Przejdź do treści

Płodność a aktywność fizyczna mężczyzny jesienią

płodność a aktywność fizyczna mężczyzny,
Fotolia

Płodność mężczyzny zależy od wielu czynników. Jednym z nich jest aktywność fizyczna. Jeśli mężczyzna lubi ćwiczenia o umiarkowanym natężeniu, to szansa na ciążę jest zdecydowanie większa. Dlaczego?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Siedzący tryb życia, praca po godzinach, stres i zbyt mała ilość snu to elementy, które niekorzystnie wpływają na męską psychikę i pogarszają kondycję fizyczną. W dużym stopniu może przyczynić się to do zaburzeń płodności. Sprawdź, jak aktywność fizyczna wpływa na poprawę jakości męskiego nasienia i dlaczego nie warto z niej rezygnować – mimo zmieniającej się pogody za oknem.

Płodność mężczyzny zdaniem naukowców

Siedząca praca, długa jazda samochodem i bierny odpoczynek przed telewizorem sprawiają, że plemniki tracą ruchliwość. Udowodniono, że aktywni fizycznie panowie mają bardziej ruchliwe plemniki, a tym samym większe szanse na ciążę ich partnerki. Panowie, którzy poświęcają około 12 godzin tygodniowo na umiarkowaną aktywność fizyczną, mają aż o 73% więcej plemników niż ci, którzy preferują spokojny odpoczynek.

Niepłodność u mężczyzn spowodowana jest również nadwagą i otyłością, które są naturalną konsekwencją braku ruchu. Nadwaga zaczyna się, kiedy wskaźnik BMI (stosunek masy ciała do wzrostu) jest równy bądź większy niż 25. Otyłość – gdy przekroczy on 30. Badania pokazują, że nasienie mężczyzn z prawidłowym BMI charakteryzuje się istotnie wyższą koncentracją plemników niż nasienie mężczyzn z otyłością. Plemniki panów z prawidłową wagą są także bardziej żywotne. Wniosek? Płodność mężczyzny można podnieść, prowadząc umiarkowanie aktywny tryb życia.

Płodność a aktywność fizyczna mężczyzny

Mężczyzna, który stara się o dziecko, powinien poświęci około 150 minut tygodniowo na ćwiczenia fizyczne, które odpowiadają wysiłkowi w przedziale 50–70% maksymalnego tętna. Niezależnie od pogody za oknem panowie, którzy chcą poprawić swoją płodność, powinni pamiętać, żeby spędzać około 30 minut dziennie na aktywności. Squash, tenis, sztuki walki – dyscypliny można mnożyć. Mecze piłki nożnej lub koszykówki na hali rozegrane z kolegami dwa razy w tygodniu nie tylko poprawią kondycję, lecz także podniosą poziom testosteronu we krwi, a to przełoży się na zwiększone libido i lepszą jakość nasienia. Jeśli gry zespołowe nie są ulubioną formą spędzania czasu przez mężczyznę, świetną alternatywą może okazać się basen, siłownia, biegi lub rower.

Jak stawić czoła męskiej niepłodności?

Niepłodność męska zależy od jakości spermy, ale przyszły tata powinien również pamiętać, że odpowiednia dieta i suplementacja zwiększą jego szanse na upragnione potomstwo. Idealne tabletki na płodność dla mężczyzn to bogactwo naturalnych składników – cynku czy selenu, które zwiększają aktywność plemników i wzmagają produkcję testosteronu. Takim preparatem jest np. Parenton. To naturalny suplement, który korzystnie wpływa na męską potencję, płodność, morfologię spermy oraz produkcję hormonów odpowiedzialnych za proces spermatogenezy.

Źródła:

Gaskins A. J., Mendiola J., Afeiche M., Jørgensen N., Swan S. H., Chavarro J. E., Physical activity and television watching in relation to semen quality in young men [w:] „British Medical Journal 2012”, 4, s. 265–270.

Polecamy:

Jakie badania powinien wykonać mężczyzna, który od roku bezskutecznie stara się o dziecko?

Staracie się o dziecko? Zbadaj geny, one mogą wykryć męską niepłodność.

Najnowszy numer magazyny Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

„OKULARY RÓWNOŚCI” 2019 – znamy laureatki i laureatów!

okulary równości 2019
fot. Chbr

25 kwietnia 2019 w Domu Artysty Plastyka w Warszawie odbyło się uroczyste wręczenie Okularów Równości 2019. Nagroda jest kontynuacją inicjatywy Izabeli Jarugi – Nowackiej, z czasu gdy pełniła funkcję pełnomocniczki rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nagrody i nominacje

Kapituła “Okulary Równości” zdecydowała się nominować do nagrody osoby i organizacje działające na trzech różnych polach:

  • Prawa kobiet i przeciwdziałanie dyskryminacji z powodu płci

Nagrodę otrzymała pani Justyna Kopińska – za nieustępliwą obronę praw człowieka i walkę z bezkarnością sprawców przemocy wobec kobiet i dzieci zarówno w formie reportaży, artykułów i felietonów, jak i za wsparcie udzielane ofiarom przemocy w dochodzeniu do ich praw.

Oprócz niej w tej kategorii nominowani byli:  Fundacja „Machina Zmian i projekt 440 km. po zmianę”, „Przy kawie o sprawie” Agata Diduszko-Zyglewska, Grupa „Kobiety przeciw faszyzmowi”.

  • Prawa mniejszości i przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na wiek, rasę, pochodzenie etniczne, religię, przekonania, niepełnosprawność albo orientację seksualną

Grupa rodziców i osób niepełnosprawnych „Strajk RON”– za podniesienie świadomości społeczeństwa, w tym samych osób z niepełnosprawnościami, na temat trudnej i pełnej wyzwań codzienności osób z niepełnosprawnościami i ich najbliższych oraz za pokazanie niedociągnięć w polityce publicznej, lekceważenia i marginalizacji przez państwo tej grupy osób.

W tej kategorii nominacje otrzymali: Dominik Kuc,  I SLO Bednarska „Polonez Równości”, Mecenas Sylwia Gregorczyk – Abram, Monika Niedźwiecka, Nina Sankari.

  • Sprawiedliwość społeczna i zwalczanie ubóstwa

Katarzyna Dowbor i ekipa programu „Nasz Nowy Dom” Telewizji POLSAT– za ciepło, szacunek i życzliwość w niesieniu pomocy osobom żyjącym w skrajnym ubóstwie, przypominanie Polkom i Polakom, że są obok, wychowują dzieci i niedomagają ludzie pozbawieni podstawowych standardów cywilizacyjnych, jak ciepła woda i toaleta w mieszkaniu. Za konsekwentną pracę i wykorzystanie środków w dyspozycji telewizji POLSAT do pokazywania, jak niewiele trzeba, by przywrócić poczucie godności najbiedniejszym i udowadnianie, że może to zrobić każdy i każda z nas.

Pozostali nominowani: Marek Lisiński i Fundacja „Nie lękajcie się”, OKO PRESS.

  • Nagroda specjalna, Superokulary Równości trafiły do Alicji Długołeckiej i całego zespołu Fundacji La Strada.

Zobacz też: Redakcja „Chcemy Być Rodzicami” odebrała nominację do „Okularów Równości!”

Podziękowania

Laureatka, pani Justyna Kopińska, autorka głośnego reportażu “Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” i innych reportaży oddających głos ofiarom przemocy, dowiedziała się o otrzymaniu nagrody będąc w podróży, w związku z tym nagrała krótkie wideo z podziękowaniami [klik]

W Polsce przemoc na kobietach i dzieciach nie jest traktowana jako poważne przestępstwo. Dlatego dla mnie bardzo ważne było to, co mówiła posłanka Izabela Jaruga Nowacka, że politycy powinni stanąć po stronie mrówek, nie mrówkojadów, dbać o godność człowieka.

Pamiętam, że kiedy prowadziłam śledztwo w sprawie siostry Bernadetty, nawet kiedy ona była już skazana, politycy pisali listy do Bronisława Komorowskiego, by ją ułaskawił. W Polsce niepełnosprawny człowiek, który kradnie batonika, dostaje większą karę, niż człowiek, który przez lata znęca się nad rodziną.

Dlatego my wszyscy: politycy, prokuratorzy, dziennikarze, musimy walczyć o to, żeby  to zmienić. Myślę, że każdy ma swój sposób na tę walkę. Dla mnie sposobem jest pisanie. Ja staram się szukać takich słów i takiej formy, by spowodować refleksję nad naturą zła.

Bardzo dziękuję za tę nagrodę, bo wiem, że dzięki niej głos bohaterów moich reportaży będzie donioślejszy  powiedziała Justyna Kopińska.

Justyna Kopińska

Przeciwko mowie nienawiści

Na Facebooku Okularów Równości czytamy:

Kapituła wyraża swoje głębokie zatroskanie i sprzeciw wobec lawinowego narastania w przestrzeni publicznej mowy nienawiści, która przyczyniła się do tragicznego mordu na Prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu.

Kapituła uznaje, że wskazywanie niestosowności i niezgoda na jedno lub kilka znieważających ludzi i łamiących podstawowe normy wystąpień w morzu tak wielu podobnych, obecnych w mediach, zwłaszcza publicznych, w parlamencie, w tym nawet na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, nie spełniłoby zadania uczulania opinii publicznej.

Dlatego Kapituła wzywając władze Polski, polityków i polityczki, media oraz obywatelki i obywateli do zmiany postępowania i powrotu do debaty z poszanowaniem praw i godności wszystkich ludzi bez względu na płeć, wiek, orientację seksualną, pochodzenie etniczne i narodowe, status społeczny i ekonomiczny, stan zdrowia i niepełnosprawność postanowiła w tym roku nie przyznawać “Skierowania do okulisty”.

 

Wszystkim nominowanym, leureatom i laureatkom serdecznie gratulujemy i życzymy wytrwałości w dalszej walce, którą będziemy niezmiennie wspierać publikacjami na naszych portalach.

– Redakcja Chcemy Być Rodzicami, Invitro Online, Współczesna Rodzina.

E-Wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Perimenopauza – objawy menopauzy możesz mieć znacznie szybciej, niż myślisz!

O ile czynniki towarzyszące menopauzie i czas jej występowania są przez większość osób znane, o tyle termin perimenopauza nie jest szeroko rozpoznawany. Co warto o nim wiedzieć, jakie objawy mogą mu towarzyszyć i czy możesz coś z tym zrobić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Menopauza to etap, w którym następuje wygaszenie czynności jajników, a co za tym idzie, także utrata płodności. O menopauzie mówi się w momencie, gdy miesiączka nie pojawiła się u kobiety w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. W Polsce średni wiek menopauzy to 50-51 lat.

Czym zatem jest perimenopauza?

To właśnie w tym okresie kobieta dostrzega już pierwsze zmiany zachodzące w jej cyklu menstruacyjnym. Może stawać się dłuższy, niektóre miesiączki mogą w ogóle nie występować, co opisują eksperci w huffpost.

Kiedy najczęściej zaczynają pojawiać się zmiany perimenopauzalne? U większości kobiet po 40-stce. Co jednak ważne, niektóre panie mogą dostrzegać tego typu objawy znacznie wcześniej, bo już chwilę po skończeniu… 30 lat! Nie jest to jednak częste zjawisko i początkowo wskazana jest wtedy diagnostyka np. w kierunku zaburzonej pacy tarczycy, czy chociażby ewentualnej ciąży.

Ile trwa perimenopauza?

Przed perimenopauzą kobieta przechodzi przez fazę premenopauzy. Niektórzy określają to jako okres od pierwszej do ostatniej miesiączki. Kobieta nie doświadcza wtedy jeszcze szczególnych zmian.

Następnie pojawia się właśnie perimenopauza – trwa przeważnie kilka lat, u niektórych kobiet nawet około dekady. 

Objawy mogą być podobne do tych, które kojarzą się powszechnie z menopauzą – m.in. uderzenia gorąca, zmienność i obniżenie nastroju, gorszy sen, czy też suchość pochwy. Odpowiadają za to zmiany w produkcji hormonów – estrogenów i progesteronu – których poziom zaczyna się w tym czasie obniżać. Co ważne, w okresie perimenopauzalnym wciąż można jeszcze zajść w ciążę.

Jak można starać się poradzić sobie z tym czasem i związanymi z nim objawami?

Wskazane może być wsparcie terapią hormonalną lub też skupienie się na konkretnych symptomach. W przypadku suchości pochwy mogą pomóc np. specjalistyczne kremy z niewielką ilością estrogenów, które pozwalają utrzymać prawidłowe nawilżenie pochwy.

Jeśli zaś chodzi o objawy ze strony psychologicznej, zajęcie się nimi jest równie ważne – ciało nie działa bowiem w oddzieleniu od psychiki. „Nagłe zmiany w estrogenach mogą wywołać bałagan z niektórymi substancjami w mózgu, takimi jak dopamina czy serotonina. Może to być powodem wahań nastrojów lub przygnębienia” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<< Jeśli więc lepiej przygotujemy swoje emocje do odnalezienia się w nowej sytuacji, w której zmienia się nasze ciało, kobiecość, płodność, tym lepiej będziemy mogły sobie z tym poradzić.

Zobacz też: Obawiasz się, że to menopauza? Sprawdź, czy doświadczasz TYCH objawów

Źródło: huffpost

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Jak staż pożycia seksualnego rodziców wpływa na ryzyko pojawienia się schizofrenii u dziecka?

Długość pożycia rodziców przed zapłodnieniem a schizofrenia u dziecka
fot.Pixabay

Według badań przeprowadzonych w Icahn School of Medicine, USA, dzieci, których rodzice poczęli je krótko po tym, jak zaczęli ze sobą sypiać, są bardziej narażone na to, że w przyszłości zachorują na schizofrenię. Wyniki badań zostały opublikowane w kwietnoiwym Schizophrenia Research.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Geny, środowisko a schizofrenia

W opinii badaczy, wiele różnych genów może podnosić ryzyko zachorowania na schizofrenię. Nie bez znaczenia jest także interakcja genów z indywidualnie doświadczanymi czynnikami środowiskowymi. Wirusy, niedożywienie w okresie prenatalnym, trudny poród i szczególne uwarunkowania i doświadczenia psychologiczne – jakaś kombinacja tych czynników jest niezbędna, aby dana osoba zachorowała na schizofrenie.

Wcześniejsze badania wykazały, że stan przedrzucawkowy, jedna z najczęstszych komplikacji ciążowych, która jest związana ze stanem zapalnym dróg rodnych, zwiększa ryzyko pojawienia się schizofrenii nawet czterokrotnie.

Zobacz też: Kannabinoidy na endometriozę – właściwości przeciwbólowe oleju CBD

„Staż seksualny” rodziców a schizofrenia u dziecka

Badania wykazały również, że ryzyko zapadnięcia na schizofrenię przez dziecko maleje wraz z wydłużeniem się czasu, przez który rodzice utrzymywali kontakty seksualne przed poczęciem. Im dłużej mężczyzna i kobieta utrzymują stosunki seksualne, tym bardziej kobieta uodparnia się na antygeny zawarte w nasieniu. Z kolei im większa jest odporność, tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia stanów przedrzucawkowych, które zwiększają ryzyko zachorowania na schizofrenię przez dziecko.

Rozumowaliśmy tak: skoro nietolerancja immunologiczna kobiety na spermę mężczyzny zwiększa ryzyko zachorowania na schizofrenię, to długość czasu, przez który pary utrzymywały kontakty seksualne przed poczęciem ma wpływ na poziom ryzyka wystąpienia schizofrenii u dziecka – powiedziała psychiatra, dr. n. med. Dolores Malaspina, kierowniczka badań.

Badacze przeanalizowali dane dotyczące wieku rodziców, stażu w związku, choroby psychiatryczne w rodzinach rodziców i u nich samych. Te czynniki zestawiono z informacjami o ich dzieciach, które zostały zebrane w trakcie badań kohortowych przeprowadzonych w latach 1964-1976 (JPSS Jerusalem Perinatal Cohort Schizophrenia Study) . Analizie poddano 90,000 przypadków.

U dzieci, które urodziły się parom po mniej niż 2 latach małżeństwa, stwierdzono aż 50% wzrost ryzyka zachorowania na schizofrenię, u dzieci par o stażu 2-4 lata, ryzyko wzrosło o 30%. Z każdymi kolejnymi 5 latami stażu współżycia, ryzyko spadało o 14%.

Zobacz też: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Dalsze plany badawcze

Nasze wyniki są zgodne z wynikami wcześniej przeprowadzonych badań dotyczących wpływu długość pożycia na występowanie stanów przedrzucawkowych. Naszym zdaniem, prenatalna aktywacja układu immunologicznego, która wywoływana jest stanem przedrzucawkowym może zwiększać podatność na zaburzenia rozwoju – mówiła dr Malaspina.

Zespół dr Malaspiny rozpoczął już kolejne badania nad czasem trwania związku jako czynnika zwiększającego ryzyko rozwoju innych zaburzeń psychicznych i zaburzeń metabolicznych.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

„Wszystko robiliśmy sami”. Wywiad z założycielem Kriobanku, profesorem Waldemarem Kuczyńskim

wywiad z prof. Waldemarem Kuczyńskim

Kriobank to pierwszy w Polsce prywatny ośrodek leczenia niepłodności. W tym roku klinika obchodzi 30-lecie istnienia. Z założycielem Kriobanku – prof. Waldemarem Kuczyńskim – rozmawialiśmy o historii placówki i pierwszym udanym zabiegu in vitro w Polsce. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W tym roku Kriobank obchodzi swoje 30-lecie. Proszę nam nieco przybliżyć historię powstania placówki.

To było w 1989 r., złote czasy dla biznesu. Rynek był nienasycony. Istniały przestrzenie, które nie były zagospodarowane. Wystarczyło mieć pomysł, odnaleźć w nim potrzebę rynku i można było działać. Był dobry klimat międzynarodowy. Po przemianach solidarnościowych wszyscy chcieli pomagać Polakom. Pierwszą firmę wyposażyłem niejako z darów. Wtedy nie było środków unijnych.

Pracowałem na etacie w szpitalu. Firma była tylko dodatkiem. Zresztą wtedy nie miałem jakiejś świadomości biznesowej. Nie przypuszczałem, że to będzie wielki biznes. Przecież zanim powstał Kriobank, to to samo (bank nasienia) chciałem robić na bazie uczelni i szpitala. Miałem nawet potrzebne zgody i pozwolenia. Trzy razy uruchamiałem przedsięwzięcie i za każdym razem się nie udawało. W związku z tym postanowiłem zrobić to w warunkach prywatnych. Tak powstał Kriobank – pierwszy w Polsce prywatny ośrodek leczenia niepłodności oraz bank nasienia.

Dlaczego udało się prywatnie?

Bo nie musiałem korzystać ze wszystkich formalnych ścieżek szpitalno-uczelnianych. Tamte niepowodzenia nie brały się z błędów w procedurach, czy z powodu sprzętu.

To były absolutnie proste sprawy. Ktoś zapomniał zamówić ciekłego azotu, albo była sobota i nikt go nie dolał do zamrażarek. Ja naprawdę miałem świadomość, że potrafię to zrobić, i że byli chętni na tę usługę. Dlatego zacząłem robić to sam.

To był rok 1989. Było już in vitro, ale to w wersji klasycznej, które nie rozwiązuje problemu niepłodności męskiej. A jedną z metod stosowaną w tej terapii jest krioprezerwacja nasienia i udostępnianie nasienia dawców. W tamtych czasach nie było w Polsce żadnych regulacji prawnych na ten temat, nie było żadnych zaleceń.

To skąd Pan czerpał o tym wiedzę?

Będąc we Francji poznałem ludzi, którzy zajmowali się krioprezerwacją (przechowywanie w ujemnej temperaturze – przyp. red.) komórek rozrodczych człowieka. Zdałem sobie sprawę, że w Polsce ta dziedzina jest zupełnie w powijakach, chciałem więc u nas w szpitalu zorganizować bank nasienia.

Problem był o tyle ważki że dotyczył dwóch sfer zagadnień. Pierwsza to wykorzystanie nasienia dawców. Zabiegi takie były przeprowadzane bez żadnej kontroli a co gorsze bez żadnych standardów bezpieczeństwa pacjentek. W porównaniu do standardów francuskich to był po prostu horror.

Drugi problem to zabezpieczenie płodności na przyszłość. Chodziło głównie o młodych pacjentów, leczonych z powodów onkologicznych gdzie terapia przeciwnowotworowa była niezwykle toksyczna dla funkcji jąder.

Zobacz też: Porównania są zbędne – dr Agnieszka Kuczyńska z Kriobanku o fascynacji medycyną rozrodu i o cudzie istnienia

Dlaczego wybrał Pan właśnie taką drogę życiową?

Jak to często w życiu bywa – splot różnych zbiegów okoliczności. Choć nie byłem zbyt pilnym uczniem w liceum ogólnokształcącym z powodu zainteresowań muzycznych i grania blusa w zespole, udało mi się dostać na ówczesną Akademię Medyczną w Białymstoku.

Było „coś”, co pchało mnie do przodu i kazało otworzyć się na szersze horyzonty. Na studiach zacząłem dosyć szybko – bo już na początku drugiego roku – pracować w studenckim kole naukowym. Zainteresowała mnie onkologia i to z nią wiązałem swoją przyszłość.

W ramach pracy w kole studenckim, nieżyjący już prof. Stefan Soszka, powierzył mi funkcję organizowania studenckich obozów naukowych. Jeździliśmy więc z lekarzami w teren (30-40 studentów) – najczęściej do tzw. PGR–ów i małych miejscowości, w których dostęp do lekarzy specjalistów był utrudniony – i zachęcaliśmy kobiety do badań. Dziś nazwalibyśmy to profilaktyką raka narządu rodnego. Dzięki temu zajęciu i współpracy z profesorem Soszką oraz profesor Wandą Kazanowską, zacząłem się ukierunkowywać na ginekologię. Natomiast zupełnie nie spodziewałem się, że ta moja praca w czasie studiów zaowocuje jakimkolwiek kontraktem z kliniką uniwersytecką i szpitalem po ich skończeniu.

Pierwsza udana próba zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce miała miejsce w 1987 r. właśnie w Białymstoku. Był Pan współtwórcą tego sukcesu. Czy mógłby Pan opowiedzieć o tym wydarzeniu?

To były specyficzne czasy. Byłem spoza całego układu. Mówiąc żartobliwie nie należałem ani do partii, ani nie miałem znanego nazwiska i koligacji rodzinnych. Nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałem sobie, że mogę dostać pracę w szpitalnej klinice, więc nawet się o nią nie ubiegałem.

Poszedłem do ówczesnego Wydziału Zdrowia mówiąc, iż kończę studia i szukam pracy. Byłem przeszczęśliwy kiedy okazało się, że zatrudnienie dostałem. Był to przydział do poradni znajdującej się nieopodal ostatniego przystanku linii autobusowej numer 6. Był to wielki przywilej, bo mogłem liczyć na wyższe zarobki z tzw. powiatowej służby zdrowia i na dodatek mogłem dojechać do pracy miejskim autobusem. Kiedy o tej całej sytuacji dowiedział się profesor Soszka, okropnie zmył mi głowę i nakazał  następnego dnia stawić się w pracy w klinice. A co z angażem…?  Się zobaczy… I tak to się zaczęło…

Dostałem się pod opiekę prof. Aleksandra Krawczuka, świetnego operatora i położnika ale również specjalisty andrologii i leczenia niepłodności męskiej. To on właściwie zmusił mnie do zajęcia się czynnikiem męskim w niepłodności. Kiedy profesor Soszka odszedł na emeryturę, jego funkcję objął prof. Marian Szamatowicz, również uczeń prof. Krawczuka i pasjonat leczenia niepłodności. W krótkim czasie skompletował zespół młodych asystentów przed którym rozwinął wizję zapłodnienia pozaustrojowego.

Była to niezwykle nowatorska procedura, którą opanowało zaledwie kilka ośrodków na świecie. Prof. przydzielił mnie do zespołu i określił zakres obowiązków. I tak razem ze Sławkiem Wołczyńskim staliśmy się nagle „embriologami”. Zaczęliśmy intensywne przygotowania i szkolenie połączone z pracą naukową.

Oprócz intensywnej nauki z dostępnych podręczników embriologii i w bardzo ograniczonym zakresie literatury naukowej, nawiązaliśmy liczne kontakty ze specjalistami rozrodu i naukowcami z  branży. Czerpaliśmy z doświadczenia licznych zakładów i katedr embriologii oraz embriologii eksperymentalnej Uniwersytetu Warszawskiego, Instytutu Zootechniki w Balicach i wielu innych ośrodków naukowych Polskiej Akademii Nauk.

Dzięki tej współpracy poznaliśmy niezwykłych ludzi jak profesorowie: Andrzej Tarkowski, Jacek Modliński, Zdzisław Smorąg, Stefan Wierzbowski, aby wymienić tyko niektórych. Zajmowali się oni różnymi aspektami embriologii, kriokonserwacji gamet i zarodków i rozrodu zwierząt, co jak się później okazało, dało nam pewność siebie oraz wsparcie przy rozwiązywaniu problemów klinicznych.

Ale embriologia to nie jedyne wyzwanie, aby skutecznie przeprowadzić zapłodnienie pozaustrojowe.  Kontrolowana hiperstymulacja jajników, pobieranie komórek jajowych, przygotowanie nasienia i izolacja plemników, zapłodnienie in vitro a potem ICSI, wreszcie hodowla zarodków in vitro oraz przeniesienie zarodków do macicy to jedynie zasadnicze elementy leczenia.

Prof. Szamatowicz wyznaczył osoby odpowiedzialne za każdy z tych etapów. I tak do zespołu dołączyli doktorzy Euzebiusz Sola, Marek Kulikowski, Jurek Radwan i Darek Grochowski. Stworzyliśmy zespół– jak potem określono – zespół sześciu wspaniałych, którym udało się doprowadzić do narodzin pierwszego w Polsce dziecka poczętego metodą in vitro.  Jednak zanim zaczęliśmy świętować czekała nas praca.

Jak wiadomo czasy były wtedy ciężkie. W sklepach pusto, na stacjach benzynowych też, dotacji żadnych sprzętu brak a jeżeli już to pożyczony…  Niczego nie można było kupić, więc wszystko robiliśmy sami, np. sami produkowaliśmy wodę.

Wodę?!

Zaczynało się tak, że najpierw badaliśmy studnie w regionie. Potem z wybranych, w 200 l beczkach, przywoziliśmy wodę do laboratorium. Po około 20 tygodniach z jednej beczki uzyskiwaliśmy 100 ml naprawdę czystej wody, w której przygotowywaliśmy odczynniki.

Wszystko robiliśmy sami – nawet igły punkcyjne, zestawy do pobierania komórek jajowych, katetery do transferu zarodków itd… Te właśnie obowiązki m.in. spadły na moje barki, stąd też rozwijałem się jako wynalazca i konstruktor… z bożej łaski! Do dzisiaj w szafach leżą pamiątki moich nieudanych konstrukcji i wynalazków.

Byliśmy jednak silni, ambitni, nie żałowaliśmy siebie, swojego czasu ani sił. Byliśmy też doświadczeni przez liczbę niepowodzeń jakie nas spotykały. Nie zrażaliśmy się nimi, pracowaliśmy dalej. To nie znaczy że nie było napięć, kłótni i walki…

Trzeba wspomnieć że końcowy sukces w tej procedurze w równym stopniu zależy od realizacji każdego elementu. Każdy etap musi być zrealizowany bezbłędnie. Jakikolwiek błąd na jakimkolwiek etapie powoduje zniweczenie wysiłków pozostałych członków zespołu.  Tutaj widzę największą zasługę naszego mentora, prof. Szamatowicza,  który konsekwentnie i z wielką wyrozumiałością podtrzymywał w nas wiarę w sukces, tonując napięcia, konflikty i walki. Tylko dzięki temu, po około dwóch latach wysiłków, udało się nam uzyskać pierwszą ciążę.

Zobacz też: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda? Wyjaśnia embriolog

Liczył Pan ile dzieci przyszło na świat dzięki Kriobankowi?

Niestety, jest to dość trudny rachunek, acz liczba ta jest naszym (jest to praca całego zespołu Kriobanku) wielkim sukcesem. Cieszy mnie to, że ludzie szanują nas za to co osiągnęliśmy.

O ile dokładnie nie pamiętam liczby dzieci, to pamiętam niezwykłe historie zgłaszających się do nas pacjentów. Skupiamy się nad czystymi aspektami medycznymi, obmyślamy plan leczenia – a przecież nie wolno nam zapominać, że to człowiek, jego uczucia, jego los są najważniejsze.

Bywa tak, że ludzie rezygnują z walki o dziecko, a my namawiamy ich na kolejne próby, bo wierzymy, że da się to zrobić. I rzeczywiście się udaje. Leczenie niepłodności jest specyficzne, czasem efekt zaskakuje nawet nas. Wielokrotnie widzimy pacjentki bez szans.  Jednak one wracają do nas po czasie i wtedy leczenie kończy się sukcesem. Takie przypadki powodują, że mamy wielki dystans do swoich umiejętności i do możliwości medycyny. Wbrew temu co można o nas pomyśleć, nie czujemy się panami życia i śmierci. My jesteśmy tylko małymi pomocnikami Pana Boga i współpracownikami Matki Natury. Tam gdzie ona postawiła zbyt wysokie progi dla zwykłych ludzi, niekiedy nam udaje się je przekroczyć.

Leczenie niepłodności niczym nie różni się od leczenia innych chorób. Tam gdzie jest to możliwe staramy się pomóc, ale widzimy też granice tej pomocy. Mnie w pracy zawsze towarzyszy zasada „Primum non nocere” (z łac. po pierwsze nie szkodzić). Czasem zbliżam się niebezpiecznie blisko tej granicy. Jednak to co dziesięć lat temu było tą bliskością, teraz już nią nie jest. Medycyna idzie naprzód, dlatego praca i ciągły rozwój pozwalają mi odnajdywać ją na nowo.

Czy jest Pana następca?

W pracy, oprócz licznego grona wybitnych specjalistów, mocno wspomaga mnie córka – dr Agnieszka Kuczyńska-Okołot. Jest już po specjalizacji, zdecydowała się kontynuować moje zainteresowania. Ma nowe spojrzenie na prowadzenie kliniki a jednocześnie liczne kontakty krajowe i zagraniczne, co daje jej szansę na rozwiązywanie kolejnych problemów niepłodności, z którymi nie możemy sobie jak na razie poradzić.

To fascynujące jak rozwiązywanie problemów uwidacznia następne. Dzięki temu nigdy nie staniemy w miejscu. Każda nowa wiedza uświadamia jedynie stopień komplikacji natury i zmusza do skromności w definiowaniu własnej wielkości.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.