Przejdź do treści

„Botoks” na teście z religii. Licealiści uczą się, że in vitro to „głęboka niegodziwość”

Test z religii na podstawie filmu Botoks
Fot.: arch. M.K.

Jedno z tyskich liceów przeprowadziło na lekcji religii „test dotyczący problemów moralnych zawartych w filmie Botoks”. Wśród zdań, które uczniowie mieli uzupełnić odpowiednimi wyrazami, znalazło się m.in. takie, które określa techniki wspomaganego rozrodu jako „głęboko niegodziwe”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Test wartości moralnych na podstawie filmu Botoks”, który mieli do rozwiązania licealiści z Tych, uwzględnił cztery części: „Dziecko jako dar”, „Aborcja”, „In vitro”, „Eutanazja”, „Antykoncepcja”, „Wolny związek” i „Wykroczenia przeciwko czystości”. Cały test polegał na uzupełnieniu ideologicznych tekstów odpowiednimi wyrazami. Te podano niżej. Od razu w odpowiednich formach gramatycznych – dla ułatwienia, i z hashtagami – by zainteresować młodych odbiorców.

Nowoczesność zakończyła się jednak na formie; w treści było znacznie bardziej tradycyjnie. Dużo uwagi poświęcono m.in. technikom wspomaganego rozrodu. Już na starcie uczniowie dowiedzieli się, że embrion „ma prawo do bezwarunkowego szacunku, jaki należy się istocie ludzkiej”. Tymczasem – jak napisano – metoda in vitro zakłada, że „nie zasługuje on na pełny szacunek z tego powodu, że staje się rywalem wobec pragnienia, które trzeba zaspokoić”.

W innych fragmentach testu licealiści przeczytali, że metoda zapłodnienia pozaustrojowego „stosowana jest jak gdyby ludzki embrion był po prostu zbiorem komórek, które są używane, selekcjonowane i odrzucane”.

Moralność jak z billboardów pro-life

Uczestnicy testu z religii dowiedzieli się też, że techniki wspomaganego rozrodu są „moralnie niedopuszczalne”. Część z nich, zakładająca dawstwo nasienia lub komórek jajowych czy macierzyństwo zastępcze, określono wręcz jako „głęboko niegodziwą”. „Techniki te pozostają w sprzeczności z wyłącznym prawem małżonków do stania się ojcem i matką wyłącznie dzięki sobie” – czytamy w jednym z fragmentów testu. Z innego akapitu jasno wynika, że para, która decyduje się na taką metodę, „oddaje życie i tożsamość embrionów w ręce lekarzy i biologów, wprowadza panowanie techniki nad pochodzeniem i przeznaczeniem osoby ludzkiej”. Tymczasem „tego rodzaju panowanie samo w sobie sprzeciwia się godności i równości, które winny być uznawane zarówno w rodzicach, jak i w dzieciach”.

W „teście dotyczącym problemów moralnych zawartych w filmie Botoks” napisano też, że niepłodność jest krzyżem, który powinna godnie nieść dotknięta nią para. „Ewangelia ukazuje, że bezpłodność fizyczna nie jest absolutnym złem. Małżonkowie, którzy po wyczerpaniu dozwolonych środków medycznych cierpią na bezpłodność, złączą się z krzyżem Pana, źródłem wszelkiej duchowej płodności. Mogą oni dać dowód swojej wielkoduszności, adoptując opuszczone dzieci lub pełniąc ważne posługi na rzecz bliźniego” – czytamy dalej. A to tylko niektóre fragmenty kilkustronicowego dokumentu, który odniósł się też do kwestii masturbacji, orientacji seksualnej czy eutanazji.

Jeden obraz warto tysiąca (wulgarnych) słów

Chociaż podejście katechetów do kwestii praw reprodukcyjnych i seksualnych jest dobrze znane, w powyższym teście z religii najbardziej zaskakuje fakt, że oparto go o problemy, które przedstawia film Patryka Vegi. Jak to możliwe, że reżyser kojarzony z prymitywną, pełną wulgarności i przemocy rozrywką stał się ulubieńcem katechetów? Z pewnością pomogło jego spektakularne nawrócenie i głośne deklaracje, że Botoks to film misyjny i „starcie ciemności ze światłem”.

„Prawda”, którą rozświetla Vega, nie ma jednak zbyt dużego powiązania z faktami. Film sugeruje m.in., że w szpitalach pracuje niewykwalifikowany, skorumpowany i zdemoralizowany personel, na oddziałach dochodzi do gwałtów, powszechnie dokonuje się aborcji (sic!), a płód umiera po niej na tacy lub dusi się go poduszką. Na okrasę dostajemy sceny zoofilskie i urokliwe bon moty w stylu: „Każdy lekarzyk ma swój cmentarzyk”.

Vega twierdzi jednak, że wszystkie sytuacje z filmu miały miejsce naprawdę, a za scenariuszem stoi sam… Bóg, który dał twórcy natchnienie. W jednym z wywiadów przyznał jednak, że „ważne tematy trzeba przemycać w sposób przebiegły”.

– Trzeba być roztropnym jak wąż i czystym jak gołębica. Chcąc dotrzeć do wielu ludzi, muszę dostarczyć im przede wszystkim dobrej rozrywki, a dopiero przy okazji mogę spróbować przemycić jakieś ważne przesłanie – mówił w rozmowie z Gazetą Polską.

Wszak jeden obraz znaczy więcej niż tysiąc słów – nie jest szczególnie istotne, czy ma coś wspólnego z prawdą.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Nie mogła zajść w kolejną ciążę… dziś ma SIEDMIORO dzieci!

historia adopcyjna

Amy, 36-letnia pielęgniarka, dorastała jako jedynaczka i jak wiele dzieci niemających rodzeństwa, zawsze chciała mieć dużą rodzinę. Obecnie ma… siedmioro dzieci, a sposób, w jaki stawała się ich mamą, jest wręcz historią na kilka sezonów dobrego serialu!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Amy i jej mąż Damian przez lata starali się o kolejne dziecko. Ich bliźniaki pojawiły się na świecie niedługo po ślubie, kiedy jednak 5 lat później chcieli powiększyć rodzinę, wciąż i wciąż im się nie udawało. Zaczęli rozważać wtedy zagraniczną adopcję, oboje pracowali jednak w szpitalu i na co dzień widzieli wiele potrzebujących maluchów.

Stąd też pojawił im się pomysł zostania rodziną zastępczą, by w przyszłości mieć też nadzieję na adopcję. Kiedy w 2016 roku małżeństwo stało się licencjonowanymi rodzicami zastępczymi, ich bliźniaki miały już 12 lat, a Damian był także ojcem 20-letniego Gabriela.  

Zobacz też: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Nowa droga

TEN telefon otrzymali zaledwie tydzień po zakończeniu programu szkoleniowego, a w Sylwestra trafiła do nich mała Julianna. „To było jak przyniesienie do domu naszego własnego dziecka. Było to najlepsze uczucie. Tyle radości. To było tak, jak byśmy rozpoczynali nowe życie” – słowa Amy cytuje „people.com”.

Już wtedy czuli, że będą chcieli adoptować dziewczynę i w kwietniu 2017 roku tak też się stało. Co ciekawe, w tym samym miesiącu urodził się chłopiec, który nieco później także dołączył do rodziny.

Pomimo, że Amy i Damian planowali wziąć pod swoje skrzydła tylko jednego maluszka, kiedy dostali kolejny telefon, nie wahali się. Co więcej, w maju 2018 okazało się, że najmłodsze z ich dzieci będzie miało nowego braciszka.

Rodzice i tak licznej już gromadki dostali więc pytanie, czy nie zostaliby opiekunami nieurodzonego jeszcze chłopca, a wszystko po to, aby rodzeństwo miało szansę wychowywać się razem. „Potrzebowaliśmy jednego dnia, by przemyśleć zaaranżowanie przestrzeni w domu i powiedzieliśmy „tak” – opowiada Amy. Kiedy trwali więc w oczekiwaniu… znów dostali telefon!

Mała dziewczynka trafiła do ich domu w październiku, a nowo narodzony chłopczyk zaledwie 10 dni po niej. Julianna ma więc obecnie około 2 lat, jeden z chłopców jest o 4 miesiące młodszy, dziewczynka ma około 3 miesięcy, a najmłodsze z dzieci zaledwie dwa tygodnie mniej. Miała to być sytuacja tymczasowa, tymczasem teraz rodzina ma nadzieję, że już zawsze właśnie tak to będzie wyglądało! Julianna jest już oficjalnie córką Amy i Damiana, procesy adopcyjne pozostałej trójki są w toku.

Zdecydowanie bycie rodziną adopcyjną stanowi wyzwanie, w przypadku Amy i Damiana pojawiają się jeszcze dodatkowe, trudne sytuacje zewnętrzne. Dzieci różnią się kolorem skóry, co niestety nie dla wszystkich jest zrozumiałe i zdarza się, że pojawiają się niełatwe komentarze.

Amy jednak podkreśla, że kocha adopcyjne dzieciaki tak samo, jak te, które urodziła. I owszem, chciała mieć dużą rodzinę, ale nie spodziewała się, że aż tak!

Zobacz też: Poznaj Kalani i Jarani – siostry bliźniaczki o różnych… kolorach skóry!

Historia adopcyjna z happy endem

Jest to jedna z tych historii, które dają nadzieję zarówno rodzicom chcącym stworzyć rodzinę adopcyjną, jak i maluchom oczekującym na to, że ktoś zapewni im prawdziwy dom. Każdy kraj ma oczywiście inne procedury, wymagania, ograniczenia, ale podobne historie dzieją się na całym świecie – także u nas.

Na pewno jedną z nich jest doświadczenie małego Wiktora, który urodził się z zespołem Downa. Jego nowi rodzice, aby móc poznać chłopca, przejechali 2,5 tysiąca km! Marina i Erik z Kalifornii wzięli pod swoje skrzydła podopiecznego fundacji „Dom w Łodzi”. Co więcej, ich historia przypomina opisaną tu rodzinę Amy i Damiana – nowi rodzice Wiktora już przed nim mieli bowiem ośmioro dziec! [przeczytaj więcej: KLIK]! Śmiało można więc opisać to jako „happy end”.

Zobacz też: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

Tutaj kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło:People.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Emoji w kształcie czerwonej kropelki – miesiączka przestaje być tabu?

Czerwona kropelka - #PeriodEmoji pojawi się w mediach społecznościowych w marcu 2019. To znak, że społeczna normalizacja miesiączki nabiera tempa.
#PeriodEmoji pojawi się w marcu 2019 – fot.Plan International

Czerwona kropelka – #PeriodEmoji pojawi się w mediach społecznościowych w marcu 2019. To znak, że społeczna normalizacja miesiączki nabiera tempa.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pamiętam, że dwadzieścia lat temu, kiedy ja i moje koleżanki z klasy zaczynałyśmy miesiączkować, o okresie mówiło się szeptem, tak, żeby nie usłyszał tego nikt dorosły, ani żaden chłopak. Wstydziłyśmy się, ukrywałyśmy podpaski głęboko w plecakach, bałyśmy się zgłosić niedyspozycję na lekcji WFu.

Miesiączka była przedmiotem żartów ze strony chłopców i samych dziewczyn. Uwagi w rodzaju “babka od polaka dziś nie w humorze, pewnie ma okres” były na porządku dziennym.

Okres to wciąż tabu?

Zobacz też: Powstała gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

W późniejszym czasie, już na studiach i w środowisku pracy ze zdziwieniem obserwowałam, że ogromna większość dorosłych kobiet wciąż wstydzi się tego, że miesiączkuje. Nie mówi o miesiączce wprost, używa tajemniczych określeń, takich jak “te dni”, “kobiece sprawy” czy “trudne chwile”. A dorośli panowie wciąż żartują, albo używają miesiączki jako narzędzia, przy pomocy którego można wyjaśnić każdy gorszy nastrój koleżanki z pracy, jej zdenerwowanie, czy to, że stawia im granice. Zupełnie jak w szkole podstawowej (“bo babka od matmy…”).

Zobacz też: Czy objawy owulacji są widoczne na twarzy? Naukowcy znaleźli odpowiedź na to pytanie

#PeriodEmoji – kampania Plan International

Wiele kobiet odczuwa ból związany z miesiączką, czasem bardzo silny i uciążliwy. Czym różni się od bólu głowy, o którym można mówić bez wstydu? Dlaczego z bólu głowy nikt nie żartuje? I dlaczego to koniecznie okres musi być powodem tego, że koleżanka z pracy ma gorszy dzień lub okazuje swoje zdenerwowanie?

