Przejdź do treści

Znikną szpitalne opłaty za pobyt rodziców przy dziecku? Tego chce resort zdrowia

Mężczyzna przytula noworodka/ Ilustracja do tekstu:Jak leczyć niepłodność idiopatyczną u mężczyzn
fot. Pixabay

Pobyt dzieci w szpitalu wiąże się z dużym stresem – również dla rodziców. Wielu z nich towarzyszy maluchom w tym trudnym doświadczeniu, by wesprzeć je w procesie zdrowienia. Niestety, w wielu przypadkach obecność rodzica na oddziale jest równoznaczna z koniecznością poniesienia opłaty – wynoszącej zwykle kilkanaście złotych za dobę. Resort zdrowia chce to zmienić i zapowiada nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Obowiązująca ustawa umożliwia pobieranie opłat przez podmioty lecznicze. I byłoby to zrozumiałe  oraz  logiczne, gdyby [opłaty te – przyp. red.] dotyczyły konkretnych świadczeń dodatkowych, a nie samego przebywania rodzica przy dziecku. To musi zostać zmienione – zapowiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski podczas konferencji w Ministerstwie Zdrowia.

CZYTAJ TEŻ: Kampania „Zaszczep swoje dziecko. Nie pozwól powrócić chorobom zakaźnym”. Czy grozi nam epidemia odry i krztuśca?

Bez opłat za sam pobyt rodziców w szpitalu, możliwe opłaty za usługi

Jak dodała wiceminister Józefa Szczurek-Żelazko, w nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta znajdzie się zapis, który zamknie dyrektorom szpitali drogę do pobierania opłat za sam pobyt rodziców w szpitalu. Opłaty będą mogły być pobierane tylko za korzystanie z dodatkowych usług (takich, jak wymiana pościeli czy wyżywienie), a ich wysokość będzie musiała opierać się na rzeczywistych kosztach.

Minister zdrowia podkreślił, że możliwość przebywania z dzieckiem w szpitalu należy do praw rodzica oraz małego pacjenta, a nakładanie opłat w tej sytuacji jest niewłaściwe. Dodał też, że wsparcie okazane dziecku wspomaga jego powrót do zdrowia i poprawia rokowania.

– Wychodzimy z projektem legislacyjnym, żeby raz na zawsze, jasno i czytelnie powiedzieć: za pobyt rodzica z dzieckiem nie pobieramy żadnych opłat – podsumował minister Szumowski.

Źródło: mz.gov.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Cukrzyca u ciężarnych zwiększa ryzyko wystąpienia autyzmu u dzieci

cukrzyca w ciąży a autyzm u dziecka
fot. Pixabay

U kobiet chorujących na cukrzycę występuje większe ryzyko urodzenia dziecka z autyzmem – pokazują najnowsze badania. Dotyczy to zarówno pań, u których cukrzyca rozwinęła się dopiero w ciąży, jak również osób chorujących przez całe życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przyczyny rozwoju autyzmu wciąż nie są do końca poznane, jednak w ostatnich latach naukowcy zauważyli powiązanie pomiędzy tym zaburzeniem, a systemem odpornościowym i rozwojem mózgu płodu.

Rozwój dziecka to złożony proces, a każda zmiana w organizmie matki może mieć wpływ na zdrowie dziecka. To działanie jest dwustronne, bowiem zmiany hormonalne w okresie ciąży mogą spowodować zmianę wrażliwości kobiety na insulinę i rozwój cukrzycy ciążowej.

Każdemu rodzajowi cukrzycy towarzyszy zwykle reakcja zapalna układu odpornościowego, a wysoki poziom cukru we krwi może mieć toksyczny wpływ na ludzkie komórki tkanki, w tym również na tworzące mózg płodu.

Zobacz także: Co ciepło ma wspólnego z cukrzycą w ciąży?

Cukrzyca w ciąży a autyzm u dziecka

Aby zbadać źródło autyzmu, przebadano ponad 100 powiązań genetycznych i mutacji, które wydawały się zwiększać ryzyko powstania dziecięcego zaburzenia. Okazało się jednak, że w 85 proc. przypadkach czynniki DNA nie były powiązane z chorobą.

Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców w Kalifornii sugerują, że to właśnie zapalenie, toksyczny poziom glukozy we krwi i odpowiedź układu odpornościowego na cukrzycę ciążową mogą zwiększyć ryzyko wystąpienia autyzmu u dziecka nawet dwukrotnie.

Udowodniono również, że dzieci matek chorujących na cukrzycę typu 1 są dwukrotnie bardziej narażone na autyzm w pierwszych siedmiu latach swojego życia, niż dzieci matek, które nigdy nie chorowały na cukrzycę.

Zobacz także: Vademecum cukrzycy ciążowej

Dotychczasowe założenia były błędne

Jeszcze dwa lata temu badacze sądzili, że cukrzyca ciążowa zdiagnozowana przed 26. tygodniem ciąży zwiększa o 46 proc. ryzyko wystąpienia zaburzeń ze spektrum autyzmu u dzieci.

Uważano jednak, że istniejąca wcześniej u matki cukrzyca nie powoduje podobnego efektu. Teoria ta została obalona, gdy zespół dr Xian odkrył, że również wcześniejsze wystąpienie cukrzycy u matki ma wpływ na zwiększone ryzyko wystąpienia cukrzycy.

Jak podkreślają naukowcy, niezależnie od rodzaju cukrzycy, utrzymywanie glukozy na właściwym poziome może mieć kluczowe znaczenie w kontrolowaniu ryzyka wystąpienia i rozwoju autyzmu.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Z brodą czuję się szczęśliwsza niż kiedykolwiek”. Odważne wyznanie kobiety z PCOS

kobieta z brodą Nova Galaxia
fot. Facebook @Nova

Jest zwyczajną 26-latką, która interesuje się modą i makijażem. Od innych kobiet różni się tym, że… zapuszcza bujną brodę. Swój szczególny wygląd zawdzięcza chorobie, którą po latach wstydu i upokorzenia zaakceptowała.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nova Galaxia to pochodząca z Virginii Amerykanka, która od lat choruje na zespół policystycznych jajników.

Zobacz także: Owłosienie przez PCOS uniemożliwiało jej normalne funkcjonowanie. Jedno wydarzenie zmieniło jej życie

Kobieta z brodą

Galaxia zaczęła miesiączkować w wieku 11 lat, jednak po roku miesiączka zniknęła i już nigdy się nie pojawiła. Lekarze zdiagnozowali u nastolatki PCOS. W wieku 15 lat na twarzy dziewczyny zaczęło się pojawiać wyraźne owłosienie.

Z powodu swojego wyglądu Nova miała ogromne kompleksy i nikomu nie mówiła o chorobie. Aby uniknąć nieprzyjemnych komentarzy ze strony rówieśników, codziennie przed wyjściem do szkoły dokładnie się goliła.

– Wstawałam wcześnie i udawałam, że muszę wziąć prysznic, jednak prawda była taka, że musiałam się ogolić, bo nie znosiłam swojego wyglądu – wspomina Nova Galaxia.  – Bałam się, że jeżeli ktoś zobaczy mój zarost, uzna mnie za dziwaka – dodaje.

Zobacz także: 3 podstawowe pytania o PCOS – kto, dlaczego, jak?! Znasz odpowiedzi?

PCOS – co to takiego?

PCOS to zaburzenie hormonalne dotykające coraz większą liczbę kobiet w wieku rozrodczym. Dokładna przyczyna powstania tej choroby nie jest do końca znana.

Podejrzewa się jednak, że duże znaczenie ma tu genetyka. Najczęściej w rodzinie takiej kobiety są krewne- matka, ciotka lub siostry, które również cierpią na PCOS.

Do najczęstszych objawów PCOS zalicza się brak lub nieregularne miesiączki, owłosienie w nietypowych miejscach, trądzik, nadwagę i w końcu problemy z zajściem w ciążę.

Na PCOS wskazywać może np. zbyt duża liczba pęcherzyków uwidocznionych w jajnikach, problem z metabolizmem glukozy, insulinooporność czy nadmiar androgenów.

Zobacz także: Ryzyko zaburzeń psychicznych przy PCOS

Te wydarzenia zmieniły jej życie

Nastawienie Galaxii do swojej choroby zmieniło się w 2012 roku, kiedy zaczęła się spotykać ze swoją obecną partnerką Ash Byrd.

Po kilku tygodniach randek Nova wyjawiła drugiej połówce swój sekret. – Będę cię kochać niezależne od wszystkiego – odpowiedziała na to Ash. To ona zachęciła dziewczynę, aby pokazała światu swoje prawdziwe oblicze.

– Uwielbiam jej brodę. To część naszego związku – podkreśla 25-letnia Ash, która jest modelką.
–Owszem, ludzie zatrzymują się, gapią się na nas i zadają Galaxii pytania o jej płeć, jednak ona nigdy dotąd nie była tak szczęśliwa i jestem z tego dumna – dodaje.

Kolejnym punktem zwrotnym w życiu Galaxii był coming out Harnaam Kaur, 24-letniej brytyjskiej modelki, również cierpiącej na PCOS. W ubiegłym roku Kaur pojawiła się na pierwszych stronach gazet za sprawą swojej bujnej brody i odważnego wyznania o swojej chorobie.

