Przejdź do treści

Bóg chce in vitro

Hartman in vitro a Bóg
Jan Hartman, fot. Peter Beym

Z prof. Janem Hartmanem, filozofem, o etyce, in vitro, kościele i dzieciach, rozmawia Jolanta Drzewakowska.

W 2 numerze magazynu „Chcemy Być Rodzicami” przedstawiamy historię kobiety, która ma troje dzieci z in vitro. Swoją opowieść kończy ona słowami: „W klinice zostały jeszcze zarodki i już tam zostaną. To przykre, ale co mam zrobić. Niektórzy decydują się oddać zarodki do adopcji, ale ja sobie tego nie wyobrażam. Oddać, a potem zaglądać do każdego wózka? To byłoby straszne. Więcej dzieci nie planuję”. Czy decyzja dotycząca zarodka jest konfliktem etycznym?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że zarodki są czymś pośrednim między człowiekiem i innymi tkankami. I z tego powodu wymagają jakiejś ochrony. Tyle etyk może na ten temat powiedzieć. Jakoś jednak trzeba zdefiniować tę ochronę, a to już jest kwestia polityczna i prawna. Nie jest zadaniem dla etyka powiedzenie, jaki kształt taka regulacja powinna przybrać. Może co najwyżej zwracać uwagę na proste rzeczy, np. na to, że jak się na coś decydujemy, to to jest zawsze decyzja arbitralna. I musimy wiedzieć, że dyskusji o statusie zarodka nie może patronować pytanie, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, bo każdy, kto zadaje to pytanie, wie, że odpowiedź nie brzmi tak, że można wskazać konkretny dzień czy liczbę komórek. Prawdą jest – z tym się wszyscy zgadzamy – że chcemy jakiejś ochrony i że w Polsce na razie jej prawie nie ma.

Obecnie możemy się bardzo często spotkać z opinią, że prawo powinno być usankcjonowaniem kodeksu moralnego. Słynie Pan z tego, że jej Pan nie podziela. Jednak czy akurat w takich kwestiach, jak: in vitro, mrożenie zarodków, surogacja, kodeks moralny, obyczaj nie powinny być podstawą uregulowań prawnych?

Nie istnieje coś takiego jak kodeks moralny. Gdyby istniał, to nie byłoby moralności, tylko prawo. Ten kodeks byłby prawem. To, jakie przyjmujemy regulacje w różnych sprawach, jest, po pierwsze, następstwem tradycji prawa. Po drugie, jest następstwem norm obyczajowych danego społeczeństwa. A te zawsze ewoluują. Teraz zwyczaje zmieniają się bardzo szybko i to powoduje intensyfikację konfliktów. Trzecim źródłem prawa, ale najmniej wyrazistym, jest coś, co można nazwać sferą przekonań moralnych. Nie obyczajowych, tylko moralnych. Jest to bardzo mało wyrazista sfera, ponieważ ludzie bardzo rzadko mają zdolność odróżniania przekonań etycznych od zwykłych norm obyczaju. Ludzie nie potrafią tego rozróżniać, ale zgoda, jest coś takiego jak poczucie moralne, świadomość moralna, bardziej uniwersalna i bardziej racjonalna sfera tworzenia i bronienia przekonań etycznych, niż np. religia.

Jest coś ponad religią?

Początek świadomości etycznej jest wtedy, kiedy rozumiem, że nie mogę się kierować po prostu sumieniem, czyli swoimi osobistymi przekonaniami moralnymi czy „poczuciem moralności”, bo moralność jest czymś ponadosobistym, publicznym i niezależnym od moich przekonań. Ponadto rozumiem, że etyczność zaczyna się tam, gdzie dochodzi do poczucia winy, do rozterki. A religia jest zawsze partykularna i zmienna, choćby nawet wyznawało ją miliard ludzi. Jest coś takiego jak osąd moralny, który przekracza zarówno sferę obyczaju, impregnowaną przez religię, jak i osobiste przekonania, zwane czasem sumieniem.

Część naszych czytelniczek musi wykazać się odwagą. Poddając się procedurom in vitro, czasem ryzykują na tym tle konflikt ze swoimi rodzinami, ze społecznością. Medycyna rozrodu bardzo się zmienia. Czy etyka i filozofia w ogóle nadążają za tym?

