Przejdź do treści

Agnieszka Walczak – Chojecka: Nie zawsze powinnyśmy odkładać marzenia na później, bo nie każdej z nas może się udać je zrealizować

Rozmowa z Agnieszką Walczak – Chojecką, autorką książki „Gdy zakwitną poziomki”. Wydana we wrześniu 2014 roku, opowiada poruszającą historię kobiety walczącej o dziecko.

Skąd wziął się pomysł na książkę?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Gdy zakwitną poziomki” to powieść oparta na autentycznych wydarzeniach. Napisałam ją w oparciu o historię mojej przyjaciółki, która borykała się z problemem niepłodności i walczyła o to, by zostać matką. Niestety ten problem dotyczy coraz większej liczby par, więc jest to kwestia istotna społecznie. Jako pisarkę interesują mnie ludzkie pragnienia, szczególnie kobiece, a jak wiadomo posiadanie dziecka,  jest dla większości kobiet jednym z największych, wręcz pierwotnych  pragnień.

Czytając tę książkę, zauważyłam, że przeprowadziła pani dobry research. Karolina poddaje się konkretnym zabiegom, zastanawia się nad konkretnymi opcjami leczenia. Od czego pani zaczęła?

Porządne przygotowanie do napisania „Poziomek” było dla mnie bardzo istotne. Ponieważ sama, na szczęście, nie przechodziłam przez trudne sytuacje związane z poczęciem dziecka, więc musiałam się wsłuchać dokładnie w opowieść mojej przyjaciółki. Interesowały mnie szczególnie dwie kwestie, po pierwsze, fazy psychiczne, które przechodzi kobieta walcząc o to, by zostać matką, a po drugie  kwestie  medyczne. Musiałam się podszkolić, jeśli chodzi o tę sferę, więc czytałam dużo artykułów dotyczących leczenia niepłodności, a także wpisy na forum Naszego Bociana, który zresztą później stał się patronem mojej książki. Udałam się też do jednej z klinik leczenia niepłodności oraz odbyłam spotkanie  ze znajomą  psycholog, która pomaga parom starającym się o dziecko.

Czy widywała się pani z lekarzami?

Z lekarzami rozmawiałam, lecz nie o kwestiach leczenia niepłodności, a o chorobie genetycznej, która występuje w jednym z wątków książki.

Odniosłam wrażenie, że lekarze nie są w Pani powieści postaciami pozytywnymi. To wynika z tego, co pani widziała i słyszała?

Nie miałam w planach przedstawienia lekarzy jako postaci negatywnych. Raczej próbowałam oddać fakt, że niektóre kobiety, tak jak było to w przypadku mojej przyjaciółki, przechodzą w klinikach leczenia niepłodności z rąk do rąk. Zdziwiło mnie, że nie opiekuje się nimi jeden lekarz, by zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, lecz przy  różnych procedurach medycznych zajmują się nimi różne osoby. Było to dla mnie zaskakujące, ale absolutnie nie twierdzę, że tak jest zawsze.

Problem niemożności posiadania dziecka jest w naszym społeczeństwie dosyć spory, a jeśli się o nim mówi, to w kontekście polityczno – religijnym. Pani pokazała tę kwestię ze strony bardzo osobistej, intymnej. Czy zależy pani, by właśnie w taki sposób na to patrzeć?

Oczywiście, bo tak naprawdę każdy przypadek jest bardzo indywidualny. Według mnie najważniejsze jest to,  co się dzieje w  sercu kobiety w momencie, kiedy się okazuje, że poczęcie dziecka nie jest  tak łatwe, jak się wydawało. Ja spróbowałam się wczuć w taką sytuację.

Karolina na początku powieści mówi, że kiedy była nastolatką najbardziej bała się zajść w nieplanowaną ciążę. Media  podtrzymują obraz, że ciążę można odłożyć  na później. Promuje się to, a nie zawsze jest to tak łatwe.

To prawda, media kreują często wizję, że nie jest problemem, by zostać matką nawet dobrze po czterdziestce. W dzisiejszym świecie, kiedy wszyscy pędzimy, najpierw, żeby zrobić karierę, potem żeby się utrzymać w pracy i  zapewnić sobie byt, zapominamy często o tym, że nasz organizm nie czeka. Pisząc moją powieść chciałam między innymi zwrócić uwagę na to, że nie zawsze powinnyśmy odkładać marzenia na później, bo nie każdej z nas może się udać je zrealizować.

Karolina też zbliża się do 40-ki i wydaje się, że ma poukładane życie osobiste i zawodowe, ale chyba nie do końca jest z niego zadowolona. Stwierdziłam, że to dążenie do posiadania dziecka, zmusiło ją do refleksji nad sobą.

To prawda, gdy Karolina zaczyna walkę o to, by zostać matką, przypomina sobie także o swoich innych dawno porzuconych pragnieniach. To także istotny wątek powieści. Na początku swojego zawodowego życia dziewczyna pragnęła być malarką, ale ostatecznie została grafikiem użytkowym. Z jednej strony  pracuje w dobrej firmie, nieźle zarabia, ale gdzieś te dawne marzenia kołaczą się w jej głowie. W momencie, kiedy postanawia zawalczyć o dziecko, wracają też tamte pragnienia i chęć, by się z nimi zmierzyć.

Zwróciła też pani uwagę na koszty starań o dziecko – te emocjonalne i finansowe.  Nie wszyscy dają radę, Karolina zaś pomimo różnych niepowodzeń dalej walczy. Zastanawiałam się, czy myślała pani nad tym, dlaczego niektórzy ludzie rezygnują?

Każdy przypadek jest bardzo indywidualny i różna jest  determinacja osób starających się o dziecko. W przypadku mojej bohaterki jest ona bardzo wielka. Chęć zostania matką przeradza się u niej w obsesję. Lubię opisywać skrajne stany emocjonalne, więc zależało mi na tym, żeby właśnie taką ekstremalną sytuację zarysować. W swojej powieści zajmuję się między innymi tym, jak obsesja głównej bohaterki wpływa na otoczenie, pokazuję relację z jej partnerem Filipem, ale też z innymi mężczyznami. Bo na przykład pojawia się w jej życiu przyjaciel z dawnych lat,  niespełniona miłość, czarnooki Milan. W pewnym momencie Karolina staje przed dylematem co jest dla niej ważniejsze, czy to, żeby mieć dziecko, czy to , żeby być kochaną przez mężczyznę?

Karolina wydaje się być ignorowana przez Filipa. Wychodzą na jaw jego  cechy, typowe dla partnerów kobiet, które obsesyjnie pragną zostać  matkami. Filip nie okazuje emocji, jest niechętny do badań, spotkań, rozmów o niepłodności.

Starałam się zwrócić uwagę czytelnika na to, co może się wydarzyć w związku między dwojgiem ludzi, kiedy partnerzy poddani są ekstremalnej presji, by mieć dziecko, którą sami na sobie wywierają. Bardzo często narastają wtedy konflikty, a  kobieta, skoncentrowana na realizacji swojego pragnienia, powoli zaczyna traktować partnera jak reproduktora, a nie jak mężczyznę swojego życia.

Książka pisana jest w pierwszej osobie, więc główną bohaterką jest kobieta, ale też interesująco pokazała pani mężczyznę.

Cieszę się, że Pani tak uważa, choć z perspektywy czasu wydaje mi się, że mogłam jeszcze głębiej zajrzeć w męską duszę. Nie jest to oczywiście łatwe, pomimo, że  fascynuje mnie męski punkt widzenia.

Relacje Karoliny z mężczyznami – Filipem i Milanem, ale też z innymi osobami z jej otoczenia – z rodzicami, z przyjaciółką,  wpływają na tę jej dwuletnią podróż po dziecko. Odniosłam wrażenie, że na koniec dotarło do niej jednak, że najważniejszą relacją jest ta, w której jest ze sobą.

Ładnie powiedziane. Generalnie o to chodzi w mojej powieści. Pragnęłam uzmysłowić czytelnikom, że aby móc realizować swoje pragnienia, musimy żyć w zgodzie z samym sobą, inaczej nie uda nam się ich osiągnąć.

Jaka była reakcja czytelników  po ukazaniu się  książki „Gdy zakwitną poziomki”?

Bardzo dobra. Pojawiło się  wiele pozytywnych recenzji, głównie napisanych przez blogerki książkowe. Cały czas dostaję też sporo komentarzy od zwykłych czytelników. Jest mi niezwykle miło, że książka została tak pozytywnie przyjęta. To sprawiło, że mam jeszcze większą motywację do pisania. O tym, że jest chętnie kupowana, świadczy fakt, że znajduje się na listach bestsellerów największych księgarni internetowych, a także to, że już po trzech miesiącach od premiery  wydawnictwo Filia zdecydowało się  na jej dodruk.

Czy Pani następna książka będzie też poruszać podobny temat do tego przedstawionego w „Poziomkach” ?

Nie, to będzie zupełnie inna książka, o innym charakterze. Choć nadal zgłębiać będę ludzkie pragnienia, to tym razem opiszę  rozbudzanie kobiecych zmysłów i  namiętności, a wszystko to w pięknej scenerii Wybrzeża Amalfii.  We „Włoskiej symfonii”, taki jest roboczy tytuł nowej książki, będzie spora dawka erotyzmu. Mam nadzieję, że i ta opowieść przypadnie do gustu moim czytelnikom. 

 

Zapraszamy do odwiedzania fan page’a autorki na Facebooku – tu 

Książkę można kupić w naszym sklepie : Gdy zakwitną poziomki

 fot. Agnieszka Walczak – Chojecka

 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Jak powiedzieć o ciąży? Oto 7 oryginalnych pomysłów, które bawią i wzruszają do łez!

Gdy przychodzi ten niesamowity dzień – dwie kreski na teście ciążowym – może włączyć się cała gama emocji. Wdzięczność, lęk, ekscytacja, bezsilność, radość! Jak tym wszystkim podzielić się z innymi? Jak w oryginalny sposób przekazać tę szczęśliwą nowinę chłopakowi, mężowi, rodzinie, światu? Oto pomysły, które skradły nasze serca! Może skorzystasz z któregoś z nich?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Na pomocnika

Kochanie, podasz mi sztućce?” – w tym momencie twój partner, jak gdyby nigdy nic, otwiera szufladę. A tam, zamiast tak bardzo „potrzebnego” teraz widelca, znajduje strój dla swojego przyszłego dziecka i koronny dowód – pozytywny wynik testu ciążowego.

W ten właśnie sposób popularna vlogerka, której kanał Sarahs Day subskrybuje na YT ponad 1,1 mln ludzi z całego świata, powiedziała swojemu chłopakowi o tym, że będzie tatą. Warto to zobaczyć, świetny pomysł i fantastyczne emocje 🙂

2. Dla cierpliwych

Zawsze możesz wysłać też kartkę do swojego męża z gratulacjami, że zostanie tatą. Zapewne takiego listu w życiu się nie spodziewał 🙂 Podobnie możesz poinformować również swoich rodziców. Może być to ozdobna kartka, jaką dostaniesz w każdym niemal sklepie, którą wypełnisz gratulacjami: Mamo, tato! Gratulujemy! Zostaniecie babcią i dziadkiem! Oto Wasz przyszły wnuk lub wnuczka (i oczywiście zdjęcie USG)!.

Nieczęsto piszemy dziś do siebie listy, które później wysyłamy klasycznie pocztą – co już będzie na pewno sporym zaskoczeniem. Jest to jednak zdecydowanie opcja dla cierpliwych, ponieważ przez co najmniej kilka dni nie można wtedy puścić pary z ust. Dasz radę?


via GIPHY

 

3. Przekornie

O tym jak Amanda i Todd przekazali światu wiadomość o tym, że spodziewają się dziecka, pisaliśmy w naszym portalu >>TUTAJ<<. Todd po wypadku motocross’owym został sparaliżowany i nie było wiadomo, czy uda mu się zostać ojcem. A tu proszę! Grunt to dystans do siebie – fotka z USG i napis „TO wciąż działa” nie pozostawiły złudzeń. Do tego genialne zdjęcie oznajmiające niebieskimi balonami płeć dziecka i radość bliskich – zarówno tych ze świata offline, jak i online – gwarantowana!

 

Fot. Instagram Amanda Diesen

 

4. Dla łasuchów

Oryginalnym pomysłem będzie podanie bliskim osobom, które chcesz poinformować o ciąży, posiłku na nietypowo przygotowanych do tego talerzach. W sklepach możesz kupić specjalne farby, którymi sama pomalujesz naczynia. Wystarczy, że przygotujesz w ten właśnie sposób talerz dla swojego męża i napiszesz na nim: Będziesz tatą, albo dla rodziców: Będziesz babcią i będziesz dziadkiem.

Jak gdyby nigdy nic, kiedy zjedzą kolację, zaczną pojawiać się przed nimi literki układające się w całkiem logiczny ciąg. Uwaga na jedzenie! Podaj takie, którym nie będą mogli się łatwo zakrztusić!

5. Dla łasuchów – wersja na słodko

Możesz także zamówić czekoladki, które będą układały się w wymyślony przez ciebie napis. Tutaj także może być to skierowane do dowolnie wybranej przez ciebie osoby. Zarówno: Będziesz tatą, jak i będziesz ciocią staną się najsłodszych prezentem wszech czasów!

Świetnie sprawdzą się także babeczki, które możesz sama upiec. Napisz na nich lukrem to, co chcesz przekazać lub ułóż słowa z kolorowych groszków. Śliczne, pyszne i możemy się założyć – ucieszy do łez!

6. Z pomocą „najlepszego brata”

Jeśli będzie to twoje kolejne dziecko, śmiało możesz zaangażować w przekazanie tej radosnej nowiny malucha, który zostanie starszym bratem lub starszą siostrą. Adrien założyła swojemu synkowi bluzkę z napisem: Najlepszy brat. Wiedziała, że mąż będzie przebierał dziecko i siłą rzeczy natknie się na ubranko.

Ryzyko jest takie, że nie każdy zwraca uwagę na to, co napisane jest na dziecięcych ciuszkach. Tak było i tym razem… wystarczy jednak lekkie naprowadzenie i przyszły – ponowny – tata zalewał się łzami radości!

7. T-shirt dla ciebie

Zamiast wykorzystywać maluszka, sama możesz założyć t-shirt, który nie pozostawi żadnych złudzeń. Może mieć on zarówno treść: Będę mamą, jak i np. Dzień dobry tato!

Wyobraź sobie, że zakładasz taką bluzkę i siadacie wspólnie z partnerem do śniadania. Nie zauważa? Dopytujesz, czy podoba mu się twoja nowa koszulka. Uwaga – tu także trzeba uważać na ryzyko zakrztuszenia się!

To co? Który pomysł wybierasz?

 

Zobacz też: Pierwsze objawy ciąży. Czy umiesz je rozpoznać? [FILM]

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.