Przejdź do treści

Bóg chce in vitro

Hartman in vitro a Bóg
Jan Hartman, fot. Peter Beym

Z prof. Janem Hartmanem, filozofem, o etyce, in vitro, kościele i dzieciach, rozmawia Jolanta Drzewakowska.

W 2 numerze magazynu „Chcemy Być Rodzicami” przedstawiamy historię kobiety, która ma troje dzieci z in vitro. Swoją opowieść kończy ona słowami: „W klinice zostały jeszcze zarodki i już tam zostaną. To przykre, ale co mam zrobić. Niektórzy decydują się oddać zarodki do adopcji, ale ja sobie tego nie wyobrażam. Oddać, a potem zaglądać do każdego wózka? To byłoby straszne. Więcej dzieci nie planuję”. Czy decyzja dotycząca zarodka jest konfliktem etycznym?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że zarodki są czymś pośrednim między człowiekiem i innymi tkankami. I z tego powodu wymagają jakiejś ochrony. Tyle etyk może na ten temat powiedzieć. Jakoś jednak trzeba zdefiniować tę ochronę, a to już jest kwestia polityczna i prawna. Nie jest zadaniem dla etyka powiedzenie, jaki kształt taka regulacja powinna przybrać. Może co najwyżej zwracać uwagę na proste rzeczy, np. na to, że jak się na coś decydujemy, to to jest zawsze decyzja arbitralna. I musimy wiedzieć, że dyskusji o statusie zarodka nie może patronować pytanie, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, bo każdy, kto zadaje to pytanie, wie, że odpowiedź nie brzmi tak, że można wskazać konkretny dzień czy liczbę komórek. Prawdą jest – z tym się wszyscy zgadzamy – że chcemy jakiejś ochrony i że w Polsce na razie jej prawie nie ma.

Obecnie możemy się bardzo często spotkać z opinią, że prawo powinno być usankcjonowaniem kodeksu moralnego. Słynie Pan z tego, że jej Pan nie podziela. Jednak czy akurat w takich kwestiach, jak: in vitro, mrożenie zarodków, surogacja, kodeks moralny, obyczaj nie powinny być podstawą uregulowań prawnych?

Nie istnieje coś takiego jak kodeks moralny. Gdyby istniał, to nie byłoby moralności, tylko prawo. Ten kodeks byłby prawem. To, jakie przyjmujemy regulacje w różnych sprawach, jest, po pierwsze, następstwem tradycji prawa. Po drugie, jest następstwem norm obyczajowych danego społeczeństwa. A te zawsze ewoluują. Teraz zwyczaje zmieniają się bardzo szybko i to powoduje intensyfikację konfliktów. Trzecim źródłem prawa, ale najmniej wyrazistym, jest coś, co można nazwać sferą przekonań moralnych. Nie obyczajowych, tylko moralnych. Jest to bardzo mało wyrazista sfera, ponieważ ludzie bardzo rzadko mają zdolność odróżniania przekonań etycznych od zwykłych norm obyczaju. Ludzie nie potrafią tego rozróżniać, ale zgoda, jest coś takiego jak poczucie moralne, świadomość moralna, bardziej uniwersalna i bardziej racjonalna sfera tworzenia i bronienia przekonań etycznych, niż np. religia.

Jest coś ponad religią?

Początek świadomości etycznej jest wtedy, kiedy rozumiem, że nie mogę się kierować po prostu sumieniem, czyli swoimi osobistymi przekonaniami moralnymi czy „poczuciem moralności”, bo moralność jest czymś ponadosobistym, publicznym i niezależnym od moich przekonań. Ponadto rozumiem, że etyczność zaczyna się tam, gdzie dochodzi do poczucia winy, do rozterki. A religia jest zawsze partykularna i zmienna, choćby nawet wyznawało ją miliard ludzi. Jest coś takiego jak osąd moralny, który przekracza zarówno sferę obyczaju, impregnowaną przez religię, jak i osobiste przekonania, zwane czasem sumieniem.

Część naszych czytelniczek musi wykazać się odwagą. Poddając się procedurom in vitro, czasem ryzykują na tym tle konflikt ze swoimi rodzinami, ze społecznością. Medycyna rozrodu bardzo się zmienia. Czy etyka i filozofia w ogóle nadążają za tym?

Na razie nadąża, ale za chwilę przestanie. Chcę jasno powiedzieć, że kwestie zapłodnienia in vitro czy technologicznie wspomaganej rozrodczości nie rodzą typowo etycznych problemów. Z jednej strony wywołują one konsternację obyczajową, z drugiej zaś religijną, z punktu widzenia dogmatycznych systemów religijnych, głównie katolicyzmu. Rodzą problemy polityczne, wtedy kiedy Kościół katolicki próbuje narzucić społeczeństwu swoje dogmaty poprzez zakazywanie in vitro i kiedy udaje, że powołuje się na jakąś niereligijną koncepcję osoby. To jest kłamstwo. Nie ma czegoś takiego jak niereligijna koncepcja osoby w ustach księży katolickich.

