Przejdź do treści

5 kroków laparoskopii

Laparoskopia jest obecnie najczęściej stosowaną metodą operacyjno-diagnostyczną w ginekologii. To główna broń w walce z endometriozą.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W odróżnieniu od klasycznego zabiegu chirurgicznego – laparoskopii, polegającej na rozcięciu powłok brzusznych, w laparoskopii przeprowadza się badanie lub operację poprzez niewielkie nacięcia w powłoce brzusznej (ok.1-2 cm). Poprzez nacięcie w pępku wprowadza się do jamy otrzewnej przyrząd optyczny i w zależności od potrzeb robi się nacięcia na wprowadzenie narzędzi operacyjnych.

Krok 1 Przygotowanie do laparoskopii

Pacjentka dzień wcześniej może zjeść lekki obiad, potem powinna być na czczo. Zaleca się, aby kilka dni wcześniej stosować dietę lekkostrawną. Wieczorem przed laparoskopią, wykonuje się oczyszczanie jelita grubego. W zależności od szpitala stosuje się lewatywę lub podaje środek na przeczyszczenie. Wymagane jest ogolenie okolic intymnych. Zwykle wieczorem odbywa się rozmowa z anestezjologiem. Dostajemy zastrzyk z heparyny drobnocząsteczkowej – co ma zapobiec zakrzepicy przy długorwałym unieruchomieniu Na życzenie pacjentka może dostać leki uspokajające, które ułatwią zaśnięcie.

Krok 2 Dzień operacji

W dzień planowanej operacji podchodzi się do ostatecznej kwalifikacji i po decyzji zatwierdzającej zaczynają się ostatnie przygotowania. Należy się dokładnie umyć, zwykle dostaje się miarkę płynu odkażającego.Jeśli pacjentka ma żylaki lub choroby krwi zakłada się jej pończochy przeciwzakrzepowe. W niektórych szpitalach dostają je wszystkie pacjentki w innych – na żądanie, w jeszcze innych nie ma ich wcale. Warto dowiedzieć się zawczasu i ewentualnie kupić sobie własne. Pielęgniarka daje do ubrania się  specjalną koszulę i już jesteśmy gotowe. W niektórych szpitalach podaje się leki na uspokojenie w innych nie. Zawsze można o nie poprosić. Na sali operacyjnej kładziemy się na stół, i tu się kończy nasze świadome uczestnictwo. Budzimy się po kilkudziesięciu minutach i jedziemy na salę pooperacyjną, gdzie jesteśmy monitorowane przez następne kilkanaście godzin. A co dzieje się w trakcie?

Krok 3 Przebieg operacji

Przed rozpoczęciem laparoskopii do wnętrza jamy otrzewnej wprowadzany jest gaz CO2 lub powietrze, którego ciśnienie powoduje niewielkie rozsunięcie się narządów ułatwiając operatorowi poruszanie się przyrządami po wnętrzu brzucha. Dopiero wtedy wprowadza się narzędzia. Śródoperacyjnie bada się wycinki z niepokojących struktur, żeby wykluczyć nowotwór złośliwy. Lekarz usuwa wszystkie ogniska endometriozy do których ma dostęp. Laparoskopia umożliwia zdiagnozowanie wszelkich nieprawidłowości w narządach płciowych, takie jak: torbiele, mięśniaki, zrosty, guzki i poddaje się je leczeniu. Sprawdza się również drożność jajowodów.

Krok 4 Po operacji

Po wybudzeniu może być nam zimno. Jeśli odczuwamy ból lub mdłości możemy poprosić położną o podanie leków. W niektórych szpitalach stosuje się cewnik i oddaje mocz do specjalnie przystosowanego do tego pojemnika, w innych trzeba prosić salową o basen. W większości szpitali istnieje możliwość wynajęcia pielęgniarki do opieki pooperacyjnej na wymaganą ilość godzin. Jeśli chcemy skorzystać z takiej usługi warto ustalić to z personelem wcześniej. Stawki za taką opiekę są różne i zależą od szpitala. Obowiązuje bezwzględny zakaz jedzenia i picia, można jedynie zwilżać usta. Następnego dnia rano przychodzi lekarz i stetoskopem słucha czy nasze jelita pracują, jeśli wszystko jest w porządku – dostajemy pozwolenie na picie. Później dostajemy posiłek – zwykle kleik ryżowy z sucharami, i później już normalne lekkostrawne posiłki. Bardzo częstym dyskomfortem jest ból ramion, którego źródłem są mięśnie przeponowe. Możemy też odczuwać ból w klatce piersiowej, między żebrami – to efekt wprowadzania gazu. Dolegliwości ustępują po kilku dniach, a niektóre pacjentki nie odczuwają ich wcale. Jeśli jednak jesteś zaniepokojona nasileniem bólu, poinformuj o tym lekarza. Wskazane jest jak najszybsze uruchomienie, co zmniejsza ryzyko choroby zatorowo-zakrzepowej, pamiętajmy również że zrosty pooperacyjne tworzą się przez pierwsze kilka dni. Zarówno po laparoskopii i jak i laparotomii można wykonywać mało forsujące ćwiczenia, które pomogą nam szybciej wrócić do formy.

Krok 5 Hospitalizacja

Zwykle wygląda to następująco. Zgłaszamy się do szpitala jednego dnia, drugiego mamy operację, trzeciego jesteśmy jeszcze na obserwacji a czwartego dostajemy wypis do domu – jeśli nie ma żadnych powikłań pooperacyjnych. W zależności od szpitali procedury mogą się różnić, czasem dostajemy wypis już w dniu zabiegu. Po kilku dniach zgłaszamy się na zdjęcie szwów, wtedy też pielęgniarka ogląda czy rany goją się prawidłowo. Z racji, że przy operacji wykonuje się trzy-cztery małe nacięcia – proces gojenia się ran przebiega szybciej niż po klasycznej operacji. Dzięki temu pacjentka szybciej wraca do formy a pobyt w szpitalu się skraca. Zawsze jednak istnieje ryzyko, że w trakcie operacji okaże się, że konieczne jest wykonanie klasycznego zabiegu chirurgicznego. Lekarz może zadecydować o takiej konwersji, np. jeśli będzie miał utrudniony dostęp do narządów (np. przez zrosty).

 

Źródło: Polskie Stowarzyszenie Endometrioza

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

5 chorób, z którymi lekarze mylą endometriozę. Też się z tym spotkałaś?

10 najczęstszych pytań o endometriozę /Choroby mylone z endometriozą
Fotolia

Niespecyficzne objawy, skomplikowana diagnostyka, a także niedostateczna świadomość wielu lekarzy – to główne przyczyny, dla których rozpoznanie endometriozy zajmuje ginekologom wiele lat. Właściwą diagnozę często poprzedza jednak kilka innych, które prowadzą do nieskutecznego leczenia, a często wręcz zaostrzenia objawów choroby.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ze wszystkich poznanych chorób ginekologicznych endometrioza wydaje się jedną z najtrudniejszych do zdiagnozowania. Obecność ognisk choroby w wielu różnych miejscach, szereg dolegliwości towarzyszących, które nie zawsze łatwo powiązać ze schorzeniami ginekologicznymi, to tylko niektóre czynniki, które wydłużają diagnostykę. To zaś sprawia, że przytłaczająca większość kobiet nie otrzymuje na czas właściwego leczenia.

– Rozpoznanie endometriozy nie jest proste. Wiele pacjentek zmaga się z długim oczekiwaniem na diagnozę. Często zmuszone są odwiedzić wielu lekarzy, nim finalnie uzyskają właściwe rozpoznanie, a tym samym – skuteczną pomoc. To z kolei prowadzi do frustracji, wieloletniego stresu, a także potencjalnego zaostrzenia objawów choroby – mówi dr Eric Surrey, specjalista ds. płodności z amerykańskiego Provyny’s Provider Network.

Jednym z głównych wyzwań w diagnostyce endometriozy są nieswoiste objawy. Niejednokrotnie lekarze wiążą je z zaburzeniami zdrowotnymi o innym charakterze.

Poznaj 5 chorób, z którymi lekarze najczęściej mylą endometriozę.

Choroby mylone z endometriozą: nieswoiste zapalenie jelit

Choć endometrioza najczęściej zlokalizowana jest w otrzewnej miednicy, jajnikach oraz przegrodzie odbytniczo‑pochwowej, nierzadko ogniska tej choroby obejmują również przewód pokarmowy. Dostępne dane wskazują, że do zajęcia tego odcinka układu pokarmowego dochodzi u 15‑37% pacjentek zmagających się z endometriozą. Zmiany te nierzadko wywołują stany zapalne, które objawiają się bólami lędźwiowo-krzyżowymi, problemami jelitowymi, wzdęciami i uciążliwymi zaparciami.

Podobne symptomy wywołują również choroby zapalne jelit, m.in. zapalenie uchyłków jelita grubego, ale też wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniowskiego-Crohna. W wyniku tych podobieństw wiele kobiet uzyskuje niewłaściwą diagnozę i stosuje niewłaściwe leczenie.

Ale zbieżność objawów to niejedyny związek, jaki z tymi chorobami ma endometrioza. Badania sugerują, że u pacjentek z endometriozą nieswoiste schorzenia jelit rozwijają się o 50% częściej niż w ogólnej populacji kobiet.

CZYTAJ TEŻ: 10 przykazań dobrego specjalisty od endometriozy. Czy twój lekarz się nimi kieruje?

Choroby mylone z endometriozą: mięśniaki macicy

Mięśniaki macicy, zwane także włókniakami, to stosunkowo często występujące łagodne, niezłośliwe guzy umiejscowione w macicy. Gdy są duże lub mnogie, powodują naciski objawiające się obfitymi, bolesnymi i długimi miesiączkami, przewlekłymi bólami krzyża, zaparciami, a także częstym oddawaniem moczu. Tworzą się na powierzchni macicy, w jej ścianie, na szyjce lub pod śluzówką.

Ze względu na generowanie objawów zbliżonych do endometriozy, część lekarzy podejrzewa, że to one są źródłem dolegliwości zgłaszanych przez pacjentki. Tymczasem mięśniaki mogą współistnieć z endometriozą, ale nie stanowić jedynej przyczyny doświadczanych problemów zdrowotnych.

Choroby mylone z endometriozą: rwa kulszowa

Promieniujący ból w dolnej części kręgosłupa, który pojawia się niezależnie od fazy cyklu miesiączkowego i powoduje trudności w poruszaniu się, łączony jest przeważnie z rwą kulszową. Określenie to odnosi się do zespołu objawów związanych z uciskiem na nerwy rdzeniowe.

Tymczasem objawy rwy kulszowej może wywoływać także endometrioza, wszczepiając się w nerwy w obrębie miednicy mniejszej.

ZOBACZ TAKŻE: Nowe trendy w chirurgii endometriozy i niepłodności. Czym jest wodna laparoskopia przezpochwowa?

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie pęcherza moczowego

Endometrioza swoim naciekiem może obejmować również układ moczowy, czego symptomem jest m.in. częstomocz i dysuria (bolesność i pieczenie przy oddawaniu moczu). Objaw ten bywa jednak mylony z innymi chorobami występującymi w obrębie narządów moczowych, głównie z zapaleniem przewlekłym pęcherza i zapaleniem śródmiąższowym pęcherza.

Nierzadko lekarze, nie zleciwszy uprzedniego wykonania posiewu moczu ani badań obrazowych, ordynują antybiotyki, które nie przynoszą pacjentce żadnej ulgi.

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie narządów miednicy mniejszej

Zapalenie narządów miednicy mniejszej to grupa chorób charakteryzujących się rozwojem procesów infekcyjnych w górnych drogach rodnych. Może występować w postaci zapalenia: endometrium, jajowodów, przydatków lub otrzewnej miednicy mniejszej. Często powoduje odległe, poważne powikłania: niepłodność bądź występowanie ciąż ektopowych (pozamacicznych).

Podobnie jak endometrioza, wywołuje silny ból miednicy, który pojawia się nie tylko w czasie miesiączki.

Więcej na temat endometriozy i jej diagnostyki przeczytasz m.in. TUTAJ.

Źródło: gastoenterologia-praktyczna.pl, medicinenet.com, endometriosisnews.com, bustle.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Dziś przykre słowo na »E«”. Hanna Lis szczerze o zmaganiach z endometriozą

Hanna Lis zmagała się z endometriozą
fot. Instagram @hanna_lis

Hanna Lis podzieliła się w sieci osobistym wyznaniem na temat choroby, z którą zmagała się przez wiele lat.  „Ta choroba to żaden wstyd” zaznacza dziennikarka i apeluje do kobiet, by nie dawały się zbyć lekarzom.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

7 listopada na Instagramie Hanny Lis pojawił się wpis w obronie in vitro. Była to odpowiedź dziennikarki na zaproponowany przez posłów Kukiz15 i PiS projekt uchwały dotyczący radykalnego ograniczenia metody zapłodnienia pozaustrojowego.  „Dlaczego się ograniczać? Niech zakażą chemioterapii, wszak ona też niezgodna z prawem naturalnym” krytykowała ostro Lis.

Zobacz także: In vitro tylko dla małżeństw? Kontrowersyjny projekt ustawy trafił do Sejmu

Hanna Lis zmagała się z endometriozą

Po tym wpisie prezenterka otrzymała mnóstwo prywatnych wiadomości od kobiet, w tym również od pań chorujących na endometriozę. W związku z tym Lis zdecydowała się na umieszczenie wpisu, w którym szczerze opowiedziała o swoich zmaganiach z tą chorobą.

Endometrioza jest chorobą przewlekłą, definiowaną jako występowanie komórek błony śluzowej jamy macicy poza jej naturalnym umiejscowieniem.

Choć występuje głównie w wieku rozrodczym, to zdarza się również u młodych dziewczyn, jak również u pań po menopauzie. Endometrioza dotyka nawet 10 proc. kobiet. Towarzyszy jej ogromny ból, zmęczenie, napięcie, ale i niepłodność.

Zobacz także: Gwiazdy z endometriozą. Poznaj ich historie

„Pytajcie, naciskajcie, nalegajcie na badania”

W takich słowach Hanna Lis opisała swoje zmagania z endometriozą:

Dziś przykre słowo na „E”. ENDOMETRIOZA. Przy okazji mojego postu o in vitro, dostałam od Was mnóstwo wiadomości. Od Was, wspaniałych dziewczyn toczących nierówną walkę z ENDO. Gdy kilka lat temu wzięłam udział w programie, w którym opowiedziałam o swojej blisko 20-letniej walce z chorobą, gratulowano mi, że „przyznałam się” do ENDO. Jakby to było coś wstydliwego? 🙄 Do niczego się nie „przyznałam”, bo choroba to żaden wstyd. Na ENDO cierpi około 10 procent populacji kobiet. Czyli mniej więcej 300 milionów (!) na świecie.

A jednak pozostaje jedną z najrzadziej diagnozowanych i leczonych. Ja miałam oczywiste symptomy odkąd skończyłam 16 lat, ale lekarze koncertowo je bagatelizowali. Bywało, że „leczyli” zastrzykami z opioidów, żebym mogła przetrwać „te dni”. Wybitny ginekolog nie zareagował, gdy kolejna, ciąża, okazała się nierówną walką z własnym organizmem. Dopiero, gdy po drugim cesarskim cięciu pojawiły się, trzymając się terminologii lekarskiej, „zmiany lite”, ktoś wreszcie wpadł na to, że to może być endometrioza. I dalej nic. „Nie będziemy oszpecać pięknego brzuszka, to nic groźnego”, powiedział lekarz zapytany, czy nie można tego po prostu wyciąć. Wiec męczyłam się przez kolejnych kilka lat. Ból rano, ból wieczorem, ból w nocy. Kiedy wreszcie wzięto mnie na stół, było już za późno na laparoskopię. Operacja, w pełnej narkozie, trwała blisko 3 godziny. A rekonwalescencja po niej 2 miesiące. Bo ktoś kiedyś pokpił sprawę.

Dziś jestem zdrowa. Od 10 lat żyje bez bólu. Miałam też fenomenalne szczęście, że choroba nie odebrała mi szansy na macierzyństwo. Dziewczyny: świadomość ENDO, nawet wśród lekarzy jest żenująco niska. Nie dajcie się zbyć. Pytajcie, naciskajcie, nalegajcie na badania. Mamy: nie dajcie sobie wmówić, że to normalne, kiedy Wasza nastoletnia córka wyje z bólu! Że „tak ma być” i że „to minie” z wiekiem. Walczmy o swoje zdrowie! Ściskam Was czule i trzymam za Was kciuki!

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Instagram 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Ginekolodzy mówili, że ma boleć. Uwierzyłam, że nic mi nie jest”. Jak endometrioza zmieniła życie Joanny?

Endometrioza - historia Joanny
fot. Fotolia

Joanna przez lata była wprowadzana przez lekarzy w błąd. Ginekolodzy najpierw nie umieli zdiagnozować choroby, a później zapewniali, że wykryta u Joanny torbiel jest mała i niegroźna. W rzeczywistości kobieta miała już endometriozę IV stopnia. Jak to wpłynęło na jej życie i plany macierzyńskie?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

We wrześniu 2014 r. będąc w 6-tym tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z silnym bólem brzucha i dużym krwawieniem. Na miejscu okazało się, że poroniłam. Była to moja pierwsza i jedyna ciąża. To właśnie wtedy, choć nie od razu, okazało się, że mam endometriozę.

W szpitalu dowiedziałam się jedynie, że poroniłam, a lekarze muszą poczekać z przeprowadzeniem zabiegu łyżeczkowania, ponieważ mam coś w prawym jajniku. Nie wiedzieli jednak, co to.

Następnego dnia miałam wykonany zabieg i niczego więcej się wówczas nie dowiedziałam. Wiedziałam jedynie, że mam coś w prawym jajniku. Zostałam wypisana do domu, a przy najbliższej wizycie kontrolnej u lekarza ginekologa dowiedziałam się, że wszystko jest dobrze. Miałam torbiel na prawym jajniku, jednak jak mówiono, jest mała i nic nie należy z nią robić. Mimo wszystko lekarz przepisał mi jakieś tabletki na miesiąc, informując, że być może pomogą i że jest szansa na to, że torbiel się zmniejszy.

Na kolejnej wizycie okazało się, że torbiel nie tylko się nie zmniejszyła, ale na dodatek urosła! Lekarz nadal nie widział w tym niczego nadzwyczajnego, i zupełnie od niechcenia rzucił tylko, że jest to pewnie torbiel endometrialna. Wówczas nie wiedziałam czym jest endometrioza, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej chorobie.

Byłam zaniepokojona i chciałam się dowiedzieć od lekarza, czy powinnam być operowana. Dowiedziałam się wtedy, że nie ma takiej potrzeby, że jest to przecież nieduża torbiel, a więc nieoperowalna. Usłyszałam też, że staram się o dziecko, a ciąża przecież leczy takie torbiele. Wiedzę na temat endometriozy musiałam zdobywać samodzielnie. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu, wszystko zaczęło powoli składać się w jedną sensowną całość…

Zobacz także: Jak endometrioza zmienia życie? Opowiadają pacjentki Miracolo

Endometrioza – historia Joanny

Od zawsze miałam bardzo bolące i obfite miesiączki, w związku z czym przez kilka lat brałam różne tabletki antykoncepcyjne, które miały mi pomóc w zmniejszeniu bólu. Prawda jest jednak taka, że nie widziałam różnicy, dlatego też po kilu latach podjęłam decyzję o zaprzestaniu ich brania.

Ponadto próbowałam różnych innych metod, środków, ziół, jednak nic mi nie pomagało. Ginekolodzy najczęściej rozkładali ręce i mówili, że tak ma być, że ma boleć. Niektórzy dawali wprost do zrozumienia, że wymyślam, przesadzam, ponieważ każdą kobietę boli podczas miesiączki i nie ma w tym niczego dziwnego.

Niektórzy sugerowali, że przejdzie po urodzeniu dziecka, inni, że taka jest już natura kobiety. Przez lata spotkałam się z szeregiem mniej lub bardziej niekonstruktywnych, niemiłych i nieżyczliwych uwag ze strony lekarzy ginekologów. Żaden z nich nie był nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany, aby znaleźć źródło mojego bólu. Nigdy żaden z nich nie wspominał o endometriozie. Jedyną „pomoc”, jaką mogli mi zaoferować, to tabletki antykoncepcyjne i silne środki przeciwbólowe.

Ja sama także w to uwierzyłam. Uwierzyłam im, że nic nie można z tym zrobić i nic mi nie jest, poza tym, że nieludzko boli. Po tylu latach powtarzania przez lekarzy jednego i tego samego, wiedziałam już tylko jedno: boli, bo ma boleć, a to, że boli mnie bardziej niż innych – tak widocznie już mam.

Diagnoza, a raczej podejrzenie i pierwsza wzmianka na temat endometriozy padła dopiero w 2014 r. na wizycie kontrolnej u ginekologa (po poronieniu), gdy okazało się, że mam torbiel (najprawdopodobniej endometrialną). W tamtej chwili nie wiedziałam jeszcze czym jest endometrioza – z jednej strony czytałam, że to bardzo poważna choroba i nieleczona może prowadzić do niepłodności, a przecież staram się o dziecko, na dodatek dopiero co poroniłam. Z drugiej strony lekarz mówił, że wszytko jest dobrze, że to tylko mała torbiel, nieoperacyjna i niegroźna.

W tamtym czasie miałam absolutny mętlik w głowie i nie wiedziałam, co robić. Zastanawiałam się, czy faktycznie powinnam być spokojna i słuchać lekarza. Jednak torbiel rosła z miesiąca na miesiąc. Dopiero po dwóch latach (tj. pod koniec w 2016 r.) i odwiedzeniu kilku ginekologów natrafiłam na ginekologa, który stwierdził, że torbiel należy operować laparoskopowo w trybie pilnym, ponieważ jest bardzo duża, może pęknąć w każdej chwili, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia.

Zobacz także: „Kiedy kobieta słyszy diagnozę: endometrioza, wszystko się zmienia”. Historia Anny

Traumatyczna laparoskopia i usunięcie jajnika

W styczniu 2017 r. miałam przeprowadzoną laparoskopię. Wiedziałam już czym jest endometrioza. Zdawałam sobie sprawę, że to trudna i nieuleczalna choroba, jednak sama laparoskopia wydawała mi się prostym i nieskomplikowanym zabiegiem. Tak przynajmniej przedstawił mi to lekarz ginekolog, który miał przeprowadzić zabieg. Poinformował mnie, że to prosty i małoinwazyjny zabieg, polegający na usunięciu torbieli na jajniku.

Podeszłam więc do sprawy na spokojnie, nie zastanawiając się wiele i nie analizując niczego. Wiele kobiet dookoła miało tego typu zabiegi i nic im nie jest. Z takim właśnie podejściem, zupełnie nieprzygotowana emocjonalnie i wprowadzona w błąd przez lekarza, podeszłam do laparoskopii. Plan był prosty: usuną mi torbiel i po kłopocie.

Jakże wielkie było moje zdziwienie po przebudzeniu, kiedy od lekarza dowiedziałam się, że torbiel została usunięta, mam IV stopień endometriozy, wiele ognisk endometrialnych rozsianych po całej otrzewnej, w tym m.in. na jelitach i wyrostku robaczkowym.  Na domiar złego, lekarz, jakby od niechcenia poinformował, że usunął mi cały jajnik wraz z tą torbielą. Byłam w szoku. Nie byłam przygotowana na taki scenariusz. Przecież lekarz zapewniał, że to rutynowy i prosty zabieg. Jak to możliwe, że lekarze przez 2 lata zapewniali mnie, że w ogóle nie ma potrzeby operować, że to taka sobie nieistotna, mała i nieoperacyjna torbiel, z którą można sobie chodzić?

Podczas operacji usunięto mi jedynie torbiel (wraz z całym jajnikiem!), lekarz nie ruszył pozostałych ognisk endometrialnych, bo „bał się, że uszkodzi inne organy”.

Zobacz także: Endometrioza utrudnia Agnieszce zajście w ciążę. Po operacji odrodziła się w niej nadzieja

„Przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”

I tak oto po wielu latach dowiedziałam się, że mój stan jest na tyle poważny, że już nic więcej dla mnie nie mogą zrobić. Co gorsza – nikt nie może nic zrobić, bo przecież endometrioza jest nieuleczalna. Pewne było też, że zaczną powstawać kolejne torbiele i zmiany. I kolejny raz w życiu niczego nie rozumiałam.  Na moje zdziwienie lekarz odparł jedynie: „przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”.

Przez większość życia obserwowałam u ginekologów podobne podejście – „ma pani okres, to ma boleć”. Więc i stanowisko lekarza operującego mnie nie było dla mnie zaskoczeniem – bardzo wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie mogę niczego więcej oczekiwać.

Myślę, że podstawowym problemem jest brak wiedzy lekarzy na temat tej choroby, a co za tym idzie niemożność udzielenia pomocy.

Dlatego lekarz, na którego trafiłam, był absolutnie bezradny i zagubiony. I zupełnie nieodpowiedzialnie i mylnie założył, że skoro on nie może mi pomóc, to nikt inny nie może. Dał mi jasno do zrozumienia, że zrobił wszystko co mógł, a mógł przecież niewiele, bo to ja mam endometriozę IV stopnia, co oznacza, że sytuacja jest beznadziejna.

Na wizycie kontrolnej u lekarza, który mnie operował, dopytywałam, czy istnieją jakiekolwiek formy leczenia. Usłyszałam, że skoro staram się o dziecko, to nie ma żadnej opcji. Jeśli natomiast nie planuję dziecka, pan doktor zaproponował wypisanie Visanne. Na moje pytanie, czy w takim przypadku powinnam się zgłosić do kliniki leczenia niepłodności i podejść do in vitro – usłyszałam, że nie ma takiej potrzeby, że wiele kobiet po laparoskopii w krótkim czasie naturalnie zaszło w ciążę.

Obecnie już wiem, że nie jest to tak proste i w przypadku IV stopnia endomentriozy ze zmianami głębokonaciekającymi, licznymi ogniskami endometrialnymi, zrostami, jednym jajnikiem i przy tak niskiej rezerwie jajnikowej zapłodnienie naturalne jest praktycznie niemożliwe. Od kilku lekarzy usłyszałam, że nie mam najmniejszych szans na zajście w ciążę i jedynie in vitro daje niewielką szansę na powodzenie.

Stwierdziłam, że szczęściu trzeba trochę pomóc, a jedno drugiego nie wyklucza. Mogę starać się o ciążę w sposób naturalny i jednocześnie podejść jak najszybciej do in vitro, aby nie tracić już więcej czasu i możliwości.

Zobacz także: „Endometriozie zawdzięczam obecną siebie”. Historia Kasi

Podejście do in vitro i kolejne rozczarowania

W lutym 2017 r. zgłosiłam się do kliniki leczenia niepłodności w celu podejścia do zabiegu in vitro. Był to kolejny etap w moim życiu i kolejna lekcja, która pokazała mi, że nie da się niczego zaplanować, a tym bardziej nie można być niczego pewnym. I tym razem myślałam, że oddając się w ręce lekarzy, oddaję się w ręce specjalistów w danej dziedzinie. Niestety po raz kolejny się rozczarowałam.

Przez ponad rok lekarzowi prowadzącemu nie udało się skompletować badań wymaganych do in vitro. Przez ponad rok leczył mnie kilkukrotnie antybiotykami na różnego rodzaju stany zapalne. Wcześniej nie miałam tego typu problemów, ale lekarz zadecydował, że trzeba mnie przeleczyć. Taką taktykę przyjmował przez ponad rok (wszystkimi możliwymi antybiotykami!), aż w końcu stwierdził, że w sumie nie wie, co mi jest i że powinnam udać się do urologa. Urolog natomiast stwierdził, że zupełnie niepotrzebnie przyjmowałam te antybiotyki. Uznał, że to zapewne problemy ginekologiczne i odesłał mnie do ginekologa.

Stwierdziłam, że moja cierpliwość i kredyt zaufania zostały już dawno wyczerpane. Jednocześnie czułam się coraz gorzej, o ciąży nie było mowy, o podejściu do in vitro także – postanowiłam szukać zupełnie innych rozwiązań (na szczęście nadal wierzyłam, że jakieś są, wbrew temu, co mówili mi lekarze).

Zobacz także: „Moim marzeniem jest normalne życie”. Wesprzyj zbiórkę Ani na operację endometriozy

Zajęły się mną osoby, które wiedzą, o czym mówią

Laparoskopia miała mi pomóc, miała zmniejszyć bóle spowodowane przez endometriozę, ja jednak czułam się coraz gorzej. Zaczęłam szukać informacji na temat alternatywnych metod leczenia endometriozy i przypadkiem natrafiłam na facebooku na wykład dr Olka z Miracolo Clinic.

To było kolejne zaskoczenie i wielkie zdziwienie. Do tej pory słyszałam jedynie, że z endometriozy się „nie wychodzi”, że jest nieuleczalna i ma boleć. Krok po kroku dowiadywałam się z wykładów dr Olka o zupełnie innym podejściu do endometriozy.

Dowiedziałam się także, że ogniska endometrialne, które ja mam, a które według wielu lekarzy są nieoperowalne, są z powodzeniem operowane przez wskazanego doktora i jego zespół z Miracolo Clinic przy pomocy nowoczesnych narzędzi, w tym noża plazmowego. Była to dla mnie nie tylko nowość, ale i duże zaskoczenie. Dlaczego o tym nie wiedzą lekarze (a przynajmniej ci, u których ja się leczyłam)? Dlaczego ich to nie interesuje i dlaczego tak uparcie powtarzają, że nie da się z tym nic zrobić? Odpowiedzi do dnia dzisiejszego nie znam.

Bardzo szybko podjęłam decyzję o tym, aby poddać się kolejnej laparoskopii. Jednak tym razem była to decyzja świadoma i wiedziałam już czemu ma służyć operacja i jakie mogą być skutki uboczne, jak i korzyści takiej operacji.

Skontaktowałam się z Miracolo Clinic i w bardzo krótkim czasie udało się nam ustalić wszystkie szczegóły potrzebne do przeprowadzenia laparoskopii, która odbyła się niebawem w Warszawie. Wszystko poszło niezwykle sprawnie, a ja przez cały ten czas miałam poczucie, że zajmują się mną osoby, które naprawdę wiedzą, o czym mówią. Cały zespół zrobił na mnie wielkie wrażenie, ponieważ to nie tylko profesjonaliści, ale przede wszystkim osoby zainteresowane tym, co robią.

Teraz od laparoskopii upłynęło już 9 miesięcy. Zauważam duże zmiany. Zmniejszyły się dolegliwości bólowe, czuję się znacznie lepiej. Prócz tego zmieniłam także w swoim życiu sporo, w tym sposób żywienia.

W zmianie sposobu żywienia pomógł mi dietetyk z Miracolo Clinic, który po laparoskopii opracował dla mnie terapię żywieniową, trwającą 7 tygodni. Przez cały ten czas był w kontakcie ze mną. To bardzo pomogło mi w nauczeniu się i wdrożeniu nowego sposobu żywienia, który stał się moją codziennością. Uważam, że dieta przy endometriozie odgrywa kluczową rolę.

Zobacz także: „Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Jak endometrioza zmieniła moje życie

Z biegiem czasu zmieniło się moje podejście do endometriozy. Już z nią nie walczę, każdego dnia uczę się z nią żyć i coraz lepiej mi to wychodzi. Jestem spokojniejsza i nie obawiam się już o swoją przyszłość, ponieważ wiem, że są ludzie (lekarze), do których mogę zwrócić się o pomoc. A to właśnie w przypadku endometriozy jest najważniejsze: wsparcie otoczenia, nie tylko samej rodziny i najbliższych, ale przede wszystkim wsparcie ze strony lekarzy.

Endometrioza zmieniła w mim życiu wszystko, absolutnie wszystko. Zmieniła mnie, a co za tym idzie moje podejście do siebie, zdrowia, życia, otoczenia. Nauczyła mnie przede wszystkim cierpliwości, w tym do siebie samej.

Zrozumiałam, że brak akceptacji choroby i walka z nią do niczego nie prowadzi, niczego nie zmienia, nic nie daje. Choroba mnie uspokoiła i wyciszyła emocjonalnie, można powiedzieć, że dała mi czas, który był potrzebny do zastanowienia się nad sobą, celem i sensem życia. Kiedy przestałam narzekać na ból i pytać: „dlaczego”, zaczął się nowy etap w moim życiu. Poczułam spokój i zrozumienie.

Nie oznacza to jednak, że się poddałam. Wręcz przeciwnie, w chwili, gdy zrozumiałam, że choroba jest częścią mnie i nie zniknie – zadałam sobie pytanie, co to dla mnie oznacza i co ja sama mogę z tym zrobić. Czy aby na pewno nie ma rozwiązania, innej drogi?

Odpowiedzi same przyszły, nie musiałam na nie długo czekać. Wystarczy po prostu być dla siebie dobrym, dać sobie czas i przestrzeń, a rozwiązania same przyjdą.

Endometrioza wpłynęła też diametralnie na moje plany związane z macierzyństwem. Wraz z mężem od 2014 roku staramy się o dziecko. Jestem po dwóch laparoskopiach, które miały na celu usunięcie torbieli i ognisk endometrialnych, ponadto zmieniłam tryb życia i sposób żywienia. Obecnie po raz drugi podchodzę do in vitro. Po niepowodzeniach związanych z pierwszą próbą in vitro w końcu udało mi się trafić na bardzo dobrą klinikę, z której jestem bardzo zadowolona.

Wraz z mężem od dawna myślimy o adopcji dziecka. I być może przyszedł już na to czas. Dla mnie najważniejsze, zarówno w kwestii podejścia do zdrowia jak i bycia rodzicem, jest wolność, brak przymusu czy oczekiwań.

Ważne, aby dać sobie czas i szansę na odnalezienie własnej drogi do zdrowia i szczęścia. Myślę, że wszystko dookoła się samo układa, jeśli my sami wiemy, czego chcemy i mamy w sobie spokój oraz pogodę ducha. To jest m.in. to, czego nauczyła mnie endometrioza – nic nie należy robić na siłę ani wbrew sobie. Trzeba słuchać przede wszystkim siebie i swojego organizmu i być dla siebie bardziej łaskawym i wyrozumiałym. To takie proste, jednak mi zajęło to dobrych kilka lat.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Skuteczne leczenie endometriozy w zasięgu ręki? Ta terapia może zapewnić życie bez bólu tysiącom kobiet

skuteczne leczenie endometriozy
fot. Fotolia

Bioinżynierzy są coraz bliżej opracowania skutecznej terapii w leczeniu endometriozy. Amerykańscy eksperci twierdzą, że są w stanie zastąpić uszkodzone komórki endometrium zdrowymi komórkami pochodzącymi ze skóry bądź krwi pacjentki.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza to stan, w którym błona śluzowa macicy znajduje się poza jej naturalnym umiejscowieniem. Może występować np. w pęcherzu, miednicy, na jajowodach, a nawet w oczach czy mózgu, powodując przy tym zazwyczaj ogromny ból.

W przeszłości lekarze podejmowali próby przeszczepiania macic u pacjentek chorujących na endometriozę, jednak w wielu przypadkach operacje kończyły się odrzuceniem organu. Obecnie złotym standardem w leczeniu jest laparoskopia. Terapia ta nie gwarantuje jednak całkowitej ochrony przed ponownym powstaniem zrostów.

Zobacz także: Rewolucja w leczeniu endometriozy i raka szyjki macicy? Glistnik jaskółcze ziele pod lupą polskich naukowców

Skuteczne leczenie endometriozy na wyciągnięcie ręki?

Naukowcy z Northwestern Medicine dowiedli, że niektóre komórki macierzyste można zaprogramować tak, aby przekształciły się w zdrowe jednostki zdolne do naprawiania komórek chorobotwórczych. Tak wyhodowane w warunkach laboratoryjnych komórki mogłyby być następnie umieszczone w macicy. Naukowcy twierdzą, że dzięki opracowanej przez nich metodzie odrzucenie tkanek będzie praktycznie niemożliwe, a kobiety będą mogły żyć bez bólu.

– To ogromne [odkrycie – red.]. Właśnie otworzyliśmy drzwi do leczenia endometriozy – powiedział autor badania, dr Serdar Bulun, który od 25 lat bada metody leczenia tej kobiecej choroby.

– Kobiety z endometriozą zaczynają cierpieć w bardzo młodym wieku. Dochodzi do tego, że licealistki uzależniają się od opioidów, co całkowicie niszczy ich perspektywy na przyszłość i życie towarzyskie – zauważa dr Bulun.

Naukowiec ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości lekarze będą w stanie tworzyć całe macice za pomocą terapii opartej na ludzkich komórkach pluripotencjalnych, a następnie umieszczać je w miejsce nieprawidłowo funkcjonujących organów.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail, Kopalnia Wiedzy, The Sun

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.