Przejdź do treści

Coraz więcej poznanianek zachodzi w ciążę dzięki in vitro

Ciązowy brzuch, na nim - dłonie ułożone w serce /Ilustracja do tekstu: Centrum Troski o Płodność w Bydgoszczy
fot. Fotolia

We wrześniu w Poznaniu ruszył program leczenia niepłodnością metodą in vitro. Od tego czasu dzięki pomocy lekarzy już 20 Poznanianek zaszło w ciążę.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak pisaliśmy we wrześniu, program in vitro w Poznaniu cieszył się niesamowitym powodzeniem. Tylko w ciągu dwóch tygodni do wzięciu udziału w projekcie zgłosiło się prawie 300 par.

Zobacz także: Ogromne zainteresowanie programem in vitro w Poznaniu

Coraz więcej poznanianek zachodzi w ciążę dzięki in vitro

Na program „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta Poznania w latach 2017-2020” radni zaplanowali przeznaczyć 1,8 mln zł rocznie.

Choć pierwotnie z inicjatywy miało skorzystać 360 par, ze względu na krótki czas rekrutacji, ich liczba zapewne się zmniejszy – wyjaśnia Magdalena Pietrusik-Adamska z poznańskiego urzędu miasta.

Zobacz także: W Łodzi najwięcej narodzin od dekady. Też dzięki in vitro

In vitro w Poznaniu

Miasto dofinansowuje maksymalnie trzy zabiegi dla każdej zakwalifikowanej pary. Aby przystąpić do programu należy spełnić szereg wymogów. Trzeba m.in. mieć udokumentowane bezskuteczne leczenie niepłodności, a wiek kobiety musi zmieścić się w przedziale od 20 – 43 lat.

Partnerzy nie muszą być małżeństwem, ale muszą być mieszkańcami Poznania.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF 24

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Świadome rodzicielstwo to nie kalkulacja – ciekawa rozmowa z lekarzem

Fot. Fotolia

Wraz ze zmianami społecznymi coraz więcej kobiet decyduje się na dziecko po 30 czy 40 roku życia. O wadach, zaletach i szansach na późne macierzyństwo rozmawiamy z dr. Tomaszem Rokickim.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z danych statystycznych wynika, że rośnie liczba kobiet, które decydują się na ciążę długo po 30 urodzinach, coraz częściej po 40. Odsetek ciąż w tym wieku wzrósł od 2000 roku w Polsce niemal dwukrotnie, a na przykład w Wielkiej Brytanii liczba kobiet zachodzących w ciążę po 40 potroiła się od 1990 roku. Z czego to wynika?

Myślę, że kluczowe jest tutaj słowo „decyduje”. Kobiety rzeczywiście coraz częściej świadomie podejmują decyzję dotyczącą potomstwa. Z czego to wynika? Tak bardzo zmienia się świat wokół nas – rośnie tempo życia i nasze potrzeby. Kobiety to dostrzegają i świadomie coraz później decydują się na macierzyństwo. Chcą zaspokoić nie tylko swoje, ale przede wszystkim potrzeby swoich przyszłych dzieci.

Czyli nie jest to, jak niekiedy się słyszy, egoistyczna decyzja?

Trochę tak, trochę nie. Każdy z nas ma prawo, a wręcz obowiązek, być trochę egoistą. Marzyć i spełniać swoje marzenia. Realizować swoje pasje, ale też, a może przede wszystkim, zapewnić sobie komfort i poczucie bezpieczeństwa. Pacjentki, z którymi ja się spotykam, decyzję o późnym macierzyństwie podejmują właśnie z tego powodu. Pragną tego poczucia bezpieczeństwa zarówno dla siebie, jak i dla swoich przyszłych dzieci. Decyzja o ich posiadaniu jest coraz częściej decyzją społeczno-ekonomiczną a nie biologiczną. Łatwiej jest im przeżywać ciążę i cieszyć się macierzyństwem, gdy mają poczucie, że są w stanie zaspokoić potrzeby swojego dziecka i nie martwić się o koszt szczepień czy zajęć z fizjoterapeutą. Dlatego właśnie coraz więcej kobiet decyduje się na dziecko dopiero wtedy, gdy ma ustabilizowaną sytuację zawodową i ekonomiczną. Mają wtedy poczucie, że zrobiły wszystko, żeby zapewnić potomkowi dobry życiowy start.

Czyli to czysta kalkulacja?

Nie – to świadome rodzicielstwo, a to zupełnie coś innego. Ważnym aspektem jest tutaj spełnienie kobiety. Dzięki temu może ona w pełni doceniać uroki macierzyństwa. Wiele moich pacjentek, które zdecydowały się na ciążę po 40 roku życia jest bardzo spokojnych, radosnych, wręcz delektuje się macierzyństwem.

Ostatnie badania potwierdziły, że późne macierzyństwo wiąże się z korzyściami dla dziecka. Te przeprowadzone przez naukowców z Instytutu Badań Demograficznych Maxa Plancka oraz Londyńskiej Szkoły Ekonomicznej wykazały, że dzieci starszych matek są zdrowsze, wyższe i lepiej wykształcone od dzieci urodzonych przez stosunkowo młode kobiety.

Matki, które w późniejszym czasie zachodzą w ciążę, mają świadomość niebezpieczeństw i chorób. Bardziej dbają o siebie, a tym samym o dziecko.

Czyli późne macierzyństwo to same korzyści?

Niestety, niekoniecznie. Nasze ciało nie rozwija się tak, jak społeczeństwo. Wraz z upływem lat poprawiają się sukcesywnie warunki socjalne oraz poziom opieki zdrowotnej, niestety w tym samym czasie sukcesywnie obniża się płodność kobiety i maleją jej szanse na macierzyństwo.

Czyli po 40 łatwiej nam zadbać o dziecko i ciążę, ale trudnej w nią zajść?

Rzeczywiście zajście w ciążę po 40 wcale nie jest takie łatwe. Prawdą jest, że największe szanse na zajście w ciążę i urodzenie zdrowego dziecka ma 25-latka. Wraz z wiekiem płodność maleje, gdyż każda kobieta rodzi się z pewną pulą komórek jajowych do wykorzystania. Wraz z wiekiem zmienia się też gospodarka hormonalna. Parametry hormonalne przesuwają się w kierunku menopauzy. Zdarzają się tzw. puste cykle, kiedy nie dochodzi do jajeczkowania. Wtedy zapłodnienie jest niemożliwe.

CZYTAJ TEŻ:  Kalkulator badań hormonalnych

Co wtedy zrobić, kiedy czekaliśmy tak długo i jesteśmy gotowe, by zostać mamą, ale płodność nam się obniżyła?

Przede wszystkim nie zwlekać z udaniem się do specjalisty leczenia niepłodności. Po 35 roku życia zaleca się, by taką wizytę odbyć jak najwcześniej. Lekarz przeprowadzi niezbędne badania i sprawdzi poziom rezerwy jajnikowej. Wspólnie można podjąć wtedy decyzje o metodach wspierających płodność lub zabiegach wspomaganego rozrodu.

A co, jeśli rezerwa jajnikowa nam się wyczerpała?

Wtedy możemy skorzystać z komórek jajowych od dawczyni. Obecnie zabiegi in vitro z wykorzystaniem komórek dawczyń są coraz bardziej popularne. Adopcja komórek jajowych, bo tak nazywa się ta metoda, to często jedyna opcja dla par borykających się z niepłodnością. Dzięki niej kobieta może doświadczyć macierzyństwa. Mimo iż dochodzi do zapłodnienia komórki pochodzącej od dawczyni, to kobieta ma szansę nosić dziecko 9 miesięcy pod sercem i doświadczyć cudu narodzin, ma szansę trzymać na piersi swoje nowo narodzone dziecko.

Dzięki adopcji komórek jajowych nie tylko kobiety po 40 roku życia, ale też te po przebytym leczeniu onkologicznym, po wielokrotnych poronieniach czy też te, które nie posiadają własnych prawidłowych komórek jajowych, mają szansę zrealizować cel i zostać matką.

Czy adopcja komórek jajowych i zapłodnienie z wykorzystaniem komórki dawczyni jest bezpieczne?

Tak. Przede wszystkim sama procedura zapłodnienia nie różni się niczym od „klasycznego” zapłodnienia in vitro – stosowane są dokładnie te same procedury. Większość renomowanych klinik leczenia niepłodności wykonuje te zabiegi zgodnie ze standardami i zaleceniami Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE), Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu (PTMR), American Society for Reproductive Medicine (ASRM) oraz zasad określonych przez polskie Ministerstwo Zdrowia.