Te i inne pytania zadają członkinie grupy Plan International, autorki kampanii #PeriodEmoji. W 2017 roku przeprowadziły wśród 20,000 brytyjskich kobiet w wieku 18-34 lat ankietę, w której pytały z kim mogą porozmawiać o swojej miesiączce.

Okazuje się, że:

  • 1 na 10 kobiet nie czuje się komfortowo mówiąc o swojej miesiączce znajomym kobietom,
  • ⅔ kobiet nie jest w stanie rozmawiać na ten temat z ojcem lub znajomymi mężczyznami,
  • ¼ nie rozmawia o miesiączce z koleżankami z pracy,
  • ⅓ kobiet chciałaby móc rozmawiać swobodnie o miesiączce z szefową.

Według Planed International w grupie wiekowej 14-21 w UK:

  • 40% dziewczyn używa w trakcie okresu zwiniętego papieru toaletowego, bo nie stać je na odpowiednie produkty sanitarne (podpaski, tampony, kubeczki menstruacyjne)
  • 48% wstydzi się, że ma miesiączkę
  • 70% nie może wyjść do toalety w trakcie lekcji

Celem kampanii #PeriodEmoji jest przełamanie tabu związanego z miesiączką i ułatwienie kobietom i dziewczynkom nawiązywania rozmowy na ten temat z rodziną, przyjaciółmi, czy znajomymi ze szkoły i pracy.

Autorki kampanii stworzyły kilka ikonek, które miałyby oznaczać okres w “języku emoji” i urządziły głosowanie, w którym wzięło udział ponad 54,5 tysiąca osób. Zwyciężyła ikonka w kształcie majtek z plamą krwi, jednak nie została ona zaakceptowana przez Unicode Consortium (oficjalne ciało zarządzające emoji na całym świecie). Następne miejsce zajęła czerwona kropla, która została przyjęta. Ikona pojawi się w marcu 2019.

Zobacz też: Rak piersi atakuje coraz więcej młodych kobiet. Brakuje edukacji i nowoczesnych terapii

Dlaczego Emoji?

– Emoji stają się najszybciej rozwijającym się sposobem komunikacji na świecie. Zdałyśmy sobie sprawę, że wprowadzenie ikonki symbolizującej okres może ułatwić kobietom rozmowę na ten temat i prowadzić do trwalszej zmiany postrzegania miesiączki.

Kobiety, z którymi rozmawiałyśmy mówiły, że gdyby istniała dostępna dla wszystkich ikona poruszająca ten temat, one również by z niej korzystały, ośmielało by je to, że inni też mówią na ten temat – piszą autorki kampanii.

Cały raport o doświadczeniu miesiączki przez kobiety i dziewczynki w UK znajdziecie tutaj.

Dyskretne podpaski, niebieska krew w reklamie

Wstyd związany z miesiączką jest zakorzeniony w naszej kulturze, w wielu momentach historii miesiączka była demonizowana, a kobieta w trakcie okresu uważana za nieczystą i odsuwana od codziennych zajęć.

Krew miesięczna wciąż jest postrzegana inaczej niż krew z rozbitego kolana, jest czymś, co za wszelką cenę należy ukrywać, czymś o czym się nie mówi głośno. Pokutuje to w reklamach, podpaski i tampony chłoną niebieską substancję, środki higieniczne reklamowane są jako dyskretne, niewidoczne.  

Nierealistyczne zastępowanie krwi niebieskim płynem nie służy postrzeganiu miesiączki jako czegoś normalnego, a podtrzymuje tabu narosłe wokół cyklu płciowego kobiet. Tymczasem comiesięczne krwawienie dotyczy w którymś momencie życia połowy populacji, jest całkowicie normalnym zjawiskiem fizjologicznym i nie ma powodu, by traktować je inaczej.

Zobacz też: Koniec z niebieskim płynem! Wreszcie normalna reklama podpasek

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

„To się nie zdarza” – projekt fotograficzny o raku szyjki macicy

Autobiograficzny projekt polskiej fotografki w przejmujący sposób porusza temat raka szyjki macicy. Seria kilkunastu zdjęć jest zapisem fragmentu życia Agnieszki Szuścik – od diagnozy, przez operację, do fizycznej i mentalnej rekonwalescencji. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badajcie się!

A jeśli masz raka szyjki macicy? – pyta artystka Agnieszka Szuścik i zaprasza nas do swojego świata, który zachwiał się w posadach po diagnozie. Autobiograficzny projekt “To się nie zdarza” to seria kilkunastu fotografii, która opowiada o tym, co działo się w życiu artystki od momentu, kiedy dowiedziała się o chorobie do teraz. Silne, emocjonalne zdjęcia są jednocześnie pamiętnikiem autorki, formą autoterapii i rodzajem przestrogi. Agnieszka Szuścik apeluje do innych kobiet: badajcie się, róbcie regularnie cytologię, to może uratować Wam życie! Podkreśla, że badanie cytologiczne, które pozwala wykryć stan przednowotworowy trwa kilka minut i wystarczy wykonywać je raz do roku. Przyznaje się, że zachorowała, dlatego, że to zaniedbała. W wystąpieniu na TEDx (video powyżej) Agnieszka Szuścik mówi do nas: nie bądźcie takie głupie!

Projekt “To się nie zdarza” zobaczysz tutaj.

Rak szyjki macicy – uleczalność

Raka szyjki macicy diagnozuje się w Polsce u 3000 kobiet rocznie, na świecie dotyczy 1,5 miliona kobiet. Wcześnie zdiagnozowany rak szyjki macicy, kiedy znajduje się w fazie przedinwazyjnej, ma bardzo dobre rokowania i daje duże szanse na całkowite wyleczenie. Niestety choroba rozwija się najczęściej bezobjawowo, w związku z czym wykrywana jest w zaawansowanym stadium, kiedy rokowania są o wiele gorsze. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. Poddawanie się regularnym badaniom cytologicznym pozwala na wczesne wykrycie nowotworu i podjęcie skutecznej terapii.

Badanie cytologiczne pozwala wykryć obecność wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV), który może prowadzić do rozwoju raka szyjki macicy.

Bezpłatne badania cytologiczne

W Polsce kobiety w przedziale wiekowym 25-59 lat mogą wykonać bezpłatne badania cytologiczne w ramach Populacyjnego Programu Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy. Program przewiduje bezpłatne badanie bez skierowania raz na 3 lata. Ze skierowaniem od ginekologa bezpłatną cytologię można wykonywać częściej.

Rak szyjki macicy

https://www.agaszuscik.com/

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Torba do porodu. Czyli jak przygotować się do szpitala

Torba do porodu. Czyli jak przygotować się do szpitala
Aby niczego nie zapomnieć, torbę, którą chcesz wziąć ze sobą do szpitala spakuj wcześniej. – fot.Położna na Medal

Każda ciężarna z niecierpliwością czeka na dzień porodu. Wyznaczony termin porodu nie zawsze jest dniem urodzenia się dziecka. Natura lubi nas zaskakiwać. Czas narodzin nie zawsze przychodzi w spodziewanym momencie. Oprócz przygotowania psychicznego i fizycznego warto też zatroszczyć się o rzeczy, które są lub mogą być potrzebne w czasie pobytu w szpitalu. O tym, co powinno się znaleźć w torbie przyszłej mamy idącej do szpitala, radzi Marzena Langner – Pawliczek, położna i ambasadorka Kampanii „Położna na medal”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Spakuj się wcześniej

Aby niczego nie zapomnieć, torbę, którą chcesz wziąć ze sobą do szpitala spakuj wcześniej. W tym celu pomocne będzie wypisanie rzeczy i posegregowanie ich grupami. Osobiście znam pacjentki, które szykują szpitalny ekwipunek dwa miesiące przed wyznaczonym terminem porodu. Myślę, że  jest to dobry pomysł, ponieważ zawartość torby zawsze można skorygować. Staraj się wszystkie dokumenty trzymać w jednym miejscu. Ważne jest abyś w momencie przyjścia do szpitala miała je przy sobie. Część dokumentów będzie potrzebna na izbie przyjęć, gdzie dokonuje się rejestracji pacjentki, a w niektórych szpitalach wstępnego przyjęcia położniczego. Dokumentacja zebrana podczas całej ciąży staje się dla personelu medycznego dodatkowym źródłem informacji o pacjentce.

Dokumenty, które będą potrzebne w szpitalu

  • karta przebiegu ciąży (najważniejszy dokument dla ciężarnej),
  • oryginalne badanie grupy krwi oraz wymaz w kierunku paciorkowców,
  • wszystkie wyniki badań wykonanych w ciąży, konsultacje specjalistyczne, wypisy z wcześniejszych pobytów w szpitalu w obecnej ciąży i z poprzednich porodów jeżeli wystąpiły wtedy jakie problemy,
  • plan porodu (warto się zainteresować, bo niektóre szpitale mają swoje autorskie),
  • deklaracja wyboru położnej rodzinnej (którą możesz wybrać już w 21 tyg. ciąży),
  • deklaracja wyboru pediatry i poradni dziecięcej,
  • dokument tożsamości (zwykle jest nim dowód osobisty),
  • urzędowe uznanie dziecka nienarodzonego, jeżeli pozostajecie w związku nieformalnym,
  • ważne ubezpieczenie.

Skierowanie nie jest konieczne.

Jeśli nie masz ważnego ubezpieczenia pamiętaj, że państwowa służba zdrowia zapewnia wszystkim Polkom bezpłatne prowadzenie ciąży oraz nieodpłatną opiekę położniczą do szóstego tygodnia po porodzie (ustawa z 2004 roku). Bezpłatnej opiece podlegają również dzieci do 18 roku życia. Jedynym warunkiem jest posiadanie polskiego obywatelstwa. Przydatne będzie posiadanie informacji dotyczących pracodawcy, a także osoby, którą upoważniamy do otrzymywania wiadomości o stanie twojego zdrowia. Jeżeli chodzi o rzeczy osobiste najlepiej jest dopytać w szpitalu, w którym planujesz rodzić. Większość szpitali ma swoje wytyczne, ale są rzeczy, które powinnaś zabrać.

Przybory do pielęgnacji ciała

  • pasta i szczoteczka do zębów, pudełko ochronne na szczoteczkę, kubek,
  • szampon do włosów,
  • mydło lub żel pod prysznic,
  • szczotka, grzebień do włosów,
  • dwa ręczniki (kąpielowy i zwykły),
  • klapki do kąpieli,
  • papier toaletowy,
  • szare mydło lub żel do higieny intymnej,
  • podpaski maxi lub tzw. pieluchy poporodowe,
  • podkłady jednorazowe,
  • dodatkowe preparaty wspomagające gojenie rany krocza (niekoniecznie),
  • gumowy krążek lub koło do nauki pływania do podłożenia pod pośladki również może się przydać

Odzież osobista

  • trzy koszule nocne, najlepiej z dużym rozpięciem lub specjalne dla kobiet karmiących (jedna bardziej zużyta którą bez sentymentu wyrzucisz gdyby była bardzo zabrudzona),
  • cienki szlafrok – może okazać się mało przydatny gdyż na oddziałach położniczych jest zazwyczaj ciepło ze względu konieczność utrzymania odpowiedniej temperatury ciała noworodków,
  • kapcie z tworzywa łatwo zmywalnego, które łatwo zakłada się na nogi,
  • majtki jednorazowe siatkowe, mogą też być flizelinowe (nie jestem ich zwolenniczką) rozwiązujące problem wielorazowych zabrudzonych odchodami poporodowymi (dostępne w aptekach). Mimo wszystko uważam, że babcine bawełniane i tak są najlepsze,
  • biustonosz dla karmiących – kup właściwy, bez uciskających fiszbin, ale też nie wiotki z samej cienkiej bawełny- taki nie podtrzyma właściwie nabierających pokarmu piersi (zasięgnij porady doświadczonej brafitterki)

Dla dziecka nie potrzeba wiele.

  • pieluszki jednorazowe,
  • chusteczki nawilżane,
  • można mieć dodatkowy kocyk lub rożek w chłodne miesiące,
  • czapeczkę.

Tak jest w większości szpitali. Nie zapomnij o wodzie mineralnej, coli, landrynkach, żelkach dla siebie. Gdy już zdołasz wszystko to zorganizować i upchnąć w torbie, postaw ją w widocznym miejscu i spokojnie  czekaj na TEN  dzień. Powodzenia.

Ekspert

Marzena Langner - Pawliczek

Położna, Ambasadorka kampanii i konkursu „Położna na medal”.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.