Przejdź do treści

Bez cudu pod choinką – niepłodność i święta

niepłodność i święta
fot. Fotolia

Problem, z którym na co dzień zmaga się tysiące par, jest szczególnie dotkliwy podczas świąt. Spotkania z rodziną, przyjaciółmi i ich piękne, choć sprawiające ból życzenia. Narodziny Jezusa nie cieszą, kiedy nie udaje się począć własnego maleństwa. Jak sobie radzić z „dobrymi” radami i uwagami bliskich, zostać czy wyjechać?

„Mam nadzieję, że w tym roku zrobicie mnie babcią!”, „Życzymy wam dzidziusia!”, „Musicie się bardziej postarać!” – to tylko kilka zdań, które usłyszała chyba każda para, starająca się o dziecko podczas rodzinnej wigilii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz także: 5 porad, jak przeżyć święta z niepłodnością

Współczujące spojrzenia i krępująca cisza

Dlatego też wielu przed świętami spędza sen z powiek spotkanie w gronie najbliższych. Intencje oczywiście są dobre, ale przez to wcale nie mniej przykre. Dominuje poczucie porażki, bo nie spełniło się jedynej „prośby”. Widać współczujące spojrzenia, a później następuje krępująca cisza, gdy pada pytanie o postępy w prokreacji.

Święta to czas, który powinien napawać nadzieją, nie smutkiem, ale warto sobie na niego pozwolić. Nie uciekać przed emocjami, ale o nich rozmawiać. Kto najlepiej to zrozumie? Najbliższa osoba, z którą codziennie toczycie walkę – partner. Otwarcie na wzajemne potrzeby i poświęcenie czasu na dzielenie się uczuciami dodają otuchy w ciężkim okresie.

Zobacz także: Czy negatywne emocje pomagają parom niepłodnym?

Niepłodność i święta. Jak je przetrwać?

Podjęcie próby zaakceptowania faktu, że Boże Narodzenie to rodzinne święto, skupione na matce i dziecku, to istotny krok. Kolejnym jest zrozumienie, że nie można kontrolować sytuacji i zachowania otoczeniapewne momenty będą trudne i warto się na nie przygotować.

Dzięki temu para dokonuje wyboru, unikając bycia ofiarami. To ona rozdaje karty – nie zawiesza swoich planów leczenia, tylko działa równolegle. Podejmuje decyzję, kto może wiedzieć, co się dzieje, kogo zaprosi i czego woli nie usłyszeć przy łamaniu się opłatkiem etc.

Pozostaje jednak poczucie odizolowania od świata „płodnych”, którego nie da się unikać, ale można minimalizować własne cierpienie. Jak? Selekcjonując zaproszenia. Warto zastanowić się, gdzie najtrudniej będzie spędzić ten czas – publicznie (centra handlowe, jarmarki), jak i prywatnie. Tradycyjne, wszechobecne podejście sprawia ból, choć daje także możliwość szukania alternatyw, tzn. imprez nieskupionych wokół dzieci.

Ostatnia, najważniejsza rada brzmi: pamiętajcie, by uchwycić ducha świąt! Bierzcie udział w tym, co ma dla was znaczenie, radujcie się – dla własnego dobra.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Jakość komórek jajowych po 35. roku życia: co na nią wpływa?

Uśmiechnięta kobieta w ciąży /Ilustracja do tekstu: Planujesz macierzyństwo? Sprawdź, kiedy jest idealny moment na ciążę / Mrożenie komórek jajowych /Jakość komorek jajowych
Fot.: Fotolia

Trudności z uzyskaniem i utrzymaniem ciąży doświadcza wiele par w wieku rozrodczym. Zaburzenia płodności dotyczą dziś 13-15% populacji światowej. W samej Polsce z problemem tym zmaga się nawet 1 mln par. Choć niepłodność zawsze wymaga diagnostyki obojga partnerów, istotnym czynnikiem zmniejszającym szanse na potomstwo (zwłaszcza po 35. roku życia) może być niska jakość komórek jajowych. Co za to odpowiada?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiek a jakość komórek jajowych

Wraz z wiekiem u kobiety zaczynają rozwijać się zaburzenia hormonalne oraz stany patologiczne macicy. Zmniejsza się wówczas jakość komórek jajowych oraz czynność jajników, co prowadzi do wzrostu ryzyka poronień samoistnych i niepowodzeń implantacji zarodka.

Związane z wiekiem kobiety zaburzenia neuroendokrynnej funkcji jajnika, zmiany w macicy oraz spadek liczby oocytów przyczyniają się do ograniczenia płodności. Ale kluczowy dla możliwości uzyskania ciąży pozostaje stan biologiczny oocytów. Warto wiedzieć, że zmniejszaniu liczby pęcherzyków towarzyszy znaczne obniżenie ich jakości, obejmujące zwłaszcza nieprawidłowości jądra komórkowego.

Dojrzewanie oocytów, prawidłowa segregacja chromosomów, zapłodnienie, wczesny rozwój zarodka oraz implantacja zależne są od dostarczenia dużych ilości energii, której źródłem są mitochondria. W starzejących się oocytach zaobserwowano zmniejszoną zawartość ATP, będących głównym przenośnikiem energii w komórce. Jest to konsekwencją narastających nieprawidłowości mitochondriów, do których dochodzi pod wpływem toksycznego mikrośrodowiska.

Starzenie się oocytów prowadzi przede wszystkim do znacznego obniżenia ich jakości oraz przyśpieszonego ich obumierania w mechanizmie apoptozy. Wielu badaczy potwierdziło wspólną teorię starzenia, sugerując, że zaburzona równowaga oksydacyjna w oocytach i komórkach ziarnistych prowadzi do licznych uszkodzeń oraz zaburza równowagę metaboliczną komórki, co znacząco wpływa na płodność kobiet po 35. roku życia.

CZYTAJ TEŻ: SMOG za oknem? Oto rośliny, które pomogą ci skutecznie oczyścić powietrze

Jakość komórek jajowych i stres oksydacyjny

Prowadzone w ostatnich latach badania wskazują, że zwiększone wytwarzanie reaktywnych form tlenu jest ważnym czynnikiem, który wpływa na możliwości reprodukcyjne kobiet po 35. roku życia. Stwierdzono, że stres oksydacyjny może uszkadzać oocyty oraz upośledzać ich zdolność do zapłodnienia, powodować fragmentację zarodków i powstawanie w nich licznych nieprawidłowości rozwojowych. Jest też jedną z ważnych przyczyn poronień samoistnych oraz nawracających.

Stres oksydacyjny jest najlepiej poznaną biologiczną reakcją związaną ze starzeniem się komórek jajowych. Zjawisko to można określić jako zaburzenie równowagi między nasileniem procesów oksydacyjnych, które indukują powstawanie reaktywnych form tlenu, a przeciwdziałającym systemem obronnym – antyoksydacyjnym (przeciwutleniającym).

Wyniki badań sugerują, że zwiększone stężenie wolnych rodników w płynie pęcherzykowym prowadzi do obniżenia zdolności zapładniającej oocytu i jest związane z przyśpieszonym procesem starzenia jajnika. Ponadto, zgodnie z badaniami z 2017 r., zwiększona aktywność wolnych rodników koreluje z gorszymi wynikami zapłodnienia pozaustrojowego.

Aby utrzymać optymalne warunki do rozwoju, organizmy mające kontakt ze środowiskiem zawierającym tlen wytworzyły różne mechanizmy obronne chroniące ich integralność przed działaniem wolnych rodników. Stan równowagi komórkowej utrzymywany jest przez obecne w organizmie enzymy antyoksydacyjne oraz inne substancje, jak np.:

  • glutation,
  • witaminy E,
  • witamina C,
  • witamina A.

Związki te umożliwiają usuwanie nadmiaru wolnych rodników tlenowych z komórek. W badaniach zaobserwowano obniżoną aktywność systemu obronnego równowagi oksydacyjnej w płynie pęcherzykowym starszych kobiet, co było widoczne głównie poprzez zmniejszenie stężenia enzymów antyoksydacyjnych.

ZOBACZ TAKŻE: Komórka jajowa: poznaj 11 niesamowitych faktów!

Glutation a jakość komórek jajowych i szanse na ciążę przy PCOS

Jednym z najsilniejszych antyutleniaczy jest glutation. Substancja ta jest naturalnie produkowana w wątrobie. Glutation reaguje z reaktywnymi formami tlenu (RFT) i ochrania w ten sposób grupy tiolowe białek przed nieodwracalną inaktywacją wywołaną przez wolne rodniki. Takie działanie chroni przed powstawaniem uszkodzeń komórkowych spowodowanych przez stres oksydacyjny. Wpływa też na poprawę funkcjonowania organelli komórkowych. Efektem silnej aktywności antyoksydacyjnej glutationu może być poprawa jakości oocytów i poprawa parametrów płodności -zarówno żeńskiej, jak i męskiej

Glutation, jako silny antyutleniacz, może korzystnie wpływać na pacjentki z PCOS, zwiększając wrażliwość ich komórek na insulinę. Pomaga to we właściwym wykorzystaniu cukru przez organizm i obniżeniu jego poziomu we krwi. Dodatkowo wspiera organizm w utrzymaniu prawidłowej masy ciała i hamowaniu rozwoju zespołu metabolicznego, który występuje często u pacjentek z PCOS.

Dieta bogata w antyoksydanty oraz suplementacja (np. innowacyjnym suplementem diety Miositogyn GT) to ważne czynniki opóźniające starzenie komórek i zapobiegające ich uszkodzeniom powodowanym przez stres oksydacyjny. Stosowanie substancji o właściwościach antyutleniających wspomaga naturalne mechanizmy obronne organizmu i wpływa na funkcjonowanie wielu narządów, w tym układu rozrodczego. Jest to szczególnie istotne u kobiet planujących ciążę po 35. roku życia (udowodniono, że oocyty starzeją się szybciej niż inne komórki organizmu człowieka!), a także osób narażonych na szkodliwe działanie czynników środowiskowych, np. dymu tytoniowego czy smogu.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Palenie a nasienie: co mają wspólnego?


Suplement Miositogyn GT - opakowanie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Celiakia a przedwczesna menopauza. Sprawdź, jak uchronić się przed ryzykiem!

Celiakia a przedwczesna menopauza /Na zdjęciu: Smutna kobieta siedzi na łóżku w zacienionym pokoju
Fot.: Xavier Sotomayor /Unsplash.com

Celiakia występuje u 1 proc. populacji na świecie, a w samej Polsce dotyka 380 tys. osób. Niezdiagnozowana i nieleczona powoduje szereg groźnych następstw zdrowotnych – także w obszarze płodności. Okazuje się, że może też przyspieszyć menopauzę. Jak to możliwe? Przeczytaj: celiakia a przedwczesna menopauza.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według danych Światowej Organizacji Gastroenterologicznej na celiakię choruje co setna osoba na świecie. Podobnie jest w Polsce, gdzie – zgodnie z szacunkami – na nietolerancję glutenu cierpi nawet 0,38 mln ludzi. To najpoważniejsza nietolerancja pokarmowa występująca u człowieka. Ignorowanie zaleceń dietetycznych lub zwykła niewiedza, że problem występuje także u nas, prowadzi nierzadko do poważnych zaburzeń pracy organizmu.

– W przypadku celiakii należy rygorystycznie unikać glutenu, białka zbożowego, które znajduje się w pszenicy, życie, owsie i jęczmieniu – mówiła agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Hanna Stolińska, dietetyk z Instytutu Żywności i Żywienia.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Nie możesz zajść w ciążę? Sprawdź, czy to nie celiakia!

Na celiakię choruje się przez całe życie. Brak diagnozy ma poważne skutki

Choć obiegowa opinia głosi, że celiakia jest chorobą wieku dziecięcego, w rzeczywistości choruje się na nią przez całe życie. Współczesna medycyna nie opracowała jeszcze metod, które pozwoliłyby na jej skuteczne wyleczenie. To oznacza, że dietę bezglutenową przy celiakii musimy stosować każdego dnia.

– Jeżeli ktoś ma celiakię, koniecznie musi zwracać uwagę na skład produktów. Tak naprawdę gluten może się znajdować wszędzie. Nawet, jeżeli produkt zawiera śladowe ilości glutenu, bo był produkowany w tej samej fabryce, co produkty glutenowe, musi być to oznaczone na opakowaniu – tłumaczy Hanna Stolińska.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że zaburzenia pokarmowe (wzdęcia, bóle brzucha i biegunka) to niejedyne powikłania, które wiążą się ze spożyciem glutenu przy celiakii. Nierzadko objawy ze strony przewodu pokarmowego są na tyle mało nasilone, że można nie powiązać ich z tą chorobą. Tymczasem niezdiagnozowana celiakia może prowadzić m.in. do wczesnej osteoporozy, zaburzeń płodności i poronień oraz rozwoju niektórych nowotworów (chłoniaków przewodu pokarmowego i jelita grubego). Jest też przyczyną uporczywych bólów głowy, niepłodności męskiej, reumatoidalnego zapalenia stawów, a nawet depresji i przedwczesnej menopauzy.

CZYTAJ TEŻ: Czy powinnam zrezygnować z glutenu? Zobacz najpopularniejsze objawy celiakii

Nieleczona celiakia a przedwczesna menopauza. Niebezpieczne związki

Warto mieć świadomość, że u osób, które cierpią na celiakię, spożycie glutenu (nawet w minimalnej ilości) prowadzi do uszkodzenia kosmków jelitowych. To zaś upośledza wchłanianie składników odżywczych, prowadząc do niedoborów, które nie pozostają bez wpływu na gospodarkę hormonalną.

U kobiet nieleczona celiakia wywołuje zaburzenia produkcji hormonów, w tym obniżenie poziomu estrogenów, co wiąże się z ryzykiem przedwczesnego wygasania czynności jajników. Zaburzeniom gospodarki hormonalnej, które przyczyniają się do przyspieszenia menopauzy, sprzyja także przewlekły stan zapalny organizmu towarzyszący nieleczonej celiakii.

POLECAMY: Badania genetyczne przed in vitro – celiakia. Jak ją wykryć?

Celiakia a przedwczesna menopauza. Przejdź na dietę bezglutenową, by zmniejszyć ryzyko

Jak wykazały badania prowadzone naukowców z neapolitańskiego Uniwersytetu Federico II (Włochy) na grupie 100 kobiet, niedobory wynikające z nieleczonej celiakii wiązały się 2-3 letnim przyspieszeniem okresu menopauzy. Dodatkowo badane z niezdiagnozowaną celiakią skarżyły się na dokuczliwe objawy towarzyszące przekwitaniu. Uderzenia gorąca, drażliwość, bóle mięśni i stawów, których doświadczały, były intensywniejsze niż u pań, które miały rozpoznaną chorobę i wyłączyły gluten z diety.

Odwołując się do wyników badań, eksperci podkreślają, że odpowiednio wczesne wykrycie celiakii i wdrożenie diety bezglutenowej  pozwala zminimalizować ryzyko przedwczesnej menopauzy. Badacze zaznaczają, że u właściwie leczonych kobiet zagrożenie przedwczesnym wygasaniem czynności jajników nie jest większe niż w ogólnej populacji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Choruję na Hashimoto – czy muszę być na diecie bezglutenowej?

Celiakia a przedwczesna menopauza. Nie ryzykuj – wykonaj badania

Aby uniknąć niebezpiecznych powikłań celiakii, kluczowa jest zatem szybka diagnoza. Potwierdzenie lub wykluczenie choroby umożliwia nam badanie serologiczne. Pomocne bywają także biopsja jelita cienkiego i testy genetyczne. Pozwalają też odróżnić celiakię od innych zaburzeń przyswajania glutenu: nadwrażliwości i alergii.

Badaniom na celiakię powinny się poddać nie tylko osoby, u których występują objawy celiakii, ale również te, które zmagają się z:

  • chorobami tarczycy,
  • zespołem jelita drażliwego,
  • zapaleniem opryszczkowym skory,
  • cukrzycą typu 1.

Grupą, która powinna rozważyć badania na celiakię, są także pacjenci, których krewni pierwszego stopnia mają diagnozę tego schorzenia (lub istnieje takie podejrzenie).

Źródło: newseria.pl, verywellhealth.com

POLECAMY RÓWNIEŻ: Płodność, ciąża a celiakia. Dieta bezglutenowa w staraniach o dziecko

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Niepłodność przy PCOS: jak ją leczyć zgodnie z nowymi zaleceniami? Wyjaśnia lekarz

"Pęknięcie" na brzuchu ciężarnej kobiety (zdjęcie retuszowane). Ilustracja do: Stres w ciąży a zdrowie dziecka /Niepłodność przy PCOS
fot. Pixabay

Zespół policystycznych jajników (PCOS) to patologia narządu rodnego, która dotyczy nawet 30% kobiet w wieku rozrodczym. Zdecydowana większość pacjentek zmaga się z zaburzeniami płodności, które mogą istotnie obniżyć szanse na realizację planów macierzyńskich. Jak wygląda rekomendowane leczenie niepłodności przy PCOS i na co zwrócić szczególną uwagę? Szczegółowo wyjaśnia dr Monika Szymańska, specjalista ginekolog położnik oraz endokrynolog w Klinice FertiMedica.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zespół policystycznych jajników (PCOS) to zaburzenie, które wiąże się z występowaniem specyficznych objawów i nieprawidłowości, które diagnozowane są podczas badań dodatkowych.

– Chociaż definicji jest wiele, międzynarodowe gremia naukowe przychylają się do tzw. kryteriów rotterdamskich z 2003 r. – wyjaśnia dr Monika Szymańska, specjalista ginekolog położnik w Klinice FertiMedica.

Kryteria rotterdamskie zakładają rozpoznanie PCOS u pacjentek, u których występują dwa spośród trzech czynników:

  • rzadko występująca owulacja lub jej całkowity brak,
  • nadmiar męskich hormonów, który daje objawy kliniczne (nadmierne owłosienie, trądzik, łysienie typu męskiego, przerost łechtaczki) lub laboratoryjne (nadmiar testosteronu całkowitego, wolnego lub podwyższony indeks wolnego testosteronu),
  • obraz policystycznych jajników w badaniu USG (powyżej 12 drobnych pęcherzyków w jajniku lub objętość jajnika powyżej 10 ml).

Kryteria rotterdamskie jasno wskazują, że występowanie tylko jednego z powyższych objawów nie jest wystarczające do rozpoznania PCOS. Choć zarówno w Polsce, jak i na świecie diagnozy PCOS stawiane są często na wyrost, szacuje się, że z zaburzeniem tym zmaga się nawet 30% kobiet w wieku rozrodczym. Nawet 70-80% z nich doświadcza zaburzeń płodności. Jakie mają możliwości leczenia?

ZOBACZ TEŻ: „Wyjątkowe podejście, wyjątkowa atmosfera” – pacjenci o klinice FertiMedica

Niepłodność przy PCOS. Metody leczenia: stymulacja owulacji

Dr Monika Szymańska podkreśla, że podstawową kwestią u kobiet, które zmagają się z PCOS, jest modyfikacja stylu życia i – jeżeli jest to konieczne – redukcja masy ciała.

– Zalecane jest, aby stymulacja owulacji była stosowana jedynie u pacjentek o BMI mniejszym bądź równym 35 kg/m2. Osoby z otyłością powinny w pierwszej kolejności zrzucić wagę. Jeżeli jest to niemożliwe, pacjentce należy zaproponować operację bariatryczną – wyjaśnia ekspertka FertiMedica.

W kolejnym etapie leczenia stosuje się leki stymulujące owulację. Przeważnie wykorzystuje się w tym celu:

  • doustny cytrynian klomifenu,
  • doustny letrozol,
  • podskórne preparaty gonadotropin.

Cytrynian klomifenu jest antyestrogenem – substancją, która działa przeciwstawnie do estrogenów na przysadkę mózgową oraz macicę.

– Po jego zastosowaniu przysadka otrzymuje informację o niskim stężeniu estrogenów w surowicy krwi i w odpowiedzi wydziela zwiększoną ilość hormonu FSH, który pobudza pęcherzyki jajnikowe do wzrostu. W mechanizmie tym dochodzi do dominacji jednego, a czasem większej liczby pęcherzyków oraz owulacji – wyjaśnia dr Monika Szymańska z FertiMedica.

Stymulacja owulacji cytrynianem klomifenu. Jakie są szanse na ciążę?

Ekspertka zaznacza, że cytrynian klomifenu stosuje się doustnie w dawce 50-150 mg na dobę przez 5 dni, a terapię rozpoczyna się między 3. a 5. dniem cyklu. Owulacja zwykle występuje 7 dni po przyjęciu ostatniej tabletki.

– Metoda ta jest prosta, tania i dosyć skuteczna w stymulacji owulacji. Odsetek owulacji wynosi 75-80%. Odsetek ciąż jest jednak znacznie niższy – ok. 20% ciąż na cykl leczenia, 60-70% ciąż w ciągu 6 miesięcy leczenia – precyzuje ginekolog FertiMedica.

Wynika to m.in. z antyestrogennego wpływu cytrynianu klomifenu na endometrium oraz śluz szyjkowy.

– Niestety, stosowane równocześnie z tym lekiem preparaty estrogenów nie poprawiają stanu endometrium, gdyż nie mają szansy związać się receptorami estrogenowymi wysyconymi przez cytrynian klomifenu – mówi dr Monika Szymańska.

Zalecany maksymalny okres leczenia cytrynianem klomifenu wynosi 6 miesięcy.

– Jeżeli w tym czasie nie uzyskano ciąży, należy uznać leczenie za nieskuteczne i zastanowić się nad zmianą postępowania. Być może przyczyną niepłodności jest inny, dodatkowy czynnik, np. niedrożność jajowodów, czynnik męski, maciczny, nieprawidłowe przygotowanie endometrium – podpowiada ginekolog-położnik z Fertimedica.

CZYTAJ TEŻ: Opublikowano nowe zalecenia w diagnostyce i leczeniu PCOS

Letrozol w stymulacji owulacji przy PCOS. Czy jest lepszym lekiem?

Letrozol jest inhibitorem aromatazy, czyli enzymu syntetyzującego estrogeny z androgenów w jajnikach. Wykazuje on podobne działanie na przysadkę mózgową co cytrynian klomifenu. Obniża stężenie estrogenów w przysadce mózgowej, pobudza do zwiększonego wydzielania FSH i wzrostu pęcherzyka dominującego. Warto jednak wiedzieć, że lek jest zarejestrowany na świecie jedynie do leczenia pacjentek z rakiem sutka, nie ma rejestracji dla stymulacji owulacji. Jak wyjaśnia lekarka z Fertimedica, wynika to z dawnych, wątpliwych metodologicznie badań, sugerujących teratogenne działanie leku na płód.

– Jednak liczne badania kliniczne przeprowadzone po 2005 roku wskazują na brak szkodliwego działania leku na płód. Stwierdzano, że jest wręcz wyższy odsetek ciąż po zastosowaniu letrozolu w porównaniu do cytrynianu klomifenu (62% w porównaniu do 48% – w ciągu 5 miesięcy leczenia) oraz mniejszy odsetek ciąż bliźniaczych (3,4% w porównaniu 7,4%). Częstość wad wrodzonych była podobna w grupie stosującej letrozol oraz cytrynian klomifenu (około 1%) – wyjaśnia dr Monika Szymańska.

Ginekolożka podkreśla, że korzyści z zastosowania letrozolu wynikają z kilku czynników. Przede wszystkie nie wykazuje on antyestrogennego wpływu na endometrium i śluz szyjkowy, szybciej wydala się z organizmu (po 48 godz od przyjęcia tabletki lek jest praktycznie nieobecny w surowicy krwi), a także pozwala na częstsze uzyskanie monoowulacji.

– Najnowsze rekomendacje ESHRE (European Society of Human Reproduction and Endocrinology) z 2018 roku zalecają stosowanie letrozolu jako leku pierwszego wyboru w stymulacji owulacji u pacjentek z PCOS – mówi dr Szymańska. Dodaje jednak, że wcześniej pacjentkę należy poinformować o wykorzystaniu leku poza wskazaniami rejestracyjnymi i uzyskać jej zgodę na takie leczenie.

Gdy nie działają leki doustne: Gonadotropiny w leczeniu PCOS

W przypadku pacjentek z PCOS, u których nie uzyskano owulacji po zastosowaniu leków doustnych, istnieją dwie możliwości leczenia:

  • stymulacja owulacji za pomocą podskórnie wstrzykiwanych preparatów gonadotropin (FSH lub FSH i LH),
  • elektrokauteryzację jajników.

Gonadotropiny są naturalnymi hormonami syntetyzowanymi w przysadce mózgowej. Ich zadaniem jest pobudzenie wzrostu pęcherzyków jajnikowych.

– Podanie gonadotropin powoduje dojrzewanie wszystkich wrażliwych na daną dawkę hormonów pęcherzyków jajnikowych. Dlatego tak ważna jest dawka i czas stosowania leków – zbyt małe ich stężenie nie spowoduje owulacji, zbyt duże – może spowodować wzrost ponad 3 pęcherzyków i ryzyko ciąży mnogiej, np. trojaczej. A różnica pomiędzy dawką działającą a nadmierną jest inna u każdej pacjentki – ostrzega dr Szymańska z FertiMedica.

Co istotne, ciąża mnoga, szczególnie większa niż bliźniacza, jest uznawana za powikłanie stymulacji owulacji. Niesie wysokie ryzyko powikłań ciążowych, w szczególności zaś poronienia i porodu przedwczesnego. Ponadto wiąże się z istotnym odsetkiem zgonów i powikłań noworodkowych.

Zaleca się, by przed planowaną stymulacją owulacji za pomocą gonadotropin każda para wykonała:

  • badanie drożności jajowodów,
  • analizę nasienia u partnera.

Każdorazowo niezbędne jest ścisłe monitorowanie ultrasonograficzne stymulacji. Wielu lekarzy zaleca również wykonanie inseminacji domacicznej u takich pacjentek, która dodatkowo zwiększa szanse na ciążę.

Gdy nie działają leki doustne: Elektrokauteryzacja jajników przy PCOS

Inną metodą stymulacji owulacji u pacjentek z PCOS, u których zawiodły tradycyjne metody leczenia, jest zabieg elektrokauteryzacji jajników.

– Przeprowadzany jest on podczas laparoskopii i polega na wykonaniu za pomocą koagulacji lub lasera od 4 do 10 dziurek w torebce każdego jajnika. Procedura ta przywraca owulację u 54-76% kobiet w ciągu 6 miesięcy. Leczenie to wiąże się z hospitalizacją i operacją pacjentki, a także wysokim kosztem. Powinno być stosowane jedynie u kobiet z opornością na stosowane wcześniej terapie lub podczas zabiegu wynikającego z innych wskazań, np. wyłuszczenia mięśniaków macicy. Kauteryzacja może wiązać się również z ograniczeniem rezerwy jajnikowej pacjentki, dlatego wszystkie za i przeciw muszą być poważnie rozważone przed zabiegiem. Jego wykonanie nie może wynikać jedynie z możliwości operatora i chęci zrobienia „czegokolwiek”.

Techniki wspomaganego rozrodu. In vitro przy PCOS

Jak zaznacza dr Monika Szymańska, brak efektów opisanego wyżej postępowania jest wskazaniem do rozszerzenia diagnostyki oraz – ewentualnie – zastosowania inseminacji lub zapłodnienia in vitro. Choć pacjentki z zespołem policystycznych jajników nie są typowymi kandydatkami do in vitro, w wielu przypadkach niemożliwe jest uzyskanie przez nie ciąży po stymulacji owulacji.

– Nierzadko pacjentki z PCOS zachodzą w ciążę podczas pierwszej w życiu wystymulowanej owulacji. Zapłodnienie pozaustrojowe jest stosowane u pacjentek, u których leczenie mniej zaawansowane nie przyniosło rezultatu lub gdy występują inne wskazania do in vitro – np. czynnik męski lub niedrożność jajowodów – wyjaśnia dr Monika Szymańska z FertiMedica. – Osobną grupą są kobiety, u których niemożliwe jest uzyskanie wzrostu jednego lub dwóch pęcherzyków jajnikowych podczas stymulacji owulacji. Wtedy, ze względu na ryzyko ciąży mnogiej, proponuje się in vitro – dodaje.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: 6 rzeczy, których prawdopodobnie nie wiesz o in vitro

Warto jednak wiedzieć, że stymulacja pacjentek z PCOS wymaga od lekarza dużego doświadczenia.

– Zastosowanie zbyt niskich dawek gonadotropin lub zbyt krótkie ich podawanie może ograniczać skuteczność leczenia. Z kolei zbyt wysokie dawki powodują zdecydowanie większe ryzyko zespołu hiperstymulacji. Często u pacjentek z PCOS rozdziela się procedurę stymulacji, pobrania i zapłodnienia oocytów (wykonywaną w jednym cyklu) od transferu zarodka (w kolejnym cyklu); to tzw. strategia „freeze all” – zauważa ekspertka.

Dr Szymańska zaznacza, że udowodniono większe prawdopodobieństwo ciąży przy radykalnie niższym ryzyku zespołu hiperstymulacji, gdy przeprowadzony jest transfer mrożonego zarodka.

– Typowy w stymulacji do in vitro jest tutaj protokół z antagonistą. Przy zagrożeniu zespołem hiperstymulacji może być on zakończony za pomocą krótko działającego agonisty GnRH – a nie HCG, które działa silniej i długotrwale nasila objawy hiperstymulacji – mówi ginekolożka z FertiMedica.

IVM: in vitro z dojrzewaniem komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych

Ok. 10 lat temu wprowadzono IVM, czyli in vitro maturation. To odmiana zapłodnienia in vitro, która polega na pobraniu z jajnika niedojrzałych komórek jajowych (po minimalnej stymulacji). Dokończenie dojrzewania oocytów odbywa się w warunkach laboratoryjnych.

– Dopiero wtedy następuje przeprowadzenie klasycznej procedury in vitro lub ICSI. Uzyskuje się wówczas wszystkie korzyści z in vitro, bez ryzyka hiperstymulacji u pacjentki. Niestety, wyniki IVM są zdecydowanie gorsze niż przy typowej procedurze in vitro – zauważa dr Monika Szymańska.

Zabieg in vitro IVM jest proponowany jedynie pacjentkom z wyjątkowo dużym ryzykiem zespołu hiperstymulacji.

POLECAMY RÓWNIEŻ: PCOS a starania o dziecko. Kiedy zgłosić się do lekarza?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

Niewyraźne zdjęcie matki i dziecka /Ilustracja do tekstu: Dzień Matki a niepłodność
Fot.: Meghan Holmes/Unsplash.com

Kiedy Brytyjka Jody Day robiła prezentację na platformie TEDtalk, ścianę za sobą udekorowała nazwami, którymi bywa określana: szalona kociara, karierowiczka, czarownica, stara panna. Tak nazywana jest kobieta po 45. roku życia, która nie ma dzieci. To wystarczy, żeby zostać uznaną za niespełna rozumu miłośniczkę futrzaków. Tyle tylko, że Day jest bezdzietna na skutek okoliczności. Bezdzietność stała się dla niej bolesną rzeczywistością, opłakaną, przypłaconą depresją i rozczarowaniem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzięki spisowi powszechnemu wiemy, że jedna na cztery Irlandki urodzone w latach 60. ubiegłego wieku nie ma dzieci, to samo dotyczy jednej na trzy Niemki oraz jednej na pięć Brytyjek. Ile kobiet urodzonych w latach 70. i 80. pozostanie bezdzietnych, dowiemy się za kilka lat.

To sporo. To dwukrotnie więcej niż w poprzednim pokoleniu. Jednak mimo tych wskaźników jest coś wstydliwego w bezdzietności. Samotna kobieta w okolicach 50-tki budzi niepokój, bezdzietna tym bardziej. Coś z nią musi być nie tak, coś się w jej życiu potoczyło nie tak, jak powinno. Może rzucił ją mąż, może nie była dobrą żoną, może za bardzo skupiała się na sobie. Dlatego też doświadczeniem wielu bezdzietnych kobiet w średnim wieku jest ogromna samotność.

Dopiero od bardzo niedawna w internecie pojawiają się grupy, do których można zapukać, w których można spotkać osobę o podobnych przeżyciach.

CZYTAJ TEŻ: Ludzie tacy jak my. Sławy o bezdzietności

Bezdzietność nie z wyboru. Pustka nie do zastąpienia

Nie bez powodu internet stał się platformą, na której bezdzietne kobiety mogą się spotkać. W internecie można się nie wstydzić, można być sobą, można płakać, przeklinać i żalić się na swój los. Można wreszcie znaleźć wsparcie w przeżywaniu żałoby. Bo o ile kobiety bezdzietne z wyboru mogą czuć się dumne ze swojego życia i osiągnięć, do których doszły dzięki temu, że nie mają dzieci, kobiety bezdzietne z konieczności odczuwają porażkę. Bywa też tak, że niczym nie można wypełnić pustki, którą wywołuje brak dzieci. I nawet nie chodzi o to, że jest już za późno na karierę, że trudniej znaleźć partnera, kiedy ma się lat czterdzieści czy pięćdziesiąt – po prostu nic nie zastąpi dziecka. Osoby w podeszłym wieku rzadko trafiają na psychoterapię, ale zdarza się spotkać kobietę w siódmej dekadzie życia, która nadal cierpi z powodu swojej bezdzietności.

Podobnie jak w przypadku Jody Day, świadomość, że dzieci jednak się nie pojawią, przychodzi z czasem. I bardzo późno. Dopóki jest cień nadziei, dopóki kolejna klinika mówi, że jest jakiś procent szans na powodzenie, dopóty można się tego się trzymać. Ale przychodzi moment – 45. urodziny, dzieci koleżanki kończą szkołę średnią albo rozsypuje się związek – kiedy bezdzietność staje się faktem. Bezdzietność nie z wyboru. Jody Day na swoim blogu opisuje, w jaki sposób przechodziła kolejne etapy radzenia sobie z tą świadomością. Pisała między innymi, jak zmieniła się jej osobowość, z jak wielu relacji się wycofała i jak bardzo przytłoczyła ją codzienność.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Bezdzietność. Decyzja czy los?

W internecie do niedawna – jak zauważa Day – niezwykle łatwo było spotkać kobiety, które zdecydowały się na bezdzietność. Ich rzeczywistość jest jednak zasadniczo inna od tej, w której dzieci nie ma na skutek okoliczności. Problem dodatkowo się komplikuje, jeśli zastanowimy się, kim właściwie są bezdzietne kobiety i jak wiele z nich w rzeczywistości chciało zostać matkami.

Badania z 2010 roku pokazują, że jedynie 10% kobiet wybrało bezdzietność. Spośród pozostałych 90% zaledwie 9% kobiet pozostało bezdzietnych na skutek określonych problemów medycznych. To oznacza, że różne okoliczności życiowe, nie mniej ważne niż problemy medyczne, stanęły na drodze do macierzyństwa. Ograniczenia cielesne łatwiej zaakceptować niż fakt, że nie mamy kontroli również na wieloma innymi aspektami naszego życia.

Oprócz cierpiących w ciszy kobiet są też bezdzietni mężczyźni, jeszcze bardziej wycofani i zamknięci w sobie. Istnieją, choć niemal ich nie widać. Jedna z brytyjskich gazet zapytała 15 mężczyzn w wieku 49-82 lat o ich doświadczenie bezdzietności. Nie zostali ojcami z powodu problemów zdrowotnych, samotności lub rozpadających się związków albo po prostu dlatego, że sądzili, że mają jeszcze mnóstwo czasu na założenie rodziny. Jeden z mężczyzn nie został uznany na „materiał na ojca” przez swoją żonę, a partnerka innego panicznie bała się porodu. Powtarzające się w narracji wszystkich mężczyzn motywy wiązały się z brakiem zgody na żałobę. „Mężczyźni nie płaczą”. Nie skupiali się na swoich uczuciach, a bardziej na tym, czego nie udało im się osiągnąć.

Jak mówią mężczyźni, którzy nie doczekali się dzieci, pragnienie i żal przychodzą falami – często pod wpływem obserwacji innych mężczyzn. Działa to podobnie jak tykający zegar biologiczny kobiet. Jest wiele dróg, które prowadzą do bezdzietności. Nie ten czas, nie ten partner, nie ta praca, chemioterapia, która niszczy jajniki, nieznane przyczyny medyczne. Czasem nieśmiertelne hasło: „Nic nie dzieje się bez przyczyny” niczego nie tłumaczy i w niczym nie pomaga. Ale też nie ma nic w zamian. Czasem pozostaje zaakceptować to, co jest.


Bezdzietność nie z wyboru. Wasze historie

Ewa: Odpuściłam. Chcę spełnić marzenia niezwiązane z dzieckiem

Od ciągłego myślenia o staraniach można sfiksować. Jakiś czas temu odpuściłam. Żyję swoim życiem, robię to, co mnie nakręca. Cieszę się każdą chwilą, małymi rzeczami. Choć nadal jestem pod opieką lekarzy. Zdrowie jest najważniejsze. Chcę spełnić swoje marzenia niezwiązane z dzieckiem. Wszystkiego w życiu mieć nie można. Żyje się raz i trzeba brać życie garściami.

Monika: Wybraliśmy adopcję

Ja uważam, że życie bez dziecka nie ma sensu. Fakt, odpuściłam starania o biologiczne, ale podjęliśmy się adopcji. Nie żałuję, mam wspaniałego syna, a obecnie z wpadki jestem w 13. tygodniu ciąży. Kochaliśmy się, bo chcieliśmy, i samo wyszło, a syn się cieszy, że będzie braciszek.

Justyna: Mówię bezdzietności: „Nie”

Mówię bezdzietności: „Nie”. Mój mąż twierdzi, że nie musi [mieć dzieci – przyp. red.], ale ja na razie nie jestem na tym etapie i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Nie jest już tak, że całe życie podporządkowałam temu celowi, jeszcze rok temu tak było, a teraz nie, jestem pod opieką lekarza, ale już nie zgadzam się na żadne stymulacje, zostawiam to. Zaczynamy poważnie myśleć nad adopcją. Ale muszę do tego jeszcze dojrzeć…

Katarzyna: Bezdzietność nie z wyboru to scenariusz, który trzeba wziąć pod uwagę podczas starań

Uważam, że ten scenariusz bezdzietności dobrze brać pod uwagę od początku starań o dziecko. Wyznaczyć sobie drogę. Co się przechodzi najpierw, co, jeśli nie wyjdzie, itd.

Agnieszka: Doceniamy, że mamy siebie

Nie wszyscy mogą mieć wszystko… My nie będziemy dążyć za WSZELKĄ CENĘ. Doceniamy to, że mamy siebie, i staramy się nie stracić tej wartości z oczu.

Klaudia: Nie wyobrażam sobie nie być rodzicem

Z poprzednim partnerem miałam jasność, że jest bezpłodny. Dla mnie wtedy oczywiste były starania o adopcję w przyszłości. Z obecnym, już prawie mężem, wiemy, że starania mogą trwać, boleć, stresować. I wiemy, że nie zrezygnujemy z rodzicielstwa i w razie niepowodzeń nie będziemy załamywać rąk, jesteśmy bardzo otwarci na adopcję. Znam pary, które zdecydowały się na bezdzietność, i akurat te, których doświadczenia obserwuję, usiłują zatrzymać czas i być wiecznymi nastolatkami, beztrosko zakochanymi, a robią to ze strachu przed przemijaniem i bilansem. Może dlatego tak odczytuję życie tych par, bo sama nie wyobrażam sobie nie zostać rodzicem.

Joanna: Myśl, że może się nie uda, jest wciąż z tyłu głowy

Właściwie to przez kilka lat byłam pewna, że nigdy nie będziemy mieli dzieci. Moje problemy zdrowotne i leczenie (sterydy, immunosupresyjne leki) zaowocowały nastawieniem na nie. Tzn. skoro ja cierpię i jest ryzyko, że moje dziecko odziedziczy po mnie podobne problemy, to nie chcę. Czas mijał. Przyszedł jednak moment, w którym stwierdziłam, że tak naprawdę to oboje chcemy dzieci, poza tym nawet zdrowym rodzicom może się urodzić chore potomstwo. Od roku robimy zdrowotne „porządki” – ostatnie 2 miesiące bardzo intensywnie. Jednak myśl o tym, że może się nie uda, jest gdzieś z tyłu głowy.

Nie mamy żadnego planu, żadnej założonej liczby in vitro, po której przestaniemy próbować. Na razie w planie jest pierwsza inseminacja w maju. Widzę, jakim fajnym wujkiem jest mój mąż, i jestem przekonana, że będzie też fajnym tatą.

Sylwia: Myślę, że bezdzietność to scenariusz, które napisało życie

Tak, ostatnio coraz częściej myślę o bezdzietności, moja głowa ma po prostu dość ciągłych badań, wizyt w szpitalach, tabletek, pomiarów, wkłuć itd. Od niedawna, ale myślę, że życie napisało nam taki scenariusz.


Tekst ukazał się w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” 04/2018 (37). Wersję elektroniczną tego numeru możesz nabyć TUTAJ.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami