Przejdź do treści

Bóg chce in vitro

Hartman in vitro a Bóg
Jan Hartman, fot. Peter Beym

Z prof. Janem Hartmanem, filozofem, o etyce, in vitro, kościele i dzieciach, rozmawia Jolanta Drzewakowska.

W 2 numerze magazynu „Chcemy Być Rodzicami” przedstawiamy historię kobiety, która ma troje dzieci z in vitro. Swoją opowieść kończy ona słowami: „W klinice zostały jeszcze zarodki i już tam zostaną. To przykre, ale co mam zrobić. Niektórzy decydują się oddać zarodki do adopcji, ale ja sobie tego nie wyobrażam. Oddać, a potem zaglądać do każdego wózka? To byłoby straszne. Więcej dzieci nie planuję”. Czy decyzja dotycząca zarodka jest konfliktem etycznym?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że zarodki są czymś pośrednim między człowiekiem i innymi tkankami. I z tego powodu wymagają jakiejś ochrony. Tyle etyk może na ten temat powiedzieć. Jakoś jednak trzeba zdefiniować tę ochronę, a to już jest kwestia polityczna i prawna. Nie jest zadaniem dla etyka powiedzenie, jaki kształt taka regulacja powinna przybrać. Może co najwyżej zwracać uwagę na proste rzeczy, np. na to, że jak się na coś decydujemy, to to jest zawsze decyzja arbitralna. I musimy wiedzieć, że dyskusji o statusie zarodka nie może patronować pytanie, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, bo każdy, kto zadaje to pytanie, wie, że odpowiedź nie brzmi tak, że można wskazać konkretny dzień czy liczbę komórek. Prawdą jest – z tym się wszyscy zgadzamy – że chcemy jakiejś ochrony i że w Polsce na razie jej prawie nie ma.

Obecnie możemy się bardzo często spotkać z opinią, że prawo powinno być usankcjonowaniem kodeksu moralnego. Słynie Pan z tego, że jej Pan nie podziela. Jednak czy akurat w takich kwestiach, jak: in vitro, mrożenie zarodków, surogacja, kodeks moralny, obyczaj nie powinny być podstawą uregulowań prawnych?

Nie istnieje coś takiego jak kodeks moralny. Gdyby istniał, to nie byłoby moralności, tylko prawo. Ten kodeks byłby prawem. To, jakie przyjmujemy regulacje w różnych sprawach, jest, po pierwsze, następstwem tradycji prawa. Po drugie, jest następstwem norm obyczajowych danego społeczeństwa. A te zawsze ewoluują. Teraz zwyczaje zmieniają się bardzo szybko i to powoduje intensyfikację konfliktów. Trzecim źródłem prawa, ale najmniej wyrazistym, jest coś, co można nazwać sferą przekonań moralnych. Nie obyczajowych, tylko moralnych. Jest to bardzo mało wyrazista sfera, ponieważ ludzie bardzo rzadko mają zdolność odróżniania przekonań etycznych od zwykłych norm obyczaju. Ludzie nie potrafią tego rozróżniać, ale zgoda, jest coś takiego jak poczucie moralne, świadomość moralna, bardziej uniwersalna i bardziej racjonalna sfera tworzenia i bronienia przekonań etycznych, niż np. religia.

Jest coś ponad religią?

Początek świadomości etycznej jest wtedy, kiedy rozumiem, że nie mogę się kierować po prostu sumieniem, czyli swoimi osobistymi przekonaniami moralnymi czy „poczuciem moralności”, bo moralność jest czymś ponadosobistym, publicznym i niezależnym od moich przekonań. Ponadto rozumiem, że etyczność zaczyna się tam, gdzie dochodzi do poczucia winy, do rozterki. A religia jest zawsze partykularna i zmienna, choćby nawet wyznawało ją miliard ludzi. Jest coś takiego jak osąd moralny, który przekracza zarówno sferę obyczaju, impregnowaną przez religię, jak i osobiste przekonania, zwane czasem sumieniem.

Część naszych czytelniczek musi wykazać się odwagą. Poddając się procedurom in vitro, czasem ryzykują na tym tle konflikt ze swoimi rodzinami, ze społecznością. Medycyna rozrodu bardzo się zmienia. Czy etyka i filozofia w ogóle nadążają za tym?

