Przejdź do treści

5 zdań, których rodzicom adopcyjnym lepiej nie mówić

Z jakimi słowami muszą mierzyć się rodzice adopcyjni? Sprawdź i czasami ugryź się w język!

Wokół adopcji narosło wiele mitów. To w dużej mierze właśnie na nich budowane są zdania, z którymi adopcyjni rodzice co i rusz muszą się stykać. Dlaczego czasami lepiej dwa razy zastanowić się, zanim coś powiemy i dlaczego akurat te słowa nie zawsze są zasadne?

Rachel Garlinghouse jest adopcyjną matką trójki dzieci. Pierwsze z nich pojawiło się w jej rodzinie ponad 10 lat temu. Zarówno zanim do tego doszło, jak i oczywiście później, nieraz słyszała zdania, które potwierdzały panujące stereotypy, czy też niezrozumienie, jakimi otoczony jest temat adopcji. Oczywiście nie zawsze dzieje się to ze złej woli, w końcu tak naprawdę niewielu z nas wie, z jakimi trudnościami, ale też urokami, wiąże się tworzenie takiej właśnie rodziny.

Oto kilka zdań, którymi rodzice adopcyjni są już zmęczeni:

1. “Po prostu adoptuj.”

Jeśli chodzi o adopcję, nie istnieje coś takiego jak „po prostu”. Adopcja to słodko-gorzki, drogi, skomplikowany i trudny proces. Nawet najłatwiejsze z nich wiążą się z nakładami finansowymi, mnóstwem papierkowej pracy i ogromem poszukiwań. Nieraz pary mające problemy z płodnością, słyszą, że powinny „po prostu adoptować” – jakby niemalże było to tak proste, jak naciśnięcie guzika.

Rachel Garlinghouse

2. „Jest tak wiele dzieci, które potrzebują dobrego domu.”

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Biorąc pod uwagę Polskę: „Mało dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. W latach 2015 – 2017 (I półrocze)  z ok. 75  tys. dzieci przebywających w pieczy zastępczej tylko ok. 6 tys. zostało zakwalifikowanych do adopcji” (*źródło). Owszem, duża część z nich pochodzi z rodzin, które miały ogromne trudności. Nieraz pojawiała się w nich przemoc, uzależnienia, bieda.

Co ważne, nie wszystkie z nich były jednak tak „złe” – podkreśla to także Rachel. Część rodziców nie decyduje się zostawić w swoim życiu dziecka, ponieważ ma na uwadze właśnie jego dobro. Nie mają pieniędzy, domu, wsparcia. Dla niektórych osób adopcja staje się więc wyborem niemalże ratującym życie syna lub córki (zaznaczam: czy jest to wybór słuszny, czy nie, nie jest tematem tej dyskusji).

Dlaczego warto o tym pamiętać? Tego typu przeświadczenie może bowiem łatwo przerodzić się w stygmatyzację. Jak może czuć się dziecko, które będzie żyło w przekonaniu, że urodziło się w „złej” rodzinie? Jeśli nic o niej nie wiemy, nie zakładajmy, że skoro doszło do adopcji, działy się tam tylko i wyłącznie dramaty.

3. „Rodzice oddający dziecko do adopcji są ______.”

Wypełnij lukę słowem „młodzi”, „rozwiąźli”, „nieodpowiedzialni”, „uzależnieni od narkotyków” i „niedojrzali”, co słyszała nasza rodzina.

Dzieci do adopcji oddają zarówno kobiety po czterdziestce, jak i nastolatki – dzieje się to niezależnie od wieku. Nie każdy rodzic biologiczny jest osobą rozwiązłą seksualnie, czy używającą narkotyków lub alkoholu. Niektórzy ojcowie biologiczni są w równym stopniu zaangażowani w proces adopcji, co biologiczna matka. Stereotypizacja rodziców biologicznych jest niesprawiedliwa w stosunku do oddanego do adopcji dziecka, ponieważ rodzice biologiczni zawsze pozostaną ich pierwszymi rodzicami i zasługują na szacunek.

Rachel Garlinghouse

4. „Dzieci, które zostały adoptowane, mają problemy.”

Wracając do stygmatyzacji – jest to jedno z częściej pojawiających się stwierdzeń. I o ile rzeczywiście, zarówno w związku z doświadczeniem adopcji, jak i też nieraz z wieloma przeżytymi traumami, adoptowane dzieci mogą borykać się z różnego typu problemami, o tyle założenie, że jest to regułą, jest po prostu nie fair.

Zależy to bowiem od bardzo wielu czynników, na które w dużej mierze mają wpływ późniejsze doświadczenia. Jeśli dziecko jest zaopiekowane i rodzice adopcyjni stworzą z nim bezpieczną więź, jest duża szansa na minimalizację skutków destrukcyjnych przeżyć. Jasne, w niektórych przypadkach może okazać się to niemalże nie do przejścia, a wpływ mogą mieć na to np. czynniki genetyczne, czy temperamentalne. Niezależnie od tego, odpowiednia praca z dzieckiem zawsze ma w tym przypadku sens.

Poza tym, czy ludzie, którzy nie byli doświadczeni adopcją, nie mają problemów?! Indywidualne podejście do każdej historii, a nie generalizacja – to jest podstawa.

5. „DNA się nie liczy. To miłość tworzy rodzinę.”

DNA i biologia jak najbardziej mają znaczenie. Gdyby nie one, dzieci w ogóle by nie istniały. Co więcej, adoptowane osoby przypominają swoje rodziny pochodzenia wyglądem, czasami dzielą z nimi także cechy osobowości i skłonności, mogą mieć też wspólne problemy zdrowotne. Nie ma jednak potrzeby rywalizacji pomiędzy rodziną, w której dany człowiek się urodził, a jego rodziną adopcyjną. Obie są bowiem rodzinami danego dziecka – na różne sposoby, ale są.

Rachel Garlinghouse

Inspiracja i źródło cytatów: babble.com

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami.

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Najnowsze artykuły