Przejdź do treści

10 rzeczy o dawstwie, które trzeba wiedzieć

Zanim podejmiecie decyzję, dowiedzcie się wszystkiego

  1.     Dawcy badani.

Przebadanie zdrowia dawcy należy do placówki, w której podchodzicie do zabiegu. W Polsce nie ma prawodawstwa dotyczącego medycyny wspomaganego rozrodu, nie ma również wdrożonych dyrektyw europejskich, które gwarantowałyby przebadanie i bezpieczne przechowywanie ludzkich komórek rozrodczych. Dlatego bezpieczeństwo zabiegu nie jest zagwarantowane przepisami prawnymi. Tak więc to, co słyszycie w placówce, jest jedynie deklaracją stanu rzeczy. Czy prawdziwą? Nie sprawdza tego żadna zewnętrzna kontrola.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według wytycznych Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu dawca nasienia powinien zostać poddany szeregowi badań, w tym badaniu genetycznemu. Zdecydowana większość polskich placówek deklaruje, że przestrzega tego zalecenia. Niewiele jednak wiadomo o badaniach wymaganych od dawczyń komórek i dawców zarodków. Ci ostatni są prawdopodobnie taką samą parą jak Wy, a więc wyjściowo niepłodną, co również powinniście uwzględnić, rozważając ryzyko zdrowotne.

ñ Jeśli chcesz mieć stuprocentową pewność dotyczącą przebadania nasienia i zgodności tych badań z zaleceniami europejskimi, korzystaj z zagranicznego banku nasienia, który podlega europejskim regulacjom i zewnętrznym kontrolom. Największe banki nasienia znajdują się w Danii, większość polskich klinik z nimi współpracuje.

ñ Upewnij się zawsze, jakim badaniom zostali poddani dawca bądź dawczyni. Nie bój się pytać lekarza. Pamiętaj, decydujesz o przyszłości swojego dziecka.

  1. Jaki dawca? Jaka dawczyni?

Istnieją w Polsce placówki, w których para nie może wybrać dawcy lub dawczyni. Dlaczego? Bo tak było od lat, bo taka jest praktyka, bo nikt o tym nie pomyślał, bo laborantka zrobi to lepiej… Powodów może być wiele i żaden z nich nie powinien Was powstrzymać. W takich placówkach doborem dawców do pary zajmują się najczęściej laboranci,  którzy biorą pod uwagę określone parametry, np. zgodność grup krwi, wzrost, kolor oczu itd.  Norma europejska głosi natomiast, że każda osoba rozważająca dawstwo gamet powinna otrzymać pełną informację o dostępnych w bazie dawcach i dawczyniach, w tym opis ich cech fenotypowych (wygląd), wyników badań, wykształcenia, bardzo często nagranie głosu dawcy/dawczyni, list do przyszłych rodziców dziecka i do samego dziecka, zdjęcia dawcy/dawczyni z dzieciństwa. Odmawianie przyszłym rodzicom możliwości zdecydowania o czymś tak ważnym, jak genetyczne dziedzictwo dziecka, jest pozbawieniem ich możliwości wpływu na jedną z najważniejszych życiowych decyzji. Dla wielu par jest to upokarzające przeżycie: raz już zostali doświadczeni przez samą naturę i biologię, która uniemożliwiła im poczęcie dziecka spokrewnionego z nimi biologicznie. Odmowa wpływu na wybór dawcy/dawczyni i zdecydowania w ten sposób o swoim przyszłym dziecku jest dla nich powtórnym upokorzeniem, tym razem ze strony kliniki.

Zastanówcie się, czy wybór dawcy/dawczyni ma dla Was znaczenie. Czy chcecie mieć na to wpływ? Podążajcie za własnymi potrzebami i intuicją.

Jeśli odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi „tak”, poproście o katalogi dostępnych dawców. Jeśli spotkacie się z odmową, rozważcie skorzystanie z innej placówki, w której Wasze życzenie zostanie uszanowane jako zupełnie naturalne.

Pamiętajcie, że wybór dawcy/dawczyni jest rzeczą zrozumiałą i niekwestionowaną przez europejskie banki nasienia. Nie obawiajcie się prosić o to samo w Polsce.

  1. Grupa krwi.

Nieustannie stykamy się z historiami pacjentów, którzy czekają  długie miesiące na komórkę jajową, nasienie lub zarodek tylko dlatego, że starają się dopasować grupę krwi dawców do własnej.

Z medycznego punktu widzenia – poza rzadkimi przypadkami klinicznymi – dobór krwi nie ma żadnego znaczenia. Przez długi czas brano pod uwagę tylko względy społeczne: lekarze pracujący w klinikach często tłumaczyli pacjentom, że dostosowanie grup krwi jest bardzo ważne i pozwala uniknąć plotek. Kiedy dziecko na lekcji biologii dowie się o zasadach dziedziczenia, mogłoby skojarzyć, że jego grupa krwi jest różna od grupy krwi rodziców. Obecnie żyjemy jednak w XXI wieku, który jest wiekiem badań genetycznych i rozwoju medycyny indywidualnej, dobieranej do potrzeb każdego z nas. Z czasem badania genetyczne nie tylko będą coraz tańsze i lepiej dostępne, ale również coraz bardziej popularne. Ukrycie przed dzieckiem braku genetycznego pokrewieństwa z jednym lub obojgiem rodziców powoli przestaje być możliwe. Na świecie działają setki banków DNA, które umożliwiają odnalezienie swojej linii genetycznej. Od 2011 roku taki bank działa także w Polsce.

Uzależnianie swoich planów rodzicielskich od znalezienia dawców „idealnie dobranych na podstawie grupy krwi” przestaje mieć więc znaczenie praktyczne, za to wydłuża czas poszukiwania odpowiedniego dawcy, a co za tym idzie – czas naszej bezdzietności.

Jeżeli nie zależy Wam na doborze grup krwi, zaznaczcie to w formularzu wyboru dawcy lub jasno powiedzcie lekarzowi. W przeciwnym razie można domniemywać, iż jednym z kryteriów doboru dawcy ma być właśnie grupa krwi.  Rezygnacja z tego parametru wyboru znacznie przyspieszy procedury medyczne, ponieważ większa ilość dawców/dawczyń stanie się dla Was od razu dostępna.

A może spróbować na własną rękę poprzez prywatnego dawcę nasienia?

Jednym ze skutków braku prawa dotyczącego dawstwa gamet i zarodków jest kwitnący szary rynek prywatnych ogłoszeń dawców i dawczyń gamet, surogatek i komercyjnej adopcji ze wskazaniem (jej komercyjny charakter jest oczywiście oficjalnie ukrywany). W Polsce działają serwisy internetowe służące zamawianiu nasienia „stuprocentowego mężczyzny”, który chętnie spotka się z kobietą w motelu i odbędzie z nią stosunek seksualny w okresie okołoowulacyjnym lub prześle swoje nasienie w strzykawce do samodzielnej aplikacji.

UWAŻAJCIE! Ten rodzaj usług jest przede wszystkim bardzo niebezpieczny dla biorczyń gamet, ponieważ dawcy zazwyczaj nie poddali się żadnym badaniom lub dostarczają ich nieaktualne wyniki, w tym badań chorób przenoszonych drogą płciową takich jak HIV, chlamydia czy żółtaczka typu B i C. Oznacza to narażenie na ryzyko nie tylko kobiety, ale również przyszłego dziecka, które może zostać zarażone już na początku swojego życia. W przypadku banków nasienia krew i nasienie dawcy są każdorazowo badane i poddawane sześciomiesięcznej kwarantannie (lub badane technikami amplifikacji kwasów nukleinowych w kierunku obecności wirusów), aby wyeliminować ryzyko zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową.

Kolejne ryzyko wiążące się z taką „inseminacją na czarno” wynika z samodzielnej inseminacji poprzez wstrzyknięcie nieoczyszczonego nasienia strzykawką bezpośrednio do macicy. Jest to tzw. nasienie natywne, bogate w prostaglandyny, których kontakt z wrażliwą jamą macicy spowoduje niezwykle bolesne skurcze i uprawdopodobni konieczność wezwania pogotowia.

Na końcu należy podkreślić, iż motywacja dawców prywatnych nie jest przez nikogo sprawdzana, bardzo często jest to motywacja wyłącznie finansowa lub – co gorsza – wynikająca z idei archetypowego samca, którego celem jest zapłodnienie maksymalnej ilości partnerek. Ponieważ stabilność psychiczna dawcy ma duże znaczenie dla większości przyszłych rodziców, stanowi to dodatkowy argument przeciwko korzystaniu z szarego rynku dawstwa gamet, których pochodzenia, jakości i bezpieczeństwa nikt nie sprawdza.

Jeżeli zdecydowaliście się na szukanie dawcy na własną rękę, nigdy nie ufajcie wynikom badań i świadectwom zdrowia dostarczonym przez dawcę. Nalegajcie na wykonanie badań we wskazanej przez Was klinice leczenia niepłodności bądź laboratorium.

Pamiętajcie, że polskie prawodawstwo przewiduje możliwość założenia sprawy o ustalenie ojcostwa w przypadku samotnych kobiet i par, które nie są małżeństwem. Jeżeli więc korzystacie z prywatnego dawcy, z którym się spotkacie i który pozna waszą tożsamość, teoretycznie zyska on możliwość wystąpienia na drodze sądowej o ustalenie ojcostwa. W przypadku korzystania z dawstwa nasienia za pośrednictwem kliniki lub banku nasienia ryzyko to przestaje istnieć, ponieważ dawca nie zyska dostępu do Waszych danych i nigdy Was nie pozna, nie będzie miał więc wobec kogo skierować ewentualnych roszczeń.

  1. Kontrolujemy ilość potomstwa dawców.

Niestety, deklaracja ta nie jest prawdziwa niezależnie od tego, z jakim przekonaniem wygłosi ją lekarz lub embriolog. Po raz kolejny przypomnimy, że w Polsce nie ma prawa dotyczącego dawstwa gamet i zarodków, co oznacza, iż ten obszar medycyny wspomaganego rozrodu nie jest monitorowany ani kontrolowany przez żadną zewnętrzną instytucję w rodzaju ministerstwa zdrowia, krajowego konsultanta ds. rozrodu wspomaganego, towarzystwa naukowego lub medycznego, komisji transplantacyjnej itd. Placówka (klinika, bank nasienia) może kontrolować jedynie tych dawców, którzy się do niej zgłoszą.  To jednak w żaden sposób nie ogranicza aktywności dawców, którzy mogą najpierw oddać nasienie w placówce X, gdzie zostanie uzyskanych np. sześć ciąż, następnie udać się do placówki Y i również tam oddać nasienie, uzyskując kolejne ciąże, po czym zrobić to samo w dwudziestu innych placówkach w całej Polsce. Ta sama uwaga odnosi się do dawczyń komórek jajowych, przy czym w przypadku dawstwa pomiędzy pacjentkami (pacjentka dzieli się komórkami z inną pacjentką) prawdopodobieństwo wielokrotnego dawstwa jest oczywiście niższe niż w przypadku dawstwa komercyjnego, w którym kobieta celowo i z powodów finansowych oddaje swoje komórki, robiąc to najczęściej wielokrotnie.

Dopóki w Polsce nie powstanie Centralny Rejestr Dawców i Biorców, w którym będzie odnotowana każda procedura skorzystania z gamet dawców, a każdy dawca będzie opatrzony unikalnym numerem identyfikacyjnym, nie będzie możliwe monitorowanie ani ilości potomstwa jednego dawcy lub dawczyni, ani stanu zdrowia dzieci. Nie będzie można również zgłaszać faktu urodzenia dziecka chorego (np. obciążonego wadą wrodzoną) w celu wycofania takiego dawcy z bazy i poinformowania biorców, którzy zapewne chcieliby przebadać profilaktycznie swoje dzieci.

Adopcja zarodka jest jedynym obszarem dawstwa, w którym ilość potomstwa jest zwyczajowo ograniczona i kontrolowana, ponieważ początkowym celem dawców nigdy nie było przekazanie zarodków do adopcji, a wykorzystanie ich we własnym zakresie. Dlatego rzadko tworzono dużą liczbę zarodków.

Jeśli ważna jest dla Was kwestia kontrolowania limitu potomstwa pochodzącego od jednego dawcy, rozważcie skorzystanie z tzw. dawcy na wyłączność. Taką możliwość oferuje większość europejskich banków nasienia. Za wyższą opłatę gwarantujecie sobie i Waszemu przyszłemu dziecku brak dziesiątek lub setek przyrodnich braci i sióstr.

Jeżeli chcielibyście, aby w przyszłości Wasze dorosłe już dzieci mogły skontaktować się ze swoim rodzeństwem przyrodnim lub poznać tożsamość dawcy (np. w celach wywiadu medycznego), ponownie rozważcie skorzystanie z europejskich banków nasienia, które oferują jawnych dawców nasienia. Kiedy dziecko skończy 18 lat, będzie mieć prawo poznać tożsamość dawcy. Dawca nie pozna danych dziecka, jeśli ono nie wyrazi na to zgody.

Dalsza część tekstu do przeczytania w 4 numerze naszego magazynu

 

Nasz Bocian

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Wąs, który przypomni o profilaktyce raka prostaty i jąder. Ta akcja może uratować życie

Mężczyzna z brodą i wąsem / Movember Polska: profilaktyka raka
Fot.: Unsplash.com

Rak prostaty od lat utrzymuje się w niechlubnej czołówce najczęściej występujących nowotworów złośliwych wśród polskich mężczyzn. Liczba zachorowań stale rośnie – od lat 80. zwiększyła się blisko czterokrotnie. Co roku na tę chorobę onkologiczną zapada ponad 9 tys. polskich mężczyzn, a 4 tys. umiera. Wzrasta również zachorowalność na raka jądra – co roku atakuje on ok. 1 tys. Polaków. Oba nowotwory mogą być uleczalne – niezbędna do tego jest jednak wczesna diagnoza. O wadze badań profilaktycznych, które mogą uratować naszą płodność i życie, przypomina listopadowa kampania „Movember Polska”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Eksperci podkreślają, że rak prostaty nie musi być wyrokiem. Dziś możemy go skutecznie leczyć, jeśli tylko choroba zostanie odpowiednio wcześnie wykryta. Niestety, zdecydowana większość mężczyzn zgłasza się do lekarza zbyt późno. To efekt niskiej świadomości zagrożenia i unikania badań profilaktycznych. Zgodnie z szacunkami, tylko co czwarty mężczyzna wykonuje regularne badania pod kątem nowotworów prostaty czy jąder. Tę niepokojącą sytuację ma zmienić kampania „Movember Polska”.

Bezpłatne badania i zniżki na konsultacje urologiczne w klinikach leczenia niepłodności i przychodniach

Tegoroczna kampania „Movember Polska” to czwarta już rodzima edycja międzynarodowej akcji, w ramach której przez cały listopad mężczyźni zapuszczają wąsy, by stać się żywym sztandarem troski o męskie zdrowie.

– Tak jak kobiety mają w kampaniach różową wstążkę, która przypomina o tym, jak ważne jest samobadanie piersi, tak mężczyźni mają symbolicznego czarnego wąsa, który przypomina o tym, że warto się badać – mówi Marta Pokutycka-Mądrala, dyrektor komunikacji korporacyjnej oraz PR w firmie Nationale-Nederlanden, która wspiera kampanię „Movember Polska”.

Poza zwiększaniem świadomości społecznej akcja umożliwia panom zdobycie szerokiej wiedzy na temat profilaktyki męskich nowotworów oraz wykonanie bezpłatnych badań. W zależności od wieku jest to: USG jąder (przed 40. rokiem życia) lub PSA, czyli testu krwi pod kątem zmian w prostacie (po 40. roku życia). Dodatkowo wiele specjalistycznych placówek (w tym kliniki leczenia niepłodności) oferuje pacjentom listopadowe zniżki na pakiety badań i konsultacje urologiczne.

– W kampanii chodzi o to, żeby edukować facetów na całym świecie o tym, że ich też mogą dopaść różne choroby. Nie chcemy straszyć nowotworami, tylko pokazać, że łatwo jest z tymi męskimi nowotworami wygrać: pod warunkiem, że są one odpowiednio wcześnie wykryte – dodaje z kolei Jakub Kajdaniuk, prezes zarządu Fundacji Kapitan Światełko, organizatora kampanii.

CZYTAJ TEŻ: Brak plemników w nasieniu? Ta metoda da mężczyznom większą szansę na ojcostwo

„Movember Polska”: z wąsem po męskie zdrowie

Organizatorzy podkreślają, że kampania jest coraz popularniejsza. Do tej pory w jej ramach przebadano ponad 3 tys. mężczyzn; wykryto przy tym aż 40 przypadków zmian nowotworowych.

– Poznajemy nowych ludzi. Mówią: „Wiem, o co chodzi, to badania z wąsem”. Mamy też mnóstwo pozytywnych historii. Mężczyźni do nas piszą, dzwonią albo spotykają się z nami w trakcie eventów i mówią: „2-3 lata temu zbadałem się u was, uratowaliście mi życie, dzięki, że jesteście” – mówi Jakub Kajdaniuk.

Ambasadorami kampanii zostali w tym roku znani youtuberzy: Cyber Marian i Chwytak oraz kierowcy rajdowi Kamil Winnicki i Filip Nivette. Wspólnie promują „Movember Polska” w teledysku do nowej wersji piosenki „Wąs! Wąs! Wąs!”, która w niebanalny sposób podkreśla znaczenie profilaktyki nowotworowej u mężczyzn.

– Z chęcią wziąłem udział w kampanii „Movember Polska”, ponieważ sam zmagałem się z nowotworem 7 lat, więc temat ten jest mi bardzo bliski. Mam dużą publiczność i jestem w stanie dotrzeć do szerokiego grona – mówi Cyber Marian.

Więcej na temat kampanii na stronie www.movember.org.pl.

Źródło: movember.org.pl, newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Biopsja jąder. Kiedy ją wykonać i na czym polega?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Pacjenci biorą sprawy w swoje ręce. Szykuje się oddolna walka z projektem zmian ws. in vitro?

Na zdjęciu: Para, pomiędzy nimi dziecięce buciki /Ilustracja do tekstu: Pacjenci nie godzą się na ograniczenie in vitro. Oddolna walka ws. zmian ustawy o in vitro

Zgłoszony przez grupę posłów projekt zmian w ustawie o in vitro spotkał się z miażdżącą krytyką środowisk medycznych. Gorzkich słów pod adresem wnioskodawców nie szczędzą też pacjentki i pacjenci – to ich bowiem najmocniej dotkną postulowane zmiany. Aby wyrazić swój protest przeciwko tym politycznym zakusom, rozpoczęli oddolną akcję wysyłania wiadomości do posłów, którzy złożyli kontrowersyjny projekt w Sejmie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność to stan, który wiąże się z cierpieniem, niepewnością. Stan, który pochłania myśli, zabiera cenny czas, środki finansowe i spokój. Poselski projekt zmian w ustawie o in vitro może niepłodnym parom zabrać jeszcze więcej – nadzieję i szansę na godne leczenie.

Ograniczenie in vitro: atak na naukę i interes obywateli. „W imię czego?”

W opiniach i pytaniach, które od wczoraj mnożą się w internecie i spływają na skrzynki projektodawców, pacjenci przypominają posłom, że reprezentując nasz kraj, powinni również stać na straży interesów osób zmagających się z niepłodnością. Postulując szkodliwe zmiany w ustawie o in vitro, przyczyniają się do wykluczenia społecznego nawet co 4-5 pary w wieku rozrodczym.

„Z niepokojem i zdumieniem przyjęłam informację o projekcie zmian regulacji w sprawie in vitro, które pozbawiają wiele polskich par szans na rodzicielstwo. Jako obywatelka kraju, który Państwo reprezentują, chcę zapytać: jakie – poza osobistymi przekonaniami – intencje stały za powstaniem tego dokumentu? Czyim interesom ma on służyć? Pozbawianie mnie i mojego partnera możliwości wykonania procedury zgodnej ze standardami medycznymi, zatwierdzonej przez gremia naukowe, jest dla mnie rzeczą krzywdzącą i niezrozumiałą. Czy sami zmierzyli się Państwo z problemami, które nas dotykają, by móc za nas decydować o tym, jak mamy się leczyć?” – pytała polityków jedna z naszych czytelniczek.

„Mam za sobą nieudany zabieg in vitro. Konsekwentnie, z trudem zbieram pieniądze na kolejną próbę. Tylko w ten sposób mogę zostać mamą. A Wy na różne sposoby chcecie mnie pozbawić tej szansy: najpierw odbierając dofinansowanie, teraz – szanse na skuteczne leczenie” – pisze inna pacjentka.

„To barbarzyński atak na naukę, która działa, i na nadzieję osób, dla których to jedyna szansa na potomstwo. W imię czego?” – zastanawia się inny internauta.

Z relacji naszych czytelników i czytelniczek wynika, że na podobne działania zdecydowało się więcej osób. Nie wykluczają, że po swoje prawa wyjdą też na ulice.

Kobiety znów wyjdą protestować, a my, mężczyźni, staniemy obok nich. Zrobimy taką manifestację, że odechce się wam decydować o tym, co dla nas dobre!” – pisze do polityków użytkownik Twittera.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Projekt zmiany ustawy o in vitro uniemożliwia skuteczne leczenie i naraża zarodki.. Eksperci: „To wbrew etyce”

Ograniczenie in vitro to naruszenie praw człowieka

Choć medycy nie wróżą projektowi większych szans na dalsze procedowanie, środowiska kobiece, działaczki i działacze społeczni podkreślają, że niedopracowane zapisy tego dokumentu nie powinny uśpić naszej czujności.

– Kolejny już skandaliczny pomysł posła Jana Klawitera, dążący do ograniczenia (a w praktyce zakazu) leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego, jest oczywistym i niepodważalnym naruszeniem praw człowieka wynikających z Konstytucji RP i aktów prawa międzynarodowego – mówi nam Karina Sasin, lekarka, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych, liderka „Sisterhood Network”. – Konstytucyjne prawo do poszanowania życia rodzinnego oraz do opieki medycznej gwarantuje każdemu nieograniczoną możliwość założenia rodziny, w tym kiedy konieczne jest zastosowanie zapłodnienia pozaustrojowego – dodaje.

Z kolei wykluczenie ze względu na niepłodność narusza – według ekspertki – zakaz dyskryminacji.

– Rzeczypospolita Polska ratyfikowała Konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet (CEDAW), która zobowiązuje sygnatariuszy do przestrzegania zdefiniowanych w niej praw reprodukcyjnych. Ich filarem jest uznanie podstawowego prawa wszystkich par i jednostek do decydowania swobodnie i odpowiedzialnie o liczbie, odstępach czasowych i momencie sprowadzenia na świat dzieci, prawa do informacji, dostępu do środków, które to zapewniają, a także prawa do utrzymania najwyższego standardu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Implikuje to również prawo do podejmowania decyzji dotyczących reprodukcji – w sposób wolny od dyskryminacji, przymusu i przemocy. Bezprawność pomysłów posła Klawitera jest w tym przypadku niepodważalna. Naruszają one też liczne postanowienia Karty praw podstawowych UE (m.in. do wolności od tortur i nieludzkiego traktowania, poszanowania życia rodzinnego i prywatnego oraz zakazu wszelkiej dyskryminacji) – podkreśla Karina Sasin.

CZYTAJ TEŻ: Annika Strändhall: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Ograniczenie in vitro to unicestwienie leczenia niepłodności

Projekt ostro skrytykowało także wielu działaczy opozycji.

– Znowu grono ludzi owładniętych ideologią próbuje wkraczać w nasze życie prywatne. Pierwszą decyzją po objęciu władzy przez PiS była likwidacja narodowego programu in vitro, z którego urodziło się 20 tys. dzieci. I teraz poseł Klawiter próbuje wchodzić w nasze życie prywatne. In vitro jest dla ludzi z problemem niepłodności, którzy walczą przez lata o dziecko. A jeden poseł próbuje uregulować to życie, wchodząc z butami do naszych sypialni i na porodówki – komentował z mównicy sejmowej poseł Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia (PO).

– Ileż zła trzeba w sobie mieć, by bronić ludziom chcącym mieć dziecko prawa do szczęścia. Ileż zabobonu trzeba mieć, by w XXI ograniczać dostęp do bezpiecznych procedur medycznych to szczęście dających. Zło, głupota i tępy klerykalizm dziś świecącą triumfy w Sejmie RP – podsumowała gorzko Barbara Nowacka (Koalicja Obywatelska, Inicjatywa Polska) w mediach społecznościowych.

Więcej na temat projektu ograniczenia in vitro w Polsce przeczytasz tutaj.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Miałem być ojcem…”. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Zmartwiony mężczyzna na kanapie. Zakrywa twarz dłonią /Ilustracja do tekstu: Depresja a niepłodność męska /Żałoba mężczyzny po poronieniu
Fot.: Nik Shuliahin /Unsplash.com

Gdy na drodze pary staje poronienie, mężczyzna stara się być silny. Jest podporą dla swojej partnerki, której stan zdrowia i emocje zdają się być w tej chwili najważniejsze. Jednak on też może być w środku zdruzgotany. Tak, on też stracił właśnie swoje marzenia i plany. Przecież za chwilę miał być ojcem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Zarówno moja żona, jak i ja, byliśmy podekscytowani, wchodząc do szpitala na USG w trzecim miesiącu ciąży” – mówi Russell. „Po dwóch latach małżeństwa i dwóch latań starań o pierwsze dziecko, nasze marzenie o byciu rodzicem stawało się rzeczywistością” – dodaje.

Mężczyzna – wciąż będąc w dużych emocjach – pamięta, jak ściskał dłoń żony, gdy oboje wpatrywali się w ziarnisty obraz ukazujący się na ekranie. W chwili, kiedy nagle specjalista przestał mówić i postanowił zawołać lekarza, dezorientacja i przerażenie wyszły na pierwszy plan. Dziecko na ekranie nie poruszało się. Serce Russella znalazło się wtedy gdzieś w okolicach żołądka, ale zachowywał swój strach dla siebie. Żona była wtedy na pierwszym miejscu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wzięła wolne, by uporać się z bólem po poronieniu, pracodawca ją zwolnił. Teraz za to zapłaci

Jego świat

„Pojawiły się medyczne przyczyny i teorie, dlaczego nasze dziecko umarło, ale wszystko, na czym mogłem się wtedy skupić, to Sara, która w zupełnie niekontrolowany sposób szlochała. Desperacko chciałem zatrzymać jej ból. W tym momencie jej psychiczne cierpienie było wszystkim, o co się troszczyłem” – opowiada mężczyzna.

I dodaje: „Od początku było dla mnie jasne, […] że moje emocje muszą być oddelegowane na drugi plan. Nikt nie pytał mnie, czy czegoś potrzebuję, i początkowo było to dla mnie jak najbardziej w porządku”.

On też jednak czuł. On też cierpiał. Jego świat także wywrócił się do góry nogami. I chociaż stereotypowo Mężczyzna nie płacze w trudnych chwilach, to wcale nie oznacza, że jego poronienie także nie dotyka. Owszem, często w trosce o najbliższych bierzemy na siebie ich ból, a własne emocje odkładamy na półkę. Wcale jednak nie równa się to temu, że one na tej półce giną. One ciągle są i niezmiennie czekają na swoją kolej do przeżycia.

„Kiedy pocieszałem zrozpaczoną żonę, świadomie zamykałem swoje własne potrzeby bycia pocieszonym i zaopiekowanym. Za stoicką fasadą pękało mi serce. Chociaż rzadko mówi się o żałobie mężczyzny po poronieniu, to jest ona tak samo odczuwalna jak u matki” – Russell opowiada o swoich doświadczeniach bardzo otwarcie.

I ma rację. Jest to właściwie temat, którego nikt nie porusza. On sam z nikim, oprócz żony, o tym nie mówił. Wracając jednak do dbania o nią, nie chciał dodatkowo „obciążać” Sary jeszcze i swoimi przeżyciami. Co jednak ważniejsze, nikt inny z otoczenia nawet nie zapytał go wtedy o to, co się z nim (i w nim) dzieje. Nikt nie pomyślał, że zatroszczyć się trzeba też i o niego. Nic więc dziwnego, że odczuwał ogromną samotność. Zakładał więc maskę i – udając, że wszystko jest w porządku – wychodził do pracy.

CZYTAJ TEŻ: Większość ciąż kończy się poronieniem.”To nie anomalia. To norma”

Zdjąć zbroję bohatera. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Można zastanawiać się, co jest powodem tego, że mężczyznom z założenia „nie wolno” w pełni okazywać bólu nawet po tak trudnym doświadczeniu jak poronienie. Czy to wymogi społeczeństwa mówiące o tym, że mężczyzna musi być twardy? Czy to przekazywany z pokolenia na pokolenie wzorzec męskości, w którym przestrzeni na dbanie o swoje zdrowie psychiczne nieraz nie ma?

Czy to blokady wewnętrzne i brak swego rodzaju umiejętności do mówienia o emocjach? Zapewne wszystko się tutaj zazębia i każe, już nawet małym chłopcom, zakładać na siebie zbroję superbohatera. Rzecz jasna, to bardzo ważne, że są oni w późniejszym życiu ogromnym oparciem dla swoich partnerek i owszem, to „odłożenie” emocji na bok w wielu momentach jest bardzo dobrym oraz chroniącym nas mechanizmem. Ważna jest jednak świadomość, co się właściwie dzieje. Russell wiedział, że przeżywa smutek, że potrzebuje wsparcia, że poronienie także i jego zdruzgotało, ale nie znalazł w tej sytuacji miejsca na swoje odczucia. Bo czy to miejsce tam w ogóle było?

Dziś Russell i jego żona są szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że lęk, żal, złość, bezradność, które czuli w sobie w czasie, gdy doświadczyli poronień (bo niestety nie było to tylko jedno), ciągle pamiętają. Tak, Russell też. Dzisiaj już jednak świadomie o tych wszystkich emocjach mówi. Rozejrzyjmy się więc dookoła. Może jakiś mężczyzna będzie w stanie zdjąć przy nas maskę twardziela. Bo nikt nie musi zmagać się ze swoim cierpieniem w samotności – nawet największy strongman świata.

Źródło historii: „Daily Mail”, artykuł: “I held my wife as she sobbed at our lost baby. I had to be brave, but inside I crumbled

E-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami” kupisz TUTAJ

Tagi:

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Nadzieja dla mężczyzn z trwałą niepłodnością po leczeniu raka. Odkrycie naukowców daje szansę na ojcostwo

Młody tata przytula dziecko /Ilustracja do tekstu: Dzień ojca /Chemioterapia w dzieciństwie a męska płodność. Nowa strategia zachowania płodności po raku już wkrótce?
fot. Pixabay

Każdego roku nowotwory złośliwe atakują 1,2 tys. dzieci w Polsce. Dziś, dzięki rozwojowi medycyny i nowoczesnym lekom, u większości młodych pacjentów (75-85%) rokowania są pomyślne. Przebyte leczenie onkologiczne może mieć jednak długofalowe skutki dla płodności – nie tylko kobiecej, ale również męskiej. Choć u części młodych mężczyzn, którzy przeszli chemioterapię przed okresem pokwitania, występuje ryzyko trwałej niepłodności, obiecujące wyniki nowych badań dają im nadzieję na przyszłe ojcostwo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Agresywna chemioterapia, stosowana w leczeniu wielu przypadków raka, wykazuje toksyczne działanie na gonady, którego skutki mogą być czasowe lub trwałe. Dzieje się tak, ponieważ cytostatyki (czyli leki stosowane w chemioterapii), niszcząc szybko dzielące się komórki, powodują również uszkodzenie tkanek, w których stale dochodzi do podziałów komórkowych.

W przypadku mężczyzn konsekwencją tego rodzaju leczenia jest uszkodzenie jąder, które hamuje spermatogenezę (produkcję plemników). O ile jednak dorosłym pacjentom medycyna daje możliwość pobrania i zamrożenia nasienia do ewentualnego wykorzystania w przyszłości, młodzi chłopcy, przed okresem dojrzewania, są takiej szansy pozbawieni. Ich jądra nie produkują jeszcze plemników, które można byłoby pozyskać przed rozpoczęciem chemioterapii. Być może wkrótce ten problem uda się rozwiązać.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Oligozoospermia idiopatyczna: czym jest i jak ją leczyć?

Chemioterapia w dzieciństwie a płodność męska. Przełomowe odkrycia

Zespół naukowców związanych z uniwersytetami w Izraelu i Chinach przeprowadził innowacyjne badania, których wynik może być przełomem w opracowywaniu strategii zachowania płodności u młodych pacjentów onkologicznych płci męskiej.

Jak donosi magazyn „Stem Cells and Development”, autorzy badania odkryli, że w jądrach chłopców, którzy zachorowali na raka przed pokwitaniem i byli leczeni gonadotoksycznymi cytostatykami, obecne są spermatogonia, czyli wczesne stadia rozwoju męskich komórek rozrodczych. Na podstawie materiału pozyskanego na drodze biopsji jąder naukowcom udało się wyhodować i wyizolować komórki macierzyste w różnych etapach rozwoju: premejotycznym, mejotycznym i postmejotycznym. Zidentyfikowali także komórki przypominające plemniki, które rozwinęły się z komórek jąder chłopców poddanych chemioterapii.

– Nasze wyniki dowodzą, że w jądrach chłopców, którzy przeszli chemioterapię przed okresem pokwitania, znajdują się biologicznie aktywne spermatogonia. W warunkach laboratoryjnych mają one zdolność rozwinięcia się do różnych stadiów spermatogenezy, w tym do generowania komórek podobnych do plemników – mówi kierujący badaniami prof. Mahmoud Huleihel z Departamentu Mikrobiologii i Immunologii na Uniwersytecie Ben-Guriona w Beer Szewie (Izrael).

CZYTAJ TEŻ: Ciąża po raku piersi. Jak metody leczenia wpływają na płodność?

Zachowanie płodności u chłopców po chemioterapii. Nowe strategie już wkrótce?

Odkrycia naukowców mogą dać szansę na ojcostwo wielu pacjentom, dla których dotąd nie powstały skuteczne metody wsparcia płodności.

– Wyniki tych badań mogą otworzyć drogę do opracowania nowych strategii terapeutycznych umożliwiających zachowanie płodności: u chłopców leczonych onkologicznie przed okresem pokwitania oraz u pacjentów z azoospermią – podkreśla Huleihel.

Źródło: ncbi.nlm.nih.gov, israel21c.org, „Pediatria po Dyplomie” (II 2009)

TUTAJ kupisz e-wersję magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.