Przejdź do treści

18 razy straciła ciążę, dziś jest szczęśliwą mamą

Louise Warneford urodziła dziecko po 18 poronieniach
/fot. Pixabay

Ta para rozpoczęła starania o dziecko w 2001 roku. Od tego czasu kobieta poroniła aż 18 razy. Dopiero po kilku latach starań dowiedziała się, że cierpi na rzadką chorobę, przez którą nie jest w stanie donosić ciąży. Potem zdarzył się cud.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

48-letnia Louise i 55-letni Mark z Wielkiej Brytanii przeszli niezliczoną liczbę prób in vitro. Łącznie, w ciągu kilkunastu lat starań na zabiegi wydali 80 tys. funtów. Każda próba kończyła się jednak niepowodzeniem. W roku 2010 para zdecydowała się, że spróbują ostatni raz przed 50 urodzinami Louise.

Przełom nastąpił w Czechach

Przełom nastąpił w 2015 roku, kiedy lekarze odkryli u kobiety zaburzenia immunologiczne, przez które dochodziło do utraty ciąży. Lekarz poinformował ich, że rozwiązaniem może być adopcja zarodka. Małżeństwo postanowiło skorzystać z tej opcji, w tym celu w 2015 roku udali się do Czech.

– Spróbowałam znaleźć klinikę na własną rękę i załapałam się na adopcję zarodka w Klinice Gynem w Pradze – mówi kobieta. Już w następnym roku w 37 tygodniu ciąży na świat przyszedł ich synek – William.

Wraz z Markiem staraliśmy się o dziecko od kiedy skończyłam 32 lata. Doświadczyliśmy 18 poronień i wydaliśmy 80 tys. funtów, ale patrząc na Williama – było warto – mówi Louise.

– Chociaż nie mogłam się cieszyć ciążą, ponieważ była zagrożona, wszystko to było warte mojego dziecka marzeń – dodaje.

Zobacz także:

Poroniła i informuje o tym robiąc tatuaż! To forma terapii – uważa psycholog. A co czuje kobieta po stracie?

9 lat starań i DWA szczęśliwe zakończenia – WASZE HISTORIE

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: dailymail.co.uk

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Palenie przyszłego ojca ma wpływ na rozwój ciąży. Naukowcy odkryli alarmujące powiązania

Mężczyzna zaciągający się papierosem. Ilustracja do tekstu: Palenie mężczyzny a poronienie
Fot.: Unsplash.com

Chociaż od dawna wiemy, że styl życia przyszłej mamy istotnie wpływa na rozwój ciąży, okazuje się, że równie istotne mogą być wybory dokonywane przez jej partnera. Z analiz naukowców wynika, że nałóg palenia u mężczyzn może – pośrednio lub bezpośrednio – przyczyniać się do zwiększenia ryzyka poronienia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Palenie mężczyzny a poronienie: jakie jest ryzyko?

Jak donosi „American Journal of Epidemiology”, chińscy naukowcy, w oparciu o szczegółowe dane dotyczące 5,8 mln ciąż (pozyskane od niepalących Chinek w wieku 18-49 lat oraz ich partnerów), dokonali alarmujących odkryć.

Okazało się m.in, że kobiety, których partner palił podczas pierwszych kilku miesięcy ciąży, były o 17% bardziej narażone na poronienie niż te z pań, których wybrankowie byli niepalący. Gdy przyszły ojciec unikał palenia papierosów, wskaźnik poronień wynosił niespełna 2,4%; gdy palił, wskaźnik ten wzrastał do niemal 3%.

Z analiz badaczy wynika również, że ciężarne, których partnerzy rzucili palenie w okresie poprzedzającym poczęcie, miały o 18% mniejsze ryzyko poronienia niż kobiety, których partnerzy nie zrezygnowali z palenia. W pierwszej z tych grup wskaźnik poronień wynosił niespełna 2,8%, w drugiej zaś – 3,35%.

Palenie mężczyzny a poronienie. Nałogi ojca mają wpływ na rozwój ciąży

Z badań jasno wynika, że panowie, którzy starają się o dziecko, powinni zadbać o zdrowy styl życia i kontrolę nałogów.

– Bardzo ważne jest, aby spróbować zadbać o wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na zdrowie płodu. Dotychczas wiele uwagi poświęcono stanowi zdrowia matki; nowe badania podkreślają, że na rozwój ciąży wpływają też otaczające ją środowisko i styl życia ojca w okresie ciąży – skomentował chińskie analizy dr Zev Williams, kierownik oddziału endokrynologicznego w Columbia University Medical Center w Nowym Jorku.

CZYTAJ TEŻ: Wystarczą dwa miesiące, aby zaburzyć męską płodność. Prowadzi do tego konkretny styl życia

Palenie mężczyzny a poronienie. Potrzebne dalsze badania

Autorzy badań zaznaczają jednocześnie, że choć zidentyfikowano związek między paleniem mężczyzny a poronieniem, badanie nie dowodzi jeszcze, że jedno powoduje drugie. Aby wykryć dokładne mechanizmy, które zachodzą w organizmie kobiety i płodu pod wpływem palenia tytoniu przez jej partnera, konieczne są dalsze analizy.

Badacze są zdania, że powiązania pomiędzy paleniem mężczyzny a poronieniem mogą być dwojakie. Po pierwsze, palący partner może narażać kobietę i płód na dym papierosowy. Chodzi tu zarówno o bierne palenie, jak i wdychanie szkodliwych osadów dymnych, które osiadły na ubraniach, meblach czy dywanach. Po drugie, palenie tytoniu może wpływać na plemniki mężczyzny, powodując w nich patologiczne zmiany – te zaś są nie bez znaczenia dla rozwoju zarodka.

Drugą z tych hipotez zdają się potwierdzać inne badania, które przeprowadzono w 2017 roku. Wynika z nich, że palenie tytoniu jest – obok stresu i otyłości – jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za postępujące obniżenie męskiej płodności.

Więcej na temat szkodliwego wpływu palenia na męską płodność przeczytasz m.in. TUTAJ.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przemoc seksualna może istotnie zwiększać ryzyko niepłodności. Niepokojące wnioski z nowych badań

Źródło: Reuters.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Miałem być ojcem…”. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Zmartwiony mężczyzna na kanapie. Zakrywa twarz dłonią /Ilustracja do tekstu: Depresja a niepłodność męska /Żałoba mężczyzny po poronieniu
Fot.: Nik Shuliahin /Unsplash.com

Gdy na drodze pary staje poronienie, mężczyzna stara się być silny. Jest podporą dla swojej partnerki, której stan zdrowia i emocje zdają się być w tej chwili najważniejsze. Jednak on też może być w środku zdruzgotany. Tak, on też stracił właśnie swoje marzenia i plany. Przecież za chwilę miał być ojcem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Zarówno moja żona, jak i ja, byliśmy podekscytowani, wchodząc do szpitala na USG w trzecim miesiącu ciąży” – mówi Russell. „Po dwóch latach małżeństwa i dwóch latań starań o pierwsze dziecko, nasze marzenie o byciu rodzicem stawało się rzeczywistością” – dodaje.

Mężczyzna – wciąż będąc w dużych emocjach – pamięta, jak ściskał dłoń żony, gdy oboje wpatrywali się w ziarnisty obraz ukazujący się na ekranie. W chwili, kiedy nagle specjalista przestał mówić i postanowił zawołać lekarza, dezorientacja i przerażenie wyszły na pierwszy plan. Dziecko na ekranie nie poruszało się. Serce Russella znalazło się wtedy gdzieś w okolicach żołądka, ale zachowywał swój strach dla siebie. Żona była wtedy na pierwszym miejscu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wzięła wolne, by uporać się z bólem po poronieniu, pracodawca ją zwolnił. Teraz za to zapłaci

Jego świat

„Pojawiły się medyczne przyczyny i teorie, dlaczego nasze dziecko umarło, ale wszystko, na czym mogłem się wtedy skupić, to Sara, która w zupełnie niekontrolowany sposób szlochała. Desperacko chciałem zatrzymać jej ból. W tym momencie jej psychiczne cierpienie było wszystkim, o co się troszczyłem” – opowiada mężczyzna.

I dodaje: „Od początku było dla mnie jasne, […] że moje emocje muszą być oddelegowane na drugi plan. Nikt nie pytał mnie, czy czegoś potrzebuję, i początkowo było to dla mnie jak najbardziej w porządku”.

On też jednak czuł. On też cierpiał. Jego świat także wywrócił się do góry nogami. I chociaż stereotypowo Mężczyzna nie płacze w trudnych chwilach, to wcale nie oznacza, że jego poronienie także nie dotyka. Owszem, często w trosce o najbliższych bierzemy na siebie ich ból, a własne emocje odkładamy na półkę. Wcale jednak nie równa się to temu, że one na tej półce giną. One ciągle są i niezmiennie czekają na swoją kolej do przeżycia.

„Kiedy pocieszałem zrozpaczoną żonę, świadomie zamykałem swoje własne potrzeby bycia pocieszonym i zaopiekowanym. Za stoicką fasadą pękało mi serce. Chociaż rzadko mówi się o żałobie mężczyzny po poronieniu, to jest ona tak samo odczuwalna jak u matki” – Russell opowiada o swoich doświadczeniach bardzo otwarcie.

I ma rację. Jest to właściwie temat, którego nikt nie porusza. On sam z nikim, oprócz żony, o tym nie mówił. Wracając jednak do dbania o nią, nie chciał dodatkowo „obciążać” Sary jeszcze i swoimi przeżyciami. Co jednak ważniejsze, nikt inny z otoczenia nawet nie zapytał go wtedy o to, co się z nim (i w nim) dzieje. Nikt nie pomyślał, że zatroszczyć się trzeba też i o niego. Nic więc dziwnego, że odczuwał ogromną samotność. Zakładał więc maskę i – udając, że wszystko jest w porządku – wychodził do pracy.

CZYTAJ TEŻ: Większość ciąż kończy się poronieniem.”To nie anomalia. To norma”

Zdjąć zbroję bohatera. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Można zastanawiać się, co jest powodem tego, że mężczyznom z założenia „nie wolno” w pełni okazywać bólu nawet po tak trudnym doświadczeniu jak poronienie. Czy to wymogi społeczeństwa mówiące o tym, że mężczyzna musi być twardy? Czy to przekazywany z pokolenia na pokolenie wzorzec męskości, w którym przestrzeni na dbanie o swoje zdrowie psychiczne nieraz nie ma?

Czy to blokady wewnętrzne i brak swego rodzaju umiejętności do mówienia o emocjach? Zapewne wszystko się tutaj zazębia i każe, już nawet małym chłopcom, zakładać na siebie zbroję superbohatera. Rzecz jasna, to bardzo ważne, że są oni w późniejszym życiu ogromnym oparciem dla swoich partnerek i owszem, to „odłożenie” emocji na bok w wielu momentach jest bardzo dobrym oraz chroniącym nas mechanizmem. Ważna jest jednak świadomość, co się właściwie dzieje. Russell wiedział, że przeżywa smutek, że potrzebuje wsparcia, że poronienie także i jego zdruzgotało, ale nie znalazł w tej sytuacji miejsca na swoje odczucia. Bo czy to miejsce tam w ogóle było?

Dziś Russell i jego żona są szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że lęk, żal, złość, bezradność, które czuli w sobie w czasie, gdy doświadczyli poronień (bo niestety nie było to tylko jedno), ciągle pamiętają. Tak, Russell też. Dzisiaj już jednak świadomie o tych wszystkich emocjach mówi. Rozejrzyjmy się więc dookoła. Może jakiś mężczyzna będzie w stanie zdjąć przy nas maskę twardziela. Bo nikt nie musi zmagać się ze swoim cierpieniem w samotności – nawet największy strongman świata.

Źródło historii: „Daily Mail”, artykuł: “I held my wife as she sobbed at our lost baby. I had to be brave, but inside I crumbled

E-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami” kupisz TUTAJ

Tagi:

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Poroniła przez stres. Winą za tragiczne wydarzenie obarcza działania rządu

Poronienie przez stres
fot. Fotolia

Zrozpaczona kobieta niedawno straciła ciążę. Jest pewna, że do poronienia doszło przez stres związany z cięciami w zasiłkach, które ją dotknęły.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

38-letnia Victoria Bangall z Glasgow (Wielka Brytania) zrezygnowała z pracy, aby zająć się chorym mężem i 2-letnim synkiem. Rodzina utrzymywała się z zasiłku. W pewnym momencie kobiecie odmówiono dalszego wypłacania środków.

Brytyjka była zmuszona zrezygnować z pracy po tym, jak jej partner – Gerarld Loftus – zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i nie był w stanie sam opiekować się dwuletnim synem Patrickiem.

Zobacz także: Kobiety szczerze o poronieniu. Zobacz kulisy kampanii „Project Benjamin”

Poronienie przez stres

9 października Victoria otrzymała list z Department for Work and Pension, w którym poinformowano ją o natychmiastowym wstrzymaniu zasiłku. Kobieta co dwa tygodnie dostawała 114 funtów.

Victoria opowiedziała w rozmowie z „Daily Records”, że błagała urzędników Department for Work and Pensions o to, by nie odbierali jej zasiłku. Jej prośby zostały jednak zignorowane.

Victoria była wówczas w trzynastym tygodniu ciąży. Niestety poroniła.

– Mój lekarz powiedział, że poronienie mogło być spowodowane stresem. Byłam chora ze zmartwień – ujawniła Brytyjka. Jak poinformowała, wcześniej pracowała całe dnie i nie miała pojęcia, w jaki sposób jej rodzina przetrwa bez pieniędzy.

Zobacz także: Miała zostać matką trojaczków. Po porodzie podzieliła się zdjęciami, które łamią serce

„Widziałam oczy mojego dziecko, jego kończyny i nawet malutkie serduszko”

– Brałam prysznic, kiedy nagle zaczęłam obficie krwawić. Następnie zobaczyłam wypływający ze mnie płód. Chwyciłam go. Był maleńki, dopiero zaczął się formować – opowiadała Victoria. – Widziałam oczy mojego dziecko, jego kończyny i nawet malutkie serduszko – dodała.

Kobieta była przerażona, nie wiedziała, co ma zrobić. Płakała i trzymała swoje dziecko w dłoniach do przyjazdu lekarzy.

Victoria uważa, że do tragicznego wydarzenia doszło przez stres związany z cięciami w zasiłkach wprowadzonymi przez rządzącą Partię Konserwatywną.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Mirror

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Progesteron w leczeniu poronień nawracających. Poznaj wyniki badań nad skutecznością terapii

progesteron w leczeniu poronień nawracających
fot. Fotolia

Czy leczenie progesteronem jest skuteczną kuracją dla kobiet z nawracającymi poronieniami? Naukowcy wciąż badają tę kwestię. Do jakich wniosków do tej pory doszli?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poronienia nawracające to strata trzech lub więcej następujących po sobie ciąż. Zjawisko to dotyczy 1% ciąż. Wśród przyczyn poronień nawracających wymienia się:

  • przyczyny idiopatyczne
  • przyczyny genetyczne i chromosomalne
  • przyczyny hormonalne
  • nieprawidłowości szyjki lub macicy
  • infekcje
  • trombofilię, zaburzenia krzepnięcia krwi

Zobacz także: Poronienia nawracające – co jest ich przyczyną?

Progesteron w leczeniu poronień nawracających

Bardzo często nawet po przeprowadzeniu szczegółowej diagnostyki nie udaje się wskazać powodu strat ciąż. Od dziesięcioleci lekarze uważają rolę progesteronu za kluczową w utrzymaniu wczesnej ciąży, co stanowiło do tej pory argument przemawiający za koniecznością jego stosowania w leczeniu nawracających poronień. Uważa się, że ma wyraźny wpływ na błonę śluzową macicy, wywiera relaksujący wpływ na mięsień macicy i moduluje odpowiedź immunologiczną u matki.

Skuteczności terapii progesteronem u kobiet z poronieniami nawracającymi przyjrzeli się bliżej naukowcy z Wielkiej Brytanii. Wnioski badania zatytułowanego „A Randomized Trial of Progesterone in Women with Recurrent Misciarriages” zostały opublikowane w „New England Journal of Medicine”. Celem badania było sprawdzenie, czy podawanie progesteronu w I trymestrze ciąży w grupie pacjentek, u których występowały poronienia powracające, zwiększa odsetek urodzeń żywych dzieci.

W badaniu wzięło udział 836 kobiet w wieku od 18 do 39 lat, które zaszły w ciążę naturalnie w ciągu roku i które przeszły co najmniej cztery poronienia o nieustalonej przyczynie.

Pacjentki podzielono na dwie grupy. W pierwszej kobietom podawano dopochwowo mikronizowany progesteron w dawce 400 mg dwa razy na dobę. W grupie kontrolnej panie otrzymywały placebo. Zarówno progesteron jak i placebo podawano od momentu uzyskania dodatniego wyniku testu ciążowego (ale nie później niż od 6 tygodnia ciąży) aż do 12 tygodnia ciąży.

Jak się okazało, u kobiet, u których występowały poronienia nawracające o nieustalonej przyczynie, stosowanie progesteronu w I trymestrze ciąży nie zwiększyło, w porównaniu do placebo, szansy na urodzenie żywego dziecka po 24 tygodniu ciąży.

Zobacz także: Strata po stracie – poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Niejednoznaczne wnioski

Do innych wniosków doszli jednak naukowcy z Yale School of Medicine we współpracy z naukowcami z University of Illinois. Eksperci również zbadali wpływ progesteronu na utrzymanie ciąży u kobiet, które co najmniej dwukrotnie poroniły przed 10. tygodniem ciąży z niewyjaśnionych przyczyn.

U pacjentek przeprowadzono testy oceniające zdolność endometrium do utrzymania zagnieżdżonego zarodka. Markerem wskaźnikowym było białko cyklina nCyclinE, którego podwyższony poziom wskazuje na wyższe ryzyko utraty ciąży.

Kobietom z podwyższonym poziomem wspomnianego białka podawano od 4 dnia fazy lutealnej co 12 godzin dopochwowo progesteron w dawce 100-200 mg.

Okazało się, że po podaniu hormonu znacząco spadła liczba poronień, a 69 proc. kobiet otrzymujących progesteron w grupie pań z podwyższonym nCyclinE przekroczyło z pozytywnym efektem 10 tydzień ciąży. Przed leczeniem liczba ta wynosiła 6 proc.

Leczenie progesteronem w przypadku poronień jest niezwykle powszechnie, jednak na wyniki badań w zakresie skuteczności tej terapii trzeba było długo czekać. Zapewne należy wykonać jeszcze wiele testów, aby ostatecznie rozstrzygnąć kwestię o skuteczności tego sposobu leczenia.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: FIGO, Medycyna Praktyczna Dla Lekarzy, poronienia-nawracajace.ump.edu.pl, Meavita

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.