Przejdź do treści

97% Polaków „słodzi”!

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez IQS Group na zlecenie producenta Cukru Królewskiego, aż 56% badanych uważa, że my – Polacy jesteśmy mniej życzliwi niż inne narodowości. Nie brzmi to optymistycznie, ale czy nie mamy o sobie nadmiernie pesymistycznego zdania? Jak to bowiem możliwe, skoro badania pokazały również, że tylko 3% Polaków (!) nie komplementuje innych? Czy mówienie komplementów jest łatwe, czy trudne? Komu najchętniej „słodzimy” i dlaczego nie przełożonym? Czy warto to zmienić? Bezwzględnie – uważa psycholog Maria Rotkiel, która omówiła dla nas temat słodzenia i skomentowała wyniki badań.

Słodzisz? Może nawet o tym nie wiesz!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Miłe gesty i słowa, pozytywne nastawienie do siebie i innych, umiejętność uśmiechania się również do obcych – tak definiuje termin „słodzenie” psycholog Maria Rotkiel.  – Słodzimy, gdy mówimy komuś „Dobrze cię widzieć”, „Wierzę w ciebie”, „Świetna fryzura”, słodzimy gdy przytulamy, komplementujemy, dajemy komuś kwiaty czy wysyłamy miłego smsa, a nawet gdy życzliwie się uśmiechamy.  Psychologowie nazywają takie zachowania „emocjonalnymi głaskami” – dodaje Maria Rotkiel.

 My, Naród, czyli… słodzenie łatwe czy trudne?

Wbrew powszechnemu mniemaniu okazuje się, że Polacy często mówią komplementy. W dniu badania połowa z nas komuś „posłodziła”, a 90% z nas zrobiło to w ciągu ostatnich kilku tygodni. Co więcej, 60% Polaków uważa komplementowanie za łatwe, a 1/3 za trudne. To dużo, czy mało?  W porównaniu z innymi narodami postrzegamy samych siebie – Polaków – jako mniej skłonnych do mówienia miłych rzeczy, niż inne narody. 56% z nas uważa, że Polacy są mniej serdeczni. Niewątpliwie problem istnieje, ale gdzie szukać jego przyczyn?

  – Ponieważ obawiamy się złego przyjęcia naszych słów lub wręcz uznania pewnych gestów życzliwości za niestosowne, jesteśmy narodem dość powściągliwym. W dużej mierze jest to wynik wychowania. Z jednej strony wpajania nam od dzieciństwa, że chwalić się nie wypada, z drugiej zaś stosunkowo rzadkiego chwalenia najmłodszych, z uwagi na, do dziś pokutujące przekonanie, że w ten sposób „rozpuścimy” dziecko – mówi psycholog.  – Nie ulega wątpliwości, że m.in. z tego tytułu jesteśmy dość zakompleksionym narodem – łatwiej wymienić nam własne wady niż zalety, częściej narzekamy, aniżeli potrafimy docenić cokolwiek i cieszyć się tym. Komplementy zawstydzają nas, ponieważ jako naród wciąż mamy niską samoocenę, jesteśmy nieśmiali i nieufni, a najczęściej wymienianym przez nas atutem bliźniego jest… „skromność”.

Komu słodzą Polacy?

Słodzimy przede wszystkim swoim najbliższym – kobiety najczęściej słodzą dzieciom, a mężczyźni swoim życiowym partnerkom, dzieci zdecydowanie wymieniając na drugim miejscu

– To ciekawy wynik, który warto wziąć pod uwagę, gdy zastanawiamy się nad przyczynami kryzysów w relacjach z partnerami. Jeśli to mężczyźni częściej prawią komplementy swoim partnerkom, a one nie zawsze potrafią to docenić, czy to oznacza, że wbrew powszechnej opinii, to właśnie panowie bardziej dbają o relacje partnerskie, przynajmniej w aspekcie emocjonalnych głasków? – zastanawia się Maria Rotkiel

Zaraz po rodzinie i partnerach w kolejce do głasków uplasowali się koledzy i koleżanki, którym słodzi 15% Polaków (częściej osoby z niższym wykształceniem), a później już długo, długo nikt… 4% Polaków zdarza się komplementować obcych, np. na ulicy czy w autobusie, a najrzadziej posłodzilibyśmy ….szefowi. Tylko 1% z nas komplementuje przełożonych! Szefom wprawdzie nie słodzimy, ale od nich chętnie przyjęlibyśmy kilka głasków. 17% badanych zadeklarowało, że największą przyjemność sprawiłyby im miłe słowa od przełożonego.

Dlaczego nie komplementujemy przełożonych?

Rotkiel:  – Szefom słodzi się wyjątkowo trudno. Tego typu życzliwość oznacza chęć nawiązania bliższej relacji i jest wyrazem sympatii, co nie mieści się w normach mocno sformalizowanych w Polsce miejsc pracy. Tymczasem (umiarkowane) słodzenie przełożonym lub kolegom z pracy ma dodatkowy atut – to doskonały sposób na przełamanie barier i skrócenie dystansu, co ułatwi kontakty i współpracę .

Jakie komplementy sprawiają nam największą radość?

Te, dotyczące naszego zachowania i postawy. Lubi je 45% mężczyzn i 32% kobiet. Najbardziej drażliwą kwestią dla pytanych Polaków okazuje się… wygląd. Pochwał dotyczących wyglądu NIE CHCIAŁBY słyszeć niemal co trzeci badany, szczególnie ten w średnim wieku.  Komplementowanie wyglądu największą przyjemność sprawia najmłodszym i tym z wykształceniem podstawowym (40%).

Obcy, twój wróg?

W badaniu pytano również o to, jak przyjęlibyśmy komplementy i miłe słowa od całkiem obcych nam osób, np. na ulicy. Czy zachowamy się w stosunku do nich bardzo podejrzliwie? Uciekniemy w popłochu, wietrząc nieczyste intencje? Będzie nam miło? Niemiło? Niezręcznie? Źle? Otóż nie! 80% Polaków deklaruje, że usłyszawszy komplement od całkowicie obcej osoby, zareagowałoby pozytywnie – podziękowałoby z uśmiechem, spróbowało odwdzięczyć się miłym słowem, generalnie – komplement taki sprawiłby nam przyjemność i poprawił nastrój. Tylko co 10-ty z nas zareagowałby nieufnie, podejrzewając złe intencje, kpinę, żart. – Lubimy takie komplementy, bo uważamy je za bardziej szczere i ufamy, że obcy słodzi nam po prostu bezinteresownie – zauważa Maria Rotkiel.

Kilkudniowy test życzliwości

Zdaniem psychologa życzliwości i słodzenia można, a nawet trzeba się nauczyć! Naturalnie, są osoby, którym przychodzi to łatwiej. Kobiety, jako osoby bardziej empatyczne, mają większą łatwość w komplementowaniu. Słodzenie nie jest problemem również dla osób o naturze ekstrawertycznej oraz tych, które wychowywały się w domach, w których okazywano sobie czułość i głośno mówiono o emocjach i uczuciach. Kłopoty mają natomiast ludzie o tzw. osobowości paranoidalnej, czyli podejrzliwe, nieufne i ostrożne, które większość słów i gestów interpretują jako negatywne intencje. Takie osoby mają również największe problemy z przyjmowaniem komplementów.

Zdaniem Marii Rotkiel, umiejętność słodzenia, komplementowania i cieszenia się z komplementów ma moc zmieniania rzeczywistości. Małe i duże sukcesy mają najczęściej swój początek w głowie i zależą od naszej postawy. To my mamy wpływ na to, jak wygląda nasze życie i otaczający nas świat. Nie należy więc zastanawiać się czy warto, tylko zwyczajnie spróbować. Taki kilkudniowy „test życzliwości” – w stosunku do bliskich i nieznajomych – to zarówno doskonała zabawa, jak i  pouczające doświadczenie!  Osoba obdarowana przez nas głaskiem chętniej będzie wchodzić z nami w relacje. Co więcej, metodą śnieżnej kuli – nasze zachowanie uruchomi w obdarowanym takie samo pozytywne zachowanie, co z kolei podtrzyma w nim pozytywny nastrój i zachęci do słodzenia kolejnym osobom. I tak dalej, i tak dalej, jak w dominie. Nigdy więc nie pozwalajmy sobie na jakiekolwiek wątpliwości, czy jeden uśmiech do mijającego nas przechodnia ma jakąkolwiek wartość. Otóż ma! Wydzielające się hormony szczęścia (endorfiny) koją nasza psychikę, obniżają stres i zmęczenie, tak fizyczne, jak i psychiczne, przyspieszają leczenie bezsenności, stanów zapalnych, zwiększają odporność, a nawet skracają okres rekonwalescencji. Pozytywne skutki posłodzenia odczuwa  zarówno osoba obdarowana głaskiem, jak i ta, która była życzliwa. Nawet najdrobniejsze gesty sympatii – zarówno te, które wykonujemy, jak i te, którym podlegamy, dają nam ogromną siłę i motywację , są źródłem energii i optymizmu.

I tak oto, w prosty sposób, bez psychologa czy lekarza możemy zadbać o samopoczucie swoje i innych… – kończy Maria Rotkiel.

 

Badanie: IQS Group, przeprowadzone na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej dla Polaków w wieku 15-70 lat, N-500, sierpień 2014

 

Czy wiesz że…

 

***

Nie powinniśmy obawiać się „słodzenia” bliźnim. Ryzykujemy jedynie brakiem wzajemności, ale w bardzo małym procencie. Dlaczego? Tajemnicze neurony lustrzane rozpoznają emocja na twarzy drugiej osoby i uruchamiają w naszym mózgu obszary, które odpowiadają za takie same emocje. Tym samym, jeśli uśmiechamy się do kogoś, neurony „aktywizują” uśmiech u osoby, do której się uśmiechamy. Co więcej, „słodka postawa” jest zaraźliwa. Łatwiej wzbudzić w kimś pozytywne emocje, niż zarazić go smutkiem czy zniechęceniem.

 

***

Znane w psychologii pojęcie „efekt aureoli” to sytuacja, w której na podstawie jednej cechy przypisujemy komuś szereg innych atrybutów. Tym samym uśmiech na twojej twarzy będzie dla wielu osób informacją, że jestes człowiekiem sukcesu, osobą niezwykle inteligentną, a nawet lepszym człowiekiem. I odwrotnie, jeśli osiągnąłeś sukces, masz wysokie IQ i dobre serce, ale jesteś typem smutasa i osobą zdystansowaną, trudno będzie komukolwiek dostrzec w tobie pozytywy.

 

 

Ciekawostki:

8% badanych najbardziej lubi być chwalonych za wyczyny kulinarne.

Osoby piastujące wyższe stanowiska (dyrektorzy, managerowie) znacznie częściej niż inne grupy komplementują dzieci (71%).

Rolnicy, częściej niż inne zawody, nie oczekują komplementów związanych ze swoją pracą.

Z komplementów związanych z kulinarnymi dokonaniami najmniej cieszą się osoby z wykształceniem wyższym i mieszkańcy wsi.

 

Badanie „Słodkie gesty”, przeprowadzone na zlecenie producenta Cukru Królewskiego, to jeden z elementów tegorocznej kampanii Südzucker Polska S.A. Z okazji 15-lecia marki, nieodzownie związanej przecież ze słodzeniem, producent postanowił przypomnieć znaczenie drobnych, ciepłych gestów, które mają moc zmieniania rzeczywistości. Słodka marka, od wielu lat ambasador pozytywnych emocji, tym razem przypomina wprost, aby nie obawiać się słodkich gestów, bo w nich tkwi jeden z przepisów na szczęście. Kampanię rozpoczęto premierą animowanego klipu „Forever sweet” wykonanego na zlecenie Cukru Królewskiego, który jest zgrabną afirmacją na temat miłości i pełnych ciepła gestów mających moc zmieniania rzeczywistości. 

materiały prasowe

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Nadzieja dla mężczyzn z trwałą niepłodnością po leczeniu raka. Odkrycie naukowców daje szansę na ojcostwo

Młody tata przytula dziecko /Ilustracja do tekstu: Dzień ojca /Chemioterapia w dzieciństwie a męska płodność. Nowa strategia zachowania płodności po raku już wkrótce?
fot. Pixabay

Każdego roku nowotwory złośliwe atakują 1,2 tys. dzieci w Polsce. Dziś, dzięki rozwojowi medycyny i nowoczesnym lekom, u większości młodych pacjentów (75-85%) rokowania są pomyślne. Przebyte leczenie onkologiczne może mieć jednak długofalowe skutki dla płodności – nie tylko kobiecej, ale również męskiej. Choć u części młodych mężczyzn, którzy przeszli chemioterapię przed okresem pokwitania, występuje ryzyko trwałej niepłodności, obiecujące wyniki nowych badań dają im nadzieję na przyszłe ojcostwo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Agresywna chemioterapia, stosowana w leczeniu wielu przypadków raka, wykazuje toksyczne działanie na gonady, którego skutki mogą być czasowe lub trwałe. Dzieje się tak, ponieważ cytostatyki (czyli leki stosowane w chemioterapii), niszcząc szybko dzielące się komórki, powodują również uszkodzenie tkanek, w których stale dochodzi do podziałów komórkowych.

W przypadku mężczyzn konsekwencją tego rodzaju leczenia jest uszkodzenie jąder, które hamuje spermatogenezę (produkcję plemników). O ile jednak dorosłym pacjentom medycyna daje możliwość pobrania i zamrożenia nasienia do ewentualnego wykorzystania w przyszłości, młodzi chłopcy, przed okresem dojrzewania, są takiej szansy pozbawieni. Ich jądra nie produkują jeszcze plemników, które można byłoby pozyskać przed rozpoczęciem chemioterapii. Być może wkrótce ten problem uda się rozwiązać.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Oligozoospermia idiopatyczna: czym jest i jak ją leczyć?

Chemioterapia w dzieciństwie a płodność męska. Przełomowe odkrycia

Zespół naukowców związanych z uniwersytetami w Izraelu i Chinach przeprowadził innowacyjne badania, których wynik może być przełomem w opracowywaniu strategii zachowania płodności u młodych pacjentów onkologicznych płci męskiej.

Jak donosi magazyn „Stem Cells and Development”, autorzy badania odkryli, że w jądrach chłopców, którzy zachorowali na raka przed pokwitaniem i byli leczeni gonadotoksycznymi cytostatykami, obecne są spermatogonia, czyli wczesne stadia rozwoju męskich komórek rozrodczych. Na podstawie materiału pozyskanego na drodze biopsji jąder naukowcom udało się wyhodować i wyizolować komórki macierzyste w różnych etapach rozwoju: premejotycznym, mejotycznym i postmejotycznym. Zidentyfikowali także komórki przypominające plemniki, które rozwinęły się z komórek jąder chłopców poddanych chemioterapii.

– Nasze wyniki dowodzą, że w jądrach chłopców, którzy przeszli chemioterapię przed okresem pokwitania, znajdują się biologicznie aktywne spermatogonia. W warunkach laboratoryjnych mają one zdolność rozwinięcia się do różnych stadiów spermatogenezy, w tym do generowania komórek podobnych do plemników – mówi kierujący badaniami prof. Mahmoud Huleihel z Departamentu Mikrobiologii i Immunologii na Uniwersytecie Ben-Guriona w Beer Szewie (Izrael).

CZYTAJ TEŻ: Ciąża po raku piersi. Jak metody leczenia wpływają na płodność?

Zachowanie płodności u chłopców po chemioterapii. Nowe strategie już wkrótce?

Odkrycia naukowców mogą dać szansę na ojcostwo wielu pacjentom, dla których dotąd nie powstały skuteczne metody wsparcia płodności.

– Wyniki tych badań mogą otworzyć drogę do opracowania nowych strategii terapeutycznych umożliwiających zachowanie płodności: u chłopców leczonych onkologicznie przed okresem pokwitania oraz u pacjentów z azoospermią – podkreśla Huleihel.

Źródło: ncbi.nlm.nih.gov, israel21c.org, „Pediatria po Dyplomie” (II 2009)

TUTAJ kupisz e-wersję magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Krąg Opowieści o Stracie”. Terapeutyczna rozmowa dla kobiet po stracie

Kobiety okazują sobie wsparcie w trudnej sytuacji /Ilustracja do tekstu: redukcja stresu w niepłodności zwiększa szanse na ciążę /Krąg Opowieści o Stracie
Fot.: Ben White /Unsplash.com

Poronienie, przedwczesne zakończenie ciąży, śmierć dziecka wkrótce po porodzie… Tych dramatycznych i rozdzierających serce przeżyć doświadcza wiele kobiet – a mimo to wciąż nierzadko zdane są na samotność. Lekarze, społeczeństwo, a nawet bliscy nierzadko umniejszają ich ból, wzmacniając tym samym cierpienie i poczucie izolacji społecznej. Aby wesprzeć kobiety w tych trudnych chwilach i dać przestrzeń im do intymnego, otwartego przeżywania straty, 15 października, w Dniu Dziecka Utraconego, w 12 miastach Polski odbędą się kameralne spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” adresowane są do kobiet, których macierzyństwo zakończyło się w dramatycznych okolicznościach. W bezpiecznej przestrzeni i przyjaznej atmosferze, bez krytyki i „dobrych rad”, będą mogły podzielić się swoją trudną historią i poznać inne osoby, które zmuszone były zmierzyć się z podobnymi doświadczeniami.

CZYTAJ TEŻ: Poronienie – najgorszy dzień mojego życia. Wasze historie

„Krąg Opowieści o Stracie”: szczera rozmowa, która pomaga poradzić sobie z traumą

W każdym mieście spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” moderować będą doule, psychoterapeutki i trenerki.

– To ważne, żeby ktoś wysłuchał, dlatego chcemy stworzyć wam bezpieczną przestrzeń do tego, aby opowiedzieć o żalu, smutku i krzywdzie – podkreślają organizatorki.

Myślą przewodnią spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” są piękne i symboliczne słowa Rachel Naomi Remen, autorki książek, nauczycielki medycyny alternatywnej i wykładowczyni Uniwersytetu Kalifornijskiego:

„Przypuszczam, że słuchanie to najbardziej podstawowy i najsilniejszy sposób kontaktu z drugą osobą. Zwyczajne słuchanie. Bardzo możliwe, że największą rzeczą, którą możemy dać sobie nawzajem, jest uważność. Szczególnie, gdy płynie prosto z serca. Kiedy ktoś mówi, nie trzeba robić nic więcej, tylko go przyjąć. Po prostu zrobić mu przestrzeń w sobie. Słuchać co mówi. Z troską i uwagą”.

„Krąg Opowieści o Stracie”: spotkania w 12 miastach

Szczegółowe informacje o wydarzeniach w 12 miastach (w Warszawie, Bydgoszczy, Opolu, Siedlcach, Olsztynie, Swarzędzu, Łodzi, Poznaniu, Pszczynie, Gliwicach, Krakowie i Lublinie) można znaleźć tutaj. Spotkania odbędą się w godzinach popołudniowych lub wieczornych.

Wstęp jest bezpłatny. Ze względów organizacyjnych inicjatorki „Kręgu Opowieści o Stracie” proszą o wcześniejsze zgłoszenie: mailem lub poprzez wiadomość na Facebooku.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Strata po stracie… Poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro. Sprawdź, czemu nie udało się uzyskać ciąży

Przed przystąpieniem do kontynuacji leczenia niepłodności niezbędna jest wnikliwa analiza wszystkich etapów poprzedniej procedury in vitro, która nie zakończyła się ciążą. Jakie kroki należy wówczas podjąć i czego możemy się dzięki temu dowiedzieć? Wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro: wyjściowe poziomy hormonów

Pierwszymi, podstawowymi badaniami u kobiet, których wyniki należy przeanalizować po niepowodzeniu in vitro, są wyjściowe poziomy hormonów, m.in:

  • rezerwy jajnikowej, czyli AMH i inhibiny,
  • androgenów: testosteronu, SHBG i DHS oraz indeksu wolnych androgenów.

Zdarza się, że wskazana jest też analiza w kierunku innych zaburzeń hormonalnych.

– W niektórych przypadkach warto również zdiagnozować niedobory hormonów wzrostu. Analizujemy także stosunki gonadotropin, a więc FSH do LH, poziomy estradiolu współistniejące z danym poziomem gonadotropin. Niekiedy wskazane jest także zbadanie poziomu prolaktyny, a w przypadku jej podwyższonego poziomu – głębsza analiza tego wyniku – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, ekspert INVICTA.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro: badanie fragmentacji DNA plemników

Na skuteczność zabiegu in vitro bardzo istotnie wpływają również parametry nasienia. Analizując przyczyny niepowodzenia in vitro, należy przyjrzeć się nie tylko wynikom podstawowych badań nasienia, ale także fragmentacji DNA plemników.

– Analiza fragmentacji DNA plemników […] zapobiega zapłodnieniu komórek jajowych plemnikami o niskiej wartości. Choć takie plemniki mają możliwość zapłodnienia komórki jajowej, powodują albo nieprawidłowy rozwój zarodka, albo zatrzymanie rozwoju zarodka lub wczesnej ciąży. Niestety mogą również spowodować urodzenie chorego dziecka – zaznacza lekarz.

CZYTAJ TEŻ: Rozszerzone badanie nasienia. Co obejmuje i kiedy je wykonać?

Analiza stymulacji in vitro na podstawie dostępnej dokumentacji

Kolejnym krokiem, który należy przeprowadzić po niepowodzeniu in vitro, jest analiza stymulacji, której została poddana pacjentka.

– Rodzaj stymulacji dobierany jest indywidualnie i zależy od naszych planów: czy planujemy transfer świeżych zarodków, czy zamierzamy poddać zarodki mrożeniu, czy chcemy przeprowadzić diagnostykę preimplantacyjną. Wiemy, że optymalną stymulacją jest na dzień dzisiejszy stosowanie długich protokołów. Dobór dawki stymulacji powinien opierać się na poziomie AMH.

Należy pamiętać, że stymulacja do in vitro powinna opierać się także na liczbie pęcherzyków antralnych, które można zdiagnozować ultrasonograficznie w dniu rozpoczęcia stymulacji.

– Bardzo ważne jest, by procedura oceny pęcherzyków antralnych była zoptymalizowana i zwalidowana. Jest to niezwykle ważny pomiar, ale jego wynik jest też bardzo zależny od osoby, która go wykonuje. W przypadku braku walidacji niezbędne do oceny poprzedniego cyklu stymulacji byłyby filmy lub zdjęcia ukazujące wyjściowy stan jajników (przed rozpoczęciem stymulacji). Takie materiały są bardzo istotne do dalszej analizy – podkreśla kierownik INVICTA.

W czasie stymulacji należy również analizować poziomy hormonów:

  • wyjściowy poziom estrogenów i progesteronu, aby w odpowiednim dniu rozpocząć stymulację,
  • wyjściowy poziom AMH w pierwszym dniu stymulacji.

Następnie monitorowany jest wzrost poziomu estrogenów w procesie wzrostu pęcherzyków antralnych.

– Dość ważnym parametrem, który analizujemy w trakcie stymulacji, jest wzrost poziomu progesteronu. Może on wskazywać przedwczesną luteinizację śluzówki, a więc utrudniać (a przy wysokim poziomie – wręcz uniemożliwiać) implantację zarodka. Dzieje się tak dlatego, że okno implantacyjne, a więc czas, w którym zarodek może się przyjąć w śluzówce, otworzy się bądź będzie gotowe zbyt wcześnie – zanim zarodki powstaną lub zanim będą gotowe do implantacji – tłumaczy ekspert.

I dodaje: – W takich przypadkach transfer zarodków na śluzówkę, która już nie jest gotowa, uniemożliwia uzyskanie ciąży. W ten sposób możemy stracić zarodki bardzo dobrej jakości.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Superstymulacja do in vitro. Na czym polega i jak wpływa na poprawę jakości komórek jajowych?

Rozwój wczesnej ciąży: badania hormonalne po transferze

Niezwykle istotne jest również oznaczenie stężenia hormonów po przeprowadzonym transferze zarodka.

– Bardzo ważna jest dla nas nie tylko ocena wzrostu hCG, ale również poziomu progesteronu czy poziomu estrogenów, które w tym okresie powinny utrzymywać się w dość wysokim zakresie. Ułatwia to implantację, czyli umożliwia przyjęcie się zarodka, ale również działa immunosupresyjnie, czyli wyciszająco na układ odpornościowy w jamie macicy. Dzięki temu nie próbuje on zniszczyć implantującego się zarodka i umożliwia dalszy rozwój ciąży – tłumaczy prof. Łukaszuk.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro: na podstawie  zabezpieczonych materiałów

Niewiele osób wie, że przygotowując się do in vitro, warto zabezpieczyć wszystkie surowice krwi pozyskane do badań. W przypadku, gdyby dana procedura in vitro nie zakończyła się powodzeniem, materiały te pomogą w późniejszym etapie leczenia.

– Bardzo cenna jest możliwość przeanalizowania uzyskanych wcześniej i zabezpieczonych materiałów pod kątem innych [niewykrytych wcześniej] czynników, które mogły zaburzyć implantację – zauważa lekarz.

Jak dodaje, Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA to jedyne miejsca w Polsce (a prawdopodobnie także w Europie), które zwykle zapewniają przechowanie pobranych surowic krwi.

Cenne informacje o możliwych przyczynach niepowodzenia in vitro można pozyskać także z płynów hodowlanych – poddając analizie podłoże, w którym znajdowały się zarodki przed transferem.

– Na podstawie znajdujących się tam białek i czynników wzrostowych możemy przewidzieć, czy zarodek był rzeczywiście dobrej jakości, czy też – wbrew temu, jak wyglądał – jego potencjał rozwoju był niewielki – wyjaśnia ekspert INVICTA.

Z tego samego powodu przed transferem warto wykonać biopsję zarodka.

– W przypadku, gdy nie uzyskaliśmy ciąży bądź ciąża się poroniła, ale nie jesteśmy w stanie uzyskać materiału poronnego do analizy, zabezpieczony materiał pomoże nam zanalizować, czy przyczyną nie były aneuploidie, czyli zaburzenia chromosomowe – mówi prof. Łukaszuk.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Transfer zarodków z rządowego programu in vitro: płatny czy nie?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Zmagasz się z zaburzeniami hormonalnymi i niepłodnością? Powodem może być niewłaściwy skład ciała

Wydruk wyników badania laboratoryjnego /Ilustracja do tekstu: Pomiar składu ciała. Tkanka tłuszczowa a płodność
Fot.: Pixabay.com

Statystyki wskazują, że nadmiar tkanki tłuszczowej to jeden z istotnych czynników utrudniających kobietom uzyskanie i utrzymanie ciąży, a mężczyznom – poczęcie dziecka. Aby jednak wspomóc swoją płodność, nie wystarczy zrzucić zbędne kilogramy. Niezbędne jest również uzyskanie równowagi pomiędzy poszczególnymi parametrami organizmu. O tym, czy równowaga ta jest zaburzona u ciebie lub twojego partnera, dowiesz się już 9 października br. podczas bezpłatnych pomiarów w FertiMedica.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Skład ciała to jeden z kluczowych parametrów, o które należy zadbać, by wspomóc swoją płodność. Unormowany poziom tkanki tłuszczowej, pozostającej we właściwym stosunku do tkanki mięśniowej i nawodnienia organizmu, wpływa korzystnie m.in. na profil hormonalny, pomaga w przywróceniu prawidłowych cykli owulacyjnych, a także poprawia parametry nasienia.

CZYTAJ TAKŻE: Otyłość a płodność mężczyzn. Najnowsze doniesienia naukowców zaskakują

Tkanka tłuszczowa a płodność. Wykonaj bezpłatny pomiar składu ciała

Z kolei zbyt wysoki poziom tłuszczu w organizmie może istotnie utrudnić procesy reprodukcyjne, nasilając stany zapalne i zmniejszając wrażliwość tkanek na insulinę. Warto bowiem pamiętać, że tkanka tłuszczowa odpowiada nie tylko za gromadzenie energii, ale także wpływa na wydzielanie i działanie wielu hormonów.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Wizyta u dietetyka: jak się do niej przygotować i co cię czeka?

Aby zwiększyć szansę na rodzicielstwo, warto już na wstępie starań sprawdzić parametry swojego ciała. Pomogą w tym bezpłatne pomiary składu ciała, które już 9 października (w godz. 9.00-19.00) odbędą się w Centrum Płodności FertiMedica (ul. Jana Pawła Woronicza 31 lok. 8U, Warszawa).

Pomiar składu ciała zostanie przeprowadzony przez dietetyczkę Magdalenę Czyryndę-Koledę na profesjonalnym analizatorze firmy Tanita.

Zainteresowane osoby proszone są o rejestrację: osobistą (w recepcji FertiMedica) lub telefoniczną (tel.: 22 3797987).

Więcej informacji na stronie: www.fertimedica.pl.

POLECAMY TAKŻE: Niepłodność przy PCOS: jak ją leczyć zgodnie z nowymi zaleceniami? Wyjaśnia lekarz

 

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.