Porozmawiajmy o języku. Często już samo użycie konkretnego wyrażenia może sugerować jego ocenę moralną. Np. mówiąc „adopcja zarodka”, mogę mieć na myśli, że adoptuję dziecko.

Język, jakim się posłużymy, musimy wybrać. Mnie się akurat zwrot „adopcja zarodka” bardzo podoba. Ważne jest, żebyśmy sobie zdawali sprawę z tego, że używamy języka z wyboru. Np. w języku prawa kościelnego przerwanie ciąży czy aborcja jest nazywane „spędzenie płodu”, a to jest zwrot po prostu obrzydliwy. Kościół używa w wewnętrznym dyskursie odrażających zwrotów, natomiast w dyskursie, którym epatuje społeczeństwo, używa zwrotu „nienarodzony” czy też „zabicie nienarodzonego”. Chodzi o to samo, formalnie nazywa się to „spędzenie płodu”, ale na użytek PR nazywa się to „zabicie nienarodzonego”. Skrajna hipokryzja. Nazywanie zarodka dzieckiem, kiedy mamy słowo „zarodek”, które jest neutralne, jest lingwistyczną przemocą. Jest próbą skłamania, że już właśnie ustaliliśmy, że zarodek jest dzieckiem, podczas gdy wiemy dokładnie coś odwrotnego – mianowicie, że niczego takiego wspólnie nie ustaliliśmy. Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Może lepiej by było, gdybyśmy posługiwali się językiem biologii?

Język trzeba tworzyć, ale znowu inteligentnie i z dużą wrażliwością na kłamstwo, które może się przejawiać w budowaniu terminologii. Jeżeli ktoś mówi „nienarodzony”, „dziecko poczęte”, to znaczy, że chce udawać, że nie ma problemu tam, gdzie on jest. A problem jest taki, że my na pewno i bez wątpliwości ustaliliśmy, że zarodek nie jest tym samym co urodzone dziecko. Dowód? Nikt nie chce karać śmiercią za aborcję ani w ogóle nie ma mowy o tym, czy status jednego i drugiego jest taki sam. Wiemy, że jest on pośredni.

A czy nie wymaga właśnie odwagi powiedzenie: „Nie wiemy, w którym momencie człowiek się staje”?

Nie. To jest źle postawione pytanie. Jeżeli chodzi o to, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, to filozof może powiedzieć, że jedyna proporcjonalna i adekwatna do pytania forma odpowiedzi musiałaby być wskazaniem dnia lub liczby komórek. I wiadomo, że będzie to idiotyczna odpowiedź.

Bardzo często, jeżeli chodzi o eksperymenty medyczne, jest mowa o zabawie w Boga. Czy gdybyśmy nie mieli pojęcia Boga, to moglibyśmy darować sobie tę całą etyczną otoczkę?

Pojęcie Boga nie ma tutaj nic do rzeczy.

Jednak takie stwierdzenie pada bardzo często. Jeżeli np. słyszymy o możliwości wyboru płci dziecka.

Jeżeli sobie genitalia osłoniłem ubraniem, to bawię się w Boga, bo Pan Bóg dał mi je na wierzchu. Jak wynalazłem samolot, to bawię się w Boga, bo skrzydła dał Pan Bóg ptakom. To jest po prostu idiotyczne. Jeżeli ktoś jest już bardzo głupi, to można mu powiedzieć, że widocznie tak Pan Bóg chciał, żeby te duszyczki powstawały w szkle, a więc wyposażył człowieka w sposób rozrodczości inny niż typowo zwierzęcy. Przypominam księżom: Pan Bóg – zgodnie z doktryną – zgadza się tworzyć również dusze ludzkie w szkle. I kocha te dusze, one też są na jego obraz i podobieństwo.

Obowiązkiem teologicznym Kościoła jest uznać wolę bożą. Bóg chce, jak widać, dzieci z in vitro. I mówię teraz z punktu widzenia ortodoksji teologicznej.

I tutaj każda próba umniejszenia tej prerogatywy Boga i sugerowanie, że te dzieci powstają wbrew Jego woli, na podstawie ludzkiej wolności, która się jej sprzeciwia, jest zwykłym bluźnierstwem. Oni – Kościół – się boją in vitro z zupełnie innego powodu. Po prostu chodzi o to, że in vitro umożliwia dziewicy posiadanie dziecka. Niszczy tę wyobraźnię, w której dziewictwo jest dowodem świętości, a seks i seksualność są skalaniem, które przenosi grzech pierworodny. Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.
Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.

A jakie ma Pan zdanie jako etyk na temat surogacji?

