fbpx
Przejdź do treści

Agnieszka Brzezińska: Noszę w sobie lekarstwo. Historia dawczyni

Agnieszka ma 24 lata i zdecydowała się oddać swoje komórki jajowe. Dawczyni komórej jajowych w najlepszym wieku. Jak to się stało, że podjęła taką decyzję.

Historia dawczyni komórek jajowych

Jako młoda dziewczyna straciłam ciąże w 9 tygodniu, a zaraz po niej kolejną. Rok później znów zaszłam w ciąże, z której mam 3 letniego synka. Myślę, że rozumiem uczucie kobiet, które pragną dziecka a im to nie wychodzi. Pomyślałam, że skoro oddaje krew, zadeklarowałam, że oddam szpik, czy organy po śmierci to dlaczego nie mogłabym oddać komórek jajowych. Zwłaszcza, że są one tak bardzo parom potrzebne.

skoro oddaje krew, zadeklarowałam, że oddam szpik, czy organy po śmierci to dlaczego nie mogłabym oddać komórek jajowych

Pierwszy raz, gdy pomyślałam o oddaniu komórek jajowych porozmawiałam o tym z mamą, ponieważ jest kobieta i moją największą przyjaciółką później zapytałam męża o zdanie a na końcu wypełniłam ankietę w internecie.

W pierwszym momencie, gdy wysłałam ankietę chęci oddania komórki jajowej, właściwie nie myślałam o tym za dużo. Miałam swoje osobiste poglądy na ten temat i chyba uważałam, że każdemu należy się cud jakim jest dziecko. Jestem kobietą i uważam, że moim obowiązkiem moralnym jest niezamykanie oczu na problem niepłodności. Zwłaszcza, że noszę w sobie lekarstwo, które może pomóc innym parom.

Skontaktowała się ze mną klinika we Wrocławiu. Pojechałam tam razem z mężem, żeby porozmawiać, zrozumieć, przemyśleć. Gdy już wychodziłam, przystanęłam obok recepcji i usłyszałam jak jedna z pacjentek zapytała lekarza, czy to prawda, ze znalazła się dla niej komóreczka i wtedy chwyciła mocno za rękę swojego męża. Spojrzałam jej w oczy i już wiedziałam, że decyzja, którą podjęłam to dobra decyzja i wcale nie spłonę za to w piekle.

Psycholog dla dawczyni komórek jajowych

Dzień, w którym stanęłam we wrocławskiej klinice był zupełnie od moich wyobrażeń. Myślałam, że zostanę zbadana a jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem dostane hormony, odbędę 2-3 wizyty i podejdę do zabiegu.

W momencie, gdy na recepcji podałam cel wizyty, pani położna poderwała się na równe nogi i unikając głośnego słowa „dawczyni”, powiedziała, że psycholog już na mnie czeka.

Zdziwiło mnie to, bo nie wiedziałam, że będę rozmawiać z psychologiem. Miła pani siedząca w fotelu na wprost mnie zadawała mi mnóstwo pytań.

O religię i o to czy nie będę kiedyś usilnie chciała zobaczyć tego dzieciątka.

(dlaczego? Przecież, to nie moje dziecko. To tylko moja komórka. Dziecko jest tej kobiety pod której sercem powstało).
Czy jeżeli rodzice dzieciątka zechcą poznać mnie wcześniej zgodzę się na to.

(Tak, jeśli to dla nich ważne)
i masę, masę innych pytań.

Byłam zmęczona tą rozmową, ale pani psycholog była miłą kobietą, więc nie stawiałam oporu.

Lekarz

Później lekarz. Zbadał mnie dokładnie ginekologicznie, krew do badania pobrała wcześniej położona. Ponieważ wszystko było dobrze, mogłam zostać dawczynią.

Warunki dla dawczyni komórek jajowych

Po trzech godzinach położna położyła przede mną jakąś umowę, która brzmiała mniej więcej tak: „Wszystko ze mną okey, nic nie kłamię” :)) W momencie, gdy miałam ją podpisać okazało się, że jest problem. Jakiś czas temu mieli przypadek w którym studentka, również dawczyni, sprzedała hormony, które dostała od kliniki a które miała przyjmować. Wtedy nawet nie wiedziałam, że za dawstwo dostaje się jakiekolwiek pieniądze.
Od tego czasu nie wydają leków do domu a ja nie jestem w stanie z Gliwic dostać się do Wrocławia codziennie po jeden zastrzyk.

Nie podpisałam umowy. Wychodząc pamiętałam jednak o tej dziewczynie z mężem, którzy czekali na komórkę jajową. Ona była piękna, młoda, miała śliczne kręcone włosy a z jej oczu biło ciepło. Wtedy już wiedziałam, że nie przyszłam tu na marne.

Katowice

W domu odszukałam klinikę w Katowicach zajmującą się in vitro. Tam nie było psychologa, ale była miła pani doktor. Jeździłam do niej dość często. W jej towarzystwie czułam się bezpiecznie, leki dostałam do domu. W połowie tej całej procedury trochę myślałam. Kłębiły mi się w głowie różne myśli.
– A może nie dam dziecku tych genów jakie chcieliby jego rodzice?
– Nie szkodzi. Oni chcą mieć dziecko, nikt nie jest idealny …
– Będę miała sporą ingerencje w moje ciało!
– 15 minut narkozy i parę zastrzyków nazywasz ingerencją? Jesteś egoistką, Ty już masz dziecko.
– Jestem młoda, może oni patrzą na mnie jak na te studentkę, która chce zarobić na czyimś nieszczęściu.
– Najważniejsze, że sama wiesz po co to robisz.
Pamiętam jak zabolało mnie gdy pielęgniarka powiedziała mi:
– Pani zależało na anonimowości, prawda?
Niby dlaczego miałoby mi zależeć. Przecież robię to w obronie kobiet ich praw i marzeń o byciu matką.
Dzień zabiegu wypadł stosunkowo źle, bo w moje urodziny.
Wiedziałam, że nie będę mogła pić drinków i tańczyć, ale chciałam, żeby nawet przy obolałej po zabiegu byli moi przyjaciele.

Dawczyni komórek jajowych – jak wygląda zabieg

Wszystko działo się szybko. Jednorazowa koszula, jednorazowe kapcie, 3 minuty i leżałam na stole. Anestezjolog powiedział, że jeśli zachce mi się spać to mam spać. Odpowiedziałam, że absolutnie nie chce mi się jeszcze spać i odpłynęłam. Obudziłam się i nie wiem dlaczego ale zobaczyłam przy moim łóżku kobietę, powiedziałam dzień dobry i zapytałam ile spałam. Odpowiedziała, że przywieźli mnie kwadrans temu. Nie była to ani pielęgniarka ani lekarz. Także czekała na zabieg, ale nie była dawczynią. Czułam się jakbym wypiła dwa piwa (narkoza), więc zaczęłam opowiadać o sobie, że mam synka (nawet pokazałam jej zdjęcia), że jestem dawczynią, że wszystko będzie okey i że ja czuje się świetnie, a jej życzę powodzenia.

Wstałam, ubrałam się i wyszłam. Na pożegnanie nieznajoma się zaśmiała i widząc mnie ubraną w sukienkę, szpilki i lekki żakiet powiedziała, że nie wyglądam jakbym przed chwilą leżała tu w jednorazowej koszuli i obie zaczęłyśmy się śmiać. Wyszłam chwiejnie, nawet mój mąż zaśmiał się na mój widok. Po godzinie, zaczęło mnie boleć tak, jakbym miała okres. Czyli odczuwałam dyskomfort, ale nie był to ból, który dokuczał.

Co do moich urodzin: Nie wypije drinków, nie potańczę, ważne żeby obok mnie obolałej byli przyjaciele .
Obolałej ?
Jeden Apap, owszem, zamiast drinków kieliszek szampana a tańce..cóż tańczyłam do piątej rano na parkiecie uroczym klubie.
Gdy nie znamy jakiegoś uczucia, to się go boimy. To normalne.
Ja już wiem jakie to uczucie oddając komórkę jajową.
Nie takie złe jak sobie wyobrażamy.
W grudniu zrobię to jeszcze raz, ale tym razem nie będę się już bała.

Historii Agnieszki Brzezińskiej wysłuchała Jolanta Drzewakowska

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Jolanta Drzewakowska

redaktorka naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawniczka i coach. Matka dwójki dzieci.

Najnowsze artykuły