Na razie nadąża, ale za chwilę przestanie. Chcę jasno powiedzieć, że kwestie zapłodnienia in vitro czy technologicznie wspomaganej rozrodczości nie rodzą typowo etycznych problemów. Z jednej strony wywołują one konsternację obyczajową, z drugiej zaś religijną, z punktu widzenia dogmatycznych systemów religijnych, głównie katolicyzmu. Rodzą problemy polityczne, wtedy kiedy Kościół katolicki próbuje narzucić społeczeństwu swoje dogmaty poprzez zakazywanie in vitro i kiedy udaje, że powołuje się na jakąś niereligijną koncepcję osoby. To jest kłamstwo. Nie ma czegoś takiego jak niereligijna koncepcja osoby w ustach księży katolickich.

Porozmawiajmy o języku. Często już samo użycie konkretnego wyrażenia może sugerować jego ocenę moralną. Np. mówiąc „adopcja zarodka”, mogę mieć na myśli, że adoptuję dziecko.

Język, jakim się posłużymy, musimy wybrać. Mnie się akurat zwrot „adopcja zarodka” bardzo podoba. Ważne jest, żebyśmy sobie zdawali sprawę z tego, że używamy języka z wyboru. Np. w języku prawa kościelnego przerwanie ciąży czy aborcja jest nazywane „spędzenie płodu”, a to jest zwrot po prostu obrzydliwy. Kościół używa w wewnętrznym dyskursie odrażających zwrotów, natomiast w dyskursie, którym epatuje społeczeństwo, używa zwrotu „nienarodzony” czy też „zabicie nienarodzonego”. Chodzi o to samo, formalnie nazywa się to „spędzenie płodu”, ale na użytek PR nazywa się to „zabicie nienarodzonego”. Skrajna hipokryzja. Nazywanie zarodka dzieckiem, kiedy mamy słowo „zarodek”, które jest neutralne, jest lingwistyczną przemocą. Jest próbą skłamania, że już właśnie ustaliliśmy, że zarodek jest dzieckiem, podczas gdy wiemy dokładnie coś odwrotnego – mianowicie, że niczego takiego wspólnie nie ustaliliśmy. Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Może lepiej by było, gdybyśmy posługiwali się językiem biologii?

Język trzeba tworzyć, ale znowu inteligentnie i z dużą wrażliwością na kłamstwo, które może się przejawiać w budowaniu terminologii. Jeżeli ktoś mówi „nienarodzony”, „dziecko poczęte”, to znaczy, że chce udawać, że nie ma problemu tam, gdzie on jest. A problem jest taki, że my na pewno i bez wątpliwości ustaliliśmy, że zarodek nie jest tym samym co urodzone dziecko. Dowód? Nikt nie chce karać śmiercią za aborcję ani w ogóle nie ma mowy o tym, czy status jednego i drugiego jest taki sam. Wiemy, że jest on pośredni.

A czy nie wymaga właśnie odwagi powiedzenie: „Nie wiemy, w którym momencie człowiek się staje”?

Nie. To jest źle postawione pytanie. Jeżeli chodzi o to, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, to filozof może powiedzieć, że jedyna proporcjonalna i adekwatna do pytania forma odpowiedzi musiałaby być wskazaniem dnia lub liczby komórek. I wiadomo, że będzie to idiotyczna odpowiedź.

Bardzo często, jeżeli chodzi o eksperymenty medyczne, jest mowa o zabawie w Boga. Czy gdybyśmy nie mieli pojęcia Boga, to moglibyśmy darować sobie tę całą etyczną otoczkę?

Pojęcie Boga nie ma tutaj nic do rzeczy.

Jednak takie stwierdzenie pada bardzo często. Jeżeli np. słyszymy o możliwości wyboru płci dziecka.

Jeżeli sobie genitalia osłoniłem ubraniem, to bawię się w Boga, bo Pan Bóg dał mi je na wierzchu. Jak wynalazłem samolot, to bawię się w Boga, bo skrzydła dał Pan Bóg ptakom. To jest po prostu idiotyczne. Jeżeli ktoś jest już bardzo głupi, to można mu powiedzieć, że widocznie tak Pan Bóg chciał, żeby te duszyczki powstawały w szkle, a więc wyposażył człowieka w sposób rozrodczości inny niż typowo zwierzęcy. Przypominam księżom: Pan Bóg – zgodnie z doktryną – zgadza się tworzyć również dusze ludzkie w szkle. I kocha te dusze, one też są na jego obraz i podobieństwo.

