Przejdź do treści

15 października: Dzień Dziecka Utraconego

15 października Dzień Dziecka Utraconego

Dzień Dziecka Utraconego obchodzony jest na świecie od 20 lat. Także w Polsce od kilku lat rodzice, którzy doświadczyli takiej straty, organizują spotkania osieroconych rodziców, imprezy, wystawy, pokazy filmowe.

Grupa rodziców, która doświadczyła śmierci swoich dzieci, zorganizowała się i działa pod nazwą „Dlaczego” Organizacja Rodziców po Stracie oraz Rodziców Dzieci Chorych. Z czasem do projektu 15 października Dnia Dziecka Utraconego dołączyły kolejne instytucje, stowarzyszenia, hospicja. Spotkania, które organizują, mają charakter zarówno świecki, jak i religijny.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poronienia to najczęstsza przyczyna śmierci dzieci.

Aż 50 proc. ciąż kończy się w ten sposób. Z punktu widzenia medycznego to fizjologiczna konieczność, z punktu widzenia ludzkiego to jedna z największych tragedii, jakiej doświadcza połowa wszystkich rodziców. Statystyki alarmują również, że z powodu narastających zagrożeń cywilizacyjnych coraz więcej dzieci ginie w wypadkach komunikacyjnych i popełnia samobójstwa. Rosną również zagrożenia związane z narkotykami i alkoholem.

CZYTAJ TAKŻE: Dzień Dziecka Utraconego 

Grupy wsparcia dla rodziców po stracie dzieci to w Polsce nowość. – Wcześniej problem ten jakby nie istniał. Panowało przekonanie, że „małe dziecko – mała strata”, a osieroceni rodzice nie znajdywali pomocy ani u psychologów, ani u teologów. Temat był wstydliwy, a wszelka uwaga mediów, psychologów i teologów była skupiona na sensacyjnych i ideologicznych aspektach problemu aborcji – mówi Anna Banasiak z organizacji Dlaczego.

Od kilku lat w różnych miastach powstają grupy wsparcia dla rodziców po stracie. Część z nich to profesjonalne warsztaty terapeutyczne prowadzone przez instytucje specjalizujące się w pomocy psychologicznej i hospicja. Zdecydowana większość jednak to spontanicznie tworzące się grupy osób, które postanowiły pomagać sobie wzajemnie. Jednym z punktów kontaktowych dla tych osób jest serwis internetowy dla rodziców po stracie www.dlaczego.org.pl.

Spotkania, które odbywają się nie tylko na forum internetowym, to okazja, by stanąć ze swoim problemem twarzą w twarz. „Tak wielkiego żalu i smutku, jaki pojawia się po stracie dziecka, nie da się przeżyć w samotności. W samotności problem narasta aż do stanu głębokiej depresji. Kiedy się okaże, że są inni, którzy cierpią podobnie, mamy szansę stracić to poczucie wyjątkowości i zacząć żyć znów od nowa, tak aby nasze życie nabrało nowej jakości” – można przeczytać na stronie.

CZYTAJ TAKŻE: Proces żałoby

Z Anną Banasiak z „Dlaczego” Organizacji Rodziców po Stracie oraz Rodziców Dzieci Chorych rozmawia Joanna Rawik

Od kiedy działa Wasza organizacja?

Portal www.dlaczego.org.pl powstał w 2004 roku i został założony przez „Dlaczego” Organizację Rodziców po Stracie Dziecka. Była to pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce oraz pierwszy portal o tematyce dotyczącej śmierci dziecka i wsparcia osieroconych rodziców. Skupia on rodziców po stracie dziecka w każdym wieku, niezależnie od przyczyny śmierci.

Skąd pomysł na taki portal?

Rodzice, którym zdarzyło się podobne nieszczęście, często spotykają się ze społecznym ostracyzmem, niezrozumieniem i brakiem tolerancji. Chcieliśmy im pomóc. Założenie takiego stowarzyszenia oraz portalu internetowego wynikało również z konieczności poprawy sytuacji, w której znalazły się kobiety po poronieniu oraz rodzące martwe dzieci. Chodzi tu o traktowanie takich kobiet w szpitalu, pozostawianie ich bez pomocy psychologicznej, bez możliwości zobaczenia własnego dziecka po porodzie, pożegnania się z nim czy wreszcie pochowania. Te i dziesiątki innych myśli napływają, gdy zostaniemy dotknięci stratą dziecka.

Do tego dochodzi poczucie osamotnienia i wyobcowania, potęgujące ból. Organizacja Dlaczego skupia rodziców zranionych utratą dziecka. Są wśród nas zarówno rodzice dzieci, które odeszły przed narodzeniem, tacy, których dzieci zmarły w trakcie porodu, rodzice dzieci starszych odchodzących w wyniku choroby bądź nieszczęśliwego wypadku, jak i rodzice dzieci z nieoperacyjnymi wadami.

Działamy z potrzeby serca, na zasadzie wolontariatu. Poczucie ciążącej wyjątkowości, której doświadczaliśmy, stało się początkiem intensywnych poszukiwań osób w podobnej sytuacji. Chcemy stanowić pomost pomiędzy ludźmi takimi jak my a resztą społeczeństwa. Dzięki temu zaistnieliśmy również medialnie, budząc zainteresowanie nie tylko wśród rodziców, a lecz także dziennikarzy, reżyserów, lekarzy, położnych. Dlaczego założyło kilka mam z Warszawy, Krakowa i Poznania, które poznały się po tym, jak straciły swoje dzieci (w różnym wieku i różnych okolicznościach) i postanowiły wspierać się nawzajem, a potem pomagać również innym rodzicom w podobnej sytuacji.

Jak duża jest skala problemu?

Ok. 50 proc. ciąż na wczesnym etapie kończy się poronieniem. Dla lekarzy – to tylko statystyka i fizjologia – nie szukają przyczyny – po prostu przyjmują obojętnie ten fakt. Dla matek to tragedia, z której czasem bardzo trudno się otrząsnąć.

A jeśli chodzi o liczby, to rocznie ok. 40 tys. ciąż kończy się poronieniem. Łącznie z ojcami i dziadkami, którzy z tego powodu cierpią to ok. 60 tys. osób.

Jakie możliwości uzyskania wsparcia ma w Polsce kobieta/para, która straciła ciążę?

Pomocy można szukać np. w internecie: polecamy książki związane z tym tematem, możliwości nawiązania kontaktów z osobami, które znalazły się w podobnej sytuacji, umożliwiamy wzajemne wspieranie się, wymianę doświadczeń. Można tu znaleźć porady prawne, teksty, artykuły, informacje na temat grup wsparcia – telefony, adresy, kontakty do osób prowadzących i zakładających takie grupy.

Poza tym powstają grupy wsparcia, których otwarte spotkania odbywają się regularnie w wielu większych i mniejszych miastach Polski, do której można w każdej chwili dołączyć.

15 października Dzień Dziecka Utraconego

Przez sześć lat na in vitro wydali ponad 368 tys. zł. „Póki mam czas, będę walczyć”

Na in vitro wydali ponad 368 tys. zł
fot. Instagram: teamdelmege

Ona ma 34 lata, jej mąż – 73. Pomimo długich starań i ogromnej sumy, jaką wydali na zabiegi in vitro, do tej pory nie spełnili marzenia o posiadaniu potomstwa. Poznajcie przejmującą historię pary, która mimo przeciwności losu nie zamierza się poddać. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chociaż 73-letni milioner Max Delmege ma dwóch dorosłych synów z poprzedniego małżeństwa, marzy o gromadce dzieci. Aby spełnić to marzenie wraz żoną, 34-letnią Samanthą, zdecydowali się na zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Podczas sześcioletniej walki z niepłodnością na in vitro wydali ponad 368 tys. zł  (ok. 100 tys. dolarów). Ich marzenie o dziecku jak dotąd jeszcze się nie spełniło.

Zobacz także: Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

„Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu”

W ostatnich dniach Max i jego żona Sam pojawili się w programie telewizyjnym „The Morning Show”. Na wizji opowiedzieli o rozpaczliwym pragnieniu posiadania dziecka, nieudanych próbach in vitro i poronieniach.

– Współczuję Samancie, szczególnie, gdy widzę, jak robi sobie zastrzyki. Nie mogę na to patrzeć – mówił do kamery 73-latek. – Jednak ja również pragnę dziecka. Mam dwóch synów z poprzedniego małżeństwa, jednak chciałbym mieć gromadkę maluchów biegających wokół domu – dodał.

Max i Sam nie wierzą, że 39-letnia różnica wieku pomiędzy nimi może być przyczyną trudności z poczęciem potomka. – W laboratorium powiedziano nam, że różnica wieku nie jest przyczyną problemu, z jakim się mierzymy – powiedziała Samantha.

– Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu. Nie mogę się doczekać, żeby ponownie zostać ojcem – wyznał Max.

Zobacz także: Ile zastrzyków trzeba znieść, by spełnić marzenie o dziecku? Ból i szczęście uchwycone na zdjęciu

Leczą się od 2015 roku, na in vitro wydali ponad 368 tys. zł

Samantha prowadzi bloga, na którym dzieli się z internautami swoimi emocjami związanymi ze staraniami o dziecko. Jej szanse na zostanie mamą wciąż maleją.

„Każdego dnia myślę o dziecku, o założeniu rodziny, o mojej przyszłości, o mnie jako Matce. Chcę, pragnę, mam nadzieję, modlę się, żebrzę o ciążę” – napisała na blogu Sam Delmege.

Para zwróciła się do lekarzy o pomoc po raz pierwszy w 2015 roku. Sam udało się zajść w ciążę dopiero w kwietniu 2017 roku, jednak w szóstym tygodniu ciąży poroniła. Trzy miesiące później para dowiedziała się, że na świecie mają pojawić się bliźnięta. Jednak i tym razem kobiecie nie udało się donosić ciąży. – W tamtym roku moje życie legło w gruzach – wyznała żona milionera.

Nienawidzę patrzeć w lustro. Widzę w nim kobietę, która nie może nosić w sobie dziecka, która w ciągu trzech lat przytyła 30 kg. Widzę kobietę, której ciało wciąż odrzuca zarodki, kobietę, która została bardzo zraniona. Wciąż bardzo cierpię.

Większość ludzi nie wie, co się dzieje w mojej głowie. Uśmiecham się, śmieję i udaję, że wszystko jest ok. Przez większość dni ukrywam moje prawdziwe uczucia – wyznała Sam.

Zobacz także: 3 największe emocjonalne wyzwania niepłodności – ty też z nimi walczysz?

„Póki mam czas, będę walczyć”

Pani Delmege zdradziła, że trudno jej obserwować ciężarne kobiety i młode mamy z wózkiem.

– Kiedy cieszysz się szczęściem innych, w głębi serca czujesz ból i desperacko pragniesz dzielić się radosną nowiną, czuć te emocje, mieć poranne mdłości, obserwować rosnący brzuszek, czuć kopnięcia dziecka, oglądać je podczas badania USG. Jednak każdego miesiąca, to znowu nie twoja kolej – zauważyła smutno kobieta.

Samantha Delmege straciła już 18 zarodków. Jak mówi, nie ma zamiaru się poddać. – Póki mam czas, będę walczyć. Próbować. Modlić się. Będę błagać, żeby w przyszłym miesiącu się udało. Będę się uśmiechać, żartować i oddychać, dopóki nie stanę się jedną z was. Matką”.

fot. Instagram: teamdelmege

fot. Instagram: teamdelmege

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Gdy tracimy coś, co buduje nasz świat – STRATA i co dalej? [PODCAST]

Strata boli. Z niektórymi jest nam się łatwo pogodzić, inne przez wiele lat mogą wydawać się nie do przejścia. Niektórzy muszą stratę wypłakać, inni przeżywają ją po cichu. Większość z nas przechodzi jednak różne etapy żałoby – bo tak, niemalże każda strata wiąże się nierozerwalnie z żałobą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Każdy z nas coś w swoim życiu traci. Tracimy przyjaciół, tracimy rodzinę. Z niektórymi rozchodzą nam się drogi, rozdzielają nas kłótnie, czy też śmierć. Żałobę możemy przeżywać też po końcu pewnych etapów życia, np. po zakończeniu szkoły, studiów, przejściu na emeryturę. Pojawia się wtedy pytanie, co dalej? Na pewno musimy przejść swego rodzaju adaptację do nowych warunków. Jak zatem może wyglądać przeżywanie straty i jak możemy starać się sobie ten proces ułatwić? Bo tak, mamy w sobie taką zdolność.

W walce z niepłodnością tych strat może być bardzo wiele… Jedną z nich niewątpliwie może być poronienie, o którym tak szalenie trudno jest mówić. Często jest to temat tabu, zdarza się, że kobieta woli przeżywać je w samotności lub po porostu mówienie o tym jest zbyt trudne i bolesne. Jeszcze innym powodem może być wstyd i lęk przed oceną. Co będzie jeśli inni uznają, że to moja wina, że jestem słaba, że nie sprostałam? Pamiętaj, strata nie jest wstydem, nie jest słabością i masz pełne prawo czuć, że nie dajesz sobie z tym rady. Nie musisz być w tym jednak sama.

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo choć bardzo byśmy chcieli, od strat nie uciekniemy.

 

Zobacz też:

Nadzieja – w jakich barwach widzisz swoją przyszłość? – PODCAST psychologiczny

„Nigdy nie będę taka jak ona…” – czy porównywanie się naprawdę ma sens?  – PODCAST psychologiczny

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

 Wszystkie nagrania znajdziesz też na YouTube:

 

„Emocje i myśli – co z tym wszystkim zrobić?” – warsztaty psychologiczne dla kobiet
ZAPISZ SIĘ NA BEZPŁATNE WARSZTATY:

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Blogerka pokazała poruszające zdjęcia ciała po stracie ciąży. „Patrzenie w lustro wciąż boli”

Selfie Jessiki McCoy, na którym widać ciało po stracie ciąży
Fot.: Instagram.com

Problem z zaakceptowaniem ciała po ciąży dotyczy wielu kobiet. Dzięki coraz liczniejszym kampaniom społecznym młode mamy mają szansę wyzwolić się z kompleksów i pokochać swoje ciało na nowo. Ale w przestrzeni publicznej wciąż niewiele mówi się o kobietach, których nowy wygląd zbiega się z dramatem przedwczesnego zakończenia ciąży. Tymczasem pogodzenie się ze stratą, o której przypomina każdy rozstęp i każdy dodatkowy kilogram ciała, jest niezwykle trudne. Aby uwrażliwić społeczeństwo na te niezauważane tragedie, o swoich doświadczeniach zdecydowała się opowiedzieć 27-letnia blogerka.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jessica McCoy podzieliła się swoim bolesnym doświadczeniem za pośrednictwem Instagrama. Samodzielnie wykonanym zdjęciom ciała po stracie ciąży towarzyszyły pełne emocji i szczerości wpisy. Blogerka opisała w nich uczucia, z którymi zmagała się w tym niezwykle trudnym i wyczerpującym okresie, by dodać otuchy kobietom w podobnej sytuacji. Problem ten, choć powszechny, nie jest bowiem poruszany w sferze publicznej.

Nie spotkałam się z tym, by kobiety opowiadały o swoich zmaganiach z ciałem po stracie ciąży. Wiele osób cierpi z powodu braku akceptacji nowego wizerunku po porodzie, ale gdy nie możesz trzymać w swoich ramionach dziecka, to jest to zupełnie inne uczucie – przyznaje.

I want to talk about my #postpartum body. There is a lot of emotion that goes with gaining weight during pregnancy. I gained 15 lbs in 6 months. And then, after everything, I gained about 5 more. I am 20 lbs heavier and two sizes bigger than I was pre-pregnancy. And I am not okay with my body. I think I would've been okay if Evie was here, although she would've likely still been cooking inside me. The fact that I am bigger than I normally am and don't have my baby makes it harder. I dealt with a postpartum body after Brennan. And I was uncomfortable in my larger body, but it grew my beautiful little man and how could I be upset with it when I looked at him? Every day I get clothes on and they're tight. And every day I'm reminded that I grew my baby for six months and she died. It really is a constant reminder to me. I don't have love for my body. I am angry at it right now. I can't be body positive right now. It's too hard and it hurts too much. I'm working on losing this weight so it isn't one more thing that is a constant reminder. I really think my hormones are making it difficult to do so with my normal routine. That's why I enlisted the help of a friend who is a personal trainer. I'm really hoping it helps me. Because looking in the mirror at my uncovered body hurts. #postpartumbody #grief #loss #motherhood #motherhoodrising #fourthtrimesterbodiesproject #fourthtrimesterbody #takebackpostpartum #evelynlouisemccoy

A post shared by Jessica (Habe) (@habe_mccoy) on

Szczęście przerwane diagnozą

Jessica McCoy, będąca już wówczas biologiczną mamą 6-letniego syna Brennana, zdołała zajść w kolejną ciążę za pierwszym podejściem. Choć nie odczuwała niepokojących dolegliwości, a ciąża wydawała się prawidłowa, intuicja podpowiadała jej, że coś jest nie w porządku.

Złe przeczucia zyskały potwierdzenie w badaniu USG, podczas którego kobieta i jej partner dowiedzieli się, że płód ma prawdopodobnie rozszczep kręgosłupa. Lekarz początkowo uspokoił ich, twierdząc, że wada prawdopodobnie kwalifikuje się do operacji prenatalnej. Ale wykonana w szóstym miesiącu ciąży amniopunkcja nie pozostawiała już złudzeń, że płód ma szansę na prawidłowy rozwój. Okazało się, że poza nieprawidłową budową kręgosłupa cechują go wady chromosomalne i ryzyko poważnych schorzeń układu odpornościowego.

W tej sytuacji rodzice podjęli dramatyczną decyzję o przerwaniu późnej ciąży, by nie zmuszać swojego dziecka do cierpienia i walki z postępującymi i nieuleczalnymi chorobami.

– Byliśmy i nadal jesteśmy zdruzgotani. Ale wiedzieliśmy, że decyzja o terminacji ciąży, by uchronić dziecko przed cierpieniem po urodzeniu, była najlepszym możliwym rozwiązaniem, podyktowanym miłością. Teraz my zmagamy się z tym cierpieniem, żeby nasza córka nie musiała – pisze.

CZYTAJ TEŻ: Wczesna strata ciąży. Rodzaje poronień, objawy i postępowanie

Ciało po stracie ciąży. Zmiany, które boleśnie przypominają o dramacie

Niestety, o tej osobistej tragedii przypominały Jessice nie tylko bolesne, stale powracające wspomnienia, ale również ciało, które wciąż nosiło oznaki przebytej ciąży. Niechciane kilogramy i utrata elastyczności skóry doskwierały jej wówczas znacznie bardziej niż po pierwszym, szczęśliwym porodzie.

– Z przybieraniem na wadze w czasie ciąży wiąże się wiele emocji. Ja przytyłam około siedmiu kilogramów w sześć miesięcy. A potem, po wszystkim, jeszcze ponad dwa. Ważę teraz o dziewięć kilogramów więcej niż przed ciążą i noszę o dwa numery większe ubrania. Nie czuję się dobrze z moim ciałem. Myślę, że byłoby inaczej, gdyby Evie była tutaj ze mną. […] Fakt, że moje ciało jest większe, a nie mam przy sobie oczekiwanego dziecka, sprawia, że sytuacja jest dla mnie znacznie trudniejsza. Po porodzie Brennana również czułam się nieswojo z moim ciałem, ale obok mnie rósł mój piękny mały człowiek. Jak mogłam się denerwować, gdy na niego patrzyłam? – mówi szczerze.

Blogerka podkreśla, że w takiej sytuacji nadwaga pociążowa to nie tylko defekt kosmetyczny, ale tez ogromna przeszkoda w procesie godzenia się ze stratą.

– Każdego dnia zakładam ubrania, które są zbyt ciasne. Każdego dnia przypominam sobie, że nosiłam swoje dziecko przez sześć miesięcy, a ono zmarło. To sprawia, że uczucia stale wracają – czytamy w poruszającym wpisie. – Nie kocham swojego ciała. […] Nie jestem teraz pozytywnie do niego nastawiona. To zbyt trudne i za bardzo boli. Pracuję nad utratą tej wagi […], ale utrudniają to moje hormony. Dlatego zwróciłam się o pomoc do przyjaciela, który jest trenerem personalnym. Naprawdę mam nadzieję, że mi to pomoże. Ponieważ patrzenie w lustro, w którym widzę moje odsłonięte ciało, boli – przyznaje.

Wygrana walka z traumą i tęczowy synek

Choć praca nad emocjami i ciałem po stracie ciąży trwała długo, ostatecznie Jessice udało się pokonać traumę. W zabliźnieniu rany pomogło jej ponowne otwarcie się na nowe życie.

– Nie byłam w stanie odzyskać pełni sił fizycznych, zanim nie poczułam, że nadszedł czas, by znów zajść w ciążę – wyznała na Instagramie, a niedługo później podzieliła się z internautami zdjęciem, na którym widać ciążowy brzuch.

Dziś Jessica McCoy jest mamą zdrowego i pięknego tęczowego synka, Wildera, który przyszedł na świat przed dwoma miesiącami.

Sweet sleeping babe. 🌈 #wilderreedmccoy #rainbowbaby

A post shared by Jessica (Habe) (@habe_mccoy) on

Jej historia i odwaga, by mówić głośno o tym, co bolesne i trudne, daje dziś siłę wielu kobietom, które same przeszły przez piekło straty późnej ciąży.

Źródło: huffingtonpost.com, redbookmag.com

POLECAMY RÓWNIEŻ: Maja Ostaszewska: wierzy w cud in vitro, boi się stygmatyzacji kobiet po poronieniach. „Musimy być solidarne”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Biolodzy odkryli przyczynę wczesnych poronień? Poznaj najnowsze doniesienia ze świata nauki

przyczyny niepłodności i poronień
fot. Fotolia

W czasopiśmie „Nature Cell Biology” ukazały się badania na temat kluczowego etapu, przez który muszą tuż przed implantacją przejść ludzkie komórki embrionalne. Testy mogą pomóc w wyjaśnieniu niektórych przyczyny niepłodności i samoistnych poronień.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badania w tym kierunku zostały przeprowadzone przez zespół profesor biologii Amander Clark z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA).

Jak wynika z treści artykułu, problem niepłodności dotyczy już nawet 10 proc. amerykańskiego społeczeństwa. Około 15-20 proc. wszystkich ciąż w USA kończy się poronieniem. W wielu przypadkach przyczyny niepłodności i poronienia pozostają nieznane.

Zobacz także: Sztuczna inteligencja wykryje niepłodność. Nad algorytmem pracuje polska firma

Kilka słów o pluripotencji

Zespół kierowany przez Clark postanowił dowiedzieć się, czy zmiany epigenetyczne, czyli niegenetyczne wpływy na ekspresję genów, w ludzkich embrionalnych komórkach macierzystych mogą wyjaśnić, dlaczego niektóre zarodki nie są w stanie przetrwać.

Naukowcy zaczęli od analizy zarodkowych komórek macierzystych. Tego typu komórki są pluripotencjalne, co oznacza, że mogą dać początek każdej tkance w ludzkim ciele.

– Przez wiele lat badacze uważali, że pluripotencja u ludzi to pojedyncze stadium – mówi profesor Clark. – Jednakże w ciągu ostatnich trzech lat odkryto, że ludzka pluripotencja obejmuje co najmniej dwa różne stadia. Wraz z rozwojem embrionów komórki macierzyste przechodzą przez te stadia aż do zajścia w ciąży – wyjaśnia.

Przed implantacją w macicy komórki zarodka są w niedojrzałym pierwszym „naiwnym” stadium pluripotencji. Mało jeszcze wiadomo o tym etapie, jednak naukowcy są zdania, że jeśli komórki embrionu nie są w stanie wkroczyć w to stadium, zarodek nie może pretrwać i dochodzi do poronienia.

W czasie implantacji komórki zarodka wchodzą w drugą, „ugruntowaną” faz pluripotencji. Wtedy komórki są gotowe do różnicowania się na wszystkie typy komórek w ciele.

–  Nikt nie wie dokładnie, dlaczego w ogóle istnieje pierwsze stadium pluripotencji i co pomaga komórkom pozostać na tym etapie przez pewien czas. Uważa się, że może to być mechanizm ochronny, który zapobiega zbyt szybkiemu różnicowaniu komórek embrionalnych, dzięki czemu czas implantacji pozostaje prawidłowy – tłumaczy profesor Clark.

Zobacz także: Naukowcy pracują nad metodą zwiększającą skuteczność in vitro. Wykorzysta badanie genów

Obiecujące wyniki eksperymentu

Aby lepiej zrozumieć, które czynniki regulują pierwsze stadium pluripotencji, naukowcy porównali zmiany epigenetyczne w embrionalnych komórkach macierzystych w pierwszym i drugim stadium pluripotencji. Komórki te zostały stworzone w warunkach laboratoryjnych.

Badacze odkryli, że te dwa typy komórek miały odmienną sekwencję chromatyny w całym DNA. Chromatyna składa się z DNA i białka, które tworzą chromosomy w jądrze komórki.

Unikalne sekwencje chromatyny działają niczym kody kreskowe. Białka regulujące gen, zwane czynnikami transkrypcyjnymi, „skanują” w otwartych obszarach chromatyny kod, a następnie wiążą się z nim, co wpływa na aktywność genetyczną w komórce.

Zobacz także: Mutacja genu MTHFR a ciąża

Tajemniczy klucz o nazwie TFAP2C

Zespół Clark postanowił następnie zbadać, który czynnik transkrypcyjny jest w stanie odczytać powtarzający się w kółko kod zarodkowych komórek macierzystych w pierwszym stadium pluripotencji. Odkryli, że jest to czynnik transkrypcji  o nazwie TFAP2C. Ta wiedza była kluczowa.

– Odkryliśmy, że obecność TFAP2C stanowi ważną różnicę między pierwszym a drugim stadium pluripotencji i że ten czynnik transkrypcji jest niezbędny do utrzymania pierwszego stadium – tłumaczy ekspertka.

– Dowiedliśmy również, że bez TFAP2C prawidłowa ekspresja setek genów [czyli procesu odczytania informacji w genie i przepisania na jego produkty – red.] byłaby niemożliwa, co najprawdopodobniej skutkuje wczesnym poronieniem – dodaje.

– Nasze odkrycia odnoszą się do naturalnego procesu rozwoju człowieka, ponieważ są zgodne z tym, co obserwujemy u ludzkich embrionów przed implantacją – mówi Clark.

– Zapewnia to nowe informacje o cyklu życia, o którym wiemy tak mało. Ta fundamentalna wiedza może pomóc w lepszym przewidywaniu problemów niepłodności i jakości zarodków – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Fertility Road

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.