fbpx
Przejdź do treści

Coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

coraz mniej męskich ginekologów
fot. Pixabay

Jeszcze w latach 70’ XX wieku kobiety stanowiły tylko 7 proc. ginekologów. Teraz ten wskaźnik wynosi aż 59 proc. Jednocześnie zauważa się coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

28-letni dr Jerome Chelliah został ginekologiem, ponieważ chciał poznać nie tylko medyczne problemy pacjentek, ale również je same. Lekarze tej specjalizacji często zajmują się jedną kobietą przez wiele lat- doradzają metody antykoncepcji, prowadzą ciążę, a potem pomagają pacjentce przejść przez menopauzę.

Dr Chelliah wiele razy doświadczył jednak dyskryminacji. – Chciałabym, aby zbadała mnie kobieta – słyszał często. Chelliah uważa, że choć jest mężczyzną, jest empatycznym i delikatnym ginekologiem. Zazwyczaj jednak nie ma wyboru i musi zastosować się do prośby pacjentek.

Przypadek dr Chelliaha nie jest odosobniony. Niektórzy lekarze obawiają się wręcz wykluczenia z zawodu.

Coraz mniej męskich ginekologów

Studenci medycyny często mówią, że pacjentki na oddziale ginekologicznym proszą o mężczyzn o opuszczenie pokoju badań. Podczas gdy studentki mają okazję pomagać przy pierwszym w swoim życiu porodzie, męską część wydziału może to ominąć.

– To okropne przesłanie dla mężczyzn zainteresowanych ginekologią – twierdzi dr Carl Smith, szef oddziału ginekologicznego przy University of Nebraska Medical Center.

Obecnie liczba męskich ginekologów jest niższa niż kiedykolwiek. Tylko 17 proc. lekarzy rezydentów ginekologii to panowie. – Jeżeli wykluczysz 50 procent ludzi z robienia czegoś, pomyśl, ile możesz stracić – zauważa dr Saketh Guntupalli. – Przez to można utracić osobę, która być może wynajdzie lekarstwo na raka – dodaje.

Kobiety wiodą prym

Obecnie 83 proc. rezydentów ginekologii to panie. Szacuje się, że w 2025 roku na całym świecie kobiety będą stanowić dwie trzecie wszystkich ginekologów.

Skąd ta zależność? 34-letnia pacjentka Conchita Ceronilla uważa, że ginekolog, który zajmował się nią podczas zabiegu, nie był w stanie zrozumieć jej bólu. – Miałam ochotę uderzyć go w twarz – zdradza kobieta.

– Wszystkie mamy skurcze, wszystkie przechodzimy menstruację – mówi inna pacjentka, Berenica z San Francisco. – Kobiety, nawet jeśli nie mają dzieci, przechodzą przez podobne cierpienie – dodaje.

Według pacjentek to właśnie główny powód dla którego wolą, aby badały je kobiety.

Kluczem jest empatia

24-letni dziś lekarz Tanmaya Sambare na pierwszym roku studiów zapisał się na zajęcia o nazwie „Mamy i Dzieci”. Wkrótce zaczął jednak myśleć, że nigdy nie będzie w stanie utożsamić się z ciężarnymi pacjentkami. – Niezależnie od tego, jak bardzo się starałem, miałem ograniczone możliwości, ponieważ… nie miałem macicy. To nie jest moja wina. To niczyja wina – wyjaśnia Sambare.

Jednak część pacjentek – 8 proc. – preferuje ginekologów mężczyzn. Twierdzą, że panowie wykazują się większą delikatnością, są lepszymi słuchaczami i biorą problemy pacjentek bardziej na poważnie.

Z kolei 41 proc. pań nie ma preferencji dotyczących płci swojego lekarz. – Po pierwsze i najważniejsze, kobiety chcą mieć dobrego lekarza – uważa dr Guntupalli z University of Colorado.

Z tą opinią zgadza się również lekarka dr Alison Jacoby. – Nigdy nie miałam dzieci, więc co ja mogę wiedzieć na temat bólów porodowych? Chodzi głównie o komunikację i empatię, a mniej o płeć – twierdzi dr Jacoby.

A wy macie preferencje dotyczące płci lekarza ginekologa?

Jak uważasz?

Kto lepiej sprawdza się w roli lekarza ginekologa?

Kobieta.
Mężczyzna.
Płeć jest nieważna. Ważne, by lekarz wykazywał się wiedzą i zrozumieniem.

Źródło: Los Angeles Time

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Anna Wencławska

Redaktorka serwisu Chcemy Być Rodzicami. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Najnowsze artykuły