Przejdź do treści

Ciąża po raku piersi. Jak metody leczenia wpływają na płodność?

Lekarz z różową wstążka przypiętą do kitla /Ilustracja do tekstu: Ciąża po raku piersi: szanse, zagrożenia. Leczenie raka a płodność, metody zachowania płodności
Fot.: Fotolia.pl

W ostatnich dekadach medycyna poczyniła ogromne postępy – potrafimy już skutecznie leczyć wiele nowotworów, które jeszcze do niedawna oznaczały wyrok. Jednym z nich jest rak piersi. I choć w batalii z nim jesteśmy coraz skuteczniejsi, większość dostępnych terapii wciąż wiąże się z istotnym zagrożeniem dla przyszłej płodności. Z czego to wynika, czy można zastosować leczenie zachowawcze i jakie są dostępne metody prezerwacji płodności? Przeczytaj.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak piersi każdego roku atakuje coraz więcej kobiet. Zgodnie z aktualnymi statystykami, blisko 20% z nich otrzymuje diagnozę jeszcze przed menopauzą. Tymczasem wiek, w którym Europejki decydują się na macierzyństwo, z roku na rok wzrasta. To oznacza, że wiele kobiet zapada na raka piersi jeszcze przed urodzeniem pierwszego dziecka. Poza troską o zdrowie muszą pomyśleć też o prezerwacji płodności.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi wśród kobiet w wieku 33-36 lat, aż 72% pacjentek, które chorowały na nowotwór piersi, omówiło z lekarzem prowadzącym zagadnienia związane z płodnością. Obawy dotyczące utraty płodności wpłynęły na wybór metody leczenia aż u 29% respondentek.

ZOBACZ TEŻ: Dieta a menopauza. Co jeść, aby opóźnić ten proces?

Chemioterapia a płodność: gonadotoksyczne cytostatyki

Warto wiedzieć, że rak piersi jest jednym z nowotworów kobiecych, których leczenie najsilniej wiąże się z ryzykiem upośledzenia lub utraty płodności. Wynika to z wykorzystywania kilku metod terapii: chirurgii i radioterapii oraz leczenia systemowego: chemioterapii, hormonoterapii oraz immunoterapii.

U większości pacjentek po leczeniu operacyjnym raka piersi stosuje się chemioterapię uzupełniającą, która poprawia wskaźniki przeżycia. Tę formę dodatkowego leczenia zaleca się obecnie wszystkim pacjentkom przed 35. rokiem życia. Nie jest ona jednak obojętna dla płodności.

Cytostatyki stosowane powszechnie w chemioterapii (m.in. cyklofosfamid) działają niewybiórczo, niszcząc wszystkie szybko dzielące się komórki – także te zdrowe. Wskutek tego obumarciu ulegają również komórki nabłonkowe przewodu pokarmowego, szpiku kostnego skóry i włosa, a także komórki rozrodcze.

Jak wynika z badań, stosowanie cytostatyków wiąże się z uszkodzeniem struktury jajników, czego konsekwencją jest m.in. znaczne obniżenie rezerwy jajnikowej. Wykazano, że w standardowej terapii cyklofosfamidem, stosowanej przez 12-16 tygodni, jajniki „starzeją się” o ok. 10 lat.

Supresja jajników gosereliną: sposób na minimalizację ryzyka utraty płodności po chemii

Z wieloośroodkowego badania, z którego wnioski opublikowano w 2015 roku, wynika, że nadzieją na minimalizację ryzyka utraty płodności po leczeniu cytostatykami jest stosowanie gosereliny, obniżającej czynność gonad.

Okazało się, że panie przed 50. rokiem życia (i z negatywnym wynikiem badania w kierunku obecności receptorów: estrogenowego i progesteronowego), które otrzymywały chemioterapię uzupełnioną o goserelinę, miały ogólnie wyższe szanse na ciąże (21%) niż te, które otrzymywały wyłącznie standardową chemioterapię (11%). Dodatkowo rzadziej występowała u nich przedwczesna menopauza (20% w stosunku do 45% w grupie nieprzyjmujących gosereliny).

