Przejdź do treści

3 mity o naprotechnologii

3 mity o naprotechnologii
Wokół naprotechnologii narosło wiele mitów / fot. Fotolia

W ostatnim czasie bardzo dużo mówi się o naprotechnologii. Opinie są różne, ale nie zawierają żadnych konkretów. My rozwiewamy wątpliwości.

1. Naprotechnologia to tylko wyklejanie kalendarzyka

MIT! Samoobserwacja cyklu miesiączkowego jest tylko jednym z elementów, który wspomaga leczenie. Polega na dokładnych obserwacjach jednego z biomarkerów płodności tj. śluzu szyjkowego w cyklu miesiączkowym i codziennym odnotowywaniu za pomocą Modelu Creighton.

Wnioski z tej obserwacji pomagają zrozumieć przyczyny zaburzenia płodności, a w konsekwencji dobrać zindywidualizowaną formę terapii leczenia niepłodności. Naprotechnologia to medycyna korzystająca z wszystkich działów, m.in. endokrynologia, alergologia czy gastrologia. Obejmuje także leczenie farmakologiczne i chirurgiczne.

2. Naprotechnologia tylko dla małżeństw

MIT! Owszem, osoby zajmujące się naprotechnologią kładą nacisk, aby pary zgłaszające się na leczenie były w sformalizowanych związkach. Nie jest to jednak warunkiem koniecznym. Istotą jest dobro przyszłego dziecka – jego prawne zabezpieczenie.

3. Naprotechnologia jest tania

MIT! Niestety nie jest tania. Żadna z dostępnych dzisiaj metod leczenia niepłodności nie jest tania. Przykładowo godzinna wizyta w białostockiej klinice naprotechnologicznej kosztuje 160 zł, w Warszawie blisko dwa razy więcej. Do tego trzeba doliczyć diagnostykę – koszty wizyty u alergologa, dietetyka czy laparoskopie i sumka robi się okrągła.

Zobacz także:

Naprotechnologia – kto tu kradnie czas?

Badanie drożności jajowodów: kiedy je wykonać i jak się przygotować?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.