Przejdź do treści

Życie w trójkącie, czyli rodzice + dziecko + rodzice

fotolia-91156083-xs.jpg

Wiesz, że ktoś twoje dziecko urodził. Przecież nie ty. Zatem ktoś je też począł. Nie wy. Zatem przyszło do ciebie dziecko z innej krwi i kości. Mówią o tym w ośrodku adopcyjnym. Ćwiczysz rozmowy z dzieckiem o jego korzeniach biologicznych. Słyszysz o trójkącie adopcyjnym. Wy – rodzice adopcyjni, wasze adoptowane dziecko i oni – rodzice biologiczni. Co to znaczy żyć codziennie w takim trójkącie?

Oczywiście, że to nie jest tak, że w każdej sekundzie każdego dnia myślisz jako rodzic adopcyjny, o tym konkretnym rodzicu biologicznym. To nawet nie jest tak, że myślisz w ogóle o tym, że jest jeszcze rodzic biologiczny. Sama miewałam momenty, w których na pytanie jak urodziłam córkę, zastanawiałam się czy ja rodziłam ją naturalnie czy przez cesarkę? Żeby dopiero po kilku sekundach wykrzyknąć „Ja ją adoptowałam!” Rodzice biologiczni nie wkraczają do twojego domu, nie rozmawiają z tobą ani z twoim adoptowanym dzieckiem. Nie współdecydują, nie dzwonią, nie piszą. Nie widzisz ich, prawie we wszystkich wypadkach nie masz nawet ich zdjęcia, ani wiedzy jak wyglądają.

Po co w takim razie mówi się o jakimś trójkącie? Bo on faktycznie jest. Do tego jest bardzo ważny i chociaż milcząco, to jednak wywiera ogromny wpływ na to jak będzie w przyszłości twoje dziecko traktowało siebie. Na początku waszej wspólnej drogi rodzinnej, trójkąt istnieje bardzo mgliście, właściwie go nie widzisz i nie pamiętasz o nim. On jednak jest w Twoim dziecku. W historii jaka z nim przyszła do Twojej rodziny.

Ważna jest postawa rodziców adopcyjnych wobec pochodzenia ich dziecka oraz faktu, że ono ma swoją historię życia, którą należy uszanować. Dziecko adoptowane jest nierozerwalnie związane z biologicznymi rodzicami. W sensie biologicznym i mentalnym oczywiście, a nie w sensie prawnym.

Z szacunku do historii swojego dziecka warto znaleźć miejsce na szacunek i mentalną obecność jego rodziców biologicznych w swojej rodzinie. Wiadomo, że znacząca większość dzieci adoptowanych chce w przyszłości poznać swoje korzenie i dowiedzieć się jak najwięcej o rodzinie biologicznej.

Pokusa wymazania rodziców biologicznych z pamięci zarówno dziecka, jak i swojej jest dość duża. Jednak warto, choć początkowo nie jest to łatwe, pogodzić się z ich obecnością, znaleźć pozytywne strony faktu ich istnienia i wychowywać dziecko bez lęku, że kiedyś zechce ich bardziej niż nas. Być może zechce ich poznać, ale jeśli dostało szczerą miłość, zaufanie i prawdę od rodziców adopcyjnych, to poznanie biologicznych korzeni może wzmocnić więzi z rodzicami adopcyjnymi jeszcze bardziej i wzbogacić je psychicznie.

To jak będziesz traktować w myślach rodziców biologicznych wpłynie na poczucie wartości twojego dziecka. Szanujesz ich, szanujesz ten kawałek dziecka, który od nich pochodzi, zatem akceptujesz dziecko „w całości”. Nigdy nie wiesz kiedy wypłynie temat rodziców biologicznych, w jakich sytuacjach czy rozmowach. Już w trakcie procedury adopcyjnej pojawia się szansa na przećwiczenie „na sucho” jak to będzie. Potem w miarę rozwoju twojego dziecka i was jako rodzinny budujesz w sobie otwartość na coraz bardziej wyraźne istnienie tego trójkąta. Od mentalnej do werbalnej. Przychodzi czas rozmów, dziecko zapyta, co wtedy odpowiesz, jak go poprowadzisz, co pokażesz swoją postawą? Dziecko pyta o korzenie biologiczne, bo jeśli się nie zna swoich korzeni, to brakuje fundamentu do budowania swojego życia. Wiedza o swojej biologicznej rodzinie pomaga mu określić własną tożsamość. Trzeba zachować dystans do tych pytań i absolutnie nie traktować ich jako wycenę wartości swojego rodzicielstwa. Dziecko nie pyta o rodziców biologicznych, żeby porównać ich do rodziców adopcyjnych, ale dlatego, że poszukuje informacji. Jeśli nauczyłeś się akceptować mentalną obecność rodziców biologicznych, teraz możesz w sposób naturalny podejść do rozmowy o nich ze swoim dzieckiem.

Akceptacja, a najlepiej postawa szacunku wobec biologicznych korzeni dziecka, to doskonały fundament wychowywania go w szacunku do rodziców adopcyjnych. Trójkąt adopcyjny jest faktem, rodzice adopcyjni funkcjonują w nim od momentu pojawienia się adoptowanego dziecka w rodzinie. Czy pokazywać dziecku, że jego matka była alkoholiczką i była nieudolna w wychowywaniu i na szczęcie odebrano jej dziecko? Czy lepiej pokazać, że chociaż nie była w stanie wychowywać, to jednak urodziła i dała szansę tobie i dziecku na nowe życie i budowanie wspólnego szczęścia. Prawda jest podstawą funkcjonowania w trójkącie, nie ma co do tego wątpliwości. Ale ważny jest też sposób przedstawiania tej prawdy, i nasz osobisty stosunek do tego o czym mówimy.

Gdy pojawią się pierwsze pytania, postaraj się wesprzeć dziecko w poszukiwaniach dostarczeniem informacji, jakich potrzebuje. Nie musisz mówić mu całej historii i zakamarków sytuacji jego rodziny biologicznej. Wystarczy, jeśli krótko i rzeczowo odpowiesz na pytania, które usłyszysz.

Zawsze w rodzicach adopcyjnych jest zakodowany lęk konfrontacji z tą sytuacją, z rodzicami biologicznymi. Nie obawiaj się tego lęku, to normalne, że go odczuwasz. Najważniejsze w tym momencie jest przekazanie jasnego komunikatu: kocham cię i dlatego pomogę ci zmierzyć się z tą sytuacją, kocham cię i dlatego rozumiem, że chcesz to wiedzieć. Przecież jako rodzic twojego dziecka, masz wystarczająco mocne argumenty, żeby myśleć pozytywnie o istnieniu jego rodziców biologicznych. Bez nich nie byłoby Twojego dziecka na świecie. Bez nich nie byłabyś szczęśliwym rodzicem. Bez nich nie spełniłoby się Twoje marzenie o dziecku.

Twoja otwartość na życie w trójkącie będzie musiała się zwiększać. Przyjdzie czas fizycznej konfrontacji. Jeśli rodzic podążał za dzieckiem w jego poznawaniu biologicznych korzeni z szacunkiem do jego biologicznych rodziców, ten moment będzie prostszy. Co nie oznacza, że będzie łatwo go przeżyć.

Mam świadomość, że rodzice biologiczni gdzieś są, prowadzą swoje życie, być może nie myślą o moim dziecku w ogóle, a być może mają go w swojej głowie tak jak ja mam ich w swojej, być może stale noszą je w sercu.

Ja nie potrzebuję ich spotkać. Choć w miarę dorastania dzieci poczułam ciekawość jak wyglądają. Czy cechy zewnętrzne mojego dziecka „pasują” do któregoś z jej biologicznych rodziców? To naturalne, że mam takie myśli. Tak samo naturalne jak chęć adoptowanych dzieci do spotkania z rodzicami biologicznymi.

———————————————————————–
 Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

co jeść przed i po transferze

Transfer zarodków jest jednym z ostatnich elementów leczenia in vitro. Najczęściej odbywa się 3 dni po pobraniu komórek jajowych. Wokół tego szczególnego etapu pojawia się wiele pytań, które mają na celu zwiększenie skuteczności terapii. W końcu jeśli można lepiej o siebie zadbać, dlaczego tego nie zrobić? Jednym z komponentów wsparcia leczenia jest żywienie.

Zadaliśmy pytanie specjalistce:

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

„Należy ograniczyć kofeinę, laktozę, gluten, ostre przyprawy, cukry proste. Zaleca się spożywanie dużej ilości płynów (ok. 2 litry dziennie) oraz wysokobiałkową, dobrze zbilansowaną dietę” – odpowiedziała nam dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Żywienie – warto o nie dbać

Przede wszystkim należy podkreślić, że zbilansowana dieta ważna jest nie tylko w czasie około transferowym, ale podczas całego okresu starań o ciążę. Nawiązując do wypowiedzi ekspertki postanowiliśmy przybliżyć konkretne zagadnienia:

Dieta bez glutenu

Brak tolerancji glutenu, czyli białka znajdującego się np. w pszenicy, jest cechą charakterystyczną choroby zwanej celiakią. Jest to choroba immunologiczna, która może wiązać się także z innymi objawami, związanymi m.in. z układem rozrodczym. „Związek pomiędzy płodnością i celiakią nadal zastanawia lekarzy, tak samo jak unikanie glutenu w staraniach. Stephanie M. Moleski z Thomas Jefferson University Hospitals w Filadelfii odkryła jednak, że chore na celiakię częściej borykają się z niepłodnością, komplikacjami w ciąży i rodzą mniej dzieci niż kobiety zdrowe. Schorzenie zwiększa też ryzyko poronień, przedwczesnego porodu i wymusza cesarskie cięcie. Portal Furtherfood.com pisze jeszcze o innych, równie niepokojących wynikach badań. Te wskazują, że nadwrażliwość na gluten wiąże się z brakiem miesiączki, endometriozą czy niską wagą noworodków” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Kofeina

Badania wskazują, że zbyt duże spożycie kofeiny utrudnia nie tylko zajście w ciążę, ale i jej utrzymanie. Co więcej, okazuje się, że nie jest to tylko kwestia spożyci kofeiny przez przyszłą mamę, ale też jej partnera.

W jednym z badań analizie poddano 344 pary, które były w ciąży. „Wnioski były zatrważające – 98 zakończyło się przerwaniem, a to połączono z sięganiem po kofeinę przynajmniej trzy razy dziennie. Ryzyko utraty płodu rosło aż do ponad 70 proc.” – pisaliśmy >>KLIK<<. Jeśli zaś chodzi o zmniejszenie prawdopodobieństwa zajścia w ciążę, inny eksperci wskazują, iż kofeina: „obniża aktywność mięśni w jajowodach, których zadaniem jest przemieszczenie jajeczek z jajników do macicy„. Stąd też pojawiają się wnioski mówiące o dłuższym czasie, jakiego kobiety spożywające duże ilości kofeiny, potrzebują na zajście w ciążę. Pamiętajmy przy tym, że kofeina to nie tylko kawa, ale też herbata, kakao, cola.

Dietetyczne wskazówki

Wspomniana już wyżej dieta wysokobiałkowa (istotne jest spożywanie co najmniej 60-70 g białka dziennie) pomoże organizmowi produkować zdrowsze komórki jajowe, ale wpłynie także na większą ich ilość. Skąd czerpać białko? Chude mięso i ryby, fasola, soczewica, tofu, jajka.

Warto też pamiętać o żywności, która bogata jest w wapń. Znajdziemy go m.in. w jogurtach, migdałach, serach, czy warzywach takich jak rzepa, czy szpinak.

Podstawą jest również odpowiednie nawodnienie: „Zaleca się picie 2 litrów płynów dziennie, co pozwoli utrzymać odpowiednie nawodnienie organizmu, dzięki czemu szanse na udany zabieg wzrosną” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Zobacz też:

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Bezpłatne warsztaty psychologiczne w klinice VitroLive

klinika vitrolive

Klinika VitroLive ze Szczecina serdecznie zaprasza wszystkie osoby zainteresowane rozwojem osobistym na autorskie warsztaty psychologiczne pt. „Wakacje – czy to dobry czas na starania o dziecko?”.

Spotkanie prowadzone będzie przez doświadczonego specjalistę kliniki VitroLive – Darię Terlikowską. Warsztaty potrwają ok. 2 godzin i zawierać będą w sobie część merytoryczną oraz ćwiczeniową.

Warsztaty odbędą się 31 lipca w godzinach 10.30 – 12.30 w Klinice VitroLive przy al. Wojska Polskiego 103 w kameralnym gronie umożliwiającym indywidualny kontakt z prowadzącymi.

Uczestnictwo w spotkaniu jest bezpłatne, jednak obowiązuje na nie wcześniejsza rejestracja przez formularz dostępny TUTAJ . Nie trzeba być pacjentem kliniki, by wziąć udział w warsztatach. O uczestnictwie decyduje kolejność zgłoszeń.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

6 rzeczy, o których wiedzą tylko niepłodni

niepłodni

Nikt się tego nie spodziewa. Przez lata większość dorosłych zastanawia się, jak uniknąć ciąży i kiedy wreszcie są gotowi na rodzicielstwo, niektórym się to nie udaje. Ironia losu. I nagle brutalnie przechodzą ze świata zdrowych, płodnych i mających kontrolę  nad własnym ciałem w rzeczywistość pacjentów dotkniętych przewlekłą chorobą. Zyskują wiedzę, którą trudno się podzielić z kimkolwiek, ponieważ odczuwa się wstyd oraz obawę, że nikt nie zrozumie, o ile sam tego nie przeszedł. I rzeczywiście, osoby nie mające osobistego doświadczenia niepłodności mogą nie wiedzieć jak zareagować na zwierzenia bliskich nawet osób. Mogą nie wiedzieć tego, co jest codziennością osób niepłodnych.

1. Za te pieniądze można kupić samochód.

Albo przyzwoicie wyposażyć mieszkanie, nauczyć się nowego języka lub kilkukrotnie pojechać na wakacje. Co kto lubi.  Leczenie niepłodności jest bardzo kosztowne. Wiele par musi podchodzić do kilku procedur po kilka razy. Mniej inwazyjne i w związku z tym tańsze metody, takie jak inseminacja, mają też znacznie niższą skuteczność, dlatego trzeba kilku prób.

Do tego dochodzą koszty dojazdów, dni wolnych w pracy, nieplanowanych wizyt. Taka jest rzeczywistość na całym świecie, dlatego też wiele krajów refunduje, przynajmniej częściowo, koszty leczenia. Jest to wydatek, na który trudno pozwolić sobie żyjąc z przeciętnej pensji.

Ponoszone koszty, brak pewności połączony z relatywnie niewielką i zależną od wielu czynników skutecznością leczenia niepłodności może silnie odbijać się na samopoczuciu osób leczących się. Leczenie niepłodności jest specyficzną sytuacją, ponieważ nie jest procedurą ratującą życie, trudno nawet mówić, że ma poprawić jego jakość. A jednocześnie dotyka najbardziej fundamentalnych potrzeb i praw człowieka – prawa do bycia rodzicem. Nie można tego wycenić, a jednocześnie rzeczywistość finansowa może stanąć na drodze do dziecka. Bardzo niewiele wiemy na temat sytuacji osób, których zwyczajnie na leczenie niepłodności nie stać.

2. Okienka czasowe

Czas jest w leczeniu niepłodności jest podstawą. Nie można przełożyć wizyty, nie można w innych dniach zrobić usg jajników niż te wyznaczone, nie można zapomnieć wziąć dawki leku, ponieważ może to wpłynąć na cały proces leczenia. Trzeba być bardzo uważnym na symptomy płynące z ciała podczas stymulacji, ponieważ zignorowanie niektórych może mieć bardzo poważne konsekwencje. To ma, oczywiście, przełożenie na jakość codziennego życia.

3. Rozczarowania

Najbardziej bolesny element rzeczywistości osób niepłodnych. Niezależnie od tego, czy jeszcze starają się naturalnie, czy podjęli już leczenie, czeka ich szereg rozczarowań. W zasadzie stają się one normą. Wprawdzie kobiety do 35 roku życia mają nawet 40% szans na powodzenie procedury in vitro, ale już u kobiet po 40 roku życia szansa na spada do zaledwie 11%. Również droga do rozpoczęcia leczenia prowadzi przez kilka lub nawet kilkadziesiąt comiesięcznych rozczarowań.

Jednocześnie osoby długo starające się o dziecko często bombardowane są „dobrymi radami” i historiami ze szczęśliwym zakończeniem. Może to być pomocne, można tego typu uwagi bliskich odbierać jako wyraz troski i wsparcia, ale też bywa to bardzo irytujące. Zwłaszcza wskazówki z serii: wyluzuj, jedź na wakacje lub Kowalscy adoptowali, a rok później urodziło się im biologiczne dziecko. Można zbadać, ile par po adopcji staje się również rodzicami biologicznymi, jednak takie badanie nie miałyby żadnej wartości, poza statystyką. Bo przecież adopcja nie jest lekiem na niepłodność.

4. Emocjonalna huśtawka

Krótko po rozpoczęciu cyklu kobieta lecząca się z powodu niepłodności zaczyna brać leki. I rozpoczyna się czekanie. I nadzieja, modlitwy, zaklinanie rzeczywistości. Nadzieja na to, że w tym cyklu, ta inseminacja, to in vitro w końcu się powiedzie. I tak przez kilka lat. Niezwykle męcząca i obciążająca emocjonalnie sytuacja.

5. Ból fizyczny

Leczenie niepłodności boli. Tak zwyczajnie, fizycznie. Bolą miejsca po wkłuciach, bolą mięśnie, zmaltretowany brzuch, bolą jajniki, ból może pojawić się po pobraniu komórek jajowych. Ból fizyczny połączony z emocjonalną jazdą na kolejce górskiej może być bardzo trudny do wytrzymania, tak dla kobiety, jak i jej otoczenia.

6. Ciąże wokół

Niepłodność nie zatrzymuje życia, przynajmniej tego na zewnątrz. Niezależnie od tego, jak bardzo cierpią osoby niepłodne, z jakimi problemami się mierzą i jak bardzo czują niesprawiedliwie traktowane przez los, inni ludzie zostają rodzicami. Często ciąże wokół nas w jakiś sposób są poruszające, ale kiedy czeka się na własne dziecko, stają się zwyczajnie bolesne. Nawet kiedy życzy się przyszłemu rodzicowi jak najlepiej.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Ciało w twoich rękach. Dowiedz się, jak osiągnąć równowagę psyche i some

Twarz, ręce i stopy to ważne obszary refleksologiczne! To właśnie na ich powierzchni występują receptory, które stymuluje się podczas refleksologii. Zapewne słyszeliście już o najpopularniejszych jej formach, czyli terapii twarzy czy stóp. Refleksologia rąk nie jest tak powszechna, choć jest niezwykle skuteczna i najlepiej nadaje się do autoterapii.

Anatomia i… psychologia ręki

Przeciętna ręka składa się z 29 kości, 29 stawów, 30 naczyń, 34 mięśni, 48 nerwów i 123 więzadeł. Jest silna, wytrzymała, ale też wrażliwa. Zostawia ślady w postaci niepowtarzalnych linii papilarnych.

Refleksologia rąk

Jest to codzienny sposób na auto-relaks, radzenie sobie z różnymi dolegliwościami oraz każdego rodzaju stresem. Nie wymaga żadnych specjalnych warunków, bo ręce są zawsze łatwo dostępne i nie tak „intymne” jak stopy czy twarz. Terapia rąk jest naturalna i bezpieczna. Mózg „lubi”, kiedy ręce pracują na rękach, bo jego uwaga skupia się w jednym miejscu!

Dzieci (nawet noworodki!) są bardzo wrażliwe na dotyk, dlatego szybko i efektywnie reagują na tę stymulację. Codzienny delikatny masaż rąk daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, dobry nastrój i równowagę wewnętrzną.

Mapy na rękach

Ręce anatomicznie składają się z palców, śródręczy i stawów nadgarstka. Dzielą się na część dłoniową i grzbiet ręki. Receptory leżą na całej ich powierzchni i układają się podobnie jak narządy w makrociele.

Palce rąk korespondują z głową i jej wszystkimi strukturami. Są tutaj oczy, uszy, usta, nos, gardło i zatoki. Na palcach są też receptory szyi i jej narządów wewnętrznych takich jak tarczyca, przytarczyce, krtań czy odcinek przełyku. Poza tym zlokalizowane są tu również mini-mapy kręgosłupa szyjnego i barków.

Masaż palców rąk wykonaj przy bólu czy napięciu głowy, karku albo ramion. Wyraźnie rozluźni on mięśnie tych okolic i poprawi w nich krążenie krwi.

Ulży w bólu gardła czy ucha.

Poprawi też pamięć, koncentrację i kojarzenie.

Palce można stymulować podczas infekcji górnych dróg oddechowych, alergii i migren.

Wskazaniem są też stany wzmożonego napięcia umysłowego czy nerwowego, wyczerpanie fizyczne, a także stres.

Pod palcami znajdują się śródręcza. Miękka, wewnętrzna część ręki to dłoń. Podzielmy ją na dwie połowy: górną i dolną. Wyobraźmy sobie, że właśnie w połowie dłoń przecina receptor przepony oddechowej i łuków żebrowych. Zatem – analogicznie – nad przeponą dłoni leżą m.in. receptory płuc, oskrzeli, serca, przełyku. Jeśli masz problemy z oddychaniem, wypróbuj refleksologię rąk. Po kilkuminutowej sesji możesz poczuć, że lepiej oddychasz i masz więcej przestrzeni w klatce piersiowej. Dzięki temu inne okoliczne narządy też będą wydajniej pracować.

Pod linią przepony na prawej ręce centralne miejsce zajmuje mapa wątroby, a na lewej leżą żołądek, śledziona i trzustka. Układ ten odzwierciedla także położenie narządów w naszym ciele. Wypróbuj pracę z tymi receptorami, jeśli masz problemy z trawieniem, chcesz schudnąć albo cierpisz z powodu częstego bólu głowy i karku. Te nieswoiste dolegliwości mogą świadczyć o „zagazowaniu” ciała.

W dolnej części obu rąk znajdują się też receptory jelita cienkiego i grubego, nerek, nadnerczy, moczowodów i pęcherza moczowego. Refleksologia pobudzi narządy do efektywniejszej pracy, uaktywni procesy samoregulacji, „sprowokuje” intensywniejszą detoksykację.

Na dłoniowej części kciuków rozciąga się kręgosłup, a kość krzyżowa i macica zlokalizowane są przy nasadzie dłoni, tuż nad liniami nadgarstka. Refleksologia tych okolic jest skuteczna w dolegliwościach kręgosłupa i pleców – zmniejszy napięcie mięśni i zniesie ból.

Okolice linii nadgarstka od strony dłoniowej korespondują z jajowodami, jajnikami, nasieniowodami i jądrami oraz prostatą. Receptory te stymuluje się w różnych dolegliwościach tych narządów, także przy wspieraniu płodności.

Beata Sekuła

multi-refleksolog i mentor refleksoterapii w Polsce, terapeuta czaszkowo-krzyżowy, life coach, i praktyk integracji oddechem