Wiadomo, jakie jest ryzyko etyczne z nią związane. Chodzi o to, że dziecko będzie przedmiotem przetargu, że będzie przedmiotem umowy, w której nie jest stroną. Sąd musi dopiero rozstrzygać, czyje to dziecko będzie. Jest oczywiste ryzyko związane z tym, że kobieta będzie wynajmować swój brzuch dlatego, że jest biedna. W związku z tym, pojawia się potrzeba regulacji, a więc tego, żebyśmy wszyscy się na coś umówili. Bardzo wiele rzeczy wymaga regulacji po prostu dlatego, że istnieje. Aborcja, eutanazja, surogacja wymagają regulacji, bo są. A co to jest regulacja? Tutaj filozof może powiedzieć, że regulacja to jest coś takiego, co określa, w jakich granicach coś jest dozwolone. Coś pomiędzy zakazem i pełną swobodą.

Idąc tym tropem, stwierdzimy, że to jest etyka i filozofia liberalnego społeczeństwa. Co w takiej sytuacji uznajemy za zjawiska niepożądane?

Liberalnemu społeczeństwu zagraża relatywizm moralny. W Polsce panuje terror relatywizmu moralnego. Rób, co chcesz, kieruj się podszeptem sumienia, oczywiście tego ukształtowanego przez Kościół, a nie przez kogokolwiek innego. Ta ideologia rozstrzygającej funkcji sumienia jest dewastująca moralnie. I sugerowanie ludziom, że mogą się kierować własnymi, czyli osobistymi, głębokimi przekonaniami, jest sugerowaniem im, że moralności publicznej nie ma.

A więc nie ma miejsca na dyskomfort moralny?

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha. Istota etyczna ma poczucie winy, a istota nieetyczna ma poczucie zadowolenia z siebie. I Kościół na tym gra: bądźcie zadowoleni. Z jednym wyjątkiem: spowiadajcie się nam z wszystkich grzechów. Macie mieć poczucie winy wobec Boga, ale nie wobec siebie nawzajem. Najgorsze jest to nadużywanie mechanizmów rozgrzeszania, resetu.

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha.

Może jednak to jest tylko odpowiedź Kościoła na potrzeby społeczne?

Oczywiście. Kościół ma bardzo inteligentny model biznesowy i PR i operuje – można powiedzieć – miękkimi walorami: ludzkimi zaletami, wadami, nadziejami. Jest takim wielkim psychologiem. Kiedyś nie miał konkurencji. A w stosunku do ludu był dostarczycielem usług kulturalnych. I to działało przez kilkanaście stuleci. Teraz ten monopol traci. Częścią przemiany, wyzwolenia społeczeństwa, laicyzacji społeczeństwa jest uzyskanie przez nie świadomości moralnej, w której świetle to, co robi Kościół, jest przeciwieństwem moralności.

Pisał Pan kiedyś, że „tabu w społeczeństwie jest rzeczą niezbędną”. Może jednak stanowisko Kościoła ma tutaj swoje uzasadnienie – żeby nie rozmawiać o in vitro czy niepokalanym poczęciu. A tego pierwszego nie poddawać regulacjom.

Oczywiście są tacy, którzy marzą, żeby prawo medyczne było w zawieszeniu. Kościół o tym marzy. Kościół żyje z tego, że tworzy kryzysy. Stworzył kryzys wokół prawa medycznego i pokazuje, że na pewien teren państwo nie może wejść. Polska jest jednym z ostatnich krajów, gdzie z powodu bezduszności Kościoła nie ma regulacji in vitro. Kościół tak dalece gardzi zarodkami, że jest gotów w nieskończoność przewlekać sytuację, w której te sprawy są nieuregulowane. To jest szczególna forma demoralizacji. Jednak z punktu widzenia duchownych katolickich z bardziej rozwiniętych krajów taka postawa, że nie można ustanowić ochrony zarodków poprzez ustawodawstwo o in vitro, jest absolutnie nieakceptowalna. Jednak to dla polskiego Kościoła nie liczy się w najmniejszym nawet stopniu, liczy się tylko zachowanie jak najszerszego zakresu władzy.

Proszę mi na koniec powiedzieć o tym, jak wygląda życie prywatne filozofa. W którym momencie Pan, człowiek myślący, zaczął myśleć o posiadaniu dziecka?

Moja żona jest starsza ode mnie i chyba trochę za późno zdecydowaliśmy się na dziecko. Jak się moja córka urodziła, to moja żona miała 37 lat. Wszystkim radzę, aby o dzieciach myśleli jak najwcześniej. Dużo jest takich par, które w ogóle nie mogą mieć potomstwa bez pomocy medycyny, ale jest też bardzo dużo ludzi – o tym się znacznie mniej mówi – którzy mają jedno dziecko, a potem się zrobiło za późno i drugiego już nie mogą mieć. I to jest tajemnica ich jednodzietności. Dodam jeszcze, że mężczyźni bardzo długo dojrzewają do tego, żeby być ojcami i bardzo często patrzą na to zadaniowo, tzn. że powinni nimi być. Zwykle boją się tego. Teraz może trochę mniej, bo w mediach jest wiele pozytywnych wzorców ojca. Jednak tradycyjnie było trochę inaczej – dziecko się kojarzyło z obowiązkami, z ograniczeniem wolności i utratą części uwagi partnerki.

Czy odczuwał Pan, że kiedy dziecko się rodzi, coś się zmienia również w sposobie myślenia?

Myślę, że nie od razu od urodzenia dziecka. Jednak jak dziecko podrośnie, to człowiek się uczy, jak z małego dziecka powstaje racjonalna istota i to jest oczywiście bardzo ważne doświadczenie.Jak się uczy mówić, jak się uczy myśleć. Jak dziwnie widzi świat, nie rozumiejąc go, i dochodzi do rozumienia go, podchodząc do rzeczy najprostszych. To jest poważne doświadczenie również dla filozofa. Dawniej ojcowie mało się zajmowali dziećmi, więc mało korzystali z tego doświadczenia, no ale nadeszły nowe pokolenia, w których ojcowie, prawie na równi z matkami, zajmują się dziećmi. Dlatego te pierwsze lata życia córki dobrze wspominam, jako lata uczenia się, kim jest człowiek i jak się nim staje od małego.

Co było najważniejszą nauką w tym poznawaniu?

Moja córka ma charakter niesamowicie autonomiczny i zdumiewało mnie, w jak małym stopniu rodzice mają wpływ na dzieci. To dzieci rządzą w tych relacjach bardziej. Wyobrażam sobie, że jeżeli dzieci dawniej były grzeczniejsze i bardziej ułożone, to działo się tak z powodu bardzo daleko posuniętej represyjności wychowania. Jeżeli z góry się wyklucza taki dryl wychowawczy i przemoc, to jest tak, że dzieci robią, co chcą, i poniekąd rządzą rodzicami. Ja absolutnie jestem niezdolny do surowości. Nie uważam, żebym wychowywał, nie czuję się wychowawcą…

Bardziej opiekunem?

Można tak powiedzieć, ja po prostu wierzę w to, że jak się jest porządnym człowiekiem, to nawet jak dzieci nie podlegają wpływowi rodziców, bo się buntują, to w dłuższej perspektywie nie odchodzą daleko moralnie i mentalnie od swoich rodziców. Zarówno w negatywnym, jak i w pozytywnym sensie.

Rozmowa z prof. Janem Hartmanem ukazała się z drugim numerze pierwszego poradnikowego magazynu dla osób starających się o dziecko „Chcemy być rodzicami” luty – marzec 2014. 

Prof. Jan Hartman – filozof i bioetyk, profesor  nauk humanistycznych, wydawca i publicysta (część publicystyki opublikowana w książce pt. „Zebra Hartmana”), wykładowca akademicki, polityk.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Skandaliczny „żart” lekarza. Miał powiedzieć ciężarnej, że płód obumarł. Szpital zaprzecza

Czarno-białe zdjęcie kobiety w ciąży, która trzyma w rękach wynik USG
Fot.: Edward Cisneros /Unsplash.com

Chorująca na epilepsję ciężarna kobieta trafiła do szpitala ze skurczami i bólami brzucha, które stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla płodu. Lekarz przyjmujący pacjentkę wykonał badanie i zamiast niezwłocznie poinformować ją o wyniku, pozwolił sobie na makabryczny żart, który mógł doprowadzić do tragedii.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Skandaliczna sytuacja, którą nagłośniły media, miała miejsce w szpitalu powiatowym w Bytowie. Pacjentka w 6. miesiącu ciąży zgłosiła się tam w środku nocy z bólem brzucha i skurczami. Z uwagi na epilepsję, z którą zmaga się od lat, jej ciąża od początku była zagrożona, dlatego każde pogorszenie stanu zdrowia wymagało pilnej wizyty lekarskiej.

CZYTAJ TEŻ: Położna na medal. Jaka powinna być i czym się wyróżniać?

Lekarz powiedział pacjentce, że płód obumarł. „Żartowałem”

Ginekolog, który przyjął kobietę z niepokojącymi objawami, po wykonanym badaniu ultrasonograficznym miał powiedzieć: „Płód jest obumarły”. Po chwili – zgodnie z relacją pacjentki – dodał z uśmiechem: „Żartowałem” – i włączył pacjentce dźwięk bicia serca dziecka.

Zszokowana kobieta wypisała się ze szpitala na własną odpowiedzialność i złożyła oficjalną skargę do władz szpitala.

– Nawet dla zdrowej kobiety taki „żart” byłby co najmniej nie na miejscu. Od początku ciąży mam świadomość, że jest ona zagrożona, a stres wywołany niewybrednym żartem doktora mógł spowodować u mnie napad padaczkowy, który to z kolei mógł się dla mnie skończyć tragicznie – zaznaczyła p. Kamila w rozmowie z „Głosem Pomorza”.

Po tym wstrząsającym wydarzeniu pacjentka postanowiła rodzić w innej placówce.

Bytowski szpital zaznacza, że sprawa jest wyjaśniana (patrz: oficjalne oświadczenie poniżej). Szczegółowej analizy szpitalnych wydarzeń oczekuje też starosta bytowski.

 


Oświadczenie prezes Zarządu Szpitala Powiatu Bytowskiego Sp. z o.o. Beaty Ładyszkowskiej:

Z uwagi na dobro pacjentki oraz dobre imię szpitala, po zamieszczeniu na profilu Hejted Bytow postu o sposobie przyjęcia pacjentki przez lekarza Szpitala Powiatu Bytowskiego Sp. z o.o. oraz po złożeniu przez pacjentkę oficjalnej skargi, Zarząd Szpitala przeprowadził postępowanie wyjaśniające, w trakcie którego zbadano dokumentacje medyczną oraz przesłuchano pracowników szpitala, którzy obsługiwali pacjentkę.

Zabrany materiał przeczy faktom opisanym w poście i skardze. W dokumentacji medycznej zaznaczono, że pacjentka od początku wizyty zarówno położnym jak i lekarzowi, deklarowała że nie planuje pozostać w szpitalu. Ustalono też, że pacjentka odczuwała bóle przed przyjściem do szpitala, a nie w trakcie pobytu jak to opisano w skardze.

Przeprowadzone za pomocą aparatury medycznej badania wykazały prawidłową pracę serca dziecka i taką informację przekazano przyszłej mamie. Po ostatecznej deklaracji o opuszczeniu szpitala – wbrew zaleceniom lekarza, pacjentce zapisano leki i zalecono wizytę kontrolną u lekarza prowadzącego. Z dokumentacji medycznej wynika, że badanie zostało przeprowadzone profesjonalnie, z najwyższą starannością oraz dbałością o zdrowie pacjentki i dziecka.

Lekarz stanowczo i konsekwentnie zaprzecza, że wypowiedział przypisane mu słowa.

Zdaniem Zarządu Spółki, lekarz badający pacjentkę to osoba o wysokiej kulturze osobistej, ciesząca się uznaniem pacjentek i współpracowników. Przebieg jego dotychczasowej pracy w szpitalu w Bytowie nie daje podstaw do przypuszczeń, bez jednoznacznych dowodów, aby mógł się on zachować w sposób opisany w poście.

Dotychczas nie było żadnych skarg dotyczących sposobu odnoszenia się tego lekarza do pacjentek.

Komunikacja z pacjentami jest dla dyrekcji istotna dlatego w celu stałego podnoszenia jakości świadczonych usług,  personel szpitala jest szkolony z zakresu praw pacjenta i budowania dobrych relacji lekarz – pacjent.

Bardzo zależy nam na wyjaśnianiu wszystkich drażliwych sytuacji, mogących powodować dyskomfort naszych pacjentów, dlatego ważne są dla nas rzeczowe informacje zwrotne od nich otrzymywane.


Źródło: „Głos Pomorza”, „Gazeta Wyborcza”, „Hejted Bytow”

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Gdy tracimy coś, co buduje nasz świat – STRATA i co dalej? [PODCAST]

Strata boli. Z niektórymi jest nam się łatwo pogodzić, inne przez wiele lat mogą wydawać się nie do przejścia. Niektórzy muszą stratę wypłakać, inni przeżywają ją po cichu. Większość z nas przechodzi jednak różne etapy żałoby – bo tak, niemalże każda strata wiąże się nierozerwalnie z żałobą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Każdy z nas coś w swoim życiu traci. Tracimy przyjaciół, tracimy rodzinę. Z niektórymi rozchodzą nam się drogi, rozdzielają nas kłótnie, czy też śmierć. Żałobę możemy przeżywać też po końcu pewnych etapów życia, np. po zakończeniu szkoły, studiów, przejściu na emeryturę. Pojawia się wtedy pytanie, co dalej? Na pewno musimy przejść swego rodzaju adaptację do nowych warunków. Jak zatem może wyglądać przeżywanie straty i jak możemy starać się sobie ten proces ułatwić? Bo tak, mamy w sobie taką zdolność.

W walce z niepłodnością tych strat może być bardzo wiele… Jedną z nich niewątpliwie może być poronienie, o którym tak szalenie trudno jest mówić. Często jest to temat tabu, zdarza się, że kobieta woli przeżywać je w samotności lub po porostu mówienie o tym jest zbyt trudne i bolesne. Jeszcze innym powodem może być wstyd i lęk przed oceną. Co będzie jeśli inni uznają, że to moja wina, że jestem słaba, że nie sprostałam? Pamiętaj, strata nie jest wstydem, nie jest słabością i masz pełne prawo czuć, że nie dajesz sobie z tym rady. Nie musisz być w tym jednak sama.

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo choć bardzo byśmy chcieli, od strat nie uciekniemy.

 

Zobacz też:

Nadzieja – w jakich barwach widzisz swoją przyszłość? – PODCAST psychologiczny

„Nigdy nie będę taka jak ona…” – czy porównywanie się naprawdę ma sens?  – PODCAST psychologiczny

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

 Wszystkie nagrania znajdziesz też na YouTube:

 

„Emocje i myśli – co z tym wszystkim zrobić?” – warsztaty psychologiczne dla kobiet
ZAPISZ SIĘ NA BEZPŁATNE WARSZTATY:

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Męska strona płodności – czy będę tatą?

Badanie męskiej płodności /Na zdjęciu: tata trzyma za ręce malego chłopca, który stawia pierwsze kroki
Fot.: David Straight /Unsplash.com

Para bezskutecznie starająca się o ciążę rozpoczyna diagnostykę od podstawowych badań laboratoryjnych. Jednym z nich jest badanie nasienia. Coraz częściej wyniki tych badań potwierdzają, że przyczyna niepłodności leży po stronie męskiej. Współczesna medycyna rozrodu proponuje skuteczne rozwiązania problemów – ocenia się, że tylko poniżej 5% mężczyzn doświadczających niepłodności nie doczeka się potomstwa z użyciem własnych plemników. Pozostałym można skutecznie pomóc.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Definicje niepłodności zbieżne są z poglądem, że jest to choroba pary i dlatego para powinna wspólnie przeprowadzić diagnostykę. Ustalenie przyczyny bezdzietności skraca czas leczenia i pozwala na wybór najskuteczniejszej metody.

– Doświadczenia wielu zespołów lekarzy pokazały, że diagnostykę niepłodnej kobiety i mężczyzny najlepiej przeprowadzić jest w jednym ośrodku – mówi dr Jan Karol Wolski, androlog-urolog nOvum. –Jeśli wynik badania nasienia odbiega od normy, nie można go rozpatrywać w oderwaniu od wyników badania pacjentki. Decyzja o wyborze metody leczenia musi być oparta o ocenę wspólnego potencjału rozrodczego pary.

Od czego powinien zacząć mężczyzna?

– Podstawą męskiej diagnostyki jest badanie nasienia. Badanie można wykonać w każdym ośrodku leczenia niepłodności bez skierowania od lekarza. Aby wynik analizy był wiarygodny, trzeba zachować odpowiednie warunki pozyskania próbki. Idealnie byłoby zachować pełnię zdrowia w 3-miesięcznym okresie poprzedzającym wizytę w laboratorium: bez infekcji, używek i jakichkolwiek leków. Prozdrowotny styl życia, niskokaloryczna dieta, wysypianie się i dużo ruchu na świeżym powietrzu, będą bardzo pomocne – mowi dr Jan Karol Wolski.

– Ważny jest też okres abstynencji seksualnej przed oddaniem nasienia – musi upłynąć co najmniej 48 godzin od ostatniego wytrysku, lecz nie dłużej niż tydzień. Ponadto przed wizytą w laboratorium seminologicznym starajmy się nie pić alkoholu i nie palić papierosów. Próbkę najlepiej pozyskać drogą masturbacji na miejscu, w laboratorium, w specjalnie do tego przygotowanych pokojach zapewniających intymność. Jeśli jednak mężczyzna może spodziewać się emocjonalnych kłopotów z koncentracją, warto poprosić w laboratorium seminologicznym o specjalne naczynie i oddać nasienie w domu. Pamiętajmy jednak, że taką próbkę trzeba dowieźć w ciągu 30 minut, a w trakcie transportu przechowywać ją blisko ciała, tak żeby zachować odpowiednią temperaturę – dodaje ekspert kliniki nOvum.

– Badania nasienia wykonuje się co najmniej dwukrotnie w odstępach 3 miesięcy, tyle bowiem trwa produkcja plemników. Z codziennego doświadczenia wiemy, że może to być nieznośnie długi okres nerwowego oczekiwania na wyniki, zatem dopuszcza się ocenę co 4 tygodnie. Jeśli są wykazane odstępstwa od podanych przez laboratorium norm, mężczyzna powinien wybrać się z wizytą do urologa/androloga, który ma doświadczenie w leczeniu niepłodności.

Taka wizyta, zacznie się od wywiadu, podczas którego lekarz zapyta m.in. o przebyte choroby i tryb życia. Pojawić się mogą także pytania o używki (eksperci podkreślają, że zarówno papierosy jak i inne używki negatywnie wpływają na jakość nasienia), rodzaj wykonywanej pracy (czy jest siedząca? Czy wiąże się z przegrzewaniem jąder np. u kierowców) ale też o rodzinę i jej stronę zdrowotną. Następnie wykonywane jest badanie ogólnego stanu zdrowia oraz badanie fizykalne narządów płciowych. Jest to o tyle istotne, że wiele zaburzeń gruczoły krokowego powoduje zaburzenia nasienia, a co za tym idzie problemy z płodnością – wyjaśnia urolog-androlog nOvum.

CZYTAJ TEŻ: Diagnostyka i zachowawcze leczenie niepłodności

A co jeśli badanie płodności męskiej wypadnie niekorzystnie?

– Przede wszystkim szukamy podstaw problemu. Wyspecjalizowane ośrodki, w których istnieją możliwości diagnostyki, zarówno przedmiotowej, laboratoryjnej, jak i obrazowej, oraz coraz dokładniejsze badania genetyczne to szansa na dokładne rozpoznanie przyczyny niepłodności. Kriokonserwacja (zamrożenie) komórek rozrodczych i tkanek oraz doskonalenie technik wspomaganej prokreacji: inseminacji i zapłodnienia in vitro (w tym specjalistycznych zabiegów, które stosuje się przy skrajnie małej liczbie plemników w nasieniu lub nawet ich braku: IVF-ICSI, ICSI-PESA, ICSI-TESA) to szansa na ojcostwo dla szerokiej grupy mężczyzn. Dotyczy to także tych panów, którzy dotychczas nie mogli liczyć na biologiczne ojcostwo. Na podstawie zebranych danych lekarz przedstawia pacjentowi możliwości leczenia, szanse na rodzicielstwo przy zastosowaniu konkretnej metody i wspólnie podejmują decyzję o kolejnych krokach – podkreśla dr Jan Karol Wolski, androlog-urolog nOvum.

Czy leczenie farmakologiczne ma sens?

– Tak, ma sens, ale tylko w uzasadnionych przypadkach. W leczeniu farmakologicznym niepłodności męskiej stosuje się różne preparaty i niejednokrotnie obserwuje się poprawę jakości nasienia, co przekłada się na zwiększenie potencjału płodności danego mężczyzny. Jest to proces wielotygodniowy, związany z długim okresem tworzenia się męskich komórek rozrodczych w jądrach (74 dni). Pojawienie się „poprawionych” plemników w nasieniu następuje dopiero po ok. 90 dniach (tzn. po 3 miesiącach)! Trzeba podkreślić, że leczenie farmakologiczne musi być zlecone przez doświadczonego androloga, który dostosuje je do medycznej sytuacji danego pacjenta – wyjaśnia ekspert.

– Najskuteczniejsze jest leczenie hormonalne, jeśli przyczyna braku produkcji plemników tkwi w niedoborze hormonów. Jeśli brak jest witamin lub mikroelementów, poprawa może nastąpić po ich uzupełnieniu. Czasami słyszy się o znacznej poprawie jakości nasienia po zastosowaniu leczenia preparatami bez recepty, przyjmowanymi przez pacjenta na własną rękę. Tyle że ocena wyników przez pacjenta jest względna. Podwojenie się liczby plemników może wydawać się sukcesem. Jeśli jednak ich liczba i jakość nadal są poniżej przyjętego minimum, szansa na uzyskanie naturalnej ciąży ciągle może być zbyt mała. Z punktu widzenia skuteczności leczenia, czyli uzyskania ciąży, może to oznaczać jedynie stratę czasu – mówi dr Wolski.

– Potwierdzone badaniem analitycznym obniżenie parametrów nasienia nie wyklucza ojcostwa, więc proszę się tego nie obawiać – dodaje urolog-androlog. Jeśli liczba plemników w nasieniu jest nieco niższa w porównaniu z normą, a regularne współżycie przez co najmniej rok nie przyniosło efektów w postaci ciąży, przeprowadza się inseminację. Zagęszczony koncentrat plemników ruchomych podaje się bezpośrednio do jamy macicy w okresie około owulacyjnym. Przy złych lub skrajnie złych parametrach nasienia rozwiązaniem jest zabieg in vitro, podczas którego pod mikroskopem wstrzykuje się  plemnik bezpośrednio do komórki jajowej, aby wspomóc jej  zapłodnienie.

Co jednak zrobić, kiedy w nasieniu nie ma plemników?

– Jeśli badania hormonalne oraz badania genetyczne pozwalają sądzić, że proces spermatogenezy, czyli tworzenia się plemników w jądrach, został zachowany, plemników można poszukać, wykonując biopsję najądrzy (PESA, MESA) lub jąder (TESA, TESE, M-TESE). Zabieg wykonywany jest przez androloga, a pacjent znajduje się w narkozie i nie czuje bólu. Pobrany materiał przekazywany jest do laboratorium IVF, gdzie pod mikroskopem wyszukiwane są plemniki, które są zamrażane i mogą być następnie użyte podczas zabiegu in vitro – zaznacza ekspert.

