Przejdź do treści

Znaleźć kogoś do kogo pasuję

Adopcja Poszukiwania rodziny biologicznej

Poszukiwanie biologicznych korzeni jest nieodłączną częścią adopcji. Rodzice adoptując liczą się z tym, że przyjdzie czas kiedy dziecko będzie chciało dowiedzieć się czegoś więcej o biologicznej rodzinie. Jak to wygląda w praktyce? Kto kogo poszukuje, a kto kogo może poszukiwać? Czy słusznie rodzice adopcyjni obawiają się odnalezienia ich i ich dziecka przez rodzinę biologiczną? To dylematy większości rodziców adopcyjnych. Mają one wpływ na otwartość i jawne mówienie o adopcji w rodzinie.

O tożsamości adoptowanego dziecka i o tym co to znaczy żyć bez cienia, rozmawiałam z Bożeną Łojko, prezes Fundacji Zerwane Więzi, adoptowaną w dzieciństwie (przeczytaj tutaj http://www.chcemybycrodzicami.pl/artykul/1591/zycie-bez-cienia ). Mówi, że „tożsamość jest częścią nas. Kiedy nie mamy wiedzy o swoim pochodzeniu, to nie mamy wiedzy o części nas samych. Jesteśmy więc takimi połowicznymi osobami, które nie mogą się poukładać w życiu dorosłym. ”Dlatego Ci, którzy nie mają pełnej wiedzy o tym skąd pochodzą będą szukać, bo to jest nieodzowny element zbudowania swojej tożsamości. Na forach i w grupach poszukujących  biologicznych rodzin można przeczytać relacje tych, którzy odnaleźli swoich bliskich. Łatwo tam zauważyć jak ważne to było dla nich nie tylko w kwestii uzupełnienia wiedzy o pochodzeniu, ale też zadania pytania: dlaczego tak się stało?

Kto kogo może szukać?

Przede wszystkim szukać członków rodziny biologicznej może dziecko, które było adoptowane. Nie odwrotnie. „To dziecko powinno być panem sytuacji, a nie zostać zaskoczone swoją przeszłością” – mówi Beata Saliltra, administratorka grup skupiających ludzi adoptowanych poszukujących swoich biologicznych korzeni. Dziecko nie miało wpływu na to jak ułożyła się jego historia i to jest szalenie istotne, żeby mogło dobrowolnie poznawać tą przeszłość. We własnym rytmie i zgodnie z własnymi potrzebami. Miejscem, w którym urywa się historia dla rodziny biologicznej jest sąd. Tam następuje zerwanie więzów rodziców biologicznych z dzieckiem, którego się zrzekli, lub wobec którego zostały im odebrane prawa rodzicielskie.
Rodzina biologiczna może uruchomić poszukiwania, ale tylko za pośrednictwem internetu co jest stosunkowo trudne (są im znane tylko dane sprzed adopcji),  i – jak potwierdza Pani Beata – takie poszukiwanie jest na granicy prawa. Rodzice i rodzeństwo biologiczne nie mają dostępu do nowych danych dziecka, a żaden urząd nie udostępni im tych danych, bo nie ma ku temu żadnego uzasadnienia. Dane po adopcji udostępnia się tylko osobie zainteresowanej, uczestniczącej w sprawie, czyli tylko samemu dziecku (gdy uzyska pełnoletność) lub jego rodzicom adopcyjnym, jako uczestnikom sprawy o przysposobienie. Jednak praktyka pokazuje, że rodzice biologiczni szukają dzieci, które zostały adoptowane. „Zauważyłam, że ostatnio rodzice biologiczni szukają coraz częściej. Jednak ja nie szukam dla rodziców biologicznych, czasem pomagam rodzeństwu biologicznemu, które szuka jednego ze swoich braci lub siostry oddanych do adopcji. Ale pod warunkiem, że szukana osoba jest pełnoletnia. Zawsze rozmawiam z osobą poszukującą ze strony rodziny biologicznej o motywach tych poszukiwań. Jeśli ktoś nie widział dziecka od momentu urodzenia i po kilkunastu latach mówi, że chce odnaleźć, bo kocha dziecko i tęskni za nim, trudno mi w to uwierzyć, bo przecież tej relacji nie było kiedy nawiązać, żeby czuć miłość, tęsknotę. Czy to nie jest egoizm? Zadaję pytanie czy myśli o dobru tego poszukiwanego, co jeśli ono nie wie, że było adoptowane, albo wie ale nie chce poszukiwać?” – opisuje Pani Beata i dodaje: „pytam też o wiek dziecka. Jeśli było starsze w momencie adopcji, to już pamięta, kojarzy że było adoptowane i będzie samo chciało poznać rodzinę, zatem trzeba po prostu uszanować jego prawo i dać mu możliwość zdecydowania kiedy na te poszukiwania wyruszy.”

Poszukiwania praktycznie

Kiedy adoptowane w dzieciństwie dziecko osiąga pełnoletność, może rozpocząć poszukiwania.
Część informacji mogą mieć rodzice adopcyjni w postanowieniu sądu, w którym jest orzeczona adopcja (przysposobienie). Na pewno są to dane dziecka sprzed adopcji (imię, nazwisko, czasem stary pesel) oraz imiona i nazwiska rodziców biologicznych. Często to jest wystarczające do rozpoczęcia poszukiwań rodziców biologicznych przez internet. Jednak, żeby zdobyć adres zamieszkania z czasu, gdy była adopcja trzeba pójść dalej.
KROK 1
W postanowieniu o przysposobieniu jest numer zupełnego aktu urodzenia sporządzonego we właściwym dla miejsca urodzenia Urzędzie Stanu Cywilnego na poprzednie dane dziecka. Trzeba złożyć wniosek o odpis tego zupełnego aktu (jak wnioskować kliknij tutaj https://obywatel.gov.pl/zgon/uzyskaj-odpis-aktu-stanu-cywilnego-urodzenia-malzenstwa-zgonu )
powszechnie nazywanego pierwotnym (zgodnie z ustawą o aktach stanu cywilnego jest to akt dotychczasowy). Tam będzie wpisana sygnatura akt sprawy orzekającej zrzeczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich.
KROK 2
Mając ten numer dorosły adoptowany w dzieciństwie może zgłosić się w sądzie po wgląd w akta tej sprawy. Nie jest konieczne pisanie wniosku, wystarczy dowód tożsamości oraz postanowienie orzekające przysposobienie, które jest dokumentem poświadczającym zmianę personaliów i prawo wglądu. W taki sposób adoptowany może dowiedzieć się jakie były przyczyny takiego stanu rzeczy oraz poznać personalia i adres zamieszkania rodziców biologicznych. W pełnej dokumentacji będą oświadczenia, zeznania rodziców biologicznych, opinie biegłych a także informacja o ewentualnym starszym rodzeństwie. Jeśli zechce spotkać swoich biologicznych rodziców i rodzeństwo osobiście, może wówczas nawiązać z nimi kontakt bezpośrednio lub przy pomocy mediatora, przyjaciela, rodziców adopcyjnych.
„Jak dziecko samo przeczyta swoją historię w aktach, odbierze ją po swojemu, będzie mieć swoją opinię, pozna prawdę” – wyjaśnia Beata Salitra. Z punktu widzenia rodzica adopcyjnego to bardzo ważne, że dziecko potwierdzi we własny sposób to o czym mówili jego rodzice adopcyjni. To będą bardzo trudne pod względem emocjonalnym chwile i niezbędne jest wtedy wsparcie rodziców adopcyjnych. Nawet jeśli dziecko, już wtedy dorosłe, nie zechce fizycznej obecności rodziców podczas wizyty w sądzie czy osobistego spotkania, to wsparcie psychiczne, akceptacja, zrozumienie tego w jakim momencie jest i co przeżywa będzie silną podporą.

Zasady pomocy w poszukiwaniach

Czytając posty i komentarze można się dużo dowiedzieć. Widać, że ludzie chętnie angażują się w pomoc w odnajdywaniu poszukiwanych osób. Udostępniają posty na swoich tablicach z bardziej lub mniej dokładnymi danymi, co jest nie bez znaczenia, bo przecież ich znajomi są powiązani z kolejnymi znajomymi, itd. Zasięg rozprzestrzeniania się informacji, że ktoś kogoś szuka rośnie. Mam swoje zasady, których konsekwentnie przestrzegam zanim komuś zaoferuję pomoc – mówi Beata Salitra, nie szukam dla rodziców biologicznych i nie szukam nieletnich, bo to po prostu nielegalne. Jeśli pomagam to tylko tym, którzy tego chcą, nie działam za kogoś. Ta pomoc polega głównie na wskazywaniu ścieżki jaką można pójść. Krok po kroku, szukający szuka a jeśli utknął gdzieś po drodze i nie może pójść dalej mimo, że tego chce wskazuję co mógłby jeszcze w danej sytuacji zrobić.”
Pani Beata nie pomaga też ludziom agresywnym. „Kiedyś udzielała się w grupie dziewczyna, która próbowała wymusić podpowiedzi jak ma szukać swojej nieletniej adoptowanej siostry. Twierdziła, że obawiała się, że tamta jest bita w nowej rodzinie adopcyjnej. Od wielu lat nie miała z nią kontaktu, nie umiała wyjaśnić dlaczego rodzice biologiczni są pozbawieni praw, nie wiedziała nic o rodzicach adopcyjnych i nie umiała powiedzieć skąd takie obawy o przemoc fizyczną w nowej rodzinie. Pisała agresywne komentarze m.in. o tym, że rodzice adopcyjni powinni być kontrolowani, przecież jej siostrze może dziać się krzywda.” Na szczęście Pani Beata ma doświadczenie, dobre zna specyfikę adopcji, no i jest administratorem i może zapanować nad takimi komentarzami czy postami. Ale jest wielu ludzi, którzy nie znają specyfiki funkcjonowania ludzi w rodzinie adopcyjnej, mylą z rodzinami zastępczymi, pomagają bezmyślnie chociaż w dobrej wierze. Trzeba być bardzo ostrożnym i odpowiedzialnym zanim udostępni się jakieś informacje.
Jeśli chcemy komuś pomagać w poszukiwaniach warto pamiętać o ochronie danych osobowych, na czym czuwa prawo i Urząd wraz z Głównym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych (GIODO). Zbieranie, publikowanie i udostępnianie jest obarczone ryzykiem kary, i to wcale nie małej. Ustawa o ochronie danych osobowych za udostępnienie danych lub umożliwienie dostępu do danych osobom nieupoważnionym przewiduje karę grzywny, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 (art. 51 ust. 1 ustawy). W szczególności jeśli chodzi o takie dane osobowe jak imię i nazwisko z datą i miejscem urodzenia. Do ich udostępniania mają prawo tylko osoby bezpośrednio zainteresowane. Pamiętajmy, że osoby adoptowane są właścicielami swoich danych sprzed adopcji, nikt inny. Zatem każdy kto udostępnia dane osób poszukiwanych, a nie swoje, naraża się na spore kłopoty i warto mieć tego świadomość, zanim kliknie się „udostępnij” na FB.
Rodzice adopcyjni nie muszą obawiać się ingerencji rodziny biologicznej w życie rodzinne gdy wychowują dziecko. Jak widać jedynym łącznikiem wiążącym dane sprzed adopcji z danymi po adopcji jest dorosły adoptowany. Tylko on ma wgląd w akta obydwu spraw: rozwiązujących jego więzy z rodziną biologiczną i zawiązującą jego więzy z rodziną adopcyjną. Prawo zadbało o to, aby nikt inny nie mieszał się do kwestii tożsamości danej osoby, która już swoje przeszła. Zaznaczam, że dziecko nie miało wpływu na to co się z jego życiem dzieje, dlatego w tym wypadku ten wpływ już powinno mieć. Inna obawa z jaką się spotkałam to, że ich dziecko w przyszłości, gdy już będzie dorosłym zerwie kontakt z rodzicami adopcyjnymi po odnalezieniu rodziny biologicznej. Praktyka tego nie potwierdza.

