Przejdź do treści

9 najgłupszych tekstów o in vitro. Które z nich usłyszałaś?!

Przedstawiamy zwycięską 9-tkę najgłupszych tekstów o in vitro. Ludzie naprawdę to powtarzają!

To dziecko na pewno jest twoje?

Cóż… Jestem jedyną osobą, która o nie dba, przewija, zmienia pieluchy, wyciera wymiociny, usypia, budzi się w nocy, aby je nakarmić. Mam więc nadzieję, że jest moje… Oczywiście nie mam zamiaru dzielić się z tobą informacją czy użyliśmy nasienia dawcy lub komórek dawczyni. I chyba niegrzecznie z twojej strony byłoby o to pytać, bo to chyba nie twój interes, prawda?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naszą koleżankę ktoś zapytał na imprezie, czy nie boi się, że nie pomylili zarodków. Naprawdę.

Nigdy nie zrobię sobie in vitro. Nie chce pogrywać z Bogiem.

Dokładnie wiem, co masz na myśli. Cieszę się, że nie muszę bawić się w Boga. Jestem mu wdzięczna, że w natłoku milionów ważnych spraw pamiętał o moim dziecku. Pomyśl o wszystkich drobnych odkryciach medycznych, latach studiów, badań, wielkich umysłach – czy to nie jest zasługą Boga? Czy dziecko nie jest największym darem boskim?

Czy jeśli ktoś nie wierzy w Boga nie może być beneficjentem jego błogosławieństwa? Zresztą przeczytaj sobie wywiad dlaczego Bóg chce in vitro ( do przeczytania tutaj…)

 

To jest normalne? (W odniesieniu do bliźniaków i trojaczków)

Dotknij mojego dziecka, zobacz jest zupełnie normalne. A kiedy są zmęczone lub głodne brzmią, aż nazbyt realnie.

 

Czy to dziecko jest z probówki?

Zwrot „dziecko z probówki” powstał w 1978 roku i wyszedł z powszechnego użycia już dwa lata później. Rozumiem, że chciałeś spytać czy poddałam się zabiegowi in vitro? Otóż, tak, miałam szczęście i mogłam skorzystać ze wspaniałych osiągnięć w dziedzinie medycyny, które pozwoliły mi na leczenie wyniszczającej mnie choroby – niepłodności.

Wydaje mi się, że niegrzecznie jest mawiać szczegóły poczęcia z obcymi ludźmi. A czy ty chcesz mi opowiedzieć historie ze swojej sypialni?

 

Jeśli Bóg chciałby, żebyś miała dziecko, zaszłabyś w ciążę naturalnie

Cóż… Nie mam zdolności przewidywania, co Bóg chciał zrobić. Jednak jestem absolutnie pewna, że brał udział w stworzeniu mojego dziecka.

Czy to Bóg nie chciał, aby medycyna się rozwinęła?

Stosowanie nowych technologii jest ryzykowane dla ludzkiego organizmu. Nie myślisz o długoterminowych zagrożeniach dla swojego zdrowia i zdrowia twojego dziecka

In vitro u ludzi jest wykonywane od blisko 40 lat. Badania na zwierzętach trwają już ponad 80 lat… Mimo wszystko oczywiście, że się o to martwię. Wiem, że tak naprawdę chciałeś spytać, dlaczego byłam tak okrutna dla siebie, aby zastosować in vitro?

Jeśli mnie tak dobrze znasz to powinieneś wiedzieć, że jestem wojowniczką i czarne scenariusze odsuwam od siebie, jak najdalej. Dobrze mieć „przyjaciół”, którzy przypominają mi o zmartwieniach.

Dlaczego zapłaciłeś za dziecko?

Miałeś szczęcie, że urodzenie twojego dziecka pokrywa państwo. In vitro przez wiele lat nie było finansowane z publicznych pieniędzy i przez chwilę było a teraz znowu nie jest. Tylko dzięki pieniądzom mogę mieć najcenniejszego człowieka w sowim życiu.

Masz, co chciałaś, więc przestań narzekać. (Słyszysz to, kiedy skarżysz się, jak każdy rodzic)

Dziękuję za wsparcie. Jak każdy rodzic mam prawo się denerwować, mam prawo być czasem zmęczona, mogę mieć czasem dość…

Nawet kiedy moje dziecko z in vitro płacze przez całą noc, nawet jeśli ciągnie mnie za włosy, nawet kiedy rano nadeptuje na klocek lego to nadal uznaje swoje dziecko za błogosławieństwo.

Dlaczego nie adoptowałaś?

A ty, dlaczego nie?

Czy o czymś zapomnieliśmy?
Weronika Tylicka
POLECAMY:

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dla wielu par bezdzietność nie jest wyborem. Ta akcja oddaje im głos

Czarno-białe zdjęcie smutnej pary trzymającej się za ręce /Ilustracja do: Światowy Dzień Bezdzietności: Gdy bezdzietność nie jest wyborem
Fot.: Pixabay.com

Dodające otuchy wpisy w serwisach społecznościowych, zdjęcia spełnionych rodziców, które udowadniają, że lata starań przynoszą w końcu efekt – większość historii dotyczących zmagań z niepłodnością rodzi nadzieje na pozytywny finał. Niestety, nie każdy dostaje od losu szansę na taki scenariusz. Aby uwrażliwić społeczeństwo na ciche dramaty par, które mierzą się z nieplanowaną bezdzietnością, w drugim tygodniu września organizowany jest Światowy Tydzień Bezdzietności.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z roku na rok wzrasta liczba osób, których model rodziny przybiera postać: 2+0. Choć w mediach nie brakuje przykładów spełnionych par, które świadomie wybrały inną drogę życiowej realizacji niż rodzicielstwo, wciąż niewiele mówi się o tych, dla których bezdzietność nie była decyzją, ale koniecznością. Tymczasem z badań prowadzonych na Uniwersytecie Erasmusa w Rotterdamie wynika, że nawet 90% bezdzietnych kobiet chciałoby mieć dzieci. Nie mogą ich mieć z różnych powodów: społecznych, kulturowych bądź medycznych, związanych m.in. z niepłodnością.

POLECAMY TAKŻE: Bezdzietność po leczeniu niepłodności. „Uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie”

Gdy bezdzietność to nie wybór

Aby unaocznić społeczeństwu skalę problemu nieplanowanego braku potomstwa, od ubiegłego roku we wrześniu organizowany jest Światowy Tydzień Bezdzietności. Ta międzynarodowa inicjatywa to coś więcej niż okazja do przedstawienia liczb. Pokazuje realnych ludzi, którzy stoją za statystykami bezdzietności, ich historie, utracone marzenia, poczucie straty i drogę, która musieli pokonać, by zaakceptować inną wizję swojej przyszłości.

– Piszę to, zbliżając się do 41. urodzin, i ronię łzę współczucia dla 37-letniej mnie. Usiłowałam zajść w ciążę przez trzy lata, ale okres ten wydawał się trwać całe życie. Czułam się bezwartościowa, mimo że osiągnęłam w życiu wiele: mam tytuł doktora i udane małżeństwo. Nie życzę tego nikomu – pisze w emocjonalnym liście jedna z kobiet.

CZYTAJ TEŻ: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Bezdzietni, ale wartościowi

Światowy Tydzień Bezdzietności zainicjowała w 2017 roku amerykańska działaczka polityczna Stephanie Phillips. Celem kampanii jest zminimalizowanie zjawiska stygmatyzacji i wykluczenia społecznego związanego z bezdzietnością. Dzięki działaniom towarzyszącym wydarzeniu osoby, które do bezdzietności zmusił stan zdrowia lub inne okoliczności, mają szansę uporać się z rozczarowaniem, znaleźć zrozumienie wśród bliskich i… wewnątrz siebie.

– Czasem to my sami jesteśmy naszymi najgorszymi krytykami. Życie pełne jest okoliczności, które prowadzą do utraty pewności siebie. Ale pomimo wewnętrznych osądów własnej bezdzietności, musimy pamiętać, że wszyscy jesteśmy wartościowymi ludźmi – podkreśla Stephanie Phillips.

W ramach Światowego Tygodnia Bezdzietności na stronie kampanii cyklicznie pojawiać się będą treści zwiększające świadomość zjawiska bezdzietności wynikającej z okoliczności życiowych. Każdy dzień wydarzenia poświęcony zostanie innemu aspektowi problemu, m.in.: faktom i liczbom obrazującym skalę bezdzietności, możliwościom uzyskania wsparcia i prawdziwym historiom osób, które nie mają potomstwa. Organizatorzy akcji zwrócą też uwagę na emocje, które towarzyszą w takiej sytuacji kobiecie i mężczyźnie, i podpowiedzą, jak na nowo odnaleźć sens życia.

– Mnie samej znalezienie wsparcia, które okazało się skuteczne, zajęło długie lata. Jeśli [dzięki tej akcji – przyp. red.] uda się dotrzeć choć do garstki ludzi i pomóc im odnaleźć nową drogę, to z pewnością warto spróbować – wyjaśnia organizatorka.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dzień Matki a kobieca niepłodność. Dlaczego i kogo boli to święto?

Światowy Tydzień Bezdzietności: historie, które łączą

Każdy, kto w ramach Światowego Tygodnia Bezdzietności chciałby podzielić się swoją historią związaną z bezdzietnością nie z wyboru, może udostępnić swój wpis w mediach społecznościowych, opatrując go hashtagiem: #worldchildlessweek.

Więcej o działaniach, które planowane są w ramach Światowego Tygodnia Bezdzietności, można znaleźć na stronie akcji i na Facebooku (informacje dostępne są w języku angielskim).

Źródło: worldchildlessweek.net

POLECAMY RÓWNIEŻ: Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija. Wasze historie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Badania prenatalne: co musisz o nich wiedzieć? Posłuchaj eksperta i wygraj cenne badania

Dłoń analityka laboratoryjnego, a w niej - próbki krwi. Ilustracja do tekstu: Badania prenatalne: przyjdź na spotkanie i wygraj badania
Fot.: Pixabay,com

Bogata dawka wiedzy na temat badań, które należy wykonać przed zajściem w ciążę, konsultacje z ekspertem w zakresie metod diagnostyki prenatalnej, a także szansa na wygranie wartościowych badań laboratoryjnych – to wszystko (i znacznie więcej) czeka na was podczas kolejnej edycji akcji „Niepłodności nie widać”, którą 27 października zrealizujemy wspólnie z laboratorium Synevo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Październikowe spotkanie, które odbędzie się w siedzibie Synevo przy ul. Zamienieckiej w Warszawie, poprowadzą zespół portalu i magazynu „Chcemy Być Rodzicami” oraz dr n. med. Iwona Kozak-Michałowska, dyrektor ds. Nauki i Rozwoju Synevo.

CZYTAJ TEŻ: Laboratorium medyczne bez tajemnic

Badania przed ciążą i badania prenatalne: posłuchaj eksperta i wygraj badania

Ekspertka Synevo opowie zgromadzonym gościom o badaniach, których nie można pominąć przed rozpoczęciem starań o dziecko, a także wyjaśni, jak przygotować się do poszczególnych badań prenatalnych i co powie nam ich wynik. Dodatkowo uczestnicy będą mieli możliwość zadawania własnych pytań oraz odbycia indywidualnych konsultacji z dr n. med. Iwoną Kozak-Michałowską.

To jednak nie koniec atrakcji. Każda z osób, które przybędą na spotkanie, zyska szansę wygrania pakietu badań laboratoryjnych, które warto wykonać przed ciążą. Uwzględni on testy w kierunku:
•    chlamydii,
•    bakteryjnych zakażeń intymnych (drobnoustrojami z rodziny Ureaplasma species i Mycoplasma genitalium/hominis),
•    HSV I/II (wirus opryszczki).

Spotkanie, które odbędzie się 27 października w godz. 10.00-14.00, zostanie zorganizowane w ramach kampanii „Niepłodności nie widać”. Celem akcji jest zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej skali problemu niepłodności w Polsce.

Zapraszamy: zdobądź cenną wiedzę i wygraj badania! Więcej informacji i zapisy: redakcja@chbr.pl; tel.: 660 638 639.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Kompleksowe badania kobiet przed ciążą


Logo SynevoChcemy Być Rodzicami -- logo

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dofinansowanie do in vitro i leczenie bez ideologii. Czy wyborców przekona program koalicji?

Kobieta w ciąży /Ilustracja do tekstu: Interdyscyplinarne leczenie niepłodności jest skuteczne
Fot.: Pixabay.com

Zapewnienie dostępu do in vitro i antykoncepcji, równe szanse w edukacji, respektowanie praw kobiet i mniejszości to jedne z kluczowych zadań, którymi powinny zająć się samorządy – mówiła Barbara Nowacka podczas pierwszej konwencji Koalicji Obywatelskiej (KO). Było to pierwsze wystąpienie liderki Inicjatywy Polska pod sztandarem KO od czasu ogłoszenia porozumienia wyborczego ws. wspólnego startu w wyborach do sejmików wojewódzkich.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zjazd, który odbył się 8 września w Warszawie, zainaugurował kampanię Koalicji Obywatelskiej przed jesiennymi wyborami samorządowymi. Przypomnijmy, że kilka dni wcześniej zarząd Inicjatywy Polska, na którego czele stoi Barbara Nowacja, podpisał porozumienie wyborcze z Koalicją Obywatelską i Nowoczesną. Na mocy tego porozumienia przedstawiciele IP, PO i Nowoczesnej wystartują ze wspólnych list w wyborach samorządowych oraz parlamentarnych. Jaki program chcą zaoferować obywatelom?

Koalicja Obywatelska na wybory: dofinansowanie do in vitro w każdym samorządzie i ginekolodzy bez klauzuli sumienia

Jak podczas sobotniego spotkania podkreśliła Barbara Nowacka, kluczową kwestią jest dla niej tworzenie samorządów wolnych od ideologii, które zagwarantują respektowanie praw kobiet i praw człowieka. Zaznaczyła też, że samorządy muszą zapewnić łatwo dostępne gabinety ginekologiczne, bez klauzuli sumienia  „takie, w których kobieta dowie się prawdy, a nie wiary swoje lekarza”.

W swoim wystąpieniu Nowacja dużo miejsca poświęciła kwestii dofinansowania in vitro.

– Dzięki nam samorządy przywrócą prawo do szczęścia i rodzicielstwa tym, którym ideolodzy PiS odebrali dofinansowanie in vitro. Dopilnuję, żeby in vitro (dla każdej i każdego potrzebującego) było w każdym samorządzie, którym będzie rządziła Koalicja Obywatelska – deklarowała z mównicy Nowacka.

CZYTAJ TEŻ: Bezpłatne in vitro i badania prenatalne. Tym partia Razem zawalczy o głosy

Barbara Nowacka: musimy przywrócić normalność

Liderka Inicjatywy Polska apelowała także, by „zatrzymać szaleństwo prawicy”.

– Wierzę w siłę jedności Polaków w walce z niesprawiedliwością. Dlatego tu jestem. Tylko razem pokonamy PiS. Razem wygramy te wybory  podkreśliła Nowacka. Wierzę, że w Polsce wreszcie będzie przepięknie i wreszcie będzie normalnie – dodał.

Chwilę przed konwencją Koalicji Obywatelskiej poinformowano o rozłamie w Inicjatywie Polska. Zgodnie z danymi pozyskanymi przez tvnwarszawa.pl, odejście z formacji ogłosiły dwie osoby z jej ścisłego kierownictwa: Paulina Piechna-Więckiewicz i Aleksandra Popławska. Zakończenie współpracy ze stowarzyszeniem miało być wyrazem niezgody na współpracę z PO i Nowoczesną.

– Ich zdaniem należy budować postępową, lewicową alternatywę dla wyborców i nie uda się tego zrobić w ramach Koalicji Obywatelskiej – mówił jeden z działaczy Inicjatywy Polska w rozmowie z tvnwarszawa.pl.

