fbpx
Przejdź do treści

Czy adopcja powinna być zakazana?

adopcja zagraniczna zakaz

Wokoło adopcji co i rusz pojawiają się nowe kontrowersje. Jest to temat, który wymaga zgłębienia w bardzo wielu kwestiach, bardzo wiele z nich jest trudna – zarówno emocjonalnie, jak i prawnie. Ciągle należałoby też szukać jak najlepszych dróg i nie zadowalać się tylko „wystarczającymi” rozwiązaniami. Pytanie tylko, czy demonizowanie adopcji jest najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i rodzicom – tym adopcyjnym i tym biologicznym. A taki wydaje się być wydźwięk ostatnich słów padających w kontekście adopcji zagranicznych.

Zakazać adopcji?

W sieci pojawiły się artykuły, które mówią o całkowitym zakazie adopcji, bowiem ma być ona „okrucieństwem” wobec dzieci. Wiąże się to głównie z rozdzielaniem rodzeństw i argumentem odrywania dzieci od ich korzeni. Krytykowane są sądy i instytucje zajmujące się adopcją, jako te, które utrudniają zarówno odkrywanie własnej historii, ale przede wszystkim kontakt z biologiczną rodziną. Urzędnicy mają kierować się przede wszystkim chęcią zysku, a ich działanie nazywane jest „samowolą”, co ma stawać się ścieżką do handlu dziećmi.

Idąc dalej, przekłada się to także na adopcje zagraniczne. W Stanach Zjednoczonych dzieci z Europy mają być przekazywane poprzez aukcje internetowe. Bez żadnej pieczy prawników i udziału organów państwa. Wystarczyć ma tylko oświadczenie obu rodzin, a dziecko może przejść „z rąk do rąk”. Podawane są liczne przypadki, gdzie najmłodsi trafiają tym sposobem w ręce pedofilów, są ofiarami przemocy, a nawet morderstw.

Trudne doświadczenia

Zagrożone jest też ich bezpieczeństwo psychiczne – odrywane są od korzeni, często nie znają języka, trafiają do obcych ludzi bez żadnego wsparcia i przygotowania. Co więcej, można odnieść wrażenie, że traktowane są jak „towar z poświadczeniem gwarancji”, konkretniej – oświadczeniem o stanie zdrowia.

Według przytaczanych danych, Polska jest jednym z krajów Unii, skąd najwięcej dzieci oddawanych jest właśnie do adopcji zagranicznych. Przyczyniać ma się do tego między innymi prawo, które swego czasu wymagało od ośrodków adopcyjnych przeprowadzania minimum 20 adopcji rocznie [o trudnej sytuacji ośrodków pisaliśmy w naszym portalu TUTAJ]. Co więcej, los dzieci po tego typu adopcjach ma być całkowicie poza kontrolą, nie da się sprawdzić, co się z nimi dzieje.

Artykuły przytaczają także historie o dramatycznym poszukiwaniu korzeni i traumie, którą przeżywa dziecko dowiadujące się o tym, że jest adoptowane – szczególnie jeśli dochodzi do tego w późniejszym wieku.

Ulepszyć, czy zakazać?

Wszystko to świadczyć ma o bezpodstawności adopcji w ogóle. Przy czym nie chodzi tu o pozostawienie dzieci samych sobie, w domach dziecka, bez wsparcia instytucji. Przeciwnie – pomoc jak najbardziej, ale w ramach rodzin wspierających. Podstawą powinien być jednak stały kontakt z rodziną biologiczną i staranie o wzmocnienie z nią więzi. Nie sposób nie zgodzić się z taką ideą, pytanie tylko, czy nazywając przy tym adopcji „okrucieństwem” nie wyrządza się większej krzywdy. Wydaje się, że nie chodzi bowiem o samą adopcję, ale o to, jakie pojawiają się wokół niej rozwiązania i w jaki sposób są realizowane. Zastanówmy się nad tym, jak ulepszyć wszelkie procedury i zapewnić dzieciom najwyższe bezpieczeństwo. Zdecydowanie da się to zrobić nie demonizując przy tym adopcji, która w wielu wypadkach jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem.

Co więcej, dramatyczne historie związane z przeogromną przemocą zdarzają się wszędzie. Bardzo łatwo znaleźć jest takie przypadki i oprzeć na nich swoje hipotezy. Dlaczego nie podajemy przy tym historii, które skończyły się „happy end’em”? Adopcja, jak każde działanie związane z kontaktem międzyludzkim, wiąże się z ryzykiem. Czynnik ludzki ma to do siebie, że nieraz nie da się go w stu procentach zneutralizować, walczmy więc o to, aby mieć nad nim jak największą kontrolę, ale nie nazywajmy od razu w całej rozciągłości złem.

Razem, czy osobno

Pisaliśmy już w naszym portalu o rozdzielaniu rodzeństw. Pojawia się wiele głosów, które chcą całkowitej jawności adopcji, co także może budzić pewne wątpliwości. „Zastanówmy się nad przykładową sytuacją. Rodzeństwo trafia do dwóch różnych rodzin. Ośrodki Adopcyjne musiałyby wtedy ujawnić dane osobowe jednej rodziny drugiej i odwrotnie. Po pierwsze, są to sobie całkowicie obcy ludzie, którzy nagle mieliby zacząć „jakoś” wspólnie funkcjonować. Oczywiście adopcja wiąże się z ogromnym bagażem, który bardziej lub mniej świadomie ludzie na siebie biorą. Czy jednak adoptując dziecko adoptują też całą jego rodzinę i inne rodziny adopcyjne, które ewentualnie w danym kręgu są?” – pisałam. Dodatkowo pojawia się pytanie, czy w wielu wypadkach zerwanie kontaktu z biologiczną rodziną nie jest sytuacją zdrowszą dla dziecka. Nie chodzi o oderwanie go od korzeni, ale o ograniczenie zagrożeń i jego ochronę. Oczywiście są przypadki potwierdzające, jak i negujące takie podejście – i o tę skalę chyba w tej całej dyskusji chodzi.

Warto też pamiętać, że zmagania z traumą i praca na całe życie, która wynika z doświadczenia adopcji, jest nie tylko udziałem rodzin dokonujących adopcji zagranicznej. W każdym kontekście jest to trudne. Tak, jak najbardziej sytuacja zmiany kraju, kontakt z nową społecznością, być może inną kulturą, jest dodatkowym stresorem. Czy jednak zawsze złym? Czy aż tak nie mamy do ludzi zaufania? Czy aż tak nie wierzymy w możliwości stworzenia skutecznego systemu, że ośmielamy się mówić o adopcji „okrutna”?

„Nie dla każdego” nie oznacza „dla nikogo”

Zdecydowanie adopcja nie jest dla wszystkich rodzin. Nie każdy rodzic poradzi sobie z takim zobowiązaniem, odpowiedzialnością, ale i własnymi lękami. Nie każde też dziecko zapewne będzie potrafiło takie problemy przezwyciężyć i przepracować. Co więcej, nie każdy osoba pracująca  w ośrodkach, sądach, czy też innych instytucjach związanych z adopcją, powinna wykonywać swój zawód. Jednak, jak pisała w naszym portalu Magdalena Modlibowska, szefowa działu Adopcja: „Niech Pan i wszyscy inni odczepią się od adopcji (…) z uwagi na jedyny i ustawowo zapisany sens adopcji, jakim jest DOBRO DZIECKA” – czytamy. I tego należałoby się przede wszystkim trzymać.

magda-modlibowska.jpg

Magdalena Modlibowska: Dokładnie wiem o jakie artykuły chodzi i o jaką organizację, która je publikuje. Nie podam tych informacji, ponieważ nie chcę wspierać rozszerzania takich wiadomości, które nie są wystarczająco wiarygodne. Smutne jest jedynie to, że osoba reprezentująca organizację, która te opinie upowszechnia, jest politykiem, kandydowała do wyborów parlamentarnych i była gotowa reprezentować nas, również rodziców adopcyjnych. Oczywiście, że adopcja nie jest idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o dobro dziecka jako takie. Bezapelacyjnie rodzina biologiczna powinna być jedynym miejscem w którym rodzi, rozwija się i dojrzewa dziecko. Jednak życie pokazuje, że wielokrotnie rodzina biologiczna nie jest w stanie zapewnić dziecku choćby minimum opieki, a nawet bezpieczeństwa. Jestem pewna również, że mogą znaleźć się przypadki, w których adopcja nie była najlepszym wyjściem. W których rodziny biologiczne mogły być pokrzywdzone, ale wyraźnie zaznaczam, że nie znam osobiście, ani nawet z wiarygodnych źródeł, na które mogłabym się powołać, takich przypadków. Bardziej wnioskuję o tym z obycia się z różnymi trudnymi do jednoznacznego określenia, co jest najlepsze dla dziecka, sytuacjami. Nie wiem jak to jest być sędzią, psychologiem, czy dyrektorem w ośrodku adopcyjnym, czy wychowawcą w domu dziecka, czy nawet rodzicem zastępczym. Mogę tylko wyobrażać sobie jak trudne musi być decydowanie o losie dziecka, de facto o całym jego życiu, gdy jest się tylko na pewien czas zaproszonym do jego historii i nie sposób jednoznacznie i bez najmniejszych wątpliwości zadecydować, co jest dla niego najlepsze.

