fbpx
Przejdź do treści

Adopcyjne formalności na cenzurowanym

Adopcyjne formalności - do przebrnięcia

Dzwoni telefon. Dziennikarka popularnego dziennika chce skorzystać z eksperckiej wiedzy. Pyta, dlaczego tyle jest wymagań i dodatkowych formalności, które musza przejść kandydaci na rodziców adopcyjnych. Czy faktycznie te dodatkowe wymagania są obciążeniem i służą łatwiejszej dyskwalifikacji kandydatów?

Dziennikarka zainteresowała się tematem, bo ktoś się poskarżył, że ośrodki adopcyjne wymagają dużo więcej od kandydatów na rodziców, niż wynika z przepisów prawa.

Co mówi prawo

 

Kodeks rodzinny i opiekuńczy określa, kto może zostać rodzicem adopcyjnym (Art. 114.1 „Przysposobić może osoba mająca pełną zdolność do czynności prawnych, jeżeli jej kwalifikacje osobiste uzasadniają przekonanie, że będzie należycie wywiązywała się z obowiązków przysposabiającego oraz posiada opinię kwalifikacyjną oraz świadectwo ukończenia szkolenia organizowanego przez ośrodek adopcyjny”. Art. 115 „Przysposobić wspólnie mogą tylko małżonkowie.”) Z kolei Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej określa jak przebiega proces adopcyjny i jakie niezbędne formalności musi przeprowadzić ośrodek adopcyjny (Art. 161, ust 2 „Ośrodek adopcyjny przetwarza następujące informacje dotyczące kandydatów do przysposobienia dziecka: 1) imię i nazwisko; 2) obywatelstwo; 3) adres miejsca zamieszkania; 4) stan cywilny; 5) wykształcenie; 6) zawód; 7) miejsce pracy; 8) warunki mieszkaniowe; 9) źródła dochodu; 10) dane o stanie zdrowia niezbędne do stwierdzenia, że osoba może sprawować właściwą opiekę nad dzieckiem, wynikające z zaświadczenia lekarskiego o stanie zdrowia wystawionego przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej; 11) informację o niekaralności z Krajowego Rejestru Karnego.”). W Ustawie jest też określone jakie zadania realizuje ośrodek w celu wydania kwalifikacji kandydatów na rodziców adopcyjnych (Art. 156, ust 1 „[…] 6) przeprowadzanie badań pedagogicznych i psychologicznych kandydatów do przysposobienia dziecka; 7) przeprowadzanie analizy sytuacji osobistej, zdrowotnej, rodzinnej, dochodowej i majątkowej kandydatów do przysposobienia dziecka, zwanej dalej „wywiadem adopcyjnym”; 8) prowadzenie działalności diagnostyczno-konsultacyjnej dla kandydatów do przysposobienia dziecka;[…]” Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 20 sierpnia 2015 r. określa natomiast dokładnie jakie dokumenty potwierdzają sprawdzenie formalności w trakcie tzw. wywiadu adopcyjnego.

Jak wygląda praktyka

W tych przepisach jest pozostawiona pewna elastyczność co do wieku kandydatów czy długości stażu małżeńskiego, a także co do okazywania zaświadczeń o leczeniu niepłodności. To są najczęstsze zarzuty niezadowolonych kandydatów, którzy nie do końca zgadzają się z praktyką przyjętą przez ośrodki, że odpowiedni wiek kandydatów to maksymalnie czterdzieści lat, a staż małżeński nie powinien być krótszy niż pięć lat. Zarzut jaki usłyszałam od dziennikarki, to wymaganie przez katolickie ośrodki adopcyjne zaświadczenia, że małżonkowie mają ślub kościelny. Odniosę się najpierw do tego ostatniego. Faktycznie taki warunek nie powinien mieć miejsca w przypadku, gdy ośrodek katolicki jest wyznaczony przez ministerstwo do realizowania ustawy publicznej obowiązującej wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie. Oczywiście kandydaci nie są zobowiązani rejonizacją do wyboru takiego, nie innego, ośrodka i mogą udać się do placówki, która katolickim ośrodkiem nie jest, ale w praktyce mogłoby to oznaczać utrudnianie lub uniemożliwianie podejścia do procedury tym osobom, które na dojazdy do innego ośrodka nie mogą sobie pozwolić.

Na szczęście, z tego co dowiedziałam się od moich czytelniczek, ośrodki katolickie w znakomitej większości nie stawiają takich wymagań i są kandydaci, którzy nie mając ślubu kościelnego, otrzymują kwalifikację w ośrodkach katolickich.

Jeden z ośrodków, znany ze swojej radyklanej w tym zakresie postawy, na szczęście nie jest jedynym w danym mieście i kandydaci bez większego problemu mogą wybrać spośród pozostałych publicznych placówek. Ważne jest to, że wiek, stan zdrowia, zaświadczenia o jakich nie ma mowy w ustawie wcale nie są restrykcyjnie przestrzegane w każdym ośrodku. Znam osoby które adoptowały niemowlę, mimo ukończenia czterdziestu lat i takie które adoptowały mimo dwuipółletniego stażu małżeńskiego, a większość – także ja – nie dostarcza zaświadczeń o leczeniu czy zakończeniu leczenia niepłodności.

Jak sprawdzić? Indywidualne podejście

Proponuję przede wszystkim zastanowić się nad pytaniem „dlaczego ustawodawca nie podał konkretnych limitów tych parametrów?” Czy faktycznie chodziło o to, żeby dać ośrodkom adopcyjnym szansę do wymyślania sobie coraz to trudniejszych przeszkód dla kandydatów gotowych podjęcia się trudu wychowywania dzieci pozbawionych opieki rodziców biologicznych? Jeśli popatrzy się na adopcję z punktu widzenia ośrodków, sytuacja jest dużo jaśniejsza. Pracownicy ośrodków swoją kwalifikacją zadecydują o całym dalszym życiu konkretnego dziecka.

Każdy, kto chce być rodzicem uważa, że może nim być i ma prawo czuć się świetnym kandydatem. Planując, mniej lub bardziej, rodzicielstwo nikt nie zastanawia się nad swoimi kompetencjami, ani nie ma potrzeby ich sprawdzania. Rodzi się dziecko i tym samym jego rodzice mają automatyczną kwalifikację. Jednak w przypadku adopcji to dziecko jest już urodzone, a o kwalifikacji jego rodziców muszą zadecydować osoby trzecie.

Oni nic o tych ludziach nie wiedzą, nie znają ich. Gdyby ktokolwiek z kandydatów znalazł się w takiej sytuacji, w której musi zadecydować o dalszym losie konkretnego dziecka, powierzając je komuś pod opiekę na CAŁE ŻYCIE, jakiej wiedzy by potrzebował? Na jakiej podstawie byłby gotów zdecydować, że temu dziecku będzie dobrze właśnie w tej konkretnej rodzinie? Co chciałby wiedzieć o tych ludziach, żeby jak najlepiej zrozumieć ich w momencie, gdy przychodzą z nadzieja na dziecko? Pracownicy ośrodków dając kwalifikację kandydatom na rodziców, dają gwarancję dla sądu, że można tym ludziom powierzyć dziecko, nadając im najmocniejsze, najważniejsze i nierozerwalne PRAWO RODZICIELSKIE, takie jakby to dziecko było przez nich urodzone. Nikt potem już do tej rodziny nie będzie wracał i sprawdzał. Dlatego ośrodki kierują się swoją praktyką i doświadczeniem, które podpowiada w jakiej sytuacji czterdziestolatek jest już za dojrzały, a w jakiej jeszcze da radę, w jakiej sytuacji para jest pogodzona z niepłodnością czy bezpłodnością, a w jakiej szuka substytutu w postaci adopcji, w jakiej staż małżeński może być dwuletni, a w jakim jest on wciąż za krótki. Czy tak trudno jest zaufać temu doświadczeniu? Czy jest ktoś na tyle odważny, żeby postawić jednoznaczną granicę; czterdzieści lat i ani jednego dnia dłużej? Gdy para udaje się do lekarza, z prośbą o pomoc w staniu się rodzicem, nikt nie podważa jego zaleceń co do takich czy innych badań, jakie trzeba przeprowadzić. Nawet jeśli większości koleżanek na forum lekarze zalecali coś innego. Nie kwestionujemy sensu samego badania, sposobu jego przeprowadzenia, a jeśli mamy potrzebę zrozumienia jego zasadności czy procedury, pytamy lekarza. Proponuję wszystkie swoje wątpliwości omawiać z pracownikami ośrodka. Jeśli jakiekolwiek wymaganie wydaje się trudne, a może niemożliwe do spełnienia, to może potrzeba zrozumieć jego zasadność – wystarczy zadawać pytania. Sprawdź, co powiedzą ci w ośrodku. Wyjaśnij swoją indywidualną sytuację. Po to jest cały proces, żeby każdego poznać razem z jego specyficzną historią i sytuacją, w jakiej jest, przychodząc do ośrodka.

Rozmowa i porozumienie są warunkiem udanego przeprowadzenia procedury adopcyjnej, dotyczy to obydwu stron, nie tylko pracowników.

Warto też wiedzieć, że jest furtka, która pozwala zmienić ośrodek adopcyjny na każdym etapie procedury. Nawet rekomenduję wybranie się na pierwszą rozmowę do kilku ośrodków równocześnie, żeby na własnej skórze poczuć, w którym czujemy się komfortowo. Przecież to właśnie w nim odbędą się narodziny adopcyjne waszego dziecka. Niektórzy muszą poszukać innego ośrodka, a inni popracują nad relacją z pracownikami w tym, który wybrali na początku.

Dzieci do adopcji i tak jest mało. Tych o jakich marzyliby rodzice, czyli maleńkich i zdrowych. A te dzieci, które są zakwalifikowane do adopcji, to dzieci starsze, z większymi wyzwaniami zdrowotnymi, z rodzeństwem. One potrzebują rodziców gotowanych do pełnienia takiej roli. I to jest zadanie ośrodków, zbadać poziom otwartości na większe wyzwania, umiejętność radzenia sobie z nimi i przygotować, na miarę możliwości teoretycznych, na sprostanie tym wyzwaniom.

Oczywiście, że nie wszędzie jest tak sympatycznie. Są ośrodki, które częściej zbierają negatywne opinie i takie, które mają ogrom opinii pozytywnych. Ludzie są tylko ludźmi, wiem, że w niektórych ośrodkach pracują osoby mniej otwarte na zmiany, jakie niesie współczesny świat. Choćby takie jak coraz późniejsze zawieranie związków małżeńskich, częściej pary żyją wspólnie bez formalności cywilnych. Ale też spotykam się z całkowicie sprzecznymi opiniami kandydatów co do tego samego ośrodka, czy nawet co do tego samego pracownika. Tak już jest, że z jednym łatwiej ktoś nawiąże relację i osiągnie porozumienie, a z innym trudniej.

Zarzuca się procedurze adopcyjnej, że jest urzędowa, a właśnie w tej procedurze sprawdzania kwalifikacji kandydatów jest najwięcej ludzkiego czynnika i indywidualnego podejścia do przyszłych rodziców.

Komu jest najtrudniej

Z kontaktów z czytelnikami mam też taką obserwację, którą tutaj się podzielę. Najczęściej oburzeni, co do procedury adopcyjnej, jej przebiegu czy formalności, są kandydaci na początku drogi. Dosłownie po pierwszej rozmowie, często tylko telefonicznej. W rozmowach takich słyszę złość, zdenerwowanie, agresję. Poczucie krzywdy i brak zgody na sprawdzania. To zupełnie normalne i doskonale rozumiem ten stan. Sama czułam się okropnie, gdy szłam pierwszy raz do ośrodka. Przeszłam setki badań, natura płata figle i ma gdzieś moją potrzebę bycia matką. Wszystkie koleżanki wokół po prostu zachodzą w ciążę, a ja muszę komuś udowodnić, że będę dobrą matką. Miałam dość tego noszenia w sobie swojej ułomności, niemocy i stawiania mu czoła w codzienności. Byłam spięta, zamknięta i skoncentrowana na udowadnianiu. Na kolejnych rozmowach zaczęłam czuć, że pęka ten balon nadęty od mojego stanu. Dosłownie jak pęknięty balon wypuszcza gwałtownie powietrze, tak ja wypuściłam swoje emocje i rozładowałam napięcie miotając się w płaczu i krzyku. Potem było już tylko łatwiej. Miałam ważenie, że przeszłam sprawdzian, sama przed sobą, ale też pewnie przed pracownikami, którzy zobaczyli, jak radzę sobie z własnymi trudnościami. Ważne, żeby dać sobie czas. Pracownicy ośrodka uszanują potrzebę kandydatów do dłuższej przerwy w spotkaniach lub nawet zawieszenia procedury. Wiem, że każdy chciałby już na drugi dzień wyjść z dzieckiem. Dość tych starań i czekania. Ale jeśli zobaczy się, że to już ostatnia prosta, to poczekanie 2–3 lat, wobec całego życia z dzieckiem, może być łatwiejsze.

Te skargi na procedurę, poza nielicznymi wyjątkami, maleją w miarę, jak para wkracza coraz głębiej w procedurę i daje się poznać. Systematycznie wyjaśnia się sprawa wymaganych dokumentów. Czasem wcale ich nie potrzeba, albo przychodzi zrozumienie ich znaczenia dla procedury. Miejsce i pracownicy stają się bardziej oswojeni, a dzień kwalifikacji jest coraz mniej odległy.

Wśród osób, które przeszyły całą procedurę indywidualną, a potem szkolenie, jest więcej zrozumienia, a mniej złości na to, czego wymaga się do kwalifikacji.

 

Czy pracownikom ośrodków adopcyjnych zależy na tym, żeby jak najwięcej kandydatów odrzucić? Ośrodki chcą mieć jak najwięcej kandydatów, bo w ich interesie jest jak najszybsze umieszczenie dziecka zakwalifikowanego do adopcji w rodzinie. Zatem im więcej kandydatów, którzy mogą być potencjalnymi rodzicami, tym lepiej. Fakt jest też taki, że czekających, gotowych i zakwalifikowanych rodziców, jest wciąż więcej niż dzieci, których oni oczekują. Te dzieci, które czekają albo nie mają kwalifikacji do adopcji (choćby z tytułu praw rodzicielskich biologicznych rodziców), albo kwalifikację mają, ale nie są aż tak atrakcyjne dla kandydatów z uwagi na swój wiek, liczne rodzeństwo lub stan zdrowia. Takie są po prostu fakty i liczby. Każdy kto chce adoptować i spełnia minimalne wymagania określone ustawą, może liczyć na możliwość przyjęcia do ośrodka adopcyjnego. A co się okaże w trakcie indywidualnej procedury, to jest indywidualną sprawą tej konkretnej pary kandydatów. Jeśli faktycznie ktoś nie otrzymał kwalifikacji i dostał odmowę z niezrozumiałych lub krzywdzących jego zdaniem powodów, chętnie wysłucham, opiszę lub postaram się interweniować w odpowiednich placówkach. Czekam na sygnał.

 

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Magdalena Modlibowska

Autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, a także wielu artykułów dot. adopcji, , prezeska Fundacji „Po adopcji”, wiceprezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.