Przejdź do treści

Żyjesz tylko tu i teraz

Małe dziecko pochłonięte tropieniem mrówki czy ślimaka; oblizywaniem palców umazanych w czekoladzie; wymyśloną zabawą, której akcja toczy się jego głowie… Dzieci często wydają się oddawać bieżącej chwili. A co dzieje się z nami, dorosłymi?

Kiedy świadomie zwrócimy uwagę na strumień własnych myśli, szybko, i pewnie ze zdziwieniem, zorientujemy się, że rzadko kiedy jesteśmy naprawdę w kontakcie z chwilą obecną. Na ogół albo wybiegamy w przyszłość (planujemy, martwimy się na zapas, cieszymy się umówionym spotkaniem), albo tkwimy w przeszłości (wspominamy, rozpamiętujemy, nie możemy zapomnieć). Wydaje się to o tyle ciekawe, że w ten sposób omija nas bieżący moment, a przecież jest to jedyny czas, którym rzeczywiście dysponujemy (przeszłość już minęła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła).

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co się dzieje, gdy skupimy się na „tu i teraz”? Przede wszystkim nasze doznania stają się intensywniejsze: kolory, zapachy i dźwięki stają się bardziej wyraziste. Zwalniamy, czasem wręcz zatrzymujemy. Proste, codzienne czynności zmieniają swój wymiar: aromat kawy; delikatny meszek brzoskwini; miękkie, ciepłe futro głaskanego kota; nasz własny oddech zwalniający i pogłębiający się tylko dlatego, że zwróciliśmy nań uwagę; gorący piasek pod stopami; zimna woda; ulotna chmura pędzona wiatrem; zapach i brzęczenie nagrzanej słońcem łąki; harmider dźwięków i barw na ruchliwym targu w egzotycznym kraju… Przykłady można mnożyć, bo takich potencjalnie przyjemnych chwil w ciągu dnia jest naprawdę niemało. Zresztą owa koncentracja na momencie, w którym jesteśmy może dotyczyć też zwyczajnych czynności, bodaj krojenia cebuli, czytania gazety czy prowadzenia samochodu.

Kiedy częściej koncentrujemy się na obecności w teraźniejszości, może zwiększyć się nasza uważność zarówno wobec samych siebie, własnych reakcji, doznań fizycznych i uczuć, jak i wobec innych. Dzięki temu może wzrosnąć nasze zadowolenie z życia (przestajemy je przegapiać, możemy adekwatniej reagować na sygnały płynące z organizmu, np. oznaki zmęczenia), relacji (uważniej jesteśmy z drugim człowiekiem), pracy (lepiej się koncentrujemy, a więc jesteśmy bardziej wydajni).

Jednak może też zdarzyć się tak, że takie chwile zatrzymania, szczególnie polegające na skupieniu się na swoim świecie wewnętrznym, swoich myślach i uczuciach, wcale nie będą źródłem spokoju i przyjemności, lecz wręcz przeciwnie – niepokoju i dyskomfortu. To ważna informacja. Można spróbować poświęcić temu chwilę uwagi. Można też sprawdzić, czy podobnie jest w innym momencie; zastanowić się, co się właściwie dzieje; dlaczego bycie ze sobą niepokoi. A może szybkie tempo, duża ilość zadań zaczęły niepostrzeżenie być sposobem na zagłuszenie czegoś płynącego z wnętrza, co budzi lęk albo wstyd? Warto wiedzieć, że dobry kontakt ze sobą – światem uczuć i myśli, własnych mechanizmów funkcjonowania – służy człowiekowi, zwiększa jego satysfakcję z życia, zdolność do tworzenia zdrowych związków z innymi i twórczej, efektywnej pracy. Warto też wiedzieć, że nierzadko trudno jest do siebie trafić samemu i potrzebujemy drugiego człowieka, rozmowy, kontaktu, by móc lepiej siebie poznać, zrozumieć. Może się tak dziać w relacjach intymnych, przyjaźniach, a także powinno w relacji z psychoterapeutą.

Magdalena Kaczorowska-Korzniakow

jest psychologiem, psychoterapeutką i tłumaczem. W swojej pracy terapeuty kieruje się Kodeksem Etycznym PTPP. Prowadzi indywidualną psychoterapię dorosłych i dzieci.

Trudna rozmowa z Bogiem. O in vitro przy konfesjonale

Wnętrze kościoła: ławki i konfesjonał /Ilustracja do tekstu: Spowiedź po in vitro. Czy można otrzymać rozgrzeszenie?
Fot. Pixabay.com

Przedświąteczna spowiedź jest istotna dla wielu praktykujących katolików. Pomaga im w pełni przeżyć czas Wielkiejnocy, a także poprawić relację z Bogiem. Co jednak w sytuacji, gdy wierzymy, ale mamy za sobą zabieg in vitro i boimy się braku rozgrzeszenia? Czy rzeczywiście są ku temu podstawy?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niewątpliwie obawa wiernych, którzy mają za (lub przed) sobą zabieg in vitro, jest uzasadniona. Procedurze zapłodnienia pozaustrojowego przeciwny jest papież Franciszek, a Penitencjaria Apostolska określiła ją jako jeden z grzechów ciężkich (obok m.in. stosowania środków antykoncepcyjnych). Sam temat metod wspomaganego rozrodu poruszany jest przez Kościół katolicki od wielu lat – często bez niezbędnego wyczucia, a nawet odwołania do podstawowej wiedzy medycznej. Biskup Tadeusz Pieronek przed kilkoma laty grzmiał, że rodzice dzieci z in vitro są jak „twórcy Frankensteina”, a ks. Franciszek Longchamps de Berier, członek zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski, wręcz stygmatyzował dzieci poczęte dzięki in vitro, mówiąc, że mają one „dotykową bruzdę”.

Prawo do szacunku

Z doświadczeń naszych czytelniczek i innych internautek wynika, że brak zrozumienia dla delikatnej kwestii, jaką jest decyzja o in vitro po wieloletnich, bezowocnych staraniach o dziecko, cechuje też część spowiedników, a nawet księży chrzczących dzieci. Warto jednak mieć świadomość, że takiej retoryki księża nie mają prawa stosować i wcale nie musimy się na nią godzić.

– Nikt, ani ksiądz, ani żadna inna osoba, nie ma prawa dyskredytowania dzieci, które przychodzą na świat metodą in vitro – podkreślił ks. Kazimierz Sowa, goszcząc w studiu Radia ZET.

Podobnie my nie powinniśmy godzić się na emocjonalne nadużycia podczas spowiedzi.

– Należy pamiętać, że mamy prawo przerwać każdą spowiedź, jeśli jest ona przykra – zwraca uwagę nasza czytelniczka, p. Katarzyna.

Bo chociaż przy konfesjonale role spowiednika i penitenta są odmienne, obu stronom należy się szacunek i godne traktowanie.

– Na gruncie spotkania ludzkiego obaj są braćmi i mają te same prawa i obowiązki wobec siebie: wzajemny szacunek, zrozumienie i życzliwość – pisze jezuita ks. dr hab. Józef Augustyn SJ w kwartalniku „Życie Duchowe”.

POLECAMY TEŻ: Modlitwa o dziecko. Czy modlitwa dla starających się o dziecko może pomóc?

Czemu Kościół uważa in vitro za grzech?

Stanowisko katolickich hierarchów wobec in vitro wynika przede wszystkim z niezgody na tworzenie nadliczbowych zarodków, które towarzyszy części procedur in vitro.

– Jeśli ktoś ma już dziecko z in vitro i przychodzi do mnie z wątpliwościami, to zawsze pytam, co z nadliczbowymi embrionami. Jeśli okazuje się, że są takie, to namawiam wtedy (…) do kolejnej implantacji. To jest coś, co nazywam pokutą pro-life – mówi ks. Andrzej Muszala, krakowski bioetyk, w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”.

Ale – co szczególnie zastanawiające – nawet gdy do zapłodnienia pozaustrojowego zostaną wykorzystane wszystkie zarodki, nie spotka się ono z aprobatą Kościoła. Duchowni podkreślają, że dziecko ma prawo zostać poczęte w naturalnym akcie miłości obojga rodziców.

Problem w tym, że naturalny akt miłości nie pozwala na poczęcie dziecka już co piątej parze – właśnie dlatego decydują się one na in vitro.

Warunki dobrej spowiedzi po in vitro

Czy wybór jedynej dostępnej drogi do biologicznego rodzicielstwa wyklucza z aktywnego uczestnictwa w życiu Kościoła i uniemożliwia otrzymanie rozgrzeszenia? Z pewnością nie. Aby jednak spowiedź po in vitro zakończyła się odpuszczeniem grzechów, wymaga od penitentów spełnienia pięciu warunków. Są to: rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie. Wymóg świadomości popełnianego grzechu i chęci pokuty stawia w najtrudniejszej sytuacji osoby, które podjęły już decyzję o zapłodnieniu pozaustrojowym, ale jeszcze nie przystąpiły do wielomiesięcznej procedury.

 – Jeśli z rozmowy w konfesjonale wynikałoby, że decyzja jest nieodwołalna, kapłan nie może udzielić rozgrzeszenia – z racji złej woli trwania w grzesznym postanowieniu, czyli z powodu braku podstawowego warunku rozgrzeszenia – wyjaśnia ks. Arkadiusz Olczyk, wykładowca teologii moralnej, członek Komisji Bioetyki przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Częstochowie.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Papież Franciszek o in vitro : „eksperymentowanie” i „zabawa” z życiem

Problematyczny żal za grzechy

Inaczej przedstawia się sytuacja par, które są w trakcie procedury in vitro bądź już ją zakończyły. W ich przypadku nie można już mówić o „trwaniu w grzesznym postanowieniu”. Ale samo uznanie in vitro za grzech i wyrażenie żalu, że go popełniliśmy, jest kwestią bardzo problematyczną. Jak można byłoby szczerze żałować poczęcia długo wyczekiwanego potomka?

Przedstawiciele Kościoła spieszą z wyjaśnieniem, że ów żal nigdy nie powinien dotyczyć dziecka – to bowiem uważane jest za dar Boga.

 „Zło polega na tym, że mając prawą intencję, jaką jest pragnienie posiadania dziecka, człowiek sięga po działania, które moralnie są niegodziwe, czyniąc się w ten sposób panem ładu moralnego, co narusza podstawową relację człowieka do Boga” – pisze Krzysztof Gryz w artykule „Rozgrzeszenie po in vitro. Głos w dyskusji”, który opublikowano w czasopiśmie „Teologia i Moralność”. „Może się zdarzyć, że penitent nie okazuje żadnego żalu. (…) W takim wypadku rozgrzeszenie winno być odroczone” – czytamy dalej.

Powyższe zalecenie wydaje się bardzo surowe, zważywszy że na in vitro decydują się pary, które wyczerpały inne drogi prowadzące do biologicznego potomstwa. A przecież sam Bóg miał skierować do człowieka apel: „Bądź płodny i rozmnażaj się” (Rdz 1,28) – a in vitro wielu parom właśnie to umożliwia.

Spowiedź po in vitro? Lepiej bez pośredników

Z powodu krytycznego nastawienia Kościoła katolickiego do in vitro wiele kobiet i ich partnerów czuje się wykluczonych ze wspólnoty kościelnej. Część z nich ma za sobą przykre doświadczenia; inni – w obawie przed nimi – sami rezygnują z kontaktu ze spowiednikiem. Nie oznacza to jednak, że zrywają relację z Bogiem.

„Chodzimy z mężem do kościoła, wiedząc, że nasze miejsce jest raczej w przedsionku niż z przodu, przy ołtarzu. Nie przystępujemy ani do sakramentu pokuty, ani do komunii. Codziennie przepraszamy Boga, że pragnienie dziecka jest silniejsze od posłuszeństwa. Pozostaje pytanie, co dalej z naszym miejscem we wspólnocie? (…) Czy Bóg nam wybaczy, że tak bardzo pragniemy życia, i pozwoli nam zostać u Siebie?” – czytamy we wzruszającym liście, który opublikowano w „Tygodniku Powszechnym”.

Dylematy dotyczące pełnego uczestnictwa w nabożeństwach ma wiele naszych czytelniczek. Część z nich, nie godząc się na wykluczenie, którego dopuszcza się Kościół, decyduje się na symboliczny sakrament pokuty – w postaci bezpośredniej rozmowy z Bogiem.

– Spowiadam się przed Bogiem, nie przed księdzem. Nie potrzebuje rozgrzeszenia od kogoś, kto pracuje w instytucji kościelnej. W Piśmie Świętym nie ma ani słowa o in vitro; to jest wymysł Kościoła. Myślę, że ten u góry trzyma kciuki za nas wszystkich – mówi p. Marta.

Tego samego zdania są inne nasze czytelniczki.

– Jestem w zgodzie ze sobą, przystępując do komunii świętej bez spowiedzi u księdza. Zarówno in vitro, jak i rozwód teoretycznie przekreślają szanse na rozgrzeszenie, ale to kwestia wiary. Ja wiem, że mój Bóg jest miłosierny i że nie żyję w grzechu – pisze nam Sara. – Ważne, by do komunii przystępować z czystym sumieniem – dodaje.

A może… warto spróbować?

Choć kwestia in vitro dzieli duchownych i wiernych, warto mieć świadomość, że nie każdy spowiednik ma do tej niej równie surowe podejście.

– Ktoś w internetowej debacie napisał: „Szanowni księża! Darujcie sobie wypowiedzi na temat in vitro. Wy nie rozumiecie miłości rodzicielskiej”. Tego argumentu ad hominem bym nie lekceważył. Debata o in vitro dotyczy bowiem konkretnych ludzi i ich głęboko ludzkich sytuacji. Czy dramatyczne pragnienie własnego dziecka, które skłania rodziców do podejmowania trudnych i niegwarantujących sukcesu procedur medycznych, nie jest już miłością do upragnionego potomka? – zastanawia się ks. Adam Boniecki, katolicki prezbiter i redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”. – Oby trwający spór o in vitro już nie ranił ludzi i nie przynosił dalszych szkód Kościołowi – apeluje ksiądz.

Podobnie głębokiej refleksji i empatii oczekiwalibyśmy i od innych duchownych. Bo choć in vitro wciąż uważane jest przez Kościół katolicki (jako jedyny z kościołów chrześcijańskich) za grzech, są sytuacje, których nie da się ująć w sztywne ramy instytucjonalnej moralności. Jak mówił zmarły przed dwoma laty ks. Jan Kaczkowski, wymagają one „ciszy i intymności konfesjonału”.

Źródło: Niedziela, Gość Niedzielny, Tygodnik Powszechny, Teologia i Moralność

POLECAMY TAKŻE: Bóg chce in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Stres w ciąży a zdrowie dziecka. Przełomowe odkrycie naukowców potwierdza długoletnią tezę

stres w ciąży a zdrowie dziecka
fot. Pixabay

Naukowcy odkryli właśnie, w jaki sposób stres u ciężarnej działa na mózg płodu. Stres w ciąży a zdrowie dziecka – zobacz najnowsze doniesienia w tym temacie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nowo opracowana technika skanowania pozwoliła naukowcom z Wayne State University na zbadanie aktywności neuronowej u 47 płodów pomiędzy 30 a 37 tygodniem ciąży.

Wszystkie ciężarne biorące udział w badaniu pochodziły z biednych obszarów miejskich. Panie były narażone na działanie silnego stresu i martwiły o swoją  przyszłość.

Zobacz także: Głos matki wpływa na rozwój mózgu dziecka – naprawdę warto rozmawiać!

Stres w ciąży a zdrowie dziecka – długoletnia teoria potwierdzona

Badania te po raz pierwszy pokazały, że dzieci w łonie zestresowanych matek rozwijały się inaczej od swoich rówieśników, których matki nie były narażone na działanie stresu lub chorowały na depresję.

Autorką badań jest Moriah Thomason. Wyniki jej analiz zostały opublikowane w ostatnich dniach na konferencji naukowej w Bostonie i zostały określone jako przełom w neuronauce. Odkrycie zespołu Thomason jest potwierdzeniem długoletniej teorii, której do tej pory nikt nie był w stanie potwierdzić lub obalić.

Już wcześniej naukowcy z Uniwersytetu Calgary w Kanadzie sugerowali, że depresja w ciąży może skutkować  zmianami w mózgach dzieci. Eksperci uważali, że u takich maluchów fragmenty kory mózgowej odpowiedzialnej m.in. za koncentrację były cieńsze. Takie dzieci miały zazwyczaj w późniejszym życiu problemy z nauką i skupieniem.

Zobacz także: Palenie w ciąży wpływa na płodność przyszłych pokoleń

Czy do tej pory się myliliśmy?

Odkrycie Thomason sugeruje również, że mózg człowieka może rozwijać się w innej sekwencji, jaką do tej pory zakładano.

Powszechnie uważa się, że jako pierwsze rozwijają się m.in. ośrodki wzroku, równowagi, a dopiero później pojawiają się systemy bardziej złożone odpowiedzialne np. za reakcję na stres.

Eksperyment Thomason udowodnił, że różnice pomiędzy mózgiem dziecka narażonego na stres a mózgiem „zrelaksowanego” rówieśnika pojawiają się niemal natychmiastowo. Są one najbardziej zauważalne w móżdżku, co sugeruje, że ten obszar rozwija się jako jeden z pierwszych w organizmie płodu.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ruszyła specjalistyczna infolinia dla pacjentów. Informacji udzielą eksperci NGO

Narzędzia lekarskie, karta pacjenta i telefon /Ilustracja do tekstu" Ruszył projekt Łączy nas pacjent. Infolinia dla pacjentów
Fot. Pixabay.com

Rzecznik Praw Obywatelskich we współpracy z największymi polskimi organizacjami pacjentów uruchomił projekt „Łączy nas pacjent”. W jego ramach specjaliści z różnych dziedzin oraz eksperci Rzecznika będą udzielać pacjentom telefonicznych informacji i porad dotyczących możliwości leczenia wielu chorób.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Projekt „Łączy nas pacjent”, który ruszył na początku marca br., ma na celu wsparcie pacjentów w walce z problemami zdrowotnymi, w tym pomoc we właściwej realizacji ich praw. Zaproszenie do wspólnej realizacji tego zadania przyjęły cenione polskie stowarzyszenia pacjenckie.

– Razem z organizacjami pacjentów będziemy mogli działać skuteczniej. Eksperci będą przekazywać informacje zarówno od strony praktycznej, jak i właściwej realizacji praw pacjenta – wyjaśnia Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Porady m.in. dla pacjentów z HPV i nietrzymaniem moczu

W trzecim tygodniu marca na infolinii Rzecznika Praw Pacjenta dyżurować będą przedstawiciele: Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niedoborem Alfa-1 Antytrypsyny w Polsce, Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci Chorych na Padaczkę, Unii Stowarzyszeń Chorych na Łuszczycę, Fundacji StomaLife, oraz Fundacji Urszuli Jaworskiej. W kolejnych tygodniach poradę uzyskają pacjentki i pacjenci zmagający się  m.in. z nietrzymaniem moczu, nowotworami oraz zaburzeniami psychicznymi.

Szczegółowy grafik najbliższych dyżurów przedstawicieli poszczególnych organizacji znajduje się na oficjalnej stronie RPP.

Dodatkowe informacje o projekcie „Łączy nas pacjent” można uzyskać pod numerem bezpłatnej ogólnopolskiej infolinii Rzecznika Praw Pacjenta:  800 190 590, czynnej w dni powszednie w godz. 8.00-20.00.

POLECAMY TEŻ: Starasz się o dziecko? Poznaj prawa, które przysługują kobietom w ciąży!

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Seksproblemy współczesnych 30-latków. Skąd się biorą?

Para w łóżku /Ilustracja do tekstu: Dysfunkcje seksualne 30-latków
Fot. Pixabay.com

30 lat – siła wieku, moment na największy rozwój w życiu zawodowym oraz prywatnym; słowem: high life! Czyżby? Okazuje się, że często bywa dokładnie odwrotnie. Do specjalistów zgłasza się wiele 30-latków, którzy po wyczerpującym i frustrującym dniu kładą się do łóżka, w którym także nie odnajdują satysfakcji.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z danych zaprezentowanych w raporcie „Seksualność Polek. Raport 2016” wynika, że 1,5 miliona mężczyzn i co druga kobieta w Polsce zmagają się z problemem zaburzeń funkcji seksualnych. Mogą one mieć wiele przyczyn – również bardzo poważnych. Specjaliści zwracają jednak uwagę, że wiele przypadków dysfunkcji seksualnych wynika dziś z nienaturalnie szybkiego tempa życia, nieustannego stresu, niedoborów snu i czasu na odpoczynek. Życie w ciągłym pędzie wiąże się zaś ze wspomaganiem organizmu kawą lub napojami energetycznymi oraz ubogą, niezbilansowaną dietą.

POLECAMY TEŻ: Dieta na płodność: wykwintne szparagi czy swojski śledzik? Co dobrze robi komórkom jajowym?

Szybkie tempo życia sprzyja dysfunkcjom seksualnym

– Na podstawie statystyk z placówek dietetycznych wiemy, że posiłki 30-latków są zwykle ubogie w wartości odżywcze, przygotowywane w pośpiechu, przetworzone albo oparte na gotowych daniach typu fast food. W diecie tej grupy wiekowej jest za mało warzyw, zdecydowanie za mało wody, a za dużo tłustych i słodkich przekąsek – wylicza Anna Lisiak, specjalistka dietetyki z Salve Przychodnie w Łodzi.

Ekspertka podkreśla, że takie zaniedbania diety prowadzą do znacznych niedoborów w organizmie, których efektem mogą być m.in. zaburzenia funkcji seksualnych. W diecie współczesnych 30-latków brakuje m.in. odpowiednich ilości witaminy E, która dba o prawidłowe funkcje naczyń krwionośnych i stymuluje wytwarzanie hormonów płciowych. Zapominamy także o dostarczaniu kwasów omega-3, cynku, selenu oraz jodu. A wszystkie te składniki odgrywają bardzo ważną rolę w regulacji gospodarki hormonalnej, a co za tym idzie – wpływają na nasze życie seksualne.

PRZECZYTAJ TEŻ: TSH i zdrowa tarczyca. 5 faktów, które powinnaś znać

Zgubne skutki złych nawyków

Inną przyczyną dysfunkcji seksualnych kobiet i mężczyzn może być siedzący tryb życia. Ponad 8 godzin dziennie spędzamy dziś przed służbowym komputerem, a po wyjściu z pracy wsiadamy do samochodu, który dowozi nas niemal wprost na kanapę. Tymczasem brak aktywności fizycznej negatywnie wpływa na odporność, wydolność, a także libido i sprawność seksualną – i to zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.

ZOBACZ TAKŻE: Chcesz zwiększyć libido? Poznaj 4 przepisy na dania zawierające afrodyzjaki

Ponadto coraz więcej 30-latków, aby rozładować stres towarzyszący pracy, kończy męczący dzień wysokoprocentowym alkoholem. A napoje alkoholowe – spożywane często i w dużych ilościach – mogą prowadzić do uszkodzeń nie tylko wątroby, ale też czynności hormonalnej jąder. Odpowiadają również za spadek poziomu testosteronu w organizmie, utratę popędu seksualnego, zaburzenia erekcji oraz niemożność osiągnięcia wytrysku i orgazmu. Dlatego kluczowa dla zwiększenia satysfakcji z życia intymnego wydaje się zmiana trybu życia i większa dbałość o to, co i jak spożywamy.

Pamiętajmy jednak, że za problemy seksualne odpowiadają też choroby organiczne, wywołane zaburzeniami hormonalnymi, neurogennymi lub sercowo-naczyniowymi, a nawet choroby genetyczne. Dlatego zamiast sięgać po losowe suplementy na witalność i płodność, zróbmy w napiętym grafiku miejsce na wizytę u lekarza i kompleksowe badania.

Źródło: inf. prasowa

POLECAMY RÓWNIEŻ: Problemy z erekcją? Sprawdź, czy ich przyczyną nie jest nadmiar żelaza w organizmie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.