Przejdź do treści

Czasami się nie udaje

Jedna z klinik leczenia niepłodności reklamuje swoje usługi hasłem o mniej więcej takiej treści: „Nie powiodło się in vitro? Spróbuj ponownie!” Statystyka pokazuje, że wiele osób przystępujących do procedury sztucznego zapłodnienia na którymś etapie zada sobie pytanie: co dalej? Część osób wie już na początku leczenia, gdzie postawi granicę. Jednak większość pacjentów podejmuje leczenie z nadzieją, że będzie ono krótkie i skuteczne.

Wzrost zainteresowania leczeniem niepłodności i procedurami in vitro zmusza do zadawania pytania o jego psychologiczne konsekwencje. Badacze podkreślają, że tego typu badania trudno przeprowadzić ze względu na złożoność czynników, którym trzeba się przyjrzeć. Być może ta trudność odzwierciedla również sytuację osób niepłodnych – próby skupiania się na sukcesach leczenia, a jeśli się ono nie powiedzie, unikanie wspomnień. Trudno więc zrobić badania retrospektwne, trudno o badania teraźniejszości. A przecież to ważne, co czują ludzie, którzy właśnie dowiedzieli się, że nie powiodło się in vitro. Ważne dla ich dalszych planów, ale również samopoczucia wiele lat po zakończonym leczeniu.

Chwila po

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Leczenie niepłodności jest inwestycją. Pacjenci inwestują poważne pieniądze, nierzadko biorą kredyty lub zapożyczają się u rodziny. Inwestują, mając nadzieję na sukces. Finanse są ważne, czasami rozstrzygające, ale jest to też ogromna inwestycja emocjonalna – obejmująca wiele tygodni inwazyjnych badań, zabiegów, bolesnych procedur, radzenia sobie z huśtawką emocjonalną, czasami zmianami w ciele – zakończona zabiegiem transferu zarodka i dwutygodniowym oczekiwaniem na wynik.

Te dwa tygodnie to dla wielu kobiet czas niezwykle trudny i znienawidzony, ale też jedyne możliwe macierzyństwo.  Dlatego też moment, w którym okazuje się, że jednak in vitro zawiodło bardzo trudno opisać. Osoby, które go doświadczyły niewiele mówią

Z fragmentów, które docierają – do nas, obserwatorów, bliskich, znajomych – można odnieść wrażenie, że jest to moment, kiedy wszystko się zatrzymuje. Bierze się głęboki oddech, jakby chciało się zatrzymać wybuch rozpaczy, smutku, rozczarowania. Jakby myśli o tym, że tak wiele wysiłku poszło na marne, mogły się nie pojawić. A potem jest kolejna myśl, że trzeba będzie wszystko powtórzyć. Lub też, że to był ostatni raz.

 

Ten moment kiedy pacjenci dowiadują się, że niestety leczenie się nie powiodło, jest ważny również dlatego, bo niczym w soczewce pokazuje, jak różnorodnie może być przeżywana niepłodność. Dla niektórych osób niepowodzenie jest motywujące. Odbudowują się relatywnie szybko i rzeczywiście bez większych wewnętrznych oporów przystępują do kolejnej próby. Ale też nie ma wątpliwości – wynika to z obserwacji i jest potwierdzone licznymi badaniami – że przedłużająca się niepłodność jest źródłem różnorodnych trudności.

Jeśli kobieta ma to szczęście, że dowiaduje się o porażce w domu, w bezpiecznej atmosferze, może też pozwolić sobie na emocje. W klinice lub gabinecie lekarskim jest trudniej. Pacjenci zadają więc sobie pytanie, która reakcja jest „normalna”. Czy można rozpaczać, pozwalać sobie na nastroje depresyjne? Czy też może zbyt gwałtowne uczucia lub długo trwające negatywne stany psychiczne osłabiają szanse na powodzenie leczenia?

Ile więc racji jest w teorii, że szybkie działanie może zapobiec rozwojowi traumy? „Jeśli nie powiodło się jedno in vitro, nie poddawaj się, podejdź do następnego. Statystyka jest po Twojej stronie”. Rzeczywiście, wiele wskazuje na to, że zasadnicza większość osób doświadczających niepłodności ostatecznie zostaje rodzicami

 

Niedawno opublikowana meta-analiza, a więc systematyczny przegląd badań dotyczących związku między efektywnością leczenia niepłodności oraz stresem pokazała, że emocjonalna huśtawka poprzedzająca leczenie nie ma zasadniczego wpływu na jego efekt [1]. Oznacza to mniej więcej tyle, że można pozwolić sobie na martwienie się, bycie napiętą, wystraszoną, można tworzyć w głowie różne scenariusze. Można po prostu być człowiekiem, a leczenie się powiedzie lub nie.

To ważna informacja, ponieważ daje lekarzom może nie nowe, ale nieczęsto używane narzędzia do pracy z osobami doświadczającymi niepłodności – akceptację ich skomplikowanej sytuacji emocjonalnej oraz zachętę do skorzystania z pomocy osób zajmujących się stanem psychicznym.

Porażka

Dla jednej osoby porażką będzie nieudana inseminacja, dla innej ostateczną barierą będzie brak finansowania leczenia niepłodności ze środków publicznych. Nie każdy więc będzie przeżywał niepowodzenie w ten sam sposób. Jednak ci, którzy mają trudności z podjęciem decyzji o leczeniu, a jeśli już się na nie zdecydują, przechodzą je ciężko, też mają do tego prawo. Co więcej, nie ma podstaw by sądzić, że sobie szkodzą lub osłabiają szanse na rodzicielstwo.

Gwałtowność, smutek, żal, depresja, rozpacz, wściekłość są naturalną reakcją na trudna sytuację. Są po prostu ludzkie. Nie warto więc przed nimi uciekać i zaprzeczać, jeśli się pojawiają.

Wiele kobiet odbierze w tym miesiącu wyniki badania potwierdzającego, że ciąży tym razem nie ma. Wiele zobaczy pojedynczą kreskę na teście; już piąty, dziesiąty czy osiemnasty raz. Usiądą w poczekalni lub na podłodze w łazience, próbując opanować panikę i rozpacz. Popatrzą potem na biegające wokół bloku dzieci sąsiadów, siostrzeńców, uczniów myśląc, że same nigdy dziecka na spacer nie wezmą. Coś się nie udało, coś ważnego. Można więc się smucić, nic w tym dziwnego. To tylko emocje – znak, że żyjemy i odczuwamy. Jakkolwiek byłoby źle, to też się skończy i przeminie, jak każda emocja. Ale dopóki trwa, warto dać sobie do niej prawo.

[1] http://www.bmj.com/content/342/bmj.d223

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami