fbpx
Przejdź do treści

Być zwyczajną mamą dla siedmiorga dzieci SOS. Wioska Dziecięca w Siedlcach

Przyjeżdżam do Wioski w samo południe słonecznego dnia. Odnoszę wrażenie, że już kiedyś tu byłam. Szeregi jednakowych domków, starannie wypielęgnowane trawniki, ogródki przydomowe, na niektórych podjazdach samochody, w głębi plac zabaw i boisko do koszykówki, droga główna przez całe osiedle…

Otóż to, trafiam na zwyczajne osiedle domków jednorodzinnych, na jakim mieszka wielu z nas. W pierwszym budynku zorganizowano dział administracji, w innym – świetlicę i sale do zajęć terapeutycznych, kolejne to domy rodzin SOS. Wita mnie Dyrektor SOS Wioski, Jarosław Świerczewski. Drzwi jego gabinetu stoją otworem, dla wszystkich i o każdej porze, to mały pokoik, przytulny, tętniący pracą. W rozmowie o SOS Wioskach i roli dyrektora pada wiele słów, ale wszystkie podszyte są troską o to, żeby każdy mieszkaniec był otoczony taką opieką, jakiej potrzebuje. To klucz do udanego funkcjonowanie społeczności wioskowej – zapewnić wsparcie,  fachowy personel, budżet, a jednocześnie nie ingerować w życie poszczególnych rodzin, pozwolić im na działanie według własnych zasad. Być blisko, a jednocześnie nie narzucać się. Ogólne ramy funkcjonowania rodzin w ramach wspólnoty wioskowej są jasno określone i jednolite dla wszystkich, a jednak odwiedzając poszczególne domy, w każdym z nich czuję się inaczej.

Obiad u sąsiadki

Ruszamy do pierwszej rodziny. „Dzień dobry Mikołaj, już po szkole?” – rzuca dyrektor do chłopca siedzącego na płotku. „Cześć Marek, co u Ciebie?” – pozdrawia innego chłopca. To takie zwyczajne, naturalne wśród lubiących się sąsiadów. Pukamy do drzwi jednego z domków. Otwiera nam Wiola, mama ośmiorga dzieci. Z uśmiechem karci nas za spóźnienie na obiad. Rozglądam się po mieszkaniu, widzę rysunki dzieci na lodówce, czuć matczyne ciepło. Rozmawiamy o przepisie na rybę, motywacjach, codzienności, ale i tak za każdym razem kończy się na opowiadaniu o dzieciach. O jej skarbach, jak sama mówi. Mieszka tutaj z biologiczną córką (16 lat) i siódemką dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Doskonale zna ich mocne strony, chwali się sukcesami. Nie ukrywa trudności i wyzwań, z jakimi się boryka. Obydwie wiemy, czym są deficyty emocjonalne u dzieci „po przejściach”, a przecież każdy podopieczny ma za sobą trudną przeszłość.

Dzieciaki wracają ze szkoły, pierwszy wbiega Dominik, rzuca się w ramiona mamy SOS i tonie w całusach. „Skarbuś mój, co tam w szkole?” – pyta z ciepłem w głosie Wiola. Dom zaczyna tętnić życiem, coraz więcej osób kręci się po domu, gównie w okolicy kuchni. Wiedzą, że mama jak zwykle przygotowała coś pysznego.

Idziemy odwiedzić rodzinę Joanny. Drzwi otwiera nam dorosła biologiczna córka, która przyszła w odwiedziny do mamy. Właśnie wychodzi na spacer z psem i zabiera najmłodszego Dominika, żeby mama mogła ze mną spokojnie porozmawiać. Ale zanim ją poznaję, zderzam się z wielkim psem. „To przytulanka moich dzieciaków, najmłodszy wkłada mu rękę do pyska,  a zwierzak nawet oka nie otwiera, gdy śpi” – mówi Joanna. Jej dzieci zaraz przyjdą ze szkoły, trójka z nich chodzi do 6. klasy, tak jak moja córka. Rozmowa szybko schodzi więc na tematy macierzyńskie, jak to jest z dziewczynkami w tym wieku, ich nastrojami i dojrzewaniem. Joanna i jej mąż są rodzicami SOS o najkrótszym stażu, dopiero zaczynają budować swoją rodzinę SOS. On pracuje poza wioską (taki jest warunek formalny), wyjeżdża rano i wraca późnym popołudniem. 

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Magdalena Modlibowska

Autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, a także wielu artykułów dot. adopcji, , prezeska Fundacji „Po adopcji”, wiceprezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.