Na podstawie wyników tej analizy eksperci zdecydowanie zalecają stosowanie farmakologicznego zahamowania czynności jajników (tzw. supresji jajników) u chorych na raka piersi bez ekspresji receptorów hormonalnych. Metoda ta pozwala „uśpić” jajniki na czas chemioterapii, a tym samym – w pewnym stopniu ochronić ich czynność.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Chemioterapia zwiększa szanse na płodność? Zaskakujące wyniki badań

Hormonoterapia po raku piersi a płodność

Wpływ na płodność ma również hormonoterapia, zalecana młodym pacjentkom jako uzupełnienie standardowego leczenia raka piersi. Obniżenie płodności nie wynika jednak z samych środków, ale z czasu trwania hormonoterapii (5-10 lat) i wcześniejszego zmniejszenia rezerwy jajnikowej na skutek chemioterapii.

Długi czas leczenia hormonalnego sprawia, że wiele pacjentek, które poddają się temu leczeniu, może rozpocząć starania o dziecko dopiero w okresie znacząco obniżonej płodności.

Terapia celowana – złoty strzał w raka

Coraz głośniej mówi się, że przyszłość w leczeniu raka należy do nowoczesnej formy leczenia: terapii celowanej. Tym samym powoli spełnia się marzenie Paula Ehrlicha, pioniera chemioterapii, który przed ponad stu laty postawił sobie za cel znalezienie „magicznych kul” – skierowanych w samo ognisko choroby, a nieszkodliwych dla zdrowych komórek.

Mechanizm działania leków celowanych znacznie różni się od tego, który znamy z klasycznej chemioterapii. Podczas gdy tradycyjne leczenie cytostatykami działa na wszystkie komórki, terapia celowana wymierzona jest wyłącznie w zmutowane szlaki przewodnictwa wewnątrzkomórkowego. W leczeniu tego typu wykorzystuje się m.in. niskocząsteczkowe inhibitory kinaz i przeciwciała monoklonalne. Ich zadaniem jest przechwycenie sygnału pobudzającego komórki nowotworowe do wzrostu i podziału, a także doprowadzenie do ich apoptozy (czyli obumarcia).

Przykładem nowoczesnych leków, które wykorzystują to działanie w kuracji niektórych typów raka piersi (z nadekspresją receptora HER2), są trastuzumab i pertuzumab. Wprowadzenie ich do obrotu wyznaczyło nowy kierunek w badaniach onkologicznych. Do tej pory nie przeprowadzono jednak badań, które jednoznacznie określiłyby wpływ tych terapii na płodność.

Producent pertuzumabu informuje, że w analizach na zwierzętach (u dojrzałych płciowo samic małp makaków) nie zaobserwowano działań niepożądanych po ekspozycji na ten środek. Brakuje jednak analiz, które potwierdziłyby bezpieczeństwo stosowania leku u kobiet w wieku rozrodczym.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kisspeptyna: hormon seksu pomoże niepłodnym parom?

Radioterapia a zachowanie płodności

Radioterapia to dodatkowa metoda leczenia, którą stosuje się zawsze po operacji oszczędzającej inwazyjnego raka piersi, by zminimalizować ryzyko nawrotu. Obszar naświetlania obejmuje wówczas przeważnie tylko klatkę piersiową i nie wiąże się z ryzykiem uszkodzenia jajników. Jeśli jednak konieczne jest jego rozszerzenie na okolice narządu rodnego, w celu zmniejszenia ryzyka utraty płodności można zastosować chirurgiczne przemieszczenie jajników poza pole naświetlania. Po takim leczeniu szansę na ciążę daje wtedy procedura in vitro.

Rak piersi: jak zachować płodność?

Najlepszą strategię prezerwacji płodności u pacjentek z rakiem piersi stanowią nowoczesne techniki reprodukcyjne.

Chore mogą skorzystać z poniższych metod zachowania płodności:
  • zamrożenia i przechowania zarodków,
  • witryfikacji gamet, czyli zamrożenia i przechowania oocytów,
  • zamrożenia i przechowania tkanki jajnika.