Obowiązkiem teologicznym Kościoła jest uznać wolę bożą. Bóg chce, jak widać, dzieci z in vitro. I mówię teraz z punktu widzenia ortodoksji teologicznej.

I tutaj każda próba umniejszenia tej prerogatywy Boga i sugerowanie, że te dzieci powstają wbrew Jego woli, na podstawie ludzkiej wolności, która się jej sprzeciwia, jest zwykłym bluźnierstwem. Oni – Kościół – się boją in vitro z zupełnie innego powodu. Po prostu chodzi o to, że in vitro umożliwia dziewicy posiadanie dziecka. Niszczy tę wyobraźnię, w której dziewictwo jest dowodem świętości, a seks i seksualność są skalaniem, które przenosi grzech pierworodny. Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.
Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.

A jakie ma Pan zdanie jako etyk na temat surogacji?

Wiadomo, jakie jest ryzyko etyczne z nią związane. Chodzi o to, że dziecko będzie przedmiotem przetargu, że będzie przedmiotem umowy, w której nie jest stroną. Sąd musi dopiero rozstrzygać, czyje to dziecko będzie. Jest oczywiste ryzyko związane z tym, że kobieta będzie wynajmować swój brzuch dlatego, że jest biedna. W związku z tym, pojawia się potrzeba regulacji, a więc tego, żebyśmy wszyscy się na coś umówili. Bardzo wiele rzeczy wymaga regulacji po prostu dlatego, że istnieje. Aborcja, eutanazja, surogacja wymagają regulacji, bo są. A co to jest regulacja? Tutaj filozof może powiedzieć, że regulacja to jest coś takiego, co określa, w jakich granicach coś jest dozwolone. Coś pomiędzy zakazem i pełną swobodą.

Idąc tym tropem, stwierdzimy, że to jest etyka i filozofia liberalnego społeczeństwa. Co w takiej sytuacji uznajemy za zjawiska niepożądane?

Liberalnemu społeczeństwu zagraża relatywizm moralny. W Polsce panuje terror relatywizmu moralnego. Rób, co chcesz, kieruj się podszeptem sumienia, oczywiście tego ukształtowanego przez Kościół, a nie przez kogokolwiek innego. Ta ideologia rozstrzygającej funkcji sumienia jest dewastująca moralnie. I sugerowanie ludziom, że mogą się kierować własnymi, czyli osobistymi, głębokimi przekonaniami, jest sugerowaniem im, że moralności publicznej nie ma.

A więc nie ma miejsca na dyskomfort moralny?

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha. Istota etyczna ma poczucie winy, a istota nieetyczna ma poczucie zadowolenia z siebie. I Kościół na tym gra: bądźcie zadowoleni. Z jednym wyjątkiem: spowiadajcie się nam z wszystkich grzechów. Macie mieć poczucie winy wobec Boga, ale nie wobec siebie nawzajem. Najgorsze jest to nadużywanie mechanizmów rozgrzeszania, resetu.

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha.

Może jednak to jest tylko odpowiedź Kościoła na potrzeby społeczne?

Oczywiście. Kościół ma bardzo inteligentny model biznesowy i PR i operuje – można powiedzieć – miękkimi walorami: ludzkimi zaletami, wadami, nadziejami. Jest takim wielkim psychologiem. Kiedyś nie miał konkurencji. A w stosunku do ludu był dostarczycielem usług kulturalnych. I to działało przez kilkanaście stuleci. Teraz ten monopol traci. Częścią przemiany, wyzwolenia społeczeństwa, laicyzacji społeczeństwa jest uzyskanie przez nie świadomości moralnej, w której świetle to, co robi Kościół, jest przeciwieństwem moralności.

Pisał Pan kiedyś, że „tabu w społeczeństwie jest rzeczą niezbędną”. Może jednak stanowisko Kościoła ma tutaj swoje uzasadnienie – żeby nie rozmawiać o in vitro czy niepokalanym poczęciu. A tego pierwszego nie poddawać regulacjom.

Oczywiście są tacy, którzy marzą, żeby prawo medyczne było w zawieszeniu. Kościół o tym marzy. Kościół żyje z tego, że tworzy kryzysy. Stworzył kryzys wokół prawa medycznego i pokazuje, że na pewien teren państwo nie może wejść. Polska jest jednym z ostatnich krajów, gdzie z powodu bezduszności Kościoła nie ma regulacji in vitro. Kościół tak dalece gardzi zarodkami, że jest gotów w nieskończoność przewlekać sytuację, w której te sprawy są nieuregulowane. To jest szczególna forma demoralizacji. Jednak z punktu widzenia duchownych katolickich z bardziej rozwiniętych krajów taka postawa, że nie można ustanowić ochrony zarodków poprzez ustawodawstwo o in vitro, jest absolutnie nieakceptowalna. Jednak to dla polskiego Kościoła nie liczy się w najmniejszym nawet stopniu, liczy się tylko zachowanie jak najszerszego zakresu władzy.

Proszę mi na koniec powiedzieć o tym, jak wygląda życie prywatne filozofa. W którym momencie Pan, człowiek myślący, zaczął myśleć o posiadaniu dziecka?

Moja żona jest starsza ode mnie i chyba trochę za późno zdecydowaliśmy się na dziecko. Jak się moja córka urodziła, to moja żona miała 37 lat. Wszystkim radzę, aby o dzieciach myśleli jak najwcześniej. Dużo jest takich par, które w ogóle nie mogą mieć potomstwa bez pomocy medycyny, ale jest też bardzo dużo ludzi – o tym się znacznie mniej mówi – którzy mają jedno dziecko, a potem się zrobiło za późno i drugiego już nie mogą mieć. I to jest tajemnica ich jednodzietności. Dodam jeszcze, że mężczyźni bardzo długo dojrzewają do tego, żeby być ojcami i bardzo często patrzą na to zadaniowo, tzn. że powinni nimi być. Zwykle boją się tego. Teraz może trochę mniej, bo w mediach jest wiele pozytywnych wzorców ojca. Jednak tradycyjnie było trochę inaczej – dziecko się kojarzyło z obowiązkami, z ograniczeniem wolności i utratą części uwagi partnerki.

Czy odczuwał Pan, że kiedy dziecko się rodzi, coś się zmienia również w sposobie myślenia?

Myślę, że nie od razu od urodzenia dziecka. Jednak jak dziecko podrośnie, to człowiek się uczy, jak z małego dziecka powstaje racjonalna istota i to jest oczywiście bardzo ważne doświadczenie.Jak się uczy mówić, jak się uczy myśleć. Jak dziwnie widzi świat, nie rozumiejąc go, i dochodzi do rozumienia go, podchodząc do rzeczy najprostszych. To jest poważne doświadczenie również dla filozofa. Dawniej ojcowie mało się zajmowali dziećmi, więc mało korzystali z tego doświadczenia, no ale nadeszły nowe pokolenia, w których ojcowie, prawie na równi z matkami, zajmują się dziećmi. Dlatego te pierwsze lata życia córki dobrze wspominam, jako lata uczenia się, kim jest człowiek i jak się nim staje od małego.

Co było najważniejszą nauką w tym poznawaniu?

Moja córka ma charakter niesamowicie autonomiczny i zdumiewało mnie, w jak małym stopniu rodzice mają wpływ na dzieci. To dzieci rządzą w tych relacjach bardziej. Wyobrażam sobie, że jeżeli dzieci dawniej były grzeczniejsze i bardziej ułożone, to działo się tak z powodu bardzo daleko posuniętej represyjności wychowania. Jeżeli z góry się wyklucza taki dryl wychowawczy i przemoc, to jest tak, że dzieci robią, co chcą, i poniekąd rządzą rodzicami. Ja absolutnie jestem niezdolny do surowości. Nie uważam, żebym wychowywał, nie czuję się wychowawcą…

Bardziej opiekunem?

Można tak powiedzieć, ja po prostu wierzę w to, że jak się jest porządnym człowiekiem, to nawet jak dzieci nie podlegają wpływowi rodziców, bo się buntują, to w dłuższej perspektywie nie odchodzą daleko moralnie i mentalnie od swoich rodziców. Zarówno w negatywnym, jak i w pozytywnym sensie.

Rozmowa z prof. Janem Hartmanem ukazała się z drugim numerze pierwszego poradnikowego magazynu dla osób starających się o dziecko „Chcemy być rodzicami” luty – marzec 2014. 

Prof. Jan Hartman – filozof i bioetyk, profesor  nauk humanistycznych, wydawca i publicysta (część publicystyki opublikowana w książce pt. „Zebra Hartmana”), wykładowca akademicki, polityk.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawniczka i coach. Matka dwójki dzieci.

I chociaż jedno z dzieci nie przetrwało… Zobacz wzruszające zdjęcia bliźniaków! [FOTO]

Fot. Jessica Young Photography

Zdarza się, że upływający czas nie pozwala już dłużej czekać. Tak też było w przypadku Heather, która zbliżała się do 36. urodzin, a niestety nie miała partnera u boku. Wiedziała przy tym, że chce być matką i właśnie o to marzenie postanowiła zawalczyć na własną rękę. Jakże długa i trudna była to podróż!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwsza ciąża Heather zakończyła się poronieniem niemalże na samym początku. Druga to zaś strata bliźniąt, które odeszły w 16. tygodniu ciąży. Jak opowiada, było to dla niej doświadczenie przeżywane wręcz „poza ciałem”, w które w zasadzie nie mogła w ogóle uwierzyć: „Nigdy nie czułam takiego rodzaju bólu, cierpienia i dewastacji” – jej słowa cytuje CafeMom:

Ale nie poddawałam się. Tego samego wieczoru zapytałam, kiedy mogę znów spróbować.

Niestety okazało się to nie być wcale takie proste, lekarze odkryli bowiem, że Heather urodziła się z rzadką wadą macicy – malformacją. Miała tylko połowę narządu, jeden jajnik i jeden jajowód! I chociaż diagnoza brzmiała dla niej przerażająco, specjaliści zapewniali, że pomimo tego, może udać się jej zajść w ciążę. Kobieta walczyła więc dzielnie dalej. Przeszła cztery cykle inseminacji i serię in vitro. Jakaż była radość, gdy znów okazało się, że jest w ciąży… z bliźniakami!

Wcześniejsze przejścia niestety nie pozostały bez echa. Nieraz zdarza się bowiem, że doświadczenie poronienia powoduje w kobiecie jeszcze większy lęk: A co będzie, jeśli teraz znów się nie uda?. Tak też było w przypadku Heather, która mimo wszystko starała się myśleć pozytywnie. Niestety. W 17. tygodniu ciąży okazało się, że serce jej synka – James’a – przestało bić, co było kolejnym niesamowicie bolesnym przeżyciem. Wciąż jednak pozostawała mała Leti, która to dawała jej nadzieję i siłę.Usłyszenie jej płaczu było dla mnie największym uczuciem ulgi, jakiego doznałam w całym swoim życiu” – powiedziała Heather o narodzinach córeczki.

Wciąż tu jest

Dziewczynka ma na czole dwa znamiona, które jak mówi jej mama, przypominają malutkie stópki. „Dla mnie są one pieczątką jej brata, która pokazuje, że nad nią czuwa. Jego małe ślady stóp mówią, że zawsze z nią będzie” – opowiada.

To niesamowite, bowiem właśnie tatuażem przedstawiającym małe stópki, Heather uhonorowała stracone wcześniej bliźnięta. Ślad po James’ie także planuje do nich dodać, chciała jednak zrobić też coś więcej. Coś, co zostanie pamiątką zarówno dla niej, jaki dla małej Leti. Z pomocą przyszła jej fotografka, Jessica Young. To, w jaki sposób pokazała więź pomiędzy dziewczynką i jej bratem bliźniakiem, jest niesamowite. Wzrusza i niewątpliwie dodaje temu nieobecnemu chłopczykowi prawdziwie anielskich skrzydeł!

Fot. Jessica Young Photography

Moc płynąca z trudów

Fotografie potrafią dać ogromną siłę, bowiem obraz nieraz przemawia do nas o wiele mocniej, niż słowa. Jednym z takich projektów niewątpliwie jest sesja zdjęciowa jedenastu kobiet, które przeżyły poronienie. Wciąż jednak miały nadzieję i koniec końców udało im się ponownie zostać mamą: „Sfotografowałam je tworząc tęczę, by uczcić piękno, które może pochodzić z tak dewastującego przeżycia. Wszystkie te kobiety doświadczyły swoich własnych zmagań z płodnością, stratą i trudnościami, ale kończą w tym wszystkim z udaną ciążą i wkrótce poznają swoje tęczowe dzieci” – cytowaliśmy słowa autorki zdjęć, Blair Waite >>ZOBACZ TUTAJ<<.Bo nie zawsze słowa wystarczą.

Zobacz też: Tornado niepłodności! Mocne zdjęcia – czy twoje emocje też tak wyglądają? [FOTO]

Źródło historii: CafeMom

Źródło zdjęć: Jessica Young Photography Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Ruszyła 6. edycja kampanii i konkursu „Położna na medal”

 1 kwietnia 2019 roku wystartowała 6 edycja kampanii i konkursu „Położna na medal”, organizowana przez Akademię Malucha Alantan. Kampania popularyzuje zawód położnej i jej ważny udział w opiece okołoporodowej w Polsce. W ramach kampanii prowadzony jest konkurs, który od 5 lat wyłania położne, które w sposób szczególny wyróżniły się podejściem, zrozumieniem, powołaniem. Położne, które podczas swojej pracy stały się towarzyszkami kobiety w jej drodze do wielkich zmian, jakie wiążą się z wejściem w nową rodzicielską rolę. Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są na stronie poloznanamedal.info. Mecenasem kampanii została marka Oktaseptal.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

 6 edycja konkursu „Położna na medal”

 Położna to osoba, która zajmuje się edukacją kobiety na każdym etapie jej życia. Szczególną rolę pełni ona w okresie okołoporodowym, przygotowuje ciężarną do porodu i do najważniejszej roli – mamy. Dziś położna może prowadzić ciążę kobiety. Jej rola podczas porodu i połogu jest dla podopiecznych niezmiernie ważna. Podczas porodu to właśnie położna pełni rolę opiekunki, czuwa nad kobietą pomaga jej przejść przez ważny etap jakim jest poród.

Od 1 kwietnia trwa ogólnopolska kampania „Położna na medal”, której nieodłącznym elementem jest konkurs na najlepszą położną. Pacjentki mogą nominować i głosować na swoje kandydatki. Trzy pierwsze położne z największą liczba głosów otrzymają wartościowe nagrody rzeczowe oraz zasłużone medale.

Od początku trwania konkursu wyłoniono 15 najlepszych położnych w Polsce oraz 144 położne w poszczególnych województwach.

Zobacz też: „Zdarza mi się płakać z pacjentką”. Położna szczerze o swojej pracy

Zasady zgłaszania do konkursu

Zgłoszenia do 6. edycji konkursu odbywają się od 1 kwietnia do 31 lipca 2019 roku. Głosy można oddawać przez cały czas trwania kampanii to jest do 31 grudnia 2019 roku. Nominacje i głosy przyjmowane są na stronie www.poloznanamedal.info

Jesteśmy dumni, że od 5 lat Akademia Malucha Alantan promuje zawód położnej nie tylko w środowisku medycznym, ale również wśród kobiet. Konkurs Położna na medal jest szansą na docenienie pracy i zaangażowania położnych, które, wspierają  i służą pomocą kobiecie w najważniejszym okresie jej życia. Zgłoszenie położnej przez ich podopieczne do konkursu jest sposobem podziękowania i docenienia codziennej bardzo ciężkiej i odpowiedzialnej pracy jaką wykonują położne – powiedziała Iwona Barańska z Akademii Malucha Alantan, pomysłodawca i organizatora kampanii „Położna na medal”.

Zobacz też: Położna i jej rola w leczeniu niepłodności – o swoim doświadczeniu opowiada Alina Jedlińska, ambasadorka kampanii „Położna na medal”

Kampania „Położna na medal”

Położna na medal to kampania społeczna, której pierwsza edycja miała miejsce w 2014. Kampania popularyzuje zawód położnej i jej ważny udział w opiece okołoporodowej w Polsce. Podstawowym celem kampanii „Położna na medal jest zwrócenie uwagi na konieczność podnoszenia i wdrażania w życie standardów opieki okołoporodowej w Polsce. Kluczowym elementem kampanii jest informowanie o roli położnych, jej kompetencjach i odpowiedzialności w standardach opieki okołoporodowej.

Kampania „Położna na medal” organizowana jest przez Akademię Malucha Alantan pod patronatem Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, Polskiego Towarzystwa Położnych, Fundacji Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni.

Mecenasem kampanii jest marka Oktaseptal.

W kampanię zaangażowało się wielu partnerów medialnych oraz blogerów. Lista patronów medialnych znajduje się na stronie www.poloznanamedal.info.

Zobacz też: “Położna na Medal” 2018 – znamy laureatki konkursu

 Ambasadorki kampanii

Podczas trwania 6.edycji kampanii i konkursu „Położna na medal”, laureatki 5. jubileuszowej edycji kampanii Anna Wojtyla, Alina Jedlińska, Renata Lustyk zostaną ambasadorkami i przez cały czas trwania kampanii będą dzielić się swoją wiedzą i poradami na temat opieki okołoporodowej.

W ramach 6. edycji na profilu FB kampanii raz w miesiącu będzie można zadawać pytania położnym. Odpowiedzi do wybranych pytań pojawią się na stronie www kampanii. Również na profilu FB kampanii pojawiać się będą ankiety skierowane do kobiet w ciąży i mam.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj. 

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Ciąża po 50-ce nie jest bardziej ryzykowna niż ciąża po 40-ce

Izraelscy naukowcy dowodzą: ciąża po 50-ce jest tak samo ryzykowna, jak ciąża po 40-ce
fot.Pixabay

Naukowcy z Uniwersytetu Ben-Gurion w Izraelu od lat prowadzą badania nad wpływem wieku kobiet na przebieg ciąży. Z ich ostatnich badań wynika, że ciąża w wieku 50 lat nie niesie większego ryzyka komplikacji, niż ciąża po 40 roku życia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Koszt wychowania dziecka porównywalny z zakupem mieszkania? Te liczby niektórych mogą zadziwić

Dziecko po 50?

Średni wiek, w którym  kobiety podejmują decyzję o macierzyństwie systematycznie rośnie od lat 80 ubiegłego wieku. Dzieje się tak w związku z rozwojem medycyny i technologii oraz ze względu na zmieniający się model życia i ról płciowych w zachodnich społeczeństwach. Obserwując ciągły rozwój i zmiany na tych płaszczyznach, należy podejrzewać, że nie górna granica wieku, w którym kobiety będą rodzić dzieci nie została jeszcze osiągnięta.

Zespół naukowców pod kierownictwem profesora Sheinera przeanalizował możliwe komplikacje ciąży dla kobiet po 50 roku życia i porównali je z możliwymi komplikacjami u młodszych kobiet.

Zdaje się, że 50 to nowe 40. Nie ma wątpliwości, że spotkamy się z rosnącą liczbą kobiet rodzących po 50-ce. Co nie zmienia faktu, że ciąże po 40-ce powinny być z zasady traktowane jako ciąże podwyższonego ryzyka – mówił profesor Sheiner.

Zobacz też: Ekstremalne zjawiska pogodowe w trakcie ciąży wpływają na zdrowie psychiczne dziecka

Przebieg badania naukowców z Ben-Gurion

W badaniu naukowcy przeanalizowali przebieg ciąży, porodu i połogu 68 kobiet po 50, które urodziły dzieci w ciągu kilku ostatnich lat i przebadali ich dzieci. Około połowa kobiet zaszła w ciążę naturalnie, reszta skorzystała z zapłodnienia pozaustrojowego. Wyniki porównali z podobnymi danymi dotyczącymi 558 kobiet w wieku 45-50, 7.321 kobiet w wieku 40 i 44 oraz 240 kobiet, które urodziły dziecko mając mniej niż 40 lat.

Zobacz też: Nowy standard opieki okołoporodowej ma zmniejszyć ilość cesarek.

Naukowcy wzięli pod uwagę następujące komplikacje:

  • Cukrzyca ciążowa
  • Nadciśnienie ciążowe
  • Przedwczesne porody
  • Konieczność wykonania cesarskiego cięcia
  • Niską wagę urodzeniową dzieci
  • Niski wynik na skali Apgar
  • Ogólną niską kondycję fizyczna dzieci
  • Śmiertelność kobiet w trakcie porodu

Z analizy wynika, że o ile ryzyko wystąpienia powikłań istotnie rośnie wraz z wiekiem, to u kobiet rodzących po 40-ce i po 50-ce ryzyko utrzymuje się na podobnym poziomie.

Źródło: Uniwersytet Ben-Gurion

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Czy terapia hiperbaryczna wspiera płodność?

Terapia hiperbaryczna na płodność
fot.Fotolia

Na forach internetowych dedykowanych osobom leczącym niepłodność wątek leczenia niepłodności poprzez terapię hiperbaryczną przewija się dość często. Najczęściej zadawane pytanie to: czy to faktycznie działa? Odpowiadamy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest terapia hiperbaryczna?

Terapia hiperbaryczna to terapia 100% tlenem pod zwiększonym ciśnieniem atmosferycznym. Ciśnienie może być nawet 3 razy większe niż ciśnienie atmosferyczne. Terapię prowadzi się w komorach – szczelnie zamkniętych pomieszczeniach przypominających wnętrze samolotu, do których wchodzi jednocześnie kilka osób lub miękkich, jednoosobowych tubach.

Sesja   sprężenie   trwa około 1,5 godziny, przez cały czas komora/tuba jest kontrolowana przez operatora, przed sesją i w jej trakcie z uczestnikami jest pracownik medyczny – lekarz, pielęgniarka, albo ratownik, który na bieżąco kontroluje samopoczucie pacjentów.

Terapia hiperbaryczna to cykl kilku do kilkunastu sesji, który planowany jest indywidualnie dla każdego pacjenta. Nie wszystkie osoby kwalifikują się do terapii 100% tlenem, kurację poprzedza konsultacja lekarska.  

Zobacz też: Fitoestrogeny – czym są i jaki mają wpływ na płodność?

Jakie są wskazania do terapii hiperbarycznej?

Dzięki połączeniu wysokiego stężenia tlenu i podwyższonego ciśnienia, tlen rozpuszcza się nie tylko w krwinkach czerwonych, ale również w osoczu. To powoduje, że dociera on do miejsc niedokrwionych mówi dr Marzena Wojewódzka-Żelazniakowicz, specjalistka terapii hiperbarycznej. Zdaniem ekspertki, w komorze hiperbarycznej dobrze goją się zapalenia kości oraz zapalenia szpiku, ropnie wątroby, płuc, opłucnej oraz wrzody. Wskazaniem do terapii hiperbarycznej jest też stopa cukrzycowa, trudno gojące się rany, również pooperacyjne i te związane z radioterapią.

Terapia hiperbaryczna na płodność

Tlen pod wysokim ciśnieniem poprawia ukrwienie endometrium, przez co, zdaniem lekarzy polecających tę terapię, ma istotny wpływ na implantację zarodka. Terapia tlenem ma również poprawiać jakość komórek jajowych,  zwiększać grubość endometrium a u mężczyzn podwyższać stężenie tlenu w tkankach jąder, poprawiać ukrwienie kanalików nasiennych i poprawiać jakość nasienia.

Zobacz też: Badania prenatalne a prawo. Gdy lekarz nie udziela informacji o wadach płodu

Przeciwwskazania i skutki uboczne terapii hiperbarycznej

Terapia w komorze hiperbarycznej, podobnie jak większość zabiegów terapeutycznych, nie jest dla każdego. Do głównych przeciwwskazań należą krwotoki, gorączka, niektóre choroby płuc, stan zapalny nerwu wzrokowego, ciąża, choroby uszu i zatok, operacje przeprowadzone w obrębie klatki piersiowej. Do komory hiperbarycznej nie powinny wchodzić też osoby z rozrusznikiem serca.

Skutki uboczne, jakie mogą pojawić się w związku z terapią 100% tlenem w komorze hiperbarycznej to między innymi barotrauma – ciśnieniowe uszkodzenie ucha, oka lub płuc. Może wystąpić zatrucie tlenem, ciśnieniowy uraz uszu i zatok, uszkodzenia tkanki płucnej i tchawicy (u pacjentów z chorobami układu oddechowego).

Zobacz też: PCOS a ciąża. Właściwe leczenie zwiększa skuteczność starań [WIDEO]

Czy to działa?

Badania naukowe potwierdzają korzystny wpływ terapii hiperbarycznej w niektórych schorzeniach, na przykład w przypadku trudno gojących się ran różnego pochodzenia, uszkodzeń tkanek wewnętrznych i uszkodzeń ciała wynikających z niedokrwistości. W trakcie badań klinicznych przeprowadzonych w USA stwierdzono, że terapia hiperbaryczna pobudza szpik kostny do produkcji komórek macierzystych. Komórki macierzyste powodują regenerację uszkodzonych tkanek i skracają rekonwalescencję. Jednak jak się ma ta terapia do płodności?

Nie ma wiarygodnych badań naukowych nad wpływem terapii hiperbarycznej na płodność. Samo leczenie jest kosztowne i niesie ze sobą wiele możliwych groźnych powikłań. Zdecydowanie odradzam tego typu niesprawdzone metody alternatywne, gdyż w znakomitej większości są one tylko złodziejami czasu reprodukcyjnego — mówi lek.med. Karina Sasin.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.