– Procedury pobierania plemników z jąder wykonujemy w nOvum od początku działalności – wyjaśnia dr Wolski. – W 1996 roku wprowadziliśmy techniki przezskórne igłowe, a od 2012 roku mamy możliwość pobrania tkanki jąder pod kontrolą mikroskopu operacyjnego (M-TESE). To jest najskuteczniejsza metoda, rekomendowana przez najważniejsze organizacje medyczne,  ponieważ podczas trwania zabiegu możemy łatwiej rozpoznać miejsce, w którym proces powstawania plemników jest zachowany i je pozyskać do IVF – dodaje i tym samym uspokaja pacjentów przerażonych wizją operacji.

Panie Doktorze, wielu mężczyzn decydujących się na in vitro podkreśla potrzebę upewnienia się, że nie zajdzie pomyłka i dziecko zostanie poczęte z nasienia, które mężczyzna zostawi w klinice.

– Medycyna na najwyższym poziomie i poczucie bezpieczeństwa to najważniejsze potrzeby pary zgłaszającej się do lekarza – mówi dr Wolski. – Szczególnie jeśli przeszły już długą drogę i finalnie decydują się na leczenie in vitro. Dlatego kliniki starają się wprowadzać sprawdzone systemy, które dają gwarancję bezpieczeństwa pacjentom, a pracownikom laboratoriów – komfort pracy. W naszym przypadku jest to elektroniczny system monitoringu laboratoryjnego RI Witness, który daje pewność, iż zarówno komórki, jak i zarodki są prawidłowo oznakowane i przypisane właściwej parze. Wszystkie etapy procesu zapłodnienia w laboratorium mogą być dzięki temu bezpiecznie monitorowane. Informujemy o tym pacjentów, żeby upewnić ich o bezpieczeństwie przeprowadzanej procedury i żeby już ten problem nie zaprzątał ich myśli – wyjaśnia dr Wolski.

– Mężczyzna, który słyszy diagnozę: niepłodny, nie powinien podupadać na duchu i tracić nadziei na biologiczne ojcostwo. W ciągu ostatnich 20 lat dokonał się ogromny postęp w medycynie rozrodu, co daje szansę na ojcostwo szerokiej rzeszy mężczyzn, skazanych uprzednio na skorzystanie z nasienia anonimowego dawcy z banku nasienia. Przyjmuje się, że w nowoczesnych ośrodkach leczenie niepłodności męskiej w przeważającej części przypadków kończy się sukcesem. Należy tylko to leczenie rozpocząć! – zaznacza dr Wolski.

CZYTAJ TAKŻE: Gwarancja bezpieczeństwa w nOvum

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Chcesz zadać pytanie lekarzowi? Zapraszamy na konferencję „Niepłodność – droga do macierzyństwa”

konferencja „Niepłodność – droga do macierzyństwa”
fot. Fotolia

16 listopada w Krakowie odbędzie się 4. edycja konferencji „Niepłodność – droga do macierzyństwa”. W tym roku po raz pierwszy również pacjenci mają szansę uczestniczyć w otwartej sesji, podczas której będą mogli zadać pytania ekspertom.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas konferencji eksperci z dziedziny endokrynologii, immunologii, embriologii, genetyki i chirurgii będą dyskutować nad złożonością problemu niepłodności.

Panel pacjencki jest bezpłatny, a uczestnicy będą mieli możliwość zadania pytań wykładowcom.Sesję poprowadzą redaktorki magazynu i serwisu „Chcemy Być Rodzicami”.

Zobacz także: Zanim przyleci bocian – mity na temat płodności

Konferencja „Niepłodność – droga do macierzyństwa”. Panel dla pacjentów

Wykładowcy konferencyjni postarają się przybliżyć tematy, o których nie zawsze rozmawia się w gabinecie lekarskim. Tematy, które zostaną omówione podczas wydarzenia to:

  • Immunologiczne podłoże niepłodności – profesor Tomasz Sacha, Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum
  • Rozwój zarodka – czy można przewidzieć jego dalszy rozwój? – dr Aneta Suwińska, Zakład Embriologii UW
  • Standardy diagnostyki i leczenia niepłodność – profesor Rafał Kurzawa, Pomorski Uniwersytet Medyczny
  • Adenomioza jako przyczyna niepłodności. Możliwości i ograniczenia leczenia chirurgicznego – profesor Robert Jach, Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum

oraz panel dodatkowy:

  • Dieta przy PCOS – Anna Mazur Gajo, dietetyczka, autorka bloga www.towsrodku.pl oraz założycielka Akademii Płodności

Konferencja odbędzie się 16.11.2018 r. w Hotelu Novotel City West w godzinach 9.00-10.30. Udział jest bezpłatny. Aby zapisać się na wydarzenie, wejdź TUTAJ.

Organizatorem wydarzenia jest Centrum Medyczne Macierzyństwo, członek grupy Fertility Partnership.

 

 

 

 

 

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.