Zgadzam się, że procedury adopcji zagranicznych nie są w Polsce jednolite, ani idealne pod kątem oswajania dziecka z tak dużą zmianą. Cały proces adopcji mógłby być jeszcze doskonalszy. Na szczęście w Polsce jest wielu zaangażowanych ludzi, którzy chcą usprawniać ten proces. Rzecznik Praw Dziecka wraz ze swoim zespołem niedawno opracował standardy procesu adopcyjnego. Już za kilka dni osobiście będę z nim rozmawiać o dalszym optymalizowaniu tych standardów i procedur, a w najbliższym czasie wraz z Koalicją Rodzin Zastępczych chcemy zając się procedurami adopcji zagranicznych. Dzisiaj (17 stycznia) Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wydało oświadczenie o ograniczeniu adopcji zagranicznych. Jestem daleka od tego, żeby oceniać, co jest dobre, a co złe, do momentu, w którym nie wysłucham wszystkich stron, nie sprawdzę faktów, statystyk i innych szczegółów. Nie wiem czy wtedy też będę mogła oceniać w kategoriach dobre i złe. Jednak z całą pewnością będzie można znaleźć obszary do usprawniania. Będę wracała do moich czytelników, rodziców adopcyjnych i kandydatów z najnowszymi informacjami co w naszej „trawie” piszczy.

Wracając do tego, że adopcja została sprowadzona do oszustwa i okrucieństwa. Mówiąc wprost szlag mnie trafia i mam ochotę powtórzyć po raz kolejny „ręce precz od adopcji„!!!!. Przestańcie politycy, działacze i wszyscy orędownicy „dobra dziecka” w teorii, oceniać życie moje i tysięcy adopcyjnych rodzin w tak prostacki i brutalny sposób. Pojedyncze przypadki, którymi bezapelacyjnie należy się zająć, na pewno byłyby szybciej rozwiązane, gdyby cała energia wykorzystywana teraz na sianie negatywizmu skierowana była na formułowanie konkretnych rozwiązań i wdrażanie ich w życie. Pomysł na ograniczenie adopcji zagranicznych, nad którym rozpoczęło pracę Ministerstwo Rodziny, może być pierwszym krokiem do dalszego unieszczęśliwienia tych dzieci, których nie chcą ani rodziny biologiczne, ani polskie rodziny adopcyjne. Pomysł, aby adopcjami zagranicznymi zajmował się tylko jeden ośrodek w Polsce sprawi, że adopcje będą się odbywać jeszcze wolniej. A chore dzieci raczej w tym czasie nie wyzdrowieją. Ciekawa jestem również bardzo, jak minister Rafalska „z determinacją będzie dążyć do tego, by dzieci, które mają być adoptowane, znajdowały rodziców tu, na miejscu” – tzn. co? Będzie z ośrodka adopcyjnego szła informacja, że albo rodzice wezmą dziecko chore, albo nie dostaną innego? Czy może – oby! – rodzice adoptujący dziecko chore, wymagające rehabilitacji, będą otrzymywać od polskiego państwa pomoc systemową (jednorazowe np. 4 tys. złotych na pewno nie wystarczy).

Wkładanie każdego przypadku adopcji do tego samego worka z nieudanymi, jednak statystycznie nielicznymi przypadkami, jest nie tylko krzywdzące, lecz po prostu bezpodstawne. Mam dużo pracy nad tym, co dzieje się w mojej rodzinie, która jest silna i zbudowana na silnych fundamentach wzajemnego szacunku, a ktoś sprowadza moją rodzinę do oszustwa i okrucieństwa. Zastanawiam się ile statystycznie w biologicznych rodzinach jest oszustwa i okrucieństwa?

Źródła: wolne społeczeństwo, RMF. FM

Współpraca: JD

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, redaktorka prowadząca e-magazyn oraz portal Chcemy Być Rodzicami, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz była słuchaczka studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".