Rzadko zaiskrzy

Również Beata Salitra podkreśla na bazie swoich doświadczeń związanych z pomocą w poszukiwaniach, że te relacje z rodziną biologiczną wcale nie są takie oczywiste. „U osób adoptowanych i biologicznych są inne oczekiwania wobec odnalezienia. Ci, którzy byli adoptowani częściej chcą po prostu zaspokoić ciekawość, potrzebę uzupełnienia informacji, poznać prawdę o przyczynach rozstania. Z drugiej strony u rodzeństwa biologicznego, które pamięta odchodzące z rodziny dziecko może być tęsknota za swoim bratem lub siostrą, pielęgnowana przez lata rozłąki. Te zupełnie inne oczekiwania mogą doprowadzić do rozczarowania, do zaburzenia komunikacji” – mówi Salitra. Ta relacja ma słabe szanse na nawiązanie a co dopiero na rozwijanie i budowanie na niej jakiejś więzi. Często też spotkanie z rodziną biologiczną to zderzenie dwóch różnych światów, innych środowisk, sposobów wychowania, poglądów. „Dorośli, którzy byli adoptowani rzadko podtrzymują kontakt z odnalezioną rodziną, jeśli już to z rodzeństwem. Po pierwszym kontakcie dorosłych ukształtowanych już osób, albo coś zaiskrzy albo nie, a wtedy po prostu brakuje tematów do rozmów.” – podsumowuje Pani Beata.
Na zakończenie cytat z autobiograficznej książki Jeanette Winterson „Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?”.  Adoptowane dzieci wymyślają się same, bo tak już musi być; od samego początku naszego życia pojawia się nieobecność, próżnia, znak zapytania. Najważniejsza część naszej opowieści znika, i to znienacka, jakby w łonie wybuchła bomba. Dziecko eksploduje do nieznanego świata, który jest poznawalny wyłącznie za pośrednictwem jakiejś opowieści – tak wszyscy żyjemy, to oczywiste, ale adopcja wrzuca nas …do opowieści po tym, jak ta już się zaczęła. „Dlatego jako rodzice adopcyjni musimy być gotowi na te poszukiwania, bo nasz dzieci czują brakującą część tej opowieści i chcą po prostu poznać jej uzupełnienie i kogoś do kogo pasują.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

czy przed i po transferze można farbować włosy

Dbanie o siebie to także dbanie o swój wygląd – wszelkiego rodzaju zabiegi kosmetyczne pomagają nam poczuć się atrakcyjnie, dodają pewności siebie, ale też relaksują. Jednym z takich zabiegów jest farbowanie włosów. Powstaje więc pytanie czy przed i po transferze można farbować włosy?

Czy farbowanie ma jakikolwiek wpływ na transfer? Czy mogę iść wtedy do fryzjera? Czy nie zniweczy to moich starań, nie utrudni transferu?” – oto często pojawiające się pytania. Postanowiliśmy o odpowiedź poprosić dr n.med. Patrycję Sodowską, ginekologa-położnika z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach, która na pytanie: „Czy przed / po transferze można farbować włosy? Czy jest to bezpiecznie?” odpowiedziała jasno:

„Nie ma przeciwwskazań”.

Jak wskazują eksperci, nie znaleziono żadnych dowodów na szkodliwe działanie składników znajdujących się w farbach do włosów na niezagnieżdżony jeszcze zarodek. Podobnie w czasie ciąży. Warto jednak pamiętać, że należy unikać amoniaku, stąd też z tego typu farb/kosmetyków lepiej zrezygnować (szczególnie w pierwszym trymestrze ciąży).

Zadaliśmy też inne, często nurtujące przyszłe mamy, pytanie: „Czy występują jakieś inne przeciwwskazani co do zabiegów kosmetycznych, które mogą nie być bezpieczne w trakcie / przed / po transferze?

Nie zaleca się wykonywania zabiegów z użyciem silnych środków chemicznych, z zastosowaniem ultradźwięków oraz zabiegów laserowych” – mówi dr Sodowska.

Sprawdź też:

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Min. Radziwiłł powołał Konsultanta Krajowego dziedzinie położnictwa i ginekologii. Kim jest?

prof. Krzysztof Czajkowski

Nowy Konsultant Krajowy ds. położnictwa i ginekologii powołany przez Ministra Zdrowia dr Konstantego Radziwiłła w dniu dzisiejszym. Nowym Krajowym Konsultantem w dziedzinie położnictwa i ginekologii został Prof. Krzysztof Czajkowski zastąpił na tym stanowisku prof. Stanisława Radowickiego. Obaj są od lat związani z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym i szpitalem położniczym przy ul. Karowej.

Prof. Krzysztof Czajkowski jest ginekologiem-położnikiem oraz specjalistą perinatologii z ponad 35-letnim doświadczeniem zawodowym. Zainteresowania naukowe i kliniczne profesora skupiają się wokół patologii ciąży oraz aspektów etycznych w embriologii i położnictwie. Opinie pacjentek na portalu znanylekarz.pl są różnorodne, od negatywnych (za kwestionowanie wskazań do porodu poprzez cięcie cesarskie i brak podejścia do pacjentek) do pełnych zachwytu.

Nominacja ta wydaję się być kolejnym etapem (po zaprzestaniu publicznego finansowania IVF, wprowadzeniu obowiązku posiadania recepty na antykoncepcję awaryjną i próbami całkowitego zakazu aborcji) wojny przeciwko kobietom prowadzonej przez ministra Radziwiłła ze wsparciem całego rządu Beaty Szydło. Wyrażamy jednak nadzieję, że nowy Konsultant Krajowy prof. Krzysztof Czajkowski wykaże się poszanowaniem etosu zawodu lekarza i będzie kierował się zasadami medycyny opartej na faktach, oraz będzie dążył do poszanowania praw reprodukcyjnych Polek.

 

Kim jest Konsultant Krajowy

Konsultantów krajowych powołuje minister zdrowia spośród specjalistów z poszczególnych dziedzin:
  • medycyny,
  • farmacji,
  • innych dziedzin, które mają zastosowanie w ochronie zdrowia.
Minister może poprosić o wskazanie kandydatów:
  • towarzystwa naukowe o zasięgu krajowym, które zrzeszają specjalistów w danej dziedzinie,
    odpowiednie samorządy zawodów medycznych.
Zadania konsultantów krajowych
  1. inicjują krajowe badania epidemiologiczne oraz oceniają metody i wyniki tych badań;
  2. prognozują potrzeby zdrowotne w swojej dziedzinie;
  3. doradzają, jak realizować zadania, które wynikają z Narodowego Programu Zdrowia i innych programów zdrowotnych;
  4. opiniują wnioski o skierowanie pacjenta do leczenia lub badań diagnostycznych poza granicami Polski;
  5. opiniują i doradzają przy zadaniach realizowanych przez Centrum Egzaminów Medycznych, Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych oraz Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Zamieszanie wokół in vitro w Szczecinku. Poczekamy dłużej?

City Hall Building in Szczecinek - Poland
City Hall Building in Szczecinek - Poland

Szczecinek chce dołączyć do grona samorządów wspierających osoby borykające się z niepłodnością i zapewnić swoim mieszkańcom dofinansowanie in vitro w wysokości 5 tys. zł. na parę.

W tej chwili trwa procedura uruchamiania programu częściowej refundacji, który w Szczecinku wywołuje niemałe kontrowersje wśród członków Rady Miasta. Na tym jednak nie koniec problemów. Choć program został wstępnie przyjęty na marcowym posiedzeniu Rady Miasta, zgodnie z procedurą trafił do zaopiniowania przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, a ta, choć projekt zaopiniowała pozytywnie, ma kilka uwag, z którymi radni będą musieli się zmierzyć.

  • należy uzupełnić informacje o celach programu i miernikach efektywności.

  • zastrzeżenia budzi wyznaczenie górnej granicy wieku kobiet na 40 lat. – Większość krajów UE wprowadziła granice wieku do korzystania z procedury in vitro. Najczęściej jest to wiek kobiet między 40 a 45 r.ż. Warto również podkreślić, że obowiązująca w Polsce ustawa o leczeniu niepłodności nie określa górnej granicy wieku kobiety, u której planuje się przeprowadzenie ww. zabiegu. Ze względu na brak jednoznacznych wytycznych w Polsce dotyczących górnej granicy wieku kobiet, u których możliwe jest wykonanie zapłodnienia pozaustrojowego, jak również szerokie wątpliwości natury etycznej nie można w sposób jednoznaczny odnieść się do zaproponowanej w programie górnej granicy wieku kobiet – czytamy w dokumencie zawierającym ocenę AOTMiT.

  • konieczne jest doprecyzowanie liczby przenoszonych zarodków.

  • w pierwotnym projekcie brakuje wzmianki o tym, że uczestnicy programu muszą wcześniej przeprowadzić pełną diagnostykę niepłodności.

  • miasto nie wyceniło w programie cen poszczególnych usług, które będą wykonywane w ramach programu.

  • brak wyceny kosztów kampanii informacyjnej.

Zgodnie z założeniami programu przewidującego dofinansowanie in vitro w Szczecinku na lata 2017-2019 z częściowej refundacji – 5 tys. zł. skorzysta 20 par rocznie. Program będzie kosztował Szczecinek 100 tys. zł w każdym roku jego trwania.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego