Przejdź do treści

500plus – pierwsze wrażenie matki, która adoptowała

Wystartował program 500+, ja mam dziecko drugie i trzecie, bo przecież pierwsze się w tym programie nie liczy. Zatem sprawdziłam jak to jest z tym składaniem wniosków. Okazuje się, że rodzic adopcyjny mimo, że prawnie jest już w pełni rodzicem, dla instytucji obsługujących wnioski o świadczenie wychowawcze popularnie zwane 500+ wcale takim „pełnym” nie jest.

Kilka tygodni temu pisałam o tym, jak dziennikarze serwisów informacyjnych przez brak rzetelności rozpowszechniali nieprawidłową wiadomość. Stygmatyzowali w niej rodziców adopcyjnych, twierdząc, że będą oni musieli dodatkowo dokumentować fakt bycia rodzicem. To niesłychanie przykra sytuacja, której nie sposób było nie skomentować (szczegóły przeczytaj tutaj). Widać było wyraźnie, że społeczeństwo (a może tylko środowisko dziennikarzy?) nie ma pojęcia czym jest adopcja. Nie tylko w sensie emocjonalnym, praktycznym, ale nawet formalnym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Okazuje się, że to nie tylko dziennikarze z taką lekkością rozpowszechniali dyskryminujące rodziców adopcyjnych informacje. Teraz stajemy – my rodzice adopcyjni – przed faktem dyskryminowania nas przez banki obsługujące wnioski. Wprost napisane jest w wymaganiach: „Załączniki do wniosku: skan dokumentów, które dotyczą adopcji dziecka – jeśli jesteś rodzicem adoptowanego dziecka.”

Aż się prosi, żeby zapytać, ale rodzicem biologicznym, czy tym który adoptował dziecko? Bo przecież dziecko, które zostało adoptowane ma dwie pary rodziców. To jednak tylko ironia z mojej strony, a sprawa jest dużo poważniejsza.

Widać całkowite nieporozumienie, brak profesjonalizmu, znajomości prawa i dyskryminowanie rodziców, którzy adoptowali. Raz już za sprawą decyzji, sądu wprawdzie a nie naturalnego porodu, stał się rodzicem – PEŁNOPRAWNYM RODZICEM, co oznacza, że w ręku dzierży odpis aktu urodzenia swojego dziecka z własnymi danymi wpisanymi w miejsce danych rodziców. Na podstawie tego aktu dziecko otrzymuje numer pesel i zgodnie z przepisami prawa tylko adoptowane dziecko w momencie osiągnięcia pełnoletności może dochodzić do tego, co było w pierwotnym akcie. Można powiedzieć upraszczając, że śladu po adopcji nie ma. Oczywiście rodzice adopcyjni, którzy czytają moje artykuły wiedzą, że jawność jest najważniejsza, ale urzędnicy i pracownicy banków NIC do tej jawności w takiej formie nie powinni mieć! Pytam, jakim prawem wskazuje się mnie jako rodzica, który ma coś dodatkowo dokumentować?! Dlaczego i kto wpadł na pomysł, żeby od rodziców adopcyjnych wymagać czegoś więcej?

Prześledziłam całkowicie proces składania wniosku, a także wszystkie szczegółowe objaśnienia, co do ich wypełniania (dostępne tutaj https://empatia.mpips.gov.pl/web/piu/wzor-wniosku). NIGDZIE nie ma słowa o tym, żebym jako rodzic, który w przeszłości adoptował dziecko, musiała składać jakiekolwiek dokumenty potwierdzające adopcję. To kompletny brak profesjonalizmu i rażąca nierzetelność. Czy nikt nie czytał tych wniosków przed utworzeniem informacji na stronie banku o tym, jakie dokumenty będą potrzebne do załączenia?

JAK bank wpadł na taki pomysł, żeby informować rodziców o dodatkowych dokumentach, których NIKT nie wymaga?

We wniosku jest wzmianka o osobie opiekuna faktycznego, czyli o kandydacie na rodzica adopcyjnego. Kandydat, który złożył wniosek w sądzie o przysposobienie, rodzicem nie jest. Jeśli sąd wyrazi zgodę, może on sprawować faktyczną opiekę, ale rodzicem tego dziecka nie jest, nie ma aktu urodzenia, który poświadczałby jego stosunek rodzicielski z tym konkretnym dzieckiem. I wcale nie jest powiedziane, że ta osoba rodzicem zostanie. Praktyka pokazuje, że są sytuacje, w których to się nie dzieje, z różnych przyczyn.
Kolejne pytanie, które aż ciśnie się na usta, gdzie jest wyjaśnienie co to są „dokumenty, które dotyczą adopcji dziecka”? We wniosku takiej wskazówki nie ma. Ani na żadnych oficjalnych stronach rządu dotyczących programu 500+ i możliwości składania wniosków. Może dlatego, że takie dokumenty nie są jawne i ma dostęp do nich tylko sąd? Bo albo się jest rodzicem i ma się akt urodzenia dziecka, albo się rodzicem nie jest.
Drobiazg? Może dla tych, którzy nie żyją na co dzień z adopcją w swojej rodzinie. Ja poczułam się bardzo dotknięta tym, że oto instytucja, która jeszcze nie tak dawno była uznawana jako godna zaufania publicznego, traktuje mnie jak rodzica drugiej kategorii – podkreśla, niezgodnie z faktami, że skoro adoptowałam, to będę musiała udowodnić, że tym rodzicem jednak jestem. Podważany jest status mojego rodzicielstwa.
Złożyłam prośbę o wyjaśnienia, jakim prawem taki zapis pojawia się na stronie banku. Na odpowiedź muszę poczekać. Ale niesmak pozostał, że jednak w odbiorze społecznym jestem inna. Mam wytknięte we własnym banku, że skoro adoptowałam, to muszę swoje rodzicielstwo dodatkowo udokumentować. Widzę brak kompetencji, rzetelności i zwykłego poczucia dobrego wywiązywania się z zadań. Przecież w oficjalnych dokumentach wszystko jest wyraźnie wyjaśnione, kto jest rodzicem a kto opiekunem faktycznym. Wystarczy przeczytać źródłowy dokument ze zrozumieniem, aby nie wytykać niepotrzebnie ludzi.
Sprawę takiej wagi w banku będę wyjaśniać oficjalnie, także w mediach. Będę informować na bieżąco, co w tej kwestii się wydarzy.

 
 
——————————————————-
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.
Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.