Przejdź do treści

Adopcja w oczach dorastających

Tyle już zostało powiedziane i napisane o tym, jak w odczuciu rodziców adopcyjnych ludzie odbierają adopcję. Teraz macie szansę prześledzić moją rozmowę z Matysem (lat 19), który doświadczeń z adopcją właściwie nie ma żadnych.

Matys: Czym jest adopcja moim zdaniem? Nie zastanawiałem się nad tym jakoś szczególnie. Adopcja równa się wielka odpowiedzialność. Na pewno przy pierwszym dziecku nikt nie wie jak to będzie mieć dziecko, jakie będzie to dziecko i w ogóle nic się nie wie. Ja to się boję, że przy adopcji bym nie sprostał. I co wtedy?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

MM: Można oddać.

Matys: Ale to takie straszne… To gigantyczna odpowiedzialność zdecydować się na wzięcie dziecka. Nie można sobie tak brać i oddawać. Jeśli coś będzie nie tak, to trzeba walczyć, jakby było biologiczne. Przecież to żywy człowiek.
Adopcja z jednej strony to rozwiązanie dla tych, którzy nie mogą mieć dziecka a chcą i są na to gotowi, a z drugiej strony jest to prawdopodobnie jakaś pomoc dla tego dziecka.

MM: To dla mnie miłe zaskoczenie, że widzisz te dwie strony. Ludzie najczęściej widzą tylko wielki altruizm.

Wielki altruizm widzę gorzej. To znaczy właśnie w tym widzę wielki egoizm. Nie ma tam tak naprawdę myśli „pomóżmy temu dziecku”, tylko „pomogę i będę super bohaterem”. Bo jeśli chcę mieć dziecko, w ogóle dziecko, to się to wiąże z psychiczną gotowością. A nie zastanawianiem się kim się stanę jak je będę mieć.

MM: Jakbyś miał opisać przebieg adopcji to…

Matys: Jest para i podejmuje decyzję, że chce dziecko, i okazuje się że nie mogą mieć tego dziecka biologicznie. Albo mimo, że mają już dziecko biologiczna, to chcą adoptować. Idą do urzędu czy jakiejś instytucji i mówią, że chcą. Pewnie muszą wypełnić masę papierów, robić jakieś testy, przechodzić kontrole czy się nadają i… dochodzimy do najgorszego momentu. Wybiera się dziecko. To takie przedmiotowe… Nie wiem właściwie jak to jest. Czy tak po prostu wybiera się dziecko?

MM: W pewnym sensie wybiera się, tzn. na jednym ze spotkań w ośrodku adopcyjnym, czyli tym urzędzie (śmiech) opisuje się swoje oczekiwania wobec dziecka, m.in. wiek, płeć, stan zdrowia. Nie widzi się tych dzieci i nie wybiera jakiegoś konkretnego. To ośrodek wybiera rodziców dla danego dziecka. 

Matys: A, to dobrze. No i potem zabiera się to dziecko do domu. No i tyle. A później są jakieś kontrole. Powinny być chyba, dla bezpieczeństwa dzieci. Są kontrole?

MM: Ten proces adopcyjny tak jest ułożony, że rodzice są kwalifikowani i tych kontroli już nie musi być, gdy adoptują dziecko. Faktycznie są dwie wizyty w domu, po tym jak dziecko jest już u adopcyjnych rodziców, ale jeszcze nie zostało sądownie wszystko zamknięte. W taki sposób jest zadbane bezpieczeństwo adoptowanych dzieci. Wspominałeś, że znasz kogoś kto jest adoptowany.

Matys: Znam. On nam to powiedział, ale wcześniej zaczęliśmy coś podejrzewać, bo był o głowę wyższy od rodziców w wieku 12 lat, widać było, że jest inny z wyglądu. Byliśmy na obozie. I po prostu przyszedł dzień, właściwie wieczór, że on to powiedział. Było nas sześciu chłopaków wtedy w pokoju. Był taki moment zamarcia. Myślałem „a! on jest adoptowany i co to będzie?”. Ale poszliśmy spać potem, a następnego ranka wszystko było takie samo, nawet nie wiem czy ktoś pamiętał o tym, że on jest adoptowany.

Myślę, że jeśli środowisko, rodzice, nie robią z tego wielkiej sprawy, to jest zwyczajnie. Adopcja nie miała żadnego znaczenia wtedy dla nas, ten kolega przez to nie stał się jakiś inny. Można nie być adoptowanym i być dupkiem. W życiu wszystko nie sprowadza się do tego kim byliśmy, ale do tego kim jesteśmy i kim będziemy. To chodzi o człowieka.

MM: A jednak moje dzieci słyszą przytyki, że są adoptowane. Zdarzają się sytuacje, że rówieśnicy im to wytykają.

Matys: Możemy płakać nad naszą kulturą i tym jak odnosimy się do siebie w ogóle. I tyle. To wynika z małej tolerancji, której nie ma właściwie w naszej kulturze. Czują się inne nie dlatego, że są adoptowane, ale właśnie dlatego, że jest to im wytykane bez potrzeby. Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie jak to się dzieje u adoptowanego dziecka, z tym poczuciem, że urodził mnie ktoś inny. Ale pamiętam jak ja przeżywałem swój nastoletni bunt, brak akceptacji świata wokół mnie. Aż w końcu zrozumiałem, że rodzice mnie kochają, zapewniają dach nad głową i jest dobrze.

Ludzie nie mówią o adopcji otwarcie, bo pewnie obawiają się tej oceny społecznej. Ocena społeczna może przybić takich rodziców. Myślę o tym, co opowiadałaś o milczeniu wśród znajomych gdy mówiłaś, że adoptowałaś dziecko. Takie milczenie to też ocena i jest dołujące.

O tym się nie mówi, to jest temat tabu. Trąbi się o in  vitro, zamykaniu okien życia, ale o samej adopcji nic. Cisza.

MM: Powinno się mówić o adopcji?

Matys: Powinno to być całym programem przełamywania tabu w Polsce, adopcja, seks i inne tematy. Jest tak, że dzieci nic o tym nie widzą i później odpalają Internet i zaczynają czytać w tym śmietniku. Powinno się mówić dzieciom przede wszystkim, żeby wiedziały, że to jest po prostu elementem życia społecznego.

MM: Kto powinien mówić do dzieci i młodzieży czym jest adopcja.

W naszym życiu są dwa takie miejsca, rodzicie i najbliższa rodzina, a drugie to szkoła. Wydaje mi się, że rodzina jest bardziej naturalna. Dziecko jak jest małe rzuca pytaniami jak z karabinu, i może wtedy wykorzystać ten moment i pogadać z dzieckiem o życiu, o innych tematach niż tylko lekcje, np. o adopcji. Ale Ci rodzice musieliby wiedzieć o tej adopcji więcej. Więc chyba odpadają na ten moment… (śmiech)

MM: A swoim adoptowanym dzieciom mówić?

Matys: Zastanawiam się…. Wiedza nie jest zła. Ale też każdy ma swoje granice, może dziecko nie jest gotowe… Rodzice będę je kochać tak czy inaczej… No tak, ale ono zacznie sobie stawiać pytania, na które nie będzie odpowiedzi i wtedy nie będzie mogło sobie z tym poradzić samo. Potrzebuje pomocy rodziców w znalezieniu tych odpowiedzi. Potrzebuje prawdy. Tak. Uważam, że powinno wiedzieć.

MM: podsumowując naszą rozmowę o adopcji co byś powiedział swoim rówieśnikom?

Matys: Nie wiem jak to powiedzieć, bo chcę i do tych co są adoptowani, i do tych co nie są (śmiech). Nie muszę wymyślać czegoś wyniosłego, bo jak ktoś ma zrozumieć to zrozumie, a jak nie to ja tego nie zmienię… Słuchajcie: nie róbmy z tego sprawy, to nie ma znaczenia z kim kto się wychowuje i jakich ma rodziców. Ważne jakim jest człowiekiem.

—————————————————-

Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.