Przejdź do treści

Cud się rodzi

Najczęściej pierwsze święta z dzieckiem są wypełnione emocjami jak wulkan gorącą lawą – fot. Fotolia

Święta to okres wyjątkowy w życiu każdego człowieka. Bez znaczenia, czy jesteś ich miłośnikiem i celebrujesz je zgodnie z tradycją, czy wręcz przeciwnie – wolisz chować się przed światem, a szczególnie przed wszechobecną bliskością rodziny. To czas wyjątkowej atmosfery i otoczenia pulsującego w rytmie przeboju Last Christmas.

Każdy, kto zetknął się z niepłodnością, wie, że święta dla starających się o dziecko bywają trudne. Czasem bardzo trudne. Nie ma takiego sposobu, który byłby w stanie poprawić nastrój, pozwolić zapomnieć o swoich staraniach albo chociaż dać siłę do ciętych ripost na dopytywania o dziecko przy wigilijnym stole. Właściwie jest taki sposób. Jeden jedyny, ale w 100% skuteczny. Trzeba stać się rodzicem. Od tego momentu wszystkie święta będą już zupełnie inne. W adopcji jest pewien rodzaj spokoju, jeśli chodzi o stawanie się rodzicem. Jeśli przejdzie się już procedurę, otrzyma kwalifikację, to można być spokojnym o jedno. Dziecko w tej rodzinie się narodzi. Czasem później, czasem szybciej. Jeśli jednak w przyszłych rodzicach jest gotowość, to wszystko w końcu się ułoży.

Czekanie na prezent

Trudno powiedzieć, czy fakt, że święta spędza się już po kwalifikacji, ale jeszcze bez dziecka, utrudnia czy ułatwia sprawę. „Byłam cała w nerwach. Kwalifikację dostaliśmy na początku roku i liczyłam w duchu, że telefon zadzwoni przed świętami. Miałam ogromną ochotę kupować już prezenty dla mojego dziecka, a nawet nie wiedziałam, jakie ono będzie” – wspomina Ewa. Rozmowy rodzinne w takiej sytuacji nie mają końca, wręcz się rozpędzają. Najbliżsi wiedzą o procedurze adopcyjnej i albo starają się pocieszać, że telefon w końcu zadzwoni, albo wręcz przeciwnie. Terroryzują nas pytaniami, czy już coś wiadomo i dlaczego nie poganiamy tych ludzi z ośrodka. „Miałam dość tych komentarzy o opieszałości urzędników. Nikt nie rozumiał, że chodzi przede wszystkim o dziecko, o to, że być może ono już gdzieś jest i ten wspaniały czas świąt spędza bez nas, kochających rodziców” – dodaje Kasia. Bywa też tak, że w oczekiwaniu na telefon mijają kolejne już święta i cały zapas pozytywnej energii przepadł, zanim usiadło się do wigilii. Agnieszka dobrze pamięta, ile było w niej żalu, gdy nakrywała stół białym obrusem i przygotowywała się na wizytę gości w ich ciągle pustym domu. „Widziałam gości, zanim przyszli, widziałam siostrę z ich maleńkim dzieckiem i wybuchałam płaczem. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego my czekamy tak długo. Święta były dla mnie obrazkiem z puzzli, tylko ciągle brakowało jednego klocka – naszego dziecka”. Łukasz był w zupełnie innej sytuacji. We wrześniu otrzymali z żoną kwalifikację. Spodziewali się około roku czekania. Marzyli, żeby nie dłużej. Zaplanowali święta jak zawsze, huczne z liczną rodziną i kuzynostwem, u swoich rodziców. Gdy odebrał telefon od żony i usłyszał, że zadzwonili do niej z ośrodka, że jest dziewczynka, że trzeba się umówić, myślał tylko o jednym – zacząć działać. Emocje sięgały zenitu jak u każdego w takiej sytuacji. Ale gdy jeszcze tego samego dnia oddzwaniali już razem do ośrodka, żeby dowiedzieć się, co i jak, zorientowali się, że jest 6 grudnia – MIKOŁAJKI!!! Wtedy zapragnęli z całych sił, żeby córeczka dołączyła do nich jeszcze przed świętami.

Dostęp dla posiadaczy Konta Premium

Kup Konto Premium

Ten artykuł był opublikowany w jednym z naszych magazynów Chcemy Być Rodzicami. Aby zobaczyć materiał wykup Konto Premium.
Autor

Magdalena Modlibowska

Autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, a także wielu artykułów dot. adopcji, , prezeska Fundacji „Po adopcji”, wiceprezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.