Przejdź do treści

Żyjesz tylko tu i teraz

404.jpg

Małe dziecko pochłonięte tropieniem mrówki czy ślimaka; oblizywaniem palców umazanych w czekoladzie; wymyśloną zabawą, której akcja toczy się jego głowie… Dzieci często wydają się oddawać bieżącej chwili. A co dzieje się z nami, dorosłymi?

Kiedy świadomie zwrócimy uwagę na strumień własnych myśli, szybko, i pewnie ze zdziwieniem, zorientujemy się, że rzadko kiedy jesteśmy naprawdę w kontakcie z chwilą obecną. Na ogół albo wybiegamy w przyszłość (planujemy, martwimy się na zapas, cieszymy się umówionym spotkaniem), albo tkwimy w przeszłości (wspominamy, rozpamiętujemy, nie możemy zapomnieć). Wydaje się to o tyle ciekawe, że w ten sposób omija nas bieżący moment, a przecież jest to jedyny czas, którym rzeczywiście dysponujemy (przeszłość już minęła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła).

Co się dzieje, gdy skupimy się na „tu i teraz”? Przede wszystkim nasze doznania stają się intensywniejsze: kolory, zapachy i dźwięki stają się bardziej wyraziste. Zwalniamy, czasem wręcz zatrzymujemy. Proste, codzienne czynności zmieniają swój wymiar: aromat kawy; delikatny meszek brzoskwini; miękkie, ciepłe futro głaskanego kota; nasz własny oddech zwalniający i pogłębiający się tylko dlatego, że zwróciliśmy nań uwagę; gorący piasek pod stopami; zimna woda; ulotna chmura pędzona wiatrem; zapach i brzęczenie nagrzanej słońcem łąki; harmider dźwięków i barw na ruchliwym targu w egzotycznym kraju… Przykłady można mnożyć, bo takich potencjalnie przyjemnych chwil w ciągu dnia jest naprawdę niemało. Zresztą owa koncentracja na momencie, w którym jesteśmy może dotyczyć też zwyczajnych czynności, bodaj krojenia cebuli, czytania gazety czy prowadzenia samochodu.

Kiedy częściej koncentrujemy się na obecności w teraźniejszości, może zwiększyć się nasza uważność zarówno wobec samych siebie, własnych reakcji, doznań fizycznych i uczuć, jak i wobec innych. Dzięki temu może wzrosnąć nasze zadowolenie z życia (przestajemy je przegapiać, możemy adekwatniej reagować na sygnały płynące z organizmu, np. oznaki zmęczenia), relacji (uważniej jesteśmy z drugim człowiekiem), pracy (lepiej się koncentrujemy, a więc jesteśmy bardziej wydajni).

Jednak może też zdarzyć się tak, że takie chwile zatrzymania, szczególnie polegające na skupieniu się na swoim świecie wewnętrznym, swoich myślach i uczuciach, wcale nie będą źródłem spokoju i przyjemności, lecz wręcz przeciwnie – niepokoju i dyskomfortu. To ważna informacja. Można spróbować poświęcić temu chwilę uwagi. Można też sprawdzić, czy podobnie jest w innym momencie; zastanowić się, co się właściwie dzieje; dlaczego bycie ze sobą niepokoi. A może szybkie tempo, duża ilość zadań zaczęły niepostrzeżenie być sposobem na zagłuszenie czegoś płynącego z wnętrza, co budzi lęk albo wstyd? Warto wiedzieć, że dobry kontakt ze sobą – światem uczuć i myśli, własnych mechanizmów funkcjonowania – służy człowiekowi, zwiększa jego satysfakcję z życia, zdolność do tworzenia zdrowych związków z innymi i twórczej, efektywnej pracy. Warto też wiedzieć, że nierzadko trudno jest do siebie trafić samemu i potrzebujemy drugiego człowieka, rozmowy, kontaktu, by móc lepiej siebie poznać, zrozumieć. Może się tak dziać w relacjach intymnych, przyjaźniach, a także powinno w relacji z psychoterapeutą.

Magdalena Kaczorowska-Korzniakow

jest psychologiem, psychoterapeutką i tłumaczem. W swojej pracy terapeuty kieruje się Kodeksem Etycznym PTPP. Prowadzi indywidualną psychoterapię dorosłych i dzieci.

Moja przyjaciółka jest w ciąży. Co teraz?

moja przyjaciółka jest w ciąży

Znamy statystyki. Te bardziej optymistyczne mówią, że jedna na osiem par zmaga się z jakąś formą niepłodności, inne mówią już o jednej na trzy pary. Nie jest to więc problem marginalny. Co więcej, wiele wskazuje na to, że osób z nim zmagających się ciągle przybywa. Jednak mimo tych alarmujących danych, ciągle jeszcze zasadnicza większość społeczeństwa zostaje rodzicami bez specjalnych kłopotów, decyduje również kiedy i ile razy chce tego doświadczać. Dlatego też niemal każda osoba cierpiąca z powodu niepłodności w którymś momencie musi zmierzyć się z rzeczywistością, w której ktoś bliski, ktoś z kim spędza się dużo czasu lub ktoś kochany – przyjaciółka, siostra, kuzynka – koleżanka – będzie spodziewał się dziecka.

Często są to bardzo trudne doświadczenia. Ciąża w najbliższym otoczeniu wiąże się z zachwianiem systemu wsparcia, którego osoba niepłodna szczególnie mocno potrzebuje. Często jest tak, że system wsparcia jest solidny, ale niezbyt rozbudowany. Powodów jest wiele – niepłodność nie jest częstym tematem rozmów towarzyskich. Można się wstydzić tego doświadczenia, można się obawiać, że niewiele osób je zrozumie. Kiedy więc ciąża pojawia się w wąskim gronie znajomych lub rodziny, może wywołać poważne zmiany.

Dlaczego jest to takie trudne? Co boli szczególnie i jak sobie poradzić? Wiele zależy od wcześniejszych doświadczeń oraz sposobu, w jaki je zinterpretowaliśmy.

Skoro inni mogą, dlaczego ja nie?

Bronimy się przed cierpieniem odsuwając je jak najdalej od siebie. Stąd fantazje, że nieszczęścia „zdarzają się innym”. Coś podobnego dzieje się w przypadku ciąży. O ile zdarzają się one innym ludziom, odległym, znanym z widzenia albo tylko słyszenia, może boleć. Jednak bliski i bezpośredni kontakt z ciążą, doświadczanie tego, że jednak jest możliwa, że zwyczajnie się zdarza, może rodzić również pytania o naturę niepłodności, koszty, które wywołuje, straty, których jest źródłem.

Ale są też pozytywne – nawet jeśli niewidoczne od razu – skutki ciąż, które obserwuje się z bliska. Wokół płodności narasta wiele mitów, promowanych lub wspieranych przez kulturę masową. Widzimy w mediach i filmach szczęśliwe rodziny, cieszące się obecnością i zdrowym rozwojem kilkorga dzieci. Znane osoby informują o kolejnych ciążach po 35 lub 40 roku życia, w kilka tygodni po porodach pozują do zdjęć, pokazując ciało nietknięte ciążą. Mogłoby się wydawać, że rodzicielstwo jest łatwe, szybkie i bezproblemowe. Tymczasem rzeczywistość często bywa zupełnie inna. Można więc z bliska obserwować, jak obciążająca i trudna bywa ciąża, jak wiele zmartwień i niedogodności może ze sobą nieść, jak trudny jest poród i powrót do formy. Ta rzeczywistość może być szczególnie zaskakująca i pomagająca znaleźć perspektywę, jeśli w ciąży jest osoba, która sama doświadczyła jakiejś formy niepłodności.

Bezpieczne tematy

Kiedy bliska osoba zachodzi w ciąży, wiele sprawy staje się wyzwaniem. Jedną z nich są rozmowy, a w zasadzie o czym rozmawiać. Trudność dotyczy obu stron. Dla osoby cierpiącej z powodu niepłodności rozmowy o dolegliwościach ciążowych, rosnącym brzuchu, porodzie czy wczesnym macierzyństwie mogą być niezwykle trudne. Jednak to ważne, żeby ustalić, które tematy są ponad siłę, które są zbyt bolesne nawet jeśli przyszłą matkę darzy się przyjaźnią i przywiązaniem.  Bardzo wiele zależy od tego, jaką historię ma dana para; jeśli ciąża dotyczy siostry, kuzynki czy przyjaciółki z czasów dzieciństwa, zwykle jest jakaś historia, rozwiązane konflikty i trudności. Można na tym budować porozumienie, kiedy jedna z osób zachodzi w ciążę. Jest z czego korzystać.

Jednak fakt, że pewne tematy mogą być bardzo bolesne dla osoby niepłodnej, jeśli ma o nich dyskutować z osobą spodziewającą się dziecka, nie znaczy, że stają się tabu, że należy ich z zasady unikać. Wręcz przeciwnie. Te tematy, jak i moment, w którym się pojawiają, jest ważny. Dobrze jednak znaleźć osobę lub osoby, z którymi będzie można je omawiać w bezpiecznej i nieoceniającej atmosferze.

Bo jak powiedzieć bliskiej, ciężarnej kobiecie, że jej stan sprawia nam ból? Jak pomieścić w sobie żal, smutek, zazdrość i jednocześnie radość i szczęście, że ważna dla nas kobieta spodziewa się dziecka? Jak nie przewracać oczami i nie złościć się słuchając o całodobowych mdłościach czy kolejnej nieprzespanej nocy? Ciąże wyzwalają w ludziach wiele uczuć, często sprzecznych, niespodziewanych, niezrozumiałych. Ale przecież nie tylko ciąża. Wiele osób decyduje się na rodzicielstwo zastępcze. Adopcji również towarzyszy ekscytacja, trudne do ukrycia radosne oczekiwanie. Pojawienie się dziecka, tą czy inną drogą, jakoś zmieni przyjaźń między matką i kobietą ciągle na dziecko oczekującą. Warto o tym pamiętać i być otwartym na zmiany, które muszą się pojawić. A jeśli pewne tematy stają się zbyt trudne, nie unikajmy ich. Szukajmy raczej innych rozmówców.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Położna. 3550 cudów narodzin” ponownie ukaże się nakładem wydawnictwa Muza

Jeannette Kalyta, najbardziej znana polska położna, od lat z niesłabnącym zaangażowaniem dba o to, by kobiety rodziły w poczuciu bezpieczeństwa, a noworodki były traktowane z szacunkiem. Historia jej pasjonującej pracy to ponad trzy tysiące przyjętych porodów, spośród których wybrała i opisała te najbardziej wzruszające i przełomowe. Książka „Położna. 3550 cudów narodzin” ponownie ukaże się nakładem wydawnictwa Muza już 7 czerwca.

Jeannette Kalyta opowiada o ludziach, dzięki którym zdobywała doświadczenie i którzy wpłynęli na jej nieustanne poszukiwania i odkrywanie samej siebie. Jej autobiograficzna książka jest nie tylko wyjątkową kroniką cudu narodzin, lecz także obrazem zmian, jakie zaszły w polskim położnictwie w ciągu ostatnich 30 lat.

To nie są łatwe chwile. Każda z Matek doskonale o tym wie. Ona – Położna Anioł – wie natomiast, co zrobić, by o narodzinach naszych dzieci myśleć jak o cudzie. Jeannette Kalyta zebrała doświadczenia wielu lat pracy w książce, którą czyta się jak znakomitą powieść, choć opartą na faktach, z najprawdziwszymi bohaterami. Wracają wspomnienia, odczucia, emocje. Wraca nieopisana wdzięczność za cud narodzin… 
Paulina Chylewska

Jeannette Kalyta – położna z trzydziestoletnim doświadczeniem zawodowym. Inspiratorka nowatorskich zmian w polskim położnictwie. Mentorka i niekwestionowany autorytet wielu młodych położnych. Jej misją jest, by zawód położnej był wypełniany z intencją wspierania kobiety od momentu narodzin aż do późnej starości. Jest charyzmatyczna, otwarta na drugiego człowieka i zawsze zmotywowana do podejmowania kolejnych wyzwań.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Tęczowe dziecko: „Ciąża po stracie może pojawić się szybko, ale towarzyszące jej emocje, to już zupełnie inna historia”

tęczowe dziecko

Wiele lat temu w pewnej rodzinie urodziło się dziecko. Dziewczynka, zdrowa, w terminie. Rodzina była spora, ale dość typowa jak na tamte czasy – trzech chłopców i dwie dziewczynki. Rosła w poczuciu bycia uwielbianą przez ojca, kochaną przez starsze rodzeństwo i nieustannie pilnowaną przez matkę. Kiedy była dzieckiem, matka nigdy nie spuszczała z niej oka, karmiła ją długą piersią, z opowieści dziewczynka wiedziała, że w niemowlęctwie często była dodatkowo monitorowana przez maszynę mierzącą oddech.

Jej matka mówiła, że dziewczynka nigdy nie płakała. Nie miała powodu. Jej wszystkie zachcianki i pragnienia były spełniane w mgnieniu oka, ale też w miarę możliwości rodziców w tamtych niełatwych ekonomicznie czasach. Była więc postrzegana przez rodzinę jako bardzo grzeczne i spokojne niemowlę, które wyrosło na zadowolone z życia dziecko.

Dziewczynka zawsze wiedziała, że miała starszego brata, który zmarł jako niemowlę. Znała jego imię, często się o nim mówiło w domu, wiedziała, kiedy przypadały jego urodziny. Usłyszała też kilka razy, że „gdyby jej brat nie zmarł, jej by nie było”. Nie zostało to jednak nigdy powiedziane bezpośrednio do niej, usłyszała rozmowy rodziców i starszych braci. Kiedy dzieci w szkole opowiadały o swoich rodzinach, ona również mówiła o swoich rodzicach i rodzeństwie. Także tym, które zmarło przed jej narodzinami, informując jednocześnie mocno zaskoczonych kolegów, że ona „urodziła się dlatego, że zmarł jej brat”.

Śmierć, odchodzenie, strata…

Temat śmierci zawsze był obecny w jej życiu, podobnie jak poczucie winy. Im była starsza, tym bardziej jasne było dla niej, jak wielkie poczucie winy miała jej matka, kobieta gorliwie wierząca, przekonana, że śmierć dziecka była karą za stosowanie antykoncepcji. Kiedy dziewczynka trochę podrosła policzyła, że jej rodzice byli bardzo młodzi, kiedy zmarł ich syn. Ona natomiast urodziła się dlatego, że jego zabrakło w dramatycznych okolicznościach. Rosła więc w przekonaniu, że powinna zrobić w swoim życiu coś nietuzinkowego, zostać kimś wyjątkowym.

Były wiec fantazje o misjach, medycynie uprawianej gdzieś w ubogich rejonach świata, było pragnienie możliwie najlepszych ocen, które przyniosłyby rodzicom dumę z niej. Ale to często się nie udawało. Nie była wybitnie uzdolniona, ciężka praca też nie zawsze przynosiła zamierzone efekty. Rosło więc poczucie winy i wstydu. Z czasem pojawiła się depresja, poczucie bycia niewiele wartą, zajmującą nie swoje miejsce. Ilekroć jednak myślała o tym, dlaczego tak się czuje, nie znajdowała żadnego uzasadnienia. Przecież nikt nigdy nie powiedział nic wprost, rodzice byli bliscy i wspierający. Dopiero w terapii, a i to nie od razu, zaczęła łączyć fakty. To, co było częścią jej życia, co nie było żadną tajemnicą, miało jednak na nią wpływ. Czy była to sama śmierć dziecka, czy bardziej trauma młodych rodziców, którzy nie mieli szans przepracować żałoby? Można się zastanawiać.

Tęczowe dzieci

W tamtych czasach nieznane było pojęcie „tęczowych dzieci”.  Jednym ze sposobów radzenia sobie ze stratą była właśnie kolejna ciąża. O „tęczowych dzieciach” mówi się od niedawna, choć sama sytuacja jest znana od zawsze. „Rainbow baby” to dziecko, które rodzi się krótko po śmierci innego dziecka: w niemowlęctwie, poronieniu lub po narodzinach martwego dziecka. Nazwa „tęczowa” wiąże się z tęczą, która przychodzi po burzy. Sugeruje więc szczęśliwe zakończenie po bardzo trudnym, dramatycznym nawet ciągu wydarzeń.

Zakończenie, choć wyczekiwane i radosne, nie jest łatwe do osiągnięcia. Ciąża po stracie może pojawić się szybko i bez większego wysiłku, ale emocje, które jej towarzyszą, to już zupełnie inna historia. Wiele kobiet, które jej doświadczyły mówi wręcz, że normalna ciąża po stracie nie jest możliwa. Trudno się cieszyć i być podekscytowanym, kiedy skupia się na każdym, najdrobniejszym objawie. Kobietom w ciąży po stracie towarzyszy nie tylko lęk, ale również poczucie winy, wynikające z tego, że znowu są w ciąży, że „zapomniały” o tamtym dziecku, że po prostu próbują żyć dalej i być szczęśliwe. Czasami ma to również bardzo praktyczny wymiar; mają rzeczy przygotowane lub nawet używane przez dziecko, którego już nie ma. Czy mają więc prawo z nich korzystać? Czy trzeba wszystko wymienić, a jeśli tak, to czy nie potwierdza to tezy, że utracone dziecko zostało zbyt szybko zapomniane? Pytań i wątpliwości może być wiele.

Również otoczenie może uznać, że kolejna ciąża rozwiązuje problem. Inni z kolei uznają, że pojawia się dziecko- zastępstwo, że za szybko, że nie ten moment. A w rodzicach może to z kolei uruchamiać nieświadome lęki i wątpliwości.

Przeżyć i kochać

Rodzicielstwo po stracie może wydawać sprawą oczywistą, być może nawet dla niektórych rodziców problem jest sztuczny. Przecież każde dziecko traktowane jest w wyjątkowy, niepowtarzalny sposób. Również te, którą rodzą po stracie. Jednak siła i jakoś emocji doświadczanych podczas śmierci dziecka lub straty ciąży jest niebanalna, a żałoba konieczna. I w żałobie właśnie leży zasadnicze źródło zdrowienia. Nieprzeżyta żałoba, zaprzeczone cierpienie związane ze stratą rzeczywiście może doprowadzić donie zamierzonego przecież obciążania kolejnego dziecka własnymi emocjami.

Również wielu dorosłych nie jest świadomych tego, że pojawiło się „w zastępstwie” za kogoś. Czują, że żyją w czymś cieniu, bywają porównywani do zmarłego dziecko, słyszą że urodzili się, ponieważ inne zmarło. Albo też starają się nie zawieść za wszelką cenę, być idealni, wszystko robić perfekcyjnie.

Narodziny to powód do radości i celebracji, ale czasami przebiegają w cieniu tragedii. Wtedy trzeba dokonać niezwykle trudnej sztuki pogodzenia uczuć związanych ze stratą i z początkiem. Znaleźć sposób na pamiętanie, które nie obciąża.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Czy adopcja jest dobrą opcją? – rozmowa z dr Agnieszką Regulską

adopcja

Zagadnienie adopcji rodzi szereg pytań. Na wiele z nich odpowiedziała nam Agnieszka Regulska, doktor nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki

Czy adopcja jest dobrą opcją?

Zdecydowanie tak. O rodzicielstwie nie świadczy bowiem jedynie fakt biologicznego poczęcia, ale miłość do dziecka, zaangażowanie w jego wychowanie, traktowanie go podmiotowo, a nie przedmiotowo. To zadanie na wiele lat, czego trzeba być świadomym przed podjęciem decyzji o adopcji. Należy spodziewać się zarówno pozytywnych, jak i negatywnych konsekwencji, które niejednokrotnie mogą nas zaskoczyć. Pamiętajmy chociażby o doświadczeniu przez dziecko negatywnych postaw w środowisku pochodzenia. W momencie adopcji nikt nie „wykasuje” jego wcześniejszych problemów, nikt nie wymaże jego przeżyć. Z tym trzeba będzie się dojrzale zmierzyć. I najważniejsze – adopcja ma być przede wszystkim odpowiedzią na potrzeby dziecka, a dopiero w dalszej kolejności przysposabiających, o czym wielu dorosłych niestety zapomina.

Pomówmy o genach, o osobowości dziecka. Wielu z nas obawia się adopcji właśnie dlatego, że spodziewamy się najgorszego.

Jestem pedagogiem i mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że na osobowość dziecka wpływa bardzo wiele czynników, nie tylko dziedziczenie. Czynniki genetyczne są modyfikowane przez środowisko, w którym człowiek się wychowuje (zarówno to najbliższe – rodzice, rodzeństwo, jak i dalsze – koledzy, nauczyciele). W pedagogice mówimy jeszcze o czynnikach osobowościowych, czyli indywidualnych cechach i predyspozycjach, np. asertywność albo pewność siebie bądź przeciwnie – konformizm, uległość. Wszystkie te czynniki oddziałują na nas przez całe życie. Czynniki genetyczne z pewnością nie są dominujące.

Nie decydujemy się na adopcję w obawie przed reakcjami społecznymi. Zgadza się pani z tym stwierdzeniem?

Nie wydaje mi się, aby tego rodzaju obawy mogły być najważniejszym czynnikiem stawiającym adopcję pod znakiem zapytania. Jeśli w pełni świadomie zdecydowaliśmy się na ten krok, reakcje społeczne nie mogą nas powstrzymywać. Poza tym chcę podkreślić, że adopcja nie ma w społeczeństwie negatywnych konotacji. Raczej podziwiamy osoby, które zdecydowały się na przyjęcie niespokrewnionego dziecka.

Czasem słyszą one jednak od najbliższych: „Nie wiadomo kogo masz w domu, co z niego wyrośnie, a może to będzie alkoholik, narkoman, okradnie cię albo zamorduje”…

Adoptując niemowlę, nie powinniśmy się tego obawiać. Oddziaływania wychowawcze rozpoczynamy „od początku”, zatem to rodzice adopcyjni będą mieli decydujący wpływ na funkcjonowanie społeczne dziecka. Wiele zależy od tego, czy będzie ono kochane, akceptowane, dobrze traktowane. Problemy, o których pani mówi, mogą się pojawić natomiast, jeśli zdecydujemy się na przykład na adopcję nastolatka. Zasadnicze zręby jego osobowości zostały już ukształtowane.

Na niepłodność w Polsce cierpi ok. 1,5 mln par. Dlaczego tak niewiele z nich decyduje się na adopcję?

Jest to splot różnych czynników. Poczynając od tych związanych z niezrozumieniem istoty adopcji, a kończąc na decyzji o życiu bez dzieci, co trzeba uszanować. Brak potomstwa nie przekreśla szans na spełnione życie, na realizację siebie i szczęście.

Czy to prawda, że samotne kobiety często otrzymują bardziej chore, obciążone dzieci?

Nie mam informacji, aby samotne matki z zasady były gorzej traktowane przy adopcji. To pod kątem potrzeb dziecka weryfikuje się aktualnych kandydatów. Wybiera się takich, którzy najpełniej zabezpieczą potrzeby dziecka. Pamiętajmy, dziecko nie może być traktowane przez nowych rodziców jak ich wymarzony „projekt”.

Czy dziecko powinno wiedzieć, że jest adoptowane?

Każdy z nas ma prawo do wiedzy o swoim pochodzeniu, tożsamości. Zatajenie faktu adopcji jest równoznaczne z okłamywaniem dziecka w najbardziej fundamentalnych kwestiach. Również od strony formalno-prawnej dopuszcza się udostępnienie dziecku – kiedy osiągnie pełnoletniość – utajnionego aktu urodzenia, czyli tego, w którym wpisani są rodzice biologiczni – może poznać ich personalia, nawiązać kontakt. Te spotkania często kończą się niestety rozczarowaniem.

Są też względy psychologiczne i pedagogiczne. Już w trakcie przygotowań do adopcji kandydaci uczeni są, kiedy i jak informować dziecko o fakcie adopcji. Dobrym momentem na rozpoczęcie rozmów na ten temat jest już okres wczesnoprzedszkolny. Co bardzo ważne, w żadnym wypadku nie należy przekazywać dziecku negatywnych informacji o rodzicach biologicznych, to dostarczyłoby mu jedynie niepotrzebnych cierpień. Jeśli otoczymy dziecko miłością, damy mu poczucie bezpieczeństwa, łatwiej będzie mu poradzić sobie ze zrozumieniem i akceptacją takiej formy rodzicielstwa.

Czy w pierwszej fazie po adopcji rodzice mogą liczyć na szczególne wsparcie?

Rodzina adopcyjna jest traktowana tak jak każda inna. Ma takie same prawa do wszystkich form poradnictwa rodzinnego, pomocy socjalnej, finansowej jak rodzina naturalna. I na tych samych zasadach rozliczana jest z ewentualnych zaniedbań. Wiele ośrodków adopcyjnych wspiera nowe rodziny w początkowych okresach ich funkcjonowania. Od opieki po adopcji ważniejsze jest właściwe przygotowanie kandydatów.

Jakie dostrzega pani problemy w polskim prawie adopcyjnym?

Adopcja jest procedurą sądową i wiąże się z tym problem zbyt długiego weryfikowania sytuacji prawnej dziecka, wskutek czego postępowania adopcyjne toczą się nieraz latami. To jedno. Kolejna kwestia to przygotowanie kandydatów. Tu oczywiście pewnych rzeczy nie można przyspieszyć. Wyobraźmy sobie takie sytuacje jak zaburzenia psychiczne – czasem zaświadczenia, które przedstawiają kandydaci, nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Ważny jest więc kontakt […]

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego