacje po zwykłym przeziębieniu. Chłopiec zachorował na wirusowe zapalenie mózgu, w wyniku którego dostał padaczki, a następnie zapadł w śpiączkę. Po wybudzeniu okazało się, że nie jest już takim dzieckiem, jak wcześniej.

Zobacz też: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Szukamy domu dla Kuby z domu dziecka!

Chłopiec jest niepełnosprawny intelektualnie w stopniu umiarkowanym, co znacznie obniża jego szanse na adopcję. Ma padaczkę, problemy z mówieniem, pamięcią i mniej sprawnie się porusza.

Kuba to jednak radosne dziecko. Chłopiec jest kontaktowy, samodzielny, dociekliwy, czyta i pisze. Jest uczniem trzeciej klasy w specjalnym ośrodku.

W poszukiwanie nowej rodziny dla 9-latka zaangażowała się redakcja programu „Uwaga!” TVN.

– Nie chcę być tutaj. Ja chcę mieć rodzinę – mówi reporterce „Uwagi!” Kuba.

Czy znajdzie się rodzina, która pokocha Kubusia?

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TVN24

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę. Długo trzymała ten fakt w tajemnicy

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę
Martyna Wojciechowska i Kabula // fot. Instagram @martyna.world

Martyna Wojciechowska adoptowała Kabulę – chorującą na albinizm dziewczynę z Tanzanii. Podczas wywiadu w „Dzień Dobry TVN” dziennikarka ujawniła, że oprócz Kabuli wzięła pod swoją opiekę jeszcze jedno dziecko.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Martyna spotkała 20-letnią dziś Kabulę podczas kręcenia materiału „Kobieta na krańcu świata”. Historia dziewczyny wstrząsnęła wówczas widzami. Kabula choruje na albinizm, czyli defekt polegający na braku pigmentu w skórze, włosach i tęczówce oka.

W Tanzanii ta choroba często oznacza wyrok śmierci. Osoby dotknięte albinizmem często są prześladowane. Wśród szamanów i uzdrowicieli pokutuje przekonanie, jakoby części ciała chorych posiadały magiczną moc, która przynosi powodzenie nabywcom. Kończyny, skóra, czy włosy albinosów są używane do przyrządzania „magicznych” mikstur i eliksirów. Jednocześnie samych chorych uważa się za przeklętych i przynoszących nieszczęście.

Kabula przekonała się o tym na własnej skórze już w dzieciństwie. Pewnej nocy do jej domu zakradli się rozbójnicy, którzy trzema machnięciami maczety odrąbali dziewczynce rękę.

Zobacz także: Barbie, która inspiruje i przełamuje stereotypy. Wizerunku użyczy jej m.in. Martyna Wojciechowska

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę

We wrześniu Wojciechowska pojawiła się wraz z Kabulą na okładce „Gazety Wyborczej” i udzieliła poruszającego wywiadu. Teraz Martyna ujawniła, że adoptowała jeszcze jedną dziewczynkę z Tanzanii – Tatu.

Jak się okazało, to Kabula poprosiła Wojciechowską o pomoc.

Mogę teraz w końcu przyznać, że od stycznia, czyli od roku Kabula ma taką siostrę. Trzymałyśmy to z Kabulą dla siebie. To była nasza tajemnica. Ma na imię Tatu, ma 15 lat. Są do siebie podobne jak dwie krople wody. Tatu też jest chora na albinizm – powiedziała w „Dzień Dobry TVN” Martyna.

Choć Kabula i Tatu nie mieszkają z Martyną, dziennikarka jest odpowiedzialna za ich utrzymanie.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

Z miłości do dzieci

W Tanzanii populacja albinosów wynosi obecnie ok. 150 tys. osób. Część z nich uciekła do Dar as-Salaam uważając, że duże miasto da im schronienie.

Podróżniczka postanowiła pomóc również innym dzieciom chorującym na albinizm. Z pomocą misjonarzy i wolontariuszy planuje zbudować w Tanzanii miejsce, w którym podopieczni będą się czuli bezpiecznie. Wojciechowska zachęca internautów na Instagramie  do wsparcia inicjatywy.

Martyna Wojciechowska ma jedno biologiczne dziecko. Marysia Błaszczyk jest córką zmarłego w zeszłym roku Jerzego Błaszyka, rekordzisty w nurkowaniu głębinowym. Podróżniczka ma pod swoją opieką jeszcze kilkoro innych dzieci pochodzących z różnych zakątków świata.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Viva!, Ofemin, Dziennik.pl,

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.