Witryfikacja oocytów lub zarodków

Każda z tych metod wiąże się, niestety, z pewnymi ograniczeniami. Aby możliwe było zamrożenie (witryfikacja) oocytów lub zarodków u chorej na raka, należy przeprowadzić stymulację owulacji. Ta jednak – wywołując 10-krotne podwyższenie poziomu estrogenów – może nie pozostać bez wpływu na dalszy rozwój hormonozależnego raka piersi. Z tego powodu naukowcy z European Society of Medical Oncology (ESMO) rekomendują inną metodę stymulacji, w której wykorzystuje się tamoksyfen i letrozol, czyli leki stosowane w walce z rakiem.

Istnieje również możliwość pobrania oocytów bez stymulacji. Eksperci wskazują jednak, że  uzyskuje się wówczas tylko jedną komórkę jajową.

Z kolei pobranie i zamrożenie komórek jajowych przeprowadza się u pacjentek po 18. roku życia. Gdy takim zabiegiem zainteresowana jest osoba nieletnia (ale po 16. roku życia), wymagana jest dodatkowo zgoda jej opiekunów prawnych. Górną granicą wieku jest zaś 40. rok życia.

W przypadku chęci zamrożenia zarodków w celu zachowania płodności konieczne jest wykonanie zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro). Ta forma prezerwacji płodności – zgodnie z obowiązującą ustawą o in vitro – dostępna jest wyłącznie dla pacjentek, które mają partnera.

Zamrożenie tkanki jajnika

Najbezpieczniejszym zabiegiem umożliwiającym zachowanie płodności u chorej na raka wydaje się pobranie i zamrożenie tkanki jajnika. Nie wymaga ono szczególnych przygotowań ani wcześniejszego przeprowadzenia stymulacji owulacji. Po zakończeniu terapii onkologicznej fragmenty przechowywanej tkanki jajnika można rozmrozić i przeszczepić pacjentce – w miejsce pozostawionych jajników lub w innej lokalizacji.

Zabieg pobrania i przechowania tkanki jajnikowej z powodzeniem wykonuje się za granicą. W Polsce oferowany jest w kilku ośrodkach, ale łączy się z pełną odpłatnością.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Ciąża po raku piersi: ile należy odczekać?

Eksperci zaznaczają, że nie ma jednoznacznych rekomendacji dotyczących długości okresu pomiędzy zakończeniem leczenia raka piersi a ciążą. Sytuacja każdej pacjentki jest nieco inna – dotyczy to zarówno jej wieku, jak i zastosowanej terapii.

Ponieważ jednak przez pierwsze dwa dwa lata od diagnozy ryzyko nawrotu choroby nowotworowej jest największe, zaleca się, by zaczekać ze staraniami nieco dłużej. Jest to też korzystne z uwagi na czas dojrzewania oocytów po zakończonym leczeniu (trwający ok. pół roku).

Ciąża po leczeniu raka piersi: jakie są szanse?

Choć ciąża po leczeniu raka nie jest niemożliwa, wykazano, że pacjentki te mają znacznie mniejszą szansę na posiadanie biologicznego potomstwa. Liczba ciąż u kobiet z tej grupy wynosi około 30% w porównaniu z liczbą ciąż w populacji ogólnej (uwzględniając przy tym wiek pacjentek).

Leczenie raka piersi a in vitro

Warto jednak wiedzieć, że – zgodnie z badaniami – ciąża u kobiet, które przeszły terapię raka piersi, nie zwiększa ryzyka nawrotu nowotworu.

Naukowcy wykazali, że ryzyko wznowienia hormonozależnego nowotworu piersi było w tej grupie chorych takie samo, jak w przypadku kobiet, które nie zdecydowały się na ciążę po zakończeniu leczenia onkologicznego. Wyniki te nie zmieniły się, gdy wzięto pod uwagę czas, jaki upłynął od rozpoznania raka piersi do zajścia w ciążę (powyżej dwóch lat i poniżej dwóch lat). Co więcej, odsetek przeżyć wzrastał u kobiet, które zrealizowały plany macierzyńskie po leczeniu raka piersi.

Istnieją również przekonujące dowody na to, że techniki wspomagania reprodukcji, takie jak in vitro, nie wpływają na ryzyko nawrotu choroby nowotworowej. W 2015 roku analizie poddano 198 pacjentek onkologicznych, z których 25 skorzystało z medycyny reprodukcji. W badaniu tym nie stwierdzono różnic pomiędzy odsetkiem nawrotów choroby ani liczby zgonów u pań, które skorzystały z in vitro po leczeniu raka piersi, i z grupy kontrolnej.

CZYTAJ TEŻ: Ciąża po 40-tce. Jakie mam szanse?

Ciąża po raku piersi: jakie jest ryzyko?

Z ciążą po raku piersi mogą wiązać się też inne zagrożenia. Specjaliści zauważyli zwiększony odsetek poronień u pacjentek leczonych z powodu raka piersi w porównaniu do populacji nieleczonej. Badania, które na to wskazują, nie są jednak liczne ani wystarczająco szczegółowe.

Zgodnie z analizami szwedzkich badaczy, w przypadku pań, które przeszły terapię raka piersi, nieznacznie wzrasta ryzyko wad wrodzonych u płodu, cesarskich cięć ze wskazań położniczych, przedwczesnych porodów oraz powicia dziecka o niskiej masie urodzeniowej. Spostrzeżeń tych nie potwierdzają badania duńskie. Naukowcy z obu krajów byli jednak zgodni w końcowych wnioskach: w większości przypadków losy dzieci kobiet, które zakończyły leczenie nowotworu piersi, były pomyślne.

To oznacza, że ciąża po raku piersi jest możliwa, a leczenie nie musi przekreślać planów macierzyńskich. Wskazane jest jednak szczególnie uważne monitorowanie ciąży.

Źródła: „Breast cancer in young women” w: „Oncology in Clinical Practice”, 2015, 11, s. 276–291, „Ciąża a rak piersi” w: „Ginekologia po dyplomie”, 2011, 5, s. 98-107, „Macierzyństwo po leczeniu raka piersi” w: „Ginekologia Polska”, 2015, 86, s. 72-76, webmd.com, zwrotnikraka.pl, termedia.pl, cyzl.eu, biotechnologia.pl, nowotwory.org, PAP

POLECAMY TAKŻE: Hormony płodności kontra rak piersi. Najnowsze badania

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Niedoczynność tarczycy a zajście w ciążę

niedoczynność tarczycy a zajście w ciążę
fot. Fotolia

Niedoczynność tarczycy może nieść za sobą ryzyko wielu powikłań i utrudniać zajście w ciążę.  Co należy wiedzieć o tej chorobie tarczycy, gdy planujesz starania o dziecko?  

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tarczyca to nieparzysty gruczoł wydzielania wewnętrznego występujący u kręgowców. Wytwarza hormony (T3, T4 oraz kalcytoninę), wpływając na metabolizm i gospodarkę wapniowo-fosforową organizmu.

Niedoczynność tarczycy jest najczęstszą patologią tarczycy występującą u kobiet w wieku rozrodczym. Przyczyną może być autoimmunologiczne zapalenie tarczycy (m. in. choroba Hashimoto), nieprawidłowa budowa gruczołu, przyczyny jatrogenne (u pacjentek po operacji tarczycy) lub też działanie tzw. dysruptorów tarczycowych (substancji działających negatywnie na funkcję tarczycy – zawartych w roślinach kapustowatych, w zanieczyszczeniach powietrza, konserwantach żywności, kosmetykach itp.).

Zobacz także: Tarczyca a zajście w ciążę. Które choroby gruczołu zaburzają płodność?

Leczenie niedoczynności tarczycy

Obecnie Polska jest obszarem prawidłowego zaopatrzenia w jod i tylko wyjątkowo spotykana jest niedoczynność tarczycy wywołana niedoborem tego pierwiastka. Natomiast nadmiar jodu (u osób stosujących nieadekwatną suplementację jodem) może powodować powstanie lub narastanie stężenia przeciwciał przeciwtarczycowych.

Jawna (dająca objawy oraz obniżenie FT4) lub subkliniczna (brak objawów, FT4 w normie, jedynie podwyższenie TSH) niedoczynność tarczycy powinna być leczona przed zajściem w ciążę. Jedyną metodą leczenia jest podawanie preparatów lewotyroksyny (np. Euthyrox, Letrox). Leki zawierające połączenie lewotyroksyny i trijodotyroniny (w Polsce Novothyral) są przeciwwskazane w okresie ciąży, w zawiązku z tym powinno się je zmienić odpowiednio wcześniej.

Zobacz także: Szkodliwe związki w zdrowych warzywach. Jak goitrogeny wpływają na pracę tarczycy i płodność?

Wyrównanie czynności gruczołu tarczowego

W Polsce (zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego) uznawane jest, że pacjentka starająca się o ciążę powinna spełniać kryteria prawidłowego wyrównania czynności gruczołu tarczowego – TSH powinno wynosić poniżej 2,5mIU/l a FT4 mieścić się w górnej połowie normy.

Sporo zamieszania w tej problematyce wywołała aktualizacja rekomendacji amerykańskich ATA z 2016 roku. Na podstawie szeroko zakrojonych badań populacyjnych podniesiono górną granicę  normy TSH dla kobiet w ciąży do 4mIU/l. Za wskazanie do leczenia uznano TSH powyżej 4mIU/l lub 2,5 mIU/l przy rozpoznanej chorobie Hashimoto.

Zobacz także: TSH i zdrowa tarczyca – 5 faktów, które powinnaś znać

Niedoczynność tarczycy a zajście w ciążę

W Polsce stosowane są rekomendacje Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego, jednak zalecenia amerykańskie wskazują, że idealne (TSH < 2,5) wyrównanie funkcji tarczycy przed ciążą nie jest niezbędne do prawidłowego przebiegu ciąży i porodu. Dlatego też wydaje się, że długotrwałe zwlekanie z planowaniem ciąży do momentu osiągnięcia docelowych wyników TSH (oczywiście gdy TSH nie przekracza 4mlU/l), szczególnie u kobiet po 35r.ż. jest niepotrzebną stratą czasu reprodukcyjnego, a nie poprawia istotnie wyników położniczych.

Zupełnie inne jest podejście do pacjentek przystępujących do leczenia za pomocą technik wspomaganego rozrodu (inseminacja domaciczna, zapłodnienie pozaustrojowe). W takich sytuacjach bezwzględnie wymagane jest idealne wyrównanie czynności tarczycy z wartościami TSH<2,5mIU/l. Powoduje to zwiększenie odsetka uzyskanych ciąż nawet dwukrotnie (w stosunku do pacjentek z TSH>2,5mIU/l).

Autorka: dr n. med. Monika Szymańska, Centrum Płodności FertiMedica

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Logo FertiMedica

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Długa droga do ginekologa. Alarmujące dane o dostępie do opieki położniczej na wsi

Kobieta w ciąży trzyma zdjęcie USG na wysokości brzucha ciążowego /Ilustracja do tekstu: NIK: ograniczony dostęp do opieki ginekologicznej na wsi
Fot.: Bich Ngoc Le /Unsplash.com

Utrudniony dostęp do świadczeń ginekologiczno-położniczych, duża liczba zgonów okołoporodowych, nieprzestrzeganie standardów opieki okołoporodowej, a nawet prawa do intymności – te zagrożenia to codzienność kobiet pochodzących z obszarów wiejskich. Niepokojące wnioski pochodzą z szerokiej kontroli przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK).

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Najnowszą kontrolą NIK objęto osiem oddziałów wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia oraz 27 poradni wiejskich z województw: lubelskiego, łódzkiego, opolskiego, podkarpackiego, podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. W wielu gminach wiejskich w ogóle nie było placówek ginekologiczno-położniczych.

50 km do najbliższego ginekologa

Z analizy NIK wynika, że mieszkankom wsi nie zapewniono równego dostępu do ambulatoryjnych świadczeń ginekologiczno-położniczych finansowanych ze środków publicznych. Poradnie zlokalizowane w gminach wiejskich stanowiły nieznaczny odsetek ogółu tych placówek – mimo że mieszka tam ok. 40% kobiet i noworodków. W województwach podlaskim i lubelskim na jedną poradnię ginekologiczną na wsi przypadało nawet 27 tys. kobiet; w skrajnych przypadkach miały one do najbliższej placówki 50 km. Mała liczba poradni w gminach wiejskich w województwach podlaskim i lubelskim była przez NFZ uzasadniana brakiem chętnych do udzielania świadczeń.

Kontrolerzy NIK ujawnili też, że co czwarta poradnia ginekologiczna (spośród wszystkim poddanych kontroli) nie zapewniała pacjentkom warunków do intymności podczas udzielania świadczeń medycznych. Okazało się, że miejsca udzielania świadczeń nie były należycie zasłonięte przed osobami postronnymi w przypadku otwarcia drzwi do gabinetu.

Mała liczba poradni ginekologicznych to wyższy wskaźnik śmiertelności dzieci

Ponadto w 17 podmiotach leczniczych (czyli 63% wszystkich skontrolowanych) świadczeń ginekologiczno-położniczych udzielano tylko przez 10-13 godzin tygodniowo. W trzech badanych podmiotach zlecano wykonanie USG i KTG u podwykonawców zlokalizowanych w znacznej odległości od poradni. Tymczasem dla kobiet w ciąży pokonywanie znacznych odległości, by wykonać podstawowe badania, jest szczególnie uciążliwe.

Co szczególnie alarmujące, w województwach, w których działa niewiele poradni wiejskich, w 2016 roku odnotowano największy wskaźnik zgonów okołoporodowych. Różnica w stosunku do miejscowości o wyższej liczbie tych placówek była nawet 10-krotna. W województwie opolskim na 100 tys. urodzeń zmarło blisko 34 dzieci, a w podlaskim – 23. Zdecydowanie lepiej sytuacja przedstawiała się w województwach o większej liczbie poradni. W woj. podkarpackim relacja ta wynosiła bowiem 5,41 na 100 tys. urodzeń, a w wielkopolskim – 3,36.

ZOBACZ TAKŻE: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

Niższe standardy opieki okołoporodowej

Warto zauważyć, że poszczególne elementy opieki medycznej nad matką i dzieckiem zostały określone w standardach opieki okołoporodowej. Wymieniono w nich m.in. zalecane świadczenia profilaktyczne, działania w zakresie promocji zdrowia oraz badania i konsultacje medyczne w okresie ciąży. Pakiet ten stanowi niezbędne minimum diagnostyczne i nie odbiega od rekomendacji europejskich.

Mimo że powyższe wymogi są ogólnodostępne, nie były one w pełni realizowane przez personel medyczny skontrolowanych podmiotów. Spośród 1,13 tys. pacjentek jedynie 22 wykonano (wraz z udokumentowaniem) wszystkie 42 rekomendowane świadczenia.

CZYTAJ TAKŻE: Szykują się zmiany w standardach opieki okołoporodowej. Resort opracował nowe rozwiązania

Dostęp do opieki ginekologicznej na wsi: brak świadczeń, brak edukacji

W trakcie kontroli okazało się też, że na obszarach wiejskich kuleje nie tylko dostęp do specjalistycznej opieki ginekologiczno-położniczej, ale nawet edukacja w zakresie przygotowań do porodu, połogu, karmienia piersią i rodzicielstwa. Tego świadczenia nie zaoferowano aż połowie pacjentek 18 placówek leczniczych. Tymczasem medycy zobowiązani są, by edukację tę przeprowadzać podczas każdej wizyty, począwszy od 21. tygodnia ciąży aż do jej rozwiązania.

NIK zauważa, że w zwiększeniu dostępności świadczeń ginekologiczno-położniczych mogą pomóc gabinety położnych, które prowadzą działalność w ramach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Niestety, w województwie podlaskim, gdzie działa najmniej poradni położniczo-ginekologicznych w gminach wiejskich, do końca 2016 r. żaden podmiot leczniczy nie podpisał umowy z NFZ na opiekę położnej nad ciężarną. Powód? Stawka proponowana przez NFZ nie pokrywa kosztów wykonania niezbędnych świadczeń.

Profilaktyka raka szyjki macicy: nie dla kobiet na wsiach?

Izba zwraca też uwagę, że mieszkanki terenów wiejskich – z uwagi na małą liczbę poradni – miały ograniczone możliwości skorzystania z programu profilaktyki raka szyjki macicy. Analizy wykazały, że w 2016 roku darmową cytologię wykonało zaledwie 0,4% mieszkanek terenów wiejskich w woj. opolskim. Najlepiej sytuacja przedstawiała się w woj. podlaskim, gdzie z tego badania skorzystało 10,6% kobiet mieszkających na wsiach. NIK zauważa jednocześnie, że dużo lepszy był wskaźnik wykonania cytologii wśród kobiet, którym udało się zgłosić do skontrolowanych poradni ginekologiczno-położniczych.

Kontrola NIK objęła dane pozyskane do końca 2016 r. Przedstawiciele Izby zaapelowali do Ministra Zdrowia, kierowników oddziałów wojewódzkich NFZ i kierowników podmiotów leczniczych NIK o podjęcie niezbędnych działań, które pozwolą zmniejszyć skalę wykrytych nieprawidłowości. Zauważają jednocześnie, że problem jest poważny: na terenach wiejskich mieszka aż 40% Polek w wieku reprodukcyjnym.

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Nie tylko ginekolog. 7 specjalistów, do których warto się udać, gdy starania się przedłużają

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Test, który da ci maksimum pewności. Poznaj cyfrowy test owulacyjny Clearblue

test owulacyjny Clearblue
fot. Fotolia

Wiele kobiet planujących dziecko stara się obliczyć najkorzystniejszy moment na zajście w ciążę.  Istnieje kilka sposobów na określenie owulacji, czyli czasu, w którym kobieta jest najbardziej płodna. Które z nich są najdokładniejsze?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Owulacja, czyli inaczej jajeczkowanie, to ważny etap cyklu miesiączkowego. W zależności od długości cyklu, owulacja wypada pomiędzy 13. a 15. dniem przed wystąpieniem miesiączki i trwa tylko 24 godziny.

W tym czasie poziom estrogenu jest na tyle wysoki, że wywołuje uwolnienie dużych ilości LH. To właśnie podczas owulacji kobieta jest najbardziej płodna i ma największe szanse na zajście w ciążę.

Zobacz także: 5 sposobów na poprawę jakości komórek jajowyc

Jak obliczyć dni płodne?

Istniej kilka metod na określenie momentu owulacji. Wśród nich wymieniamy monitorowanie codziennej temperatury ciała (ang. BBT), obserwację śluzu szyjki macicy i metodę kalendarzykową. Tradycyjne metody określania owulacji nie są jednak precyzyjne.

W przypadku BBT dokładność przewidywania wyrzutu LH do 1 dnia waha się w zakresie 57-70 proc. oraz 48-76 proc. w przypadku metody oceny śluzu szyjkowego.

Dlatego najlepiej sięgać po testy owulacyjne, które pozwalają ustalić najlepszy moment na poczęcie. Działają one podobnie jak testy ciążowe, a wynik zależny jest od poziomu hormonów w organizmie. Test określa zawartość hormonu luteinizującego, którego wyrzut następuje tuż przed owulacją (24-36 godzin przed).

Który test wybrać? Dobrym wyborem będzie cyfrowy test owulacyjny Clearblue, który gwarantuje ponad 99 proc. dokładność. Zapewnia również łatwiejsze i dokładniejsze odczyty w porównaniu do tradycyjnych testów liniowych.

Zobacz także: Glutation – związek zdrowia

Dlaczego cyfrowy test owulacyjny Clearblue?

Cyfrowy test owulacyjny Clearblue składa się z elektronicznego uchwytu testera oraz testerów dostarczanych w opakowaniu foliowym. Pakiet zawiera również ulotkę z instrukcją.

Po pojawieniu się na wyświetlaczu symbolu gotowości, użytkowniczka powinna przytrzymać końcówkę z próbnikiem w strumieniu moczu przez 5-7 sekund.

Możliwe jest również pobranie moczu w czystym, suchym pojemniku i zanurzenie jedynie końcówki z próbnikiem w moczu przez 15 sekund. Po 20-40 sekundach zacznie migać symbol gotowości, wskazując, że test działa.

Po trzech minutach uchwyt testera automatycznie odczytuje i interpretuje wynik testu. W przypadku niewykrycia wyrzuty LH na ekraniku pojawi się puste kółko, gdy wyrzut ten zostanie wykryty, ukaże się uśmiechnięta buźka.

Wykazano, że jedna na cztery kobiety może nieprawidłowo odczytać wynik tradycyjnego testu liniowego. Jednakże cyfrowy test owulacyjny Clearblue ma wyraźny cyfrowy wyświetlacz, który wskazuje dwa proste wyniki. Badania, które porównują cztery wiodące marki testów owulacyjnych wykazały, że cyfrowy test owulacyjny Clearblue był testem, który kobiety odczytywały najdokładniej.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Majka Jeżowska szczerze o zaburzeniach tarczycy: „Momentami nie mogłam na siebie patrzeć”

Majka Jeżowska o zaburzeniach tarczycy /Na zdjęciu: Majka Jeżowska podczas wywiadu dla Newseria.pl
Fot.: Newseria.pl

Patrząc na Majkę Jeżowską, można odnieść wrażenie, że mimo upływu lat nie traci młodego wyglądu. Okazuje się jednak, że nie zawsze miała powody do zadowolenia ze swojego wizerunku. Piosenkarka przez wiele lat borykała się z niepokojącymi symptomami: obrzękami ciała i zaburzeniami gospodarki tłuszczowej. Jak odkryła po czasie, powodem tych dolegliwości była niezdiagnozowana choroba tarczycy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W szczerych rozmowach z mediami artystka wyznała, że przez długie lata zmagała się z niezdiagnozowaną chorobą tarczycy. Objawem towarzyszącym temu schorzeniu były istotne zaburzenia metabolizmu i charakterystyczna opuchlizna. To zaś negatywnie odbiło się na wyglądzie piosenkarki i jej poczuciu pewności siebie.

Majka Jeżowska o zaburzeniach tarczycy: „Było dla mnie niewytłumaczalne, dlaczego przytyłam”

– Miewałam w życiu takie momenty, że nie mogłam na siebie patrzeć – zapuszczona, opuchnięta. To wszystko wynikało z braku czasu i z braku świadomości, że to może być skutek jakiejś choroby – powiedziała agencji Newseria Majka Jeżowska.

Piosenkarka zaznaczyła, że negatywne  zmiany w jej ciele i wyglądzie postępowały mimo wdrożenia profilaktyki zdrowotnej.

 – Ruszałam się i nie objadałam bardzo. Było dla mnie niewytłumaczalne, dlaczego jestem o 10 kg większa – przyznała Jeżowska.

Powód przybierania na wadze udało się wskazać dopiero na podstawie wyników badań laboratoryjnych. To one wykazały, że problemem, z którym borykała się Majka Jeżowska, były zaburzenia pracy tarczycy.

– Dopiero kiedy zaczęłam brać hormony, odzyskałam normalną sylwetkę. I kiedy dziś ktoś mówi, że próbował różnych diet i nie może zrzucić nadwagi, to podpowiadam, żeby sprawdził hormony tarczycy – mówiła w rozmowie z portalem styl.fm.

ZOBACZ TAKŻE: Przeszłaś usunięcie tarczycy i borykasz się z wagą? Oto 4 wskazówki, jak schudnąć

Powrót do dobrej kondycji

Artystka wspomniała, że w powrocie do dobrej kondycji po zaburzeniach pracy tarczycy pomogła jej też zmiana stylu życia, uwzględniająca regularny wysiłek fizyczny.

– Bardzo ważne jest rozciąganie – i to rano, żeby ciału się chciało ruszać. Do tego np. siłownia, ale nie jakieś drastyczne ćwiczenia – mówiła Majka Jeżowska w rozmowie z agencją Newseria.

Jeżowska od kilku lat nie jest też mięsa. Zamiast niego chętnie włącza do diety owoce i warzywa. Jak przyznała, czasem nie potrafi odmówić sobie słodyczy, ale w dobrej kondycji – poza regularnymi ćwiczeniami – utrzymują ją występy na scenie.

– Kiedy wychodzę na scenę, daję z siebie 100 proc. […]. To jest jak godzinny trening. Myślę, że mi to pomaga i motywuje do utrzymywania się w dobrej kondycji i wyglądzie – dodała Majka Jeżowska.

Źródło: newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: TSH i zdrowa tarczyca; 5 faktów, które powinnaś znać

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami