Przejdź do treści

„Ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Kobieta opowiada o hejcie na jej chorego syna

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt
fot. Instagram @ nika_evil_

Rustam to niezwykle radosne dziecko. Jego adopcyjna mama walczy ze stereotypami i negatywnymi komentarzami, z którymi spotkała się po przysposobieniu syna.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nikę Zlobinę na Instagramie śledzi niemal 85 tys. obserwatorów. Jednak jak mówi, ta liczba nie robi na niej wrażenia, a portal znalazła w sieci przez przypadek. Za jego pośrednictwem informuje teraz ludzi, z czym wiąże się adopcja chorego dziecka.

– Przygotowywałam papiery adopcyjne. Zobaczyłam bazę danych ze zdjęciami dzieci i nagle natknęłam się na zdjęcie Rustama – wspomina Nika w rozmowie z „Russia Beyond”. Dziecko nie miało nogi, a jego twarz była zdeformowana.

Aby zachęcić ludzi do adopcji, wolontariusze ośrodka adopcyjnego umieścili na stronie internetowej nagranie tańczącego chłopczyka. Wideo obiegło kraj i zobaczyła je również Nika. Komentarze, które przeczytała pod nagraniem, wywołały w niej smutek i złość.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

„Jeżeli nie ja, to kto?”

– Niektórzy pisali, że „ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Byłam przerażona widząc multum negatywnych komentarzy. Wśród tych ludzi były młode matki z dziećmi – wspomina Nika. To ostatecznie zaważyło na decyzji o adopcji Rustama. – Jeżeli nie ja, to kto? – pomyślała. Tak też zrobiła.

Po pewnym czasie Nika zdecydowała się założyć konto na Intagramie, gdzie opisuje swoje życie z Rustamem. Jej profil to rodzaj pamiętnika, w którym dzieli się przemyśleniami oraz codziennymi troskami i radościami. Chce przede wszystkim pokazać światu, że Rustam, tak jak każde inne dziecko, rozwija się, robi postępy i nie jest dziwakiem.

Nika stara się dotrzeć przede wszystkim do osób zainteresowanych adopcją. Kobieta chce udowodnić, że przysposobienie niepełnosprawnego dziecka może być źródłem radości.

– Wszyscy pragną adoptować przede wszystkim piękne dzieci o blond włoskach, ale kolejka do takich dzieci jest długa. Tymczasem inne maluchy cierpią bez rodziców – podkreśla Nika.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt

Pomimo prób uświadamiania społeczeństwa, kobieta wciąż spotyka się z falą hejtu w internecie.
– Gdyby nagle zablokowano moje konto, prawdopodobnie odetchnęłabym z ulgą, ponieważ nie musiałabym czytać masy nienawistnych komentarzy na temat mojego syna – mówi szczerze.

Siłę dają jej jednak pokrzepiające wiadomości od rodziców opiekujących się chorymi dziećmi.  – Jedna kobieta opowiedziała mi, że nie miała odwagi wyjść na zewnątrz z córką chorą na zespół Downa. Przyznała jednak, że moje wpisy dodają jej siły i teraz nie boi się wyjść z dzieckiem na spacer – opowiada Nika.

Kobieta przyznaje, że nie reaguje na natarczywe spojrzenia przechodniów. Do akcji wkracza dopiero, kiedy ktoś obraża jej syna. Pewnego dnia Nika spacerowała z Rustamem w pobliżu przedszkola.
– Zaczęli krzyczeć do niego „ty kaleko!”. Tego nie zamierzałam tolerować. Byłam w szoku – wspomina.

Rustam ma teraz pięć lat, intelektualnie rozwija się prawidłowo, aczkolwiek ma pewne problemy z mową. Czasami dzieci pytają Rustama, co się stało z jego twarzą i nogą, jednak na razie nie potrafi im tego wytłumaczyć. Kiedy chłopiec podrośnie, Nika planuje korzystać z usług psychologa, który pomoże dziecku nauczyć się radzić sobie z negatywnymi reakcjami.

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.rbth.com

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

„Moja mama mnie kocha..ła”. Historia 9-latka rozdziera serce – kto pokocha Kubę?

Szukamy domu dla Kuby z domu dziecka
Kuba wierzy, że znajdzie się rodzina, która go pokocha – fot. Pixabay

„Ja nie mam rodziny… Moja rodzina już do mnie nie przyjeżdża. Moja mama mnie kocha..ła”. 9-letni Kuba od dwóch lat przebywa w Domu Dziecka w Orzeszu. Jak każde dziecko pragnie mieć mamę, tatę i ciepły dom. O swoich marzeniach opowiedział w rozmowie z reporterką programu „Uwaga!” TVN.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kuba trafił do domu dziecka po tym, jak porzuciła go matka. Kierownik Wojewódzkiego Ośrodka Adopcyjnego w Sosnowcu Anna Wójcik wyjaśnia, że chłopiec od samego początku bardzo chciał mieć rodzinę i był świadomy swojej sytuacji. Na początku jeszcze wierzył, że jego mama wróci. Później stracił do niej zaufanie. Nadal ma jednak nadzieję, że znajdzie się rodzina, która go pokocha.

Rok temu u Kuby wystąpiły komplikacje po zwykłym przeziębieniu. Chłopiec zachorował na wirusowe zapalenie mózgu, w wyniku którego dostał padaczki, a następnie zapadł w śpiączkę. Po wybudzeniu okazało się, że nie jest już takim dzieckiem, jak wcześniej.

Zobacz też: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Szukamy domu dla Kuby z domu dziecka!

Chłopiec jest niepełnosprawny intelektualnie w stopniu umiarkowanym, co znacznie obniża jego szanse na adopcję. Ma padaczkę, problemy z mówieniem, pamięcią i mniej sprawnie się porusza.

Kuba to jednak radosne dziecko. Chłopiec jest kontaktowy, samodzielny, dociekliwy, czyta i pisze. Jest uczniem trzeciej klasy w specjalnym ośrodku.

W poszukiwanie nowej rodziny dla 9-latka zaangażowała się redakcja programu „Uwaga!” TVN.

– Nie chcę być tutaj. Ja chcę mieć rodzinę – mówi reporterce „Uwagi!” Kuba.

Czy znajdzie się rodzina, która pokocha Kubusia?

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TVN24

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę. Długo trzymała ten fakt w tajemnicy

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę
Martyna Wojciechowska i Kabula // fot. Instagram @martyna.world

Martyna Wojciechowska adoptowała Kabulę – chorującą na albinizm dziewczynę z Tanzanii. Podczas wywiadu w „Dzień Dobry TVN” dziennikarka ujawniła, że oprócz Kabuli wzięła pod swoją opiekę jeszcze jedno dziecko.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Martyna spotkała 20-letnią dziś Kabulę podczas kręcenia materiału „Kobieta na krańcu świata”. Historia dziewczyny wstrząsnęła wówczas widzami. Kabula choruje na albinizm, czyli defekt polegający na braku pigmentu w skórze, włosach i tęczówce oka.

W Tanzanii ta choroba często oznacza wyrok śmierci. Osoby dotknięte albinizmem często są prześladowane. Wśród szamanów i uzdrowicieli pokutuje przekonanie, jakoby części ciała chorych posiadały magiczną moc, która przynosi powodzenie nabywcom. Kończyny, skóra, czy włosy albinosów są używane do przyrządzania „magicznych” mikstur i eliksirów. Jednocześnie samych chorych uważa się za przeklętych i przynoszących nieszczęście.

Kabula przekonała się o tym na własnej skórze już w dzieciństwie. Pewnej nocy do jej domu zakradli się rozbójnicy, którzy trzema machnięciami maczety odrąbali dziewczynce rękę.

Zobacz także: Barbie, która inspiruje i przełamuje stereotypy. Wizerunku użyczy jej m.in. Martyna Wojciechowska

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę

We wrześniu Wojciechowska pojawiła się wraz z Kabulą na okładce „Gazety Wyborczej” i udzieliła poruszającego wywiadu. Teraz Martyna ujawniła, że adoptowała jeszcze jedną dziewczynkę z Tanzanii – Tatu.

Jak się okazało, to Kabula poprosiła Wojciechowską o pomoc.

Mogę teraz w końcu przyznać, że od stycznia, czyli od roku Kabula ma taką siostrę. Trzymałyśmy to z Kabulą dla siebie. To była nasza tajemnica. Ma na imię Tatu, ma 15 lat. Są do siebie podobne jak dwie krople wody. Tatu też jest chora na albinizm – powiedziała w „Dzień Dobry TVN” Martyna.

Choć Kabula i Tatu nie mieszkają z Martyną, dziennikarka jest odpowiedzialna za ich utrzymanie.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

Z miłości do dzieci

W Tanzanii populacja albinosów wynosi obecnie ok. 150 tys. osób. Część z nich uciekła do Dar as-Salaam uważając, że duże miasto da im schronienie.

Podróżniczka postanowiła pomóc również innym dzieciom chorującym na albinizm. Z pomocą misjonarzy i wolontariuszy planuje zbudować w Tanzanii miejsce, w którym podopieczni będą się czuli bezpiecznie. Wojciechowska zachęca internautów na Instagramie  do wsparcia inicjatywy.

Martyna Wojciechowska ma jedno biologiczne dziecko. Marysia Błaszczyk jest córką zmarłego w zeszłym roku Jerzego Błaszyka, rekordzisty w nurkowaniu głębinowym. Podróżniczka ma pod swoją opieką jeszcze kilkoro innych dzieci pochodzących z różnych zakątków świata.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Viva!, Ofemin, Dziennik.pl,

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.