Przejdź do treści

5 przekąsek sylwestrowych, dzięki którym stracisz na wadze

Przekąski sylwestrowe na desce
Fot. Pixabay.com

Przygotowanie sylwestrowego menu nie zawsze jest łatwym zadaniem – szczególnie jeśli z powodów zdrowotnych starasz się zgubić nadprogramowe kilogramy. O dietę zdecydowanie łatwiej zadbać podczas kameralnych spotkań. Jeśli wybierasz się na jedno z takich przyjęć lub planujesz urządzić je we własnym domu, zainspiruj się pomysłami na proste i zdrowe przekąski.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz, na jakie przekąski sylwestrowe możesz sobie pozwolić, nie rezygnując z diety.

Pieczone plastry cukinii z papryką i solą morską

Ta smakowita i łatwa w przygotowaniu przekąska sylwestrowa zastąpi ci kaloryczne chipsy, a dodatek suszonej papryki poprawi metabolizm i wpłynie na zmniejszenie apetytu.

Przygotowanie:

  • Pokrój cukinię w plastry i posmaruj marynatą składającą się z: jednej łyżeczki oliwy z oliwek, szczypty soli morskiej i pieprzu.
  • Oprósz suszoną papryką i umieść w piekarniku rozgrzanym do 220° C. Piecz ok. 30 minut.

Jeśli lubisz pikantne potrawy, możesz do ostudzonych chipsów z cukinii dodać (bezpośrednio przed spożyciem) odrobinę sosu sriracha. Ten ostry tajski specjał, przygotowany z przetartych papryczek chili, zawiera kapsaicynę – związek chemiczny znany ze swoich właściwości spalania tłuszczu.

Smaczna mieszanka orzechów, ziaren i suszonej żurawiny

Chociaż garść orzechów ma niemal tyle kalorii, co pączek, ich spożycie nie grozi przybraniem na wadze. To zasługa korzystnych dla zdrowia nienasyconych kwasów tłuszczowych, błonnika, pełnowartościowego białka i małej ilości cukru. Jako zdrową przekąskę sylwestrową warto przygotować mieszankę składająca się (w równych proporcjach) z: migdałów, orzechów włoskich i pestek dyni. Dla przełamania smaku dodaj też suszoną żurawinę.

Popcorn bez tłuszczu

Wbrew obiegowej opinii, popcorn może być przekąską zdrową i niskokaloryczną – wystarczy do jego przygotowania użyć suchych ziaren kukurydzy bez dodatku tłuszczu.

Gdy kukurydza się upraży, posyp swoją przekąskę odżywczymi płatkami drożdżowymi z witaminą B12. Dzięki temu popcorn będzie nie tylko bogatym źródłem błonnika i antyoksydantów, ale też licznych witamin. Dodatkowo nabierze przyjemnego, orzechowo-serowego posmaku i poprawi nasz metabolizm – przekonuje dietetyczka Laura Cipullo.

Pasta z ciecierzycy i pestek słonecznika z selerem naciowym

Sycąca, niebanalna i wyjątkowo smaczna – tak można krótko przedstawić pastę, którą w okamgnieniu przygotujesz na sylwestra. Wystarczy zmiksować szklankę ugotowanej ciecierzycy, 1/4 szklanki uprażonych ziaren słonecznika, dwie łyżki oliwy z oliwek, ząbek czosnku, szczyptę soli i pieprzu – i gotowe! Serwując tę potrawę, zapewnisz sobie i swoim gościom potężną dawkę błonnika i zdrowego tłuszczu.

Do nabrania pasty przygotuj pokrojone łodygi selera naciowego. Tej chrupiącej przekąski – w odróżnieniu od chleba – nie trzeba sobie żałować: jedząc ją, więcej kalorii spalasz niż dostarczasz.

Plastry gruszki z ricottą i cynamonem

Połączenie plastra słodkiej gruszki i dużej łyżki ricotty polecane jest nie tylko ze względu na zdrową, owocową bazę tej sylwestrowej przekąski, ale też z powodu wyjątkowych właściwości włoskiego sera. Ten wysokobiałkowy produkt dostarcza organizmowi cennych aminokwasów, które wspomagają budowę masy mięśniowej i spalanie kalorii. Szczypta cynamonu, którym należy posypać przekąskę, pomoże ci dodatkowo wyrównać poziom cukru we krwi i zapewni uczucie sytości na dłużej.

Źródło: Delish.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Lekarz był pewien, że to ciąża. A to była torbiel czekoladowa

Torbiel wielka na 10 cm.  6 operacji usunięcia endometriozy.  Jak Donacie udało się pokonać chorobę? Jak endometrioza wpłynęła na jej życie i jak zmieniła plany na macierzyństwo… Poznajcie tę wzruszającą historię kobiety, która znalazła w sobie chęć na wspieranie i pomaganie innym kobietom z endometriozą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z Donatą Sobanią-Byczkowską (lat 34) rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska

Kiedy i jak dowiedziała się pani o tym, że choruje na endometriozę?

O podejrzeniu endometriozy dowiedziałam się w 2007 roku. Miewałam coraz silniejsze bóle w macicy. Udałam się do ginekologa, który nie miał możliwości zrobienia USG, ale stwierdził, że jestem w zaawansowanej ciąży i że w czasie jego wieloletniej praktyki nigdy się jeszcze co do tego nie pomylił. Doktor skierował mnie na USG i okazało się, że to nie była ciąża. Miałam na lewym jajniku torbiel o wielkości 8×10 cm. Moja pierwsza operacja odbyła się w tym samym tygodniu. Diagnoza: torbiel czekoladowa z podejrzeniem endometriozy.

Czy lekarze podczas diagnozy endometriozy wykazali się empatią, czy twierdzili, że bolesne miesiączki to „normalna sprawa”?

Na szczęście nigdy nie spotkałam się z lekarzami, którzy nie wierzyliby moim objawom. Mając stwierdzoną endometriozę byłam zawsze kierowana do specjalistów w tej dziedzinie, którym dobrze znane są symptomy choroby.

Czy operacja pomogła pani w walce z endometriozą?

Jestem po sześciu operacjach. Odbywały się one przeciętnie co dwa lata. Jeszcze parę lat temu nie miałam takiej wiedzy o endometriozie jak teraz. Pamiętam, że po operacjach w Anglii przyszedł do mnie lekarz i mówił za każdym razem, że nie usunął wszystkich zmian, bo się nie dało. Teraz wiem, że dlatego nawrót endometriozy za każdym razem był tak szybki. Półtora roku temu postanowiłam poszukać prywatnej kliniki leczenia endometriozy. Natrafiłam na klinikę Miracolo. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak profesjonalną, kompetentną, przyjazną i empatyczną kadrą ludzi, pracujących w jednym miejscu. Operacja była wykonana bardzo dokładnie, z usunięciem wszystkich widocznych zmian i ognisk endometriozy. Wiem to, bo po półtora roku, bez terapii hormonalnej, nie odczuwam żadnych symptomów endometriozy.

Jak łączyła pani pracę z chorobą? Czy pracodawcy byli wyrozumiali?

Przez wiele lat pracowałam w przedszkolu w Londynie. Łapałam od dzieci wszystkie  wirusy i bakterie. Byłam ciągle chora. Moja odporność była bardzo obniżona. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że to wszystko związane było z endometriozą. Pracodawcy byli bardzo wyrozumiali. Rekomendowali mi nawet sprawdzonych specjalistów i organizowali wolny czas, żebym mogła się do nich udać.

Czytaj też: Torbiele endometrialne – późny objaw endometriozy. Jak je leczyć i czy można uniknąć wznowy?

Co endometrioza zmieniła w pani życiu?

Rok temu założyłam grupę wsparcia pod nazwą Endometrioza-ANTIDOTUM. Na tą inicjatywę wpłynęło parę wydarzeń w moim życiu, ale to najważniejsze, to własne doświadczenie z chorobą. Niespełna dwa lata temu trafiłam na cytaty Alberta Einsteina, że nie można uzyskać nowych rezultatów robiąc w kółko to samo i żeby zagłębić się w naturę, bo wtedy zrozumiemy wszystko o wiele lepiej. To dało mi do myślenia , bo przecież przez wiele lat stosowałam się do tych samych zaleceń lekarzy, a efekty były ciągle te same; szybkie nawroty choroby, operacje i ból… Od tamtej pory wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam zdobywać wiedzę na temat endometriozy i byłam zdumiona ogromem informacji odnośnie naturalnego leczenia, a zarazem zszokowana, że przez 9 lat nie usłyszałam o żadnej z tych alternatyw od prowadzących mnie lekarzy. Mając świadomość wyboru zaczęłam wdrażać różne terapie i metody leczenia w życie i zauważać bardzo dobre efekty. Przyłączyłam się do istniejącej grupy wsparcia, ale nie znalazłam tam tego, czego szukałam. Większość wpisów była dołująca i pesymistyczna i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że naglącą potrzebą w środowisku kobiet z endometriozą jest pozytywne nastawienie, dawanie nadziei, dzielenie się dobrymi doświadczeniami, tym co może pomóc również komuś innemu. Inspiracją do stworzenia grupy samopomocowej byli też inni ludzie, których spotkałam na swojej drodze, między innymi lekarz, dr Tomasz Songin, który w najcięższych chwilach tak bardzo mi pomógł , poświecił ku temu swój prywatny czas i miał przy tym tak wielkie serce i tą nieziemską energię, którą zarażał… i czułam, że muszę się w jakiś sposób odwdzięczyć za te wszystkie dobre rzeczy, które mnie spotkały w tych chwilach cierpienia. Spotykając w swoim życiu kogoś wyjątkowego, samemu chce się być lepszym człowiekiem. Szerzenie świadomości o endometriozie w pozytywny sposób daje mi poczucie, że robię coś pożytecznego, że może jakaś informacja przyczyni się do polepszenia jakości życia kogoś innego.

Jest takie powiedzenie:

„Pomoc jednej osobie nie zmieni całego świata, ale może zmienić świat dla jednej osoby.”

Ta grupa niesie również nadzieję dla mnie, bo ja wciąż poszukuję swojego antidotum, odpowiedzi, wskazówek, świadectw od kobiet, które zaszły w ciążę, pomimo, że lekarze nie dawali im żadnych szans, albo tych które dzięki determinacji pokonują chorobę. Takich kobiet jest coraz więcej. To wszystko motywuje mnie do dalszych kroków w kierunku szerzenia wiedzy o endometriozie. Niedawno powstała również strona internetowa www.endometrioza-antidotum.com, gdzie sześciu wspaniałych specjalistów; ginekolog, lekarz medycyny naturalnej, psychoterapeuta, dietetyk, fizjoterapeutka oraz fitoterapeutka udzielają porad, informacji i odpowiedzi na pytania kobiet z endometriozą. Na blogu można przeczytać o zwycięskich historiach kobiet i każda z nich może dodać swój przepis do sekcji zdrowe odżywianie przy endometriozie. Chciałabym, żeby dziewczyny czuły, że są częścią tego bloga i żeby udzielała im się ta pozytywna energia, która będzie wirtualnie na nie oddziaływać:).

Chciałabym podzielić się z Wami jeszcze jedną refleksją…Paradoksem w tym wszystkim jest to, że jestem wdzięczna za endometriozę, bo dzięki niej doceniam więcej, bo znalazłam nową pasję w życiu, bo zawarłam wspaniałe przyjaźnie. Czuję potrzebę bycia czyimś wsparciem i motywacją, i mam nadzieję, że jestem. Oczywiście fajnie byłoby nie mieć endometriozy, ale skoro już jest, to odnajdźmy w niej te dobre strony. Z całego serca życzę każdej endokobiecie, aby odnalazła swoje antidotum oraz szczęście i pamiętała, że pozytywne nastawienie to już połowa sukcesu na drodze do zdrowia.

Czy endometrioza wypłynęła na pani plany związane z macierzyństwem?

Miałam 23 lata jak usłyszałam, że jestem w ciąży, po czym okazało się, że to była jednak torbiel. Wtedy bałam się, że mogłabym być mamą, bo było to dla mnie za wcześnie. Teraz dałabym wiele, żeby to jednak była ciąża. O dziecko staramy się z mężem około 8 lat. Nie poddajemy się, ale chęć bycia mamą i stworzenia rodziny jest bardzo silna. Dlatego postanowiliśmy zaadoptować dziecko. Jesteśmy w procesie przygotowawczym i mocno wierzymy, że nasze dziecko gdzieś na nas czeka. Oboje wierzymy, że tak poprostu miało być.

Co poradziłaby pani innym kobietom zmagającym się z endometriozą?

Przede wszystkim zdobywanie wiedzy z pewnych źródeł. Dołączenie do grup samopomocowych, w których można zaczerpnąć informacji na temat stylu życia i odżywiania przy endometriozie, otrzymać wsparcie, wymienić się doświadczeniem, zapytać o rekomendację specjalisty czy renomowanej kliniki. Szukać pomocy i działać! Natychmiast! Szerokim łukiem omijać ludzi z negatywnym podejściem do choroby, negatywne, dołujące historie. Poszukiwać tylko tych dobrych doświadczeń, bo w nich największa pomoc i nadzieja.

Fot. Archiwum domowe Donata Sobania-Byczkowska

POLECAMY: Lekarz dał mi do zrozumienia, że nigdy nie zostanę mamą. Zobacz, jak Anna pokonała endometriozę!

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

„Bezpestkowe”, czyli droga do akceptacji. Niezwykły projekt dla kobiet z diagnozą MRKH

Wyciągnięta dłoń; na niej napis: We help [Pomagamy] /Ilustracja do tekstu: Projekt „Bezpestkowe”, czyli wsparcie w drodze do akceptacji MRKH
Fot.: Fotolia.pl

Samotność, niepokój, wstyd, lęk – to uczucia towarzyszące wielu młodym kobietom z MRKH. Dobrze poznała je także Zuzanna, która przez długi czas poszukiwała odpowiedzi, dlaczego jej fizjologiczny rozwój nie przebiega tak, jak u rówieśniczek. Nim usłyszała diagnozę i rozpoczęła leczenie, musiała zmierzyć się z poczuciem izolacji i pustki. Dziś dzieli się swoją historią, by ułatwić tę trudną drogę innym kobietom i pokazać, że MRKH nie przekreśla planów i marzeń.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera (zwany zespołem Rokitansky’ego lub MRKH) to zespół wad rozwojowych, który występuje średnio u 1 na 4500 dziewczynek. Charakteryzuje się m.in. wrodzonym brakiem lub znacznym niedorozwojem pochwy i macicy, występującym często przy jednoczesnym funkcjonowaniu jajników i układu hormonalnego. Z tego powodu wada wykrywana jest dopiero w wieku nastoletnim – jedynym dostrzegalnym symptomem jest bowiem brak wystąpienia pierwszej miesiączki do 16. roku życia. To właśnie ten objaw zaniepokoił 16-letnią wówczas Zuzannę, dziś utalentowaną fotografkę.

– Pewnego ranka miałam WF, więc poszłam do szatni, żeby się przebrać. Jak zwykle rozmawiałam z koleżankami z klasy o bieżących sprawach związanych ze szkołą, dzieliłyśmy się nowymi plotkami, mówiłyśmy o chłopakach (przyszłych, obecnych i niedoszłych), o rozmiarze swoich piersi i nóg. Problem zaczynał się w momencie, w którym któraś z nich zaczynała mówić o tym, że jest dzisiaj niedysponowana. W takiej chwili nigdy nie wiedziałam, co powiedzieć – mówi na łamach girlsroom.pl o początku długiej drogi do diagnozy.

CZYTAJ TEŻ: Obywatelki 2. kategorii?

Diagnoza MRKH i wsparcie, które daje siłę do działania

Tydzień później zgłosiła się na pierwsza wizytę u ginekologa. Lekarz podczas badania USG wykrył u niej torbiel prawego jajowodu, która mogła być przyczyną pierwotnego braku miesiączki. Jednak po trzymiesięcznym leczeniu farmakologicznym cystę udało się zwalczyć, a pierwsze krwawienie miesiączkowe wciąż nie występowało. Wówczas diagnostyką problemu zajęli się kolejni lekarze.

– Zostałam skierowana do kolejnej lekarki, która zajęła się moją niedoczynnością tarczycy. Po kilku miesiącach poziom hormonów wrócił do normy, ale główny problem wciąż nie został rozwiązany. Po skończonej kuracji hormonalnej zostałam zbadana na fotelu ginekologicznym. Okazało się, że mam zespół MRKH. Zostałam odesłana do kolejnej lekarki, która leczy mnie do dziś – mówi Zuzanna.

Cały proces odnajdywania przyczyny braku miesiączki i szukania odpowiedniego lekarza zajął nastolatce 3 lata. Kolejnego roku potrzebowała, by przygotować się do leczenia.

– Dopiero po roku od postawienia diagnozy zdecydowałam się na leczenie. Moja lekarka prowadząca namówiła mnie na zastosowanie rozszerzadeł zamiast operacji, ponieważ w moim przypadku nie była ona konieczna. Stosowałam je przez pół roku, a w maju bieżącego roku skończyłam cały proces – mówi.

W międzyczasie poznała inne młode kobiety: Magdę Domagałę i Tashę Bishop, u których również rozpoznano MRKH.

Dziewczyny poprzez swoją odwagę dały mi ogromną siłę do działania, dzięki czemu postanowiłam podzielić się swoją historią i wesprzeć kobiety, które – tak jak ja – chorują na MRKH.

W ten sposób narodził się pomysł na projekt „Bezpestkowe”.

Projekt „Bezpestkowe”, czyli droga do akceptacji

Po latach niełatwych doświadczeń Zuzanna zrozumiała, że zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera – wbrew powszechnej opinii – nie jest ani chorobą, ani tragedią.

Dla mnie jest to swojego rodzaju uroda, która czyni nas wyjątkowymi. […] Na wielu forach internetowych można znaleźć artykuły, które opisują zespół MRKH jako „zespół kobiecej tragedii”, co – moim zdaniem – jest niezwykle krzywdzące. Choroba jest uleczalna; jeśli zachyłek pochwowy został zachowany, można go rozciągnąć i wydłużyć mechanicznie, a w przypadku niezachowanego szczątka pochwy – wytworzyć go operacyjnie, a tym samym umożliwić odbywanie stosunków płciowych pochwowych. Obecnie wykonuje się również przeszczepy macicy, tym samym dając szansę na macierzyństwo – podkreśla Zuzanna.

Ale uzyskanie tej świadomości nie zawsze jest łatwe. To proces, który wymaga cierpliwości i wsparcia otoczenia.

– Wiem, jak ciężko jest przechodzić przez MRKH bez wsparcia psychologicznego, które swoją drogą powinno być dostępne przez cały proces leczenia. Na początku sama nie wiedziałam, co mi jest. Kiedy już poznałam diagnozę, miałam wrażenie, że jestem jedyną dziewczyną chorującą na MRKH na świecie. Przez długi czas wstydziłam się mówić o chorobie i bałam się podjąć leczenia, które na początku wydawało mi się być koszmarem. Dlatego wychodzę z inicjatywą, której celem ma być wzajemne wsparcie oraz uświadomienie społeczeństwu, jak powszechnym schorzeniem jest MRKH – zaznacza Zuzanna.

Projekt „Bezpestkowe” zyska formę zinu, w którym pojawią się zdjęcia oraz historie kobiet z zespołem Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera. Będzie swoistą instrukcją postępowania z MRKH, która ułatwi młodym kobietom pierwsze kroki po diagnozie.

– Chciałabym zaprosić dziewczyny z zespołem MRKH do zgłaszania się do mnie, żebyśmy wspólnie wykonały serię zdjęć i podzieliły się swoimi doświadczeniami – zachęca Zuzanna.

Osoby, które pragną wesprzeć projekt „Bezpestkowe”, mogą zgłaszać się mailowo do jego autorki: bezpestkowe@gmail.com.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Słowa, które leczą. Wirtualne wsparcie po diagnozie MRKH [LIST]

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Poziom serotoniny u matki wpływa nie tylko na jej zdrowie. Może mieć także związek z autyzmem u dziecka

Mała dziewczynka przytula się do brzucha mamy /Ilustracja do tekstu: Poziom serotoniny u matki a autyzm dziecka

Stopień nasilenia objawów autyzmu u dziecka może mieć związek z poziomem serotoniny w organizmie matki – wynika z najnowszych analiz naukowych. Badacze wskazują, że to zaskakujące odkrycie może wyznaczyć nowy kierunek w badaniach nad przyczynami rozwoju zaburzeń ze spektrum autyzmu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Serotonina, zwana hormonem szczęścia, to ważny neuroprzekaźnik w ośrodkowym układzie nerwowym. Szacuje się, że 1 na 3 osoby z autyzmem ma podwyższony poziom tego związku we krwi. Nie jest jak dotąd jasne, w jakim stopniu stężenie serotoniny wpływa na poszczególne cechy autyzmu. W tegorocznych badaniach postanowiono jednak przyjrzeć się innemu związkowi między serotoniną a autyzmem.

CZYTAJ TEŻ: Poród zimą a depresja poporodowa. Zobacz, co mówią badania

Poziom serotoniny u matki a autyzm dziecka. Nowe podejście do badań

Zespół badaczy pod kierownictwem prof. Jeremy’ego Veenstry-VanderWeelego, lekarza psychiatry z Uniwersytetu Columbia, przeanalizował dane dotyczące 181 dzieci i dorosłych z autyzmem (w wieku 3-27 lat), a także 119 matek i 99 ojców.

W trakcie prowadzonych badań naukowcy za pomocą standardowych testów diagnostycznych potwierdzili rozpoznanie autyzmu u dzieci. Dodatkowo wykorzystali inne skale, aby zmierzyć zdolności adaptacyjne tej grupy respondentów oraz ich umiejętności kognitywne. W badaniach rozróżniono trzy stopnie nasilenia zaburzeń ze spektrum autyzmu: łagodny, umiarkowany i wysoki. Ponadto zespół naukowców wykonał pomiary poziomu serotoniny: zarówno u osób z autyzmem, jak i ich rodziców.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

Poziom serotoniny u matki a autyzm dziecka. Zaskakujące powiązania

Uwzględnienie stężenia serotoniny we krwi przyniosło zaskakujące wyniki. Okazało się, że u kobiet, których dzieci mają silne objawy autyzmu, występuje niższy poziom serotoniny niż u tych, których potomstwo ma łagodne lub umiarkowane zaburzenia ze spektrum autyzmu. W badaniu nie stwierdzono jednak związku między nasileniem objawów autyzmu u dzieci a stężeniem serotoniny we krwi ich ojców.

To pierwsze badanie, które pokazuje korelację pomiędzy poziomem serotoniny u matki a autyzmem u dzieci.

– Odkrycie jest zaskakujące – mówi Jeremy Veenstra-VanderWeele. – Zazwyczaj nie myślimy o badaniu biomarkerów u mam, chociaż w przypadku autyzmu wydaje się to wskazane – dodaje.

Według naukowców wyniki najnowszego badania sugerują, że zaburzenia w rozwoju płodu mogą nasilać się wraz ze spadkiem poziomu serotoniny u matki. Niezbędne są jednak dodatkowe, dokładniejsze analizy.

– Warto prześledzić poziom serotoniny u kobiet w całym okresie ciąży, aby sprawdzić, czy w określonym czasie może wystąpić pewna zmienność stężenia tego związku, która mogłaby być skorelowana z autyzmem – skomentował wyniki amerykańskich naukowców Francine Côté, badacz z Francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych.

Źródło: spectrumnews.org

POLECAMY TAKŻE: Związek między PCOS matki a autyzmem dziecka

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ryzyko depresji poporodowej jest związane z płcią dziecka?

Niemowlę na piersi mamy /Ilustracja do tekstu: ryzyko depresji poporodowej wyższe po urodzeniu syna

Depresja poporodowa dotyka co 5-10 kobietę w okresie połogu. Ryzyko jej rozwoju zwiększają przebyte zaburzenia zdrowia psychicznego, komplikacje ciążowe, a także trudne doświadczenia życiowe. Najnowsze badania sugerują, że istnieje także inny czynnik sprzyjający jej wystąpieniu. Jest nim płeć dziecka.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak wynika z badań, których wyniki opublikowano w piśmie „Social Science & Medicine”, ryzyko depresji poporodowej może być skorelowane z płcią potomka. Na podstawie analiz, którymi objęto grupę 296 matek z Wielkiej Brytanii, naukowcy odkryli, że kobiety, które rodziły chłopców, były o 71-79% bardziej narażone na wystąpienie depresji poporodowej niż te, które powiły córki.

Ryzyko depresji poporodowej a wsparcie otoczenia

W analizach przeprowadzonych na Uniwersytecie Kent potwierdzono także wnioski z wcześniejszych badań dotyczących czynników ryzyka depresji poporodowej. Na podstawie danych oszacowano, że prawdopodobieństwo wystąpienia depresji poporodowej jest nawet o 174% wyższe u kobiet, które doświadczyły komplikacji okołoporodowych (w porównaniu do pań, u których poród przebiegł bezproblemowo). Istotnie wzrasta ono również u kobiet ze skłonnością do depresji, zaburzeń lękowych i zmagających się z przewlekłym stresem.

CZYTAJ TEŻ: Baby blues i depresja poporodowa. Wszystko, co musisz o nich wiedzieć

Co jednak ciekawe, wystąpienie komplikacji okołoporodowych w drugiej z tych grup wydaje się zmniejszać ryzyko rozwoju depresji poporodowej. Choć wynik tych analiz wydaje się zaskakujący, autorzy badań wskazują, że dużą rolę może w tym odgrywać szczególne wsparcie ze strony personelu medycznego oraz  osób bliskich.

To cenna wskazówka także w kontekście najnowszych odkryć. Wiedza o tym, że urodzenie syna i komplikacje okołoporodowe zwiększają ryzyko depresji poporodowej, powinna ułatwić identyfikację ciężarnych i młodych matek szczególnie narażonych na wystąpienie tego zaburzenia. To zaś pozwoli zapewnić im niezbędne wsparcie.

– Kobiety te mogą szczególnie potrzebować pomocy w pierwszych tygodniach i miesiącach po porodzie – zaznacza dr Sarah Johns, która kierowała badaniami.

Źródło: PAP, independent.co.uk

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Modelka i muzyk chwalą się małym synkiem. „To prawdziwy cud, gdy in vitro działa”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.