Źródło: natemat.pl, tvnwarszawa.pl, onet.pl

Chcesz przeczytać ostatnie wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”? Pod tym adresem kupisz go w wygodnej wersji elektronicznej.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

In vitro i depresja poporodowa – dr Maja Herman opowiada o jej leczeniu

Tak bardzo pragniesz dziecka. Tak wiele czasu, emocji, pieniędzy poświęcasz na starania o ciążę. Jest to twoje największe marzenie. I gdy udaje się zostać matką, a zamiast czuć przepełniające szczęście popadasz w depresję, świat okazuje się stawać na głowie. O depresji poporodowej, także tej po udanym in vitro, z psychiatrą i psychoterapeutką, dr Mają Herman, rozmawiała Katarzyna Miłkowska.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zastanawiam się, co wciąż jest większym tabu – depresja poporodowa, czy może jednak in vitro?

Dr Maja Herman: Myślę, że tabu jest w tym wypadku całością obu tych zjawisk. Po pierwsze, dzieje się tak m.in. ze względu na to, że żyjemy w państwie, w którym znaczącą rolę odgrywa kościół, a aspekt etyczny in vitro jest zawsze brany pod uwagę jako pierwszy i najważniejszy. Chociaż moim zdaniem, powinno być to pozostawione indywidualnej ocenie pary.

Drugim zaś tabu są z kolei choroby, zaburzenia psychiczne –  wciąż bardzo spieramy się o nomenklaturę. Czy depresja jest chorobą, czy może jednak zaburzeniem? Prawda jest taka, że depresja powoduje zaburzenia funkcjonowania i tak naprawdę jest to choroba dotycząca sposobu myślenia. Co za tym idzie, już z samej definicji staje się dla kobiety tematem tabu. W depresji myśli ona, że jest beznadziejna, do niczego się nie nadaje, nic się jej nie uda, to już jest koniec, nikt nie będzie w stanie jej pomóc i wszystko jest jej winą.

Powiązanym z tym, trzecim aspektem, jest obawa przed byciem wytkniętym palcami oraz lęk osób z otoczenia chorego. Należy pamiętać, że nie jest to nic wstydliwego, a w większości wypadków lęk wynika z niewiedzy. Tak też zatacza się pewne koło – niewiedza o tym, czym jest depresja, skutkuje narastającym wokół niej tabu. Jednak niezależnie od tego, czy jest to depresja poporodowa po udanym in vitro, czy też depresja po prostu, to jest to choroba uleczalna. Nie zmienia ona człowieka. Pacjent lub pacjentka dostaje leki i po przyjęciu odpowiedniej dawki, po odpowiednim okresie czasu – bo niestety leki psychiatryczne nie działają od razu, trzeba dać im około 4-6 tygodni –  człowiek wraca do siebie i mówi wtedy: „Jak ja w ogóle mogłam myśleć o sobie coś takiego?!”.

Biorąc jednak pod uwagę niewiedzę i lęk, na pewno mogą budzić je właśnie leki. Często słyszy pani pytanie: „Co one ze mnie zrobią?”

Zdecydowanie! Najczęściej słyszę zastanowienie, czy leki zrobią ze mnie zombie. Jaki jest jednak ich wpływ? Oddziałują na neuroprzekaźnictwo. W przeważającej większości nie uzależniają, są bezpieczne, praktycznie nie wchodzą w interakcje z innym lekami, można je bez trudu odstawić. Są jednak pewne warunki, które muszą być spełnione by włączyć je do leczenia. Stąd potrzeba oceny lekarskiej.

Leki psychiatryczne są dość bezpieczne i niewątpliwie potrzebne w leczeniu, ale czy kolejnym argumentem budzącym niepokój świeżo upieczonych matek nie jest np. lęk o dziecko, które często karmią w tym czasie piersią?

Problem z karmieniem piersią i braniem leków psychiatrycznych jest trochę bardziej złożony. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że absolutnie nie może ono dotyczyć matek, które urodziły wcześniaki, dzieci obarczone chorobami, czy dzieci z wadami genetycznymi. I tak, farmakoterapia jest rzeczywiście dość bezpieczna, chociaż nie ma badań na dużych grupach pacjentek. Nikt nie podejmie się bowiem zbadania kobiet karmiących. Jest to w tym wypadku dodatkowe narażanie dziecka. Skoro więc nie ma dużych badań, a dane pochodzą z tzw. opisów przypadków, to jaką mamy pewność, że ten lek faktycznie nie wpływa negatywnie na dziecko?

Przypominam, że nie ma badań pokazujących ewentualne odległe skutki włączenia leków przeciwdepresyjnych u matek dzieci karmionych piersią. I jeszcze jedno, nie tak dawno, bo około 10 lat temu, mówiono, że bezpieczna jest paroksetyna w leczeniu u matek karmiących. Dziś już paroksetyny z nami nie ma i nie jest zalecana. Powodowała jednak skutki uboczne u dzieci, co okazało się kilka lat później, przy zebraniu większej ilości danych. Dylemat ten, czy stosować farmakoterapię czy nie pojawia się zawsze, nawet przy najbezpieczniejszym leku jaki istnieje, czyli sertralinie (SSRI, czyli inhibitor zwrotny wychwytu serotoniny). Nawet podczas jego przyjmowania zdarzały się potencjalnie śmiertelne powikłania. Są to oczywiście przypadki niezwykle rzadkie, ale która matka chciałaby być tą jedną jedyną mającą niepożądane reakcje?

Dla mnie osobiście najważniejsza jest jednak odpowiedzialność lekarska. Pacjentka ze zdiagnozowaną depresją może być uznana przez biegłych psychiatrów za czasowo niepoczytalną. Ja zaś rozpoznając u niej chorobę psychiczną, pytam czy zgadza się przyjmować leki. Jej odpowiedź nie musi być zatem uznana za wiążącą. W takim wypadku nie chcę brać na siebie tego typu odpowiedzialności.

Zatem wiele kolejnych stresorów pojawia się wtedy w życiu kobiety.

Tak, ale na szczęście znalazłam w swojej praktyce rozwiązanie. Wysyłam matkę na wizytę w poradni laktacyjnej oraz proponuję odstawienie karmienia piersią na czas brania leków. Idziemy wtedy na układ – przez kilka tygodni bierze ona leki i chociaż dziecka nie karmi, to utrzymuje przy tym cały czas laktację. Zazwyczaj umawiamy się po 6-8 tygodniach i pomimo, że wiem, że depresja nie będzie wyleczona, to jednak matka będzie na tyle stabilna emocjonalnie, że będzie w stanie z powrotem stanąć na nogi i jakiś czas funkcjonować bez farmakoterapii. Owszem niewyleczona, ale podleczona na tyle by np. móc spełnić swoje największe marzenie, czyli karmić dziecko piersią i podjąć psychoterapię.  Nie można tego matkom zabierać. Co prawda wszystkie pacjentki, które u mnie były, utrzymały laktację, ale żadna nie zdecydowała się zostawić leków.

Może właśnie zatem psychoterapia byłaby w takim momencie wskazaną formą leczenia?

Tak, oczywiście. W przypadku epizodów łagodnych spokojnie można wejść tylko z psychoterapią, ale niestety depresje poporodowe mają tak burzliwy i dramatyczny przebieg, że trudno jest to opanować bez wsparcia psychiatrycznego.

Wynika to m.in. z hormonów. Jeśli dodatkowo dotyczy to ciąży, do której doszło dzięki procedurze in vitro, a dziecko poczęte jest bezpośrednio po stymulacji, a nie z zamrożonych embrionów, to jest to tym większa ingerencja hormonalna. Hormony te podbijają ciężkość ewentualnego epizodu depresyjnego. Wszystko jest bowiem ze sobą związane – hormony płciowe, hormony tarczycy i neuroprzekaźniki. Pochodzą one z jednej osi – oś przysadka-podwzgórze-nadnercza. Jakie to ma znaczenie? Wszystko wpływa na wszystko i gdy jeden element jest zaburzony, to kaskadowo zaczyna psuć się całościowo.

Idąc tropem kaskady, chociaż trochę w innym znaczeniu, czy kobieta po doświadczeniu in vitro, już na starcie jest bardziej obarczona ryzykiem depresji? Sama walka z niepłodnością to już są przecież szalenie trudne emocje, później ciąża i nieraz związany z nią silny lęk, a finalnie pojawienie się dziecka, co też jest ogromną zmianą.

Faktycznie, u kobiet leczących się z niepłodności okres przeżywanego stresu jest o wiele dłuższy. A co robi nam stres? Powoduje złe funkcjonowanie właśnie wspomnianej już wcześniej osi.

Jeżeli mamy kobietę A, która zachodzi w ciążę za drugim cyklem, to owszem, martwi się o dziecko – czy uda się jej utrzymać ciążę, czy dziecko będzie zdrowe? Jednak jej zamartwianie to „tylko” 10-11 miesięcy. Weźmy teraz dla porównania kobietę B, która stara się o dziecko przez 3 lata. Jest to zatem 36 miesięcy stresu. Stresu destrukcyjnego, wyniszczającego przyjaźnie, relacje rodzinne, relacje w parze. Wszystko to dodatkowo powoduje myślenie o sobie, jako o osobie niepłodnej, czyli człowieku „gorszego sortu”, co tym bardziej obniża nastrój. Mamy wtedy już 36 miesięcy stresu starań i 9 miesięcy ciąży. Dość łatwo jest wywnioskować, która z kobiet już na starcie ma trudniej.

Należy się tu jednak zastanowić nad jeszcze jedną rzeczą – jakie kobiety, jakie pary decydują się na tak długie walki? Są to ludzie zdeterminowani, skoncentrowani na działaniu i tacy, którzy mimo wszystko wyjściowo lepiej radzą sobie ze stresem ze względu na predyspozycje związane z cechami charakteru.

Bilans jest więc tutaj dodatnio-ujemny. Z jednej strony poczucie słabości, z drugiej twarda, niepoddająca się osobowość.

Boję się, czy ta „twardość” nie jest mieczem obosiecznym. Psychologowie wskazują, że osoby cechujące się wysokim optymizmem, gdy przychodzą te trudne konfrontacje, często nie są przygotowane na porażkę. Nie mają przemyślanych innych opcji działania, bo przecież miało być dobrze! W takim momencie może być naprawdę ciężko pogodzić się kobiecie z myślą, że przecież tak bardzo starała się o to dziecko, tak bardzo go pragnęła, a teraz depresja i płacz.

Najczęściej wynika to właśnie z braku planu B. Jest tylko skoncentrowanie się na celu, który trzeba osiągnąć, a później pustka. Nazywa się to depresją szczytu i jest bardzo częste. Jest to też bardzo charakterystyczne np. przy przeróżnych egzaminach, czy innych wyzwaniach.

Maksymalna mobilizacja.

Tak, wszystkie siły są wtedy skoncentrowane na konkretnym działaniu. Taki też właśnie błąd robią niepłodnie pary. Trudno oczywiści, żeby nie skupiały się na swoim celu, ale nie może być tak, że nie ma nic poza tym. Kiedy później pojawia się na świecie dziecko, to wraz z nim przychodzi też właśnie poczucie pustki. Jest to jedna z najczęściej powtarzanych przeze mnie rzeczy – trzeba pamiętać, że dziecko powie nam w końcu „adios” i tyle będziemy go widzieć. Ono będzie oczywiście nas kochać, ale nie będzie już nas potrzebować.

No tak, trzeba mieć zatem coś „swojego”.

I co się „swojego” ma? Najczęściej to właśnie kobiety popadają w fiksację na tym, że chcą zrobić dla swojego dziecka wszystko. Nieraz słyszę wtedy w gabinecie w trakcie terapii rodzinnej, matkę mówiącą do nastolatków: „Tyle dla was tyle poświęciłam!”. Oni zaś odpowiadają: „Moment, moment, my cię nigdy o to nie prosiliśmy. Nie do nas miej zarzuty, tylko do siebie samej”. Trudno to przyznać, ale po części mają rację.

Wtedy może pojawić się poczucie winy.

Ono jest wpisane w chorobę.

I mam wrażenie, że często idzie za tym potrzeba wytłumaczenia się przed światem z owej depresji.

No bo kobiety są wtedy złymi matkami! Jeśli źle się czujesz, jesteś złą matką. Jeżeli nie karmisz, jesteś złą matką. Jeżeli nie przewijasz w określony sposób, jesteś złą matką. To są najczęstsze argumenty społeczeństwa. Cokolwiek się z tobą dzieje, rzutuje to na to, jak fatalną jesteś matką. Nic zatem dziwnego, że dochodzi myśl, że okazałam się słaba, bo się rozchorowałam.

A trzeba pamiętać, że depresja to nie jest słabość.

 

Depresja to zaburzenie neuroprzekaźnikowe wpływające na sposób myślenia – koniec kropka. Prosto? Brzmi zupełnie jak zawał serca, a nikt nie mówi do osoby, która przeszła zawał serca: „Jakim ty jesteś słabeuszem!”.

Czyli wracamy do tego, jak traktowane są niemal wszystkie choroby psychiczne.

Tak, po raz kolejny – brak wiedzy o nich.

Pojawia mi się w takim razie kolejna rzecz, którą słyszę w wielu rozmowach z osobami doświadczającymi niepłodności. Niezwykle rzadko lekarze zachęcają pary do konsultacji psychologicznej. Taka propozycja niemal nigdy nie pada.

Niestety również często się z tym spotykam, a ludzie nieraz z chęcią by z takiej pomocy skorzystali, prawda? W jednych ze skandynawskich badań zanalizowano proces leczenia wielu tysięcy par zmagających się z niepłodnością. Główny wniosek jasno wskazał, że tylko holistyczne podejście zapewnia sukces. I mam tu na myśli sukces nie tylko zależący od tego, czy leczenie skończy się posiadaniem dziecka, czy też nie. Oczywiście kibicuję wszystkim parom, ale dla mnie sukcesem jest to,  że człowiek po takim leczeniu, które dotyczy niezwykle wielu sfer życia, przetrwa w jednym kawałku.

Tak rozumiany sukces umożliwia waśnie tylko holistyczne podejście. Wielospecjalistyczne, zapewniające właściwie opiekę pary od A do Z. Podkreślam jednak – pary – nie tylko kobiety. Na ten moment, nawet jeśli już tego typu opieka jest oferowana, dotyczy tylko pań. A psychiatra? W prawie żadnej klinice leczenia niepłodności nie ma do niego dostępu. Chociaż rzeczywiście są ośrodku, które odsyłają do „jakiegoś” psychiatry. Trzeba się jednak wtedy zastanowić, czy ten nieraz przypadkowy psychiatra, będzie sobie w stanie poradzić we wsparciu odnoszącym się właśnie do leczenia niepłodności.

No tak, nie każdy lekarz jest specjalistą w tym temacie. Zresztą nie tylko psychiatra, ginekolog również.

Dokładnie, gdy pacjentki odpowiadają swoją ścieżkę leczenia, często się z tym spotykam.

Podkreśla pani, że problem niepłodności zawsze dotyczy obojga partnerów. Podobnie jest z depresją. Ona też wpływa nie tylko na samą osobę chorującą, ale tak naprawdę dotyka całej rodziny. Jakie można dać porady osobie, która jest wtedy blisko?

Wspierać, nie oceniać. Podążać za osobą zmagającą się zarówno z niepłodnością, jak i z depresją. Są ludzie potrzebujący trzymania za rękę, współczucia i mówienia: „Jaka jesteś biedna”. Inni będą potrzebowali zupełnie odmiennego rodzaju bycia z nimi: „Zabierz mnie gdzieś, przestańmy rozmawiać o niepłodności, zróbmy coś!”. Należy zatem przyglądać się potrzebom tej osoby, chociaż szczególnie w przypadku mężczyzn, może być to bardzo trudne. Oni o wiele rzadziej mówią i zamykają się w sobie, czego nieraz pokłosiem jest spychanie ich w klinikach na boczny tor. Nikt się nimi za bardzo nie przejmuje, bo też i sami mężczyźni nie wyciągają ręki po swoje. Nie pokazują, że ich także to wszystko bardzo dotyka.

Mam podobne obserwacje. O ile o stronie medycznej męskiej niepłodności mówi się rzeczywiście coraz więcej, bo to też jest taki stereotypowo męski punkt widzenia – konkrety, o tyle o sferze psyche panuje niemalże całkowita cisza. A są przecież mężczyźni opowiadający, jak jest im trudno, szczególnie w kwestii sprostania społecznym stereotypom. Przecież mężczyzna musi spłodzić syna!

Właśnie o to chodzi, a nie są oni w stanie w tym momencie temu sprostać.

Rozumiem jednak, że w takim wypadku depresja występuje rzadziej, niż u kobiet? Czy może po prostu rzadziej pojawia się w gabinecie?

Tego nie wiemy. Generalnie jest tak, że depresja częściej dotyczy kobiet. Pojawia się jednak pytanie, dlaczego tak właśnie wyglądają statystyki? Na pewno mężczyźni rzadziej zgłaszają się do lekarza, co skutkuje np. śmiercią z powodu powikłań po depresji, takich jak zawał serca, czy udar. Z drugiej strony, spowodowane może być to także różnicami w neurochemicznej budowie mózgu. U mężczyzn stres roznieca cztery razy mniejszą powierzchnię mózgu, niż u kobiet. Co za tym idzie, są w stanie więcej tego stresu skompensować. Inaczej też dystrybuują serotoninę – mają i pod tym względem lepiej.  Pytanie zatem, czy da się w ogóle wyjaśnić, co stoi za takimi statystykami i czy w pełni przekładają się one na rzeczywistość.

Trafiłam ostatnio na badania pokazujące, że problem depresji poporodowej u kobiet i mężczyzn jest właściwie statystycznie bez różnicy. Dane mówiły, iż około 5-ciu proc. kobiet cierpiało na depresję poporodową oraz 4,4 proc. mężczyzn. Na pewno jest to obszar, któremu warto się przyjrzeć, bo tak jak już padło – gdy jedna osoba choruje, to choruje cała rodzina.

Najbliższa jest mi w tym wypadku jednak perspektywa, że jest to kwestia społeczna. O depresji poporodowej kobiet jeszcze się mówi, natomiast męska depresja poporodowa?

Jaka poporodowa?! Oni w ogóle nie urodzili! Nie jest to jednak prawdą. Owszem, fizycznie nie urodzili, ale psychicznie – dziecko im się przecież urodziło.

I także dla nich jest to niewątpliwie ogromna zmiana.

Zdecydowanie, chociaż nie mają oni wahań hormonalnych wynikających z samego porodu, z karmienia piersią etc. Faktycznie pod tym względem mają odrobinę łatwiej, więc mają też mniejsze ryzyko zachorowania. Z drugiej jednak strony, istnieje wiele innych powodów podnoszących zagrożenie wystąpienia u nich depresji poporodowej. Jednym z nich jest np. potrzeba zmierzenia się z tym, że przestają być dla kobiety całym światem. Jest to często powód, dlaczego tak trudno jest im zaakceptować nową sytuację. Cieszą się, że zostali ojcami, kochają maluszka – temu nie zaprzeczajmy – jednak zazdrość o to, że nie są już numerem jeden, może być trudna w przeżyciu. Szczególnie, w relacjach, w których faktycznie byli oni dla kobiety centrum, a teraz owy wszechświat przerzucił się na dziecko.

Właśnie – dziecko. Jak walczyć z depresją poporodową w momencie kiedy to ono wydaje się być czynnikiem wyzwalającym chorobę? Z męskiej strony rzeczywiście mocno to tutaj wybrzmiało, ale mam wrażenie, że u kobiet może być podobnie: „Nie kocham tego dziecko, to ono jest problemem”.

I to jest największe niebezpieczeństwo depresji poporodowej. Istnieje bowiem zjawisko określane samobójstwem rozszerzonym. Oczywiście jego motywy są różne, np. mojemu dziecku będzie lepiej, gdy nie będzie żyło. Potem zabijam się ja. Pojawić się może też inna choroba, która nazywa się psychozą poporodową. Jest to stan, w którym rzeczywistość przestaje być odbierana taką, jaką jest. Zaczyna być zniekształcona również przez neuroprzekaźnictwo. Często kobiety widzą wtedy w maluszku diabła, szatana. Nie widzą w nim właśnie dziecka, przez co zaczynają je zupełnie inaczej postrzegać. Czują, że muszą je wyeliminować, bo to właśnie ono jest zagrożeniem. Z psychoterapeutycznego punktu widzenia jest to zrozumiałe. Biologicznie jednak wciąż są to po prostu zmiany w zakresie neuroprzekaźnictwa w ośrodkowym układzie nerwowym.

Spotkałam się też z badaniami, że depresji poporodowej u kobiet po udanym in vitro jest procentowo więcej, niż u tych, które zaszły w ciążę w naturalny sposób. Czy rzeczywiście?

Faktycznie tak jest. Chociaż co ciekawe, moje osobiste doświadczenie wynikające z perspektywy gabinetu pokazuje, że kobiety po długich staraniach, czy po in vitro, szybciej z tej depresji wychodzą.

Może też szybciej zgłaszają się po pomoc?

Nie… w tym wypadku akurat niestety nie ma różnicy. Wracamy tu jednak do początku naszej rozmowy. Jeżeli bowiem depresja poporodowa jest tabu, to nic dziwnego, że opóźnia to wyciągnięcie ręki po pomoc.

„Przechodzona” depresja.

Tak, jest to jedno z moich ulubionych powiedzeń. Depresja zmienia strukturę mózgu. Są tysiące badań obrazowych wskazujących, jak wpływa ona m.in. na objętość hipokampa, czyli struktury odpowiedzialnej za emocje. Depresja zmniejsza jego objętość.

Są też różne mechanizmy, które mogą destrukcyjnie wpływać na człowieka przy nieleczonej depresji. Mówi się też w o tzw. wyuczonej bezradności. Upraszczając, gdy pojawiają się kłopoty, człowiek wyucza się reagowania na nie obniżonym nastrojem.

Są to jednak zapewne schematy, które pojawiają się już na wcześniejszych etapach życia tych osób.

Oczywiście, że tak. Sama genetyka nie tworzy człowieka, kształtuje go także środowisko. To jak wyglądało jego dzieciństwo, jego relacje, sposoby radzenia sobie, czy miał wsparcie we wczesnym dzieciństwie. Wszystko to składa się na obraz tego, jak później człowiek radzi sobie ze stresem, z emocjami.

Chociaż trzeba też zauważyć, że nawet najsilniejszy człowiek – mówiąc „silny” potocznym językiem – jeśli nie ma kogoś obok, kto wskaże mu drogę, jest w stanie zabłądzić.  Jest w stanie z niej zboczyć i pogubić się w dziejących się w nim emocjach. W niepłodności nie ma siły, żeby w pewnych momentach nie stracić tej drogi z pola widzenia. Dlatego, żeby to wszystko miało ręce i nogi, tak ważne byłoby lepiej rozwinięte wsparcie.

Mówimy tu o przyczynach psychologicznych choroby…

Zaraz, zaraz. Nie możemy tak ograniczać podłoża depresji. Psychologiczne, biologiczne, genetyczne, społeczne – wszystkie czynniki trzeba rozpatrywać razem. Jest bardzo duży wór, do którego trzeba dodać jeszcze np. cechy osobowości. Na pewno też osoby leczące się z powodu jakiejkolwiek choroby przewlekłej, a niepłodność jest chorobą przewlekłą, są ludźmi wyjściowo bardziej narażonymi na zaburzenia nastroju. Dzieje się tak ze względu na opisywany już przez nas stres, który jest nierozerwalnie związany z takimi właśnie chorobami.

Tym bardziej, że w czasie zmagań z niepłodnością bardzo często dochodzi do niezwykle krytycznych sytuacji, jak np. poronienia. Są to zdarzenia traumatyczne, rozumiem więc, że leczenie depresji może wystąpić jeszcze w trakcie starań o ciążę i to też zapewne przekłada się na ewentualne wystąpienie depresji poporodowej.

No właśnie najnowsze badania, które opracowali naukowcy ze Stanów Zjednoczonych, wskazują, że nie jest to takie oczywiste. Były to badania przeglądowe, zawierały więc w sobie analizę wyników leczenia niepłodności u  około 4000 kobiet, w których naukowcy sprawdzali, czy stres istotnie statystycznie obniżał zdolność do poczęcia dziecka. Okazało się… że nie! Dla mnie również jest to zaskoczeniem, bo codzienna praktyka pokazuje coś zupełnie innego.

Rzeczywiście jest to sprzeczne z tym, co wydaje się, że obserwujemy w naszym świecie.

Również wydaje mi się to niemożliwe, by stres nie miał tutaj żadnego wpływu. Dzieje się tak z  bardzo prostej przyczyny. Jeżeli oś przysadka-podwzgórze-nadnercza produkuje w przypadku stresu te same hormony, które są hormonami płciowymi i np. zapewniają możliwość utrzymania ciąży, to jakim sposobem miałoby to nie mieć znaczenia?

Stres często może skutkować też np. problemami ze snem, co siłą  rzeczy wpływa na rozregulowanie organizmu.

Jeżeli pacjentka nie śpi, spada jej odporność. Jeżeli spada jej odporność, jest podatna na infekcje. Jeżeli jest podatna na infekcje, pojawia się możliwość zarażenia jej, czy też płodu, chorobą mogącą go uszkodzić i finalnie doprowadzić do poronienia.  Ten ciąg przyczynowo skutkowy wydaje się być niezwykle prosty, prawda?

Czyli trzeba myśleć krytycznie.

Zdecydowanie. Często sama słyszę pytanie: „Są na to badania?”. Należy jednak pamiętać, że medycyna nie różni się pod tym względem od wszystkich innych dziedzin. Po pierwsze, w niej też panują mody. Po drugie, jest coś takiego jak zdrowy rozsądek i własny osąd sytuacji. To one są najważniejsze, bo to zawsze lekarz ostatecznie podejmuje decyzję. Robi to jednak na postawie sytuacji siedzącego u niego w gabinecie pacjenta, a nie danych pochodzących z badań, czy statystyk. W skrócie – indywidualne, holistyczne podejście z włączonym krytycznym myśleniem. Na tym właśnie pacjentki i ich partnerzy wyjdą najlepiej. Zarówno w leczeniu niepłodności, jak i depresji.

 

Zobacz też:

Pan i pani idealni – w pułapce perfekcjonizmu! Niszcząca siła zderzenia z niepłodnością

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

 

Ekspert

Dr Maja Herman

Lekarka specjalistka psychiatrii, psychoterapeutka, asystentka na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, współzałożycielka Instytutu Amici #psychiatriauzyteczna. W swojej pracy zajmuje się właśnie m.in. tematem niepłodności oraz szerzeniem wiedzy użytecznej z zakresu szeroko pojętego zdrowia psychicznego.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.