To, co odróżnia ten proces, to wykorzystanie komórki jajowej od dawczyni. W celu zapewnienia maksimum bezpieczeństwa, każda dawczyni przed pobraniem komórek jajowych poddawana jest wielu rygorystycznym badaniom oraz testom. Tylko w pełni pozytywne wyniki, zgodnie z kryteriami Unii Europejskiej, umożliwiają dopuszczenie do udziału w programie dawstwa komórek jajowych.

Czytaj też: In vitro z komórkami dawczyń – na czym polega pionierski program

Rozumiem, że procedura zapłodnienia in vitro jest bezpieczna, dawczynie oraz ich komórki są przebadane. Dochodzi do zapłodnienia – i co wtedy? Czy ciąża po 40 roku życia, nawet z wykorzystaniem komórek jajowych od dawczyni, jest bezpieczna dla kobiety i dla dziecka?

Każda ciąża (i w każdym wieku) to stan wyjątkowy. Nie tylko ze względu na oczekiwanie dziecka, ale także na to, co dzieje się z organizmem kobiety. Wszystkie kobiety muszą w tym czasie na siebie uważać, unikać czynników ryzyka, nie spożywać alkoholu, nie forsować się, by dbać o siebie i swoje nienarodzone jeszcze maleństwo.

Badania pokazują, że prawie 90% kobiet po 40 roku życia rodzi w pełni zdrowe dzieci, więc nie ma się czego bać. Strach nie jest dobrym doradcą. Za to na pewno jest nim specjalista zajmujący się płodnością. Jeśli marzy się o rodzicielstwie, najlepiej poradzić się eksperta.

POLECAMY: Jak zostaliśmy rodzicami dzięki Invimed – opowiadają Kasia i Marcin

Logo: InviMed

 

Ekspert

dr n.med. Tomasz Rokicki

specjalista ginekolog-położnik Invimed

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Pacjenci biorą sprawy w swoje ręce. Szykuje się oddolna walka z projektem zmian ws. in vitro?

Na zdjęciu: Para, pomiędzy nimi dziecięce buciki /Ilustracja do tekstu: Pacjenci nie godzą się na ograniczenie in vitro. Oddolna walka ws. zmian ustawy o in vitro

Zgłoszony przez grupę posłów projekt zmian w ustawie o in vitro spotkał się z miażdżącą krytyką środowisk medycznych. Gorzkich słów pod adresem wnioskodawców nie szczędzą też pacjentki i pacjenci – to ich bowiem najmocniej dotkną postulowane zmiany. Aby wyrazić swój protest przeciwko tym politycznym zakusom, rozpoczęli oddolną akcję wysyłania wiadomości do posłów, którzy złożyli kontrowersyjny projekt w Sejmie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność to stan, który wiąże się z cierpieniem, niepewnością. Stan, który pochłania myśli, zabiera cenny czas, środki finansowe i spokój. Poselski projekt zmian w ustawie o in vitro może niepłodnym parom zabrać jeszcze więcej – nadzieję i szansę na godne leczenie.

Ograniczenie in vitro: atak na naukę i interes obywateli. „W imię czego?”

W opiniach i pytaniach, które od wczoraj mnożą się w internecie i spływają na skrzynki projektodawców, pacjenci przypominają posłom, że reprezentując nasz kraj, powinni również stać na straży interesów osób zmagających się z niepłodnością. Postulując szkodliwe zmiany w ustawie o in vitro, przyczyniają się do wykluczenia społecznego nawet co 4-5 pary w wieku rozrodczym.

„Z niepokojem i zdumieniem przyjęłam informację o projekcie zmian regulacji w sprawie in vitro, które pozbawiają wiele polskich par szans na rodzicielstwo. Jako obywatelka kraju, który Państwo reprezentują, chcę zapytać: jakie – poza osobistymi przekonaniami – intencje stały za powstaniem tego dokumentu? Czyim interesom ma on służyć? Pozbawianie mnie i mojego partnera możliwości wykonania procedury zgodnej ze standardami medycznymi, zatwierdzonej przez gremia naukowe, jest dla mnie rzeczą krzywdzącą i niezrozumiałą. Czy sami zmierzyli się Państwo z problemami, które nas dotykają, by móc za nas decydować o tym, jak mamy się leczyć?” – pytała polityków jedna z naszych czytelniczek.

„Mam za sobą nieudany zabieg in vitro. Konsekwentnie, z trudem zbieram pieniądze na kolejną próbę. Tylko w ten sposób mogę zostać mamą. A Wy na różne sposoby chcecie mnie pozbawić tej szansy: najpierw odbierając dofinansowanie, teraz – szanse na skuteczne leczenie” – pisze inna pacjentka.

„To barbarzyński atak na naukę, która działa, i na nadzieję osób, dla których to jedyna szansa na potomstwo. W imię czego?” – zastanawia się inny internauta.

Z relacji naszych czytelników i czytelniczek wynika, że na podobne działania zdecydowało się więcej osób. Nie wykluczają, że po swoje prawa wyjdą też na ulice.

Kobiety znów wyjdą protestować, a my, mężczyźni, staniemy obok nich. Zrobimy taką manifestację, że odechce się wam decydować o tym, co dla nas dobre!” – pisze do polityków użytkownik Twittera.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Projekt zmiany ustawy o in vitro uniemożliwia skuteczne leczenie i naraża zarodki.. Eksperci: „To wbrew etyce”

Ograniczenie in vitro to naruszenie praw człowieka

Choć medycy nie wróżą projektowi większych szans na dalsze procedowanie, środowiska kobiece, działaczki i działacze społeczni podkreślają, że niedopracowane zapisy tego dokumentu nie powinny uśpić naszej czujności.

– Kolejny już skandaliczny pomysł posła Jana Klawitera, dążący do ograniczenia (a w praktyce zakazu) leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego, jest oczywistym i niepodważalnym naruszeniem praw człowieka wynikających z Konstytucji RP i aktów prawa międzynarodowego – mówi nam Karina Sasin, lekarka, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych, liderka „Sisterhood Network”. – Konstytucyjne prawo do poszanowania życia rodzinnego oraz do opieki medycznej gwarantuje każdemu nieograniczoną możliwość założenia rodziny, w tym kiedy konieczne jest zastosowanie zapłodnienia pozaustrojowego – dodaje.

Z kolei wykluczenie ze względu na niepłodność narusza – według ekspertki – zakaz dyskryminacji.

– Rzeczypospolita Polska ratyfikowała Konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet (CEDAW), która zobowiązuje sygnatariuszy do przestrzegania zdefiniowanych w niej praw reprodukcyjnych. Ich filarem jest uznanie podstawowego prawa wszystkich par i jednostek do decydowania swobodnie i odpowiedzialnie o liczbie, odstępach czasowych i momencie sprowadzenia na świat dzieci, prawa do informacji, dostępu do środków, które to zapewniają, a także prawa do utrzymania najwyższego standardu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Implikuje to również prawo do podejmowania decyzji dotyczących reprodukcji – w sposób wolny od dyskryminacji, przymusu i przemocy. Bezprawność pomysłów posła Klawitera jest w tym przypadku niepodważalna. Naruszają one też liczne postanowienia Karty praw podstawowych UE (m.in. do wolności od tortur i nieludzkiego traktowania, poszanowania życia rodzinnego i prywatnego oraz zakazu wszelkiej dyskryminacji) – podkreśla Karina Sasin.

CZYTAJ TEŻ: Annika Strändhall: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Ograniczenie in vitro to unicestwienie leczenia niepłodności

Projekt ostro skrytykowało także wielu działaczy opozycji.

– Znowu grono ludzi owładniętych ideologią próbuje wkraczać w nasze życie prywatne. Pierwszą decyzją po objęciu władzy przez PiS była likwidacja narodowego programu in vitro, z którego urodziło się 20 tys. dzieci. I teraz poseł Klawiter próbuje wchodzić w nasze życie prywatne. In vitro jest dla ludzi z problemem niepłodności, którzy walczą przez lata o dziecko. A jeden poseł próbuje uregulować to życie, wchodząc z butami do naszych sypialni i na porodówki – komentował z mównicy sejmowej poseł Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia (PO).

– Ileż zła trzeba w sobie mieć, by bronić ludziom chcącym mieć dziecko prawa do szczęścia. Ileż zabobonu trzeba mieć, by w XXI ograniczać dostęp do bezpiecznych procedur medycznych to szczęście dających. Zło, głupota i tępy klerykalizm dziś świecącą triumfy w Sejmie RP – podsumowała gorzko Barbara Nowacka (Koalicja Obywatelska, Inicjatywa Polska) w mediach społecznościowych.

Więcej na temat projektu ograniczenia in vitro w Polsce przeczytasz tutaj.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Stymulacja owulacji do in vitro – na czym polega?

Stymulacja hormonalna to jeden z etapów rozpoczynających procedurę in vitro. Na czym polega?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stymulację hormonalną stosuje się standardowo u pacjentek podczas leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Dzięki farmakologicznemu pobudzeniu jajników możliwe jest uzyskanie większej liczby komórek jajowych niż ma to miejsce w naturalnym cyklu.

Zwykle w wyniku stymulacji uzyskuje się od kilku do kilkunastu pęcherzyków jajnikowych. Dzięki temu zwiększa się szansę na uzyskanie zarodków, a w efekcie uzyskujemy większe prawdopodobieństwo ciąży.

Sposób prowadzenia stymulacji dobierany jest do profilu hormonalnego pacjentki. Ustalany jest przez lekarza, w sposób indywidualny, na podstawie wyników badań, dotychczasowej historii medycznej i oczekiwań pary.

Spersonalizowana stymulacja owulacji do in vitro

Zobacz także: Niepłodność wtórna. Czy komplikacje podczas porodu mogą uniemożliwić zajście w kolejną w ciążę?

W trakcie stymulacji kobieta przyjmuje wybrane leki hormonalne (są to zwykle iniekcje domięśniowe lub podskórne), których dawkowanie jest modyfikowane przez lekarza prowadzącego i zależy od odpowiedzi jajników pacjentki.

Coraz więcej badań naukowych wskazuje na możliwość personalizacji postępowania na podstawie poziomu hormonu AMH, który warto oznaczyć przed rozpoczęciem stymulacji.

Analiza sytuacji par, które zgłosiły się do klinik INVICTA w latach 2015-2018 na konsultację po niepowodzeniach leczenia, wykazała, że w 18% przypadków powodem zakończenia programu in vitro była nieprawidłowa odpowiedź na stymulację.

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Komentuje dr n. med. Joanna Krzemieniewska, ginekolog-położnik z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA we Wrocławiu

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek. Niezwykłe narodziny w Teksasie

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek
fot. Instagram @ashleigh.coulter

Media na całym świecie rozpisują się o „cudownym dziecku” narodzonym w Teksasie (USA). To niezwykły przypadek, ponieważ zarodek, z którego narodziło się dziecko, był noszony przez dwie kobiety.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

28-letnia Ashleigh Coulter i 36-letnia Bliss Coulter są parą od sześciu lat. Po pewnym czasie kobiety zdecydowały o powiększeniu rodziny. – Po naszym ślubie w 2015 roku zaczęłyśmy wszystko planować – opowiada Ashleigh.

W przypadku par jednopłciowych zazwyczaj stosuje się procedurę in vitro, podczas której jedna z kobiet zostaje zapłodniona nasieniem dawcy. Ashleigh i Bliss pragnęły jednak obie nosić pod sercem swoje dziecko.

Zobacz także: Ten chłopczyk przyszedł na świat cztery lata po śmierci rodziców. Jego historia wyciska łzy

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek

– Zawsze chciałam mieć dziecko, ale nie chciałam rodzić – opowiada Bliss. Panie zdecydowały zatem, że do zabiegu będą wykorzystane komórki jajowe Bliss, a dziecko urodzi… jej partnerka!

W trakcie procedury jajeczka wraz z nasieniem dawcy zostały zamknięte w specjalnej silikonowej kapsule, którą umieszczono w macicy Bliss na pięć dni. Po tym czasie kapsułę z zarodkiem przetransferowano do macicy Ashleigh.

Zabieg udał się za pierwszym razem i po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł syn pary – Stetson. Od jego narodzin minęło niemal pół roku, a panie Coulter planują już rodzeństwo dla chłopca. Para ma zamrożone jeszcze dwa zarodki.

Zobacz także: Lekarze nie dawali kobietom wielkich szans na ciążę. Urodziły dzieci niemal w tym samym czasie

Nowe opcje dla par homoseksualnych

Jak podkreślają kobiety, wspólna ciąża była dla nich niesamowitym doświadczeniem. – To było dla nas wyjątkowe przeżycie, w które byłyśmy obie zaangażowane – zaznaczają.

Mamy dzielą się swoją opowieścią za pośrednictwem Instagrama. Jak mówią, ich historia ma pokazać innym jednopłciowym parom nowe drogi macierzyństwa. Niedawno na północy Teksasu para lesbijek zdecydowała się na podobny zabieg, które przeszły Ashleigh i Bliss. Dziś kobiety są matkami zdrowej dwumiesięcznej dziewczynki.

dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek

fot. Instagram @ashleigh.coulter

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: USA Today, Global News, TVN24

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.