Przejdź do treści

Życie bez cienia

tożsamość dziecka adoptowanego

O tożsamości adoptowanego dziecka i o tym co to znaczy być żyć bez cienia, rozmawiam z Bożeną Łojko, prezes Fundacji Zerwane Więzi, adoptowaną w dzieciństwie.

Dlaczego ważna jest tożsamość

Tożsamość jest częścią nas. Kiedy nie mamy wiedzy o swoim pochodzeniu, to nie mamy wiedzy o części nas samych. Jesteśmy więc takimi połowicznymi osobami, które nie mogą się poukładać w życiu dorosłym. Jak idziemy pod słońce, zawsze mamy cień.

Osoby, które nie znają swojego pochodzenia, swoich korzeni nie majĄ tego cienia, nie mają tej prawdy o sobie

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do uzupełnienia siebie, żeby normalnie funkcjonować, potrzebny jest ten cień, potrzebna jest ta wiedza. To nie jest tak, że jedni jej potrzebują, a drudzy nie. Wiedzy o swoich korzeniach potrzebują wszyscy, tylko jedni mają odwagę szukać, inni tej odwagi nie mają. Z poszukiwaniami biologicznych korzeni wiąże się silny lęk, że znajdziemy osoby, które mogą nas skrzywdzić, mogą nam nie odpowiadać, ale mimo to wszyscy chcą szukać.

Czyli ważny jest ciąg dalszy?

Dokładnie tak. Nie znam osoby, która by po spotkaniu z siostrą, bratem, rodzicami żałowała, że ich odnalazła. Sama ta wiedza jest bardzo wartościowym uzupełnieniem. Daje poczucie podniesienia własnej wartości, że tak naprawdę dobrze się stało, że nas porzucono, że zmieniliśmy środowisko, że nie tkwiliśmy w złym środowisku.

Ilu osobom już pomogłaś odnaleźć swoje biologiczne korzenie, by mogły poznać swoją tożsamość adoptowanego dziecka?

Zbliżam się już do tysiąca. Mam nie tylko swoje osobiste doświadczenie, ale też tych wszystkich osób, które miały zerwane więzi i korzystały z mojej pomocy.

Jak to jest z punktu widzenia dziecka, które było adoptowane, tej osoby która nie ma cienia?

To jest tak, że zawsze czujesz się gorsza. Pamiętam, gdy byłam dzieckiem, czułam się jak kaleka. Teraz jako osoba dorosła trudno mi to zrozumieć, że tak można się czuć, ale tak było.

Czułam, że ze mną ciągle jest coś nie tak, że jestem gorsza i muszę wkładać trzy razy więcej wysiłku niż inne dziecI, chociażby w szkole, albo na zewnątrz, w dalszej rodzinie

Ty sobie to narzucałaś?

Z jednej strony ja narzucałam, ale z drugiej strony też środowisko mi to pokazywało, że jestem tą osobą najpierw porzuconą, a potem przygarniętą. Każdy swój defekt fizyczny uważałam za karę od Boga, wyolbrzymiałam wszystkie swoje kompleksy.

Dopiero kiedy odnalazłam swoją biologiczną rodzinę i uporządkowałam sobie siebie, poczułam ulgę i spokój

Zobaczyłam, że miałam dużo szczęścia, że trafiłam do tej rodziny adopcyjnej, a nie do innej, że w ogóle wyszłam z tego środowiska. Gdybym została, nie wiem na kogo bym wyrosła, ale mogę podejrzewać, że podzieliłabym losy matki i ojca, biologicznych, poszłabym w patologię. A tak naprawdę ta wartość jest we mnie, to ja pracowałam, żeby stać się tym, kim jestem, ale zrozumiałam to dopiero, gdy uporządkowałam swoje życie. Dopiero jak połączyłam teraźniejszość z przeszłością, wcześniej tego nie było.

Każdy człowiek ma w sobie potrzebę budowania tożsamości w oparciu o swoje korzenie. Ale jeśli chodzi o osoby adoptowane, ta potrzeba wymaga więcej zachodu. Mówisz, że każdy adoptowany w dzieciństwie ma potrzebę sprawdzenia tych korzeni, ale nie każdy robi ten krok. Jest jakaś granica?

Każdy poszukuje, zaczyna poszukiwać. I jeśli każdy by dokończył swoje poszukiwania, to każdy by odnalazł te korzenie i swoją prawdę o sobie. Natomiast ten strach jest duży, taki silny, że aż blokuje działania. Opowiem Ci historię. Kobieta adoptowana w dzieciństwie, ma już od pewnego czasu adres swojego ojca biologicznego. Okazuje się, że mieszka niedaleko, ok. 70 km od niej. Ale ona boi się jechać sama, boi się tego, co tam zastanie. Prosi, żeby z nią pojechać. Jest dorosła, ma 32 lata, ale nie jest na tyle dojrzała, żeby stawić temu czoła. Nie ma sensu, żebym teraz pojechała tam z nią, a potem pozostawiła ją z tym samą. Muszę poczekać, aż ona dojrzeje na tyle, żeby była pewna, że chce tam pojechać. A ja będę pewna, że ona sobie poradzi po tej wizycie samodzielnie. Nie jest sztuką towarzyszyć w samym spotkaniu, ale pomóc potem, w tym co się będzie działo.

Tutaj widzę dużą rolę rodziców adopcyjnych.

Tak, ale ja mam takie doświadczenia, że większość rodziców adopcyjnych boi się tego spotkania z rodzicami biologicznymi swojego dziecka. Głównie ze względu na to, że dziecko może dokonać wyboru. A tak naprawdę, żadne dziecko nie dokonuje wyboru, w ogóle nie postrzega odnalezienia rodziny biologicznej jako wybór. Chyba że w rodzinie adopcyjnej działo się bardzo źle i chce uciec od tej rodziny. Ale jeśli jest akceptowane, czuje się kochane, to nigdy nie dokonuje wyboru, po prostu jest to dla niego uzupełnienie, uporządkowanie siebie.

Myślisz, że rodzicie adopcyjni są przygotowani, żeby wspierać dziecko w tych poszukiwaniach i w uporządkowaniu siebie?

Niestety nie są przygotowani. Myślą ze swojego punktu widzenia, z zazdrości, obawy, lęku o siebie. Nie myślą o dziecku, bo sami potrzebują się zaopiekować swoimi emocjami.

Co jest taką podstawą udanego budowania tożsamości dziecka adoptowanego?

Ja bym powiedziała tylko to, żeby byli ze swoim dzieckiem, żeby go słuchali. Nie muszą mu nic mówić, jeśli nie są w stanie. Ale żeby wysłuchali, przytulili, dali akceptację tej potrzebie poszukiwania. Czasem jest tak, że powiemy jakieś słowo, które ze strony dziecka może być całkiem inaczej odebrane, nie jako akceptacja, chociaż rodzic wcale nie miał takich intencji. Moi rodzice też się bali, mieli duże obawy, ale byli ze mną.

Kiedy poznałam swoje siostry, pozwolili mi zaprosić je do domu, żeby też je poznać. Zaakceptowali to, że je mam. To bycie jest najważniejsze, niekoniecznie słowa.


Lepiej pojechać z dzieckiem na takie pierwsze spotkanie z kimś z rodziny biologicznej?

Przepisy mówią, że ktoś kto był adoptowany musi mieć ukończone 18 lat, bo tylko on może poszukiwać swoich korzeni jako pełnoletnia osoba. Osiemnastolatek jest osobą dojrzałą względem prawa, więc przeważnie nie chce żeby rodzice adopcyjni pojechali. Natomiast idealną sytuacja byłoby, gdyby to się działo między 13 a 15 rokiem życia adoptowanego dziecka. Kiedy ono zaczyna się rozwijać, dojrzewać, staje się osobą dorosłą, i w tym momencie uzupełnić jego tożsamość, żeby w dorosłe życie już wkroczyło w pełni. A tak właściwie nie jest dojrzały w momencie tych 18 lat, tak jak sugeruje to prawo.

A jeśli adopcyjni rodzice znają dane rodziców biologicznych, są w stanie ich odnaleźć bez angażowania sądu czy innych służb. Co wtedy? Można pójść za potrzebą dziecka i odnaleźć biologiczną rodzinę przed pełnoletniością dziecka?

Prawnie nie ma takiej możliwości. Ale można poprosić mediatora, jakąś osobę z zewnątrz, która pojechałaby i uprzedziła tę osobę o chęci spotkania, a samo spotkanie najlepiej, żeby odbyło się na gruncie neutralnym. To byłaby sytuacja idealna. I obydwie strony byłyby bezpieczne. To nie jest łamanie przepisów, bo rodzice adopcyjni są odpowiedzialni według prawa za swoje dziecko. W mojej Fundacji można szukać pomocy takiego mediatora.

Czy gdzieś jeszcze poza Twoją Fundacją?

W Polsce nie znam. Dodam, że nie warto czekać do 18 roku życia, jeśli mamy możliwość, znamy dane, i dziecko ma taką potrzebę, dajmy mu wsparcie. Poprawi się jakość jego życia i jakość relacji w rodzinie adopcyjnej. Dzieci rozwijają się bardzo różnie, bywa więc, że 13-latek albo 15-latek jest bardziej dojrzały niż niejeden 18-latek. Dlatego warto dać wsparcie wtedy, gdy dziecko jest gotowe na poznanie swoich biologicznych korzeni. Nie można prawnie narzucać, kiedy ono będzie dojrzałe, żeby spotkać swoją rodzinę biologiczną i kiedy ma zacząć uzupełniać swoją tożsamość. Tak naprawdę, już od samego początku, powinien się z nią wychowywać.

Dziękuję za rozmowę

Podsumowując, pozostaje mi powiedzieć, że kluczem do udanego budowania tożsamości dziecka, które było adoptowane, jest jawność adopcyjna. Niech dziecko od początku dostaje odpowiedzi na nurtujące pytania. Niech żyje w poczuciu, że to jest normalne, że pyta i poszukuje i nie przekreśla w ten sposób lojalności wobec swoich kochanych rodziców adopcyjnych. Rodzice, którzy przyjmujecie dziecko, zwróćcie uwagę na wszystkie dane i szczegóły dotyczące rodziny biologicznej. Zapisujcie informacje o rodzicach i rodzeństwie. Najdrobniejsze informacje mogą się wydawać mało istotne w momencie euforii,  gdy przyjmujecie dziecko. Jednak pamięć bywa ulotna, i potem, gdy tych informacji zabraknie, może być trudniej łączyć zerwane więzi.
A jakie Wy macie doświadczenia? Jako osoby szukające korzeni, a może jako rodzice adopcyjni? Piszcie do mnie na adres: redakcja@chbr.pl

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, , prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

„Ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Kobieta opowiada o hejcie na jej chorego syna

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt
fot. Instagram @ nika_evil_

Rustam to niezwykle radosne dziecko. Jego adopcyjna mama walczy ze stereotypami i negatywnymi komentarzami, z którymi spotkała się po przysposobieniu syna.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nikę Zlobinę na Instagramie śledzi niemal 85 tys. obserwatorów. Jednak jak mówi, ta liczba nie robi na niej wrażenia, a portal znalazła w sieci przez przypadek. Za jego pośrednictwem informuje teraz ludzi, z czym wiąże się adopcja chorego dziecka.

– Przygotowywałam papiery adopcyjne. Zobaczyłam bazę danych ze zdjęciami dzieci i nagle natknęłam się na zdjęcie Rustama – wspomina Nika w rozmowie z „Russia Beyond”. Dziecko nie miało nogi, a jego twarz była zdeformowana.

Aby zachęcić ludzi do adopcji, wolontariusze ośrodka adopcyjnego umieścili na stronie internetowej nagranie tańczącego chłopczyka. Wideo obiegło kraj i zobaczyła je również Nika. Komentarze, które przeczytała pod nagraniem, wywołały w niej smutek i złość.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

„Jeżeli nie ja, to kto?”

– Niektórzy pisali, że „ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Byłam przerażona widząc multum negatywnych komentarzy. Wśród tych ludzi były młode matki z dziećmi – wspomina Nika. To ostatecznie zaważyło na decyzji o adopcji Rustama. – Jeżeli nie ja, to kto? – pomyślała. Tak też zrobiła.

Po pewnym czasie Nika zdecydowała się założyć konto na Intagramie, gdzie opisuje swoje życie z Rustamem. Jej profil to rodzaj pamiętnika, w którym dzieli się przemyśleniami oraz codziennymi troskami i radościami. Chce przede wszystkim pokazać światu, że Rustam, tak jak każde inne dziecko, rozwija się, robi postępy i nie jest dziwakiem.

Nika stara się dotrzeć przede wszystkim do osób zainteresowanych adopcją. Kobieta chce udowodnić, że przysposobienie niepełnosprawnego dziecka może być źródłem radości.

– Wszyscy pragną adoptować przede wszystkim piękne dzieci o blond włoskach, ale kolejka do takich dzieci jest długa. Tymczasem inne maluchy cierpią bez rodziców – podkreśla Nika.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt

Pomimo prób uświadamiania społeczeństwa, kobieta wciąż spotyka się z falą hejtu w internecie.
– Gdyby nagle zablokowano moje konto, prawdopodobnie odetchnęłabym z ulgą, ponieważ nie musiałabym czytać masy nienawistnych komentarzy na temat mojego syna – mówi szczerze.

Siłę dają jej jednak pokrzepiające wiadomości od rodziców opiekujących się chorymi dziećmi.  – Jedna kobieta opowiedziała mi, że nie miała odwagi wyjść na zewnątrz z córką chorą na zespół Downa. Przyznała jednak, że moje wpisy dodają jej siły i teraz nie boi się wyjść z dzieckiem na spacer – opowiada Nika.

Kobieta przyznaje, że nie reaguje na natarczywe spojrzenia przechodniów. Do akcji wkracza dopiero, kiedy ktoś obraża jej syna. Pewnego dnia Nika spacerowała z Rustamem w pobliżu przedszkola.
– Zaczęli krzyczeć do niego „ty kaleko!”. Tego nie zamierzałam tolerować. Byłam w szoku – wspomina.

Rustam ma teraz pięć lat, intelektualnie rozwija się prawidłowo, aczkolwiek ma pewne problemy z mową. Czasami dzieci pytają Rustama, co się stało z jego twarzą i nogą, jednak na razie nie potrafi im tego wytłumaczyć. Kiedy chłopiec podrośnie, Nika planuje korzystać z usług psychologa, który pomoże dziecku nauczyć się radzić sobie z negatywnymi reakcjami.

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.rbth.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza
fot. Pixabay

Jeśli nie możemy mieć biologicznego potomka, możemy rozważać inne formy pojawienia się dziecka w rodzinie. Możemy zostać rodzicami adopcyjnymi albo zastępczymi. Zarówno rodzina adopcyjna, jak i opiekunowie pieczy zastępczej mogą sprawować prawną opiekę nad dzieckiem innych rodziców biologicznych. Różnice między tymi dwiema instytucjami są jednak zasadnicze.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja, czyli inaczej przysposobienie, to prawne uznanie obcego biologicznie dziecka za własne. Procedurę adopcji regulują przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a decyzja ta wiążę się z konsekwencjami prawnymi. Rodzice adopcyjni nabywają bowiem takie same prawa i obowiązki, co rodzice biologiczni. Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza- jakie są podobieństwa i różnice?

Zobacz także: Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Kto może zostać rodzicem adopcyjnym?

Rodzicem adopcyjnym może zostać osoba pełnoletnia, która ma pełną zdolność do czynności prawnych. Między przysposabiającym a przysposobionym powinna być również odpowiednia różnica wieku, nie większa niż 40 lat. O adopcję mogą się starać zarówno osoby samotne, jak i małżeństwa (bezdzietne lub posiadające już dzieci).

Adoptować można dziecko, które ma już uregulowaną sytuację prawną, czyli którego rodzice są całkowicie pozbawieni władzy rodzicielskiej lub którzy przed sądem wyrazili zgodę na adopcję.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, że dzieci w domach dziecka czekają na kogoś, kto je pokocha, wyrażającemu się czasem w słowach: „nie możesz mieć dziecka – adoptuj”, zostanie rodzicem adopcyjnym nie jest łatwe.

Zobacz także: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Procedura adopcyjna i co dalej?

Aby przysposobić dziecko, należy przejść procedurę adopcyjną, podczas której rodzice muszą m.in. dostarczyć do ośrodka adopcyjnego zaświadczenie o zarobkach i zatrudnieniu, zaświadczenie o niekaralności oraz zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do adopcji. Kandydaci muszą również przejść szkolenie oraz badania psychologiczne, a w miejscu zamieszkania rodziny przeprowadzany jest wywiad środowiskowy.

Dziecko otrzymuje nazwisko po rodzicach adopcyjnych. Do aktu urodzenia w miejscu rodziców naturalnych zostają wpisani rodzice adopcyjni. Jeśli nie jest to sprzeczne z dobrem dziecka, nowi opiekunowie prawni mogą również wnieść o zmianę jego imienia, na ogół dotyczy to małych dzieci.

Wraz z adopcją władza rodzicielska biologicznych rodziców ustaje, wygasają również ich wszystkie uprawnienia wobec dziecka. Gdy adoptowane dziecko skończy 18 lat, może szukać swojej biologicznej rodziny (więcej na ten temat w CHBR nr 6/2018 „Aaaaby poznać swoje korzenie”)

Rodzina adopcyjna nie otrzymuje od państwa żadnych pieniędzy z tytułu adopcji. Mają prawo do korzystania ze świadczeń rodzinnych jak każda inna rodzina (zasiłki, 500+ itp.).

Zobacz także: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Rodzina zastępcza

Rodzina zastępcza to forma opieki nad małoletnim, którego biologiczni rodzice są nieznani lub którym ograniczono władzę rodzicielską (lub jej ich pozbawiono). W praktyce ten pierwszy przypadek występuje niezwykle rzadko, do rodzin zastępczych zwykle trafiają dzieci, których rodzice niewłaściwie zajmowali się dziećmi i zostały im one odebrane (o proponowanych zmianach w rodzicielstwie zastępczym przeczytasz więcej na portalu www.chbr.pl w tekście Natalii Łyczko pt. „Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc”: http://www.chcemybycrodzicami.pl/nowelizacja-ustawy-o-wspieraniu-rodziny-wesprze-rodzicow-przemoc).

Zgodnie z polskim prawem, rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoby samotne, które nigdy nie były pozbawione władzy rodzicielskiej i nie są ograniczone w zdolności do czynności prawnych. O ile w przypadku adopcji dziecko przyjmuje nazwisko rodziców adopcyjnych, małoletni przebywający w rodzinie zastępczej pozostaje przy swoim nazwisku.

Rodzice, decydując się na założenie rodziny zastępczej, mogą już mieć dzieci i nie stanowi to przeszkody ani ograniczenia. Tak jak w przypadku rodziców adopcyjnych, kandydaci na rodzinę zastępczą również muszą przejść szkolenie przygotowujące ich do pełnienia tej roli.

Zobacz także: Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Prawa i obowiązki rodziny zastępczej

Obowiązek i prawo wykonania bieżącej pieczy nad dzieckiem umieszczonym w rodzinie zastępczej, jego wychowanie oraz reprezentowanie w dochodzeniu świadczeń alimentacyjnych, należą do rodziny zastępczej. Opiekunowie ponoszą również odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez dziecko pozostające pod ich opieką. Inne obowiązki wynikające z władzy rodzicielskiej należą do rodziców dziecka.

Każde dziecko przebywające pod opieką rodziny zastępczej ma prawo do kontaktu z rodzicami biologicznymi. Częstotliwość kontaktów ustala sąd rodzinny. Biologiczni rodzice dziecka, które przebywa w rodzinie zastępczej, zazwyczaj nadal posiadają władzę rodzicielską, choć ograniczoną. Przy adopcji władza ta ustaje.

Rodzinom zastępczym przydzielany jest również koordynator wyznaczony przez organizatora pieczy zastępczej. Do jego zadań należy m.in. pomoc w realizacji zadań wynikających z pieczy zastępczej, przygotowanie – we współpracy z rodziną – planu pomocy dziecku oraz udzielenie wsparcia pełnoletnim wychowankom rodzinnych form pieczy zastępczej.

Wysokość pomocy pieniężnej dla rodzin zastępczych uzależniona jest od wieku, stanu zdrowia dziecka oraz stopnia pokrewieństwa z opiekunami. W przypadkach szczególnych (np. niepełnosprawność dziecka) świadczenie to może być wyższe.

Dla niektórych par rodzicielstwo zastępcze staje się przepustką do rodzicielstwa w ogóle, a potem czasem do rodzicielstwa adopcyjnego.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Procedury adopcyjne w Polsce /Na zdjęciu: tata trzyma małego chłopca na rękach, obok mama - trzyma dziecko za rękę
Fot.: Jonathan Daniels /Unsplash.com

Procedury w polskich ośrodkach adopcyjnych trwają średnio dwa lata. Nie każdy kandydat na rodzica może liczyć na ich pomyślny finał. Problemem jest zbyt mała liczba dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, ale też liczne trudności proceduralne i brak jednolitych kryteriów kwalifikacyjnych, które byłyby stosowane we wszystkich placówkach. A to stwarza ogromne pole do nadużyć.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedury adopcyjne prowadzone są w Polsce przez ośrodki publiczne i niepubliczne. Kandydaci na rodziców mają możliwość samodzielnego wyboru placówki, w której będą ubiegać się o adopcję dziecka. Niestety, ośrodków, do których można się udać, jest niewiele. Po reformie, która weszła w życie w 2012 r., ich liczba spadła o ponad 30 proc. Na cały kraj mamy obecnie ok. 65 placówek adopcyjnych, ale nie rozkładają się one równomiernie na poszczególne województwa. Najwięcej znajduje się w Śląskiem (10) i Mazowieckiem (9), najmniej – w Podkarpackiem i Świętokrzyskiem (po 1).

Procedury adopcyjne w Polsce. Różne ośrodki, różne kryteria

Zgodnie z alarmującymi danymi Najwyższej Izby Kontroli, od czasu zmiany regulacji prawnych nikt kompleksowo nie badał, jak zreformowany system adopcyjny sprawdza się w praktyce. Pierwszy raport dotyczący realizacji zadań przez ośrodki zajmujące się adopcją powstał dopiero w sierpniu br. Opracowano go na podstawie kontroli NIK, którą zostało objętych 15 ośrodków adopcyjnych (¼ wszystkich działających w Polsce), w tym trzy zajmujące się adopcją zagraniczną.

Co wykazały te analizy? NIK zwrócił uwagę m.in. na to, że w przepisach regulujących procedury adopcyjne nie zawarto jednolitych kryteriów, które byłyby tożsame dla wszystkich ośrodków. To sprawia, że praktyki znacząco różnią się pomiędzy jednostkami – ich przedstawiciele nierzadko kierują się bowiem własnymi regułami. Te zaś często wykraczają poza wymogi ustawowe. Dotyczy to m.in. dokumentacji medycznej, opinii wskazanych podmiotów czy uznawalności szkoleń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Opinia pana, wójta i plebana. Ponadustawowe wymagania ośrodków adopcyjnych

Z raportu NIK wynika, że część ośrodków adopcyjnych żądało, by kandydaci na rodziców przedstawili zaświadczenia o stanie zdrowia. W niektórych placówkach wymagano przedłożenia zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności czy zdrowia psychicznego, a także dokumentów z poradni leczenia uzależnień. W kilku ośrodkach kandydaci, którzy mają za sobą nieudane małżeństwo, musieli przedstawić dane z wyroków rozwodowych.

Jeszcze więcej kuriozalnych wymogów stawiano kandydatom na rodziców adopcyjnych w ośrodkach katolickich. W dwóch skontrolowanych placówkach niezbędne było okazanie opinii parafii oraz świadectwa ślubu kościelnego. Trzy inne miały dodatkowe preferencje co do wieku potencjalnych rodziców i różnicy wiekowej pomiędzy nimi a dzieckiem.

Co więcej, we wszystkich podmiotach, które skontrolowano, weryfikacją kandydatów na rodziców zajmowały się komisje złożone wyłącznie z pracowników danego ośrodka adopcyjnego. Nie opracowano przy tym procedur odwoławczych, które pozwalałyby na ponowną ocenę niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o dziecko. Z tego powodu nikt nie odwołał się od opinii komisji kwalifikacyjnych ani nie złożył skargi na ich działalność.

NIK zauważa, że takie praktyki prowadzą do braku transparentności działania placówek adopcyjnych.

– Chociaż ich pracownicy mają w ręku ogromne kompetencje podczas całej procedury adopcyjnej, to nie istnieją metody ograniczające ich dowolność i uznaniowość w podejmowaniu decyzji – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Niejasne procedury, a nawet korupcja. Na to skarżą się kandydaci na rodziców adopcyjnych

Na niejasności i przeszkody proceduralne wskazują także wyniki anonimowej ankiety przeprowadzonej pośród zainteresowanych adopcją dziecka. Wielu respondentów zwróciło uwagę, że w jednych ośrodkach adopcyjnych ważny był staż małżeński, a w innych nie brano go wcale pod uwagę. W różnych placówkach różnie rozpatrywano także kwestię adopcji przez osoby samotne.

Dodatkowym problemem okazała się kwestia tak podstawowa, jak dostęp do informacji.

– Kandydaci na rodziców często nie wiedzą np., ile osób oczekuje na adopcję, ile w danym momencie dzieci zgłoszono ani nawet ile adopcji ośrodek już przeprowadził – dodaje prezes NIK.

Co dziesiąty ankietowany twierdził ponadto, że istotną przeszkodą była znaczna odległość do najbliższego ośrodka adopcyjnego. Tylko o połowę mniej badanych spotkało się z poważnymi nieprawidłowościami w pracy placówek: w zakresie naruszenia poufności postępowań (4%), a nawet o charakterze korupcyjnym (5%).

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Procedury adopcyjne w Polsce. Chętnych więcej niż dzieci z uregulowaną sytuacją prawną

W skontrolowanych ośrodkach niemal wszystkie zakwalifikowane do adopcji dzieci (98 proc.) znalazły w badanym okresie nowych rodziców. Zdaniem NIK, wynika to przede wszystkim z faktu, że liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, która umożliwia skierowanie ich do adopcji. W ostatnich latach spadają jednak wskaźniki adopcji zagranicznych. Kwalifikację do nich uzyskało w 2015 r. 326 dzieci, rok później – 309, a w pierwszej połowie 2017 r. – zaledwie 75.

Jednocześnie przedstawiciele Izby zauważyli, że niewiele dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. Od 2015 r. do pierwszego półrocza 2017 r. tylko 6 tys. dzieci z ok. 75  tys. umieszczonych w pieczy zastępczej uzyskało kwalifikację do adopcji. W opinii NIK problemem są przedłużające się postępowania sądowe i niewystarczające działania powiatów na rzecz wyprowadzania dzieci z pieczy zastępczej.


Na podstawie przeprowadzonej kontroli sporządzono łącznie 75 zaleceń dla 11 z 15 analizowanych ośrodków adopcyjnych. Pełny raport dostępny jest na stronie NIK [plik PDF].

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.