Na razie nadąża, ale za chwilę przestanie. Chcę jasno powiedzieć, że kwestie zapłodnienia in vitro czy technologicznie wspomaganej rozrodczości nie rodzą typowo etycznych problemów. Z jednej strony wywołują one konsternację obyczajową, z drugiej zaś religijną, z punktu widzenia dogmatycznych systemów religijnych, głównie katolicyzmu. Rodzą problemy polityczne, wtedy kiedy Kościół katolicki próbuje narzucić społeczeństwu swoje dogmaty poprzez zakazywanie in vitro i kiedy udaje, że powołuje się na jakąś niereligijną koncepcję osoby. To jest kłamstwo. Nie ma czegoś takiego jak niereligijna koncepcja osoby w ustach księży katolickich.

Porozmawiajmy o języku. Często już samo użycie konkretnego wyrażenia może sugerować jego ocenę moralną. Np. mówiąc „adopcja zarodka”, mogę mieć na myśli, że adoptuję dziecko.

Język, jakim się posłużymy, musimy wybrać. Mnie się akurat zwrot „adopcja zarodka” bardzo podoba. Ważne jest, żebyśmy sobie zdawali sprawę z tego, że używamy języka z wyboru. Np. w języku prawa kościelnego przerwanie ciąży czy aborcja jest nazywane „spędzenie płodu”, a to jest zwrot po prostu obrzydliwy. Kościół używa w wewnętrznym dyskursie odrażających zwrotów, natomiast w dyskursie, którym epatuje społeczeństwo, używa zwrotu „nienarodzony” czy też „zabicie nienarodzonego”. Chodzi o to samo, formalnie nazywa się to „spędzenie płodu”, ale na użytek PR nazywa się to „zabicie nienarodzonego”. Skrajna hipokryzja. Nazywanie zarodka dzieckiem, kiedy mamy słowo „zarodek”, które jest neutralne, jest lingwistyczną przemocą. Jest próbą skłamania, że już właśnie ustaliliśmy, że zarodek jest dzieckiem, podczas gdy wiemy dokładnie coś odwrotnego – mianowicie, że niczego takiego wspólnie nie ustaliliśmy. Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Może lepiej by było, gdybyśmy posługiwali się językiem biologii?

Język trzeba tworzyć, ale znowu inteligentnie i z dużą wrażliwością na kłamstwo, które może się przejawiać w budowaniu terminologii. Jeżeli ktoś mówi „nienarodzony”, „dziecko poczęte”, to znaczy, że chce udawać, że nie ma problemu tam, gdzie on jest. A problem jest taki, że my na pewno i bez wątpliwości ustaliliśmy, że zarodek nie jest tym samym co urodzone dziecko. Dowód? Nikt nie chce karać śmiercią za aborcję ani w ogóle nie ma mowy o tym, czy status jednego i drugiego jest taki sam. Wiemy, że jest on pośredni.

A czy nie wymaga właśnie odwagi powiedzenie: „Nie wiemy, w którym momencie człowiek się staje”?

Nie. To jest źle postawione pytanie. Jeżeli chodzi o to, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, to filozof może powiedzieć, że jedyna proporcjonalna i adekwatna do pytania forma odpowiedzi musiałaby być wskazaniem dnia lub liczby komórek. I wiadomo, że będzie to idiotyczna odpowiedź.

Bardzo często, jeżeli chodzi o eksperymenty medyczne, jest mowa o zabawie w Boga. Czy gdybyśmy nie mieli pojęcia Boga, to moglibyśmy darować sobie tę całą etyczną otoczkę?

Pojęcie Boga nie ma tutaj nic do rzeczy.

Jednak takie stwierdzenie pada bardzo często. Jeżeli np. słyszymy o możliwości wyboru płci dziecka.

Jeżeli sobie genitalia osłoniłem ubraniem, to bawię się w Boga, bo Pan Bóg dał mi je na wierzchu. Jak wynalazłem samolot, to bawię się w Boga, bo skrzydła dał Pan Bóg ptakom. To jest po prostu idiotyczne. Jeżeli ktoś jest już bardzo głupi, to można mu powiedzieć, że widocznie tak Pan Bóg chciał, żeby te duszyczki powstawały w szkle, a więc wyposażył człowieka w sposób rozrodczości inny niż typowo zwierzęcy. Przypominam księżom: Pan Bóg – zgodnie z doktryną – zgadza się tworzyć również dusze ludzkie w szkle. I kocha te dusze, one też są na jego obraz i podobieństwo.

Obowiązkiem teologicznym Kościoła jest uznać wolę bożą. Bóg chce, jak widać, dzieci z in vitro. I mówię teraz z punktu widzenia ortodoksji teologicznej.

I tutaj każda próba umniejszenia tej prerogatywy Boga i sugerowanie, że te dzieci powstają wbrew Jego woli, na podstawie ludzkiej wolności, która się jej sprzeciwia, jest zwykłym bluźnierstwem. Oni – Kościół – się boją in vitro z zupełnie innego powodu. Po prostu chodzi o to, że in vitro umożliwia dziewicy posiadanie dziecka. Niszczy tę wyobraźnię, w której dziewictwo jest dowodem świętości, a seks i seksualność są skalaniem, które przenosi grzech pierworodny. Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.
Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.

A jakie ma Pan zdanie jako etyk na temat surogacji?

Wiadomo, jakie jest ryzyko etyczne z nią związane. Chodzi o to, że dziecko będzie przedmiotem przetargu, że będzie przedmiotem umowy, w której nie jest stroną. Sąd musi dopiero rozstrzygać, czyje to dziecko będzie. Jest oczywiste ryzyko związane z tym, że kobieta będzie wynajmować swój brzuch dlatego, że jest biedna. W związku z tym, pojawia się potrzeba regulacji, a więc tego, żebyśmy wszyscy się na coś umówili. Bardzo wiele rzeczy wymaga regulacji po prostu dlatego, że istnieje. Aborcja, eutanazja, surogacja wymagają regulacji, bo są. A co to jest regulacja? Tutaj filozof może powiedzieć, że regulacja to jest coś takiego, co określa, w jakich granicach coś jest dozwolone. Coś pomiędzy zakazem i pełną swobodą.

Idąc tym tropem, stwierdzimy, że to jest etyka i filozofia liberalnego społeczeństwa. Co w takiej sytuacji uznajemy za zjawiska niepożądane?

Liberalnemu społeczeństwu zagraża relatywizm moralny. W Polsce panuje terror relatywizmu moralnego. Rób, co chcesz, kieruj się podszeptem sumienia, oczywiście tego ukształtowanego przez Kościół, a nie przez kogokolwiek innego. Ta ideologia rozstrzygającej funkcji sumienia jest dewastująca moralnie. I sugerowanie ludziom, że mogą się kierować własnymi, czyli osobistymi, głębokimi przekonaniami, jest sugerowaniem im, że moralności publicznej nie ma.

A więc nie ma miejsca na dyskomfort moralny?

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha. Istota etyczna ma poczucie winy, a istota nieetyczna ma poczucie zadowolenia z siebie. I Kościół na tym gra: bądźcie zadowoleni. Z jednym wyjątkiem: spowiadajcie się nam z wszystkich grzechów. Macie mieć poczucie winy wobec Boga, ale nie wobec siebie nawzajem. Najgorsze jest to nadużywanie mechanizmów rozgrzeszania, resetu.

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha.

Może jednak to jest tylko odpowiedź Kościoła na potrzeby społeczne?

Oczywiście. Kościół ma bardzo inteligentny model biznesowy i PR i operuje – można powiedzieć – miękkimi walorami: ludzkimi zaletami, wadami, nadziejami. Jest takim wielkim psychologiem. Kiedyś nie miał konkurencji. A w stosunku do ludu był dostarczycielem usług kulturalnych. I to działało przez kilkanaście stuleci. Teraz ten monopol traci. Częścią przemiany, wyzwolenia społeczeństwa, laicyzacji społeczeństwa jest uzyskanie przez nie świadomości moralnej, w której świetle to, co robi Kościół, jest przeciwieństwem moralności.

Pisał Pan kiedyś, że „tabu w społeczeństwie jest rzeczą niezbędną”. Może jednak stanowisko Kościoła ma tutaj swoje uzasadnienie – żeby nie rozmawiać o in vitro czy niepokalanym poczęciu. A tego pierwszego nie poddawać regulacjom.

Oczywiście są tacy, którzy marzą, żeby prawo medyczne było w zawieszeniu. Kościół o tym marzy. Kościół żyje z tego, że tworzy kryzysy. Stworzył kryzys wokół prawa medycznego i pokazuje, że na pewien teren państwo nie może wejść. Polska jest jednym z ostatnich krajów, gdzie z powodu bezduszności Kościoła nie ma regulacji in vitro. Kościół tak dalece gardzi zarodkami, że jest gotów w nieskończoność przewlekać sytuację, w której te sprawy są nieuregulowane. To jest szczególna forma demoralizacji. Jednak z punktu widzenia duchownych katolickich z bardziej rozwiniętych krajów taka postawa, że nie można ustanowić ochrony zarodków poprzez ustawodawstwo o in vitro, jest absolutnie nieakceptowalna. Jednak to dla polskiego Kościoła nie liczy się w najmniejszym nawet stopniu, liczy się tylko zachowanie jak najszerszego zakresu władzy.

Proszę mi na koniec powiedzieć o tym, jak wygląda życie prywatne filozofa. W którym momencie Pan, człowiek myślący, zaczął myśleć o posiadaniu dziecka?

Moja żona jest starsza ode mnie i chyba trochę za późno zdecydowaliśmy się na dziecko. Jak się moja córka urodziła, to moja żona miała 37 lat. Wszystkim radzę, aby o dzieciach myśleli jak najwcześniej. Dużo jest takich par, które w ogóle nie mogą mieć potomstwa bez pomocy medycyny, ale jest też bardzo dużo ludzi – o tym się znacznie mniej mówi – którzy mają jedno dziecko, a potem się zrobiło za późno i drugiego już nie mogą mieć. I to jest tajemnica ich jednodzietności. Dodam jeszcze, że mężczyźni bardzo długo dojrzewają do tego, żeby być ojcami i bardzo często patrzą na to zadaniowo, tzn. że powinni nimi być. Zwykle boją się tego. Teraz może trochę mniej, bo w mediach jest wiele pozytywnych wzorców ojca. Jednak tradycyjnie było trochę inaczej – dziecko się kojarzyło z obowiązkami, z ograniczeniem wolności i utratą części uwagi partnerki.

Czy odczuwał Pan, że kiedy dziecko się rodzi, coś się zmienia również w sposobie myślenia?

Myślę, że nie od razu od urodzenia dziecka. Jednak jak dziecko podrośnie, to człowiek się uczy, jak z małego dziecka powstaje racjonalna istota i to jest oczywiście bardzo ważne doświadczenie.Jak się uczy mówić, jak się uczy myśleć. Jak dziwnie widzi świat, nie rozumiejąc go, i dochodzi do rozumienia go, podchodząc do rzeczy najprostszych. To jest poważne doświadczenie również dla filozofa. Dawniej ojcowie mało się zajmowali dziećmi, więc mało korzystali z tego doświadczenia, no ale nadeszły nowe pokolenia, w których ojcowie, prawie na równi z matkami, zajmują się dziećmi. Dlatego te pierwsze lata życia córki dobrze wspominam, jako lata uczenia się, kim jest człowiek i jak się nim staje od małego.

Co było najważniejszą nauką w tym poznawaniu?

Moja córka ma charakter niesamowicie autonomiczny i zdumiewało mnie, w jak małym stopniu rodzice mają wpływ na dzieci. To dzieci rządzą w tych relacjach bardziej. Wyobrażam sobie, że jeżeli dzieci dawniej były grzeczniejsze i bardziej ułożone, to działo się tak z powodu bardzo daleko posuniętej represyjności wychowania. Jeżeli z góry się wyklucza taki dryl wychowawczy i przemoc, to jest tak, że dzieci robią, co chcą, i poniekąd rządzą rodzicami. Ja absolutnie jestem niezdolny do surowości. Nie uważam, żebym wychowywał, nie czuję się wychowawcą…

Bardziej opiekunem?

Można tak powiedzieć, ja po prostu wierzę w to, że jak się jest porządnym człowiekiem, to nawet jak dzieci nie podlegają wpływowi rodziców, bo się buntują, to w dłuższej perspektywie nie odchodzą daleko moralnie i mentalnie od swoich rodziców. Zarówno w negatywnym, jak i w pozytywnym sensie.

Rozmowa z prof. Janem Hartmanem ukazała się z drugim numerze pierwszego poradnikowego magazynu dla osób starających się o dziecko „Chcemy być rodzicami” luty – marzec 2014. 

Prof. Jan Hartman – filozof i bioetyk, profesor  nauk humanistycznych, wydawca i publicysta (część publicystyki opublikowana w książce pt. „Zebra Hartmana”), wykładowca akademicki, polityk.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawniczka i coach. Matka dwójki dzieci.

Nieudana inseminacja. Co mogło pójść nie tak?

Nieudana inseminacja
fot. Fotolia

Idealny scenariusz jest taki, że wybrana forma leczenia niepłodności, na przykład inseminacja domaciczna, działa od razu, udaje się Wam zajść w ciążę i po dziewięciu miesiącach zostać rodzicami. Niestety nie zawsze dzieje się tak, jak byśmy chcieli. Przyczyny mogą być różne. Całe szczęście na jednej próbie i formie terapii droga się nie zamyka. Współczesna medycyna oferuje parom starającym się o dziecko cały wachlarz możliwości.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Inseminacja domaciczna to w pełni bezpieczna i bezbolesna procedura polegająca na wprowadzeniu nasienia bezpośrednio do macicy. Nasienie jest wcześniej selekcjonowane oraz odpowiednio przygotowywane w warunkach laboratoryjnych i podawane do macicy przez cienki cewnik.

Zobacz też: Inseminacja: na czym polega krok po kroku. Który zabieg przynosi największą skuteczność?

Dwa rodzaje inseminacji domacicznej

W zależności od tego od kogo pochodzi próbka nasienia, rozróżnia się dwa rodzaje inseminacji domacicznej: IUI — nasienie należy do partnera kobiety oraz AID — nasienie pochodzi od anonimowego dawcy.

Zabieg przeprowadza się w ściśle określonym momencie cyklu — tuż przed owulacją.

Jeśli owulacja nie przebiega prawidłowo, może pojawić się wskazanie do jej wywołania. W takich przypadkach stosuje się stymulację hormonalną, która ma na celu uzyskanie od 1 do 3 pęcherzyków jajnikowych w danym cyklu.

Zobacz też: Projekt: dziecko, czyli jak zajść w ciążę bez partnera. Inseminacja domowa nasieniem dawcy czy zagraniczna klinika?

Kto może skorzystać z procedury?

Inseminacja domaciczna jest sugerowaną metodą zapłodnienia u par, które bezskutecznie starają się o ciążę, mimo dobrych wyników w badaniach płodności.

Wskazania do inseminacji domacicznej to: przeciwciała przeciwplemnikowe, endometrioza, zaburzenia owulacji, brak upłynnienia nasienia, zaburzenia ejakulacji, spodziectwo, niepłodność idiopatyczna.

Zobacz też: Kiedy inseminacja jest wskazana? A jakie czynniki decydują, że nie można jej wykonać u niepłodnych par?

Nieudana inseminacja – jakie mogą być przyczyny?

Sukces inseminacji domacicznej zależy od kilku czynników. Jeśli wszystkie procedury przygotowujące są przeprowadzone prawidłowo, szansa na zapłodnienie w każdym cyklu wynosi od 10 do 25%.

Różnice w skuteczności uzależnione są od indywidualnych predyspozycji pary, na przykład wieku kobiety, powodu niepłodności, jakości użytego nasienia, czy liczby dojrzałych pęcherzyków jajnikowych po stymulacji hormonalnej.

W zależności od rodzaju czynników lub kombinacji czynników utrudniających zapłodnienie, szansa na zajście w ciążę rośnie lub maleje.

Zobacz też: Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Jakie są ścieżki postępowania po nieudanej inseminacji domacicznej?

Inseminacje domaciczną można wykonywać przez kilka cykli z rzędu zanim okaże się ona skuteczna. Wiele par zachodzi w ciążę dopiero przy którejś z kolei próbie i jest to całkowicie normalne.

Jeśli w procedurach inseminacji wykorzystane zostało nasienie partnera oraz zachodzi podejrzenie, że przeważającym powodem trudności jest jakość nasienia, parom proponuje się ze skorzystania z nasienia anonimowego dawcy.

Sposobem leczenia niepłodności, który proponowany jest parom, u których inseminacja domaciczna nie odniosła oczekiwanych skutków, jest in vitro. Zapłodnienie pozaustrojowe IVF poprzedzone jest kilku lub kilkunastodniową stymulacją hormonalna, by zwiększyć szanse powodzenia procedury.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. Zawodowo interesuje się prawami człowieka i etyką medyczną. W czasie wolnym dużo czyta - najchętniej z jednym ze swoich trzech kotów na kolanach, trenuje roller derby i fotografuje.

Czy można zwolnić kobietę w ciąży?

Czy można zwolnić kobietę w ciąży?
Kodeks pracy chroni kobiety spodziewające się dziecka. – fot.Fotolia

Prawo pracy precyzuje warunki, w jakich kobieta w ciąży może zostać zwolniona. Przypadki te dotyczą sytuacji szczególnych, takich jak dyscyplinarne rozwiązanie umowy. Niedopuszczalne jest, aby pracodawca rozwiązał umowy o pracę z kobietą tylko z tego powodu, że spodziewa się ona dziecka.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy można zwolnić kobietę w ciąży?

Ochrona kobiet w ciąży i przebywających na urlopie macierzyńskim jest wprost wyrażona w Kodeksie pracy. Według art. 177 k.p., pracodawca nie może rozwiązać ani wypowiedzieć umowy o pracę w okresie ciąży i urlopu macierzyńskiego, chyba, że zachodzi sytuacja, w której możliwe jest rozwiązanie umowy bez okresu wypowiedzenia z winy pracownicy i reprezentująca pracownicę organizacja związkowa zgadza się z decyzją pracodawcy.

Z art. 177 k.p. wynika, że zabrania się:

  • Wypowiadania umowy o pracę (rozpoczynania okresu wypowiedzenia) w okresie ciąży.
  • Rozwiązywania umowy w wyniku upływu w czasie ciąży wypowiedzenia dokonanego przed ciążą – wtedy umowa przedłuża się do dnia porodu.
  • Rozwiązywania umowy bez wypowiedzenia w okolicznościach wskazanych w art. 53 k.p., np. w razie długotrwałej niezdolności do pracy spowodowanej chorobą. *

Zobacz też: Urlop wychowawczy oraz rodzicielski – różnice i zasady korzystania.

Kolejną wyjątkową sytuacją, w której możliwe jest rozwiązanie umowy o pracę z kobietą w ciąży jest ogłoszenie upadłości lub likwidacji pracodawcy, przy czym pracodawca musi uzgodnić termin rozwiązania umowy z organizację związkową reprezentującą pracownicę. Jeśli niemożliwe jest zapewnienie w tym okresie innego zatrudnienia, pracownicy przysługują świadczenia. Okres pobierania tych świadczeń wlicza się do okresu zatrudnienia.

Problematyczna sytuacja pojawia się, kiedy w zakładzie nie ma organizacji związkowej, albo żadna organizacja nie objęła pracownicy ochroną. Wtedy pracodawca podejmuje decyzję samodzielnie o rozwiązaniu umowy z ciężarną, a ochrona ciężarnej działa na zasadach ogólnych, często przy udziale sądu, który wykonuje badanie zgodności z prawem przyczyn rozwiązania umowy  z ciężarną kobietą.

Zobacz też: Urlop ojcowski – czas trwania i jak go udzielać.

Urlop macierzyński i urlop rodzicielski

Urlop macierzyński i urlop rodzicielski przysługuje kobiecie zatrudnionej na umowie o pracę. Zgodnie z art. 179 k.p. Pracownica po porodzie przebywa przez 21 dni na urlopie macierzyńskim oraz  może złożyć pisemny wniosek o udzielenie jej urlopu rodzicielskiego. Długość urlopu rodzicielskiego określa art. 182 k.p., zgodnie z którym, w zależności od okoliczności, urlop ten może trwać od 16 do 68 tygodni. Co ważne, urlopem rodzicielskim  rodzice dziecka mogą się podzielić, albo cały urlop może zostać wykorzystany przez ojca, natomiast urlop macierzyński przysługuje tylko matce dziecka.

Zobacz też: Prawo do urlopu i zasiłku po poronieniu.

Jakiej umowy pracodawca nie może rozwiązać z kobietą w ciąży?

Zakazy zwolnienia kobiety w ciąży odnosi się do umów o pracę na czas nieokreślony oraz na czas określony, z wyłączeniem umów na zastępstwo oraz okres próbny nie przekraczający 1 miesiąca. Umowa o dzieło nie chroni kobiety w ciąży, można ją rozwiązać w każdej chwili. Umowa zlecenie nie daje kobiecie w ciąży ochrony, która przysługuje jej z tytułu umowy o pracę, nie ma również prawa do urlopu macierzyńskiego i wychowawczego. Jednak jej sytuacja jest lepsza niż sytuacja kobiety zatrudnionej w oparciu o umowę o dzieło – posiada ubezpieczenie zdrowotne i przysługuje jej prawo do wychodzenia na badania lekarskie w czasie pracy, jeśli nie ma możliwości zrealizowania badań w innych godzinach. Kobiecie w ciąży na umowie zlecenie przysługuje również zwolnienie lekarskie oraz zasiłek chorobowy. Warunkiem jest podleganie ubezpieczeniu chorobowemu przez 90 dni kalendarzowych. 91 dnia kobieta może iść na zwolnienie. Jeśli kobieta zatrudniona w oparciu o umowę zlecenie urodzi dziecko w trakcie zwolnienia chorobowego, przysługuje jej zasiłek macierzyński. Warunkiem jest aktywne ubezpieczenie zdrowotne w dniu porodu. Dobrą informacją jest to, że nie jest wymagany dłuższy czas podlegania ubezpieczeniu chorobowemu, zasiłek przysługuje od pierwszego dnia ważności ubezpieczenia.

* Cały tekst kodeksu pracy znajdziesz tutaj.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. Zawodowo interesuje się prawami człowieka i etyką medyczną. W czasie wolnym dużo czyta - najchętniej z jednym ze swoich trzech kotów na kolanach, trenuje roller derby i fotografuje.

Paweł Adamowicz nie żyje. Prezydent Gdańska na in vitro chciał w tym roku przeznaczyć dodatkowe pół miliona złotych

Paweł Adamowicz nie żyje
Paweł Adamowicz był prezydentem Gdańska przez 21 lat – fot. Facebook - Paweł Adamowicz

Nie żyje prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Mężczyzna został zaatakowany przez nożownika podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.  

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tragedia rozegrała się 13 grudnia w Gdańsku tuż przed „Światełkiem do Nieba”. O godzinie 19:55 27-letni Stefan W. wtargnął na scenę i dźgnął Pawła Adamowicza nożem. Prezydent został ugodzony kilkakrotnie.

Po zadaniu ciosów sprawca podniósł ręce do góry w geście triumfu.

Halo, halo! Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz – krzyczał do mikrofonu.

Morderca wszedł na scenę posługując się plakietką z napisem „media”. Stefan W. był wcześniej karany za rozboje.

Po ataku Paweł Adamowicz trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie przez wiele godzin był operowany. Zmarł 14 stycznia.

Zobacz też: In vitro w Gdańsku. Są już pierwsze efekty miejskiego programu

Paweł Adamowicz nie żyje. Był zwolennikiem in vitro

Paweł Adamowicz był prawnikiem, współzałożycielem regionalnej Platformy Obywatelskiej, w latach 1998-2019 sprawował funkcję prezydenta Gdańska.

Był zwolennikiem in vitro – Gdańsk jako jedyne trójmiejskie miasto miało swój program dofinansowania in vitro. Podczas wyborów na następną kadencję w październiku 2018 r. Adamowicz zapowiedział zwiększenie środków na program zapłodnienia pozaustrojowego w ramach proponowanego pakietu społecznego Zdrowie i Szczęście Gdańskich Rodzin.

Gdański program in vitro wprowadziliśmy w zeszłym roku. Dzięki niemu na świat przyszło 39 dzieci, a obecnie 137 kobiet jest w ciąży. Uważamy, że ten lokalny, miejski, gdański program, zdaje egzamin. W tym samym czasie program rządowy ministra Radziwiłła nie przyniósł ani jednego poczętego i narodzonego dziecka. Dlatego chcemy w nowej kadencji, w nowym roku kalendarzowym 2019, uzupełnić wkład finansowy do programu in vitro o dodatkowe pół miliona złotych, bo wierzymy głęboko, że małżeństw, par, które chcą skorzystać w Gdańsku z programu in vitro jest bardzo wiele – mówił podczas październikowej konferencji prasowej Adamowicz.

Gdański program rozpoczął się 2017 roku i ma trwać do 2020 roku. Do tej pory na ten cel miasto przeznaczyło niemal dwa mln zł.

Źródło: Wirtualna Polska, Dziennik Bałtycki, gdansk.pl, portalsamorzadowy.pl Wikipedia

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Brak miesiączki po ciąży biochemicznej

brak miesiączki po ciąży biochemicznej

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że ciąża biochemiczna wczesne poronienie. Termin ten określa sytuację, w której test ciążowy daje pozytywny wynik, natomiast badanie USG nie potwierdza obecności zarodka.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Faza biochemiczna jest bardzo wczesnym etapem ciąży, można ją rozpoznać tylko za pomocą badania krwi. W prawidłowo rozwijającej się ciąży następuje po niej faza kliniczna, kiedy zarodek znajduje się już w macicy i jest widoczny w trakcie USG.

Więcej informacji znajdziesz tutaj: Ciąża biochemiczna. Czym jest i z jakich powodów dochodzi do straty?

Jakie są przyczyny ciąży biochemicznej?

W ciąży biochemicznej zarodek nie implementuje się prawidłowo w macicy. Ze względu na niemożliwość implementacji lub błędy na poziomie chromosomalnym, dochodzi do poronienia przed 6 tygodniem ciąży.

Warto jednak pomyśleć o tym, że większość zapłodnionych komórek jajowych nie dociera do macicy i nie rozwija się w płód i później – dziecko. Są one zbyt słabe, by tak się stało. Kobiety zwykle nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że doszło do zapłodnienia.

Zobacz też: Tak, ojcowie też przeżywają poronienie – ten pomysł podkreśla ich ogromną rolę!

Ciąża biochemiczna to sytuacja podobna – poronienie następuje zanim ciąża rozpocznie się na dobre. Komórka jajowa spotyka się z plemnikiem, powstaje zygota, uruchamia się proces dzielenia komórek, powstaje blastocysta, zarodek zaczyna zagnieżdżać się w macicy.

Na tym etapie wydzielana jest gonadotropina kosmówkowa (beta-hCG), która stymuluje ciałko żółte do produkcji progesteronu, którego zadaniem jest z kolei podtrzymanie ciąży. Stąd też pozytywny wynik testu ciążowego (test mierzy poziom hCG).

W wielu przypadkach zarodek nie jest w stanie w prawidłowy sposób “ulokować się” w macicy, więc jest wydalany przez organizm matki, dochodzi do poronienia. Nie można zrobić nic, by zapobiec poronieniu w tak krótkim czasie po zapłodnieniu komórki jajowej.

Zobacz też: Zespół znikającego płodu – czym jest i jakie są jego przyczyny?

Brak miesiączki po ciąży biochemicznej. Co może być powodem?

W związku ze zmianami hormonalnymi, które zaszły w ciele kobiety w trakcie ciąży biochemicznej, miesiączka  może pojawić się nawet 6 tygodni po utracie ciąży. Regulacja poziomu hormonów w organizmie po poronieniu to indywidualna sprawa, ciało każdej kobiety reaguje inaczej.

Pierwsza miesiączka, która się pojawi może być dłuższa, bardziej bolesna lub obfita niż zwykle. Kolejny cykl powinien już wyglądać tak, jak cykle przed ciążą. Jeśli miesiączka nie pojawia się dłużej niż 6 tygodni od utraty ciąży lub kolejne cykle są opóźnione, bardziej bolesne lub obfite, należy skonsultować się z lekarzem.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj. 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.