Nova Galaxia wraz ze swoją partnerką Ash Byrd // fot. Facebook @Nova

Zobacz także: Ćwiczenia przy PCOS. Jak skutecznie zawalczyć o sylwetkę

„Ludzie oskarżają mnie, że udaję kobietę”

W październiku 2017 Nova ostatecznie pożegnała się żyletką i zaczęła zapuszczać zarost. – Na początku było to trochę przerażające, jednak teraz uwielbiam moją brodę. Codziennie ją myję, pielęgnuję i upewniam się, że jest pięknie uczesana – wyznaje Galaxia.

– Ludzie nie mówią o PCOS, choć jest to częsta przypadłość i pragnę, by kobiety zdawały sobie sprawę, że nie są z tym samym – dodaje.

Kobieta dosyć często spotyka się jednak z negatywnymi reakcjami otoczenia.  – Online dostaję dużo okrutnych komentarzy od obcych osób i trolli internetowych – wyznaje.

– Ludzie oskarżają mnie, że udaję kobietę albo myślą, że jestem transpłciowa, jednak nie dbam o to. Transpłciowość to żaden wstyd i obraza, jednak ja się z tym nie utożsamiam. Jestem lesbijką – wyjaśnia.

– W każdym razie z moją hipsterską brodą czuję się szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Jestem z kimś, kogo kocham i kto wspiera moje decyzje – mówi Galaxia.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Pan i pani idealni – w pułapce perfekcjonizmu! Niszcząca siła zderzenia z niepłodnością

Ciągle niewystarczająco, za mało, ciągle może być lepiej. I chociaż inni cię doceniają oraz powtarzają, jak fantastyczne rzeczy robisz, ty nieustannie widzisz tylko niedociągnięcia. Świat pod linijkę wcale nie jest dla ciebie prosty. Jeśli do tego dochodzą wciąż i wciąż nieudane próby zajścia w ciążę, perfekcjonistyczne zapędy mogą stać się kamieniem nie do uniesienia. Pan i pani perfekcyjni – jak mają sprostać niepłodności?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z pozoru wydaje się, że chęć jak najlepszego wykonywania postawionych na naszej drodze zadań, jest czymś bardzo dobrym. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Jednak o ile „jak najlepsze” może być zdrowym mechanizmem, o tyle „perfekcyjne” idzie już o krok za daleko. U perfekcjonistów nie ma miejsca na błędy. Sobie i innym stawiają wygórowane poprzeczki. Sprawy, które otoczeniu mogą wydawać się błahe, dla nich muszą być doprowadzone do końca na „tip-top”. Szczegóły są równie ważne, co końcowy efekt. A owy efekt zawsze może być przecież lepszy…. Droga do celu nigdy nie ma dla perfekcjonistów końca, bo cel staje się niemal zawsze niedościgniony.

Brzmi groźnie, prawda? Dlaczego jednak można odnieść wrażenie, że bycie perfekcjonistą to „stan marzenie”? Perfekcjonizm przynosi bowiem wiele korzyści. Nie ma co się oszukiwać – w szkole perfekcjoniści to często prymusi. Zawodowo jest to zaś genialny sposób na awanse, podwyżki, zbieranie laurów. Prowadzenie domu? Zawsze porządek oraz nienagannie ułożone świeże kwiaty w wazonie. I chociaż jest to tylko mały procent widocznych z zewnątrz objawów perfekcjonizmu i może on się objawiać w bardzo wielu innych sferach życia, to kiedy na drodze osób z takimi właśnie tendencjami staje niepłodność, poziom frustracji szybuje w górę z prędkością światła.

Emocje na szczycie

Dlaczego frustracji? Za perfekcjonizmem kryje się bowiem wiele emocji, które w inny sposób, niż kurczowe złapanie się kontroli, nie mają sposobu ujścia. Nie radząc sobie z bezradnością, ze złością, z żalem, z poczuciem osamotnienia, czy też ogromnym smutkiem, możemy starać się znaleźć własną siłę i poczucie sprawstwa w sferach, które z pozoru wydaje nam się, że możemy w pełni kontrolować. Stąd też perfekcjoniści często nie tolerują błędów. Uderzają one bowiem bezpośrednio w ich poczucie własnej wartości, które to nieraz nie jest niestety zbyt wysokie.

Nic więc dziwnego, że każde kolejne idealnie wypełnione zadanie jest nową nadzieją: „Może jak TO zrobię perfekcyjnie, to w końcu poczuję, że jestem coś warta” – takie właśnie echo moglibyśmy usłyszeć w myślach części osób o cechach perfekcjonistycznych. U pozostałej części są to motywy dużo bardziej ukryte i nieuświadomione. Na wierzch wychodzą wtedy raczej myśli: „Albo coś robię dobrze, albo wcale”, czy też „Jak już się za coś biorę, to robię to na 100 procent. Inaczej nie ma nawet sensu zaczynać” – brzmi znajomo?

Gdyby zaś móc spojrzeć na przytoczone tu zdania z dystansu, w oczy rzuca się ich skrajność. Czarno-białe podejście do rzeczywistości to element perfekcjonizmu. Nie ma tam bowiem miejsca na funkcjonowanie w odcieniach „szarości”. Nie da się wykonać zadania tylko po to, żeby zdążyć na czas, jeśli kosztem jest jego gorsza jakość. Albo oddaję jakiś projekt dopracowany do końca, albo wcale. Albo ćwiczę na siłowni do utraty tchu, albo wcale. Albo spełniam wszystkie zalecenia lekarza, stosuję najzdrowsze diety, sprawdzam parametry ciała kilka razy dziennie, współżyję z partnerem o porze wyznaczonej co do minuty, albo moje starania o dziecko w ogóle nie mają sensu. Całe życie podporządkowanie danemu zadaniu.

Za daleko, za dużo…

„Na pewno osoby z cechami typowymi dla perfekcjonistów, również przy staraniach o dziecko, wkładają zbyt wiele wysiłku w to, by czynności związane bezpośrednio ze staraniami o ciążę były świetnie zaplanowane. Chcą mieć wszystko pod kontrolą” – mówi w rozmowie z nami psycholog i psychoterapeutka Małgorzata Jacobi, która pracuje z ludźmi zmagającymi się z niepłodnością. „Podczas gdy większość kobiet w trakcie starań o dziecko odstawia mocną kawę i zaczyna zdrowiej się odżywiać, perfekcjonistki będą popadać w przesadę z rozpisywaniem diety, układaniem dokładnego planu, nie wspominając już o ściśle zaplanowanych z zegarkiem w ręku terminach współżycia. Starania o dziecko stają się dla nich niemalże kolejnym „projektem”, w którym coraz trudniej odnaleźć czas na prawdziwą intymność, refleksję i spontaniczność. Podporządkowanie życia temu „specjalnemu projektowi” sprawia, że osoba taka zaczyna żyć w ciągłym napięciu i stresie. Ma też dużo mniejszą tolerancję i odporność na wszelkie zakłócenia w jej idealnym grafiku – np. gdy mąż nie zdąży na akt poczęcia, czy lekarz przełoży wizytę. Popada wówczas w przesadne zdenerwowanie, złość i miewa całą masę pretensji do otoczenia, co w rezultacie może mieć też negatywny wpływ i zubożyć jej relacje z ważnymi osobami” – mówi ekspertka.

Jakże zatem złudny może być to stan! Perfekcjoniści chcą przecież dobrze, prawda? Nie widzą często niestety granicy w opisywanych przez terapeutkę „przesadach”. O ile słowa: „Wyluzuj, a uda ci się zajść w ciążę”, powodują zdenerwowanie niemalże u każdej starającej się o dziecko pary, o tyle u osób o cechach perfekcjonistycznych, uderzą one w najgłębsze rejony. Wyluzowanie wydaje im się prawie niemożliwe.

„Jak powszechnie wiadomo, niestety nie sprzyja to pojawieniu się dziecka. To jest właśnie największa pułapka perfekcjonisty – myśli, że ma wszystko pod kontrolą, a tak naprawdę, poprzez nazbyt zadaniowe podejście i popadanie w obsesje, może zmniejszać sobie szanse na poczęcie. Dzieje się to głównie przez silne i ciągłe aktywowanie układu współczulnego, który zazwyczaj uruchamia się głównie w sytuacjach zagrożenia. Zaczyna nam wtedy szybciej bić serce, mamy skrócony oddech itd. Jeśli jednak jest on zbyt często aktywowany, finalnie ma to negatywny wpływ na równowagę hormonalną, a wiadomo, że ta jest podstawą starań o rodzicielstwo” – mówi Małgorzata Jacobi.

Płynne, nieuchwytne, zmienne – granice

Zastanówmy się w takim razie, co może być wyznacznikiem tego, że być może chęć realizacji projektu pt. „Bycie rodzicem” poszła o krok za daleko. Gdzie znajdują się granice, których przekroczenie powinno zapalić nam czerwoną lampkę? „Myślę, że ‘pójście o krok za daleko’ to proces i dzieje się stopniowo, podobnie jak jest to z uzależnieniem. Niby wszystko jest w porządku, a tu nagle okazuje się, że jesteśmy w pułapce, albo coś, lub kogoś, utraciliśmy” – podkreśla psychoterapeutka. „Na pewno pierwszym niepokojącym sygnałem powinien być fakt ciągłego myślenia o ciąży. Myślenia, które czujemy, że jest intruzywne, że nie pozwala nam odetchnąć, że nieustannie prowadzimy wewnętrzny monolog o możliwej ciąży i pretensjach do losu, czemu jeszcze nie mamy „brzuszka” – dodaje. Może powodować to brak skupienia w pracy, utratę relacji ze znajomymi, problemy w odnalezieniu się w towarzystwie innych ludzi. Świat zaczyna się bowiem przenosić tylko i wyłącznie do wnętrza danej osoby. To we własnej głowie odbywa ona najważniejsze rozmowy, to tam dzieją się wszelkie wyobrażenia, które powodują oderwanie od realnej sytuacji i podejmowanie działań, które innym wydają się być owym „krokiem za daleko”.

Starania o dziecko, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli, są bardzo trudnym okresem w życiu kobiety i jej partnera. Naturalną sprawą jest więc wzmożone myślenie wokół tego tematu. Wszystko jest jednak kwestią prawidłowych proporcji. Jeśli w naszym wypadku 80 proc. stanowią myśli związane tylko z tematem starań o dziecko, to jest to już sygnał, że sprawy zaczynają iść za daleko, że tracę kontrolę nad sobą i swoim życiem.”

Małgorzata Jacobi, psychoterapeutka

Wulkany, które wybuchają

Nieustanne życie w tak dużym napięciu oddziałuje na całe otoczenie i warto o tym pamiętać. Szczególnie żyjąc w związku, nie możemy zapominać o partnerze, który jest świadkiem i uczestnikiem „życia pod linijkę”. Staje się on elementem – brzmi to bardzo uprzedmiatawiająco, ale tak to trzeba w pewnym sensie potraktować – skomplikowanej układanki mającej sztywno rozpisane reguły, których nie można przekraczać. „Brak zachowania równowagi w życiu finalnie ma również negatywny wpływ na nasze relacje. Jeśli związek zaczyna przeżywać kryzys, jeśli mamy coraz trudniejszy kontakt z bliskimi, to także są wyraźne znaki, że chyba w naszych staraniach straciliśmy już umiar. Tego typu sygnały powinny nas zatrzymać i skłonić do refleksji. Do głębszej rozmowy z mężem, przyjaciółką a może nawet z terapeutą” – podkreśla psycholog.

Nie bez przyczyny mowa o „realizacji planu”. Wydaje się bowiem być to wtedy metodycznie wypełniany punkt po punkcie, a każdy z nich musi być zrealizowany idealnie i na 100 procent. Może być to bardzo ograniczające i wywołujące całą masę napięcia. Nie da się bowiem uniknąć niepowodzeń, które w zderzeniu z codziennością, siłą rzeczy muszą się pojawiać.

Siła emocji

Jakie emocje może zatem powodować perfekcjonizm? Szczególnie ważny wydaje się być lęk. Poczucie kontroli na pewno pozwala go niwelować. Stąd idealne realizowanie wszelkich zaleceń daje poczucie, że mamy możliwość wpływu na starania o dziecko. I niewątpliwie tak jest. Duża w tym rola przyszłych rodziców, by o siebie zadbać. Z drugiej strony, tak naprawdę niezwykle wiele czynników nie podlega w tej sytuacji naszej kontroli. Czy właśnie to jest najtrudniejsze do przyjęcia i zaakceptowania? „Rzeczywiście. Myślę, że najtrudniejszy dla perfekcjonistów jest fakt, że żeby nie wiadomo ile wkładali starań w zostanie rodzicem – nie wiadomo ile przeznaczali na to czasu, funduszy i rozpisywania planów dnia – i tak istnieje jakiś tajemniczy czynnik, który w rezultacie decyduje o poczęciu dziecka. Co ważne, nie da się go w pełni przewidzieć. To potwornie frustruje osoby, które nauczyły się żyć „pod linijkę”. Starania o ciążę stają się wtedy często pierwszym doświadczeniem, w którym nie mają pełni mocy decydowania o wszystkim. To powoduje wewnętrzną niezgodę, żal, gniew, pretensje do losu. Jest to dość duży zalew negatywnych emocji, które nie mogą być zdrową glebą do zasiania owoców życia” – mówi Małgorzata Jacobi.

Perfekcjonizm niejedno ma imię

Warto przyjrzeć się jednak temu zagadnieniu szerzej. Perfekcjonizm pojawiający się w czasie starań o ciążę często jest cechą, którą możemy w danym człowieku dostrzec także w innych dziedzinach życia. Przeważnie już wcześniej miał on zadaniowe i mało elastyczne podejście do siebie, swojego życia, bliskich. Starania o dziecko mogły jednak perfekcjonizm dodatkowo nasilić. Kiedy bowiem pojawiają się ogromne przeszkody w tak ważnej sferze życia, nasze schematy zaczynają często przejmować nad nami kontrolę. W świetle trudności z zajściem w ciążę perfekcjonizm jest tylko jednym z mechanizmów radzenia sobie z problemami.

Można by jednak zaryzykować stwierdzenie, że jest to swego rodzaju znak naszych czasów. Najpierw musimy być perfekcyjnymi uczniami, bo tylko tacy mogą odnieść „sukces”. Później muszą być idealne studia i fantastyczna praca. W międzyczasie kupno wspaniałego mieszkania i nasze w nim zdjęcia (oczywiście mamy na nich perfekcyjne ciało), które śmiało – z nadzieją na ogrom lajków – można publikować w social mediach. Każdy szczegół wizerunku musi być pod naszą kontrolą. Nie ma tu miejsca na jakiekolwiek rysy. A przecież bycie człowiekiem nierozerwalnie wiąże się z potknięciami i słabościami. Czy chcąc znaleźć w sobie akceptację, powinniśmy konfrontować się właśnie z tymi mniej idealnymi elementami nas samych? Czy pogodzenie się z owymi, nieraz właśnie niezależnymi od nas trudnościami, może pomóc też w walce z perfekcjonistycznym podejściem do siebie i świata.

POLECAMY TAKŻE: Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

„Myślę, że kiedyś życie było prostsze, a po ziemi chodziło znacznie mniej perfekcjonistów i pracoholików 🙂 To faktycznie wydaje się być związane z konsumpcyjnym modelem świata oraz z tym, co oferują nam media i wirtualna rzeczywistość. Już od małego uczy się nas, że powinniśmy być wyjątkowo zdolni, utalentowani, o doskonałej wadze i urodzie. Powinniśmy być również bardzo zaradni życiowo, zrobić karierę, kupić dom, musowo każdego roku zaliczyć wakacje (najlepiej na innym kontynencie), żeby było co wstawić na Facebooka. No i też często w biegu i pośpiechu wpasować w to wszystko projekt „dziecko”. U perfekcjonistek projekt ten kłóci się jednak często z kontynuowaniem projektu „kariera” i chęcią niezaniedbywania projektu „perfekcyjna pani domu”. Stąd tak wiele napięcia i frustracji, bo jak to wszystko ze sobą pogodzić skoro doba ma tylko 24 godziny?! Pomimo trudności z zajściem w ciąże osoby te często nie potrafią jednak w swoim życiu zwolnić, zrezygnować z robienia kariery, oddania części domowych obowiązków mężowi. Wiąże się to bowiem z oddaniem chociaż odrobiny kontroli. Staje się to jednak dość przerażające, gdyż jak to już padło wcześniej, kontrola pełni funkcję niwelowania lęku. Pomaga też „zagłuszyć” poczucie niskiej wartości, którego zazwyczaj jest u perfekcjonistów sporo” – podkreśla Małgorzata Jacobi.

Zapętleni

Jak może się to objawiać? Często uderzaniem w samych siebie. Perfekcjonistom zdarza się bowiem odczuwać silne poczucie winy. Coś nie działa? Coś nie idzie po ich myśli? Coś wymknęło się z genialnie przecież ułożonego planu? „To moja wina! Mogłam to zrobić lepiej, więcej, dokładniej…” – stop! Ponownie kłania się tu koncepcja błędnych kół, o której pisaliśmy już w naszym portalu. Nakręcające się negatywne myśli potrafią tylko narastać i prowadzić często do błędnych wniosków, które powodują, że koniec końców znów lądujemy w podobnym momencie. Niestety zmęczenie owymi momentami ma przeważnie tylko tendencję rosnącą. Dopóki, rzecz jasna, nie uda nam się przerwać naszych – w tym kontekście perfekcjonistycznych – błędnych kół.

„Znasz koncepcję błędnego koła? Każdemu z nas zdarza się w nie wpadać, gdy pojawiające się myśli, czy też działania, zaczynają nakręcać kolejne mało konstruktywne sytuacje.”

Zobacz więcej: „Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Nie bez przyczyny karanie siebie i perfekcjonizm to powiązane ze sobą tematy. Często idą one w parze. Stąd też podobne wydają się być wskazówki, które pozwolą nam bliżej przyjrzeć się wymienionym tu cechom. Co jednak jeszcze może dać wsparcie i pomóc w odpuszczaniu perfekcyjnej kontroli? I czy owo odpuszczenie perfekcjonizmu da też ukojenie w staraniach – może pokaże nowe, nieznane dotąd, rozwiązania i otworzy przestrzeń na ich realizację? „Najważniejsza jest refleksja, zatrzymanie oraz przyjrzenie się sobie, swojemu życiu i swoim relacjom. Jeśli nie umiem sama, to idę do specjalisty. Ważne jest uświadomienie sobie, jakie uczucia zazwyczaj mnie przepełniają. Jeśli są to ciągłe napięcie i lęk, to należy zrozumieć, że nie sprzyjają one staraniom o dziecko i warto byłoby coś zmienić. Jednak aby coś zmienić, musimy najpierw przeanalizować nasze życie. Ile czasu poświęcamy staraniom o dziecko, a ile pracy, czy przyjemnościom? Starania powinny być częścią życia, tak jak i praca, czy dbanie o siebie. We wszystkim powinna być równowaga” – podsumowuje psychoterapeutka.

Jakie zatem pytania mogą pomóc w refleksji na ten temat?

Co zyskuję dzięki kontroli?

Co tracę przez swój perfekcjonizm?

Co najgorszego może się stać jeśli chociaż trochę odpuszczę? Czy naprawdę sobie z tym nie poradzę?

A może mogę coś zyskać – więcej czasu dla siebie, odpoczynek, lepsze relacje z ludźmi?

Czy dostaję sygnały od bliskich, że w pewnych sferach dobrze byłoby znaleźć więcej luzu?

Czy w związku z tym doświadczam z nimi konfliktów?

Jak to nieustanne napięcie może wpływać na moje zdrowie, a co za tym idzie, na starania o dziecko?

Na ile, na ten moment, jestem w stanie odpuścić?

I dlaczego tylko tyle? 😉

Ostatnie pytanie jest oczywiście postawione z wielkim przymrużeniem oka. Liczy się bowiem każdy, nawet najmniejszy krok. Już sam fakt, że zauważymy w sobie cechy perfekcjonizmu, może być ogromnym przełomem i otworzy furtkę do zmian. Nie ma co się jednak za bardzo zapędzać, bowiem nie warto być w przełamywaniu perfekcjonizmu… perfekcyjnym! Daj sobie przestrzeń na zmiany. Najmniejsze kroki mogą bowiem zaprowadzić nas na największą nawet górę. A że ta wędrówka będzie pełna potknięć? No cóż, to tylko oznacza, że idziemy do przodu!

 

Zobacz też:

Karanie siebie – czy naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból? [PODCAST]

Umysł kontra ciało. Kiedy do diagnozy potrzeba szerszego spojrzenia

 

Ekspert

Małgorzata Jacobi

Psycholog i psychoterapeutka z Centrum Probalans w Warszawie. Prowadzi zarówno terapię indywidualną, jak i terapię par. Wspiera także osoby zmagające się z niepłodnością. Pracuje w nurcie integratywnym, korzystając z różnych metod i szkół psychoterapeutycznych.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Farmaceuci będą mogli udzielać porad medycznych? Wkrótce może być to możliwe

Dłoń wypisuje dzienny raport medyczny /Ilustracja do tekstu: Opieka farmaceutyczna w Polsce - wkrótce będzie możliwa?
Fot.: Rawpixel /Unsplash.com

W Polsce jest 15 tys. aptek, w których pracuje 26 tys. farmaceutów. Mają oni wysokie kwalifikacje, które niejednokrotnie pozwalałyby im włączać się w proces leczenia. Do tej pory system ochrony zdrowia nie dawał im jednak takiej możliwości. Wkrótce może się to jednak zmienić dzięki postępującej informatyzacji oraz pilotażowej opiece farmaceutycznej i koordynowanej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rolą farmaceutów w ramach opieki farmaceutycznej byłoby rzetelne przekazywanie informacji oraz doradzanie pacjentowi przed rozpoczęciem leczenia nowym preparatem. Zdaniem ekspertów, mogłoby to zwiększyć bezpieczeństwo stosowania leków oraz zmotywować chorego, by stosował się do planu leczenia.

Cały proces miałby się odbywać w atmosferze spokoju i dyskrecji. Farmaceuta brałby na siebie ciężar pierwszego kontaktu z pacjentem potrzebującym doraźnej interwencji lub prostego badania.

Opieka farmaceutyczna – jak to wygląda w Europie?

Dziś w Polsce brakuje przepisów, które pozwoliłyby farmaceutom traktować klientów aptek tak, jak pacjentów.

– Tymczasem opieka farmaceutyczna z sukcesem realizowana jest w wielu europejskich krajach. Najczęściej jest finansowana z pieniędzy pochodzących z budżetu ubezpieczenia zdrowotnego. Tak jest na przykład w Holandii, Niemczech i Wielkiej Brytanii – mówi Rafał Rudzki, starszy menedżer w Deloitte Polska.

Zakres usług oferowany w ramach opieki farmaceutycznej jest różny w każdym ze wspomnianych krajów – zależy bowiem od nakładów, jakie poszczególne państwa przeznaczają na to rozwiązanie. Według szacunków Deloitte najwięcej środków na opiekę farmaceutyczną z budżetu przeznacza Wielka Brytania: sięgają one 0,53 proc. PKB. Brytyjscy farmaceuci są uprawnieni nawet do wystawiania recept.

CZYTAJ TEŻ: Czy twój lekarz powołuje się na klauzulę sumienia? Teraz możesz to sprawdzić w aplikacji Medicover

Farmaceuta jak lekarz

Czy Polska jest gotowa na takie rozwiązanie? Badania wskazują, że tak – farmaceuta jest bowiem wskazywany jako jeden z zawodów cieszących się wysokim zaufaniem społecznym. Co więcej, z raportu „Jak wprowadzić w Polsce opiekę farmaceutyczną? Rola i wyzwania współczesnej apteki”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z USP Zdrowie, wynika, że wprowadzenie w Polsce opieki farmaceutycznej mogłoby przynieść nawet 4 mld zł oszczędności.

– Nieuniknione zmiany, trendy społeczne i cywilizacyjne obligują do tworzenia odpowiedzialnych rozwiązań systemowych, które będą realnie zaspokajać potrzeby pacjentów. Jak pokazują doświadczenia zachodnioeuropejskie, wprowadzenie opieki farmaceutycznej zdecydowanie poprawia efektywność leczenia, a w konsekwencji bezpieczeństwo i zdrowie pacjenta. Ponadto, jak dowodzi raport, może przynieść wymierne korzyści dla polskiego systemu ochrony zdrowia – mówi Robert Jurgawka, członek Zarządu USP Zdrowie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Minister Arłukowicz pyta o efekty programu prokreacyjnego. Resort odpowiada, ale… nie na to pytanie

Opieka farmaceutyczna w Polsce: szansa w informatyzacji służby zdrowia

Zdaniem ekspertów Deloitte, reformę opieki zdrowotnej można zrealizować według jednego z trzech scenariuszy. Pierwszy z nich zakłada wprowadzenie programu profilaktycznego, który nie wymagałby istotnych zmian legislacyjnych. Gdyby miał objąć całą populację, jego roczny koszt wynosiłby około 3,5 mld zł w 2020 r., ale zyski zdrowotne zredukowałyby wydatki NFZ o 3,85 mld zł (4 proc. budżetu NFZ). Patrząc długofalowo, rozwiązanie to mogłoby być samofinansujące się, dlatego wydaje się najbardziej korzystne.

W drugim scenariuszu można wprowadzić – na podobieństwo świadczeń POZ – usługę opieki farmaceutycznej jako element podstawowej opieki zdrowotnej. Podobnie jak w pierwszym przypadku, wiązałoby się to z 3,5 mld zł rocznych wydatków w 2020 r. i 3,85 mld zł oszczędności.

Trzeci model zakłada wprowadzenie w Polsce regulacji prawnych umożliwiających klientom aptek, by stali się pacjentami za niską opłatą ryczałtową. Zysk dla publicznego systemu ochrony zdrowia z prywatnego korzystania z opieki farmaceutycznej mógłby wynieść wówczas około 468 mln zł.

– Warunkiem sine qua non reformy wprowadzającej ogólnopolską opiekę farmaceutyczną jest istnienie systemu informatycznego łączącego lekarzy i farmaceutów. Bez tego udział aptekarzy w procesie leczenia będzie niemożliwy. Reforma opieki farmaceutycznej przygotuje Polskę na wyzwania przyszłości, także te związane ze starzeniem się społeczeństwa i ograniczonej dostępności usług medycznych. Pozwoli ponadto zachować w Narodowym Funduszu Zdrowia konkretne środki – podsumowuje Rafał Rudzki.

Współautor raportu Piotr Arak mówi z kolei, że w Polsce należy wykorzystać szansę, którą daje wprowadzenie e-recept.

– Elektroniczne recepty zastąpią papierowe, bo będą wygodne dla pacjenta, lekarza i farmaceuty. Dzięki powstaniu sieci wymiany informacji między przychodniami i aptekami wprowadzenie opieki farmaceutycznej około 2020 roku byłoby więc możliwe – mówi.

Źródło: Deloitte

POLECAMY RÓWNIEŻ: Z tymi kobiecymi nowotworami przegrywa blisko połowa chorych. Resort zdrowia nakłania do profilaktyki

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.